Notice: Funkcja add_theme_support( 'html5' ) została wywołana nieprawidłowo. Należy przekazać tablicę typów. Dowiedz się więcej: Debugowanie w WordPressie. (Ten komunikat został dodany w wersji 3.6.1.) in /home/polskawl/public_html/wp-includes/functions.php on line 5831
Archiwa: охрана природы -
Tag

охрана природы

Browsing

Starodrzew mIV, D. -u, Ms. ~ewie 1. «las złożony ze starych, wieloletnich drzew; drze­wostan, który przekroczył wiek rębności*: Jeden hektar starodrzewu bukowego wyparowuje dziennic (przez liście) średnio 30 000 kg wody. Pleś. Chcm. 66. Są to jeszcze szczątki starodaw­nej, najzamożniejszej w starodrzew i rozmaitego zwierza Puszczy Rudnickiej. Mna. Lasy 465. Szliśmy skrajem sosnowego starodrzewu, przej­rzystego, prawie bez podszycia. Żuku. Kraj. 56. Ozdobą parku jest starodrzew, który, zakłada­jąc czy reorganizując park, należy jak najtroskli­wiej zachować. Lorentz Natol. 230. Starodrzew kończył się porębą, wrzosowiskiem pełnym żół­tych pniaków, odartych już z kory. Żukr. Dni 156. (WSJP pod redakcją W. Doroszewskiego)

Można, jak to dziś często bywa, nie przejmować się nawet tym określeniem zawartym w słowniku języka polskiego? Można samemu decydować, kiedy mamy starodrzew a kiedy nie? Kiedy jest cenny i naturalny, a kiedy bez wartości?
Można jednak zastanowić się dlaczego ktoś uważa, że starodrzew jest wyjatkowo cenny i pomija inne fazy rozwoju lasu.

Najpierw była kura! Nie, najpierw było jajo!

Wszystko zaczyna się od nasionka? A może wszystko zaczyna się od starodrzewia?
To jest ten sam dylemat: czy najpierw było jajko czy najpierw była kura (o kogucie zapominając, choć pieje wniebogłosy).
Z pewnością nowe drzewo powstaje ze skiełkowanego nasionka.
Aby mogło powstać nasionku drzewo musi osiągnąć wiek zależny od gatunku. Tylko drzewa dojrzałe owocują. Ale przejrzałe mają już problemy.
Gdy skiełkuje nasionko mamy siewkę. W niczym nie przypomina ogromnego drzewa.
Wzrost i dojrzewanie zależą od gatunku i warunków wzrastania. Drzewo rośnie, zmienia się jego wygląd, zmieniają się jego parametry i elementy fizjologiczne.
Skąd my to znamy? Czy nie jest podobnie u człowieka? A u krowy? A u węża? U dżdżownicy? Nawet u kleszcza. To rzeczy naturalne.
Tak jak skiełkowało nasionko i poczęła się roślina, tak też następuje kres każdego żywego bytu. Drzewa, człowieka. Krowy, a nawet i kleszcza.

Kiedy człowiek zacznie fotosyntetyzować – marzenia postępowego humanizmu

Ludzie niestety urodzili się z upośledzeniem niemożności fotosyntezy. Nie jest prawdą, że wilki, które tak jak ludzie należą do gromady ssaków, żywią

Jaś Kapela i biologiczna bzdura roku
Wilki żywią się roślinami – 6 pozycja w rankingu bzdury roku 2021

się roślinami1. Ostatnio za sprawą cyrkowca nieuki pojawiła się w przestrzeni publicznej taka informacja, i przez wielu została przyjęte jako rzecz naturalna. Być może następnym razem będziemy próbowali zająć się swoją osobistą fotosyntezą, gdy kolejny geniusz ekolgistycznego zidiocenia tak sobie wymyśli.
Ponieważ umrzemy, jakbyśmy się nie starali, i ile dawek byśmy sobie pozwolili wstrzyknąć w nadziei na sukces i wiktorię postępu, to na koniec i tak nasze szczątki obróci jakiś robak i zamieni w materię zdolną zasilać to, co zostało stworzone do fotosyntezy. Więc może jednak fotosyntetyzujemy? W którymś wcieleniu. Oczywiście gdy … zgodzimy sie na śmierć.
Drzewo jest stworzone do fotosyntezy. A człowiek, jak napisałem, póki co nie jest do tego stworzony. Nie jest samożywny. Jest zjadaczem wszystkiego. A ponieważ jest kulturalny i buduje kolejne cywilizacje, demokracje i idee, musi dosłownie – POŻERAĆ.
Pożera też niedosłownie. Im większe ma ambicje i idee, tym więcej pożera. Pożera wilki, pożera słonie, tygrysy, wieloryby. Bo jeśli sam ich fizycznie nie pożera, i sama myśl o tym budzi w nim wstręt, to jego cywilizacja je pożera. Czyli jego byt jest zależny od pożerania.

A może przyjmiemy, że skoro człowiek pożera rośliny (tylko uwaga na rośliny budujące lasy i laski) to dojdzie do stanu nirwany i jednak zacznie fotosyntetyzować? Z początku nieśmiało, aż w końcu cały ludzki gatunek, bez wyjątków, bez żadnych wolnościowych i demokratycznych fanaberii osiągnie „poziom zero energetyczności”. Nie będę rozwijał wątku, bo wszyscy zdążyli sobie wyobrazić i uświadomili dalsze możliwości, np. ogrzewania domów przez specjalnie wzbogaconą dietę sojowo-kukurydzianą w sezonie zimowym.

Pożera też człowiek naturalne zasoby. Jeśli je przekształca w sposób nieodwracalny to one się nie odbudują. Tym samym ich malejąca masa zubaża stan posiadania Ziemi Matki.
Są jednak zasoby odtwarzalne. Zboża, owoce, lasy. Umiejętne gospodarowanie tymi zasobami nie powoduje ich ubytku. W miejsce pożartych następuje ich samo odtworzenie.
Oczywiście można dopuścić do ich pożarcia uniemożliwiając samoodtworzenie. Tak się stanie, gdy pole zamieni się w spaloną słońcem pustynię, bo się go pozbawi wody.
Lub gdy wytnie się las i jego powierzchnię przeobrazi w osiedle, łąką lub pustynię.
W warunkach umożliwiających samoodtwarzanie nie ma strat.
Gdy ktoś twierdzi, że wycinka powoduje straty przyrodnicze oznacza tylko, że jego pamięć długookresowa nie istnieje lub jest mocno ograniczona. Wynika to też z braku wiedzy i braku wyobraźni. Podniecanie się daną chwilą, która w dziejach lasu i natury, jest jeszcze krótsza, niż ludzkie wyobrażenie o chwili, nie może przesądzać o realiach. Wycinka w miejscu gdzie jest las i ma być las, to proces i stan krótkookresowy, chwilowy. To też stan przypominający wiele istniejących procesów naturalnych (pożar, huragan). Ta „strata” to po prostu złudzenie, wynikające z braku pamięci długookresowej, i pochodząca z błędnego założenia, że następuje nieodwracalna utrata lasu, przyrody, natury.

