Autor

admin

Browsing

Takie niegroźne zdarzenie.
Nic nikomu się nie stało, a lekkiego uszkodzenia doznał tylko nasz leciwy Focus.
W roku ubiegłym, w czerwcu, inny kierujący uszkodził mój samochód. I uciekła. Stało się to w Brusach, gdy robiliśmy zakupy, czyli nie było nas w samochodzie. Z łatwością udało się jednak rozpoznać sprawczynię, która została odpowiednio potraktowana przez Policję.

złodziejstwo – pozbawienie kogoś dóbr materialnych niezgodnie z obowiązującym prawem; rabunek, łupiestwo, kradzież, grabież (SJP) 
Certyfikat polisy
Polisa ubezpieczeniowa AXA samochodu

Ponieważ posiadałem polisę OC, więc wydawało się, że kwestia uzyskania odszkodowania w celu naprawy uszkodzenia lub sama naprawa tego uszkodzenia we wskazanym warsztacie to tylko formalność. 

Jak z płatka poszło z oceną szkody przez mojego ubezpieczyciela AXA. 
Później zaczęły się schody.
Ponoć właścicielka auta nie miała ubezpieczenia – więc AXA generalnie umyła ręce, choć wcześniej przyjęła odpowiednią składkę. 
Konsekwencje bałaganu w systemie ewidencji polis.

Państwowy Zakład Ubezpieceń
Ubezpieczyciel krajowy i narodowy

AXA piórem swojego specjalisty, w lutym br. wskazuje instytucje i urzędy, które mogą mi pomóc. Pojawia się PZU – bo tam ubezpieczona była sprawczyni, Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny – pomocny w przypadkach gdy jedna ze stron zapomniała o obowiązkowym ubezpieczeniu, czy Polskie Biuro Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. I w końcu kieruje mnie do Rzecznika Finansowego czy Powiatowego Rzecznika Konsumentów.

Przyjrzyjcie się drodzy czytelnicy, ile instytucji powołało nasze ukochane państwo, by żyło nam się lepiej i sprawiedliwiej. Ileż możliwości pomocy nam stworzono.

UFG logo

Polskie Biuro Ubezpieczycieli Komunikacyjnych

Powiatowy Rzecznik Konsumentów - instytucja państwa

Rzecznik Finansowy

Czy uważacie, że to wystarczy?
Osobiście twierdzę, że o wiele bardziej bym był spokojny gdyby zaistniały jeszcze takie: Rzecznik Dobrych Praktyk Ubezpieczeniowych jak też SprawiedliwośćRzecznik Dobrych Praktyk Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. Przydałby się też Urząd Generalnego Dyrektora Ubezpieczonych RP wraz z oddziałami terenowymi. Aby choć trochę wyrównać szanse, wskazany byłby też Urząd Generalny Rzecznika Towarzystw Ubezpieczeniowych – bo chyba zwróciliście uwagę, że symetrii nie ma. Że państwo z troską podchodzi do szarego Kowalskiego, a formalnie nie broni żadnego ubezpieczyciela przed oszustwami, które mu zagrażają ze strony ubezpieczonych.
Specjalista ds. kontroli AXA wskazuje ostatecznie na drogę sądową. Pięć miesięcy po tym, gdy istnieje oficjalna informacja o tym, że sprawca był

Informacja Policji
Policja wskazuje na polisę sprawcy w PZU

ubezpieczony w PZU. PZU bowiem z determinacją zapewniało (w listopadzie – dwa miesiące po zakończeniu postępowania przez Policję), że sprawczyni nie posiadała ich polisy (sic!). Czy uzgodnili to z Policją?
W tych okolicznościach AXA jest w rozterce.  Proponuje mi różnorakie ścieżki, by ją wyręczać w uzyskaniu tej pewności.

Ani się obejrzałem i minął rok
Piętnaście miesięcy od zdarzenia. Czternaście miesięcy od oszacowania szkody. Rok od podjęcia oficjalnej wiadomości, iż sprawczyni jednak dopełniła obowiązku ubezpieczenia.

AXA - logo firmy
AXA – francuska firma ubezpieczeniowa

AXA przysyła mi list.  I siedzi cicho. 
Pewnie ręce już zaciera. 
Przysłała mi piękny list, z pięknym opisem całej sytuacji (no nie całej, bo pominęła moja pięknotka okres słownych, i dość nieprzyjemnych przepychanek e-mailowych, z których jednoznacznie wynikało, bym się od nich od…), i przyznaniem się do winy. 
Ale odszkodowania, zadośćuczynienia jak nie było, tak nie ma. 
Pewnie klepią się po brzuchach, rechocząc do rozpuku. Pewnie razem z podobnymi specjalistami z PZU.
Formalnie rzecz biorąc, od czasu oszacowanie szkody ktoś, kto nie reguluje zobowiązania, zawłaszcza je. 
Nie. Nie twierdzę zaraz, że to złodziejstwo. 
Po prostu ten brak w portfelu, który dostrzegam co dzień od roku. Przez okres 365 dni. – Oczywiście, że to nie złodziejstwo. 
Zgodnie bowiem z definicją, złodziej to ten, co kradnie. Absolutnie nie jest nim ten, co nie oddaje należnego (sic!). 

Samochód sprawcy
Samochód sprawczyni, zdjęcie przypadkowego świadka zdarzenia

Jak nazwać takiego złodzieja, co nie oddaje należnego? Może AXA wie? A może wie PZU?
Aha, przepraszam, wciąż się gubię i nie mogę się połapać jak nazwać taką mendę. Pomóżcie, proszę.

*
*

Swoją drogą, to bardzo ciekawe, jak to wszystko składnie urządzono. Ściga się ludzi za nieopłacone składki natomiast w przypadku nierozliczenia odszkodowania, to sprawa trafia w niebyt. Oczywiście można się poskarżyć do URZĘDU. Można też do SĄDU (stać Cię na to?). Cóż ma poszkodowany prócz dodatkowej mitręgi, a jakie konsekwencje spadają na ubezpieczyciela gdy nie realizuje zobowiązania? Cóż ma Państwo?
Państwo polskie stoi przecież na straży swoich obywateli. Ilu ich jest tych „obywateli” typu AXA. Bo nie Kowalskich – tych przecież za dużo, któż by dał radę pilnować ich praw i racji. Łatwiej przecież pilnować racji ubezpieczycieli, banków, urzędów centralnych.
Nie jestem już petentem jak w PRL-u, ale klientem – łechta nas wszystkich kolejna nowomowa. Ale tak jak dawniej – dzisiejszy klient niczym nie różni się od roli petenta. Lukier spływa z tej tragicznej zmiany…
Za chwilę napiszę może o kolejnym złodzieju, który niszczy moje mienie od 11 lat. Zaczął za PO (6 lat), ale PiS (5 lat, póki co) tu zmiany nie poczynił.
Może też napiszę o ochronie danych osobowych i o instytucji, która broni tych, co je łamią i naruszają w imię racji stanu kolejnych „obywateli”: banków i instytucji państwa. Tak, tak, „Twojego” państwa czytelniku.
Ot, takie zwyczajne peregrynacje z „moim” państwem.

Wiem, że wszyscy to znacie. Że wolicie kotki i pieski – bo nic się nie da zrobić…

 

Starsi może jeszcze pamiętają bajkę o Jasiu, który chcąc sprawić mamie prezent, udał się rano, lub raczej bardzo wcześnie rano, do lasu położonego „po lewej stronie Bugu”. Niespodzianką miały być kobiałki samodzielnie uzbieranych jagód. Wyprawa do lasu była pełna przygód – jak to w bajce, którą napisała Maria Konopnicka.

Oryginalna okładka bajki
Bajka Marii Konopnickiej „Na jagody”

Nie było złego wilka, choć jastrzębia powieszono. A Jasiek zdążył wrócić do domu z dwiema pełnymi kobiałkami, jeszcze zanim mama wstała. Dla dzieci, a wszyscy nimi jesteśmy, pod artykułem zamieściłem pełny tekst tej bajki.
Dziś zbiór jagód to już nie bajka, co nie oznacza, że wyprawa po nie do lasu, nie niesie przy okazji także innych doznań.
W tym roku (2020) jagód mamy nadzwyczajną obfitość. Nie zdarza się taka obfitość corocznie.
„W Polsce pierwsze kwiaty pojawiają się od 20 kwietnia (na obszarach o łagodniejszym klimacie) i kwitnienie trwa do 12 maja (masowe kwitnienie zaczyna się od 5 do 10 dni później.)” Jeśli w tym czasie pojawią się tzw. późne przymrozki, to nie mamy co liczyć na obfite owocowanie. Zmrożone kwiaty owoców nie dadzą.

Jagoda czarna
Krzewinki jagody czarnej

Tradycyjnie już w wielu regionach kraju można się zaopatrzyć w jagody u zbieraczy oferujących je przy drogach. Jednak nie słychać już na podwurzach miast wołania drobnych handlarzy czy zbieraczy: „-Jagody. Jagody. Świeże jagody.”
Są regiony, w których ludzie już zaprzestali zbiorów jagód. W dużej mierze to pokłosie programu demograficznego partii PiS.

Nie zaprzestali ich jeść i pożądać.
Leśne jagody mają smak niepowtarzalny. Nie łudźmy się: niczym go nie zastąpimy. Borówka wysoka, czyli amerykańska, nie zastąpi smaku prawdziwej czernicy z lasu. Zarówno w smaku jak i w wartości nie dorównuje jej.

