Tag

ekologizm

Browsing

Wiele mediów pod pozorem przekazywania ciekawego i powszechnie lubianego tematu nieustannie rozpowszechnia zupełnie inne wątki. Te poboczne kwestie są często oczkiem w głowie redakcji, bo to one niosą „kaganek oświaty”, niosą ideologię, która leży u podstaw ich (mediów) bytu.
Tworzenie nowego człowieka.
To powszechne sztuczki, w Polsce znane od samego początku istnienia Gazety Wyborczej1. Kraina Bugu – pismo zajmujące się etnografią i kulturą, polskiego dzikiego wschodu, przy tej okazji przemyca ideologię antropocentryzmu i bambinizmu – ideologię ekologizmu, która jest obca i nie  widoczna na obszarze dzikiego wschodu – naturalnego, racjonalnego regionu  i siermiężnego tradycją.

Anna Kamińska czyli egzaltacja

Kraina Bugu 24/2019 Uciec czyli wrócić - Anna Kamińska
Portret Anny Kamińskiej – Kraina Bugu 24/2019. Kiedy i skąd uciekła i gdzie powraca…

Anna Kamińska jest znana ze swojej książki o Simonie Kossak. Znam „Puszczę” Simony Kossak, słyszałem kilka jej popularnych opowieści przyrodniczych. Czy nie za bardzo uczłowieczała naturę?
Anna Kamińska odkrywa zaś nam swoją własną osobowość w wywiadzie, który się ukazał w numerze 24/2019 Krainy Bugu.
Ponieważ wywiad w dużej mierze dotyczył istoty postrzegania przez nią przyrody, takiej jaką by chciała by była, a zupełnie innego widzenia niż moje, tom się pofatygował skrobnąć parę zdań komentarza. Nic obraźliwego broń Boże. Po prostu starałem się uprzytomnić Pani Annie, jeśli by zwróciła uwagę na mój komentarz, i może jeszcze kilku osobom, które być może zaglądają na internetowe wydanie Krainy Bugu, że przyroda znajduje się zupełnie gdzie indziej. Nie znajduje się w jej głowie ani w żadnej innej. Tylko otacza ją, nas, niezależnie od tego, gdzie się znajdujemy. I nie za bardzo się przejmuje (natura) egzalotwanymi myślami na jej temat.
Ku mojemu zaskoczeniu, niewinny całkiem komentarz zniknął.
Egzaltacja zwyciężyła.
Nosił wilk razy kilka…

Anna Maruszeczko
Felieton Anny Maruszeczko na łamach „Krainy Bugu”

W kolejnym numerze 25/2019 odnajdujemy autorski wykład o wilku Pani Anny Maruszeczko. „Nie patrzmy wilkiem na wilka” to jeszcze jedna odsłona ekologistycznego spojrzenia na naturę. Wykorzystując zlepek słów i skojarzenia z ludowymi przysłowiami oraz powiedzeniami przedstawia nam swój stosunek do zwierzęcia. Nie analizuje jego natury, etologi, lecz odnosi się do zwierzęcia przez pryzmat ludzkch „uprzedzeń”. I tu określenie infantylizm przyrodniczy to łagodne nazwanie przekazu o wilku Pani Anny Maruszeczko.
Wilk zna granice możliwości swojego działania doskonale. Nie jest głupi i wie na co może sobie pozwolić w stosunku do człowieka. Może tyle, na ile ma przyzwolenie od człowieka, przyzwolenie od ludzkiej legislacji. Legislacji aspołecznej, nie konsultowanej z ludźmi, z poszkodowanymi, narzuconej przez nie mających praktycznego związku z naturą. Narzuconych przez wielkomiejski i ogłupiały ideologią miejski tumult ekologistycznego obskurantyzmu.
Traktowanie wilka jak idioty. Jak to może świadczyć o autorce oraz o ludziach, którzy mają podobne spojrzenie? Powielanie tego w nakładzie Krainy Bugu to nie element edukacji, nie element przekazu przyrodniczego. To element indoktrynacji pseudoekologicznej i ideologicznej manipulacji. Dotyczy to regionu, w którym wielu jego mieszkańców wciąz ponosi straty od wilka. Których krzywda, zamiast zrozumienia i ubolewania jest zastępowana arogancką agitką propagandową w kierunku bezwzględnego uwielbienia dla zwierzęcia.
Uratowałem wilka z niewoli. Polowałem też na wilka, a on na mnie.Człowiek jest też wilkiem – czy nie zasługuje na ochronę
A to przecież człowiek był i jest wilkiem. Także dla wilka, gdy zachodzi konieczność i potrzeba.
Ogromne straty gospodarcze i krzywda ludzka dzieją się przy okazji ochrony innego zwierzęcia – bobra. Ten temat dopiero stoi przed redakcją Krainy Bugu. Pewnie niebawem przeczytamy „Lament bobra – czyli o płaczu mordowanego zwierzęcia”.
Ochrona zwierząt, wilka, bobra podjęta przez państwo w największym stopniu odbywa się kosztem i krzywdą poszkodowanych. Państwo i powołane służby nie są zainteresowane realizowaniem swoich obowiązków w zakresie ochrony człowieka. Nie skapi za to grosza na propagowanie informacji o braku szkodliwości tych zwierząt i o ich pożytecznej roli w środowisku. To te elementy działań państwa są doceniane przez redakcje, nie tylko Krainy Bugu. Nie są zainteresowane stratami, ukrywaniem strat czy zwykłą ludzką krzywdą. Bohaterami czyni się działaczy ekologistycznych, suto uposażanych, walczących z ludzkimi oczekiwaniami, z ludzką krzywdą w interesie ideologicznych celów.
Działania w kierunku pomocy pokrzywdzonym i redukowaniu szkód (które obniżają nasz wspólny dobrostan) nie są satysfakcjonujące i wiąż pozostają w ukryciu w przeciwieństwie natłoku propagandy w kierunku przeciwnym.

Zwycięża też cenzura i uniformizm ideologiczny, nie respektujący innych horyzontów, nie tylko myślowych.
Czy to faszyzm, czy komunizm, ciemność czy zieloność, i w jakich odcieniach?

Prenumeruję Krainę Bugu
Od kiedy tylko się pojawiła na rynku. Obszar którym się zajmuje kwartalnik jest mi bliski. Istotna dla mnie jest szata graficzna. Kwartalnik porusza problemy etnograficzne, społeczne, kulturowe. Ostatnio częściej spotykam się z treściami przyrodniczymi o jednoznacznym wybarwieniu ekologistycznym. Przekaz ten pochodzi od ludzi nie mających związków z praktyczną wiedzą przyrodniczą i polega na powielaniu przez nich ideologicznych teorii, czy egzaltacji, antropomorfizmu i bambinizmu. Razi mnie, gdyż od lat obserwuję naturę praktycznie, a wcześniej pobierałem nauki przyrodnicze. Zdumiewa tym bardziej, gdyż Kraina Bugu generalnie nie zajmuje się osobowościami wielkomiejskich społeczeństw i kultur, lecz obszarem zdominowanym przez kulturę wiejską i takież społeczeństwo. A więc na co dzień zanurzonym w naturze i od niej w dużej mierze zależnym.
„Miastowe”, niejednokrotnie przenosząc się na wieś, uciekając z miasta, zabierają się zaraz za robienie porządków na tej wsi. A to rynny się zapuchają spadającymi liśćmi, a to drewno do kominka z lasu jest passe, i trzeba do miasta – do marketu, bo tam jest upakowane w ekologiczną siatkę, a to pianie koguta zaczyna doskwierać ,czy zapach obornika rzuconego na ziemię, a przecież wystarczyłaby garstka chemi z worka. Czy to tak ma wygladać obszar nadbużńskich okolic? Czy Kraina Bugu przenicowuje mi moja krainę na swoją wilkomiejską modłę?
*
Cel. Mierz. Pal…
Jaki jest cel pojawiającej się, czy przemycanej do Krainy Bugu indoktrynacji pseudoekologicznej?

Czy to jakieś zobowiązanie finansowe, czy własna inicjatywa? Pytam oczywiście wyłącznie o usyniety komentarz…
Wilk jest dziki i w tym leży jego natura, tajemniczość i piękno. Poluje i pożera piękne sarenki, zagryza pasące się kury i owce a nawet i bydło, które już takie piękne nie są. A jak zagryzie kompletnego brzydala tego świata, czyli człowieka? – No coż, przecież to jego natura, i wypadki się zdarzają. Miejmy nadzieję, że to nie będzie dziecko tej, czy drugiej Anny… Że to tylko Deny z Londynu wyciągniety w domu swoich rodziców przez lisa z łóżeczka. Taka jego (lisa) natura.
A naturą człowieka jest takie działanie by tych strat i szkód nie było. Gwarantem tego powinno być państwo i jego urzędy.
Ani redakcja Krainy Bugu, ani Anna Kamińska czy Anna Maruszeczko tych krzywd nie widzą i nie naprawiają. W żywe oczy kpią sobie z ludzkiej krzywdy.
Nie dostrzegaja prawdziwej natury, bo w niej się nie zanurzają. Widzą ją oczami telewizora i ideologicznego antropomorfizmu – lecz ten nie jest prawdziwy – to wymysł czlowieka na potrzebę literackiego przekazu.
Te elementy nie budują prawdy, i nie służą w gruncie ochronie tych zwierzat. Kalecząc ludzi niszczą też zasady ochrony tych zwierząt.
Nie ma tu miejsca, by poruszyć przy tej okazji zniszczenia materialne jakie się dzieją w ludzkich domostwach i w majątku wspólnym kraju. Zniszczenia etyczne i moralne zawsze idą w parze z fałszem każdego ideologicznego przekazu.


Źródła
1  Stanisław Remuszko – Gazeta Wyborcza i okolice  

"Gazeta Wyborcza" Początki i okolice (kalejdoskop)
Okładka książki St. Remuszki
Stanisław Remuszko
Po odejściu z redakcji Gazety Wyborczej już tylko ostracyzm

 

 

 

 

 


https://youtu.be/a3YDYH7Goig

Anna Kamińska – „Ucieć czyli wrócić
Anna Maruszeczko – „Nie patrzmy wilkiem na wilka

 

 

Przypominam odległy w czasie, lecz aktualny w temacie, artykuł: „Narodowy Program Leśny: czy narodowy i czy leśny”. Wydawca Racjonlista.pl zamieścił go pod innym tytułem: „Ekologizm a ekologia w debacie o lasach”. Dziś publikuję go pod tytułem będącym kompilacją tych dwóch.
Pierwotnie artykuł ukazał sie na łamach trzech numerów Lasu Polskiego: 5, 6, 7 / 2015. – Dziś nie byłoby to możliwe. – Właściciel dwutygodnika branży leśnej zakazał publikacji moich tekstów (więcej szczegółów: „Pytania, których nie zadam…”) po moim prywatnym liscie do niego. Dziś z niezależności Lasu Polskiego pozostało wspomnienie.

1. Wstęp – zapoznanie z tematem, oklicznosciami i szerszym planem
2. Zacznijmy jednak od klimatu
3. Po cóż nam lasy
4. Gdzie się skrył genotyp
5. Selekcja nie istnieje!
6. Co z tą wodą, czyli selekcji ciąg dalszy
7. Refleksja końcowa
8. Przypisy

Wstęp

„Znaczenie lasów w środowisku przyrodniczym i gospodarce zobowiązuje do całościowego spojrzenia i stanowi uzasadnienie zorganizowania szerokiej debaty nad kierunkami ochrony, rozwoju i sposobami użytkowania zasobów leśnych w Polsce.” Minister Środowiska Marcin Korolec

Są tacy, którzy uważają, że to koń najbardziej się trudzi; Nadleśnictwo Rymanów
Są tacy, którzy uważają, że to koń najbardziej się trudzi; Nadleśnictwo Rymanów

Dyskusja nad przyszłością lasów (państwowych, ale nie tylko tych) toczy się na stronie internetowej, której gościny udzielił portal Instytutu Badawczego Leśnictwa (http://www.npl.ibles.pl/).

Czy debata, o którą apelował Minister jest wystarczająco szeroka? Moją uwagę zwraca zasadniczy, pominięty wątek: czy lasy w Polsce mają przejmować role parków narodowych, jak to się dzieje od dwóch dekad, czy też mają mieć związek z człowiekiem, jego dobrostanem i koniecznością wypełniania wszystkich funkcji? Ale nie z ochroną bierną, gdyż ta nie wypełnia wszystkich elementów zrównoważonego rozwoju i służebności wobec mieszkańców naszego kraju.

Narodowy Program Leśny nie zajmuje się tym wcale. Czy debata wypełnia tym samym przesłanie Ministra Marcina Korolca, czy też wciąż „udaje”, że sprawy nie ma?

Organizatorem, moderatorem wymiany poglądów i dyskusji jest profesor Kazimierz Rykowski. Na uwagę zasługuje fakt próby wciągnięcia do debaty Adama Wajraka po tym jak ten ogłosił na łamach Gazety Wyborczej artykuł pod tytułem: „Manifest Wajraka: Lasy stworzyły sobie państwo”.