Kiedy las nie był lasem

Nie tylko „sekta” Antoniego Kostki (Dziedzictwo Przyrodnicze2) manipuluje fikcją tragedii leśnej „batożonej” przez leśników. Stoi za tym samo państwo i jego wszystkie organy. Bo to państwo nie reaguje na bezprawie organizacji ekologistycznych. To państwo je sowicie wynagradza. To państwo tworzy takie rozwiązania prawne by stowarzyszenia i sekty mogły czerpać z podatków całego społeczeństwa. To Kowalski zasila te stowarzyszenia. A przumusza go do tego aparat państwa niezależnie czy na jego szczycie mamy Donalda Tuska, Jarosława Kaczyńskiego, Leszka Milera czy Włodzimierza Pawlaka. Nic nie zmieni Szymon Hołownia, Zandberg czy … no sami wiecie kto.
W tych „pięknych okolicznościach przyrody” nie może dziwić, że również sama organizacja Lasy Państwowe poddana Ministerstwu Środowiska (dziś Klimatu i…) podejmuje działania, które skutkują łatwą i skuteczną utratą zasobów kraju i dobrostanu Kowalskiego. O tym było już wielokrotnie i będzie jeszcze nie raz, póki nie zostanie zakopana głeboko po ziemię obowiązująca Ustawa o lasach. Póki nie zostanie zniesiony autorytaryzm centralizmu, który może łatwo być zdominowany przez wraże siły zewnętrzne.
Dziś, między innymi, skupię się na tym zewnętrznym obrazie, wyniku działań samej organizacji Lasy Państwowe, który budzi powszechną zgrozę wśród mas, a który nie musiał wyglądać tak jak wygląda. Prawdopodobnie pojawiłyby się wówczas ataki z innych kierunków.
Nie gdybajmy jednak. Nie będziemy też dziś zaglądać pod poszewkę i analizować przyczyn pierwszoplanowych, drugoplanowych, i tych skrytych.
Nikt, póki co, nie podnosi kwesti wycinki młodego lasu, tylko podnoszona jest kwestia wycinki starodrzewia.
Czy lud jest świadomy, że ulegając tej narracji daje zgodę na wycinkę młodego lasu? Czy jest świadomy swojej zgody na zamienianie znanych nam lasów w plantacje, na których „żniwa” miałyby sie dokonywać co dwadzieścia, trzydzieści lat. Na powierzchniach nieograniczonej wielkości? A może chodzi o przekierowanie wycinki do lasów równikowych i na Borneo, skoro nie w Polsce?
Cóż dziś widzi Kowalski w lesie? Wycinka w każdym zakątku lasu, nieustający warkot pił spalinowych, przytłumiony charkot harwesterów. Walące się drzewa, jak … ludzie ścięci seriami karabinu maszynowego.
Na tym poniżej przedstawionym fragmencie Nadleśnictwa Nurzec, na powierzchni około 160 hektarów widać ogromną ilość małych zrębów, tzw gniazd. Gdybyśmy je skumulowali, zajęłyby powierzchnię około 30-40 hektarów.

Może lepiej byłoby zrobić jeden zrąb na powierzchni 40 hektarów niż szatkować ten piękny starodrzew wielką liczbą drobniejszych zrębów?
Gdy ludzie widzą tą ilość mikro zrębów o powierzchni jednostkowej około 30 arów wykonanych na dużym obszarze, to odbierają to jako zagładę lasu.

Obszar Nadleśnictwa Nurzec – wycięte gniazda w starodrzewiu – w drzewostanach rębnych – to element tzw. przebudowy.

Ten obraz to wynik przyjętych rozwiązań w gospodarce leśnej. W zagospodarowaniu i hodowli lasu. A może dążenie do zbudowania w Lasach w miarę normalnego9 rozkładu klas wieku.
Ale normalny rozkład klas wieku nigdy nie powinien być elementem ważącym i niosącym straty materialne – jak to mamy dziś, potęgowanych przez inne nawarstwiające sie idee.

Struktura wiekowa lasów wg GUS 2020
Nierównomierna struktura wiekowa w LP: drzewostany w wieku 41-60 oraz powyżej 81 lat stanowią 47,5% powierzchni. GUS nie udostępnia danych o strukturze wiekowej lasów powyżej 81 lat! Oczywiście to rozwiązanie nie musiało tak wyglądać. Nierówny rozkład klas wieku nigdy nie powinien być elementem ważącym i nisącym straty materialne – jak to mamy przy dzisiejszych realizacjach, potęgowanych przez inne, nawarstwiające się idee.

Na powierzchni ok. 160 ha rośnie w Nadleśnictwie Nurzec las w jednym wieku. Dziś ten wiek doszedł do wieku rebności, i chcąc uzyskać korzyść gospodarczą należy wykonć „zniwa”. Ograniczenia nowej, tzw. „polskiej szkoły leśnej” nurzającej sie w oparach absurdu i ekologizmu (a także bezprawia) nie pozwalają dokonać jednorazowych „żniw”, jak to miało miejsce 100 lat temu. Dziś nakazują czynić to na małych powierzchniach, stopniowo, co kilka lat wykonując kolejne cięcia w sąsiedztwie tych wcześniejszych. Miało to być w zgodzie z ekologią, z postulatami środowisk tzw. ekologistycznych, stowarzyszeń, etc.
Dziś Kowalski łazi po tym lesie i narzeka, że masakrują, że lasu mu ubywa, że tragedia. W czym wspiera go, nie daje zapomnieć: poprawność polityczna mainstreamu. Poprawność walcząca wczoraj z dużymi zrębami zupełnymi (sic!).
Czy muszą to być gniazda wielkości 30 arów? Czy muszą to być zręby zupełne o powierzchni maksymalnej 4 hektary? Warto przypomnieć, że wcześniej był okres w którym wykonywano gniazda o maksymalnej powierzchni 7 arów (700 m2), próbując z „sukcesem” wprowadzać w takich warunkach gatunki światłożądne , takie jak dąb. Dziś są gniazda 30 arowe – co dowodzi, że „polska szkoła hodowli lasu” nie jest martwa, że sie rozwija (sic!).
Dojrzały las, STARODRZEW, który nam się podoba, i który ma ten sam wiek na powierzchni 160 hektarów wskazuje, że rozwiązań może być znacznie więcej. Możemy wymyśleć inną wspaniałą szkołę, np. narodową szkołę leśną? Czyż mogłoby coś brzmieć jeszcze dumniej? – Mam w zanadrzu sporo nowatorskich pomysłów propagandowych jak i koncepcji praktycznych rozwiązań.

Lepiej nie będzie – będzie gorzej

Nie można doprowadzić lasu do stanu normalnego. To pomyłka. Błąd z założenia, który nie tylko wynika z nadmiernego przypisywania lasom funkcji gospodarczych. Ta niemożność wynika z różnorodności gatunkowej jaką mamy w lasach, z fizjologicznego i siedliskowego zróżnicowania poszczególnych jego elementów.
Poniżej dołączam mapy fargmentów obszarów leśnych z różnych regionów Polski, które wskazują na znaczne połacie o jednorodnym wieku drzewostanów. Tym samym wskazują, że zręby lub zalesienia wielkopowierzchniowe nie stanowią żadnego zagrożenia dla przyrodniczego bogactwa – obserwujemy tam piękną różnorodność i przyrodnicze bogactwo. Aż chciałoby się jeszcze nie jeden rezerwacik albo i park cały wykroić.

Fragment mapy drzewostanowej Nadleśnictwa Bolewice
Przykładowy obszar starodrzewia – drzewostanów rębnych w Nadleśnictwie Bolewice
Fragment mapy drzewostanowej Nadleśnictwa Jedwabno
Przykładowy obszar drzewostanów rębnych Nadleśnictwa Jedwabno

Znam te obszary i nie dostrzegam w nich ubóstwa. Penetrujący je ludzie też tego nie widzą. Raczej są zachwyceni – oczywiście nie myślą o tym, jak to sie wszystko zaczęło.

Fragment mapy drzewostanowej Nadleśnictwa Lubaczów
Obszar starodrzewia w Nadleśnictwie Lubaczów
Nadleśnictwo Narol - fragment mapy drzewostanowej
Przykładowy obszar drzewostanów rębnych Nadleśnictwa Narol
Fragment mapy drzewostanowej Nadleśnictwa Narol
Jeden z obszarów starodrzewia w Nadleśnictwie Narol

Wycinka i zręby, jak wspominałem, są to okresy krótkotrwałe i nawet obszar ponad 100 hektarowy nie jest znaczącą powierzchnią w regionach o dużej lesistości. Możemy nawet pokusić się o stwierdzenie, że te działania (zrębowe) budują możliwości życiowe i rozwojowe dla specyficznej fauny i flory, stanowiących fazy przejściowe dla wzrastającego drzewostanu i innych elementów lasu. Wycinka stwarza specyficzne warunki świetlne, wilgotnościowe i pokarmowe. Tak jak każda inna faza rozwoju środowiska leśnego stanowi pożądane warunki dla wielu organizmów, oczekujących czasem na nie latami.

