Tag

Adam Wajrak

Browsing

Simona Kossak, całe swoje dorosłe życie związała z Puszczą Białowieska. Była specjalistką od ssaków mieszkających w leśnej głuszy.

Zdjęcie z książki Anny Kamińskiej "Simona"
Zdjęcie z książki Anny Kamińskiej „Simona”

Postrzeganie świata zwierząt przez Simonę Kossak zostało zdeterminowane w okresie jej dzieciństwa i czasów młodości – ucieczką w świat zwierząt od problemów rodzinnych*. Jeśli nie do końca była to egzaltacja i bambinizm, to wynikało to z głębszego, niż przeciętne, poznania fizjologii i psychologii życia naszych „braci mniejszych”. Nie oznacza to, że potrafiła wyzbyć się do końca emocji wobec dzikich zwierząt i traktować je pragmatycznie oraz racjonalnie.
Czy uczucie i zmysłowość pozwalają na chłodną ocenę?
Te cechy miały wpływ na postrzeganie samego środowiska przyrodniczego Puszczy, a „Saga  Puszczy Białowieskiej” w wielu miejscach jest przekazem jej wiary w konkretną ideę – nie koniecznie wiedzy. Nie analizuję tu dorobku naukowego Simony Kossak w dziedzinie badania ssaków.
      W wielowątkowej, obszernej księdze „Saga Puszczy Białowieskiej” jest wiele cennych informacji. Jest też rozdział pod tytułem: „Plądrowanie”, poświęcony stratom jakie odniosła jej ukochana Puszcza na przestrzeni XX wieku. W artykule przytaczam najważniejsze przedstawione w księdze informacje. I zachęcam do porównania ich ze zniszczeniami jakie dotknęły Puszczę w okresie ostatnich 30 lat „polskiej demokracji”. Cały rozdział można poznać sięgając do książki lub do linku, który zamieściłem na końcu.
Ponieważ treść księgi „Plądrowanie” jest dostępna, przedstawię w skrócie to, na co uwagę zwróciła Simona Kossak:

Plądrowanie, str. 391- 408, „Saga Puszczy Białowieskiej”.

Strona tytułowa rozdziału w księdze 'Saga o puszczy Białowieskiej"
Fragment strony tytułowej rozdziału w księdze ‚Saga o puszczy Białowieskiej”