Tekst powstał w gorącym czasie nakładania na Lasy Państwowe kontrybucji (gdyż nie sposób nazwać inaczej ściągnięcia daniny poza obowiązującym w kraju systemem podatkowym, po to by ratować bieżący stan finansów, za który nie Lasy Państwowe są odpowiedzialne). Redaktor Gazety Wyborczej wskazał na kilka elementów, które są zgodne z rzeczywistością. Obowiązująca Ustawa o lasach w rzeczywistości przekształciła monopolistę surowcowego w aparat administracyjny nie związany z rynkiem i krajem. Ustawodawca pomylił służebną rolę LP w stosunku do społeczeństwa i gospodarki kraju, z rolą Parku Narodowego, dla którego nie ma innych priorytetów niż ochrona przyrody – nota bene charakteryzująca się ideologiczną zmiennością zależną od miejsca, czasu i innych bliżej nieokreślonych elementów. Niestety Adam Wajrak nie dostrzega związku obowiązujących zasad z działalnością ówczesnych „doktrynerów gospodarczych” przy propagandowym wsparciu swojej gazety. Dziś, obarczając winą Lasy Państwowe, gdy organizacja ta w rzeczywistości wypełnia prawo powstałe w 1990 roku oraz zarządzenia Ministrów Środowiska, nie zauważa korzyści, jakie z tej całej struktury czerpie „ekologizm”. To nie jedyny przypadek, gdy redaktor nie potrafi powiązać skutków z przyczynami.

Trochę mnie dziwi, w tych okolicznościach, sposób potraktowania wybitnego znawcy i zaangażowanego w ”zapuszczoną puszczę”* profesora Kazimierza Rykowskiego przez redakcję Gazety Wyborczej, która odmówiła mu zamieszczenia dyskusji z „naczelnym ekologiem kraju”. To symptomatyczne odcięcie się największego medium opiniotwórczego od Narodowego Programu Leśnego (NPL). Celowo poświęcam tej sprawie więcej miejsca, gdyż ani w opracowaniach ani w dyskusji nikt nie poświęca uwagi znaczącej roli Gazety Wyborczej i Adama Wajraka w kształtowaniu gustów i wpływania na stan rzeczy.
Nikt, prócz kierownika projektu, profesora Kazimierz Rykowskiego.

Zacznijmy jednak od Klimatu
Ogromne znaczenie przywiązuje NPL do zmian klimatu. Nie zamierzam się wdawać w polemikę na ten temat.

Wierzba w Rymanowie - jak inne lekkonasienne wyklęta z Lasu
Wierzba w Rymanowie – jak inne lekkonasienne wyklęta z lasu

Nie jestem klimatologiem, lecz prezentuję sceptyczne stanowisko do każdej nagłaśnianej medialnie doktryny. Pamiętam skandal, jaki miał miejsce tuż przed rozpoczęciem szczytu klimatycznego w Kopenhadze, gdy ujawniono prywatną korespondencję niektórych orędowników globalnego, i w dodatku antropogenicznego ocieplenia, mocno podważającą ich oficjalnie prezentowane stanowisko. Czy to był tylko wynik braku wiary w siebie – brytyjskich „uczonych”?

Nie tylko przyczyny, ale również sam fakt ocieplenia klimatu nie jest dla wszystkich oczywisty. Zapraszam czytelnika do zapoznania się ze źródłami*, które przedstawiają inne stanowisko, ale nie mają szans przebić się w świecie mainstreamu i tzw. poprawności politycznej.
Spektrum odporności gatunków lasotwórczych występujących w kraju jest ogromne. Warto spojrzeć na granice zasięgów tych gatunków. Jest więc skąd czerpać! (należy tylko przystosować do tego obowiązujące prawo administracyjne i ochrony środowiska, gdyż stanowią ideologiczne i wyimaginowane bariery). Wskazuje na to po części również profesor Jerzy Szwagrzyk*.

Cenne z pewnością jest zwrócenie uwagi na wiele gatunków nieobecnych w leśnictwie, a mających ogromny potencjał. Nie tylko gatunków tzw. rodzimych.
A zmiany klimatyczne nie są skokowe.
I choć takimi nie są, to jeśli będą zachodzić, to będziemy się spotykać ze zjawiskami o charakterze ekstremalnym i katastrofalnym. Składy gatunkowe upraw i ich dobór w kierunku odporności na tego typu zjawiska powinny to uwzględniać. Póki co, zróżnicowanie gatunkowe postępuje w kierunku odwrotnym, ale za to zgodnym z ideologią ekologizmu i „zadębiania”. Odwoływanie się do dalekiej historii (paleontologia) nie musi być słuszne, gdyż w międzyczasie zaistniała cywilizacja człowieka i znaczące zmiany na globie.

Czyżby pojawienie się człowieka i rozwój ludzkiej cywilizacji umknęło czyjejś uwadze? Z jednej strony antropogeniczne ocieplenie a z drugiej natura jak w epoce międzylodowcowej? Trudno się w tym wszystkim połapać. A przecież realny stan populacji ludzkiej, cywilizacji człowieka musi być brany pod uwagą i musi być elementem kluczowym każdej dyskusji, nie tylko o lesie. I choć zmiany klimatyczne nie mają charakteru skokowego, nie mają tego charakteru zmiany aktywności Słońca czy też wędrówka bieguna magnetycznego, to już emisje wulkaniczne mogą takie tempo przybierać. Tylko czy są w stanie dorównać niektórym skokom nastrojów czy przebłyskom inteligencji?

Niewłaściwe jest zamykanie się na wymianę międzynarodową pod presją ekologistycznych teorii o obcości gatunków i pochodzeń, także w kontekście zmian klimatycznych. Nauka ma spore doświadczenie w tym zakresie*, lecz z przyczyn ideologicznych pozostaje ono nie wykorzystane. Czy to wciąż zbyt bolesny temat? Czy trzeba aż poczuć smród skwierczącej skóry (nawiązując do ocieplenia)?

Nie widać związku (w toczącej się dyskusji) między zdrowym lasem a masą produkowanego tlenu. Może w ukryciu ma pozostawać fakt, że lasy w Polsce produkują tlenu coraz mniej, gdyż ideologia przekształcania ich w cmentarzysko, cudów nie uczyni w tej materii. Tym samym, tak nielubiany gaz cieplarniany, jakim jest w mniemaniu ekologistów CO2, przesądzający według nich o globalnym ociepleniu (choć przecież para wodna, mająca zdecydowanie większą masę cząsteczkową, mogłaby wielokrotnie bardziej ten globalny „cieplarniaryzm” pobudzać) nie jest utylizowany w stopniu maksymalnie możliwym. Podobnie tlen (O2), którego produkcja przez lasy jest odwrotnie proporcjonalna do ich wyniszczania w duchu ekologizmu.

Przypomnę wypowiedź profesora Stanisława Ostaficzuka wskazującą na to, że jeśli zależałoby nam na ograniczaniu CO2 w sposób maksymalny, to powinniśmy skupić się na maksymalnie efektywnej produkcji w lesie masy drewna, jego pozyskiwaniu i chowaniu wraz z zaabsorbowanym C (węglem) w szybach kopalnianych. Czemu ten wartościowy kierunek dyskusji został pominięty w panelu Klimat NPL? Jeśli rzeczywiście TEN KLIMAT leży nam na sercu? Byłoby to z pewnością cenniejsze niż sztuczne wyłapywanie gazu CO2 i wtłaczanie go pod ziemię! Gromadzenie węgla (C) pod ziemią w postaci „wyrąbanego lasu” nie niesie przecież żadnego ryzyka rozszczelnienia! Ale wówczas zdałaby się selekcja. I poważniejsze traktowanie możliwości absorpcyjnej CO2 przez las i przez produkowany surowiec drzewny.

Po cóż nam lasy
Ratując nas przed klęską „cieplarniaryzmu” (bo przecież NPL – Klimat) profesor Kazimierz Rykowski rozściela przed nami* wizje uruchomienia produkcji drewna na plantacjach. Proponuje do zagospodarowania setki, może setki tysięcy czy nawet miliony hektarów ziemi by za lat 50 wyprodukować w kraju etat pozyskania w wysokości 90-100 mln m3 drewna?!
Rozkosz dla uszy drzewiarzy!

Toż to już powinniśmy zaczynać! Czy jesteśmy gotowi? Może rozpiszemy pożyczkę narodową? Ludzie tylko czekają – jak po świeże bułeczki. Chętnie udzielą wsparcia. Wciąż przecież tryskają zaufaniem, optymizmem, błyskawicznie uruchomią kolejne pokłady energii i … pieniędzy. Zgodzą się nawet na podniesienie wieku emerytalnego o 2-3 kolejne lata….
Jeśli ich ktoś zapyta?
Zapyta Pan, Panie Profesorze?

Profesor proponuje planowe zadrzewienia przydrożne.
Może jeszcze program zwiększania lesistości, właśnie plajtujący, gdyż dla państwa i jego elit zdecydowanie istotniejsze były programy hodowli orzechów.

Zasoby leśne Polski, Polaków rozkładajace się na pniu w imię ideologii ekologizmu i samorództwa
Zasoby leśne Polski, Polaków rozkładajace się na pniu w imię ideologii ekologizmu i samorództwa

Proponuje jednocześnie wykorzystanie nowoczesnych kultywarów topolowych – bo właśnie te „nie nowoczesne”, bo PRL-owskie, są „wykańczane” wraz z „wykańczaniem” programu topolowego rodem z czasów „ciemnoty” lat 60-tych XX wieku! Nawet nie najlepszy program, ale ukończony, zawsze jest nośnikiem wiedzy.

Dziś mamy nową epokę i nowych profesorów!? I nieograniczone fundusze by zacząć jeszcze raz!?

W Polsce dobrze już zakorzeniły się firmy tej branży (np. Alasia New Clones), które radzą sobie bez osiągnięć innych profesorów z IBL w dziedzinie produkcji topolowych kultywarów.

Wprowadzone w Polsce zasady Natura 2000 zmusiły wielu rolników do przeznaczenia tysięcy hektarów na plantacje topolowe (gdzież były te nowoczesne, polskie kultywary?), gdyż program ochrony zakazuje w swej ideologicznej hipokryzji zalesień.

Niestety nie ma to wielkiego związku z potrzebami społeczeństwa i kraju. Nie zwiększa też zasobów stabilnej „różnorodności biologicznej”

Po kolei więc, lasy: nie mają produkować tlenu (O2), nie mają utylizować dwutlenku węgla ( CO2), nie mają produkować drewna! Ponieważ profesor Kazimierz Rykowski jest fitopatologiem, to może lasy mają zająć się produkcją fitopatologii?

Jeśli to nie lasy mają produkować drewno, to gdzie ma powstawać ten hołubiony tlen, gdzie ma następować utylizacja obrzydliwego CO2.

To są pytania, które bardzo mnie nurtowały w dziedzinie selekcji i hodowli lasu wytyczanej wizją profesora. Odpowiedź jest tak prosta jak przysłowiowy drut, bo nie ma problemów nie do pokonania …. . Choć propozycje i wizje wykraczają mocno poza fitopatologiczną i „ochraniarską” domenę Profesora, to odważnie je nam wskazuje. Nie mówiąc wprost, że to nie lasy będą produkować drewno unika informacji (zamartwiającym się leśnikom), czym w takim razie będą się one zajmować!
Wypędzając leśników z lasu chce ich zapędzić do produkcji drewna poza lasem.
Nie ma to związku z NPL!!!
Odnoszenie się do nielasu w programie LEŚNYM nie wydaje mi się cenne dla Narodowego Programu Leśnego.

Dlatego Profesor nie zdradza szczegółów, tylko rzuca MYŚL.

Podchwytuje idee dyrektor Leśnego Banku Genów dr Czesław Kozioł*. Nie kontestuje aktualnej sytuacji lasów państwowych, co w jego sytuacji jest zupełnie zrozumiałe (LBG to element w strukturze LP). Podejmuje zaś matematyczną wyliczankę, na temat możliwości produkcyjnych wirtualnych plantacji szybkorosnących (analizę tych wyliczeń warto poważnie zweryfikować). Wskazuje tym samym z jaką powagą odebrał MYŚL Profesora i jak poważnie zainteresował się możliwościami produkcyjnymi plantacji agroleśnych, jakby przerzucenie tam produkcji było realne, racjonalne i mogło w dalszym ciągu rozwijać naukę selekcji, o którą się przecież upomina w swoich artykułach. Zapomniał, że już dziś, odchodząc od nieuzgodnionych z suwerenem (czy suweren to czasem nie Naród?) zasad wyniszczających lasy i drewno, można podwoić produkcję na obszarze lasów. Nie trzeba na to dziesięcioleci!

Gdzie się skrył genotyp
Profesor Kazimierz Rykowski wskazuje na ogromną rolę 5% powierzchni referencyjnej pozostawianej na lasach. Według niego to ogromny magazyn genetyczny. Co prawda skala marnotrawstwa w lasach nie zamyka się na 5% powierzchni i 5% masy, lecz oscyluje dziś na poziomie około 50% masy. Powierzchnie referencyjne jako zasób genowy to bardzo krótka perspektywa (30-40 lat). Dalsze popychanie tych teorii nie będzie raczej możliwe z przyczyn fizjologicznych (drzewa umierają na pniu wraz z cennymi zasobami genetycznymi, lecz czego wymagać od profesora od grzybów.

