Archiwa: bosque -
Tag

bosque

Browsing

Filozofia znaczy mądrość

Owszem, interesują mnie rozważania filozoficzne. Jestem przekonany, że rozbudzają w każdym zainteresowanie światem, logiką, wiedzą. Prowadzą nas do światła.
Skupjając się bowiem na wiedzy i prawdzie, chcąc nie chcąc oddalamy się od świata potocznego i powszechnego, który dziś ze światłem mało ma wspólnego.
I nasze wnioski stają się wówczas inne – inne niż wnioski współplemieńców. Nasze spostrzeżenia są inne i reakcje także. Stajemy się spokojniejsi, wyrozumialsi. Tolerancyjni. Co nie oznacza, że tolerujemy wszystko, nawet brak tolerancji (czego, niestety, jesteśmy świadkami przy okazji walki z tzw. płaskoziemstwem, czy indoktrynacji anarchią ekologistyczną, wegańską, LGBT, fałszywie patriotyczną, tworzeniem wroga, etc, etc, etc).
Nie sądzę bym znał prawdę, ale jestem przekonany, że rozważania filozoficzne i takież dociekania zdecydowanie bardziej do niej przybliżają, bardziej niż ślepe poleganie na mediach czy przekazach polityków.
Z racji wykształcenia i zainteresowań nie wszystkie kierunki dyskusji toczących się w przestrzeni publicznej budzą moje zainteresowanie. Las i  środowisko – to bardzo szerokie pojęcia, i to im staram się poświęcać czas.
Gdy zmierzam się czasem z profesorem Wojciechem Sady1, próbując jego analiz na temat nauki, mam tę satysfakcję, że choćby przez wiek swój, porusza jej mizerię czasów raczej nam współczesnych. Oczywiście praca Jana Gwalberta Pawlikowskiego („Kultura a natura”), Frederica von Hayek („Intelektualiści a socjalizm”) czy analizy Helge Kragh („Wielkie spekulacje”) wskazują, że nieuka to nie jedynie rzecz dnia dzisiejszego. Ośmielam się jednak twierdzić, że w naukach przyrodniczych i humanistycznych to dziś dominanta. Oczywiście twierdzę tak, gdyż chciałbym mieć poczucie komfortu gdy idzie o zasób wiedzy samodzielnie zdobytej w czasach zamierzchłej – socjalistycznej „ciemności”.
Ta ciemność jednak ciemnością nie była, na co wskazuje profesor z Oxfordu Hang Ha-Joon w książce „23 rzeczy których Ci nie mówią o kapitaliźmie”. Twierdzi wręcz, że w upadłym obozie socjalistycznym poziom wiedzy i edukacji był znacznie wyższy niż w obozie przeciwnym. Ale ówcześni rządzący nie starali się, lub nie umieli wykorzystać tej przewagi. Może się bali? Czy wiemy dlaczego? Jakie były tego przyczyny?
Wracając do tematu filozofii i jej zainteresowania środowiskiem przyrodniczym, jestem dość wyczulony na pojawiające się w filozoficznych dysputach półprawdy lub ewidentne fałszywe watki, dysonanse.
Jeden z moich ulubionych felietonistów Adam Grobler (profesor, Instytut Filozofii Uniwersytetu Opolskiego oraz członek Komitetu Nauk Filozoficznych PAN) którego ironia i styl bardzo mi odpowiadają, na łamach „Filozofuj”, popełnia czasem taki dysonans w moim odbiorze nauki, że nie mogę się powstrzymać od zaklęcia – gdy zdarzy mu się wtręt na temat środowiska. Nie ma związku z wiedzą, lecz z potocznym przekazem znajdowanym w mediach brudnych od nietolerancji, niewiedzy, braku zainteresowania rzeczywistym obrazem i nierozpoznawaniem tematu w celu jego prawdziwego poznania i przekazu. Dzisiejszych treści medialnych jednolitych, gładkich jak covidowa sraczka.

Smog w lesie. A gdzie mądrość i filozofia

„W obliczu grozy dnia dzisiejszego książka Redlińskiego nabiera nowej wymowy. W radosnej opowieści z lat powojennych o przełamywaniu kolejnych tabu w Taplarach na Podlasiu znajduję słowa tyleż zabobonne, co jakoś prawdziwe i moralnie napominające. Jakby kto klona przy domu „ścioł, to i mnie podetnie!… I w lesie też nie można ścinać: nie wiadomo, kogo się ścina. To jakby drzewów nie ścinać, ludzi nie umieralib? Nie umieralib. To czemu ścinajo?… Gotować, grzać trzeba… Ale bez potrzeby drzewo ściąć albo pokaleczyć, o, grzech straszny”. Dziś w Polsce, między innymi z powodu wycinki drzew, smog ścina kilkadziesiąt tysięcy osób rocznie.”
Jestem leśnikiem (choć uzupełniałem nauki także na innym kierunku) i reaguję na zgrzyt, który pojawił się na samym końcu felietonu. Ponieważ koniec to swoiste przesłanie i morał, tym bardziej wprawił mnie w osłupienie. Bo jeśli nie mam wątpliwości co do przekazu Redlińskiego, to już odczytywanie go przez autora budzi mój sprzeciw.
Doprawdy, którą ścieżką krąży myśl, wiedza, doświadczenie autora, że łączy kwestie wycinek drzew w lesie ze smogiem?

Bogactwo przyrody w lesie gospodarczym – okolice Lądka Zdroju; prowadząc gospodarstwo leśne, a więc także wycinkę drzew (widoczny wyraźnie pień po ściętym świerku), odpowiada za smog?