1. Gradacja brudnicy mniszki 1904-1906: wycięto 600 dziesięcin lasu – nie wiemy czy w ramach usuwania skutków, czy też w wyniku czynnej walki z gradacją – autorka tego nie rozwija; lecz wskazuje na rzecz w rozdziale plądrowanie, co by wskazywało, że obca jest jej każda ingerencja ludzka w sprawy Puszczy, niezależnie od przyczyn, od ówczesnej jednoznacznej praktyki i wiedzy (nie wiemy jak się odnosiła do czynnej ochrony żubra- sic!).
2. Zaraza zwierzyny 1910 (czy to też ma związek z plądrowaniem?)
3. Inwentaryzacja zasobów drzewnych w kierunku uruchomienia planowej gospodarki leśnej (1911) podjęta przez rząd Rosji carskiej w okresie panowania cara Mikołaja II – skończyły się stare, dobre czasy i ekonomika brutalnie zaczęła docierać na dwór hołubionego przez A.Wajraka i GW2 cara Mikołaja II1, co zmusiło władze carskie do podjęcia energicznych kroków w kierunku racjonalnej gospodarki leśnej, w przestrzeni dotychczas podporządkowanej łowieckiemu hobby władców polskich i rosyjskich.
4.
1915 rok – zajęcie Puszczy Białowieskiej przez wojska niemieckie.
Uruchomiono 6 tartaków, stolarni, fabryki wełny drzewnej, zakładu suchej destylacji; podjęto inwestycję budowy sieci kolejek ( 130 km linii stałej oraz 120 km linii przenośnych). Zatrudniono 1200 niemieckich fachowców, 3000 jeńców wojennych, 8000 robotników.
Zainwentaryzowano zapas drewna na pniu na poziomie 32,6 mln m3.
Wycięto w sposób plądrowniczy – zrębami pełnymi 6000 ha i w sposób przerębowy 10000 ha.
Do Niemiec wysłano niemal 5 mln metrów sześciennych drewna. Okupacja zakończyła się w 1918 roku. Znacznej masa surowca wyciętego nie zdołano wywieźć (400 tys. m3) – lecz to już nie plądrowanie, a zgromadzenie martwego drewna (może nawet zmagazynowanie zasobów przyrodniczych?) – które jest dziś najistotniejszym wyznacznikiem „prawdziwego” i „naturalnego” lasu wg ekologistów (w miejsce wcześniejszego wyznacznika, jakim była liczba dzięcioła trójpalczastego), a szczególnie wyznacznikiem dla każdej najprawdziwszej puszczy.
5. Przejęcie Puszczy przez Polskę w 1919 roku: 128 937,47 ha, w tym lasu: 112 000 ha; zapas drewna 23 mln m3 ( od 1916 roku do roku 1924 ubyło ok 8 mln m3).
W 1921 roku powstaje obszar wydzielony Leśnictwo, a później Nadleśnictwo Rezerwat, a w 1932 roku powołano Białowieski PN.
1924 rok – podpisanie 10-letniej umowy dzierżawnej z The Century European Corporation. Koncesja na wycinkę 7,2 mln m3 w Puszczy Białowieskiej i lasach nadniemeńskich (nie zrealizowany plan pozyskania ok. 720 tysięcy metrów sześciennych rocznie, czyli dwa razy mniej niż realnie niszczyła „dobra zmiana” i zła zmiana w czasie swojego panowania). Dzierżawa przetrwała 5 lat. Polska zerwała umowę i wypłaciła odszkodowanie wyższe od uzyskanych korzyści.
Rozpoczęto typowe dla ówczesnych czasów roboty przy trwałym udostępnianiu lasu i jego zasobów: melioracje, budowa osad, infrastruktury; w sumie z Puszczy żyła liczba ok. 20 tysięcy osób.
6. 1939 – 1941 okres gospodarstwa leśnego pod zarządem ZSRR: zwiększono rozmiar użytkowania 3 krotnie w stosunku do wykonywanego w II RP.
7. 1941 – 1944 – obszar Puszczy zostaje objęty ochroną i uratowany przez Niemcy. – Zawłaszczanie majątku dla własnej uciechy przez oligarchów i notabli jest istotniejsze niż wspomaganie własnej społeczności i kraju. Również w okresie niemieckiej okupacji (choć Göring, osobiście ani razu nie wziął w tym czasie udziału w polowaniu).
Finansowanie stowarzyszeń ekologistycznych z niemieckiego kierunku: czy służy Niemcom czy Polsce – to dalszy ciąg zagadki o „braku” znaczenia pochodzenia kapitału – wpajanego Polakom w pierwszym okresie transformacji?
*
Dziś, na gruncie prawa, w Puszczy Białowieskiej dominują lasy gospodarcze trzech nadleśnictw: Białowieża, Browsk, Hajnówka. Zniszczenie ich majątku, majątku Polaków, nie służy ochronie puszczańskich zasobów. Przede wszystkim to omijanie prawa. Prawa, które dziś dodatkowo nie pozwala na zwiększenie powierzchni Parku bez zgody lokalnych społeczności. To omijanie prawa w celu bezprawnego wprowadzenia na teren tych nadleśnictw systemu ochrony obowiązującego na obszarze Parku Narodowego i Rezerwatu Ścisłego. Bezprawne tworzenie obszaru w którym obowiązują zasady konserwatorskiej ochrony bez formalizacji prawnej tego obszaru jako Parku Narodowego.
Gospodarka leśna prowadzona w sposób trwały i gwarantujący stabilność siedliska leśnego nie zubaża zasobów przyrodniczych, czego dowodem jest bogactwo polskich lasów. Niszczenie bogactwa lasów gospodarczych Puszczy Białowieskiej ma ukrywać spadek zróżnicowania przyrodniczego, który jest obserwowany na terenach Białowieskiego Parku Narodowego. W sferze gospodarczej zaś, niszczenie własnych zasobów naturalnych to sabotaż i wspomaganie obcych gospodarek.
Tylko w okresie ostatnich 10-15 lat straty na obszarze trzech puszczańskich nadleśnictw to masa 7,5-8 milionów metrów sześciennych drewna2. Zaś udokumentowane straty przyrodnicze w różnorodności siedliskowej i gatunkowej na obszarze objętym ochroną konserwatorską (tzw. bierną) w Rezerwacie Ścisłym to co najmniej 50% stanu początkowego (z lat 30-tych XX wieku) zainwentaryzowanych zasobów.