Jeśli fabryka produkująca zapałki lub gwoździe zostałaby zobligowana, by dla istotnych celów państwowych przeznaczyć do niezwłocznej utylizacji 50% produkcji, to byśmy wszyscy pukali się w głowy i niedowierzająco nimi kręcili. Jeśli to się dzieje z lasem i drewnem, odnawialnym surowcem, to mamy pozostawać w niezachwianej wierze, że tego wymaga żywotny interes kraju, gdyż (dziś się okazuje) ratujemy w ten sposób zasoby genowe?!

Profesor pomija milczeniem rolę Parków Narodowych!
A co z rezerwatami, Panie Profesorze? Czyż to nie te obszary miały chronić przyrodę w sposób bierny, gwarantując trwanie tak cennych zasobów genowych! A może ich rola się zmieniła? Może nie są już żadnym rezerwuarem ani nikt nie para się w nich żadną ochroną?

Czy temat przeznaczenia na zgnicie takiej ogromnej masy polskiego dorobku i dobrobytu nie może być przedmiotem debaty NPL? To drugi, prócz samej kwestii istnienia lasów państwowych, żywotny temat, który został (przez aklamację?) odrzucony. O roli NPL w kwestii konstytucyjnych gwarancji dla statusu lasów państwowych, wolę się nie rozpisywać, gdyż to niezwykle bogaty temat na osobną epopeję.

Czy społeczeństwo wie, co NPL założył a priori? Nie pytając suwerena w żadnym miejscu i czasie zdecydowano się na „szasty” niewyobrażalnej masy niemal 50% zasobów kraju! Ale NPL nie jest anonimowy. Któż przyjął takie założenie Panie Profesorze?

Czy suweren ochoczo przyklasnął konsekwencjom: zwiększonemu bezrobociu, dłuższym wiekiem emerytalnym, ograniczeniem produkcji drewna i tlenu, masową emigracją, zubażaniem różnorodności biologicznej?

Czy suweren to czasem nie ludzie oddychający tym samym powietrzem i tlenem (O2)?

Selekcja nie istnieje!
W toczącej się na łamach Lasu Polskiego dyskusji dotyczącej selekcji w lasach, i jej znaczenia w gospodarce leśnej, zwróciło moją uwagę kilka wątków.

Jeśli jednak dociekliwy czytelnik poświęci odrobinę czasu i zechce zapoznać się z materiałami znajdującymi się na stronie internetowej Panelu KLIMAT Narodowego Programu Leśnego, znajdzie pojęcie selekcji. Znajdzie je w stanowisku Rady Naukowej Leśnego Banku Genów. To tam należy go szukać. I tylko tam.

Znajdziemy je tam we wszystkich przypadkach. Nawet w wołaczu: SELEKCJO!

Krytyka ze strony Rady Naukowej Leśnego Banku Genów nie była znacząca dla Progamu, gdyż nie zmieściła się w jego czasoprzetrzeni. Nie mniej Profesor wskazuje że jest to: „program nie kończący się w wyznaczonym horyzoncie czasu”. Mnie również napawa to nadzieją.

Wyczułem wzburzenie w artykule* profesora Andrzeja Lewandowskiego i doktora Daniela Chmury opracowaniem podsumowującym referaty i dyskusje panelu Klimat NPL, dokonanym przez profesora Kazimierza Rykowskiego. Uwagi naukowców z Instytutu Dendrologii PAN w Kórniku wywołały lawinę dyskusji i komentarzy, których zakres przekroczył stronice czasopisma. Co prawda profesor Kazimierz Rykowski odciął się od zarzutów, że hodowla selekcyjna nie jest tematem zainteresowaniu NPL panelu Klimat, jednak formalnie nie zmieniło to stanowiska zawartego w NPL.
W Lesie Polskim ukazał się artykuł profesora Kazimierza Rykowskiego, w którym udowadnia, jak ważna jest selekcja, której … nie ma w „jego rekomendacjach dla NPL”. Nie uwzględnia i innych wniosków, które pojawiły się w różnych referatach, do czego z racji swojej funkcji w NPL, jest uprawniony.
Tłumaczy, że ważna jest selekcja naturalna, jak przystało na zwolennika „szastów”*, monitorowania i biernej obserwacji.
Nie mniej sama riposta profesora Kazimierza Rykowskiego na artykuł profesora Andrzeja Lewandowskiego i dr Daniela Chmury jest bardzo cenna, choćby z … socjologicznego, czy też może socjotechnicznego punktu widzenia.
Nie można jednak przejść obojętnie do porządku nad niektórymi aspektami publicznej wypowiedzi Profesora zamieszczonymi w czasopiśmie leśnym.
Uważa iż nie ma potrzeby selekcji w dobie zmian klimatycznych, gdyż popieranie najlepszych populacji „może wprowadzić ryzyko ograniczenia zdolności adaptacyjnych”. Proponuje więc zastąpienie jednej selekcji drugą. Postuluje zmodyfikować cele strategiczne i przez to poszerzyć kryteria selekcji (?). Wskazuje przy tym na nowe cele hodowlane (?) w oparciu o nowe podstawy naukowe (?). Zarzeka się ponadto, że dla NPL jest bardzo cennym produkcja drewna i podnoszenie produkcyjności, lecz nie jest zdecydowany gdzie się mają odbywać! Domyślamy się, że nie w lesie, gdyż godzi to w jego „trwałość”. Z całą pewnością też nie w parku. Co się będzie dziać w takim razie z powierzchnia leśną?
Jaką wizję gotuje nam profesor Kazimierz Rykowski w autorskim podsumowaniu?
Wizja nowych kryteriów selekcji poza systemami leśnymi! Cóż wówczas mogą mieć wspólnego z NPL? Ten przecież nawet z nazwy tyczy lasu.
Jeśli więc selekcja ma nie mieć związku z lasem, to nie ma też związku z Narodowym Programem Leśnym.

Jak wspomniałem wcześniej, pomysły profesora daleko wykraczają poza las. Nie wiemy niestety jak brzmiałyby opinie socjologów czy specjalistów od socjotechniki, ale gdy idzie o logikę i dedukcję to stać nas na samodzielność.

Z marginalizacją selekcji polemizował też Dyrektor Leśnego Banku Genów dr Czesław Kozioł. Mocno podnosi rangę selekcji, co jest dla mnie zrozumiałe i cenne. Jego dwa artykuły* poświęcone są przedstawieniu dorobku selekcji i polemice z niektórymi wątkami wypowiedzi profesora Kazimierza Rykowskiego.

SELEKCJA jako nauka i wiedza jest sprawą zasadniczą a nie marginalną, o nieokreślonym kierunku, lub poddającą się nastrojom cieplarnianych umysłów. Gdzie ma ostatecznie się odbywać? W lesie czy na plantacjach drzew szybkorosnących?

Dyrektor LBG nie informuje jednoznacznie czytelnika o zawirowaniach w nauce i praktyce selekcji jakimi jesteśmy świadkami w ostatnich dekadach.

Selekcja w Polsce jest mi znana z wielu rozpoczętych badań proweniencyjnych. Kierunek taki był przyjęty w IBL i uczelnianych Wydziałach Leśnych. Niestety nie został zakończony do dziś. Można śmiało stwierdzić, że ten element poznawczy mamy za sobą, nie doprowadziwszy go do końca.

Przewartościowanie ustrojowe pewnie całkiem przypadkowo zbiegło się w czasie się przewartościowaniami w zakresie selekcji.

Cieszy mnie niezmiernie, że moje obie córki wciąż posługują się tymi samymi kształtami liter, a gramatyka pozostaje gramatyką. Niezmiernie wdzięczny też jestem matematykom.

Ta mała dygresja nie ma na celu umniejszania czyichkolwiek osiągnięć. Szanuję i cenię zawsze gdy tylko się pokażą.

P owstał nowy program i nowe zasady – to bardzo lapidarne przedstawienie. Powstała też regionalizacja nasienna jako element tych nowych założeń w przestrzeni selekcji obejmującej PGL LP. Czy ktoś wówczas dyskutował nad założeniami?

Pamięć o selekcji proweniencyjnej, nowe koncepcje, oraz to, że tak naprawdę środki zostały skierowane na realizację nowo przyjętych programów a nie na badania podstawowe spowodowało zamieszanie. Po co badać, skoro plany przyklepane i na gwałt trzeba realizować nowe programy?

Przecież tak naprawdę liczy się jeden płatnik w tej sferze: PGL LP – MŚ. Można by powiedzieć, że to jedyna determinanta.

Plany zmian w regionalizacji nasiennej – to „zagrożenie dla bezpieczeństwa ekologicznego kraju”
Ogłasza to Dyrektor LBG. Tym samym pozostaje głuchy na doniosłą rolę powierzchni referencyjnych, którą podnosi profesor Kazimierz Rykowski (może to obecne procedury Leśngo Banku Genów „ratują” co mogą – bezkrytycznie zajmując się wskazaną im bazą?).

Nauka polska i leśnictwo nie dają ostatecznej wiedzy na temat zasięgów i występujących naturalnych ograniczeń dla głównych gatunków drzew leśnych. Nie mam nawet przekonania by ta wiedza została kiedyś ostatecznie przesądzona, by była kiedykolwiek skończona i by te szczegóły były leśnictwu niezbędne, tak jak człowiekowi tlen (O2). Znamy wszak możliwości biologiczne gatunków w zakresie przenoszenia cech. Nie są nic nieznaczące. Nawiązuję tu do projektu regionalizacji nasiennej, która przedstawiona została przez dr Czesława Kozioła jako „liberalnie szkodliwa”. Nie chcę przytaczać argumentów na temat szkodliwości wciąż jeszcze obowiązujących zasad, gdyż z łatwością można je znaleźć również na łamach Lasu Polskiego w artykule pt.: „ Fantazja regionalizacji” zamieszczonym w numerach 18 i 19 w 2012 roku. Wypowiedział się na ten temat również dr Dariusz Łęgowski Prezes Stowarzyszenia Leśnych Szkółkarzy Polskich („Trzeba urealnić regionalizację”), czy duch dyskusji w trakcie konferencji hodowlanej w Malinówce w 2012 roku. Nowy projekt (ten, określony jako liberalny) nie zatwierdzonych jeszcze zasad, odzwierciedla ekologiczne i realne różnice w naturalnym środowisku Polski i był wielokrotnie i szeroko konsultowany. Nie jest z pewnością zbiorem zasad, które nie mogą być w przyszłości skorygowane. Jest wynikiem autentycznego zaangażowania wielu leśników i naukowców.

Niestety brak wiedzy, lub jej fragmenty w żaden sposób nie wspierały i nie wspierają zasad, które zostały przyjęte w 2004 roku. Nawet niebywały postęp, jaki się dokonał w czasie ostatnich dwóch dekad niewiele wniósł do sprawy.

W opozycji do zasad, które zostały spisane w 2004 roku w rozporządzeniach dotyczących regionalizacji, które były później niejednokrotnie modyfikowane (w tym również z rażącymi błędami zagrażającymi stabilności gospodarczej), „liberalny” projekt nie jest elementem autorytarnej decyzji. Biuro Nasiennictwa Leśnego jest instytucją władną do opracowywania takich zasad, gdyż z założenia nie powinno być poddawane naciskom żadnej ze stron, reprezentując interes wszystkich właścicieli lasów w jednakowym względzie. Czy tak się dzieje?

W przeciwieństwie do wersji aktualnej, projekt pierwotny zmian zasad w regionalizacji, który jeszcze niedawno znajdował się na stronie BNL (www.bnl.gov.pl) był zdecydowanie bardziej „liberalny” (w demokratycznym państwie wiele rzeczy pojawia się i znika by lud nie mógł nawet powspominać – zasady Orwella opisane w „Roku 1984” bez problemu i żenady stają się naszymi realiami). Tym samym mógł znacząco lepiej spełniać swą rolę w dobie rozpatrywanych dziś zmian klimatycznych (o czym wspomina choćby profesor J. Szwagrzyk). W aktualnej sytuacji i sposobie procedowania powstał projekt z pewnością w większym stopniu odzwierciedlający właściwości ekologiczne podstawowych gatunków i w dużej mierze ograniczający bariery administracyjne dla rozpoznanych obszarów i populacji od zasad obowiązujących.

Dr Czesław Kozioł jest dyrektorem instytucji zintegrowanej z PGL LP i IBL. Tam powstawały założenia Programów Zachowania Zasobów i tam, jako ich element, powstały pierwsze zasady regionalizacji, przeniesione później wprost do tworzonego prawa krajowego.

Dziś następuje weryfikacja. Pan Dyrektor z pewnością ma tego świadomość. Sam wskazuje na „wartość” materiału prezentowanego przez drzewa mateczne, co jest dla mnie zrozumiałe, nie tylko w kontekście jego uwag. Tym samym decyzje, które już zapadły w sprawie znaczącego zwiększenia udziału w odnowieniach i zalesieniach materiału rozmnożeniowego z istniejących już plantacji wydają mi się przedwczesne, jak przedwczesne są zmiany wyłączające z regionalizacji te kategorie (drzewa mateczne i plantacje) póki nie zostaną autorytatywnie zweryfikowane i nie zostanie sprawdzona ich uniwersalność lub zmianie ulegną zasady zakładania plantacji.
Istotą selekcji jest przede wszystkim rozpoznanie wartościowej bazy. Nie jest jej istotą dobór bazy do założeń.