Fragment mapy drzewostanowej Nadleśnictwa Smolarz
Jeden z obszarów starodrzewia w Nadleśnictwie Smolarz
Fragment mapy drzewostanowej Nadleśnictwa Spychowo
Jeden ze znacznych obszarów starodrzewia w Nadleśnictwie Spychowo

Powyższe mapy są opisane, wiemy co przedstawiają, na co próbują zwrócić uwagę. Tylko krótkie podkreślenie: wszystkie te obrazy dotyczą jednolitych powierzchni porośniętych drzewostanami w wieku rębnym. To starodrzewie.

Wiek rębny to ustalony na bazie praktyki, fizjologi roślin/drzew,wiek gdy zanika ich intensywny przyrost i rozpoczyna się zamieranie prowadzące do ostatecznej śmierci drzewa. Śmierci wywołanej osłabieniem procesów wewnątrzkomórkowych, malejącą odpornością.  Wiek rębności zależy od warunków zewnętrznych (w których drzewo wzrasta i które na niego wpływają) i jest też cechą gatunku.
Warto też wiedzieć, że od czasu zakażenie/zainfekowania drzewa np.: patogenem grzybowym do czasu zaobserwowania na pniu pierwszych owocników hub mija kilkanaście a nawet kilkadziesiąt lat.

Zgnilizna korzeni - przyczyna śmierci drzewa
Zgnilizna korzeni – przyczyna braku stabilizacji, upadku i śmierci

Utrata odporności i życia w wyniku choroby następuje powoli, ale systematycznie, wraz ze starzeniem się drzewa. Owocnik huby to tylko zewnętrzny i widoczny obraz trawiącej to drzewo choroby. I to tylko jedena z możliwych przyczyn …  Ale przyczyna choroby nie zawsze jest widoczna na stojącym drzewie. Często dostrzegamy ją dopiero w momencie utraty równowagi i upadku.
Wiek rębności to moment, gdy można jeszcze wykorzystać drzewo dla pożytku ludzi, gdy surowiec jest jeszcze dobrej jakości, co gwarantuje możliwość zbytu. Za wczesne jak i za późne rozpoczęcie użytkowania rębnego niesie straty dla właściciela lasu. Dziś w wiekszości dla Lasów Państwowych.
Od lat ubolewam, że ich (Lasów Państwowych) byt nie jest ściśle związany z bytem mieszkańca Polski. Wówczas nikt by nie wierzył w wyższość leśnego truchła i zgnilizny nad drewnem użytkowym, co staje się dziś elementem coraz częstszej praktyki.6

Powierzchnie (w wieku rębnym i przszłorębnym) opisane na powyższych mapach są znacznych rozmiarów. To nie są powierzchnie dziejszych gniazd (30 arów) czy nawet obecnych zrębów zupełnych (maksimum 4 ha). Są kilkadziesiąt i kilkaset razy większe. A lasy, które tam jeszcze rosną – zachwycają. Zachwycają też wytresowanych aktywistów.
Lasy te narodziły się ze zrębów (może z zalesień?) kilkudziesięciu hektarowych lub nawet ponad stu hektarowych. Tego nie wiedzą. A kto wie?
SZOK.
Czemu zachwycamy się ich bogactwem? Czemu podnosimy ich naturalność albo różnorodność? Protesty i agresja Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze, podobnych organizacji i jej aktywistów, subsydiowanych przez Pawlaka, Millera, Tuska, przez Glińskiego, wspomaganych przez Kaczyńskiego, Morawieckiego, Golińską, Szyszkę, Siarkę czy Ziobro. Wspólnie z Greenpeace.

Czy tak trudno cofnąć się w czasie

Spróbujmy wsiąść do wehikułu czasu, ujrzeć pilarzy z mozołem ścinających piłami ręcznymi i siekierami drzewa na powierzchni 100 hektarów, ludność – wsie całe, pomagające przy porządkowaniu powierzchni zrębu, dowożących nasiona i sadzonki oraz sadzących ogromną połać 1000.000 m2, czyli stu hektarów. Milion sadzonek – i tylko/aż jeden grosz za posadzenie jednej, lub siew, znacznie tańszy, lecz nie tak dobry i nie tak efektywny.
Dziś rośnie tu las o powierzchni 100 hektarów. Wiekowy. STARODRZEW.
Na tak dużej powierzchni rośnie las w tym samym wieku. Jednowiekowy. Rośnie plantacja (?), która zachwyca bogactwem, daje grzyby, jagody, możliwość oddechu i wypoczynku. – Truchło tego nie daje!
Wspaniały, dorodny, bogaty. Tak cenny, że kwalifikuje się na Park Narodowy. A powstał ze zrębu. Z wycinki. Z rzezi niewiniątek, z rozstrzelania, z winy leśników i ich leśnozbrodni, która … trwa od zarania.
Rżną, wycinają, a lasu tak naprawdę coraz więcej. Jak to możliwe?7
W Parkach jest odwrotnie. Szczególnie tych, na które zaanektowano bogate tereny leśne.

Jak ugryźć sto hektarów

Jak dziś sobie poradzić z tym wielkopowierzchniowym zrębem założonym 100 lat temu. No, możę 90 albo 113.  Albo i 178 lat temu – czyli w roku 1844. Cztery lata przed Wiosną Ludów i wydaniem Manifestu Komunistycznego w Londynie, dwa lata przed rzezią galicyjską (jak to jeszcze mamy np.: w Nadleśnictwie Smolarz).
Naturalnym byłoby zrobić to samo co zrobiono poprzednim razem, czyli wyciąć za jednym zamachem połać 100 hektarów. – Przecież wszyscy się zachwycają! Tym samym mielibyśmy gwarancję ponownego jęku zachwytu za jakiś czas.
Jeśli jednak wszyscy się zachwycają tym starodrzewiem, to czemu nie dopuszczają do tego, by powtórzyć rzecz raz jeszcze? Tylko dążą do truchła – wiadomo wszak, że jeśli nawet człowiek jest śmiertelny, to drzewo tym bardziej wieczne być nie może.
To, że las jest piękny nie oznacza, że okoliczności powstania tego piękna nie budzą dziś kontrowersji. Umysł kulturalnego, inteligentnego, człowieka przepełnionego postępem humanizmu wypiera z siebie logiczną wiedzę związaną z okolicznościami powstania starodrzewia. Odrzuca możliwość wycinki i powtórzenia całej wspaniałej historii wzrostu, dojrzewania, wykształcania nasion, użytkowania i niezapomnianego „smaku” stosów drewna przeznaczonych nie tylko na trumny. Może wierzy, że sam też będzie „wieczny”, jak ten „uratowany” las?
Dziś las jest piękny, natomiast okoliczności narodzin tego piękna są brzydkie, karygodne i  niewybaczalne. Odcięto więc piękno od źródła jego powstania, będąc pewnym, że można stworzyć coś jeszcze piękniejszego innym sposobem, który jest „piękny” z racji tej, że dzisiejszy, postępowy, i dlatego, że … tak.
W związku z tym ustalono, że las będzie piękniejszy, gdy będzie co 30 arów inny, lub inny będzie co 4 hektary. I podjęto decyzję strategiczną i jedynie słuszną, że tylko w ten sposób zbudujemy szczęśliwość przyrodniczą zbliżoną do szczęśliwości naturalnej.
Kowalski chodzi więc po lesie i ze zgrozą obserwuje jak na ogromnych powierzchniach wycinany jest jego ukochany las. „- Kępkami wycinają, dla niepoznaki, po to, by potem te kępki wycinek ze sobą złączyć!” – leśnozbrodniarze.
Czy twórcy nowej hodowli leśnej nie mieli świadomości tego, że taki obraz będzie traktowany wyjątkowo wrogo, że wystarczy niewielka, zewnętrzna iskra i Kowalski doznając wstrząsu, będzie na to reagował jak byk na czerwoną płachtę?
Czy to sami wymyślili czy może ktoś ich namówił? Może wymyślili ci, którzy dziś szczególnie mocno piętnują leśnozbrodnię? A może i oni są też tylko kukiełkami? Bo skoro 30 lat temu zalecali ten schemat użytkowania to czemu po 30 latach wskazują na niszczenie lasów?
Tylko biedny Kowalski ma ograniczone możliwości pamięci długookresowej, w czym wspomagają go media i władze.
I organizacja Lasy Państwowe.3

Teraz o Fundacji i oddziele 169a w Nadleśnictwie Bircza

Oczywiście Fundacja Dziedzictwa Przyrodniczego nie jest sektą. To organizacja, która artykułuje miłość do różnorodności. Do przyrody i natury całej. Do bogactwa naturalnego leśnej przestrzeni Pogórza Przemyskiego i Bieszczad.

