Przyroda i natura są dla człowieka. 
Nigdy nie było i nie będzie odwrotnie.
Pokojowa koegzystencja jest możliwa. Jest konieczna.
Im szersze obejmuje kręgi, tym jest bezpieczniejsza. Bezpieczniejsza i dla natury, i dla człowieka.
Z demokracją jest podobnie.

Demokracja, jak i natura, polega na osobistym uczestnictwie i zaangażowaniu. Żadne administracyjne ograniczenia im nie służą. Jesteśmy zwolennikami pełnej tolerancji i pełnej odpowiedzialności. Uważamy, że pozbawianie ludzi odpowiedzialności jest co najmniej naganne, jeśli nie zbrodnicze. Może w efekcie skutkować destrukcją i anarchią.

Tak się złożyło, że to człowiek wyszedł z ewolucyjnych zmagań zwycięsko. Jest mądry i powinien być odpowiedzialny. Pozbawianie go tej odpowiedzialności to naruszanie tolerancji, wolności i demokracji. To niszczenie środowiska – gdyż osoby nieodpowiedzialne nie dbają o naturę.

Uzurpowanie sobie większych prerogatyw w stosunku do innych niszczy nie tylko kraj. Niszczy też ojczystą przyrodę.

Polska to kraj i Państwo. To miejsce życia Polaków. To nadzieja na szczęście. Na dobrostan.

Las to obszar, z którego wyszli ludzie, który był schronieniem, ochroną i gwarantem bytu. Stąd Darz Bór!

Czego nie czynić …

by neologizm „Polska w lesie” miał jak najmniejszą zawartość negatywnych odczuć?

Co czynić?

Leśnicy to kiedyś byli ludzie twardo stąpający po ziemi i nieulegający manipulacjom, szczególnie gdy tyczyły nauk przyrodniczych.
Jednak wieloletnia propaganda kierowana od góry w dół, do młodych, odnosi skutki. Propaganda jest poparta materialnym zainteresowaniem.
Dziś przestają wierzyć, że to co robią może być szkodliwe. Ale wyparcie to dość trwały uraz psychiczny. Stąd jeden z najniższych poziomów satysfakcji zawodowej w badaniach socjologicznych.
„Lasy miejskie” to realność powstała w wyniku wieloletniego deprecjonowania leśnictwa i Lasów Państwowych. Także przez zindoktrynowane służby leśne. Na stronie DGLP czytamy, m.in., że powstaje: „Nowa kategoria – lasy o zwiększonej funkcji społecznej. Celowo nie mówimy o lasach „miejskich” czy „podmiejskich”, gdzie koncentrują się społeczne oczekiwania. Niekiedy chodzi również o intensywnie odwiedzane lasy na wsi czy w okolicach wypoczynkowych. W tej kategorii będziemy ujmować:
– lasy intensywnie użytkowane rekreacyjnie,
– tereny leśne w bezpośrednim sąsiedztwie ośrodków wypoczynkowych,
– lasy uzdrowiskowe w strefach A i B (w rozumieniu ustawy z dnia 28 lipca 2005 r. o lecznictwie uzdrowiskowym, uzdrowiskach i obszarach ochrony uzdrowiskowej oraz o gminach uzdrowiskowych).”
Dowiadujemy, się od Obywatela Edwarda Siarki – Wiceministra Klimatu (a swoją drogą, czy to poważne mieć ministra od klimatu, w tym deszczu, gradu, temperatury, i od jasnego pioruna …) oraz Obywatela Józefa Kubicy – Dyrektora Generalnego LP, że dotychczas leśnicy i sama organizacja Lasy Państwowe nie realizowała funkcji społecznych, nie rozumieli zapisów i przesłania najlepszej na świecie Ustawy o lasach i ją ewidentnie naruszali, niszcząc jednocześnie społeczną wrażliwość i poczucie związku z natura, która jest tylko wówczas, gdy nie warczy w niej piła motorowa lub harwester. Zbyt wolno następowała w naszym biednym kraju produkcja truchła, które jest przedmiotem westchnień „społecznych”, co Obywatel Edward Siarka wraz z całą Solidarną Polską i unijnym fitem uznali po głębszym zastanowieniu za naganne.

Jest w Warszawie park. Jeden z największych. Ale jakby go nie było.
Dostęp jest tu reglamentowany.
To park przy Pałacu w Natolinie. I choć Pałac jest Pałacem, to park już parkiem przestał być. Zaniedbania powojenne usankcjonowano stworzeniem „organizmu” bezkosztowego – rezerwatu. Zbudowano odpowiednią ideologię. I w ten sposób mamy w Warszawie „Puszczę Białowieską”. A właściwie jakiś „białowieski rezerwat”.
Powtarzanie tego jak szczekaczka zmienić może umysły, ale nie realia. Tak jak w puszczańskim rezerwacie tak też w Natolinie obserwujemy zapaść przyrodniczą, nie wspominając o zniszczeniu parkowego założenia.

Na Gochach, czyli w jednym z regionów Kaszub, możemy jeszcze zobaczyć prawdziwy tartak wodny. Wciąż pracujący. To ewenement w Polsce, i nie tylko tu. Nie jest położony na sopockiej plaży, czy na Krupówkach. Ale warto go odszukać i zobaczyć. I zainteresować okolicą. Zapraszam do Hamer-Młyna.