Zastanawiam się, czy nie należy coraz poważniej brać pod uwagę jeszcze innego scenariusza. Być może obowiązujące zasady selekcji już się wypełniły i dokonały tego, do czego były powołane. Nadszedł czas kolejnej odsłony – żadna selekcja nie jest potrzebna dla ideologii ekologizmu zawłaszczającej leśnictwo i ograniczającej inne dziedziny życia.

Co z tą wodą, czyli selekcji ciąg dalszy
W rzeczywistości czekałem na propozycję selekcji pod kątem wyłapywania CO2, która niestety tylko została zaznaczona na końcu profesorskiego wywodu, jako nowinka z Chin i antypodów.

Co prawda nie żyjemy na pustyni, ale stepowienie nam doskwiera od kilku dekad. W tych okolicznościach oczywiście wszyscy ekologiści uwzięli się na zbiorniki retencyjne, jazy, spiętrzenia. Tak się zawzięli, że kraj nie może wykonać nawet zbiorników przeciwpowodziowych. Na gwałt modernizowane jest prawo wodne, by uszczelnić je przed „destrukcją” inwestycji hydrotechnicznych, nieodpowiedzialnej wodnej rekreacji czy wędkarstwem. Z wywodów dr Romana Żurka (z mojego ulubionego Instytut Ochrony Przyrody PAN Kraków) wnioskować można, że najistotniejszą rolę w nawilgoceniu naszej pięknej Ojczyzny może odegrać bóbr i jego precyzyjna „inżynieryja”.

Wskazywanie na „inteligencję” bobra nasuwa mi skojarzenia z teorią samorództwa (która pojawia się szeroko w mediach i często jest utożsamiana ze wzrostem różnorodności biologicznej). Wiara w to, że zgnicie setek tysięcy hektarów lasu wzbogaci bioróżnorodność to właśnie powrót do teorii abiogenezy Arystotelesa (384 p.n.e. – 322 p.n.e.), z tą tylko różnicą, że coś nie bierze się spontanicznie z niczego (jak chciał starożytny mędrzec), lecz ma powstać w wyniku celowego unicestwienia.

Od dawna twierdzę, że w Polsce mamy dużo zdolnych ludzi, którzy chętnie podjęliby się zgłębiania tematu samorództwa. Gdyby tylko dysponowali odpowiednimi środkami. A może już dysponują?

W rzeczywistości jednak nie przybywa nam nowych gatunków, lecz zamieniamy drzewa rosnące w lesie na próchno opanowane przez grzyby, czy tak ulubione przeze mnie ksylobionty (nie wiem czemu nazwa kojarzy mi się z cenionymi przez dziatwę transformersami), które w rzeczywistości w tym lesie są od zawsze, lecz nie w takiej ilości, która zadawala ekologistów i im podobne umysły. Zachwyty nad wzrostem różnorodności biologicznej to tak naprawdę peany w związku ze zmianami ilościowymi gatunków: kosztem rosnących drzew następuje przyrost ich żerców i destruentów.

Praktycznie mamy do czynienia z walką z wodą (mimo programu tzw. małej retencji, który kilka lat „nazad” objawił się na terenie lasów państwowych, raczej po to by finansować projekty, plany i urzędy i organizacje pseudoekologiczne) i propozycją selekcji w kierunku odporności na suszę!

To bardzo pokraczna droga do zwiększenia produkcyjności oraz przygotowania kraju na nadejście epoki gorąca. Lecz gdy wgłębiamy się w te rozważania, możemy nieprzypadkowo dojść do wniosku, że w niektórych gabinetach klimat już dawno się zmienił i doszło do przegrzania wewnętrznej atmosfery. Czy to może czyjeś celowe działania?

Alfons Hoffmann - "Szlakami prof. Alfonsa Hoffmanna i ks.dr Bernarda Sychty po Ziemi Świeckiej" - Bractwo Czarnej Wody, Wdecki Park Krajobrazowy; M.Chudecki, J.Malinowski
Alfons Hoffmann – „Szlakami prof. Alfonsa Hoffmanna i ks.dr Bernarda Sychty po Ziemi Świeckiej” – Bractwo Czarnej Wody, Wdecki Park Krajobrazowy; M.Chudecki, J.Malinowski

Swego czasu dokonano na ziemiach polskich inwentaryzacji elektrowni, młynów i istniejących przy nich zbiorników, funkcjonujących jeszcze w latach 40-50 – tych XX wieku (ojciec i syn: Alfons i Marian Hoffmannowie). Doliczono się ponad 6300 czynnych. Pamiętać przy tym musimy, że były to czasy przed wielkoobszarową melioracją. Dziś mamy katastrofę stepowienia, najmniejsze zapasy wody w Europie, tylko około 300 tego typu małych instalacji i odpływ wody przez meliorację, kopalnie odkywkowe a właściwie to przez drenaż, gdyż do zakończenia właściwej melioracji zbrakło „tylko” zbiorników wodnych (ot taka przysłowiowa wisienka na torcie, i jej właśnie zabrakło). I dziś wskazuje się na „inteligencję” bobra, jako stworzenia, który wyreguluje nam cały system. Czy będzie on zgodny z oczekiwaniami i potrzebami człowieka? A może „inteligencja” bobra skalkulowała już potrzeby kraju w kolejnych fazach ocieplenia, i właśnie zwierzaki analizują warianty niezbędnych przytamowań?

To już nawet nie etap Arystotelesa! – twórcy teorii samorództwa („Samorództwo czy różnorodność …”).

Tu nasuwa mi się delikatna dygresja: jeśli już Narodowy Program Leśny raz „udał” się w obszary nie związane z lasem (plantacje na terenach pozaleśnych), to czy nie powinien uczynić tego ponownie? Czy nie warto podjąć tematu krajowego planu budowy ORLIKÓW II- zbiorników wodnych wraz z elektrowniami, które w przeciwieństwie do Orlików boiskowych nie będą generować kosztów, lecz wyzwolą ogromny potencjał korzystnych zmian gospodarczych, ekologicznych i społecznych. Czy w obliczu ocieplenia i strat w zasobach wodnych (dr Tomasz Walczykiewicz*) nie należy pilnie odtworzyć możliwości dawniej istniejącej infrastruktury oraz wzbogacić cały system nowymi obiektami, które wyrównają potencjał w każdym regionie! Na terenach leśnych mogło istnieć ponad dwa tysiące takich instalacji! Z pewnością byłoby to coś więcej niż monitoring i doprowadzanie do truchła.

Refleksja

Przy dzisiejszym stanie wiedzy () może to prowadzić jedynie do odkrywania prawidłowości powierzchownych, lub pozornych, opisujących raczej środowisko uczonych niż przyrodę.
Jerzy Dzik „ Dzieje życia na ziemi”*

Zdaję sobie sprawę, że profesor Kazimierz Rykowski nie będąc znawcą hodowli i selekcji, nie podjął się trudu tematu bez przeświadczenia o wartościach i wadze swoich argumentów. Ponieważ i ja nie jestem wielkim znawcą hodowli i selekcji, tak często się zmieniają ich zasady i reguły w kraju, więc być może moje uwagi nie są w stanie sprostać aktualnej ideologii. Może się mylę podnosząc niektóre rażące mnie koncepcje. Na obronę mam tylko to, że pewne przywoływane w moim artykule elementy ferujące wnioski diametralnie inne od tych, którymi raczy nas profesor, wcale nie są odosobnione. Widoczne są nawet w trakcie tylko pobieżnego przeglądania referatów zamieszczonych w panelu Klimat NPL. Biorę pod uwagę rozsądek, dobro społeczności i kraju. Gdyż tak jak nie ma żadnych konkretnych wyliczeń jakie korzyści uzyska przeciętny Kowalski z przeznaczenia na zgnicie hektara lasu, tak straty z tego powodu dla tego Kowalskiego są policzalne wprost i jednoznaczne. Wykorzystywanie zaufania i łatwowierności oraz manipulacja społeczeństwem w młodej, tzw. „polskiej demokracji”, jest nie do wybaczenia. Moje stanowisko nie jest odosobnione również w sferze hodowli lasu. Bardzo cenne jest w tym zakresie opracowanie profesora Jana Zajączkowskiego pod znamiennym tytułem „Idee i ideologie w hodowli lasu”. Z pewnością znane profesorowi Kazimierzowi Rykowskiemu, jako że powstało również w IBL.

Profesor Kazimierz Rykowski kończy swój wywód filozoficzną dygresją, że „przyszłość nie jest kontynuacją teraźniejszości”. Dostrzegam wyraźnie tą prawidłowość: radykalne zmiany dokonywane są szybko, i szybko widać ich efekt. Widzę, więc jak w przeciągu dwudziestu lat „polskiej demokracji” przenicowano praktykę leśną aż profesor Jan Zajączkowski alarmował, że pseudonaukowa frazeologia zaczyna wypierać naukowe doświadczenie.

Jakie to już spowodowało zmiany?! Radykalne zmiany! Budowane przez pokolenia leśnictwo mające służyć dobrobytowi kraju i ludzi zamienia się w ciągu jednego pokolenia w próchno. Jednak, Szanowny Panie Profesorze, teraźniejsza oraz przyszła – wzbogacona Pana wizją możliwość destrukcji, były i są możliwe tylko w wyniku wcześniejszej pracy pokoleń i ich wysiłkowi. Również mojej i mojej żony, która będąc dzieckiem sadziła las ze swoją klasą na Podlasiu. Jest więc nierozerwalnie związana również z przeszłością. Gdyby nie oni, gdyby nie ci leśnicy, gdyby nie wysiłek wielu ludzi, dzieci i szkolnej młodzieży, nikt nie mógłby rozświetlać przed nami swoich kolejnych wyobrażeń lasu naturalnego, który nie ma związku z leśnym Darz Bór.

Wiem, że jeszcze nie tak dawno działania w kierunku destrukcji narodowego dobra określano by jako sabotaż i działanie na szkodę kraju. Jest wiele państw i wielu ludzi, którzy wciąż je w ten sposób odbierają. W pełni się z nimi zgadzam.

Może trochem staroświecki?
Widzę dziś, że tradycyjny trójkąt troficzny z Homo sapiens na szczycie, wielu próbuje zakończyć innymi istotami. Nie mogę jednak, wbrew mojej wiedzy i przekonaniom przyjmować, że to nie człowiek jest na jego wierzchołku, lecz dzięcioł trójpalczasty, bóbr czy …
Założenie, że to przyroda dokonuje najbardziej racjonalnych wyborów nie jest zgodne z moimi obserwacjami. Przyroda nie posługuje się tego rodzaju kwalifikacjami! Widzę, że jest (przyroda) niesłychanie rozrzutna i bardzo egoistyczna. Nie zaprząta sobie uwagi człowiekiem. Ale nie dlatego, że „śmiali i odważni” badacze zwracają uwagę gawiedzi, że człowiek nie jest jej elementem naturalnym. W takim przypadku, nie będąc elementami naturalnymi, ludzie nie mają podstaw by ingerować w naturę, a tym bardziej dokonywać jej selekcji.

Lecz cóż mamy począć, gdyby się okazało, że jesteśmy jednak naturalni? Moja kupa to potwierdza, choć pewności nie mam jak to jest z ekologistami …!

Jednak dla wielu wywody „ekologistycznych guru”, przecież łatwe do rozpoznania już tylko po powierzchownym zapoznaniu się z esejem profesora Harrego Frankfurta*, wciąż stanowią wyrocznie i wykładnię na całe życie. Nie ma dla nich ratunku i nadziei. Utracili instynkt samozachowawczy i trzeźwe spojrzenie. Chyba, tylko pogłębione studia nad dziełem „On bullshit” oraz nauk Solomona Ascha mogłyby otworzyć im oczy.

Nie widzę żadnych niespójności między selekcją populacyjną, obecną selekcją indywidualną czy pracami nad innymi modelami selekcji, nawet jeśli nie zostały jeszcze rozpoznane. Te ostatnie z pewnością nie będą przesądzać o lesie dziś. Nie będą znaczące w dającej się przewidzieć perspektywie. Warto wrócić na ziemię i wykorzystać to, czym dysponujemy w aktualnej chwili. Bo niszczenie dzisiejszego bogactwa nie pozwoli na żadne konkretne budowle w przyszłości. Zostawmy więc lasy społeczeństwu a Pan Panie Profesorze niech łaskawie zwróci swą uwagę na Parki Narodowe, bo tam jest ponoć las naturalny. Czy wciąż tam pilnują genotypu czy może już tylko jakiego robala?

Niedobór selekcji w NPL świadczy o kolejnej próbie ideologicznego przekształcania człowieka a w konsekwencji i lasów.