Smog to określony stan atmosfery, zanieczyszczonej przez człowieka, pojawiający w określonych warunkach ciśnienia atmosferycznego, wilgotności, wiatru i w określonych obszarach — przestrzeniach zurbanizowanego świata.
Raczej nie spotkamy go w lesie, nie będzie go nawet na świeżej porębie.
Nie z powodu wycinki drzew powstaje smog.
Teraz o wycince.
Wiązanie wszystkiego, nawet już i smogu, z planową i racjonalną gospodarką leśną (w Polsce nie ma rąbanych i zamienianych na pola lasów deszczowych jak w Brazylii czy na Borneo) to już kompletna nieznajomość jej funkcjonowania. Lub uleganie mainstreamowym fałszerstwom.

Adam Grobler - Dalej, więcej, prędzej
Smog to bezpośrednia efekt m.in. wycinki drzew w lesie w Polsce – twierdzi „mądrość”

W sumie, w czasie najnowszej historii lasów w Polsce, wycięto taką samą masę drzew, jaka dziś rośnie! – Wydaje się to niemożliwe? Otóż lasyodnawialnym bogactwem naturalnym każdego kraju. Oczywiście gospodarka leśna musi chcieć wykorzystywać te atrybuty odnawialności. W Polsce jest to wykorzystywane: przybywa nie tylko powierzchni pod lasami, ale zwiększa się także ich masa na pniu. Zwiększają się więc także możliwości fotosyntezy. I zwiększałyby5 się możliwości pochłaniania „trującego gazu”, jakim już niektórzy nazywają dwutlenek węgla (CO2) – sic!
Elementami niewątpliwie powodującymi smog w miastach jest zła gospodarka przestrzenna i przyrodnicza, która tam ma miejsce. Większość korytarzy napowietrzających miasta została zabudowana decyzjami najczęściej tych, którzy dziś najgłośniej podnoszą kwestie smogu. Likwidacja terenów zielonych, zagęszczanie zabudowy — to ewidentne działania smogotwórcze. Nie trudno odszukać autorów tych działań (np. urbaniści i architekci pełniący nawet funkcje prezydentów miasta w Warszawie). Tym też jest zwężanie szerokości ulic w Warszawie, a w efekcie generowanie korków i większego spalania paliw. Mówimy o smogu a nie mówimy o instytucjach odpowiedzialnych za czyste powietrze, za jego kontrolę, za rozwiązania (nie zakazy!), które powinny ograniczać skażenie atmosfery. A winne są lasy (sic-!). – Ta podsuwana ludziom niedorzeczność zajmuje wielu z nich, zajmuje też prfesora filozofii.

Okolice Olecka
Lasy gospodarcze coraz czesciej przypominają parki i rezerwaty, w których specyficznie pojęta ochrona środowiska je unicestwia (okolice Olecka) . Czy takie też generują smog?

Smog to złe powietrze — i walka o jego jakość jest najistotniejsza. Lecz nie kwestią jest spalanie, lecz pozostaje kwestią jakość oczyszczania wyziewów i dymów. Państwo natworzyło wystarczająco dużo organów kontrolnych, by pilnować standardu. Czemu nie pilnuje? Czyż nie podpowiada Bartłomiej Sienkiewicz („…państwo to ch.., d… i kamieni kupa”)?
Nie węgiel jest tu winien, lecz sposób jego wykorzystania.

Nie tylko węgiel jest spalany w celach energetycznych. Mamy ropę, gaz, drewno. Każde masowe spalanie może być z łatwością kontrolowane. Ciężko jest natomiast kontrolować spalanie indywidualne. To jednoznacznie wskazuje kierunek: duże i mocne inwestycje w duże spalarnie (elektrociepłownie) wraz z zaopatrzeniem mieszkańców miast w energię, ciepło i zimno (tak, to nie przejęzyczenie – latem również w zimno) oraz polityka zachęt w kierunku gospodarstw indywidualnych poza sieciami miejskimi.

Adam Grobler – „Dalej, więcej, prędzej” – https://filozofuj.eu/adam-grobler-dalej-wiecej-predzej/ –  „Filozofuj!” 2019 nr 5 (29), s. 44.

 

Katastrofa klimatyczna jako wynik autorytaryzmu i społeczeństwa zamkniętego – a co z zatrutym środowiskiem

„Zamknięte może być społeczeństwo o kulturze plemiennej, ale i rozwinięte społeczeństwo pod rządami autorytarnymi, skrępowane nakazami i zakazami przez nieznoszącą sprzeciwu władzę. Dziś, w zglobalizowanym świecie, wyraźniej niż w czasach Bergsona widać, że społeczeństwo zamknięte nie jest w stanie spełnić obietnicy stabilizacji, bezpiecznego pławienia się we własnej wąsko zdefiniowanej kulturze. Odcięcie się od innych społeczeństw w sferze idei prowadzi do uwiądu kultury i zacofania technologicznego, w sferze handlu do zapaści gospodarki, a obecnie, nie tyle na dodatek, co raczej przede wszystkim, do katastrofy klimatycznej.”

Adam Grobler - Tęskonota za rajem utraconym
Ten raj straciła cywilizacja łacińska pod drzewem obfitości. Wiara, nad stratą dominującej roli to ślepota nad kosztami jakie ta cywilizacja przyniosła Ziemi, i wciąz ją nimi obciąża.