Żąglowanie antysemityzmem
Moc argumentacji to moc wiedzy i etyki – Antoni Kostka

Sam Antoni Kostka aktywnie uwijający się, i oskarżający przeciwników o antysemityzm i faszyzm przyrodnikiem jest z wyboru i serca.
„Nie matura lecz chęć szczera zrobią z ciebie oficera” udowadnia nie tylko Adam Wajrak – technik drukarz10. Podobnie jak założyciel Fundacji, która kontestuje system prawny, wspiera bezprawie. Jak wiele podobnych organizacji ekologistycznych, które są uznanymi organizacjami pożytku publicznego czerpiącymi z systemu prawnego, które sobie zorganizowały w Polsce, i którym państwo gwarantuje bezpieczeństwo. Nie daje takiej gwarancji tym, którzy to prawo przestrzegają. A może pilnuje interesu … tego samego co szefostwo Fundacji?

Ciekawa jest postawa nieżyjącego już Ludwika Tomiałojcia, profesora ekologii. Nie tylko przyjął narrację Gazety lecz ją uzasadniał z pozycj eks katedra. Prócz ekologi zajmował się ideologią zamiany lasów w parki w celu ich „ochrony”. To był cel jego publicznej działalności. Otwarcie wskazywał, że choć zieloni aktywiści to nieuki nie mający pojęcia o ekologii, to poprzez swoją aktywność lub terror wspomagają cel. Pewnie to wzruszający, pożyteczny obraz dla śp. profesora – bezprawne blokowanie działalnośći Nadleśnictwa Stuposiany czy Nadleśnictwa Bircza.
Siatka powiązań

Oczywistym jest, że żadna ideologia nie wspomaga przyrody i nie wspomaga natury. Nie powinna w takim razie być aprobowana i wspierana. Czemu więc instytucje państwa to czynią? Przyjmują niektóre teorie jako elementy strategi bytu państwa i jego „rozwoju”. Praktycznie je realizują, choć medialnie wskazują Kowalskiemu, że walczą w ekoterrorem. 4

Uroczyste ukonstytuowanie Rady Narodowego Instytutu Wolności
Epatowanie sloganami czy patriotycznymi odniesieniami przesłania pustkę. To moralne dno.

Logo Fundacj zostało ufundowane ze środków publicznych
Państwo finansuje organizacje ekologistycznego terroru.

Czemu państwo polskie nie ustanawia parków narodowych, tam gdzie nie budzą kontrowersji społecznych, czy wręcz wrogości. Tam, gdzie mogłyby wspomagać i służyć miejscowej społeczności i realnie wzbogacać zasoby przyrodnicze? Czemu mają powstawać tylko tam, gdzie budzą sprzeciw i generują przyrodnicze straty? Czyj to jest interes? Rosji czy Niemiec? A może obu naszych przyjaznych sąsiadów? 5

Czemu nie powstał Park Narodowy GRZMIĄCA
Czemu nie powstał Park Narodowy GRZMIĄCA;  https://www.polskawlesie.pl/ochrona-srodowiska/dlaczego-nie-powstal-park-narodowy-grzmiaca

Infantylizm i nieuctwo, brak krytycznego spojrzenia to elementy ideologii Fundacji, i wielu organizacji „pożytku publicznego”, stowarzyszeń. To nawet element publicznej i obowiązkowej edukacji – indoktrynacji dzieci. Bo czym skorupka za młodu nasiąknie ….
To nie są stowarzyszenia ekologiczne, gdyż ich działalność nie ma związku z tą nauką. To nawet nie sozologowie i nie sozologia, gdy obserwujemy ich aktywność i nie widzimy by np. zbierali śmieci w lesie. Raczej je tworzą i zostawiają, tak jak „stuposiańskie wilczyce”.

Jak doszło do tego, że media nie posługują się słownictwem zgodnie z ich definicją, lecz zmieniają te definicje, a redakcje leksykonów to przypieczętowują? A może teodolit to urządzenie do pomiaru głębokości koleiny na szlaku zrywkowym w Lutowiskach, co pozwoliłoby w końcu geodetom odkryć jego prawdziwe przeznaczenie?
Mamy do czynienia ze świadomym graniem na ludzkich uczuciach powszechnej miłości do przyrody. Ale tam gdzie ta gra się udaje, mamy skutki odwrotne od obiecanych.8

Położenie oddziału 169 w rejonie
Oddział 169 Nadleśnictwa Bircza w rejonie

W oddziele 169a Nadleśnictwa Bircza, w okolicy Arłamowa, i około 200-300 metrów od wzniesienia Sucha Obycz, planowane były i zrealizowane zostały prace zrębowe. Znajduje się tam drzewostan pomierzony i scharakteryzowany przez taksację urządzeniową (realizowaną regularnie co 10 lat) i opisany w Planie Urządzania Lasu (PUL). Wypis z tego planu przytaczam, i w skrócie na jego podstawie opiszę ten las (nie widziałem go na oczy – lecz opis dostępny każdemu na stronie BDL (Baza Danych o Lasach – https://www.bdl.lasy.gov.pl/portal/) pozwala oczyma wyobraźni spojrzeć nań w miarę realistycznie.

Opis taksacyjny i wskazówki gospodarcze 269a N-ctwo Bircza
169a – Opis lasu i wskazówki
Najbliższa okolica oddziału 169
Najbliższa okolica oddziału 169. Na mapie widać pozostałe lasy – w wieku rębnym, czyli starodrzew. Co tu było 100 lat temu?
169 w Nadleśnictwie Bircza
Oddział 169 a w Nadleśnictwie Bircza

 

 

 

 

 

 

 

 

Wchodząc do tego lasu widzimy gąszcz młodego pokolenia bukowego w wieku 11 i 19 lat. Jest to gąszcz – gdyż ten młodnik pokrywa całą powierzchnie w całości (udział: 10). Jest to młode pokolenie, powstałe z obsiewu górnego nasionami buków – bukwią (są on ciężkie, i wiatr ich nie roznosi). Ten młodnik jest bardzo ubogi – tylko jeden gatunek – buk (Bk). Gdyby nie ingerować, i nie działać, to nowy las będzie znacznie bardziej ubogi od tego, który tu stał, i który został pozyskany (lub jeśliby nie został pozyskany, to się zawali w wyniku naturalnej śmierci i rozpadu). Gęsty podszyt bukowy zaciemnia całą powierzchnię i nie dopuszcza do wzrostu innych gatunków. Być może pojedynczo występują, lecz w tej bukowej masie nie są widoczne, i nie zostały wyszczególnione przez taksatorów. Dlatego tak ważne jest umiejętne przeprowadzenie planowanych zabiegów pielęgnacji tego młodnika (co jako zalecenie zostało wskazane w PUL). W przypadku braku tam innych gatunków dobry leśnik podejmie decyzje o wzbogaceniu ubogiego składu młodnika bukowego (buk 11l i buk 19l) gatunkami szybkorosnącymi, iglastymi i liściastymi (modrzew, świerk, daglezja, wiąz, lipa, jawor, klon a może nawet brzoza, osika, wierzba biała, czereśnia, dąb czerwony czy nawet robinia). Będzie to dobre działanie o wielorakich pozytywnych skutkach w dalszym życiu tego lasu oraz tej powierzchni leśnej.
Ponad nim (młodnikiem) widzimy pojedynczo rosnące dęby, jesiony, brzosty, w wieku 69 lat oraz buki w wieku 54 lat – ich masa grubizny jest znikoma i w związku z tym nie została określona. To warstwa drzewostanu drugiego piętra. Nie zajmuje całej powierzchni – to pojedyncze sztuki, które wybiły tam gdzie piętro pierwsze miało luki, naturalne lub celowo stworzone przez leśnika.
Na powierzchni góruje drzewostan główny – pierwsze piętro, w którego skład wchodzi buk w wieku 69 lat i 10% udziałem w zasobności, klon jawor (Jw) w wieku 99 lat również z 10% udziałem masowym, a nad nimi buk w wieku 119 lat w udziale 30%, buk 99 lat w udziale 50% oraz miejscami jodła (Jd) w wieku 119 lat.
Powierzchnia jest już w pełni odnowiona – pokryta młodnikiem, a drzwostan górny przeszkadza i ogranicza rozwój młodego pokolenia. Dlatego celowe jest jegousunięcie oraz odsłonięcie i umożliwienie dalszego wzrostu  młodego lasu.
Po zakończeniu pracy, trzeba dokonać uzupełniań w istniejącym odnowieniu naturalnym, by wzbogacić jego skład oraz wypełnić na powierzchni straty, które mogły powstać w wyniku prac zrębowych. Oczywiście wprowadzone nasadzenia wymagają zabezpieczeń i ochrony, szczególnie gatunki, które są rzadkoscią w okolicy (podejrzewam, że nawet osika i wierzba). Uważam, że konieczność wzbogacenia składu i utrzymania bogactwa może wymusić wykonanie poszerzenia gniazd powstałych po wycięciu drzewostanu głównego, by wprowadzić inne gatunki i umożliwić im rozwój i wzrost.
Gdy uważnie przyjrzymy się mapie, to zwrócimy uwage, że sąsiadujące drzewostany rónież stanowią starodrzewia, czyli znajdują się w wieku rębnym. W sumie zajmują duża powierzchnię. Co tam było 100 lat temu?