Przypisy
* NPL – Narodowy Program Leśny- http://www.npl.ibles.pl/
*„zapuszczoną puszczę” – nawiązanie do bezpardonowego, na zasadach ostracyzmu, odżegnywania się profesora K.Rykowskiego od poglądów dr. J.Łukaszewicza (również IBL) przedstawionych w artykule „Zapuszczona puszcza” Polityka, 6.12.2011; profesor jako aliant walczącego o likwidację gospodarki leśnej w nadleśnictw białowieskich A.Wajraka – „naczelnego ekologa kraju”.
*Riposta i zaproszenie A.Wajraka do udziału w NPL wystosowane przez prof. K.Rykowskiego w odpowiedzi na artykuł A.Wajraka opublikowany na łamach GW pt.: „Manifest Wajraka: Lasy stworzyły sobie państwo” GW, 8.02.2014 spotkało się z jednozdaniową odmową redakcji; można się zapoznać na stronach internetowych NPL.
http://www.npl.ibles.pl/sprostowanie-ws-artykulu-adama-wajraka-opublikowanego-w-gazecie-wyborczej

*Apel Haidelberski, Deklaracja Lipska – działania podejmowane przez społeczność międzynarodową uczonych i naukowców przeciwstawiających się ideologizowaniu nauki o klimacie.
* dr Gustaw Klaus, Prezydent Czech „Błękitna planeta w zielonych okowach , książka wskazująca na manipulacje w dziedzinie klimatu; prace popularnonaukowe profesora Stanisława Ostaficzuka („Palmy węglem nie biomasą”); analizy naukowców Instytutu Maxa Plancka, Uniwersytetu Winsconsin;
palmy_weglem_nie_biomasą- Stanisław Ostaficzuk

* prof. Jerzy Szwagrzyk , Zakład Botaniki i Ochrony Przyrody, uniwersytet Rolniczy w Krakowie– „Prawdopodobne zmiany zasięgów występowania gatunków drzewiastych – konsekwencje dla hodowli lasu„; opracowanie dla NPL; Panel Ekspertów – Klimat.
Prawdopodne zmiany Zasięgów Wyst.Gat - konsekwencje Hodowlo Lasu - J.Szwagrzyk

* prof. Kazimierz Rykowski, fitopatolog IBL Sękocin – „O hodowli selekcyjnej raz jeszcze „ (nr 15-16 z 2014 r).
*dr Czesław Kozioł, Dyrektor Leśnego Banku Genów – „Czy w NPL nie ma miejsca dla programu selekcji drzew leśnych „ ( LP 2014, nr 23), „Czego winniśmy oczekiwać od selekcji” (LP 2014 nr 24).
*„szast” – fragment Puszczy Piskiej, w której doszło w latach 90-tych XX wieku do zniszczenia przez huragan ogromnej połaci lasu, w którym pozostawiono nieuporządkowany obszar ok. 475 hektarów, nie badany intensywnie przez zwolenników pozostawienia takiej enklawy i jej intensywnego badania.
*”Stanowisko Rady Naukowej LBG Kostrzyca dotyczącej rekomendacji Panelu „Klimat”. (http://www.npl.ibles.pl/sites/default/files/artykuly/stanowisko_rn_lbg_klimat.pdf)
* prof. Andrzej Lewandowski, dr Daniel Chmura (Instytut Dendrologii PAN w Kórniku)- „Narodowy Program Leśny bez hodowli selekcyjnej„ LP 2014 nr 11.
* dr inż. Tomasz Walczykiewicz (Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej Państwowy Instytut Badawczy, Kraków) – „Wpływ zmian klimatycznych według wybranych scenariuszy IPC (A2, B1, A1B) na zasoby wodne w obszarach leśnych w Polsce – możliwy wpływ na ekosystemy leśne w perspektywie do 2030 i w dalszej perspektywie „opracowanie dla NPL; Panel Ekspertów – Klimat.
Wpływ zmian klimatycznych na zasoby wodne w lesiet_T.Walczykiewicz

*Harry G. Frankfurt – „O wciskaniu kitu” (ang.: On bullshit), wyd. Czuły Barbarzyńca 2014.
*Solomon Asch – prekursor psychologii społecznej, zasad i reguł wykorzystywanych m.in. już przez dr. J.P. Goebbelsa jak i dziś w celu manipulacji masami, urodzony w Warszawie w 1907 r (wyemigrował do USA w 1920).
*gatunki obce: powierzchnie badawcze A. Schwapacha w Polsce, „Obce gatunki drzew w gospodarstwie leśnym”. (S.Bellon, J.Tumiłowicz, S.Król), kontynuacja badań w zakresie gatunków introdukowanych w Niemczech
ekologizm, ekologiści – pojęcia nie związane z wiedzą i nauką Ekologi, lecz manipulujące społecznością wykorzystując naturalną ludzką miłość do natury i przyrody.
* Jerzy Dzik „ Dzieje życia na ziemi”  https://lubimyczytac.pl/ksiazka/74056/dzieje-zycia-na-ziemi

Zamieszczone referaty (oraz wiele innych) są ogólniedostępne na stronach IBL.

*

Choć minęło wiele lat, sytuacja w Polsce i w obszarze LP nie odnotowała zmian systemowych i strukturalnych, które uniemożliwiałyby narzucanie ideologii w miejsce rozsądku i racjonalności.
Kraj ponosi kolejne koszty złej organizacji, złego doboru ludzi, kardynalnych i niezgodnych z wiedzą rozwiązań prawnych: krajowych i międzynarodowych. Stan służb jest tak upolityczniony jak zarząd całego państwa, więc destrukcja kraju i majatku Polaków odbywa się bez wielkich ograniczeń. Obserwujemy rozkład państwa i jego powolny upadek.

 

W sieci, na każdym kroku, ludzie mają możność zapoznać się z różnymi teoriami. Najczęściej przedstawiają rzecz tak jak ma to odbierać zwykły, przeciętny płatnik podatku. I najczęściej nie ma to wielkiego związku z faktami.
Od dawna ratuje Puszczę też Artur Hampel (np. tu) – przedstawiany jako leśnik (przepraszam, które leśnictwo, czy nadleśnictwo, jaka szkoła i kiedy) w kwestii sprawstwa tego, co obserwujemy na obszarze trzech nadleśnictw: Białowieża, Browsk, Hajnówka. Bez końca wskazuje na ekologistów.

O tym jakie są metody manipulacji, jakie są jej cele każdy może przeczytać w wolnej chwili. O tworzeniu sztucznych autorytetów oraz sprzedawcach myśli także. Materiałów w tej materii jest naprawdę dużo.

Przypominam dziś artykuł z jesieni 2015 roku, w którym zamieszczone są skany pierwszych dokumentów przesądzających o zniszczeniu ogromnego majątku Polaków w Puszczy Białowieskiej. Artykuł został opublikowany w okresie ostatnich dni rządów PO-PSL. Nie zmieniam nic w jego treści.
W przedstawionych dokumentach nie widać podpisów żadnego z okropnych ekologistów. Są za to podpisy „patriotów”, „szczerych katolików”, ludzi „wielkiego serca”, wielokrotnie odznaczanych, – słowem współczesnej polskiej „elity”.
Zapraszam do artykułu z 2015 roku.

Kiedy podpisano wyrok na PUSZCZĘ BIAŁOWIESKĄ – czy samorządy będą współpracować z Lasami

Nie dawno wpadł mi w oko tytuł na jednej z pierwszych stron Lasu Polskiego „DGLP – Ramię w ramię z samorządami” (Las Polski 9/2015 str. 7). Bardzo ciekawy pomysł. Lecz mój sceptycyzm zaraz zapytał: czy to nie świadczy o tym, że wcześniej Lasy działały wbrew interesom samorządów? Pomysł DGLP ustawienia na piedestale współpracy z samorządami wydaje mi się kapkę zerżnięty z Macieja Nowickiego. Jeśli nie wszyscy pamiętają, to przypomnę, że był taki minister środowiska (2007–10), który kupił (w załączeniu linki do źródeł) artykuł u redaktora Adama Wajraka w „Gazecie Wyborczej”. W opłaconym artykule-wywiadzie przyjął bez zmrużenia powieką słowa redaktora, szkalujące społeczność leśników w sprawie niszczenia Puszczy Białowieskiej, będąc samemu w „mundurze leśnika”. Porównanie działań „oświeconego” Ministra Środowiska do cara Mikołaja II, jako jedynych dbających o interes Puszczy to rzadko spotykane kuriozum.  Ten minister, z tytułem profesora, nie potrafił zrozumieć, że reprezentuje całą służbę leśną i organizację PGL LP, która w scentralizowanym kaftanie robi to, co on właśnie wymyśli. (Faktycznie to najczęściej wymyślał Adam Wajrak, a minister ochoczo za to płacił. Nawet pewnie nie rozumiał, że to nie on zainicjował, lecz uległ sztuczkom jednego z działów Agora SA).

 Jest marchewka, kij ukryty
Wymyślił on sposób na Puszczę. Na Białowieską. Obiecał samorządom 100 mln zł, potem 200, a w porywach nawet 300 mln. Za zgodę na poszerzenie obszaru parku narodowego. To miała być przysłowiowa marchewka. Straszaka w tym czasie jakoś nikt nie widział.

 Jak wiemy samorządy nie wyraziły zgody na marchewkę.

Podjęto próbę zmiany prawa, by pozbawić samorządy możliwości decydowania o ochronie środowiska na własnym terenie, by przekazać te prerogatywy na ręce urzędników szczebla centralnego, do których środowiska ekologiczne mają łatwiejszy dostęp i których byt nie jest związany z obszarem ich decyzyjności.  Dobitnym przykładem, choćby wskazany na wstępie artykuł Gazety Wyborczej, Adama Wajraka.  Jak pamiętamy, cały wysiłek w kierunku ograniczenia lichej wciąż samorządności w Polsce kierowany przez środowisko GW ugrzązł, a w końcu padł w Sejmie. (Rozpoczęto więc zbiórkę podpisów pod petycją, by w całej Polsce ograniczyć samorządność. I choć wielu skusił lep „ochrony Puszczy”, to zbrakło sił w Sejmie i projekt padł. )

Naturalnym więc było, że trwający od dziesiątek lat proces likwidacji Puszczy Białowieskiej musiał znaleźć inną drogę.

Swoją drogą to bardzo ciekawe doświadczenie – ludzie ochoczo zbierali podpisy pod niszczeniem demokracji i samorządności, skrywanej pod płaszczem walki o „ochronę Puszczy”. Lecz w dalszym ciągu nikt nie widział w tym jeszcze straszaka?!

Nie jest to jedyna zbiórka podpisów, w której z wyrachowaniem wykorzystywani są ludzie, często i leśnicy, by w gruncie rzeczy podpisywać się pod szkodliwymi petycjami. Warto się zastanowić, do czego zmierza ta ostatnia, „w sprawie lasów i polskiej ziemi”. Czy rzeczywiście idzie o ochronę lasów (Lasów)? A może o to, by je ochronić dla jakiegoś konkretnego celu?

Warto przypomnieć, tym co pamiętają tylko na dwa dni do tyłu, że stowarzyszenia ekologiczne i bojowcy „ekologistyczni” wspierani tytułami naukowymi przez 25 lat nie umieli przekonać miejscowych i złożonych z nich przedstawicieli samorządów do swych racji. Może mówią innym językiem? A może przedstawiane miejscowym społecznościom prawidła nie wydają się prostym chłopom wiele warte?

Gdzie się skrył straszak. Gdzie był kij schowany, skoro marchewkę ślepy by dostrzegł? Czy nikt nie widział straszaka?

Pamięć jest mocna, ale krótka. Sięga na dwa dni do tyłu – mawiano u Sowy o własnych rodakach. Czy bardzo się mylono?

 Współdziałanie, w cudzysłowie

W 1997 r. miało miejsce kilka spotkań, konferencji, zjazdów i „zajazdów”. Kogóż wówczas nie było, któż w nich nie uczestniczył. Prof. Ludwik Tomiałojć wspomina: przy okazji Kongresu Leśników Polskich oraz podczas wspólnych konferencji z leśnikami, zorganizowanych przy współudziale Komitetu Ochrony Przyrody PAN. Były to spotkania w Zielonce pod Poznaniem, w Sękocinie pod Warszawą i w Białowieży. Efektem konferencji sękocińskiej było nawet wspólne z Komitetem Nauk Leśnych PAN* podpisanie uchwały (1998) mówiącej ni mniej ni więcej, że docelowo cała Puszcza Białowieska zasługuje na to, by stać się parkiem narodowym… („Dzikie Życie”, nr 9/2011 ).

W tym czasie ministrami środowiska byli m.in. Stanisław Żelichowski z PSL (X 1993– X 1997) oraz Jan Szyszko z AWS (X 1997 – X 1999)- dziś PiS. Natomiast dyrektorami generalnymi LP Janusz Dawidziuk i Konrad Tomaszewski.

W roku, kiedy podpisano uchwałę, o której wspomina prof. Tomiałojć podjęte zostały także praktyczne działania: dyrektor generalny LP dr Konrad Tomaszewski wydał zarządzenie nr 48/1998 zakazujące pozyskania na terenie Puszczy Białowieskiej drzew i drzewostanów powyżej 100 lat.

 

 

 

 

Każdy leśnik ma świadomość, że wiek rębności większości gatunków drzew wynosi powyżej 100 lat. Decyzja ta idąca w kierunku praktycznego ideologizowania dębu nie wiele miała związku z nauką i praktyką, nie tylko w zakresie leśnictwa. Tym samym zarządzenie doktora nauk leśnych i Dyrektora Generalnego zamykało istnienie leśnictwa na terenie trzech nadleśnictw Puszczańskich do perspektywy wieku stu lat występujących tam drzewostanów. Po tym terminie gospodarka leśna na tym obszarze straciła by rację bytu. Z pewnością wpływ na tą decyzję miały konferencje i spotkania oraz decyzje

prof Jan Szyszko Minister Środowiska
prof Jan Szyszko Minister Środowiska

Ministerstwa Środowiska, w czasie gdy ministrem tego resortu był profesor nauk leśnych.