Jagody
Czarna borówka, czernica, czarna jagoda, jagoda

Nie tylko smak
Jagody, czarne jagody, czernice są nie tylko smaczne. Są zdrowe a stałe i celowe spożywanie pozwala wykorzystać ich  właściwości lecznicze.   Zajrzyjcie na stronę dr Henryka Różańskiego – https://rozanski.li/ – „Medycyna dawna i współczesna” – gdzie znajdujemy szczegółowe opisy jch właściwości leczniczych oraz składu.. Dowiadujemy się, że mocniejsze działanie na nasz organizm mają liście borówki – są bardziej esencjonalne. Zarówno liście jak i owoce wspomagają nas nie tylko w problemach biegunkowych.

zbieraczka
Maszynka do zbierania jagód

Stany zapalne i uszkodzenia naczyniówki i siatkówki, nadciśnienie, angiopatie oczne, zakrzepy w układzie naczyniowym oka, żylaki, cukrzyca, zaćma, plamice naczyniowe, stany zapalne jelit, zespół jelita drażliwego, zapalenie nerek – tu też możemy liczyć na wspomaganie borówki czernicy. Mało? No to jeszcze: cukrzyca, choroba wieńcowa, jaskra, paradontoza, miażdżyca, przemęczenie wzroku, zaćma, zwyrodnienie plamki żółtej, choroba Raynauda. Ponadto zmniejszają aktywność enzymów odpowiedzialnych za powstawanie ataków dusznicy bolesnej. Hamują agregację trombocytów. Te wszystkie właściwości nie mogą nie robić wrażenia.

Wróćmy do smaku
Nie oszukujmy się, że wszyscy kontemplujemy wartości zdrowotne czarnej jagody. Przeważnie zachłystujemy się jedynym w swoim rodzaju aromatem, smakiem i kojarzonymi z widokiem jagodzianek czy pierogów wspomnieniami.

Jagodzianka
Sezonowa drożdżówka z jagodami

Najlepiej smakują te, które sami sobie zbierzemy.
Czy stać nas na to, by wzorem Jasia z bajki Marii Konopnickiej, wstać o rannej rosie i udać się do boru by uzbierać jagód. Może raz, dwa razy w sezonie.? Udało się Wam w tym sezonie?
A jagody są nie tylko smaczne. Są lecznicze. Przydałby się ich zapas. Natura nam to umożliwia, gdyż dominującą formacją leśną są w Polsce bory* (obszary z przewagą drzew gatunku Sosna zwyczajna czy Świerk pospolity, w których w runie dominuje borówka), choć manipulacje pseudoprzyrodnicze próbują je pozamieniać na lasy* (przestrzenie drzew liściastych, np.: dębów) w myśl jakiejś kolejnej doktryny ideologicznej, mającej nas uczynić szczęśliwszymi i lepszymi – wbrew naturze. To w borowym runie dominuje borówka, jeśli tylko nie jest zbyt jałowe – np.: chrobotkowe. Tym samym to bory latem darzą nas czarną jagodą. Zbiory z jagodzisk Bieszczadów (pamiętam takie w okolicach szczytu Jasło) kończą kres jagodobrania w kraju – w sierpniu, a może i we wrześniu.

Las obdarza człowieka swoim dobrem, a odpowiedzialny człowiek stara się by to obdarzanie trwało nieustannie. Musi więc człowiek dbać by LAS TRWAŁ. Stąd między innymi Darz bór.

Zakaz zbioru borówki czernicy?
Mam nadzieje, że nie jesteście zwolennikami wprowadzenia zakazu zbioru lub pobierania za zbiór owoców runa opłaty. Pomysły takie prezentowali m.in. Prof. Andrzej Grzywacz i Prof. dr hab. Tomasz Zawiła-Niedźwiecki w roku 2010, wskazując, że przeniosłoby to nas na wyższy poziom cywilizacyjny („Czy będzie podatek od zbierania grzybów” – http://metro.gazeta.pl/metro/1,50144,8433508,Czy_bedzie_podatek_od_zbierania_grzybow_.html), podobnie jak zmanipulowani leśnicy, stawiający się nie na pozycji służby społeczeństwu i kraju, lecz ponad nią). Wystarczy, że ta „wyższą jakość zidiocenia” niesie marnotrawienie leśnych zasobów kraju, pod zmanipulowanym przekazem, że istotą lasu jest zgnicie jego drzew. Idea ta przyświeca wszelkim ruchom wskazującym na doniosłość starych drzew i zamieniania ich w truchło miast w pożytek (Stowarzyszenie na Rzecz Wszystkich Istot, Klub Przyrodników, Viva, WWF, Greenpeace, Dziedzictwo Przyrodnicze ). I walczy z racjonalnością Darz bór oraz powszechną dostępnością do lasów i jego bogactwa.

Zbiór jagód

Zbiór jagód
Zbiór jagód na Kaszubach

Zbierajmy więc póki można. Póki nie uwierzycie, że za zbiór trzeba płacić, i że wówczas, jak chcą tego tacy światli profesorowie, nasz cywilizacyjny standing posunie się … Tylko gdzie się posunie? W kierunku której cywilizacji?
Zbiór jagód to ciężka robota. Chyłkiem, w kucki, na kolanach. To niezbyt wygodne pozycje. Jagoda do jagody, i tak tysiące razy. Aż napełni się garnuszek, łubianka, koszyk. Oczywiście trud jest nagrodzony późniejszą delicją smaku. Lub osłodę stanowi wynagrodzenie.
Nie sposób zautomatyzować zbioru jagód w lesie. Niezależnie gdzie się to odbywa, jest wykonywane ręcznie.
Oczywiście są sposoby, by nawet ręczną robotę usprawnić i uczynić lżejszą. Człowiek nie byłby sobą gdyby zaprzestał myślenia na temat tego jak zarobić i się jak najmniej namęczyć.

detal zbieraczki
Ręcznie wykonana zbieraczka – detal

Pojawiły się zbieraczki lub grzebienie do czesania krzewinek jagodowych. Każdy ruch takim grzebieniem zastępuje kilkadziesiąt pojedynczych ruchów „okradania” niewinnej krzewinki z jej owocu, jakby to określiła czołowa przedstawicielka ideologi LBGT oraz wojującego ekologizmu EU-posłanka Spurek Sylwia, wskazująca na niedopuszczalność gwałcenia krów, tylko po to by je doić (sic!)

Co sądzicie o wykorzystaniu zbieraczek?

Zbieraczka
Zbieraczka jagód ułatwia zbiór i podnosi jego wydajność

W Polsce nie są całkiem legalne, choć coraz szerzej kontestowana jest ich szkodliwość dla jagodowych krzewinek. Dla środowisk zbliżonych do EU-posłanki Sylwi Spurek oczywistym wydaje się krzywda regularnie pozbawianych owoców jagodzisk, niezależnie od metody zbioru.
Bliskie jest to wielu leśnikom, których wyedukowano/wytresowano w kierunku szkodliwości używania zbieraczek. Szkodliwości dla naszych ukochanych i jagododajnych krzewinek. Znam z autopsji tą tresurę …
Tak jak znam profesora Andrzeja Grzywacza, jak prof. Tomasza Zawiłę-Niedźwieckiego – którzy dali świadectwo angażowania się w sprawy nie związane z konkretną wiedzą.
Tak też odczytywane jest przez wielu leśników prawo dotyczące szkodnictwa leśnego. W kwestii ochrony jagodzisk.

Szkodnictwo leśne …
Nie, nie jest nim jakakolwiek aktywność Straży Leśnej wobec ekoterrorystów przeszkadzających w wykonywaniu obowiązków wynikających z realizacji nakreślonych planów prac w lesie. Nielegalne wykorzystanie Służby Leśnej, które miało miejsce podczas pamiętnch aktów ekoterroryzmu na obszarze puszczańskich nadleśnictw nie spotkało się z retorsjami ze strony sądów, tak jak żadna właściwa agenda państwa nie stała wówczas na straży porządku publicznego i prawa w tych nadleśnictwach – Białowieża, Browsk, Hajnówka, w przestrzeni publicznej bedącej własnością Skarbu Państwa.
Ale wróćmy do naszej jagodowej krzewinki, po tym „białowieskim wtręcie”.
Cóż w takim razie jest leśnym szkodnictwem?