Stary Chińczyk z pewnością kiwa głową z politowaniem na takie treści. Pamięta bowiem czasy Prezydenta Nixona, gdy Chiny były bardzo zamkniętym i niedostępnym krajem, a ONZ walczyło wówczas z katastrofą oziębienia i nadchodzącym nieubłaganie kolejnym zlodowaceniem półkóli północnej3.
Zmiany klimatyczne i charakterystyka ziemskiego klimatu to zmienność i stała niestabilność. Świadczy o tym choćby pomnik poświęcony walce z

Boczna inskrypcja
Kamień poświecono nie tylko zwycięstwu nad szarańczą

szarańczą stojący w parku w Zwierzyńcu4. Świadczą zapisy historyczne. Na rycie wspomnianego wyżej pomnika przeczytamy zaś o tym jaki wysiłek ponióśł „lud Boży” ku pożytkowi swojemu i Bożemu. Ale ani słowa o tragedii zmian klimatycznych, zamkniętym społeczeństwie czy autorytarnych rządach.
Oczywiście indoktrynacja była zawsze, lecz już jej skale były różne. Z pewnością miały też związek z etyką i morale. W dobie upadku autorytetów (gdy profesor filozofii łączy smog z wycinką lasu) i możliwości jednoczesnego wpływania na „lud Boży” przez medialne przekazy, zuchwałość i brak oporów moralnych buduje w społeczeństwach bardzo różnorodne teorie, które służą odwracaniu uwagi od realnych problemów lub działań władców tego świata.
Dziś, gdy Chiny są otwarte na świat, ale nie uległy indoktrynacji „pseudowolności” czy „pseudodemokracji” mamy w przestrzeni światowej doktrynę globalnego ocieplenia o podłożu antropogenicznym – czyli jak wskazuje profesor Adam Grobler – mamy katastrofę klimatyczną. Ta doktryna czy strategia generuje określone legislacje i działania. Generalnie nie chroni ona środowiska w biednych i ubogich krajach, lecz manipuluje obszarami bogatymi i efektywnymi gospodarczo: gdyż tylko tam możliwe jest wygenerowanie sowitych korzyści.
Czemu Adam Grobler łączy katastrofę klimatyczną z społeczenstwem zamkniętym i autorytarnymi rządami? Czy nie ulega dominującej manierze? Która przecież ma określony cel.

Fragment z krajobrazu Niemiec, wyeksportowanego do krajów trzeciego świata

Katastrofa klimatyczna – jeśli rzeczywiście jest – to wynik skażanego od lat środowiska. To środowisko jest w największej mierze skażane przez cywilizacje zachodu, a więc cywilizację najmniej autorytarną, choć dziś trudno już na to wskazywać jednoznacznie. I dziś generowana jest tu doktryna katastroficzna wraz z tworzeniem legend w postaciach, np.: Al Gore czy Grety, które to wygladając z każdej szuflady, wraz ze stworzonymi im do pomocy organizacjami suto dotowanymi przez cywilizacje zachodu, budują społeczeństwo proli. Czy filozofia ma tu jakieś zadanie do wypełnienia? – i wzmacniania klasy rządzącej i posiadającej?

Adam Grobler – „Tęskonota za rajem utraconym” – https://filozofuj.eu/adam-grobler-tesknota-za-rajem-utraconym/ – „Filozofuj!” 2021 nr 2 (38), s.42

 

Filozof w czasach zarazy

Wszyscy mamy świadomość uproszczeń, które obserwujemy wokół.
Upolitycznienie i ideologizacja sięgnęły bruku. Dosięgły nie tylko Adama Groblera. Ciężko jest się odnaleźć uczciwości i prawdzie w zawłaszczonej rzeczywistości, gdy dodatkowo ma się jakiś ponadprzeciętny apetyt. Słabość i słabostki nie tyle niszczą naszą własną duszę co ciagną do piekielnych czeluści wszystkich, którzy wierzą, że mamy elity, uczciwość i sprawiedliwość. Gdyby się nie dali ciagnąć to i A. Grobler byłby czystszy i filozofia mądrzejsza.
Filozofia znaczy umiłowanie mądrości – mądrość. Jeśli Adam Grobler jest filozofem to znaczy, że jest mądry. Jeśli jest mądry to jak rozumieć jego słowa?
A jeśli mówi wprost, dosłownie, bez podtekstu, to czy jest madry? Czy Grobler jest filozofem?

* * *

Rzeźba. Mysliciel. A.Rodin
Myśliciel – A.Rodin

1. Wojciech Sady – https://filozofuj.eu/wojciech-sady-o-spolecznych-warunkach-powstania-rozwoju-nauki/ (Filozofuj – 2016 › nr 4 (10) )
https://filozofuj.eu/wojciech-sady-o-tym-ze-fakty-nie-sa-nam-dane/ (Filozofuj – 2020 nr 6 (36) )
2 Lasy wycięły więcej niż mają – https://www.polskawlesie.pl/las/lasy-wyciely-wiecej-niz-maja
3. Ocieplenie klimatu czy klimatyczne zmiany –  https://www.polskawlesie.pl/panstwo/ocieplenie-klimatu-czy-zmiany-klimatyczne
4. Pomnik szarańczy – https://www.polskawlesie.pl/swiat-nie-jest-taki-zly/pomnik-szaranczy
5. I zwiększałyby się – ideologia, która dzis dominuje w państwie, dominuje też w przestrzeni Lasów. To ideologia ekologistycznego obskurantyzmu i anarchii, która nie realizuje nawet zapisów istniejącej Ustawy o lasach wskazującej na ich wielofunkcyjność. Nadreprezentatywność ochrony biernej, sztucznego tworzenia zasobów martwego drewna nie ma żadnego związku z wiedzą i nauką – pod pozorem tej ideologii niszczony jest wspólny majątek Polski i Polaków, niszczone jest znaczenie Polski i jej rola w Europie i świecie.

Ludzie głupi v. ludzie mądrzy
Czy zgodzimy się z Russellem?

 

Bioróżnorodność a ochrona konserwatorska – parkowa

Bogactwo przyrodnicze. Bioróżnorodność – setki gatunków na metrze kwadratowym– czyż nie to miało być domeną parków narodowych i rezerwatów. W końcu to park narodowy jest najwyższą forma ochrony przyrody. Czyż nie tak nas uczą w szkole?
A może indoktrynują …

Ilu Kowalskich spędza czas na kolanach eksplorując ten metr kwadratowy parku w czasie wytęsknionych wakacji, urlopów czy weekendów, szukając bioróżnorodności? To bogactwo to nie kilkanaście gatunków drzew czy kilkadziesiąt gatunków runa i dna lasu widocznych gołym okiem, z oddali. To setki i tysiące gatunków drobnych, nierzucających się w oczy organizmów.