 

Saga puszczy Białowieskiej
Okładka książki

dziesięcina tzw. skarbowa = 10925,2 m² = 1,09252 ha
dziesięcina tzw. większa (nazywana też „dużą”) = 14567 m² = 1,4567 ha.
1 – A.Wajrak wraz z Agora S.A. za artykuł (i towarzyszący mu wywiad z Maciejem Nowickim, Ministrem Środowiska) otrzymują z Ministerstwa Środowiska ok 60 tys. złotych; „Dać szansę Białowieży”„Dać szansę Białowieży”.  Rzecz cała została opisana przez Press – monitorujący media, o czym informowała TVN: „Dziennikarz GW pisał teksty za pieniądze ministerstwa”
*
Simona Kossak nienawidziła myślistwa. Zarzucano jej zdradzenie rodzinnej tradycji” – wywiad Agaty Szwedowicz z Joanną Kossak
„Plądrowanie” – pdf
2„Truchło Puszczy. Truchło Nadleśnictwa Hajnówka – czyli siedem i pół miliona powodów …”


 

Ten tytuł zaczerpnięty z ballady Jana Krzysztofa Kelusa dedykuję dyżurnemu redaktorowi DGLP Eugeniuszowi Pudlisowi. Choć może należałoby na pierwszym miejscu wskazać Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych?

Eugeniusz Pudlis na Fb
Eugeniusz Pudlis na Facebook

To wspaniałe, że kontynuuje, a może wieńczy dziennikarską karierę na łamach Lasu Polskiego, odpowiadając na oczekiwania aktualnego Dyrektora. Doktora nauk leśnych Andrzeja Koniecznego. Doktora polskiej szkoły leśnej. Czy leśnictwo straciło byt (?), gdy pojawiła się polska szkoła leśna?
Niektórzy wciąż jeszcze tkwią w fantazji „modrzewia polskiego”. I wyznaczają nowe kierunki…
Służba nie drużba…
Czyżby?

Strona tytułowa wywiadu E.Pudlis - A.Konieczny
Strona tytułowa wywiadu E.Pudlis – A.Konieczny

Służba krajowi, własnemu państwu jeszcze nigdy nie była takim kabaretem jakim stała się dziś. Ustami pełnymi patriotycznych frazesów, z powiewającą dumnie flagą narodową i Najjaśniejszą Panienką w tle. Lecz wystarczy pojechać 200 kilometrów od Warszawy by przekonać się komu w rzeczywistości to służy. Komu, Panie Eugeniuszu Pudlis, Panie Andrzeju Konieczny? Komu służy brukanie narodowych świętości? Chyba nie sugeruje Pan, że Najjaśniejsza Panienka wspomaga zniszczenie leśnych zasobów Polski i Polaków? Puszczy? Wskazywałbym raczej na chwilowe (jestem przekonany) zwycięstwo złego.

Pytania, których nie zadam…
Te żałosne wywiady snute przez dyżurnych redaktorów DGLP na łamach Głosu Lasu, a dziś na łamach Lasu Polskiego (co wydaje się oznaczać koniec niezależności dwutygodnika).
Eugeniusz Pudlis jest/był etatowym dziennikarzem DGLP- Głosu Lasu. Wygląda więc na to, że DGLP – dziś to Andrzej Konieczny, zrobił wywiad z samym sobą. Mamy bowiem wywiad a nie artykuł sponsorowany, czyli reklamę.
Czy warto to komentować?

Zniszczony drzewostan świerkowy w Nadleśnictwie
Zniszczony drzewostan świerkowy w Nadleśnictwie Białowieża

Pytania których nie zadam …
Nie warto zajmować się słowami i treścią. Warto pojechać do Puszczy.
Koncern medialny DGLP jest bliski osiągnięcia celu. Będzie przedstawiał jeden obraz, bo to oznacza zjednoczenie? I siłę?

Pytania których nie zadam….
Sen o potędze dyktatury ciemniaków (za Stefanem Kisielewskim). Bo … bo wystarczy pojechać do lasu w Nadleśnictwie Białowieża.

Pytania, których nie zadam …

Końcowy fragment wypowiedzi DGLP A.Koniecznego
Końcowy fragment wypowiedzi DGLP A.Koniecznego

4 miliony metrów sześciennych zniszczonego lasu. Miliardy (dziesiątki a może i setki- nie w cenie surowca, lecz w wielokrotnie obróconym kapitale, bo tak należy patrzeć na państwo i jego gospodarkę) złotych strat dla Polaków. Czy to jest etap biblijnego dabar – Panie Dyrektorze, czy też ma Pan trudności z postrzeganiem etapów („Dialog zaczyna się od słów. Pierwsze słowo w Piśmie Świętym to dabar, słowo.” – wskazuje nam po 30 latach czynienia zniszczeń A.Konieczny- DGLP)
Dyrektor Andrzej Konieczny proponuje … trzy ścieżki dialogu.
Jakieś pytania? Panie Eugeniuszu Pudlis… Nie mam pytań do Dyrektora Koniecznego. Czy to dobra zmiana – zniszczenia, w które się zamieniły czcze obietnice wyborcze. Bo rodzina, bo znajomi, bo nepotyzm. Polska szkoła leśna pod narodowym sztandarem i Orłem Białym.