Kodeks wykroczeń tak określa potencjalne niszczenie przedmiotu mojego artykułu – krzewinki czarnej jagody:
„Art. 153. § 1. Kto w nienależącym do niego lesie:
4) zbiera grzyby lub owoce leśne w miejscach, w których jest to zabronione, albo sposobem niedozwolonym,
podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany. „
W Ustawie o lasach mamy zaś takie zapisy:
Art. 30. 1. W lasach zabrania się:
5) niszczenia lub uszkadzania drzew, krzewów lub innych roślin;
7) zbierania płodów runa leśnego w oznakowanych miejscach zabronionych.
Ale to nie wszystko. Mamy jeszcze Instrukcję Ochrony Lasu, która wskazuje, że bezprawne korzystanie z lasu to m.in. „Niszczenie runa leśnego”.
Czy gdzieś mamy określoną listę niedozwolonych sposobów zbierania jagód?
Czemu właśnie zbieraczka stanowić ma zagrożenie dla jagodowej krzewinki?
Pamiętam jak szkolono mnie, iż zbiór zbieraczką niszczy jagodziska, niszczy gałązki, nadrywa korzenie, podrywa całą krzewinkę.
Tylko czemu podrywa i niszczy ją w Polsce a w Szwecji ten sam gatunek krzewinki jagody czarnej nie skarży się na powszechne traktowanie jej zbieraczką?
Czy możliwe jest takie mocne szarpanie, czesanie krzewinki zbieraczką ze szkodą dla jej fizycznego bytu i jednocześnie uzyskanie dobrej jakości zbioru miękkich w końcu jagód? – Mam wątpliwości.
Czemu więc Polak w Polsce musi ponosić wielokrotnie większy wysiłek by uzyskać ten sam efekt co Polak zbierający jagody w Szwecji? Czy na tym polega problem różnic w wydajności polskiej gospodrki (nie tylko jagodowej) od każdej innej?
Ponieważ zbieraczka dając obfity zbiór nie niszczy jagodzisk, powinna być propagowana i powszechnie wykorzystywana. Pozwoliłoby to w znacznie większym stopniu wykorzystywać urodzaj jagód. Dla domowego przetwórstwa, jak i przetwórstwa komercyjnego, stanowiąc źródła zarobku dla ludzi i przetwórców.

… i brak szkodnictwa leśnego
Nie przychodzi do głowy Skandynawom, że człowiek nie jest integralną częścią natury, że jego rozważne działania mogą niszczyć las, który od zarania dziejów człowieka wspomaga, utrzymuje, wzmacnia. Istniejace rozwiązania prawne wspierają ten poglad, są elementem edukacji.
Zbiór jagód nie odbywa się tam inaczej, jak przy pomocy zbieraczek. Oczywiście nie ma żadnego ograniczenia by zbierać je też własnymi palcami.
Poprosiłem Tadeusza Ciurę (Monitora Leśnego – pewnie wielu z Was zna, więc zna też aktywność Tadeusza) by rozeznał temat zbieraczek. Któż w końcu może zrobić to lepiej, jak nie leśnik od dziesiątków lat przebywający w Szwecji. Bardzo mu dziękuję za pomoc.
„Zbieraczka jagód czyli bärplockaren. -Tak brzmi szwedzka nazwa polskiej zbieraczki jagód i pod hasłem „bärplockaren bilder” można zobaczyć na sieci różne typy tego narzędzia pracy oraz ich szwedzkie ceny (1 kr-0,43 zł).
(W Polsce można kupić na targowiskach – moja pochodzi z okolic Janowa Lubelskiego, czy serwisach aukcyjnych w internecie w cenie już od 30 zł -przyp.autora).
Historia powstania zbieraczki jagód jest w Szwecji kilkuwiekowa.
Muzeum Norrbotten w Szwecji północnej ma ciekawe informacje na ten temat (https://kulturmiljonorrbotten.com/tag/barplockning/). Jagody to stały element diety Saamów, którzy wykorzystywali je od zawsze, podczas gdy ludnośc osiadła Szwecji zwróciła na nie (brusznicę i czernicę) uwagę dopiero w drugiej połowie XIX w., widząc w tym zajęciu okazję do zarobku na wskutek szybko rosnącego eksportu do Niemiec. Ten okres zakończył się po I Wojnie Światowej.
Specjalnością Szwecji północnej, i bardziej cenną oraz opłacalną w zbiorze w stosunku do jagody, jest malina moroszka. Moroszka była, historycznie biorąc, najbardziej docenianą wśród ludności lokalnej. Lineusz pisał w roku 1732, podróżując po Szwecji północnej:
„Saamowie jedzą z przyjemnością moroszkę w mleku reniferowym, co również mnie smakowało. Jagody przechowują zimą w śniegu i na wiosnę są równie smakowite co przy zbiorze.”
W miarę powstawania pewnego rodzaju rynku na jagody zaczęły pojawiać się narzędzia ułatwiające i przyspieszające zbiór.
Znany jest szkic techniczny konstrukcji zbieraczki jagód autorstwa Johana Fischerströma z roku 1780.
Okres masowego zbioru borówki brusznicy w drugiej połowie XIX w. i korzystania z ówczesnych zbieraczek jagód przyniósł również obawy o szkody w runie leśnym.
W roku 1913 Królewska Akademia Leśno-Rolna przeprowadziła próby terenowe z różnymi typami zbieraczek jagód oraz z wydajnym zbiorem i nie stwierdziła szkód w runie leśnym.
Dzisiejsi Szwedzi „marnują” swoje leśne bogactwo jagodowe – 95% pozostaje niezbierane w lesie. Pozostałe 5% zbierali jeszcze przed 20-30 laty Polacy, potem Rumuni a teraz głównie Tajlandczycy. W tym roku, mimo dużego urodzaju, zbiór będzie prawdopodobnie nieznaczny, ambasada Tajlandii odradza bowiem wyjazdy do Szwecji z uwagi na COVID-19.
W szwedzkim internecie można znaleźć porady doświadczonych zbieraczy, np. https://www.letsbuyit.se/barplockare/ gdzie opisywana jest najlepsza technika zbioru, tak aby rośliny nie doznały szkód.
Czy jednak dzisiejsi zawodowi zbieracze, prawie bez wyjątku spoza krajów UE, stosują się do takich porad, to inna sprawa.
Ale jak już wspomniałem 95% szwedzkich jagód pozostaje w lesie, na pożytek np. niedźwiedzi , które też nie traktują runa leśnego specjalnie delikatnie.
W warunkach szwedzkich temat „Szkody w runie leśnym a zbieraczki jagód” nie istnieje.”
*
Czy w Polsce przeprowadzono badania na temat szkodliwości stosowania zbieraczek? Na czym polega szkodliwość ich stosowania z tej strony Bałtyku? Czy ma to związek z wiedzą czy jedynie domniemaniem wiedzy? Jaki to ma związek z zapóźnieniem cywilizacyjnym, tak istotnym dla polskiej nauki i jej luminarzy?

Źródła:
Borówka czarna – https://pl.wikipedia.org/wiki/Bor%C3%B3wka_czarna
Borówka czarna nie tylko dla podniebienia – https://www.forumkwiatowe.pl/borowka-czarna-nie-tylko-dla-podniebienia/
Borówka czernica – https://rozanski.li/870/borwka-czarna-vaccinum-myrtillus-l-w-fitoterapii/
Owoc borówki czernicy raz jeszcze – https://rozanski.li/1879/owoc-borwki-czernicy-fructus-myrtilli-raz-jeszcze/
Krowy są gwałcone. Sylwia Spurek kontra Pyta.pl – https://dorzeczy.pl/kraj/114676/krowy-sa-gwalcone-sylwia-spurek-kontra-pytapl.html
„człowiek jest integralną częścią przyrody, zaś cywilizacja ma z nią współistnieć, a nie rywalizować” – https://pl.wikipedia.org/wiki/Allemansr%C3%A4tten
Muzeum Norrbotten – https://translate.google.com/translate?hl=pl&sl=sv&u=https://norrbottensmuseum.se/utstaellningar-program.aspx&prev=search&pto=aue
Norrbotten – największe hrabstwo w Szwecji, zróznicowane przyrodniczo, demograficznie, kulurowo, cywilizacyjnie
* bór, las – dwa zasadnicze rodzaje siedliska lesnego

Czy będzie podatek od zbierania grzybówMichał Stangret, Metro 27.09.2010 r.
Czy bedzie podatek od zbierania grzybow

Na jagody – bajka Marii Konopnickiej
Na-jagody_Maria Konopnicka

Zmiany klimatyczne.
Czyżby kiedyś ich nie było?

W 1972 roku ostrzegano prezydenta Richarda Nixona przed nieuniknionym zlodowaceniem. Miało się dokonać w ciągu wieku. Zaświadczało o tym 42 najwybitniejszych naukowców z Europy i Ameryki („The end of the present interglacial”).
Od połowy lat 80-tych XX wieku mamy już jednak globalne ocieplenie.

Angela Merkel
Kanclerz Angela Merkel
Margaret Thatcher
Premier M. Thatcher

O klęsce nauki pisał Fredric von Hayek. („Intelektualiści a socjalizm”) . Nie w każdej dziedzinie …
Nikt nami nie zmanipuluje w kwestii dobrego buta, dobrego samochodu, a już na pewno nie w kwestii mostu, z którego dzień w dzień korzystają setki tysięcy ludzi.



Widzieliście gdzieś reklamę dobrego mostu?
Jednak są dziedziny wrażliwe na ideologie i manipulacje: humanistyczne i przyrodnicze.

Ewa Kopacz - Premier IIIRP
Człowiek walczył z dinozaurami m.in. rzucając w nie kamieniami

  Dobitnym przykładem wiedzy na temat realnych elementów tego świata było stwierdzenie Ewy Kopacz na temat wyniszczenia przez ludzi dinozaurów (Ludzie walczyli z dinozaurami, kamieniami w nie rzucając, aż do ich osłabienia… ). To tacy ludzie „kupują” ideologię i przesądzają o kierunkach.
Głosujecie na nich?