Co widzi Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze?

Poniżej zamieszczam opis ze strony tej Fundacji. Nie będę go komentował, gdyż komentuje się sam.
Fundacja przeciwstawia się usuwaniu drzew w wieku rebności, ale nie wspiera młodego pokolenia. Dąży do zgnicia majątku i do zniszczenia tego co dała natura – młodego pokolenia buków. Nie dostrzega, że młody, powstający las traci bogactwo. Dąży do tego, by to bogactwo utracić.
Czemu i komu to służy?
Nie będę dalej komentował, gdyż komentuje się samo.
Inicjatywa Dzikie Karpaty I Facebook' - www.facebook Pozyskanie w oddz 169 N-ctwa Bircza

W wyniku prac zrębowych uzyskano sporą masę surowca drzewnego. W sumie uzyskano ponad 2500 m3 grubizny (przy planowanej masie ponad 3000 m3). Zważywszy, że na powierzchni pozostał las w wieku od 11-19 do ponad 50 lat, możemy się spodziewać że JUŻ (!) za 50-80 lat będzimy znów podziwiać starodrzew, a las wciąż trwa i nas cieszy. Blizny po pracach za chwilę przestaną być widoczne. Młode pokolenie uzyskało przestrzeń do bujnego rozwoju. Za 3 lata powierzchnia będzie kipieć tłumionym dotychczas wzrostem. Może uda się odnaleźć inne gatunki, prócz buka, i je mocniej wspierać? Może Nadleśnictwo Bircza za 3-4 lata przypomni Fundacji manipulacje nie poparte wiedzą i żadną nauką. Szkoda tylko tych … wilczyc.

Protest wilczyc w sprawie ochrony lasów Bieszczad zakończony
Wilczyce zakończyły nielegalny protest i bezprawne zajęcie powierzchni nadlesnictwa Stuposiany – chronone przez wszystkie służby powołane do pilnowania porządku prawnego w IIIRP (policję, wojewodów, prokuratorów, ministrów, premiera, PiS – sprawującą rządy – tak wygląda państwo.

 

1 Jan Kapela – Wilki są roślinożerne

Jaś Kapela i bzdura roku
Jaś Kapela i stan umysłu

    https://nczas.com/2021/12/02/roslinozerne-wilki-jas-kapela-nominowany-do-biologicznej-bzdury-roku/

 

 

 

2 Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze i jej odłamy finansowana także przez Instytucje powołane przez

Logo Fundacji Dziedzictwo ...
Logo Fundacji

PiS (NIW, etc). Czy w tych okolicznościach nie możemy mieć wątpliwości co do przyczyn braku reakcji służb odpowiedzialnych za porządek prawny w Polsce, gdy aktywiści tej organizacji działają bezprawnie, zajmując obszary leśne będące w zarządzie LP, uniemożliwiając im statutową działalności i powodując straty.
3 Lasy państwowe to obszar leśny własności Skarbu Państwa. Formalnie jest zarządzany przez organizację pn. Lasy Państwowe. Organizacja ta wcale nie musi działać w zgodzie z wiedzą, praktyką leśną – może wypełniać ideologiczne i polityczne cele, które nie mają związku z gospodarstwem leśnym, majątkiem Skarbu Państwa i jego pomnażaniem (zobacz: „Na czym polega las – emocjonalny wykład Jana Kosiorowskiego„)
4 Polska strofuje Słowację w sprawie wilka.
5 Czemu nie powstał Park Narodowy Grzmiąca
6 Samorództwo czy różnorodność? A może tylko abiogeneza
7 Lasy wycięły więcej niż mają
8 Straty przyrodnicze Rezerwatu Ścisłego Białowieskiego Parku Narodowego. – Kiedy zlikwidujemy Białowieski PN?

9 normalny rozkład klas wieku – poszczególne klasy wieku zajmują taki sam udział w powierzchni całkowitej (np po 10 procent dla każdej klasy wieku 1-10, 11-20, 21-30, 31-40, 41-50, 51-60, 61-70, 71-80, 81-90, pow. 91)
10 A.Wajrak wraz z Agora S.A. za artykuł (i towarzyszący mu wywiad z Maciejem Nowickim, Ministrem Środowiska) otrzymują z Ministerstwa Środowiska ok 60 tys. złotych; „Dać szansę Białowieży”„Dać szansę Białowieży”.  Rzecz cała została opisana przez Press – monitorujący media, o czym informowała TVN: „Dziennikarz GW pisał teksty za pieniądze ministerstwa”
Brauns Adolf – Owady leśne T1+ T2
Mańka Karol – Fitopatologia leśna

Taksacja urządzeniowa – zespół prac terenowych pomiarowych i analitycznych w celu dokonania jak najpełniejszego opisu lasu i planowanych czynności gospodarczych
Plan Urządzania lasu – opracowanie opisujące majątek leśny wraz ze wskazaniami gospodarczymi obejmującymi najczęściej okres dekady

Leśnikom Birczy i Krasiczyna, leśnikom Bieszczadów,
lokalnym społecznościom broniącym Lasu


W starym dowcipie syn emerytowanego już adwokata chwali się przed ojcem, że właśnie zakończył sprawę, z którą ów zmagał się przez prawie całą swoją adwokacką karierę. Na to wszystko wzburzony ojciec z wyrzutem: Przecież mój dom, i ten, który Tobie kupiłem, to dorobek ciągnięcia latami tej właśnie sprawy, głupcze.
Ten dowcip to swoista alegoria.

Ochrona przyrody w Polsce. Ciekawe studium rozkładu.
Już przed wojną wskazywano na konieczność ochrony przyrody. Powstały pierwsze obszary na których zrezygnowano z gospodarki leśnej, gdyż jak wskazywali luminarze ówczesnej nauki, będzie to lepsze dla całej przyrody. Człowiek będzie mógł obserwować, jakże sobie ona radzi bez ludzkiej ingerencji.

Później nastąpiły inne kierunki ochrony ojczystej natury, najczęściej leśnej, i najczęściej tej najbogatszej, gdyż te sobie najbardziej upatrzyli luminarze, i wskazywali na konieczne działania ochronne.

Państwo podjęło się działań w kierunku ochrony przyrody w Polsce pokładając wiarę w przekaz wielu znawców różnych jej elementów. Ostatecznie powołano nawet Ministerstwo Środowisko by przybliżyć do siebie wszystkich, którzy mówili i mówią o konieczności ochrony natury ojczystej.