Cenzura nie istnieje
w firmie OIKIS – z oburzeniem tnie Jacek Kłudka, na prywatne zapytanie, wskazując drzwi.

„Jeśli nie wszyscy pamiętają, to przypomnę, że był taki minister środowiska Maciej Nowicki  (2007–10), który kupił (linki do źródeł przy artykule poniżej) artykuł u redaktora Adama Wajraka w „Gazecie Wyborczej”. W opłaconym artykule-wywiadzie przyjął bez zmrużenia powieką słowa redaktora, szkalujące społeczność leśników w sprawie niszczenia Puszczy Białowieskiej, będąc samemu w „mundurze leśnika”. Porównanie działań „oświeconego” Ministra Środowiska do działań cara Mikołaja II, jako jedynych dbających o interes Puszczy to rzadko spotykane kuriozum, ale częste na łamach Gazety Wyborczej. Ten minister, z tytułem profesora, nie potrafił zrozumieć, że reprezentuje całą służbę leśną i organizację PGL LP, która w scentralizowanym kaftanie robi to, co on właśnie wymyśli. (Faktycznie to najczęściej wymyślał Adam Wajrak, a może działacze ze Świebodzina?), a minister ochoczo za to płacił. Nawet pewnie nie rozumiał, że to nie on zainicjował, lecz uległ sztuczkom jednego z działów Agora SA – czy tu się sprawa kończy, czy zaczyna).”
– Pisałem na łamach Lasu Polskiego jeszcze we wrześniu 2015 (LP 18/2015 „Samorządy a współpraca z Lasami – kiedy podpisano wyrok na Puszczę Białowieską”).

Metryczka wydawnictwa wydającego Las Polski
Metryczka wydawnictwa wydającego Las Polski

Trzy lata później pisałem w prywatnym liście do właściciela Lasu Polskiego:
„Zdaję sobie sprawę, że Konstytucyjna gwarancja braku cenzury jest w istocie pustym słowem. Zapis powstawał w okresie przesilenia po rozpadzie struktur PRL, i miał związek z cenzurą typu administracyjnego (gdy niemal cała nasza rzeczywistość, łącznie z mediami była w gestii państwa). Dziś brak Urzędu ds. Kontroli Publikacji etc nie oznacza, że cenzura nie istnieje. Abstrahując od autocenzury (w sumie najbardziej wyniszczającej wolność i niezależność) istnieje cenzura wydawnicza i właścicielska, która nie leży w obszarze zainteresowania dzisiejszego Państwa. Nie leży – to jest mało powiedziane. Jest wykorzystywana z pełną premedytacją przez Państwo na wielu obszarach jego funkcjonowania. Świadomy tego – byłem przekonany, że marginesy wolności są dostępne w niszowych wydawnictwach. Takim jest przecież Las Polski (i ze względu na nakład i ze względu na skalę oddziaływania społecznego).”

Właściciel w „obronie” wolności prasy i … owocnej współpracy z ( …. )  uciął w odpowiedzi krótko: „Wystosowanie tak poważnego zarzutu, jak cenzurowanie musi spowodować jednoznaczną decyzję o niepublikowaniu w przyszłości na łamach ,,Lasu Polskiego” żadnego Pana tekstu.”

fragment ...
fragment …

 

Pytania których nie zadam ….
Czy ta droga może coś stworzyć?
Czy koncern prasowo-medialny tworzony przez LP służy budowaniu czegokolwiek prócz propagandy zasadności własnego istnienia. Istnienia na zasadach ułożonych na przełomie 1989/1990. I własnych „sukcesów”. To kolejna odsłona „najlepszej na świecie” Ustawy o lasach, powstałej w oparach magdalenkowego rozbioru.

Konstytucja a cenzura
Konstytucja a cenzura

 

PS
Publikowanie tego tekstu wymagało ode mnie podjęcia bardzo ważnej decyzji mającej związek przede wszystkim z dotychczasowa rolą i znaczeniem Lasu Polskiego, i odbieraną przeze mnie jednoznacznie tragedią tego medium. Nie jest jednak moim zadaniem wskazywanie właścicielowi możliwości rozwoju i drogi. W dzisiejszym świecie szybko zmieniających się realiów i sposobów prezentowania treści, brak działań dostosowawczych powoduje, że samodzielność wielu redakcji okazuje się iluzoryczna i staje się łatwym łupem.
Mam jednak nadzieje, że nie jest to nekrolog, gdyż to nie jedyna i nie zasadnicza przyczyna. Tą postrzegam w DGLP i w jej bezwzględnym wykorzystywaniu swojej pozycji. Te działania mogą skanalizować i unieszkodliwić krytykę i podtrzymać jej dychawiczny byt? Historia uczy, że rzeczy mają się na koniec inaczej. Lecz do końca jeszcze wiele można …