Ocieplenie klimatyczne jest forsowane wokół nas za pomocą tumultu. – Czy to wystarczająca jakość, by mu się poddać.
Manipulacje nie są tworzone i realizowane ot tak, tak sobie, dla samej manipulacji.

Są elementem, osiągania określonych celów. Celem jest pomyślność jednych kosztem innych. Społeczeństw, państw, gospodarek, systemów.

Michael Shellenberger
Michael Shellenberger, „Bohater Ochrony Środowiska” za 2008 rok wg magazyny Time

Warto samodzielnie poznawać tajniki natury.
Wskaźnikami zmian klimatycznych są opady i temperatura. To są twarde dane. Są one do odszukania w danych stacji meteorologicznych ewidencjonujących je od niemal dwóch wieków. Gdy się im przyjrzymy, z łatwością powinniśmy wysnuć odpowiednią refleksję (na przeważającym obszarze Polski, w jej obecnych granicach, w okresie 150 lat średnia roczna temperatura „radykalnie podskoczyła” o 1,5 stopnia, a ilość opadów WZROSŁA też nieznacznie).

Oczywistym jest, że CO2 (dwutlenek węgla) nie jest gazem trującym – na co wskazują dziś coraz szerzej zniecierpliwione media poprawności politycznej. Ten element powietrza, którym oddychamy, wraz z temperaturą dodatnio stymuluje intensywność fotosyntezy (jeśli nie wszyscy wiedzą co to jest ta fotosynteza, to niech tak już pozostanie, ale to oznacza, że niepotrzebnie tracą czas).
Kilka lat wcześniej zdecydował się rozpocząć batalię z Greenpeace jej

Logo organizacji
Greenpeace?

współzałożyciel – Patrick Moore*.
Dziś mamy kolejne nazwisko: Michael Shellenberger**. Nie pierwszy i nie ostatni to przykład byłego ekologistycznego guru. Ale jakże wspaniale był wcześniej postrzegany….

Ostatni się poddają żołnierze. Są dobrze wyszkoleni, subordynowani, z wysokim morale. Niektórzy będą trwać na posterunku dziesiątki lat po …
Nie to jest jednak istotne. Istotne, że ta zmiana (M. Shellenberger’a) jest dla wielu zła a dla innych dobra. Że patrzą na świat nie swoimi oczyma, lecz podlegają iluzji telewizji, radia, mediów, i ich właścicieli. Że pokładają wiarę w ich dobre intencje.

Vaclav Klaus
Okładka książki Vaclava Klausa, Prezydenta Czech

 

 

 

 

 

 

A Ty, czytający te słowa?
Ty też tak możesz. Podejmij jedyną słuszną decyzję na fali konformizmu: zapisz się tam, gdzie trzeba, twórz tumult w sprawie wycinki i cieplaniaryzmu, weź Ewe Kopacz na barana, i ciągnij – w zapale i pocie  Adama Wajraka na wozie…
Ale możesz też powiedzieć: Sprawdzam.
A może zajmiesz się realną ochroną środowiska?

***

Patrick Moore
Założyciel Greenpeace

*Patrick Moore – fragm. z Wikipedii hasło Greenpeace – Krytyka: Greenpeace jest często krytykowana za to, że jest zbyt radykalna; za częste działania na granicy ekoterroryzmu; za działania pseudoekologiczne i propagandowe; za obieranie stanowisk w dyskusjach nad ekologią, które nie są ani ekologicznie ani ekonomicznie właściwe; za krytykę energetyki jądrowej, za krytykę rządów, przemysłu, polityków i środowisk ekologicznych.
Współzałożyciel Greenpeace Patrick Moore odszedł z organizacji w 1986, kiedy ta zdecydowała poprzeć powszechny zakaz używania chloru, który Moore nazwał „niezbędnym dla naszego zdrowia” i „największą nowością w historii publicznego zdrowia”. Moore uważa, że dziś Greenpeace jest motywowana przez politykę, a nie przez naukę, zauważając, że żaden z jego „kolegów dyrektorów nie ma jakiejkolwiek podstawowej edukacji naukowej.

Apocalypse Never. Why Environmental Alarmism Hurts Us Al
Micheal Schellenberger – okładka książki

** Michael Shellenberger – od wielu lat jest pierwszoplanową postacią ruchu ekologicznego w USA. W 2008 roku zdobył przyznawany przez magazyn „Time” tytuł „Bohatera Ochrony Środowiska”. W tym samym roku zdobył prestiżową nagrodę Green Book Award. Artykuły ekologiczne jego autorstwa były publikowane przez „Forbes”, „New York Times”, „Wall Street Journal” czy „Washington Post”. Shellenberger występował w Kongresie w roli eksperta ds. energii. Został zaproszony przez działający przy ONZ Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu (IPCC) do pełnienia roli recenzenta kolejnego raportu klimatycznego tej organizacji.
„– W imieniu ekologów na całym świecie chciałbym oficjalnie przeprosić za straszenie zmianami klimatu – pisze Michael Shellenberger. Jeden z najbardziej znanych i wpływowych amerykańskich aktywistów ekologicznych w swojej nowej książce rozprawia się z mitami i kłamstwami szerzonymi przez alarmistów klimatycznych.”
https://www.facebook.com/SlaskoDabrowskaSolidarnosc/posts
Czołowy ekolog przeprasza za alarmizm klimatycznyhttp://solidarnosckatowice.pl/pl-PL/czolowy_ekolog_przeprasza_za_alarmizm_klimatyczny.html

Puszczanie wiatrów, pierdy, bąki ...
Pierdy. Już nie tylko ludzka fizjologia, ale ideologia, polityka i element gospodarczy

Profesor Marks o kłamstwie klimatycznym, wymieraniu gatunków, braku wody, zmianach w przyrodzie i produkcji CO2

Profesor Stanisław Ostaficzuk – „Palmy węglem nie biomasą”

http://dylewski.com.pl/globalne-ocieplenie-czesc-i/

https://www.polskawlesie.pl/panstwo/mamy-globalne-ocieplenie-czy-szukamy-wody

Gdy chodziłem do szkoły – było to w czasach przeklętego PRL-u (a kysz maro nieczysta), kraj był siermiężny i nikt nie wiedział, co to jest konsumpcja, nie mówiąc o konsumpcji rozpasanej. Nawet o recyklingu nikt nie miał bladego pojęcia.

Mleko do domu przynosił mleczarz w szklanej butelce, którą co rano zamieniał pod drzwiami: stawiał pełną, a zabierał pustą – czystą i wymytą. Gdy trzeba było więcej, mama dawała mi bańkę i szedłem „Do Stasia” lub „Do studentów” gdzie ją napełniano specjalną chochlową miarką.
Co jakiś czas do szkoły znosiliśmy makulaturę. A przystanek od domu była zbiornica surowców wtórnych (przy ul. Różanej 36), gdzie zanosiliśmy wymyte flaszki, czy makulaturę – co owocowało drobniakami na lody, rurkę z kremem czy bilet do kina. Nie przypominam sobie problemów ze sprzedażą czy wymianą butelek.
Problem powstał waz z pojawieniem się pojęcia recyklingu i potrzebą ochrony środowiska, oraz walki z jego zaśmiecaniem.
Nie będę tu analizował polskiego systemu spalarni, czyli regularnych pożarów śmietnisk, często rosnących w oparciu o import.

Wyraźnie dostrzegamy różnice
Wyraźnie dostrzegamy różnice, różnorodność kształtu, wielkości, nalepek, koloru ….

Poprzestanę na flaszce, butelce. Buteleczce, małpce, flaszencji…
Nie znam historii recyklingu flaszki w magdalenkowej rzeczywistości. Jestem przekonany, że jest bogata, bo każdy Minister Środowiska jest ambitny i dedykuje tej flaszce określoną legislację. To wszystko wskazuje, jakie znaczenie ma flaszencja i jaką rolę pełni w naszej świadomości.
Czy rzeczywiście?
A może ranga butelki nie jest jeszcze odpowiednia?

Aktualnie, w stolicy dużego i ambitnego państwa środkowej Europy, członka Unii Europejskiej, elementu konceptu trójmorza i porozumienia wyszehradzkiego, sojusznika Ameryki, Izraela i Ukrainy, niosącego demokrację wraz z własnym terroryzmem do Iraku, Afganistanu czy Libanu oraz wspaniałomyślnie wspierającego ofiary izraelskich i jankeskich ataków w Syrii, dostrzegam lukę prawną, proceduralną i administracyjną w recyklingu szklanej flaszki. Wiem, że to nie samochód elektro-mobilny i nie elektrownia atomowa, z którymi można się zmierzyć i bez problemu zwyciężyć (?).