Czy w parku narodowym publiczność znajdzie bogactwo różnorodności gatunkowej i każdej innej?
Przekaz o parkowym bogactwie już w szczenięcym wieku nam wskazują (sami o tym przekonani, czy sprawdzili, czy po prostu w  humanistycznej wierze na temat natury), tak jak naszym rodzicom i dziadkom, jest dziś trwalszy niż my sami. To efekt wieloletniego wysiłku i swoistej namolności przypisywania pojedynczym elementom, jak i całym zbiorowiskom przyrody: flory i fauny cech humanizmu.

F. von Hayek i intelektualiści
Intelektualiści a socjalizm – Frederic von Hayek

Intelektualiści. (Co o nich sądzi Noblista Frederic von. Hayek – „Intelektualiści a socjalizm”)
Jednak praktyka nie potwierdza, by system konserwatorskiej ochrony wzbogacał nas bioróżnorodnością gatunkową lub siedliskową. Bioróżnorodność to całokształt organizmów na danym obszarze, ściśle ze sobą powiązanych. Stabilny gdy stabilne są warunki, a zmienny gdy warunki ulegają zmianie. Nie można gwarantować stabilności żadnego układu przyrodniczego, nawet jeśli nie następuje zewnętrzna ingerencja. Gdyż procesy zachodzące wewnątrz siedliska w każdej chwili zmieniają warunki w nim panujące.
Ochrona konserwatorska skupia się więc praktycznie nie na zachowywaniu i wzmacnianiu bogactwa przyrodniczego lecz na obserwacji procesów, które zachodzą samoistnie i nieustannie. Humanizm i ekologizm nie są w stanie zatrzymać tych procesów. A samoistne procesy nie czytają zapisów Ustawy ochrony przyrody, w której nakazano przyrodzie parkowej trwanie w bogactwie przyrodniczym, a nawet rozwój tego bogactwa.
W wyniku prowadzonych od wielu lat analiz porównawczych łatwo się można zorientować, że przyroda nie realizuje założeń i nadziei intelektualnego humanizmu, powodując zmniejszenie zasobów gatunkowych czy siedliskowych.
Nie mniej wciąż są organizacje, ludzie, środowiska rządowe, które kłamią na ten temat.

Yelowstone jak platynowoirydowy wzorzec metra z Sèvres

Ciekawa jest historia i okoliczności powstania pierwszego na świecie parku narodowego. Mało się na ten temat pisze.
Gdy powstawał Yelowstone, lesistość najbardziej uprzemysłowionych i ucywilizowanych państw Zachodu była na poziomie kilku procent (Holandia, Wlk. Brytania, Belgia, etc). Wolny rynek i cywilizacja prywatnej własności, zawłaszczająca całą przestrzeń, wciąż dominuje ustępując dziś miejsca cywilizacji spekulacji. Pieniądz to tylko element pośredniczący w zawłaszczaniu Ziemi i swobód demokratycznych, tak jak jeden z jego tworów: ekologizm.
Powołanie Parku Yelowstone uniemożliwiło zawładnięciu tego obszaru przez kapitał, i tym samym zamienienie go na kolejny element ówczesnej cywilizacji Zachodu. Ochronił olbrzymi obszar przed unicestwieniem przez bożka mamony – zasadniczego elementu zachodniej demokracji.
Gdy powstawał pierwszy park narodowy w Polsce (przełom lat 20 i 30 XX wieku) warunki były inne. Polscy intelektualiści bezmyślnie podążali jednak wzorcem decyzji Kongresu USA z 1872 roku. Jeszcze pod koniec XIX wieku lesistość ziem nieistniejącej wówczas Polski oscylowała na poziomie 10 procent. Natomiast w latach 20-30 XX wieku, gdy w niepodległym już państwie powstała organizacja Lasów Państwowych, lesistość zaczęła wzrastać, a gospodarka leśna została zorientowana na trwałość lasów oraz ich rozwój powierzchniowy i hodowlany – w celu uzyskania optymalnej produkcyjności. Od tamtego czasu nie można w Polsce obserwować degradacji środowiska leśnego, gatunkowego i siedliskowego.
Powstają jednak parki narodowe pod pretekstem zachowania bogactwa przyrodniczego – co z badań prowadzonych na ich powierzchniach (od dziesiątków lat) wskazuje na błąd tego założenia.
Ten błąd, choć skrywany przed społeczeństwem, bardzo łatwo jest udowodnić. Nie tylko przez poznanie wyników badań podstawowych wykonanych na obszarach objetych ochroną parkową, lecz także przez obserwacje zmiany zapisów prawnych, które nastąpiły ostatnimi laty. Obszarom chronionym, którym przypisywano w założeniu ochronę określonych elementów (gatunków lub siedlisk) przy pomocy tzw. ochrony biernej dziś dedykowana jest sukcesja. W wyniki wielu dziesiątków lat ochrony biernej utracono lub znacznie zdegenerowano elementy chronione, pierwotnie im dedykowane.
Kiedy państwo polskie dokona analizy tych strat?