Czy te działania były konsultowane ze społeczeństwem. Czy były konsultowane z samorządami?

Organ centralny nie zwykł czegokolwiek konsultować, gdy mu się wydaje, że najlepiej jest tak, jak mu się wydaje. Samorządy mają więc doświadczenie ze współpracą z Dyrekcją Generalną Lasów Państwowych i Ministerstwem Środowiska.

Decyzja MŚ, Cz. Śleziaka (SLD) z 2003 roku, str.1
Decyzja MŚ, Cz. Śleziaka (SLD) z 2003 roku, str.1
Decyzja MŚ, Cz. Śleziaka (SLD) z 2003 roku, str.2
Decyzja MŚ, Cz. Śleziaka (SLD) z 2003 roku, str.2

Czy pamiętają?
Czy pamiętają Ministra Czesława Śleziaka (SLD), który prawem „polskiej demokracji” zmienił opracowane Plany Urządzania Lasu nadleśnictw puszczańskich wklejając weń w 2003 roku własne koncepta, które zmieniły diametralnie stan i sposób działania zaplanowane w operatach?
Kilka lat temu ponowiono „współpracę” z samorządami.

Szczebel centralny, szczebel lokalny
Tajemnicą poliszynela jest, że plany urządzania lasu obejmujące trzy puszczańskie nadleśnictwa, zredukowały prace gospodarcze i etaty cięć do 10–15% możliwości produkcyjnych środowiska leśnego. Redukcja pozyskania na żyznych obszarach puszczańskiego lasu doprowadziła do tego, że miejscowa ludność została pozbawiona możliwości zaopatrzenia się w drewno opałowe.

Operaty zostały sporządzone przez Biuro Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej, którego dyrektorem pozostaje doktor nauk leśnych Janusz Dawidziuk i zatwierdzone w 2012 r. przez ówczesnego podsekretarza stanu i głównego konserwatora przyrody Janusza Zaleskiego, leśnika, dziś (artykuł powstawał czerwiec-sierpień 2015) zastępcę dyrektora generalnego LP, w czasie obejmowania urzędu Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych przez Adama Wasiaka i kierowania Regionalną Dyrekcją Lasów Państwowych w Białymstoku przez Ryszarda Ziemblickiego. Jaka była droga do zaistnienia tych operatów, Panie dyrektorze Januszu Zaleski?

Czy to jedyny straszak, Panie Dyrektorze Generalny, Panie Ministrze? Czy jest coś pod ręką, gdyby samorządy znów nie garnęły się do współpracy?

Gdy dziś czytamy, że DGLP chce współpracować ramię w ramię z samorządami, to przytoczone przykłady uczą, że nie jest to możliwe. Że interes samorządów jest zgoła inny niż interes lobbystów, którzy jakkolwiek nie mają czego szukać w samorządach, to w urzędach centralnych załatwiają co i jak chcą.

Nadleśnictwa potrafią współpracować z samorządami, a przykłady tej współpracy zostały wymienione w artykule. Ale nie będą współpracować z samorządami Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych i Regionalne Dyrekcje Lasów Państwowych. To nie dla nich, te jednostki mają inne zadania. Ważniejsze.

One mogą współpracować np. z FSC.
Zakaz wycinki 100 letnich drzew? – DGLP uprzejmie służy.
Likwidacja gospodarki leśnej? – ależ oczywiście, rozumiemy, zadziałamy tak, jak trzeba.
Natura 2000? – jak najbardziej! Mało tego – stworzymy „wzorzec” dla całego cywilizowanego świata.
Bobrowniczowie? – ależ oczywiście. Pytanie tylko – jeden czy dwu na terenie nadleśnictwa?

Tak wyglądają przykłady centralnej współpracy z samorządami i wizja ich rozwoju.

 Paciorki dla autochtona
Struktura organizacji LP, jako głęboko scentralizowana nie przystaje do dzisiejszych czasów (pisałem o tym kilka lat temu: „LP „ 3/2011 oraz „LP” 7/2012). Jest szkodliwa dla kraju, jego mieszkańców i państwa, ponieważ decyzje centralne nie uwzględniają potrzeb ludzi a łatwo się otwierają na różnego rodzaju lobby, ideologiczne i polityczne. Mam nadzieję, że wystarczająco wyraźnie dowiodłem, że inicjatywy centralne mające służyć samorządom – jak ta w sprawie wsparcia samorządów puszczańskich – odbywają się na zasadzie medialnej marchewki, ale oferowanej dopiero po tym, jak wcześniej samorządom przetrącono kręgosłup. Przetrąciły go decyzje nie nadleśnictw i leśników, lecz Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych  i Ministra Środowiska.

Dla tych centralnych urzędów nie liczy się mieszkaniec gminy, autochton czy „nasz rodzimy Indianin” spod Białowieży. Bardziej istotny jest warszawski lub wrocławski lobbysta, który niszcząc miejscowych, zaprowadzi własne, miejskie wyobrażenie o Puszczy i stworzy świat zgodny z jego własną wizją. Co nie jest z nią zgodne, należy zniszczyć: przesiedlić „Indian do rezerwatów”, reedukować (czytaj: indoktrynować) lub pozbawić ich możliwości opału. Wtedy będą skłonniejsi do ustępstw. Pod ręką zawsze jest „flaszka wody ognistej”, czy szklane paciorki, które w warunkach puszczańskich przybierają różnorakie postaci….

Moim zdaniem tak hołubiona Ustawa o lasach (1991) wzmogła, w stosunku do minionego okresu, centralizm i polityczne zależności. Powoduje to, że kontakty z ludnością miejscową są ograniczone, a z samorządami jedynie kurtuazyjne. Centralne wspomaganie określonych regionów ma wymiar okazjonalny i celowy, co nie buduje w rzeczy samej żadnych istotnych i trwałych relacji.

Wspominanie o rzeszy zatrudnionych (DGLP szczyci się, jakąż to pokaźną liczbę miejsc pracy generuje leśnictwo), gdy realny potencjał i zasoby będące w gestii nadleśniczych nie mogą być w pełni wykorzystane, to szczyt hipokryzji.

Incydenty
Z pewnością jest wiele przykładów, gdy zaangażowanie nadleśnictw wiąże i wspomaga lokalny byt. Lecz ma to związek wyłącznie z dobrą wolą i chęciami. Dobrze, gdy są one spójne z interesem lokalnym. Cóż jednak, gdy nie mają z nimi związku lub nawet są sprzeczne?

Brak powiązania strukturalnego i podatkowego z gminami nie stworzy trwałych relacji. Nie można bowiem nazwać nimi obietnic zasilenia samorządów puszczańskich inwestycjami, o których ostatecznie przesądzają Lasy. Przecież one nie tak dawno pokazały kij. Mało tego – nie tylko pokazały, ale przetrąciły nim kręgosłup wiejskiej ludności, która od wieków była związana z miejscowymi leśnikami. Czy w ten sposób można cokolwiek trwałego zbudować, Panowie i Panie DGLP i MŚ?

Dziś mamy do czynienia ze współpracą okazjonalną, a nie z trwałymi związkami budującymi wspólną przyszłość. Mnie to przypomina dawne akcje sadzenia lasu (po to by dziś w połowie zgnił!), albo bardziej współczesne, wspólne grillowanie.

 

Czy można kupić artykuł w „Gazecie Wyborczej”?  – http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/184257,Czy-mozna-kupic-artykul-w-Gazecie-Wyborczej-

Sympatie i antypatie Wajraka –    http://www.newsweek.pl/sympatie-i-antypatie-wajraka,54806,1,1.html
Gazeta Wyborcza, czyli kup sobie artykuł  –   http://www.wiadomosci24.pl/artykul/gazeta_wyborcza_czyli_kup_sobie_artykul_128338.html

 Nie znajdziemy już na stronach Nadleśnictw: Białowieża, Browsk, Hajnówka pełnej informacji na temat manipulacji jakich dokonywał Wiceminister Środowiska Janusz Zaleski w kwestii Planów Urządzania Lasu dla tych Nadleśnictw. Byłem przekonany, że tak się stanie i dlatego pozwoliłem sobie wcześniej zapisać je na swoim dysku i na dysku Google. Można się z nimi zapoznać tu: https://drive.google.com/folderview?id=0B44ChPZQfK22eFg1cG1YMm1iM1E&usp=sharing

Mam nadzieję, że zainteresowanie tym przejawi w końcu i Prokuratura, bo straty materialne są konkretne.

Artykuł ukazał się pierwotnie na łamach Lasu Polskiego 18/2015 (16-30.09.2015), pt.: „Samorządy a współpraca z Lasami”


Fragment ulotki wydanej przez DGLP. Ostatnie 30 lat doprowadziły Puszczę do stanu jak na 2 obrazie, lecz niewiele z tym wspólnego maja leśnicy.
Fragment ulotki wydanej przez DGLP. Ostatnie 30 lat doprowadziły Puszczę do stanu jak na 2 obrazie, lecz niewiele z tym wspólnego mają leśnicy.

W grudniu tegoż 2015 roku artykuł został zamieszczony w sieci, m.in tu: ekologia.pl
*Komitetet Nauk Leśnych PAN – zawiadywany przez prof. Andrzeja Grzywacza; dziś już nie istniejący Komitet, został zlikwidowany wraz z odejściem profesora na zasłużony wypoczynek.
*„nasz rodzimy Indianin” spod Białowieży – określenie użyte po raz pierwszy publicznie przez autora kilka lat wcześniej, wykorzystywane później nagminnie, mam nadzieję że pozwala uświadamiać szerszej rzeszy ludzi, krzywdę jaka się dzieje w Puszczy i regionach, gdzie żyją jeszcze ludzie w zgodzie z naturą i z natury, którzy przeszkadzają miastowym i innym obcym w pseudohumanizowaniu środowiska i zawłaszczaniu go dla ideologicznego chciejstwa.
W artykule A.Hampla  (Puszcza Białowieska? Ludzie dali się ogłupić…” – w którym ogłupia autor, zapisałem wersję z dnia 6.08.2019 20.30) wskazywanych jest wiele nieprawdziwych danych. O zniszczeniu lasu przesądziły decyzje urzędników państwowych. A straty w surowcu były wskazywane przez Ministra Szyszko w Sejmie w 2015 roku w wielkości ok. 3,5 miliona metrów sześciennych natomiast po 3 latach rządów PiS inwentaryzacja wskazywała już na 7,5 miliona metrów sześciennych. Dodając do tego ok. 1-1,5 miliona metrów drewna niezainwentaryzowanego (bo się w międzyczasie rozpadło) daję masę ok. 9 milionów metrów sześciennych surowca. Wartość tego surowca to ok. 3 miliardów złotych. Całkowita wartość strat dla Polski i Polaków  może dochodzić kilkunastu-kilkudziesięciu miliardów złotych. Straty niematerialne są trudne do oszacowania, ale zwykle są wyższe od strat materialnych.

Decyzja 48/1998 DGLP

Próbowałem trzykrotnie. Nawet na początku nie zwróciłem uwagi, na to, że „W sensie” uzależnia opublikowanie polemiki od zgody autora. Nie napisałem, że to BEZ SENSU. Że to żaden standard dla medium, które głosi swą niezależność, wolność, etc. Że wskazuje na etykę, morale, niepodległość, suwerenność, patriotyzm. – Pustosłowie? Kolejna manipulacja?
Czy wiemy co to jest manipulacja?

A może wskazując na igłę nie widzi belki we własnym oku?
Ograniczanie dyskusji, kreślenie komentarzy, wskazywanie na półprawdy, pomijanie faktów…. Ale zostawmy to, bo bez sensu …

Nagłówek felietonu Piotra Lutyka na portalu "W sensie"
Nagłówek felietonu Piotra Lutyka na portalu „W sensie”

Manipulacja ekologizmu
Wróćmy do tekstu, który wielu zachwycił. „Bohater naszych czasów” przedstawił prawdziwe oblicze ekologizmu? Czemu jawi się w nim mój kraj jako bezbronny baran na rzeź prowadzony. Co za okropna Unia? A może tylko, i aż – Lutyk?
Okazuje się, że wciąż najlepiej poszukać zewnętrznego barbarzyńcy, który bez końca, bez litości nas łupi, grabi i morduje.
To dziwne, że w żadnym innym kraju Unii nie pada takie cudo jakim jest/była Puszcza Białowieska? Czy rzeczywiście to dziwne? Ma Polska od trzech dekad takich apologetów ojczystej przyrody. Lutyk – ?
Kiedy tenże Piotr Lutyk wdrapywał się na jakąś barykadę i bronił tego cudu? A może nie widział „Sensu”? A może dla niego rzecz zrozumiała i Konieczna, by nie rzec, że Zaleska, Szyszkowa, Korolcowa. By nie rzec, że Tomaszewska.
Ośmielam się stwierdzić, że i Lutykowa.