Martwi mnie tak niewielka flaszka szklana, choćby po piwie
W Carrefourze, vis a vis mojego bloku (p e e r e l o w s k i e g o), mieszczącym się w pawilonie przejętym po upadniętym PRL-owskim Społem, mogę zwrócić flaszkę, gdy okażę paragon, dowodzący, żem tam nabył ją pełną piwa. Inaczej nie da rady. Mogę ewentualnie liczyć na łaskawość sprzedawcy, gdy kupię znów pełną piwa flaszkę. Kasjer rozlicza każdy zwrot pustej flaszki specjalnie wydrukowanym poświadczeniem zwrotu pustej flaszki, które muszę podpisać, by otrzymać 0,50 zł zwrotu.
W Carrefour express, znajdującym się w pobliżu mojego blokowiska, które miało się zapaść 15 lat temu, jak wieszczyła swego czasu miechnikowszczyzna, spotkałem się z odmową przyjęcia butelki po piwie, którego sklep nie ma w sprzedaży.
Taka odmowa jest nagminna, i muszę w domu magazynować flaszki z rozdziałem na miejsce zakupu. Nie daj Boże się pomylić i iść po piwo z flaszką, pochodzącą z zakupu w innym sklepie. To próżny trud.
Przyzwyczaiłem się już do tego, i choć niepojęta, to jednak troska Ministra Środowiska z całą pewnością ma swoje uzasadnienie. Nie musi być przecież widoczna maluczkim.
Ale wracam do Carrefour express. To, co się tam wydarzyło nie może przecież mieć związku z zatroskaniem Ministra Środowiska, ani tym bardziej Pana Premiera, który przecież nie odpowiada za to co czyni Minister, i nie może za to ponosić żadnej odpowiedzialności.

I tu mamy róznorodność.
I tu mamy różnorodność. Lecz wynika wyłącznie z różnic w etykietach

Nie udało mi się wymienić pustej flaszki „Tyskie palone” na pełną „Tyskie pszenne”. Oczywiście chciałem zapłacić za zawartość – by jasność była. Kasjerka kategorycznie odmówiła uzasadniając, że „Tyskie palone” nie znajduje się w sprzedaży – flaszka więc nie może zostać przyjęta do zwrotu.
W tym przypadku przesądziła kwestia innych nalepek. Flaszki są identyczne. Jeśli trafiają do browaru, to i tak w trakcie mycia muszą być pozbawione nalepek.
Tak więc dowiedziałem się, że nie sama flaszka jest istotna dla recyklingu, lecz nie mniejsze znaczenie ma również obraz nalepki, jaki się na niej znajduje.

Tym samym pozostaję dziś w przekonaniu, że flaszka bez nalepki traci

Uboższa wersja różnorodności

swoje właściwości do recyklingu wysokiego – czyli odzysku, staje się bezzwrotna i bezwarta, i powinna lądować w śmietniku, skierowanym do śmieci tzw. recyklingu mniejszej rangi (jako tzw. stłuczka).

 

 

 

 

Oczywiście nie mogę być zaskoczony taką procedurą

To zdjęcie nie ma ambicji do uprzytomnienia czytelnikowi pełni różnorodności …

Każdy czytelnik to zrozumie i będzie wyrozumiały?
W produkcji znajduje się ogromna ilość wzorów flaszek. A ilość nalepek…., ho, ho, ho.

Nie ma możliwości poradzić sobie łatwo z taką różnorodnością.
Tak, użyłem tego słowa. RÓŻNORODNOŚĆ. Jest dziś priorytetem i celem nie tylko w Puszczy. To istotne w każdej dziedzinie.

Nie ma szans na łatwe uregulowanie sprawy recyklingu flaszki. Rozumiem ambicje kolejnych ministrów i rozumiem ich porażki. Ale trzymam kciuki. I jestem przekonany, że kiedyś i Polsce się uda.

Wszelkie podobieństwa obrazów i nazw są przypadkowe, i autor nie odpowiada za złe intencje czytających powyższe słowa.

 

Moskwa - Kreml z Wikipedii
Moskwa – Kreml z Wikipedii

 

„Odporność na koronawirusa stwierdzono u 12% z ponad 50 tys. przebadanych na obecność przeciwciał mieszkańców Moskwy”*

Wszyscy jesteśmy tacy sami i zasługujemy na identyczną szczepionkę
Czy nasz Minister Zdrowia ma wrodzoną odporność? A Prezes? Czy też są tacy sami jak my? Sądząc po „Bólu…”, na co wskazywał Kazik Staszewski, nie musi tak być.
Czy bezwzględnie będziemy „wyszczepiać” wszystkich Polaków?
Czy testy badające nosicielstwo wirusa są odpowiedzialne? Czy jednak wymagają analiz i poprawek?
A co z testami odporności?
Bezwzględna wiara w połączeniu z nietolerancją to fanatyzm, a gdy tyczy kwestii z wiarą nie związanych, to nieuka i obskurantyzm.
Racjonalność i wiedza wskazują jednoznacznie, że każdy organizm jest niepowtarzalny i indywidualny. Indywidualna też jest jego odporność. Także na czynniki chorobotwórcze.
Wpychanie wszystkich do jednego szczepionkowego wora nie ma żadnego związku z nauką i racjonalnością.
Ludzie, którzy widzą taką potrzebę (obligatoryjnego czy obowiązkowego wyszczepiania) i konieczność, to płaskoziemcy  narzucający obskurantyzm innym. W dodatku pod pozorem wiedzy i nauki. A to tylko nieuka.

Przemysł chemiczny i farmacja
Polska ze swoimi sprzeniewierzonymi elitami wiedzie prym w podległości wobec brudnego biznesu, wspieranego pseudoedukacją, i zbiera bogate żniwo otumanionych.
Rozwój medycyny w coraz mniejszym stopniu odbywa się w kierunku leczenia i zdrowia ludzi. W coraz większym stopniu celem staje się zysk, niezależnie od leczenia i zdrowia.
Wszyscy dostrzegają zmienność człowieka. Także indywidualną odporność na choroby. Lecz współczesna medycyna nie zajmuje się w głównej mierze odpornością, lecz równaniem wszystkich w celu obniżenia kosztów (czytaj: maksymalizacji zysków) i ordynowania wszystkim jednej procedury. To obniżanie dzieje się kosztem naszego zdrowia i życia. Często niszczeniem wrodzonej odporności, niszczeniem odporności grupowej a może i populacyjnej.
Szczepionki.
Nie leczą, bo są kierowane dla zdrowej populacji, w tym tej jej części, która ma naturalną odporność.
Czy to nauka? Czy to medycyna i sztuka lekarska?
A co z zasadą Hipokratesa.

Witold Gadowski
Witold Gadowski – Komentarz Tygodnia

Gadowski wymienia nazwy leków i znika z YouTube
You Tube zdjął ze swojej strony odcinek „Czy jest lek” Witolda Gadowskiego, w którym omawiał potwierdzone klinicznie elementy związane z zagrożeniem koronawirusem (nieobecne w mediach, w mediach pełnych za to propagandy i straszenia). Omawiał też te poznane już właściwości wirusa i naszych organizmów, które ograniczają

Hydroxychinolina
Hydroxychinolina – budowa cząsteczki

koronawirusowi dostęp do naszego ciała, lub powodują wyleczenie z dużym prawdopodobieństwem. Nie siał paniki i strachu, wskazywał na źródła informacji i … został wycięty z portalu You Tube, bo niektóre leki (chinina,

receptura Toniku
Chinina jako element składowy toniku

chinolina, hydroksychinolina) są za tanie dla współczesnych koncernów, i jako związki chemiczne nie podlegają prawom autorskim i patentowym. Sam jego przekaz dyskwalifikuje też media głównego nurtu, nie tylko w Polsce.

Hydroksychinolina
Hydroksychinolina

To, że Prezydent Trump używa hydroksychinoliny, oburzyło wielu specjalistów od szczepionek, przyszłych szczepionek, i wiele mediów światowych.
Odcinek „Czyj lek” został wycięty. Metodą cenzorskich nożyc.
Żadna „polska elita” nie szanuje suwerenności własnego państwa i zapisów konstytucyjnych, choćby w kwestii nielegalności jakiejkolwiek cenzury. Bo  Polska to dla nich „ch.., d…a i kamieni kupa”, a nie normalne państwo.

 

Będą nas wyszczepiać

Ł. Szumowski
Łukasz Szumowski – poseł PiS, Minister Zdrowia, profesor

Jak leci i obowiązkowo, a pierwszą strzykawkę w d…ę prezesa wbije jego minister.

Moskwa zaś ma zamiar zbadać populację od 3 do 6 milionów mieszkańców w kierunku ich odporności.

 

 

Linki
* „Moskwa: odporność na koronawirusa stwierdzono u …” https://pl.sputniknews.com/swiat/2020052312458893-moskwa-badania-odpornosc-koronawirus-epideia-sputnik/
** „Czy jest lek” – Witold Gadowski  https://vimeo.com/404387052

Link artykułu, w którym m.in. czytelnik przypomni sobie, jak „wiedza i nauka” polskich profesorów i decydentów zmienia się tak szybko, jak zmieniają się wytyczne zewnętrzne. Czy jest to wiedza, czy bezwzględna subordynacja.
Maseczka w czas zarazy – być albo nie być

Paranoja ekologistyczna raczej nigdy się nie skończy. Wskazywanie, że człowiek jest elementem obcym w naturze lub wymuszanie na ludzkiej populacji przyznania się do win oraz do aktywnej skruchy za jej aktualny stan, to elementy terroryzmu ekologistycznego.
Dowiedziałem się, że przez te kilkanaście dni zakazu wstępu do lasu przyroda się odrodziła czy też odżyła.

To dalszy ciąg przedstawienia z serii jakież to dobroczynne skutki zakaz wstępu do lasu spowodował. Nie tylko jako kara dla tych, co zrobili sobie piknik, gdy kraj pogrążony w smutku,  i niemal w żałobie (a propos, czy żałoba narodowa w końcu się pojawi, czy czekamy …?).