Stabilność przyrodnicza

Jednak tam, gdzie prowadzona jest planowa gospodarka, gwarantująca stabilność powierzchni leśnej nie obserwowane jest zubożenie przyrodnicze. Wręcz przeciwnie: efektywna gospodarka leśna wykorzystuje potencjał środowiska i jest wręcz zmuszona utrzymywać go na stałym wysokim poziomie bogactwa, gdyż wyjałowienie siedliska oznaczałoby zmniejszenie efektywności gospodarstwa leśnego (jego rentowności).
Dlatego, gdy publicznie pytam o dowody tego, że gospodarka leśna w Polsce doprowadziła do strat przyrodniczych, do zubożenia gatunkowego czy siedliskowego, słyszę jedynie tumult, zgrzytanie zębami lub następuje wymowna cisza. Milkną profesorowie, milkną ich doktoranci. Opluwa zindoktrynowana armia nieuków.
Artykuł o samorództwie* ośmieszający teorie ekologizmu nie spotkał się z żadną ripostą. Ekologizm bowiem i jego intelektualiści wskazują społeczeństwu na samorództwo dnia dzisiejszego. Ma ono nas ubogacać nowymi gatunkami, przez to, że doprowadzimy las do rozpadu, a drzewa do zgnicia.
Nie chodzi bowiem o ochronę drzew starych, lecz o doprowadzenie ich do rozpadu uniemożliwiając ich gospodarcze wykorzystanie. Żaden bowiem organizm żywy nie trwa w nieskończoność – drzewa również są śmiertelne. Idzie o uniemożliwienie zebrania plonu w lesie gospodarczym, pielęgnowanym i hodowanym przez pokolenia leśników. Sadzonym często z taką myślą przez dzieci szkolne, przez ludność – z pewnością nie w zamiarze doprowadzenia go do leśnego truchła.
Czemu to jest współczesna teoria samorództwa?
Samorództwo to teoria, która wskazuje na możliwość powstawania czegoś z niczego, np.: myszy z gnijacego siana. Odsyłam do artykułu – którego link znajduje się poniżej.
W rzeczywistości nowe organizmy nie mogą się wziąć z niczego (nie mam tu na myśli teorii powstania życia przed milionami lat) – nie powstają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, niezależnie czy trzymałby ją drukarz Adam Wajrak, ornitolog profesor Tomasz Wesołowski, specjalista od żubra profesor Rafał Kowalczyk, profesorowie entomologii:  Jerzy Gutowski, Kazimierz Rykowski, Jan Szyszko, czy też ślepa armia zindoktrynowanych przez nich młodych ludzi. Te organizmy były już w środowisku i w lesie. Wzmocnienie leśnego truchła potęguje jedynie ich ilość. Ale nie powoduje pojawienia się nowych organizmów, czyli nie następuje wzrost różnorodności gatunkowej. Może natomiast degenerować się gatunkowa różnorodność, gdy ze środowiska zaczną być eliminowane gatunki drzew, krzewów.
Samorództwo jest dziś dedykowane naszym lasom. Wprowadzane przez doktrynę ekologizmu państwa: Ministerstwo Środowiska i podległą mu Dyrekcję Generalną Lasów Państwowych (powierzchnie referencyjne, powierzchnie do rozpadu, niedoręby, etc). Chętnie poznam dowody, że to nieprawda.

Jednak tam, gdzie wciąż dominuje racjonalna gospodarka leśne nie obserwuje się w Polsce strat przyrodniczych w lasach gospodarczych. Straty takie obserwuje się w obszarach objętych ochroną parkową i konserwatorską.
Wbrew medialnym i propagandowym przekazom parki i rezerwaty nie są rezerwuarem gatunkowego bogactwa przy realizowaniu tzw. ochrony biernej**. Zapisy prawne, które wciąż funkcjonują i wskazują na taką rolę parków są oszustwem. Ochrona bierna bowiem chroni procesy, które natura sama sobie wybiera i czyni. Natura nie zajmuje się czytaniem tego, co ekologizm manipulujący całymi społeczeństwami jej (naturze) dedykuje, tworząc prawo, teorie i programy indoktrynujące nasze dzieci.

To kłamstwo, że nowe parki osadzone na najżyźniejszych siedliskach leśnych, wzbogacą przyrodę ojczystą – jeśli te istniejące od dziesiątków lat tego nie uczyniły. Generalnie na ich obszarach jest dokumentowane zubażanie gatunkowe i siedliskowe (badania z obszaru Białowieskiego PN, analizy z Tatrzańskiego PN).
Natomiast w lasach gospodarczych tego nie obserwujemy.

Czemu las

Powyższy, zbyt długi według mojej żony wstęp, miał służyć przekonaniu czytelników, że obecny system parków narodowych nie służy wzbogacaniu naszej ojczystej przyrody.
Wiem, że to informacja, która może oburzać, a autora jednoznacznie klasyfikuje jako tzw. oszołoma i płaskoziemcę. Wiem też, że w dzisiejszym czasie nie jest potrzebna żadna wiedza by przylepić taką łatkę.

Pomimo tego zdecydowałem się na odium płaskoziemstwa. Gdyby jednak ktoś z czytelników posiadał możliwości aktywnego przeciwstawienia się moim poglądom i informacjom, chętnie w całości i ze spokojem wysłucham. Może w końcu ktoś wskaże na dowody, iż to w lasach gospodarczych, na obszarach na których jest prowadzona trwała i stabilna gospodarka leśna obserujemy straty przyrodnicze: gatunkowe czy siedliskowe? Wlezę wtedy pod stół i odszczekam (co nie udało się doktorantowi Tomas Diserens, który wskazując na określone tezy przeciwne, nie potrafi ich dokumentować, tak jak cała sfera jego nieukowego zaplecza IOP PAN czy IBS PAN). Co nam mówi Diserens?