Ta bezbronność barana
Baran to nie tylko synonim bezbronności i kompletnego braku oporu. To także synonim głupoty. Co jest bliższe Piotrowi Lutykowi, który nas kieruje na barykadę przeciwko Unii?
Ta barania bezbronność, w rozumieniu obu tych synonimów, to wynik braku refleksji aparatu rządowego wszystkich rządów pomagdalenkowych, przyjmujących bez sprzeciwu wszelkie pomysły UE.

Nie tylko to zresztą przyjmujących
To wynik przyjmowania przez Polskę znacznie większych restrykcji w wielu dziedzinach niż zakładają przepisy międzynarodowe, które przyjmują kraje członkowskie Unii. Kim są ludzie, którzy w imieniu Polaków je przyjmują?
Autor brał w tym udział albo aktywnie (przyjmując określone rozwiązania prawne na terenie RDLP Warszawa) lub biernie – przyglądając się. Rzecz tyczy nie tylko polskiej wersji Natura 2000 czy przyjmowanych warunków tzw dziedzictwa Unesco.
Mija się też z prawdą, wskazując, że w Polsce ogranicza się pozyskanie do 70 procent przyrostu. Nie jest zbyt biegły w zapisach Instrukcji Urządzania Lasu (gdzie jest mowa o 50 procentach a dopiero od roku 2014 – 60 procentach).
Przecież po to się robi analizy w ramach urządzania lasu, liczy przyrosty, możliwości produkcyjne by z nich korzystać. Każde odstępstwo od tej wiedzy i nauki przestaje nimi być. Staje się ideologią, decyzją polityczną, sabotażem gospodarczym. Jakby to nazwał Józef Maria Bocheński – zabobonem.
Dodając własne ekoidiotyczne rozwiązania prominentni zarządcy LP wskazują do zgnicia dodatkowe powierzchnie leśne pod postacią niedorębów, ekotonów, drzew zasiedlonych, powierzchni referencyjnych, namnożonych powierzchni ochronnych wokół gniazd, czy też wprowadzają zakazy pozyskania drzew i drzewostanów powyżej 100 lat, to wraz z Piotrem Lutykiem przeznaczają na unicestwienie ponad 50 procent leśnego majątku Polaków.
I od 30 lat wskazywał tenże Piotr Lutyk Polakom, w ramach szkoleń i edukacji, że tylko zgnicie takiej masy leśnych zasobów przysporzy mieszkańcom kraju szczególnej nobilitacji, a krajowi szacunku i uznania na arenie – może międzynarodówki ekologistycznej? A może na arenie związanej z synonimem barana?
Czemu więc Piotr Lutyk obrusza się na propozycje Adama Wajraka, który proponuje w swej głupocie, mniej (tylko 20 procent) niż już się dzieje?
Obaj są zwolennikami podobnej ideologii. Tylko, że Adam Wajrak czyni to z pozycji amatorskiego ideologa wajractwa ekologistycznego, podczas gdy Piotr Lutyk jest dyspozycyjnym i czołowym członkiem organizacji, która pilnuje z „nahajem” by rzecz się działa.
Obaj są zwolennikami samorództwa, gdyż obaj pokładają wiarę w to, że zgnicie drzew i lasu przynosi nową i doskonalszą jakość w lesie. Za Wajrakiem stoją organizacje ekologistyczne często subsydiowane przez obcych donatorów i krajowych „Lutyków”, a za Piotrem Lutykiem obóz władzy (czy raczej obozy władzy), którego ideolodzy budując „prawo krajowe” faktycznie zrujnowały Puszczę Białowieską i szykują kolejne armagedony (np.: węglowość w lesie, likwidacja gospodarki na kolejnych obszarach leśnego majątku Polaków).
Dumne wskazywanie na to, że tylko 30 procent lasu ma zgnić (wskazałem, że to mocna nieprawda i tyczy ponad 50 procent lasu) dowodzi, iż jest Piotr Lutyk zwolennikiem ekoterroryzmu na skalę większą niż Adam Wajrak, który oczekuje by zgniło tylko 20 procent.
Ale można rzecz przedstawić jak czyni to autor, że to Adam Wajrak jest tym szatanem a samemu, że jest się niewinnym aniołkiem. Temu służą słowa, które w gruncie mają odwrócić uwagę od zniszczeń jakich dokonano w materii leśnej naszego kraju. I jakich wciąż dokonuje się w etyce i ludzkich umysłach.
Mamy sabotaż gospodarczy, który jest problemem wewnętrznym, a nie wrogim atakiem obcych czy Unii. Sabotażu – ekologistycznego zidiocenia, w którym aktywnie uczestniczył autor i który był motorem jego ścieżki kariery. I wielu mu podobnych (tu wskażę na „patriotyzm” czytelników „Prawego lasu”). Po drodze doprowadziło to do wypłynięcia i osiągnięcia znaczenia przez ludzi typu Adam Wajrak, także dzięki zasilaniu go przez budżet kraju. Jego (A.Wajraka) wiedza i ideologia niewiele się w sumie różnią od tej, której dokonuje Piotr Lutyk. Natomiast realne szkodnictwo doktora wydaje mi się większe od tego – ledwo maturalnego – rodem z Gazety Wyborczej.
Las to żywa substancja i żywe drzewa, gwarantujące wszelkie funkcje społeczeństwu
W tym funkcje gospodarcze w sposób trwały. Każde ograniczanie funkcji, w tym gospodarczych, nie ma racjonalnego uzasadnienia i jest ideologią. Leśnik stoi na straży wiedzy i praktyki, które gwarantują LAS i jego wszystkie funkcje. Działania niezgodne z tą racjonalną i praktyczną stroną leśnictwa nie są godne miana leśnika. Działania, które rujnują dobrostan kraju i mieszkających tu ludzi tym bardziej nie zasługują na leśny mundur. To chwilowe przywłaszczenie.

Czemu ma zgnić 30 procent polskich zasobów
Czy ABW dała na to przyzwolenie? A może Kohl podpowiedział wraz z Sorosem, i wciąż wspomaga ten kierunek „rozwoju”?

Ile kosztowała leśna manipulacja

Ilustracja do artykułu o manipulacji ze strony: https://lady.izvestia.kiev.ua/item/show/428 Психология 8 правил общения с манипуляторами
Ilustracja do artykułu o manipulacji ze strony: https://lady.izvestia.kiev.ua/item/show/428
Психология 8 правил общения с манипуляторами

Nie jest kwestią to, że istnieje manipulacja. Kwestią jest to, że nie istnieje obrona przed nią, i brak właściwej edukacji w kierunku zdrowego rozsądku.
Przypomnę, że to państwo i jego urzędy pompują ogromne środki na rzecz stowarzyszeń, edukujących ludzi w kierunku przeciwnym niż zdrowy rozsądek. Czynią to od 30 lat.
Miliony złotych wydawały Lasy Państwowe, w tym zarządzana przez Piotra Lutyka Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Warszawie, w kierunku edukacji o szkodliwości pozyskania drewna (gdyż marginalizująca lub wręcz ukrywająca przed ludźmi ten „niecny proceder”), insynuująca społeczeństwu, że w warunkach Polski użytkowanie lasu koliduje z pozaprodukcyjnymi funkcjami lasu, o nadzwyczajnej wartości martwego drewna wraz z uchwalaniem „praw kaduka” do jego mnożenia. Te leśne manipulacje i idące za nimi praktyczne rozwiązania i działania (mające znamiona sabotażu gospodarczego) ubogacały (niekoniecznie różnorodność) krajów sąsiednich. Rujnowały i rujnują Polskę. – Samo się nie stało, Panie autorze, unurzany w manipulacji na ogromną skalę i na ogromne pieniądze. Brał w tym udział. A może nie kojarzy jednego z drugim?
Trudno oszacować stan strat jakie poniosła i ponosi Polska w wyniku działań manipulacyjno-edukacyjnych organizowanych i zasilanych przez Lasy Państwowe oraz Ministerstwo Środowiska. To nie prosta kwota wydatków i wartości zmarnotrawionego majątku. To wielokrotność tych kwot mogących potencjalnie stanowić obrót zasilający społeczeństwo i państwo – gdy patrzymy na wartość materialną. I ogromne zniszczenia etyczne i moralne. Wystarczy się wczytać w słowa, które przekazuje autor w swym artykule na portalu „W sensie”.
Również i to, że „W sensie” za standard uważa, że polemika to rzecz głęboko przekonsultowana z autorem. Nie wiem skąd ta definicja polemiki? Czyż to nie przykład wyniszczenia etycznego do jakiego doprowadziła „dyktatura ciemniaków” ostatnich trzech dekad.
Standardy w świecie mediów, szczególnie tych mieniących się niezależnymi, jakie są, widzimy dzień w dzień. Pewnie na tym polega patriotyzm, prawicowość, lewicowość, niezależność i wolność…. Którym zapychane są ich szpalty, łamy, etc – manipulacja narodowymi świętościami.
Cenzura właścicielska nie jest wszak cenzurą? Bo nic na ten temat nie ma w Konstytucji. A może nie istnieje?  – Zapraszam redaktora „W sensie” do zamieszczenia polemiki. A może P.Lutyk…

Artykuł ukazał się na portalu „W sensie” 15 marca 2019 roku:
Piotr Lutyk „Ekologia polityczna” : Do czego może służyć przyroda? Rzecz o manipulacji

Piotr Lutyk – działacz i aktywista NSZZ Solidarność, współdziałający przy tworzeniu Ustawy o lasach, były Dyrektor RDLP Warszawa, były Naczelnik ds ochrony lasu w RDLP Warszawa, czy twórca pokładów jemioły w RDLP Warszawa?
Polemika na portalu „Monitor leśny” –
 Manipulująca ekologia
Manipulacja – 21 technik –
https://destrudo.pl/manipulacja-techniki-manipulacji/

Abiogeneza Arystotelesowska
Arystoteles (384-322 r. pne)

Abiogeneza
Teoria, według której żywe organizmy powstały z materii nieożywionej to samorództwo lub abiogeneza. Niektórzy rzecz nazywają samorództwem naiwnym lub abiogenezą Arystotelesowską. Pojęcia te nie mają żadnego związku z powstawaniem życia na ziemi.

Arystoteles (384-322 r p.n.e.), którego przedstawiać nie trzeba, twierdził, że abiogeneza jest obserwowalnym faktem (wskazywał np. na myszy powstające z brudnego siana, szczury ze szmatek, mszyce z rosy opadającej na rośliny, pchły z gnijącej materii, muchy z mięsa itd.).
Z czasem poczęto kontestować obowiązujące dogmaty. Ostrożnie, nieśmiało, z pewną bojaźnią zaczęto zadawać pytania. Czy wiara jest wystarczającym elementem dla uzyskania odpowiedzi na nurtujące pytania najczęściej nie mające przecież związku z istotą wiary?
Rozwój wiedzy, nauki spowodował, że trwająca dwa tysiące lat teoria arystotelesowkiej abiogenezy przestała się jawić jako rzecz skończona, zamknięta i niepodważalna.

Francesco Redi
Francesco Redi

 

 

W XVII wieku Francesco Redi (18 II 1626- 1 III 1698), Włoch, jako pierwszy wzruszył istotę abiogenezy.
W 1668 roku opublikował wyniki swojego eksperymentu, które zaprzeczały niektórym tezom Arystotelesa. Czy wiele ryzykował?
Tylko 68 lat wcześniej (1600 r) spłonął na stosie ŚWIĘTEJ INKWIZYCJI Giordano Bruno, który nie zgadzał się między innymi z Arystotelesem (a także z doktryną Tomasza z Akwinu).
Jeszcze w połowie XIX wieku pokutowało przekonanie o samorództwie ropuch i węgorzy. Dopiero Louis Pasteur stwierdził, że samorództwo nie istnieje nawet w przypadku bakterii.

 

 

 

Doświadczenie F. Rediego
Doświadczenie F. Rediego

Minęło 350 lat.
Mamy XXI wiek.
Czy to wiek odradzania się teorii samorództwa?
Wydawałoby się, że w dzisiejszych czasach teorie, że coś może się wykluć z niczego, że nagle pojawi się życie z materii nieożywionej nie znajdą zrozumienia i posłuchu.
Czy rzeczywiście ludzie odrzucili teorie samorództwa po doświadczeniach Pasteura?
Nie wszędzie.
Wydawało się, że materializm i nauka wypleniły ciemnotę choć w tym zakresie. Jednak okazuje się, że w określonych okolicznościach wielu ludzi z łatwością jest skłonna wrócić do wiary w teorię samorództwa. W określonych okolicznościach. W pewnym zakresie.

 

 

 

Adam Wajrak piewca dzięcioła i obrońca dębów
Każdy człowiek kocha naturę, kocha przyrodę, drzewa, krzaki i zwierzęta. Najbardziej te leśne, a najmniej te z chlewu, obory czy świńskiego obozu koncentracyjnego.