Poszukano również rzadkich gatunków roślin, zwierząt i rozpoczęto wcielanie w

Rezerwat przyrody prawem chroniony
Jeden z rezerwatów w jednym z nadleśnictw

życie ich ochronę. Bo uznano, że są zagrożone. Rozpoczęto tworzenie rezerwatów i wskazywano w nich określony cel ochrony. Bardzo często były to prawne regulacje najwyższego rzędu – o charakterze Ustawy sejmowej – co wskazywało na rangę jaką państwo przykłada do ochrony swojej natury. Odszukane rzadkie gatunki fauny umieszczano na specjalnych listach szczególnie chronionych.
Jedni chronią puchlinkę, inni ksylobionty, jedni dzięcioła trójpalczastego a jeszcze inni bielika, myszołowa, wilka czy kornika. Dziś w kolejce stoją apologeci lisa czy nawet jenota.
Każdy gatunek wymaga strefy ochronnej i szczególnych warunków.
I pieniędzy.
Dla siebie i cennych pomysłów ochroniarzy.
Tylko te szczególne warunki z czasem przestają się liczyć i są realnie coraz mniej chronione.
Jak wskazywał w 1913 roku Jan Gwalbert Pawlikowski, rozszarpano w końcu przyrodę na atomy, by wyszarpać maksimum dla siebie.

Okładka pierwszego wydania ksiązki "Kultura a natura"
Okładka pierwszego wydania książki Jana Gwalberta Pawlikowskiego

W wydanej książce „Kultura a natura” pisał: „Kultura wyszła z przyrody i nosiła długo na sobie jej cechy; potem zwróciła się przeciw niej. Ale kiedy pod nowoczesnym hasłem „ochrony” zawiera z nią znowu przymierze, to pod wpływem tego prądu odnowiona przyroda nie będzie już tym, czym była dawniej: będzie ona nieodzownie nosić na sobie cechy kultury. Tylko, miejmy nadzieję, nie tej kultury filisterskiej i barbarzyńskiej, która z miłości do przyrody zrobiła sobie modną suknię lub pojęła ją jako źródło nowych kramarskich zysków, ale kultury prawdziwej, wewnętrznej kultury ducha i serca. Hasło powrotu do natury to

Okładka jednego ze wznowień książki J.G.Pawlikowskiego
Strona tytułowa nowego wydania

nie hasło abdykacji kultury – to hasło walki kultury prawdziwej z pseudokultura, to hasło o najwyższe kulturalne dobra”

W podobnym duchu pisał 40 lat później w „Intelektualiści a socjalizm” Frederic von Hayek: „ Laik może nie w pełni zdaje sobie sprawę, w jakim stopniu społeczna reputacja naukowca i wykładowcy jest tworem tej klasy (intelektualistów), jak jest ona w nieunikniony sposób odbiciem jej

Okładka książki-eseju Frederica von Hayek,
„Intelektualiści a socjalizm” – okładka książki

poglądów, które niewiele mają wspólnego z wartością rzeczywistych osiągnięć. Szczególnie ważne dla naszego problemu jest to, że prawdopodobnie każdy wykładowca w swej dziedzinie mógłby podać kilka przykładów ludzi, którzy niezasłużenie osiągnęli powszechne uznanie jako wielcy uczeni tylko dlatego, że wyznawali poglądy uznane przez intelektualistów za politycznie „postępowe”; wśród nich mogę przytoczyć tylko jeden przykład, w którym podobną, pseudonaukową reputacja obdarzono z powodów politycznych naukowca o skłonnościach konserwatywnych. Tworzenie reputacji przez intelektualistów jest szczególnie ważne w dziedzinach, w których wyniki naukowych badań nie służą użytkowi innych specjalistów, lecz są powiązane ze sprawami publicznymi i politycznymi.”

System ochrony przyrody został w istocie zawładnięty przez ideologie, które odkrywają swoje kolejne wcielenia wraz z załamywaniem się tych poprzednich. Ale nikt nie krytykuje formalnie strat jakie niosą co rusz nowe wcielenia ochrony. Nikt nie krytykuje, gdyż sami ochraniarze zauważyli fiasko swoich własnych idei. I choć na wielu obszarach ochrony poniesiono sromotną klęskę, to nikt jej nie tylko nie analizuje, ale i nie ogłasza. Taki wstyd i sromota.
Nikt też nie ma zamiaru opisywać porażek. Bo nikt nie będzie redukował powierzchni raz objętych ochroną. Bo redukcja powierzchni redukowałaby być może idee samego systemu ochrony a nawet redukowałaby nakłady na … ochraniarzy. Te chronione powierzchnie to przecież obraz sukcesu. To nieustająca reklama i propaganda. Innymi słowy miara powierzchni jest miarą sukcesu.

Sukcesja
Zmienia się wizja ochrony na tych powierzchniach skierowanych do ochrony. I przyjmuje obraz czegoś, co klęski nigdy nie poniesie: sukcesji.
Niezmienna pozostaje doktryna trwania raz podjętej ochrony. Oraz braku odpowiedzialności za efekty ochrony.

fot. Andrzej Antczak - Rezerwat krajobrazowy im. W. Szafera
Rezerwat krajobrazowy im. Wł. Szafera w ciągu pól wieku istnienia reklamuje swój cel ostateczny polskiej sztuki ochrony krajobrazu – Martwe Drewno – fot. Andrzej Antczak

Razem z rozwojem kolejnych stadiów idei i pomysłów mamy permanentny pochód ochrony. Ale ochrona i natura nie mogą nadążyć z mnożeniem się ochraniarzy i ich pomysłów. Ledwo co zipie, a w wielu miejscach po prostu zdycha.
Pewnie słyszeliście o martwym drewnie.
Celem nadrzędnym ochrony przyrody jest martwe drewno i truchło. Ono nas ubogaca przyrodniczo, gdyż to tam jest bujne życie i prawdziwa różnorodność. Dąży się więc do truchła drzew w lesie, które musi być naturalne i najlepiej, by w swym poświęceniu było dziewicze. Wówczas ma największa wartość. W śmierci potęga ochrony.
Czy mamy przez to lepszą naturę i przyrodę? I bogactwo gatunkowej różnorodności?1
Jednak od zawsze uczestnicy ochraniarskiego pochodu jednoznacznie wskazują, że jest coraz gorzej. A może słyszeliście, że gdzieś jest lepiej?
Jak to możliwe, gdy uprzytomnimy sobie obfitość pomysłów i działań trwających od dziesiątków lat? Od wieku.
Po wiekowej ochronie jest coraz gorzej.
Cóż nas czeka wobec tego za kolejnych 30 lat? Za kolejny wiek?
Sama sukcesja będzie badana i opisany zostanie stan przed i stan po (iluś latach). I dowiemy się, że różnorodność zmniejszyła się. Więc może jednak zostawić sukcesję a zrezygnować z różnorodności? I przyznać, że różnorodność – jej bogactwo, jest w lasach gospodarczych a w naturze – parkach i rezerwatach być jej nie musi? Bo w końcu sukcesja a bogactwo różnorodności to dwie różne sprawy. Chyba, że to nie ma znaczenia i zaordynujemy naturze pozostawienie jak jest: różnorodność gatunkowa to sukcesja a sukcesja to różnorodność – czyż nie na taka ideę wskazuje Ustawa ochrony przyrody?

„Obszary wyróżniające się szczególnymi wartościami przyrodniczymi, naukowymi, społecznymi, kulturowymi i edukacyjnymi, o powierzchni nie mniejszej niż 1000 ha. Celem tworzenia parków narodowych jest nie tylko zachowanie różnorodności biologicznej, przyrody nieożywionej i walorów krajobrazowych na obszarze objętym ich granicami, ale także odtworzenie zniekształconych siedlisk przyrodniczych, siedlisk roślin, zwierząt lub grzybów.


Cóż z tego, że durne (zapisy Ustawy)? Ale za to jaka „piękna”. Czy może się różnić od twórców, na których wskazywali Pawlikowski i Hayek?