PS PS
Podobnie jak Stanisław Remuszko, próbowałem zainteresować kwestią organy które są powołane lub czuja się odpowiedzialne za stan mediów w RP. Nieskutecznie, choć mamy przecież rządy Dobrej Zmiany.
                                                                                                                             Robert Grzeszczyk

 

Jan Krzysztof Kelus – „Pytania których nie zadam” – https://youtu.be/e1JHsAoCM9I
Eugeniusz Pudlis – https://www.linkedin.com/in/eugeniusz-pudlis-583a71a3/
„Kiedy podpisano wyrok na puszczę Białowieską – czy samorządy będą współpracować z Lasami” – http://robertg.blog.ekologia.pl/kiedy-podpisano-wyrok-na-puszcze-bialowieska,2041
DGLP – Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych
MŚ – Ministerstwo Środowiska
PGL LP – Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe
Stanisław Remuszko –

St. Remuszko - Gazeta Wyborcza. Początki i okolice-kalejdoskop.
St. Remuszko – Gazeta Wyborcza. Początki i okolice-kalejdoskop.

 

 

Abiogeneza Arystotelesowska
Arystoteles (384-322 r. pne)

Abiogeneza
Teoria, według której żywe organizmy powstały z materii nieożywionej to samorództwo lub abiogeneza. Niektórzy rzecz nazywają samorództwem naiwnym lub abiogenezą Arystotelesowską. Pojęcia te nie mają żadnego związku z powstawaniem życia na ziemi.

Arystoteles (384-322 r p.n.e.), którego przedstawiać nie trzeba, twierdził, że abiogeneza jest obserwowalnym faktem (wskazywał np. na myszy powstające z brudnego siana, szczury ze szmatek, mszyce z rosy opadającej na rośliny, pchły z gnijącej materii, muchy z mięsa itd.).
Z czasem poczęto kontestować obowiązujące dogmaty. Ostrożnie, nieśmiało, z pewną bojaźnią zaczęto zadawać pytania. Czy wiara jest wystarczającym elementem dla uzyskania odpowiedzi na nurtujące pytania najczęściej nie mające przecież związku z istotą wiary?
Rozwój wiedzy, nauki spowodował, że trwająca dwa tysiące lat teoria arystotelesowkiej abiogenezy przestała się jawić jako rzecz skończona, zamknięta i niepodważalna.

Francesco Redi
Francesco Redi

 

 

W XVII wieku Francesco Redi (18 II 1626- 1 III 1698), Włoch, jako pierwszy wzruszył istotę abiogenezy.
W 1668 roku opublikował wyniki swojego eksperymentu, które zaprzeczały niektórym tezom Arystotelesa. Czy wiele ryzykował?
Tylko 68 lat wcześniej (1600 r) spłonął na stosie ŚWIĘTEJ INKWIZYCJI Giordano Bruno, który nie zgadzał się między innymi z Arystotelesem (a także z doktryną Tomasza z Akwinu).
Jeszcze w połowie XIX wieku pokutowało przekonanie o samorództwie ropuch i węgorzy. Dopiero Louis Pasteur stwierdził, że samorództwo nie istnieje nawet w przypadku bakterii.

 

 

 

Doświadczenie F. Rediego
Doświadczenie F. Rediego

Minęło 350 lat.
Mamy XXI wiek.
Czy to wiek odradzania się teorii samorództwa?
Wydawałoby się, że w dzisiejszych czasach teorie, że coś może się wykluć z niczego, że nagle pojawi się życie z materii nieożywionej nie znajdą zrozumienia i posłuchu.
Czy rzeczywiście ludzie odrzucili teorie samorództwa po doświadczeniach Pasteura?
Nie wszędzie.
Wydawało się, że materializm i nauka wypleniły ciemnotę choć w tym zakresie. Jednak okazuje się, że w określonych okolicznościach wielu ludzi z łatwością jest skłonna wrócić do wiary w teorię samorództwa. W określonych okolicznościach. W pewnym zakresie.

 

 

 

Adam Wajrak piewca dzięcioła i obrońca dębów
Każdy człowiek kocha naturę, kocha przyrodę, drzewa, krzaki i zwierzęta. Najbardziej te leśne, a najmniej te z chlewu, obory czy świńskiego obozu koncentracyjnego.