Wygląda dziś na to, że jakieś interesa przy okazji i zwierzyna leśna poczyniła, bo moje ulubione Ministerstwo Środowiska ogłosiło w specjalnym komunikacie, że zakaz miał przyczynić się do odrodzenia przyrody. Jak niewiele trzeba (kilkanaście dni), by nowy minister kolejny sukces osiągnął. Czy sam tego dokonał?

Kwitnące śnieżyczki
Zakaz wstępu do lasu – czy rzeczywiście śnieżyczki odżyły?

Widzimy więc oczami wyobraźni, jak w spokoju nabrzmiewają pączki, i jak listki się otwierają na krzaczkach i drzewkach. Jaka cisza nastała, dzięki zakazowi (czyż nie był uzasadniony – sic!). Zwierzątka mogą się spokojnie wygrzewać w promieniach radosnego słoneczka i ze spokojem skubać świeżutką trawkę. Oczywiście trochę szkoda nam tej trawki. Ale tylko troszeczkę, tyci, tyci…
No i ten wilk cholerny. I lis. I jastrząb paskudny – czy na pewno naturalnie zakłócają to przyrodnicze odrodzenie. Czy to w porządku?

Realne zniszczenia przyrodnicze są czynione przez jednostki, które zarządzają przestrzenią gospodarczą, łącznie z władzami państw, w tym w Polsce. To legislacja i służby państwowe odpowiadają, np.: za polską wersję spalarni – czyli masowego sprowadzania śmieci do Polski oraz ich utylizacji przez spalanie. Odpowiada za to Ministerstwo Środowiska i podległe mu służby. Ministerstwo, które dziś wskazuje, jak ta uciemiężona natura odżyła dzięki zakazowi wstępu do lasu, zakazowi, który sama zmajstrowała1, aby za chwilkę rekomendować sobie samemu, jego wycofanie. Może ten obłęd – to skutek wirusa, który się do niektórych mózgów przedostał?

Ministerstwo Środowiska pełne ekoterrorystycznych teorii (i praktyki)2, przedstawia nam swoją wizję lasu bez człowieka, szkodliwości człowieka w lesie i szkodliwości w naturze.

Nie powiedziało ostatniego słowa. Nie przedstawiło nam swojej pełnej wizji natury bez człowieka i swojego oczekiwania w tym zakresie. Ale już napomknęło, albo mu się wymsknęło. Zakaz wstępu do lasu osłabiał żywotność i odporność człowieka, i był nielegalny (wskazanie RPO)

Zaraza uderza w człowieka, i redukuje jego populację.

Są środowiska, które widzą w tym odrodzenie dla natury. Natura się ożywia.

To generalnie żadna nowość. Takie ruchy istnieją na świecie od dawna. Ale nigdy ten kierunek nie był oficjalnie wskazywany, nawet w tak zakamuflowany, ale jednak jednoznaczny sposób.

Terroryzm ekologistyczny, którego przejawem jest radość z wykluczenia człowieka z obszarów leśnych (już nawet nie tylko parkowych), próbuje obarczać ludzi za to, jakie realne i nierealne zniszczenia można zaobserwować w przyrodzie. To oczywista manipulacja i kłamstwo zmuszać całą ludzką populację do fałszywego poczucia winy za zbrodnie, za które nie populacja odpowiada. Odpowiadają ideolodzy od konsumpcjonizmu i neoliberalizmu.

Znamy teorie, że człowiek jest całkiem zbędny na Ziemi. – W końcu zaraza, uderzając w człowieka, redukuje jego populację. Tym samym natura będzie miała się lepiej, na co nam z ukontentowaniem wskazuje Ministerstwo Środowiska wraz z całym swoim zapleczem.

1 Nielegalność wprowadzonego zakazu wg RPO – https://www.rpo.gov.pl/pl/content/koronawirus-rpo-brak-podstawy-prawnej-zakazu-wchodzenia-do-lasu
RPO do Ministra Środowiska ws wstępu do lasów, 7.04.2020

2 Polska strofuje Słowację w sprawie wilków a „Dzikie Życie prostuje”  – https://www.polskawlesie.pl/ochrona-srodowiska/polska-strofuje-slowacje-w-sprawie-wilkow-a-dzikie-zycie-prostuje

MŚ: w ciągu dwóch tygodni zakazu wstępu do lasów przyroda odżyła  – http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81843%2Cms-w-ciagu-dwoch-tygodni-zakazu-wstepu-do-lasow-przyroda-odzyla.html

 

 

Wiele mediów pod pozorem przekazywania ciekawego i powszechnie lubianego tematu nieustannie rozpowszechnia zupełnie inne wątki. Te poboczne kwestie są często oczkiem w głowie redakcji, bo to one niosą „kaganek oświaty”, niosą ideologię, która leży u podstaw ich (mediów) bytu.
Tworzenie nowego człowieka.
To powszechne sztuczki, w Polsce znane od samego początku istnienia Gazety Wyborczej1. Kraina Bugu – pismo zajmujące się etnografią i kulturą, polskiego dzikiego wschodu, przy tej okazji przemyca ideologię antropocentryzmu i bambinizmu – ideologię ekologizmu, która jest obca i nie  widoczna na obszarze dzikiego wschodu – naturalnego, racjonalnego regionu  i siermiężnego tradycją.

Anna Kamińska czyli egzaltacja

Kraina Bugu 24/2019 Uciec czyli wrócić - Anna Kamińska
Portret Anny Kamińskiej – Kraina Bugu 24/2019. Kiedy i skąd uciekła i gdzie powraca…

Anna Kamińska jest znana ze swojej książki o Simonie Kossak. Znam „Puszczę” Simony Kossak, słyszałem kilka jej popularnych opowieści przyrodniczych. Czy nie za bardzo uczłowieczała naturę?
Anna Kamińska odkrywa zaś nam swoją własną osobowość w wywiadzie, który się ukazał w numerze 24/2019 Krainy Bugu.
Ponieważ wywiad w dużej mierze dotyczył istoty postrzegania przez nią przyrody, takiej jaką by chciała by była, a zupełnie innego widzenia niż moje, tom się pofatygował skrobnąć parę zdań komentarza. Nic obraźliwego broń Boże. Po prostu starałem się uprzytomnić Pani Annie, jeśli by zwróciła uwagę na mój komentarz, i może jeszcze kilku osobom, które być może zaglądają na internetowe wydanie Krainy Bugu, że przyroda znajduje się zupełnie gdzie indziej. Nie znajduje się w jej głowie ani w żadnej innej. Tylko otacza ją, nas, niezależnie od tego, gdzie się znajdujemy. I nie za bardzo się przejmuje (natura) egzalotwanymi myślami na jej temat.
Ku mojemu zaskoczeniu, niewinny całkiem komentarz zniknął.
Egzaltacja zwyciężyła.
Nosił wilk razy kilka…

Anna Maruszeczko
Felieton Anny Maruszeczko na łamach „Krainy Bugu”

W kolejnym numerze 25/2019 odnajdujemy autorski wykład o wilku Pani Anny Maruszeczko. „Nie patrzmy wilkiem na wilka” to jeszcze jedna odsłona ekologistycznego spojrzenia na naturę. Wykorzystując zlepek słów i skojarzenia z ludowymi przysłowiami oraz powiedzeniami przedstawia nam swój stosunek do zwierzęcia. Nie analizuje jego natury, etologi, lecz odnosi się do zwierzęcia przez pryzmat ludzkch „uprzedzeń”. I tu określenie infantylizm przyrodniczy to łagodne nazwanie przekazu o wilku Pani Anny Maruszeczko.
Wilk zna granice możliwości swojego działania doskonale. Nie jest głupi i wie na co może sobie pozwolić w stosunku do człowieka. Może tyle, na ile ma przyzwolenie od człowieka, przyzwolenie od ludzkiej legislacji. Legislacji aspołecznej, nie konsultowanej z ludźmi, z poszkodowanymi, narzuconej przez nie mających praktycznego związku z naturą. Narzuconych przez wielkomiejski i ogłupiały ideologią miejski tumult ekologistycznego obskurantyzmu.
Traktowanie wilka jak idioty. Jak to może świadczyć o autorce oraz o ludziach, którzy mają podobne spojrzenie? Powielanie tego w nakładzie Krainy Bugu to nie element edukacji, nie element przekazu przyrodniczego. To element indoktrynacji pseudoekologicznej i ideologicznej manipulacji. Dotyczy to regionu, w którym wielu jego mieszkańców wciąz ponosi straty od wilka. Których krzywda, zamiast zrozumienia i ubolewania jest zastępowana arogancką agitką propagandową w kierunku bezwzględnego uwielbienia dla zwierzęcia.
Uratowałem wilka z niewoli. Polowałem też na wilka, a on na mnie.Człowiek jest też wilkiem – czy nie zasługuje na ochronę
A to przecież człowiek był i jest wilkiem. Także dla wilka, gdy zachodzi konieczność i potrzeba.
Ogromne straty gospodarcze i krzywda ludzka dzieją się przy okazji ochrony innego zwierzęcia – bobra. Ten temat dopiero stoi przed redakcją Krainy Bugu. Pewnie niebawem przeczytamy „Lament bobra – czyli o płaczu mordowanego zwierzęcia”.
Ochrona zwierząt, wilka, bobra podjęta przez państwo w największym stopniu odbywa się kosztem i krzywdą poszkodowanych. Państwo i powołane służby nie są zainteresowane realizowaniem swoich obowiązków w zakresie ochrony człowieka. Nie skapi za to grosza na propagowanie informacji o braku szkodliwości tych zwierząt i o ich pożytecznej roli w środowisku. To te elementy działań państwa są doceniane przez redakcje, nie tylko Krainy Bugu. Nie są zainteresowane stratami, ukrywaniem strat czy zwykłą ludzką krzywdą. Bohaterami czyni się działaczy ekologistycznych, suto uposażanych, walczących z ludzkimi oczekiwaniami, z ludzką krzywdą w interesie ideologicznych celów.
Działania w kierunku pomocy pokrzywdzonym i redukowaniu szkód (które obniżają nasz wspólny dobrostan) nie są satysfakcjonujące i wiąż pozostają w ukryciu w przeciwieństwie natłoku propagandy w kierunku przeciwnym.