Dla wielu najważniejszy wyznacznik naturalnosci Puszczy Białowieskiej - prof Wesołowski, A.Wajrak; oznaka umysłowego samorództwa na równie z manipulacją;
Dzięcioł trójpalczasty

Jeśli więc ktoś wskaże Kowalskiemu, że X-siński niszczy przyrodę, łamie krzewy to go Kowalski przestanie lubić. Będzie w mniej lub bardziej aktywny sposób protestował.
Jeśli przez dziesiątki lat wskazuje się Kowalskiemu, że wycięcie drzewa w lesie powoduje szkody, gdyż uniemożliwia w ten sposób bujny rozwój natury, to Kowalski nabiera przekonania, że ktoś (leśnik i drwal) czynią zamach na jego las, by mu go zniszczyć.
Jeśli przez dziesięciolecia Kowalski nie słyszy nic innego, to nie należy się dziwić, że nabiera przekonania, iż wycinka drzew w lesie rujnuje ojczystą przyrodę.
Gdy na dodatek telewizja wyświetli reportaż, w którym redaktor Adam Wajrak pięknie naśladuje trzepot liści dębu na gałązkach drzewa oraz szum wiatru w koronach dwustuletniej osiki, to Kowalski z pewnością już do końca życia nie będzie obojętny na jazgot piły motorowej i widok drwala czy leśnika.
W oczach Kowalskiego, są to elementy destrukcji ojczystej przyrody, które wprost prowadzą do jej zguby.
Jest też święcie przekonany, że tylko zgnicie drzewa w lesie jest wartością, która utrzyma las i ojczystą przyrodę w należytym stanie. Bo przecież redaktor Adam Wajrak mówił o niedopuszczalności wycinki i pokazywał jak bogaty staje się las, gdy drzewa same gniją i się rozkładają. Bez porównania bogatszy byłby każdy zakamarek polskiego lasu, gdyby jak najwięcej w nim gniło drzew?! Bo przecież Pan Redaktor tak ładnie się kołysał i szumiał na wietrze w samym centrum puszczańskiego matecznika!
Jasnym staje się dla Kowalskiego, że zgnicie drzew w lesie wzbogaca go, a wycinka i wywóz zubaża. Każda wyprodukowana decha, to krzywda Kowalskiego, to zguba jego lasu. A każde zgnite drzewo to wzrost jego dobrobytu i bogactwa w lesie.
Wystarczyło dwie dekady niezbyt silnej indoktrynacji by ludzie uwierzyli, że korzyści osiągną nie z pracy i produkcji lecz ze zgnicia i wytężonej obserwacji tych procesów. By uwierzyli, że zgnicie drzew wzbogaci nie tylko ich osobisty i krajowy dobrostan lecz także, że wzbogaci zasoby ojczystej przyrody!
Aż dziw, że Kowalski nie cieszy się, gdy mu chleb w chlebaku zgnije, wzbogacając jego osobistą różnorodność biologiczną. Jego i jego osobistej żony i ukochanych dziatek. Może nie zdążył obejrzeć ostatniego reportażu swojego ulubionego Redaktora, tym razem z …. kuchni ….
To rzekome wzbogacanie natury i lasu przez ubytek żywych i witalnych drzew i zamienianie ich w próchno, w którym rzekomo następuje „erupcja nowego życia” i znaczący ponoć wzrost różnorodności przyrodniczej ma właśnie ścisły związek z odradzająca się wiara w teorię samorództwa.
Jak można uwierzyć, że rozkład materii organicznej (bo pochodzącej z drzewa) może wzbogacić przyrodniczo las? Dla Kowalskiego sprawa jest jasna i oczywista. Nauczył się od Redaktora i od Redakcji .
Pozwolę sobie wyjaśnić całą tą szarlatanerię, którą natchnięto Kowalskiego. Rozkład materii odbywa się w wyniku działań OBECNYCH w lesie mikroorganizmów. Nikt ich do lasu nie przywozi! Z pewnością nie czyni tego nocną porą Redaktor Adam Wajrak i jego towarzysze ze Stowarzyszenia na Rzecz Wszystkich Istot. Te organizmy są w lesie obecne. Były i będą, niezależnie od tego jak pięknie będzie szumiał w mateczniku nasz ukochany/ululany Pan Redaktor.
W gruncie rzeczy nie mamy bowiem do czynienia ze wzrostem bioróżnorodności (bo wówczas musiałyby się pojawić nowe gatunki, czego dotychczas nasz ulubiony/ululany Redaktor nie komunikował). Mamy do czynienia jedynie ze zmianami ilościowymi – ze zwiększoną ilością organizmów wcześniej już tam obecnych!
Nie należy się temu dziwić, i nie należy przypisywać tego trzepotowi liści dębu ładnie odwzorowywanemu przez Redaktora Gazety Wyborczej. Naturalnym przecież jest, że w momencie pojawienia się w lesie większej ilości zamierających i martwych drzew zwiększy się ilość obecnych organizmów. Ale nie wzrasta liczba gatunków, więc bogactwo przyrodnicze, ta hołubiona różnorodność gatunkowa pozostaje bez zmian.
Warto sobie uzmysłowić – zwiększa się ilość typowych dla rozkładu drewna organizmów , ale nie zwiększa się ilość i różnorodność gatunków tych organizmów. Ta pozostaje na stałym poziomie lub nawet ulega redukcji, w skrajnych przypadkach.
Ekologia uczy, że nie ma żadnych gwarancji, iż za jakiś czas układ przyrodniczy zwany lasem znów wróci do znanej nam postaci (co często wskazują ekologiści przy okazji upadku Puszczy Białowieskiej na terenie trzech puszczańskich nadleśnictw). Ekologiści łudzą, że to nastąpi. Nie jest to wykluczone, tak jak nie jest wykluczone, że w końcu uda mi się wygrać główną wygraną w Lotto.

Pokłady samorództwa
Wpływ na społeczeństwo, jaki w Polsce osiągnęło samorództwo jest OGROMNY!
Kilka lat temu Ewa Siedlecka (Gazeta Wyborcza) spopularyzowała pogląd, że istotą zamierania świerczyn w Beskidzie Śląskim jest ich „złe” pochodzenie.
Zastanawiałem się wówczas, czy gdyby Senegalczyk, czyli Afrykanin, będąc w Polsce zachorował na zapalenie płuc, to Pani Redaktor Gazety Wyborczej byłaby przekonana, że to tylko z tego powodu, że jest Senegalczykiem a tym samym jest obcego pochodzenia! Samorództwo kolejnej redaktor Gazety Wyborczej.
Znamienne, że to ta gazeta nadaje kierunek dzisiejszemu samorództwu.
Presja teoretyków i aktywny napór medialny, oświeconych celebrytów (jeśli to możliwe, by celebryci byli oświeceni) i „ekspertów”, wyrastających jak grzyby po deszczu, powodują, że wszelkie etyczne zahamowania i ograniczenia znikają. Albo samoistnie albo przez napór, szantaż czy manipulacje. SAMORÓDZTWO, SAMORÓDZTWA, SAMORÓDZTWIE – zdają się krzyczeć wokół mnie, osaczać w domu, pracy i zagrodzie ….
Czy jest jakieś zaciszne miejsce, gdzie usłyszę tylko ciszę….
Kraj zanieczyszczony, brudny i ubogi, od dziesiątek lat walczy pod przewodnią siłą elit ekologistycznego wariactwa by zniszczyć własne zasoby naturalne. Bo lasy są właśnie takim odtwarzalnym zasobem. Nie zajmuje się (kraj) w wystarczającym stopniu ochroną wód, powietrza czy gleby.
Dziś obowiązujące prawo przeznacza na zniszczenie ponad połowę zasobów leśnych Polaków. Polaków wierzących w prestidigitatorskie sztuczki większości mediów i ich redaktorów wykreowanych na bohaterów, Polaków dźwigających do urny kartkę zaufania dla tej czy innej ekipy. Ekipy zaś, przez stanowienie prawa, prowadzą systematyczną akcję wyniszczającą. Razem z lasami – osłabiają samych Polaków.

Historia filozofii a klucz filozoficzny według Tatarkiewicza Władysława . Klucz czy wytrych?
Z pewnością w dzisiejszych czasach obskurantyzmu znajduje się jeszcze spora grupa ludzi, dla których nieobca jest

Tatarkiewicz Władysław (3.IV.1886-4.IV.1980)
Tatarkiewicz Władysław (3.IV.1886-4.IV.1980)

postać polskiego filozofa i historyka filozofii (3 IV1886 – 4 IV 1980). Jeszcze przed II wojną światową napisał i wydał monumentalne dzieło – Historię Filozofii. To dzieło, w trzech tomach, bladoniebieskim płótnem oprawione, przez lata stanowiło bazę wiedzy dla wielu studentów. Tych z przed wojny jak i tych po wojnie. Zawartość podręcznika była tak uniwersalna, że była cenna dla studentów sanacyjnej II RP jak i PRL. Czy sprostał realiom III RP, którą zafundowała nam nie Solidarność, lecz ludzie, którzy ją przekoślawili, przeżuli i wypluli?
Był jednak czas, gdy pewne treści (dzieła Historii Filozofii autorstwa Władysława Tatarkiewicza) lub ich niedosyt wzbudził niepokój. W mrocznym czasie stalinizmu najwybitniejsi polscy twórcy: Wiesława Szymborska, Jarosława Iwaszkiwicz, Jerzy Andrzejewski, Czesław Miłosz, Julian Tuwim, Konstanty Ildenfons Gałczyński, Leon Kruczkowski, Ewa Szelburg-Zarembina (i wielu innych ) nie mieli problemów z przedstawianiem społeczeństwu walorów komunizmu w wydaniu Stalina i Bieruta. Wówczas to zwrócono się do Władysława Tatarkiwicza z propozycją, by swoją przedwojenną wersję leninizmu i stalinizmu (opisaną jeszcze przed wojną w podręczniku) rozszerzył. Wskazano Profesorowi, iż czas pokazał, iż leninizm i stalinizm okazały się się prawdziwe i zwycięskie.
Sugerowano zacnemu profesorowi, iż filozofia Lenina i Stalina stanowi klucz, który otwiera wszelkie drzwi ówczesnej rzeczywistości. Profesor Tatarkiewicz, świadomy realiów w jakich przyszło mu żyć po porozumieniach Jałty czy Poczdamu, nie uważał, jak większość ówczesnej sprzedajnej elity, by musiał zmieniać swój pogląd na rzeczywistość filozoficzną świata. Odpowiedział adwersarzom, że klucz, który otwiera wszystkie drzwi to wytrych, i … nie zgodził się na zmianę swojego pierwotnego opisu filozofii stalinizmu i leninizmu. I nota leninizmie oraz stalinizmie nie została skorygowana, zarówno ilościowo jak i jakościowo.
Dziś w wielu dziedzinach obowiązują potocznie uznane za uniwersalne określenia, które mają społeczeństwu wyjaśniać i ukierunkowywać spojrzenia na wiele spraw. W zakresie ochrony środowiska pojawiło przed kilku dekadami dekad określenie pn.: różnorodność, bioróżnorodność. Dziś teoria znacznie rozszerzyła ich pierwotne znaczenie. Określenia te stosowane w pewnych sytuacjach można porównywać do określeń używanych w czarnych czasach stalinizmu, gdy szło o eliminację wrogów ludu, wrogów klasy robotniczej lecz najczęściej miało związek z wyniszczaniem fizycznym osób, które inaczej patrzyły na rzeczywistość lub niszczeniem pojawiających się co rusz wrogów wewnątrz elit ówczesnej władzy. Co innego oznaczał wróg ludu w ustach pierwszego sekretarza, co innego w ustach sekretarza w fabryce, a co innego w ustach nauczyciela w … podstawówce.
Dziś w zależności od okoliczności użycie określenia różnorodność biologiczna jest elementem postępu lub obstrukcji.
Z pewnością gdy pisze o nim Gazeta Wyborcza piórem Adama Wajraka w kontekście konieczności doprowadzenia do zgnicia drzew w Puszczy Białowieskiej mamy do czynienia z objawieniem najjaśniejszej prawdy! Gdy zaś jest mowa o ratowaniu drzew przed gradacją kornika by tym sposobem ratować różnorodność, mamy do czynienia z przeniewierzeniem się idei ekologii oraz wszelkim ideom postępowego świata. A przecież wystarczy zdefiniować pojęcie lasu i w kontekście tego pojęcia wyartykułować pojęcie jego ochrony ….
Czasy, w których żyjemy można nazwać przełomowymi. Przełomowymi są dla nas wszystkich. Nie są tak brutalne jak czasy stalinizmu, gdy niemal wszystkie elity kultury w sposób jednoznaczny i jednoczesny przestawiły swoje publiczne oblicze.
Dziś mamy do czynienia z pewnego rodzaju zagubieniem czy też brakiem konsekwencji. Obserwujemy bowiem zatwardziałych propagatorów nowej „idei”, obserwujemy ostracyzm, ale mamy też do czynienia z ludźmi, którzy stoją w „rozkroku”! Czy czynią to świadomie? Raz tworzą systemy ekotonów, powierzchni referencyjnych, specyficznie restrykcyjnej sieci Natury2000, czy bariery administracyjne dla użytkowania lasu w zgodzie z klasyczną wiedzą i nauką leśnictwa – czynione przez ludzi obwieszających się kordelasami leśnika i mieniących się leśnikami, a za jakiś czas biegają z siatką na robale i łapią kornika, którego 10 lat wcześniej namnożyli.
Obyś żył w ciekawych czasach ….
Polacy nie mogą narzekać.
A leśnicy szczególnie.
Dziś jest pora na kolejną rewolucję ….
Las może przetrzyma. A my? Czy przetrzymamy … czy spłoniemy na stosie Świętego EKOLOGIZMU?

Font Resize
Contrast