Dla wielu najważniejszy wyznacznik naturalnosci Puszczy Białowieskiej - prof Wesołowski, A.Wajrak; oznaka umysłowego samorództwa na równie z manipulacją;
Dzięcioł trójpalczasty

Jeśli więc ktoś wskaże Kowalskiemu, że X-siński niszczy przyrodę, łamie krzewy to go Kowalski przestanie lubić. Będzie w mniej lub bardziej aktywny sposób protestował.
Jeśli przez dziesiątki lat wskazuje się Kowalskiemu, że wycięcie drzewa w lesie powoduje szkody, gdyż uniemożliwia w ten sposób bujny rozwój natury, to Kowalski nabiera przekonania, że ktoś (leśnik i drwal) czynią zamach na jego las, by mu go zniszczyć.
Jeśli przez dziesięciolecia Kowalski nie słyszy nic innego, to nie należy się dziwić, że nabiera przekonania, iż wycinka drzew w lesie rujnuje ojczystą przyrodę.
Gdy na dodatek telewizja wyświetli reportaż, w którym redaktor Adam Wajrak pięknie naśladuje trzepot liści dębu na gałązkach drzewa oraz szum wiatru w koronach dwustuletniej osiki, to Kowalski z pewnością już do końca życia nie będzie obojętny na jazgot piły motorowej i widok drwala czy leśnika.
W oczach Kowalskiego, są to elementy destrukcji ojczystej przyrody, które wprost prowadzą do jej zguby.
Jest też święcie przekonany, że tylko zgnicie drzewa w lesie jest wartością, która utrzyma las i ojczystą przyrodę w należytym stanie. Bo przecież redaktor Adam Wajrak mówił o niedopuszczalności wycinki i pokazywał jak bogaty staje się las, gdy drzewa same gniją i się rozkładają. Bez porównania bogatszy byłby każdy zakamarek polskiego lasu, gdyby jak najwięcej w nim gniło drzew?! Bo przecież Pan Redaktor tak ładnie się kołysał i szumiał na wietrze w samym centrum puszczańskiego matecznika!
Jasnym staje się dla Kowalskiego, że zgnicie drzew w lesie wzbogaca go, a wycinka i wywóz zubaża. Każda wyprodukowana decha, to krzywda Kowalskiego, to zguba jego lasu. A każde zgnite drzewo to wzrost jego dobrobytu i bogactwa w lesie.
Wystarczyło dwie dekady niezbyt silnej indoktrynacji by ludzie uwierzyli, że korzyści osiągną nie z pracy i produkcji lecz ze zgnicia i wytężonej obserwacji tych procesów. By uwierzyli, że zgnicie drzew wzbogaci nie tylko ich osobisty i krajowy dobrostan lecz także, że wzbogaci zasoby ojczystej przyrody!
Aż dziw, że Kowalski nie cieszy się, gdy mu chleb w chlebaku zgnije, wzbogacając jego osobistą różnorodność biologiczną. Jego i jego osobistej żony i ukochanych dziatek. Może nie zdążył obejrzeć ostatniego reportażu swojego ulubionego Redaktora, tym razem z …. kuchni ….
To rzekome wzbogacanie natury i lasu przez ubytek żywych i witalnych drzew i zamienianie ich w próchno, w którym rzekomo następuje „erupcja nowego życia” i znaczący ponoć wzrost różnorodności przyrodniczej ma właśnie ścisły związek z odradzająca się wiara w teorię samorództwa.
Jak można uwierzyć, że rozkład materii organicznej (bo pochodzącej z drzewa) może wzbogacić przyrodniczo las? Dla Kowalskiego sprawa jest jasna i oczywista. Nauczył się od Redaktora i od Redakcji .
Pozwolę sobie wyjaśnić całą tą szarlatanerię, którą natchnięto Kowalskiego. Rozkład materii odbywa się w wyniku działań OBECNYCH w lesie mikroorganizmów. Nikt ich do lasu nie przywozi! Z pewnością nie czyni tego nocną porą Redaktor Adam Wajrak i jego towarzysze ze Stowarzyszenia na Rzecz Wszystkich Istot. Te organizmy są w lesie obecne. Były i będą, niezależnie od tego jak pięknie będzie szumiał w mateczniku nasz ukochany/ululany Pan Redaktor.
W gruncie rzeczy nie mamy bowiem do czynienia ze wzrostem bioróżnorodności (bo wówczas musiałyby się pojawić nowe gatunki, czego dotychczas nasz ulubiony/ululany Redaktor nie komunikował). Mamy do czynienia jedynie ze zmianami ilościowymi – ze zwiększoną ilością organizmów wcześniej już tam obecnych!
Nie należy się temu dziwić, i nie należy przypisywać tego trzepotowi liści dębu ładnie odwzorowywanemu przez Redaktora Gazety Wyborczej. Naturalnym przecież jest, że w momencie pojawienia się w lesie większej ilości zamierających i martwych drzew zwiększy się ilość obecnych organizmów. Ale nie wzrasta liczba gatunków, więc bogactwo przyrodnicze, ta hołubiona różnorodność gatunkowa pozostaje bez zmian.
Warto sobie uzmysłowić – zwiększa się ilość typowych dla rozkładu drewna organizmów , ale nie zwiększa się ilość i różnorodność gatunków tych organizmów. Ta pozostaje na stałym poziomie lub nawet ulega redukcji, w skrajnych przypadkach.
Ekologia uczy, że nie ma żadnych gwarancji, iż za jakiś czas układ przyrodniczy zwany lasem znów wróci do znanej nam postaci (co często wskazują ekologiści przy okazji upadku Puszczy Białowieskiej na terenie trzech puszczańskich nadleśnictw). Ekologiści łudzą, że to nastąpi. Nie jest to wykluczone, tak jak nie jest wykluczone, że w końcu uda mi się wygrać główną wygraną w Lotto.