Ograniczenia wolności, swobody i ODPOWIEDZIALNOŚCI
Park narodowy w Polsce: zakazy, zakazy, zakazy i zubażanie przyrodniczego bogactwa – bioróżnorodności, które mu przekazano. Ograniczenie wolności, kontaktu z naturą, ograniczanie odpowiedzialności, zawładnięcie wspólną przestrzenią

W Polsce dominują parki narodowe na obszarach leśnych. Napór ekologizmu, często sponsorowanego z zewnątrz, a także ideologii implementowanej z zewnątrz, artykułuje potrzebę tworzenia parków w najbardziej atrakcyjnych krajoznawczo terenach i na obszarach o wybitnym bogactwie leśnym. Gdy uświadomimy sobie raz jeszcze, że efektem parkwego bytu nie jest utrzymywanie przyrodniczego bogactwa lecz obserwacja samoistnych zmian, jakie tam mają zachodzić po wypchnięciu zeń gospodarki człowieka, to istotne stają się pytania o cel, o świadomość, o refleksje, o rozsądek.
Są państwa, które obszary parków tworzą na terenach wiejskich, a nawet na obszarach obejmujących miasta i miasteczka, i wówczas rzeczywiście wzmacniają gospodarczo te obszary. Pod warunkiem, że wypełniane są określone działania ze strony państwa, że państwo prowadzi zróżnicowane i racjonalne działania w tym kierunku (wzmacniania i stabilności). Tworzenie ich (parków) na obowiązujących wciąż zasadach na obszarach o określonym potencjale ekonomicznym,  kulturowym i społecznym eliminuje z nich istniejące struktury gospodarcze niszcząc także pozostałe. To element destrukcji przyrodniczego bogactwa i  dobrostanu lokalnych społeczności, i tym samym całego kraju.
Polska, po transformacji dysponowała ogromnymi zasobami ziemi rolnej. Wciąż jeszcze nimi dysponuje.
A nawet, gdyby nie dysponowała, to jest wiele miejsc, które mogłyby być objęte ochroną w ramach parku narodowego.

Dlaczego nie powstał Park Narodowy Grzmiąca

Gdy przyjrzymy się położeniu istniejących w Polsce parków narodowych, zwrócimy uwagę, że nie ma ich za wiele na Pomorzu Zachodnim i Pomorzu Środkowym. W tamtym regionie znajdują się parki na obszarach, które były już cenne turystycznie (Woliński P.N. na wyspie Wolin i Słowiński P.N. – okolice Łeby). Informacje medialne wskazują na możliwości wzrostu gospodarczego po przekazaniu obszarów leśnych parkom. Oczywiście jest to zakłamywanie przestrzeni publicznej: jaki wzrost gospodarczy się dokonał na obszarze Magurskiego PN czy Drawieńskiego PN, jakie zubożenie lokalnych społeczeństw, a tym samym kraju i dobrostanu ogółu społeczeństwa, poziomu wynagrodzeń, emerytur, rent …
Puszcza Białowieska zostala zrujnowana o około 14 tysięcy miejsc pracy.

A gdyby tak spojrzeć na całą rzecz w sposób racjonalny i uwzględniający właściwość natury, biorąc pod uwagę dobrostan kraju i mieszkańców?
Czy to jest możliwe?
Wiem, że wielu się puka w głowę, wskazując dotychczasowe „osiagnięcia” transformacji, czyli wskazując wprost: racjonalność jako rzecz niemożliwą w obecnym systemie państwa. W końcu praktyka uczy, że wszystko jest dobre, byle zubażało kraj, a Polaków utrzymywało w umysłowej i materialnej pańszczyźnie.
Nie mniej, jak głos wołający na puszczy, przedstawię koncepcję wzmacniania zasobów ojczystej przyrody wraz z budowaniem bogactwa materialnego kraju i mieszkających tu ludzi. Oczywiście rzecz zależy od zaangażowania i mądrego wykonania (lecz szczegóły, z braku miejsca – nie tym razem).
Pomorze w Polsce jest obszarem wyjątkowo zaniedbanym i niedorozwiniętym gospodarczo. To obszar (poza wąskim pasem wybrzeża) nie uprzemysłowiony w którym dominowały duże, państwowe gospodarstwa rolne, lecz bogaty gdy idzie o walory turystyczne: urozmaicona rzeźba terenu, spora lesistość, duża liczba jezior i rzek. Spotykamy tu też zabytki historyczne, ciekawe legendy i klechdy.
Znajdowało się tu mnóstwo PGR-ów i ziemi rolnej. To takie obszary powinny stanowić bazę dla nowych parków narodowych. Bo, jak już pisałem, parki narodowe z dominującą na ich obszarze ochroną bierną nie zajmują się wzbogacaniem zasobów przyrodniczych, lecz obserwacją sukcesji – czyli zmian przyrodniczych powstających samoistnie bez udziału człowieka.
Tworzenie parku na obszarach rolnych zmieniłoby dotychczasową zasadę. Zaczynając ochronę od „gołej” ziemi, od roli, przez długie lata moglibyśmy obserwować prawdziwy wzrost różnorodności przyrodniczej. Bo grunt rolny (za wyjątkiem najmocniej zdegradowanego przyrodniczo terenu przemysłowego czy wielkomiejskiego) jest środowiskiem mocno zniekształconym, szczególnie ten wykorzystywany do wielkoprzemysłowej uprawy czy hodowli.
Tworzenie parku narodowego na roli pozwala więc na autentyczny wzrost bioróżnorodności gatunkowej oraz samoistne odtwarzanie się siedlisk. W pierwszym okresie obejmującym okres około 100 – 300 lat (czyż to nie cenny okres do aktywnej obserwacji i badań, do analiz) ukształtują się tam pierwotne systemy leśne. Powstanie prawdziwa, pierwotna puszcza. Być może bedziemy ją mogli nazywać puszczą dziewiczą. Z całą pewnością w perspektywie uzyskamy na takim obszarze las, a tym samym zwiększymy też lesistość całego kraju.
Tworzenie parku narodowego na roli pozwoli także na wieloletnią obserwację sukcesji na tym obszarze oraz analizę zachodzących zmian, niespotykanych często w Europie (lub nie spotykanych w skali parków, za wyjątkiem nielicznych prywatnych doświadczeń na świecie).
Jestem przekonany, że Polskę stać na taki projekt, który mógłby być wzmocniony inwestycjami w infrastrukturę rekreacyjną i turystyczną. Powstanie takich parków nie spowoduje destrukcji istniejących gospodarek w miejscach, które są wskazywane na parki przez ekologizm. Jednocześnie powstanie parków w tych rolniczych i upośledzonych gospodarczo regionach da impuls do rozwoju tych obszarów, co z wielką atencją przyjmą działacze ekologizmu (podkreślają przecież wagę rozwoju materialnego lokalnych społeczeństw).
Sieć parków narodowych w centralnej części Pomorza Zachodniego i w części Pomorza Środkowego – na bazie istniejących tam do 1990 roku Państwowych Gospodarstw Rolnych da impuls dla rozwoju gospodarki miejscowej i całego kraju. Nie będzie to element destrukcji, który jest wynikiem zajmowania najbogatszych obszarów leśnych.