Zwycięża też cenzura i uniformizm ideologiczny, nie respektujący innych horyzontów, nie tylko myślowych.
Czy to faszyzm, czy komunizm, ciemność czy zieloność, i w jakich odcieniach?

Prenumeruję Krainę Bugu
Od kiedy tylko się pojawiła na rynku. Obszar którym się zajmuje kwartalnik jest mi bliski. Istotna dla mnie jest szata graficzna. Kwartalnik porusza problemy etnograficzne, społeczne, kulturowe. Ostatnio częściej spotykam się z treściami przyrodniczymi o jednoznacznym wybarwieniu ekologistycznym. Przekaz ten pochodzi od ludzi nie mających związków z praktyczną wiedzą przyrodniczą i polega na powielaniu przez nich ideologicznych teorii, czy egzaltacji, antropomorfizmu i bambinizmu. Razi mnie, gdyż od lat obserwuję naturę praktycznie, a wcześniej pobierałem nauki przyrodnicze. Zdumiewa tym bardziej, gdyż Kraina Bugu generalnie nie zajmuje się osobowościami wielkomiejskich społeczeństw i kultur, lecz obszarem zdominowanym przez kulturę wiejską i takież społeczeństwo. A więc na co dzień zanurzonym w naturze i od niej w dużej mierze zależnym.
„Miastowe”, niejednokrotnie przenosząc się na wieś, uciekając z miasta, zabierają się zaraz za robienie porządków na tej wsi. A to rynny się zapuchają spadającymi liśćmi, a to drewno do kominka z lasu jest passe, i trzeba do miasta – do marketu, bo tam jest upakowane w ekologiczną siatkę, a to pianie koguta zaczyna doskwierać ,czy zapach obornika rzuconego na ziemię, a przecież wystarczyłaby garstka chemi z worka. Czy to tak ma wygladać obszar nadbużńskich okolic? Czy Kraina Bugu przenicowuje mi moja krainę na swoją wilkomiejską modłę?
*
Cel. Mierz. Pal…
Jaki jest cel pojawiającej się, czy przemycanej do Krainy Bugu indoktrynacji pseudoekologicznej?

Czy to jakieś zobowiązanie finansowe, czy własna inicjatywa? Pytam oczywiście wyłącznie o usyniety komentarz…
Wilk jest dziki i w tym leży jego natura, tajemniczość i piękno. Poluje i pożera piękne sarenki, zagryza pasące się kury i owce a nawet i bydło, które już takie piękne nie są. A jak zagryzie kompletnego brzydala tego świata, czyli człowieka? – No coż, przecież to jego natura, i wypadki się zdarzają. Miejmy nadzieję, że to nie będzie dziecko tej, czy drugiej Anny… Że to tylko Deny z Londynu wyciągniety w domu swoich rodziców przez lisa z łóżeczka. Taka jego (lisa) natura.
A naturą człowieka jest takie działanie by tych strat i szkód nie było. Gwarantem tego powinno być państwo i jego urzędy.
Ani redakcja Krainy Bugu, ani Anna Kamińska czy Anna Maruszeczko tych krzywd nie widzą i nie naprawiają. W żywe oczy kpią sobie z ludzkiej krzywdy.
Nie dostrzegaja prawdziwej natury, bo w niej się nie zanurzają. Widzą ją oczami telewizora i ideologicznego antropomorfizmu – lecz ten nie jest prawdziwy – to wymysł czlowieka na potrzebę literackiego przekazu.
Te elementy nie budują prawdy, i nie służą w gruncie ochronie tych zwierzat. Kalecząc ludzi niszczą też zasady ochrony tych zwierząt.
Nie ma tu miejsca, by poruszyć przy tej okazji zniszczenia materialne jakie się dzieją w ludzkich domostwach i w majątku wspólnym kraju. Zniszczenia etyczne i moralne zawsze idą w parze z fałszem każdego ideologicznego przekazu.


Źródła
1  Stanisław Remuszko – Gazeta Wyborcza i okolice  

"Gazeta Wyborcza" Początki i okolice (kalejdoskop)
Okładka książki St. Remuszki
Stanisław Remuszko
Po odejściu z redakcji Gazety Wyborczej już tylko ostracyzm

 

 

 

 

 


https://youtu.be/a3YDYH7Goig

Anna Kamińska – „Ucieć czyli wrócić
Anna Maruszeczko – „Nie patrzmy wilkiem na wilka

 

 

Jestem przekonany, że miasto nie było i nie powinno być domeną dzikich zwierząt – mogących stanowić zagrożenie dla człowieka. To przestrzeń ludzka.

Zwierzęta są inteligentne w przeciwieństwie do wielu ludzi, i dobrze wiedzą dziś, że miasto stanowi dla nich azyl bezpieczeństwa. Nie jest to sytuacja normalna, że właśnie przestrzeń miejska staje się przestrzenią niebezpieczną dla człowieka.
Wstecznictwo ekologistyczne buduje nową rzeczywistość, w której gwarancji dla ludzkiego bytu nie będzie. Za to koszty funkcjonowania wairactwa ekologistycznego ma pokrywać uciekający przed lisem i dzikiem człowiek.
Przypominam archiwalny artykuł o tym, jak może się kończyć tolerowanie pseudohumanizmu w stosunku do dzikiej w końcu natury: tragedie dzieci z Wielkiej Brytannii.
*
Czterotygodniowe niemowlę zostało zaatakowane 6 lutego około godziny 16.30. Dziecko znajdowało się w łóżeczku wewnątrz domu.

Deny w szpitalu
Deny po lekarskiej interwencji

Dziecko znajdowało się w łóżeczku wewnątrz domu.
Deny został wyciągnięty z łóżeczka, stracił palec, a lewa część jego twarzy została pogryziona. Matka dziecka słysząc krzyki odgoniła zwierze, kopiąc go i krzycząc.

W Londynie żyje około 10 tysięcy lisów. We wszystkich obszarach zurbanizowanych w Wielkiej Brytanii żyje ich około 30 tysięcy. Obrońcy natury wskazują na wyjątkowość ataków na ludzi. Dzikie zwierzęta atakują zazwyczaj gdy czują się zagrożone. Czy wiemy na pewno, kiedy czują się zagrożone na ulicach miast?
Zdarzają się jednak przypadki ataków, gdy nic nie wskazuje by zwierze było zagrożone! Czy to ataki z głodu, z powodu chęci zdobycia łatwego kęsa? A może to zwykła pomyłka?

Warto przypomnieć, że zdarzały się już podobne tragedie nie tylko w Londynie.

W 2002 roku we wschodnim Londynie doszło do ataku lisa na śpiące dziewięciomiesięczne bliźniaczki. Zostały mocno pogryzione. Prawdopodobnie nie uda się zatrzeć wszystkich śladów tego zdarzenia u jednej z nich.

Znana jest historia ataku lisa na śpiącego w domu chłopca w Kent, czy pogryzienie główki czternastotygodniowego dziecka w Dartford.
Zaraz obok znajduje się krótki wywiad z rodzicami dziecka.

Bliźniaczki pogryzione przez lisa
Dzieci poranione w wyniku ataku lisa. Nie wszystkie rany znikną bezpowrotnie

PS
Swoją drogą: ile żyje w Londynie psów ubieranych obowiązkowo w kagańce i smycze?

Portret lisa siedzącego
Portret lisa siedzącego, który latem 2019 roku przywędrował na moje podwórko – może chciał się przywitać….

Źródła:
http://polish.ruvr.ru/2013_02_10/W-Londynie-lis-pogryzl-niemowle/
Wielka Brytania: W Londynie lis pogryzł niemowlę  https://pl.delfi.lt/aktualia/swiat/wielka-brytania-w-londynie-lis-pogryzl-niemowle.d?id=60635641
Mother’s ‚nightmare’ after baby twins ‚mauled’ by fox, 7.07.2010:  http://www.bbc.co.uk/news/10251349

Fox attacked baby boy in own home, police say, 10.02.2013:   http://www.bbc.co.uk/news/uk-21399709
Fox bites off baby’s finger, 9.02.2013   http://www.guardian.co.uk/uk/2013/feb/09/fox-bites-baby-finger

Warszawa, 2013 rok

*
Zapraszam do poznania historii polskiej interwencji, w imię ideologicznego obskurantyzmu, przeciwko Słowacji, w interesie praw słowackiego wilka i przeciwko suwerenności tego państwa. Państwowy ekoterroryzm magdalenkowego zaprzaństwa:
„Polska strofuje Słowację w sprawie wilka”https://www.polskawlesie.pl/ochrona-srodowiska/polska-strofuje-slowacje-w-sprawie-wilka
„Polska strofuje Słowację w sprawie wilka a „Dzikie Życie” prostuje” – https://www.polskawlesie.pl/ochrona-srodowiska/polska-strofuje-slowacje-w-sprawie-wilkow-a-dzikie-zycie-prostuje

Pierwszy raz spotkałem wilka w Beskidzie Niskim. W Hucie Polańskiej, ponad kilometr powyżej kamiennego kościółka. Najadłem się strachu.
Drugi raz w zupełnie innych okolicznościach w okolicy Sokołowa Podlaskiego.