Czy wyjaśnimy sobie kiedyś w jakich oparach absurdu powstawała ta Ustawa? Bo kto przy zdrowych zmysłach ośmiela się dedykować naturze jakieś cele? Bogactwao różnorodności siedlisk czy gatunków? Siedlisk, grzybów?!  To wyraz kompletnej indolencji. Czy Państwo jest głupie …
Albo przyjmujemy naturę taką jaką jest – tajemniczą, zagadkową, niepewną, nieodgadnioną, albo nią manipulujemy wraz z manipulowaniem ludźmi (począwszy od przedszkola) – wmawiając im bogactwo przyrodnicze, róznorodność (czyli łżąc ile wlezie).

Jaki jest cel ochrony
Raz zdefiniowana ochrona, jej zakres, jej przedmiot trwa i ma trwać. Niezależnie czy się udało, czy wyszła z tego kompletna klapa – nie może być końca ochrony.
Z reguły każdy projekt, gdy go rozpoczynamy, zakłada określone cele. Staramy się je osiągnąć. Tylko w przypadku ochrony przyrody tych celów nie sposób zakończyć.
Co było celem ochrony żubra? Co było celem ochrony bobra? A co z łosiem? To duże zwierzęta. Dzięki aktywnej działalności człowieka ich populacje zwiększyły się wiele set razy. Nie są już zagrożone. Ale ochrona wciąż trwa i mimo jej sukcesów, końca ochrony nie widać. A może to jednak nie sukces – tylko jedna wielka klapa, wstyd i śmiech na świat cały? Może dlatego Greenpeace ofiarował się z pomocą w ochronie żubra? Może sama pani Merkel podrzuci sianka, albo wskaże, gdzie jeszcze można nakosić?

Uwaga! Puchlinka
Strefa ochrony grzybów. Dziś wstęp wzbroniony – ale może to ludzie na podeszwach przywlekli …

Zupełnie inaczej jest ze światem flory. Tutaj broń cię Panie Boże z jakimikolwiek działaniami. Są zakazane. No chyba, że ochraniarze sporządzą sobie projekt wzbogacania siedliska czy jego odtwarzania, bo nieokiełznana i wstrętna natura znów je wypaczyła. Wówczas sami sobie sprzedadzą bilet na realizację ambitnego celu. Gdyby Tobie to przyszło do głowy drogi Czytelniku, to „zderzysz się z ciężarówką” i zostaniesz rozjechany. Pamiętaj, że ta ojczysta natura to nie Twoja sprawa.
To nie ważne, że sadzonkę byliny możesz kupić za 2 złote, możesz też wyhodować później tysiąc nowych, twoje przeniesienie ich do natury w celu jej wzbogacenia jest złym i niedojrzałym postępkiem, a nawet może się okazać nie lada kryminalnym występkiem. Co innego gdy zabiorą się za to doświadczeni ochraniarze, sporządzą elaborat i punkty na mapie precyzyjnie umieszczą. Wówczas ta sadzoneczka kosztująca 2 złote zwiększa swoją wartość tysiąc a może i więcej razy. I dopiero wówczas jest to odpowiedzialna i profesjonalna ochrona czynna. Nic tu po Tobie Obywatelu Kowalski.
Generalnie zależy nam na tym by roślinek rzadkich było mniej, a nie na tym by tanio i masowo doprowadzić do tego, by przestały być roślinkami rzadkimi. Zależy nam by było jak najwięcej gatunków rzadkich. Wówczas mamy duże możliwości ustanawiania obszarów chronionych, ostoi, oraz … okazji na granty w celu dokonywania analiz i badań. To nic, że znikają. Muszą znikać. Są wówczas jeszcze cenniejsze. Sami ochraniarze „zupełnie przypadkowo”, je sobie pozyskują, by ich było jeszcze mniej i by były jeszcze cenniejsze.2 Na działania filistrów w Białowieskim Parku Narodowym zwracała uwagę Simona Kossak.
Nie zajęto się jednak z takim zapałem reintrodukcją pełnika europejskiego czy azalii żółtej, tak jak się zajęto żubrem, bobrem czy łosiem. A niepylak czy nadobnica – kruche motyle? Nie ten rozmiar, więc mogłyby być społecznie źle postrzegane. Nie byłoby to zbyt poważne – czy wyobrażacie sobie drodzy Czytelnicy doniesienia prasowe, o sukcesie 100 lecia walki o odtworzenie populacji azalii pontyjskiej albo puchlinki? (choć takie są szacunki czasowe przywrócenia utraconej, w wyniku bezmyślnej decyzji o zakazie wypasu owiec, różnorodności gatunkowej tatrzańskich hal)
Moja koleżanka, szkółkarka, która zaczęła przed laty rozmnażać storczyki czy inne rośliny rzadkie, i chronione, na jednej z istniejących jeszcze wówczas szkółek Parku Narodowego, z zamiarem wprowadzania na tereny, skąd czerpała nasionka, o mało nie trafiła do więzienia, jako dywersantka, szkodnik ekologiczny i przyrodniczy oraz dyletantka – w jednym.

Lilia złotogłów
Lilia złotogłów – zdjęcie bohringer-friedrich (Wikipedia)

Dla mnie ma znaczenie, by nie wyginęły. I dlatego, należy je rozmnażać na potęgę i sadzić tam, gdzie się jeszcze tlą, lub też gdzie indziej. Można oczywiście tworzyć dla nich specjalistyczne ogrody (a’la zoologiczne, choć tych nie wszyscy lubią) – lecz te ostatnie to twory sztuczne. Lilia złotogłów nie ma w Polsce takiego statusu jak żyrafa (która kwalifikuje się tylko do ZOO) i spokojnie może zasiedlać cały kraj, tak jak żyrafa mogłaby zasiedlać sawanny całej Afryki.
Oczywistym jest, że moja osobista koncepcja produkcji lilii złotogłów (i innych rzadkich gatunków również) wydaje się zbyt śmiała i jeszcze długo nie będzie zrozumiała przez kwiat polskiej nieuki. Przez to państwo.
O wiele łatwiej niszczyć, zacierać ślady i dawać alibi. I napychać kieszenie strzyżeniem stada pańszczyźnianej tępoty.
Natura 2000? Nic trudnego. A może nieduży rezerwacik, albo jakaś referencja? Nie referencja? To może jakaś strefa wyłączona lub ochronna albo i LKP-ik?

Natomiast dr. hab. Rafał Kowalczyk z Instytutu Biologii Ssaków z zapałem

Logo Instytutu Bilogii Ssaków PAN
Instytut Biologii Ssaków PAN w Białowieży – logo

kijem rozgania żubra po całej Polsce, a nawet nakłania go do pokonywania wpław Odry, by na drugim brzegu skończył tragicznie w niemieckim garze.
Wskazałem przykład „żubra”. Toż on był w Puszczy Białowieskiej. Kto zrobił jakieś badania, że mu się będzie podobać w Mirosławcu lub w Stuposianach? Może Niemcy zrobili takie za Odrą i dlatego go odstrzelili,

Żubr - portret en face
Jerzy Smoktunowicz – portret żubra en face

jak tylko ją przepłynął, by się „biedaczysko” nie męczył? A może jakże zasłużony habilitant Obywatel Kowalczyk Rafał?

Gdy jednak dochodzimy do flory, to ma zgnić, bo zrobić nic nie da rady. Bo to świętość – ta flora. W przeciwieństwie do żubra, który dla habilitanta Kowalczyka świętością przestał być, gdyż się nim zajmuje i jemu się poświęcił. Zaś już puszczańska flora, szczególnie ta w lesie gospodarczym nadleśnictwa świętą jest jak najbardziej: nie można jej tykać, bo szanowny habilitant się na niej … nie zna, więc tak na wszelki wypadek: WARA. Przykuć się doń, może być na wysokości 4 metrów i NIE DAĆ. Ale nie do żubra – bo na nim Szanowny Pan doktor się zna, i wie, że trzeba wybić co roku co najmniej 10% jego populacji. I choć to czyni, on i jemu podobni znawcy (wara innym znawcom) od 70 lat, to żubrza populacja się nie naprawia. Wynika to z błędu pierwotnego zbyt małej puli genowej tego pierworodnego stada (jeśli 3-4 egzemplarze można uznać za stado). Oczywistym jest wsparcie Greenpeace, które przekonuje, że zna lepsze sposoby na ochronę żubra – i

Greenpeace ma lepszy pomysł na ochronę żubra. Dołożysz się?
Akcja Greenpeace ingerująca w status żubra oraz podważająca jego ochronę w Polsce

zaprasza naszego habilitanta do pomocy i współpracy. Mają lepszą wizję niż Instytut Biologi Ssaków PAN. I być może wkrótce rozgonią ten cały Instytut, chyba że ten wykupi odpowiednią ilość cegiełek. Nasz dostojny habilitant nie raz wspomagał Greenpeace … A może to jego pomysł?