Pokłady samorództwa
Wpływ na społeczeństwo, jaki w Polsce osiągnęło samorództwo jest OGROMNY!
Kilka lat temu Ewa Siedlecka (Gazeta Wyborcza) spopularyzowała pogląd, że istotą zamierania świerczyn w Beskidzie Śląskim jest ich „złe” pochodzenie.
Zastanawiałem się wówczas, czy gdyby Senegalczyk, czyli Afrykanin, będąc w Polsce zachorował na zapalenie płuc, to Pani Redaktor Gazety Wyborczej byłaby przekonana, że to tylko z tego powodu, że jest Senegalczykiem a tym samym jest obcego pochodzenia! Samorództwo kolejnej redaktor Gazety Wyborczej.
Znamienne, że to ta gazeta nadaje kierunek dzisiejszemu samorództwu.
Presja teoretyków i aktywny napór medialny, oświeconych celebrytów (jeśli to możliwe, by celebryci byli oświeceni) i „ekspertów”, wyrastających jak grzyby po deszczu, powodują, że wszelkie etyczne zahamowania i ograniczenia znikają. Albo samoistnie albo przez napór, szantaż czy manipulacje. SAMORÓDZTWO, SAMORÓDZTWA, SAMORÓDZTWIE – zdają się krzyczeć wokół mnie, osaczać w domu, pracy i zagrodzie ….
Czy jest jakieś zaciszne miejsce, gdzie usłyszę tylko ciszę….
Kraj zanieczyszczony, brudny i ubogi, od dziesiątek lat walczy pod przewodnią siłą elit ekologistycznego wariactwa by zniszczyć własne zasoby naturalne. Bo lasy są właśnie takim odtwarzalnym zasobem. Nie zajmuje się (kraj) w wystarczającym stopniu ochroną wód, powietrza czy gleby.
Dziś obowiązujące prawo przeznacza na zniszczenie ponad połowę zasobów leśnych Polaków. Polaków wierzących w prestidigitatorskie sztuczki większości mediów i ich redaktorów wykreowanych na bohaterów, Polaków dźwigających do urny kartkę zaufania dla tej czy innej ekipy. Ekipy zaś, przez stanowienie prawa, prowadzą systematyczną akcję wyniszczającą. Razem z lasami – osłabiają samych Polaków.

Historia filozofii a klucz filozoficzny według Tatarkiewicza Władysława . Klucz czy wytrych?
Z pewnością w dzisiejszych czasach obskurantyzmu znajduje się jeszcze spora grupa ludzi, dla których nieobca jest

Tatarkiewicz Władysław (3.IV.1886-4.IV.1980)
Tatarkiewicz Władysław (3.IV.1886-4.IV.1980)