To było pod koniec lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku. Pracowałem w Lasach Państwowych. Pewnego razu zadzwonił leśniczy z informacją, że na podwórzu jednego z gospodarstw we wsi Żółkwy znajduje się uwiązany do drzewa wilk. Że jest z pewnością wściekły.

Uwiżany łańcuchem wilk
Wilk przywiązany łańcuchem do drzewa

Szybko zapakowałem się z kolegą do dużego Fiata, po drodze zabraliśmy zaprzyjaźnionego weterynarza.
W pół godziny byliśmy na miejscu.
Niewielka osada na kolonii. Drewniany domek w ogrodzeniu ze starych olchowych sztachet. Przed ogrodzeniem kilka owocowych drzewek.
Wiosna. Wczesna. Pąki dopiero nabrzmiewają.
Do jednego z drzew, na łańcuchu, uwiązany wilk.
Gospodarz tłumaczy, że go przyprowadził z lasu. Znalazł go we wnyku.
Trzyma go już trzeci dzień.
Karmi. Co dzień : jedna kura.
Wilk młodziutki i według diagnozy weterynarza zdrowy.
Decydujemy się go uwolnić.

Pojmany w lesie wilk
Wilk po pojmaniu go w lesie we wnyki, został sprowadzony do wsi i uwięziony
Łańcuchem do drzewa uwiązany
Młody wilk, pojmany w lesie we wnyk, uwiązany łańcuchem do drzewa

Widłami przyszpilamy łańcuch do ziemi i otwieramy karabińczyk. Wyjmujemy widły z ziemi.
Wilk jest wolny.
Wciąż jednak waruje przy drzewie.
Konsternacja. Patrzymy po sobie z niedowierzaniem. Jesteśmy ostrożni i nie mamy zamiaru zbliżać się do zwierza.
Po chwili i krótkiej naradzie zaczynamy go płoszyć. Machamy rękami, klaszczemy. Zaczynamy hałasować.

Wilk przywarował mocniej.
Wsiadam do samochodu. Zapuszczam silnik. Włączam światła. Jadę na wilka i trąbię.
Nic.
Wilk wciąż waruje.
Sprawa staje się poważna. Nie przewidywaliśmy takiej sytuacji.
Co robić?
Nie możemy zostawić wilka we wsi. Zbyt duże ryzyko. Nawet o tym nie myślimy.
Co robić?

Prosimy gospodarza by spróbował z traktorem. Za chwile wyjeżdża starą trzydziestką*. Warczy. Hałas na okolice. Jedzie na warującego wilka.
Przejechał nad nim.
Wilk wciąż waruje.
Nie wierzymy własnym oczom. Zaczynamy się denerwować.
Co robić?
Na podwórzu leży kilka świeżo przetartych kłód.
Decydujemy się.
Każdy bierze po dość solidnym oflisie*. Tak uzbrojeni zbliżamy się do wciąż warującego zwierza.
Na zmianę, systematycznie, zaczynamy go okładać.
Nie jest lekko. Ale po chwili nasz wysiłek zostaje nagrodzony.
Wilk się podnosi.
Jeszcze tylko kilka razów i powoli odbiega w stronę lasu.
Uratowaliśmy mu życie. Nauczyliśmy ostrożności i może bojaźni przed człowiekiem.
Ponad dwadzieścia lat. Do tej pory w okolicy nie pojawił się drugi wilk.
A wilków w Polsce jest kilkanaście razy więcej.

* trzydziestka – ciągnik Ursus C330
* oflis – skrajny, boczny kawałek po przetarciu kłdy, bez wielkiej wartosci użytkowej

Załączone zdjęcia to skany oryginalnych slajdów ORWO mających ponad 20 lat. Przepraszam za złą jakość. To jedyna dokumetacja i pamiątka zdarzenia sprzed wielu lat.

Warszawa, 2010 rok

30 lat później zmagamy się już z zupełnie inną rzeczywistością. Terroryzm państwowy niszczy nie tylko nasz wspólny dobrostan (przyrodę i zasoby), ale kąsa na arenie międzynarodowej.
Polska strofuje Słowację w sprawie wilka
Polska strofuje Słowację w sprawie wilka a „Dzikie Życie” prostuje
a humanizowanie i antropomorfizacja dzikich zwierząt, przenoszona do legislacji oraz obyczaju, prowadzą do strat w ludziach:

Dany w szpitalu po opatrzeniu ran
Deny w szpitalu

 „Lis wyciągnął miesięcznego Danego z łóżeczka w domu w Londynie i odgryzł mu palec ”

Budowanie fałszywego wyobrażenia o świecie i o własnych możliwościach były zasadniczymi elementami propagandy dla tworzenia i wprowadzenia w życie modelu transformacji  gospodarczej w Polsce po 1989 roku.

Propagowanie teorii, że pieniądz nie ma narodowości, że tylko własność prywatna stanowi o dobrobycie jednostki i kraju przeniknęło do Konstytucji i do systemu bankowego.
Zmiany jakie się wówczas dokonały, propagowane jako prywatyzacja, renacjonalizacja, reprywatyzacja czy powszechna prywatyzacja, w sposób zasadniczy zniszczyły majątek wspólny kraju. I choć miały zasilać kraj, to dziś jest on ogromnie zadłużony.
Straty majątku narodowego to ogromny armagedon także dla ZUS. I dla systemu świadczeń emerytalnych.
Praktycznie przestał istnieć rodzimy przemysł. Nawet maseczek ochronnych (piszę to w czasie zarazy 2020 r) nie można wyprodukować, tylko trzeba prosić o możliwość zakupu.

Nie możemy zapominać, że za tą rabacją stoją określone osoby: Mazowiecki, Wałesa, Balcerowicz, Glemp, Michnik i etatowi „działacze” Solidarności.
Uważam, że system emerytalny i poziom świadczeń powinien uwzględniać działalność niszczycielską klasy politycznej.

Odbudowa gospodarki nie jest możliwa bez narodowego i patriotycznego władztwa. Stąd niezbędne jest pozbawienie jakiegokolwiek wpływu magdalenkowych „elit” na kraj – jako cel zasadniczy.
Należy jednak mieć świdomość, że polska gospodarka może być wspomagana przez każdego z nas, na przykład przez świadome dokonywanie zakupów.

Nie jest prawdą, że nie mamy wpływu na nic. 
Już przez samą świadomość – mamy wpływ.
Przez odpowiedni wybór towaru do codziennego koszyka – mamy wpływ.
Przez brak udziału w wyborach lub brak poparcia dla magdalenkowych poliklik (PO, PSL, SLD, PiS oraz ich mutacji: RAZEM, Solidarna Polska, Kukiz15, etc) – mamy wpływ.

Aplikacja POLA pomaga robić świadome zakupy
POLA – podręczna aplikacja na telefony komórkowe

Aplikacja „Pola” wspomaga nas w dokonywaniu zakupowych wyborów. Kod kreskowy umożliwia poznanie wielu elementów związanych z towarem i jego wytwórcą. – Nie wierz, że to nieważne.
Poznając producenta dowiadujemy się nie tylko o miejscu powstawania towaru. Dowiadujemy się o pochodzeniu własności, i o kierunku transferu korzyści jakich dodajemy nabywając towar – nie bez znaczenia jest to, gdzie lądują na końcu nasze złotówki.

Ma znaczenie nasz własny kapitał
Twój kapitał.
W wiekszości skromny, ale dziś skazany przez magdalenkowe „elity” na obowiązek bankowy – czyli na zasilanie nim banków w celu eliminowania  fizycznego obrotu gotówką. Nie masz już możliwości samodzielnego dysponowania wypłatą za pracę w postaci gotówki, czyli pozbawiono Cię prawa do dysponowania swoją własnością. Ma znaczenie, które banki są przez Ciebie zasilane – bo już tylko nieliczne pozostają polskie.

„Pola” wraz ze świdomością potęgi naszych codziennych zakupów oraz kierunków lokowania naszego kapitału – miesięcznych zarobków, wspomagają naszą walkę o suwerenność. Suwerenność kraju, której rabacja magdalenkowa się wyzbyła narzucając Polsce stan kolonii.
Staraj się pamiętać, że MOŻESZ.
Możesz zasilać własną rodzinę i budować jej przyszłość.

Ale możesz też nie zwracać uwagi na to wszystko i wspomagać dostatek Niemca, Jankesa czy Żyda i ich rodzin. Możesz, bo jest to ładnie zorganizowane i ułożone. W kolnii.

https://www.pola-app.pl/

Font Resize
Contrast