Gmina Grzmiąca na Pomorzu Zachodnim
Obszar Gminy Grzmiąca – tu na gruntach rolnych po byłym kombinacie PGR powstanie najcenniejszy polski park narodowy. Obejmie także lasy gospodarcze pobliskich nadleśnictw, bez zmiany ich przynależności organizacyjnej, bez zmiany dotychczasowych sposobów ochrony przyrody – gdyż trwała i zrównoważona gospodarka leśna nie czyni zniszczeń i strat przyrodniczych.

Przecież naszym celem jest wzmocnienie zasobów przyrodniczych, nieprawdaż? Nie niszczenie potencjału gospodarczego kraju i zubażanie jego mieszkańców. Obie rzeczy można więc sprzęc, ale tylko wówczas, gdy podejmiemy słuszne decyzje.
Rejonowy Kombinat Rolny Grzmiąca zajmował powierzchnię ponad 7 tysięcy hektarów. To więcej niż powierzchnia Gorczańskiego PN, Karkonoskiego PN, Parku Narodowego Gór Stołowych (więcej niż powierzchnia ośmiu istniejących obecnie parków narodowych). Powierzchnia PGR-ów w Polsce oscylowała między kilka tysięcy a kilkadziesiąt tysięcy hektarów, a wszystkie zajmowały ponad 3 miliony hektarów powierzchni. Sam grunt przekazany Kościołowi Katolickiemu – obszar 16 tysięcy hektarów, to byłby całkiem spory park narodowy.
Czemu nie podjęto takich działań wcześniej?
Z pewnością nie łączono w latach 90-tych XX wieku upadłych gospodarstw rolnych z możliwościami jakiegokolwek wzrostu. Nie rozważano koncepcji tworzenia tam parków narodowych – gdyż istniał wówczas, i do dziś istnieje, napór na bogactwo leśne i zajmowania pod parki najzasobniejszych obszarów leśnych Polski: najbogatszych przyrodniczo i najefektywniejszych gospodarczo. A może zasadniczą przyczyną, dla której nie podjęto decyzji powołania parków narodowych na obszarach popegeerowskich było po prostu mocne zainteresowanie przejęciem tych gruntów przez osoby wykorzystujące transformację i „czyniące ją sobie poddaną”.

Wydawnictwo okolicznościowe PGR Grzmiąca
Wyd. okolicznościowe PGR Grzmiąca – nakład 1000 egz; Intropol Koszalin 1975; oprawa twarda

Jak już wiemy, celem niewidocznym i nie ujawnianym była likwidacja efektywnej gospodarki leśnej oraz niszczenie zasobów przyrodniczych. Np. dziś, po trwającej niemal dwie dekady świadomej degradacji gospodarstwa leśnego w trzech puszczańskich Nadleśnictwach: Białowieża, Browsk, Hajnówka środowiska, które dążyły do ich  ograniczenia lub likwidacji (i w pewien sposób miały na to wpływ) – wskazują  na ich nierentowność, i podnoszą to jako argument dla utworzenia/rozszerzenia parku (prof. R.Kowalczyk, działacze Stowarzyszenia Na Rzecz Wszystkich Istot***).

Martwe Drewno na terenie Nadleśnictwa Hajnówka
Martwe Drewno na terenie Nadleśnictwa Hajnówka. W 2019 roku inwentaryzacja wykazała ponad 7,5 miliona straconych metrów sześciennych drewna w trzech puszczańskich nadleśnictwach. Jego wartość stanowiła około 2 miliardów złotych. Straty dla kraju w wyniku niepodjęcia jego przerobu, obrotu, etc. to kwota około 30 miliardów złotych. Szanowny profesor Rafał Kowalczyk zapomniał dodać, że jest zwolennikiem tej destrukcji, tym samym osłabiania regionu, w którym mieszka, niszczenia wspólnego dobra. To bohater III RP, chętnie się udzielający w wywiadach, wskazujący na dobro takiej rzeczywistości. Tylko za granicami Polski zacierają ręce, bo tam nikt nie hoduje kowalczyków  czy wesołowskich. Hodują ich z dala od siebie, poklepując ich dobrodusznie po barkach, za dobrą robotę.

*

Szanuj. Chroń. Korzystaj – Parki Narodowe w Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii

(dziękuję za opracowanie Rafałowi Andruszkiewiczowi)

Szukając odniesienia do parków narodowych na świecie można dać przykład Wielkiej Brytanii, gdzie parkiem narodowym jest „ …obszar chroniony przez prawo dla korzyści i przyjemności publicznej.” (“A National Park can be described as an area of land that is protected by an act for the benefit of the public’s enjoyment.”).

"baloon ride" - popularny widok na typowy krajobraz South Downs National Park
Baloon ride over the South Downs -Robert Maynard. Krajobraz jednego z brytyjskich Parków Narodowych

Nadrzędną zasadą w zarządzaniu terenami chronionymi jest „Respect, Protect, Enjoy!” (Szanuj, Chroń, Korzystaj!) i w ten właśnie sposób społeczeństwo rozumie i docenia wartość tych obszarów. Ten sposób myślenia otwiera możliwość głębszej edukacji i zapoznania się Parkiem Narodowym bez konieczności wykluczania lub ograniczenia walorów czysto wypoczynkowych i turystycznych.