postać polskiego filozofa i historyka filozofii (3 IV1886 – 4 IV 1980). Jeszcze przed II wojną światową napisał i wydał monumentalne dzieło – Historię Filozofii. To dzieło, w trzech tomach, bladoniebieskim płótnem oprawione, przez lata stanowiło bazę wiedzy dla wielu studentów. Tych z przed wojny jak i tych po wojnie. Zawartość podręcznika była tak uniwersalna, że była cenna dla studentów sanacyjnej II RP jak i PRL. Czy sprostał realiom III RP, którą zafundowała nam nie Solidarność, lecz ludzie, którzy ją przekoślawili, przeżuli i wypluli?
Był jednak czas, gdy pewne treści (dzieła Historii Filozofii autorstwa Władysława Tatarkiewicza) lub ich niedosyt wzbudził niepokój. W mrocznym czasie stalinizmu najwybitniejsi polscy twórcy: Wiesława Szymborska, Jarosława Iwaszkiwicz, Jerzy Andrzejewski, Czesław Miłosz, Julian Tuwim, Konstanty Ildenfons Gałczyński, Leon Kruczkowski, Ewa Szelburg-Zarembina (i wielu innych ) nie mieli problemów z przedstawianiem społeczeństwu walorów komunizmu w wydaniu Stalina i Bieruta. Wówczas to zwrócono się do Władysława Tatarkiwicza z propozycją, by swoją przedwojenną wersję leninizmu i stalinizmu (opisaną jeszcze przed wojną w podręczniku) rozszerzył. Wskazano Profesorowi, iż czas pokazał, iż leninizm i stalinizm okazały się się prawdziwe i zwycięskie.
Sugerowano zacnemu profesorowi, iż filozofia Lenina i Stalina stanowi klucz, który otwiera wszelkie drzwi ówczesnej rzeczywistości. Profesor Tatarkiewicz, świadomy realiów w jakich przyszło mu żyć po porozumieniach Jałty czy Poczdamu, nie uważał, jak większość ówczesnej sprzedajnej elity, by musiał zmieniać swój pogląd na rzeczywistość filozoficzną świata. Odpowiedział adwersarzom, że klucz, który otwiera wszystkie drzwi to wytrych, i … nie zgodził się na zmianę swojego pierwotnego opisu filozofii stalinizmu i leninizmu. I nota leninizmie oraz stalinizmie nie została skorygowana, zarówno ilościowo jak i jakościowo.
Dziś w wielu dziedzinach obowiązują potocznie uznane za uniwersalne określenia, które mają społeczeństwu wyjaśniać i ukierunkowywać spojrzenia na wiele spraw. W zakresie ochrony środowiska pojawiło przed kilku dekadami dekad określenie pn.: różnorodność, bioróżnorodność. Dziś teoria znacznie rozszerzyła ich pierwotne znaczenie. Określenia te stosowane w pewnych sytuacjach można porównywać do określeń używanych w czarnych czasach stalinizmu, gdy szło o eliminację wrogów ludu, wrogów klasy robotniczej lecz najczęściej miało związek z wyniszczaniem fizycznym osób, które inaczej patrzyły na rzeczywistość lub niszczeniem pojawiających się co rusz wrogów wewnątrz elit ówczesnej władzy. Co innego oznaczał wróg ludu w ustach pierwszego sekretarza, co innego w ustach sekretarza w fabryce, a co innego w ustach nauczyciela w … podstawówce.
Dziś w zależności od okoliczności użycie określenia różnorodność biologiczna jest elementem postępu lub obstrukcji.
Z pewnością gdy pisze o nim Gazeta Wyborcza piórem Adama Wajraka w kontekście konieczności doprowadzenia do zgnicia drzew w Puszczy Białowieskiej mamy do czynienia z objawieniem najjaśniejszej prawdy! Gdy zaś jest mowa o ratowaniu drzew przed gradacją kornika by tym sposobem ratować różnorodność, mamy do czynienia z przeniewierzeniem się idei ekologii oraz wszelkim ideom postępowego świata. A przecież wystarczy zdefiniować pojęcie lasu i w kontekście tego pojęcia wyartykułować pojęcie jego ochrony ….
Czasy, w których żyjemy można nazwać przełomowymi. Przełomowymi są dla nas wszystkich. Nie są tak brutalne jak czasy stalinizmu, gdy niemal wszystkie elity kultury w sposób jednoznaczny i jednoczesny przestawiły swoje publiczne oblicze.
Dziś mamy do czynienia z pewnego rodzaju zagubieniem czy też brakiem konsekwencji. Obserwujemy bowiem zatwardziałych propagatorów nowej „idei”, obserwujemy ostracyzm, ale mamy też do czynienia z ludźmi, którzy stoją w „rozkroku”! Czy czynią to świadomie? Raz tworzą systemy ekotonów, powierzchni referencyjnych, specyficznie restrykcyjnej sieci Natury2000, czy bariery administracyjne dla użytkowania lasu w zgodzie z klasyczną wiedzą i nauką leśnictwa – czynione przez ludzi obwieszających się kordelasami leśnika i mieniących się leśnikami, a za jakiś czas biegają z siatką na robale i łapią kornika, którego 10 lat wcześniej namnożyli.
Obyś żył w ciekawych czasach ….
Polacy nie mogą narzekać.
A leśnicy szczególnie.
Dziś jest pora na kolejną rewolucję ….
Las może przetrzyma. A my? Czy przetrzymamy … czy spłoniemy na stosie Świętego EKOLOGIZMU?

Font Resize
Contrast