Nie mając nadziei na uznanie wśród polskiej nieuki liczę na zrozumienie szarego Kowalskiego. W końcu to on wszystko subsydiuje. I niestety z różnych powodów nie zwraca uwagi na co jego pieniądze idą. A nie zwraca, gdyż do dziś pańszczyzna tli się w nim, pokora i spolegliwość przed batem, jarzmem i pogardą tzw elit. – Nie wiesz chamie, gdzie twe miejsce?!
Kiedy się spostrzeże, że bez niego nic nie warte? Kiedy się kategorycznie oznajmi: Sprawdzam.
Mam więc nadzieję, że ten artykuł przybliży Kowalskiego do tego: Sprawdzam.
Może się w końcu zreflektuje i zauważy, że król jest nagi. I jeszcze gorsza mizerota niż on sam. Nawet natura traci – jego ojczysta. Liczę na Ciebie najdroższy czytelniku.
Czy rozumiesz możliwości jakie się przed nami otwierają: intensywna reintrodukcja rzadkich gatunków świata flory? Czy ona nie zasługuje na podobną rangę co wybrane tylko elementy fauny? Czyż nie możemy wspólnymi siłami podjąć się tego zbożnego działa zaniedbywanego dziesiątkami lat przez niedostrzegającego problemu niedouczoną i ideologiczną nieukę? Czyż nie zależy nam, by czerwona księga zamiast pęcznieć z roku na rok kalumniami tej nieuki skryła się w lamusie? Tego nowe koncepcje ochroniarskie bazujące na sukcesji nie naprawiają. Nie naprawiają tego co wcześniej unicestwiły.
Kowalski! Obudź się! Gdy się weżmiesz poważnie za tą robotę, to nielicho zaoszczędzisz na podatkach.

Polskie rozstrzygnięcia w zakresie ochrony przyrody są kuriozalne

Tablica infomacyjna o rezerwacie
Rezerwat w jednym z nadleśnictw

Raz podjęta decyzja o ochronie trwa: do czasu zagłady przedmiotu ochrony i nawet wówczas się nie kończy. Więc tytuł nie jest do końca adekwatny, choć połowicznie odzwierciedla  skutek ochrony. Śmierć i zagłada. Lub trwanie do końca świata i nawet dzień dłużej najlepiej …w zakresie finansowania.
A co potem?

Oczywiście nie można ogłosić porażki ani szczęśliwego zakończenia. Nie zrobi tego dzisiejsze państwo, a tym bardziej nie uczyni nieuka.
„Ochrona” więc jest prowadzona w najlepsze.
Zmieniany jest tylko kierunek i cel ochrony. I najczęściej nie czyni już tego sejmowa Ustawa, lecz jakiś lokalny urzędnik z RDOŚ, włączany i wyłączany tak, jak wskazuje akuratna potrzeba tego czy drugiego stowarzyszenia obskurantyzmu ekologicznego, wspieranego równo przez magdalenkowe zaprzaństwo jak i zatroskane fundusze Sorosa.

Czy tylko porażki
Otóż nie. Są i sukcesy. Takim sukcesem z pewnością jest reintrodukcja bobra, rozpoczęta przez środowisko łowieckie w celu wzbogacenia łowiska. Cenna skóra, doskonałe, czyste mięso, no i na dodatek strój bobrowy ceniony i wykorzystywany przez wszystkie modnisie, a dziś też przez środowisko wegan i wegetarian. Tym też jest reintrodukcja żubra – obarczona jednak kazirodczym początkiem, która stworzyła zdegenerowaną i cherlawa populację. Będzie już trzecie pokolenie, a może i czwarte pokolenie naukowców, które walczy o uleczenie żubra.
Ale niepylak, nadobnica to klęska ochrony siedliskowej prowadzonej w Parkach – tam gdzie jeszcze do niedawna fruwały.
Jest jeszcze wilk, jest łoś. Ale nie ma żółwia błotnego, żabki nadrzewnej czy szczeżui. A co z trytonem. Co z powszechnym napychaniem brzuszków naszych narodowych ptaszków, chronionych w całej powadze majestatycznego prawa?
Nic tu się kupy nie trzyma, ale trwa z całą powagą ekologistycznej obskury.

Ochrona przyrody nie ma więc końca, bo ma mądrzejszych zarządców niż syn starego adwokata. Będzie wysysać naturę do końca. Do śmierci. I przekazywać w spadku idee swojego dzieła następcom po mieczu i po kądzieli. I będzie rosnąć jak wyspy śmieciowe na oceanach.

Epilog
Ochrona przyrody to rzecz bardzo ważna. Na czym ona polega? Na czym się skupia, kiedy o niej słychać a kiedy nie? I dlaczego?

Kiedyś, gdy powstawał Park Yellowstone – był zasadniczym krokiem w kierunku ochrony przyrody. Czemu tak było – o tym innym razem.
Oczywiście są regiony na świecie, gdzie natury ubywa. I w takich okolicznościach tworzenie nowych parków, takich jak Yellowstone NP, ma znaczenie.
Są jednak obszary, gdzie natury tak pojmowanej nie ubywa. Obszar lasów jest stabilny, a gospodarstwo leśne gdy jest trwałe, natury generalnie nie rujnuje – czego dowodem są też polskie lasy: bogate siedliskami i gatunkami, otwierającymi przed nami kolejne tajemnice.
Wskazywanie naturze zamkniętej w Parkach i rezerwatach, że ma nieść krajowi, ludziom bogactwo przyrodnicze, trwałość i rozwój różnorodności jest obrazem kompletnej indolencji o tym czym jest NATURA. Natura nie musi i nie wypełnia ludzkich oczekiwań i celów, które na nią nakłada człowiek. Natura jest dzika, tajemnicza, nieprzewidywalna. Czyż właśnie to nie jest piękne? Czyż to nie powinno nam wystarczyć.
Nic w tym sensacyjnego, że trwałe gospodarstwo leśne nie zubaża natury w sposób trwały. Okresowe zakłócenia nie niszczą siedlisk, nie zmniejszają różnorodności w stałej i dalekosiężnej perspektywie. Jakie bowiem znaczenie ma zrąb na powierzchni 4 hektarów w kompleksie leśnym kilkunastu tysięcy hektarów? To czasowe zadrapanie, które się regeneruje bardzo szybko. Wskazują na to lasy gospodarcze, które trwają od setek lat, i które są pełne życia i darów dla ludzi. Które powstały często na zrebach kilkuset hektarowych.

 

1 Samorództwo czy różnorodność …
2 Adam Bohdan i Stowarzyszenie na Rzecz Wszystkich Istot niszczy rzadkie gatunki porostów
https://www.pressreader.com/poland/gazeta-wyborcza-0557/20101013/281887294663874
– bo oczywistym jest, że zaprzyjaźniony z GW zespół, finansowany przez fundusze Sorosa, nie podlega ogólnym zasadom polskiego prawa, jest dotknięty immunitetem, jak posłowie, sędziowie, prokuratorzy – ci, którzy mają zawsze rację, więc stoją ponad prawem;
Linki
Straty przyrodnicze Rezerwatu Ścisłego Białowieskiego Parku Narodowego ….
Dlaczego nie powstał Park Narodowy GRZMIĄCA – https://www.polskawlesie.pl/ochrona-srodowiska/dlaczego-nie-powstal-park-narodowy-grzmiaca