Należy tu wspomnieć, że obszary chronione obejmują tereny zamieszkane na stałe przez ludzi, ale także odwiedzane na masową skalę przez turystów.

Przykładem wysoce urbanizowanego Parku Narodowego jest South Down National Park na południu Anglii. W jego obrębie – 1627 km² – zamieszkuje około 112.000 ludzi i ponad 2 mln ludzi w odległości do 5 kilometrów od jego granic. Nie jest to sytuacja wyjątkowa, bo w pozostałych 14 parkach również mieszkają ludzie i istnieje bogata infrastruktura drogowa i turystyczna. Same władze tego parku opisują miasta i wsie jako jedne z ich wyjątkowych cech:

„Our vibrant towns and villages are one of our special qualities and we are working hard to support the villages and towns in and around the National Park to enhance the vital role they play as social and economic hubs.” (“Nasze tętniące życiem miasta i wsie są jedną z naszych szczególnych cech i ciężko pracujemy, aby wspierać wsie i miasteczka w Parku Narodowym i wokół niego, aby wzmocnić istotną rolę, jaką odgrywają jako ośrodki społeczne i gospodarcze” – google translator, dopisek RG)

Obszar Parku Narodowego

Z kolei najczęściej odwiedzanym Parkiem Narodowym w Wielkiej Brytanii jest Snowdonia National Park, utworzony w Walii w 1951 i obejmujący 2176 km². Odwiedzany jest co roku przez 4,7 mln turystów, którzy spędzają na jego obszarze 10 mln dni. Jest tu 2380 km publicznych szlaków turystycznych, od łatwych spacerowych ścieżek po szlaki górskie i wszystkie bez przymusu wynajmowania przewodnika.

Nie trzeba dodawać, że takie podejście pozwala też uzyskiwać środki do celów ochronnych, badawczych i edukacyjnych.

Źródła:
https://www.snowdonia.gov.wales/addysg-education
https://www.southdowns.gov.uk/national-park-authority/our-communities/

*

Czemu nie Solec nad Wisłą

Obszar Gminy Solec-Zdrój. Czyż nie tu należy umiejscowić kolejny Park Narodowy?

W wielu państwach, czego przykładem jest właśnie Wielka Brytania, parki zajmują obszary zurbanizowane, typowe wiejskie i małomiasteczkowe tereny. Ma to swoje zalety. Na takich obszarach wspomagają stabilizacje oraz rozwój. Zapobiegają degeneracji terenu lub wzmacniają jego walory.
Czy to nie byłoby dobre rozwiązanie dla Solca nad Wisłą.
Czemu nie Paczków, Świdwin, Karlino, Lubomierz, Janowiec z Kazimierzem, Łowicz, Uniejów, Lanckorona, Orneta, Liw? Istniejące w ich otoczeniu lasy gospodarcze byłyby dodatkowym elementem wzmacniającym. Trwałe gospodarstwo leśne nie jest elementam szkodzącym przyrodzie.
Z pewnością takich miejsc jest dużo więcej, i być może lokalne społeczności tych rejonów zupełnie inaczej by odbierały pomysły stworzenia u nich parku narodowego, niż społeczności od pokoleń związane z lasem dającym pracę i wolność – na siłę uszczęśliwianych pomysłami parków na najbogatszych obszarach leśnych przez Wajraków, Ślusarczyków, Michników, Wesołowskich, Kowalczyków czy Golińskiej z Kaczyńskim.
*
Szwajcaria ma jeden park narodowy na obszarze 172 km2. Od stu lat nie powstał w tym państwie żaden inny park narodowy. Nie stanowi to nawet 0,5 procenta powierzchni tego kraju. Czy Szwajcarzy rzeczywiście są tacy głupi? A Anglicy, Szkoci czy Walijczycy?

Linki
* Samorództwo czy różnorodność? A może tylko abiogeneza …

**  Straty przyrodnicze Rezerwatu Ścisłego Białowieskiego Parku Narodowego. – Kiedy zlikwidujemy Białowieski Park Narodowy – wstęp do analizy stanu po 80 latach ochrony biernej
PGR
***  Polski ład: Jak trzeba zmienić prawo o parkach narodowych – Wywiad z prof. Rafałem Kowalczykiem (IBS PAN) – Łukasz Łachecki: Klimat.RP.PL – zapraszam do poznana wywiadu, jeśli ten artykuł można nazwać dziennikarską robotą; poniżęj fragment:  Polski Ład_ jak trzeba zmienić prawo o parkach narodowych_ - Klimat.rp.pl' - klimat.rp-Fragm. wywiadu R.Kowalczyka.pdf-edited

„Truchło Puszczy. Truchło Nadleśnictwa Hajnówka, czyli siedem i pół miliona powodów …”
„Kornik drukarz – gatunek kluczowy”  – profesor J.M. Gutowski; to, że ktoś twierdzi, iż bez gradacji kornika załamie się przyrodnicze bogactwo, że jest potrzebna, bardziej niż drzewo …; czy tylko nasza wiara decydje o tym czy najpierw było jajko czy jednak kura; czy też możemy udowdnić, że gradacja kornika jest bardziej „przyrodnicza” niż życie, np.: świerka, czy też wystarczy się umówic w sprawie wpisania do czerwonej księgi, by zmienić nasze postrzeganie świata –   https://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=&ved=2ahUKEwic0MaE4ZDxAhVVr4sKHYeuDaAQFjACegQIBxAE&url=http%3A%2F%2Fsumava.tadytoje.cz%2Finfo%2Fstudieadokumenty%2Fstudieainfo%2Fposudky%2Fkornik-Gutowski.doc&usg=AOvVaw2cbdi-CanTzkVs4yqXYAZv
–  Polska kornikiem Europy
–  Las. Co to takiego
–  Puszcza – co to takiego

Font Resize
Contrast