Archiwa: Lasy -
Tag

Lasy

Browsing

Wieża widokowa na Jeleniowatym

Położenie grzbietu Jeleniowatego w Bieszczadach - Google Maps
Bieszczady i grzbiet Jeleniowatego na Google Maps

W Nadleśnictwie Stuposiany, jednym z najmniejszych w Polsce, położonym w Bieszczadach. Funkcjonuje, bo mu na to pozwala tzw. Fundusz Leśny*. To tu jest kraniec Polski. Południowo – wschodni kraniec. – Nie licząc Bieszczadzkiego Parku Narodowego.
Nadleśnictwo Stuposiany jest od lat pod naporem wairactwa ekologistycznego. Podobnie jak całe Bieszczady czy obszar pogórza zajmowany przez Nadleśnictwo Bircza czy też Nadleśnictwa Krasiczyn. „Obrońcy natury” widzą postęp nie w budowaniu, lecz rozkładzie. O dobrostanie ma stanowić masa leśnego truchła**.
Ponieważ Lasy Państwowe są organizacją ubezwłasnowolnioną Ustawą o lasach oraz zapakowaną w strukturę Ministerstwa Środowiska, więc powolny i systematyczny wysiłek państwa jest nakierowany na osłabienie i powolną likwidację kolejnej gałęzi gospodarczej Polski – leśnictwa. Innymi słowy działalność państwa ma cele zbieżne z postulatami organizacji ekologistycznego wairactwa. Choć mało kto w to wierzy, to jednak efekty, które obserwujemy to potwierdzają.
Przypomnieć trzeba, że ten bieszczadzki rozkład zaczął się od likwidacji dwóch dużych ośrodków przemysłu drzewnego usytuowanych w Bieszczadach. Ulokowane tu były ze względu na potencjał surowcowy regionu – niemal najwyższą lesistość w kraju. Trudne warunki pracy i związane z tym koszty wskazywały racjonalnie na konieczność ich redukcji przez zlokalizowanie bazy przemysłowej na miejscu – tu gdzie jest baza surowcowa (podobna rzecz działa się w Puszczy Białowieskiej). Zakłady drzewne: ***Przedsiębiorstwo Przemysłu Drzewnego Ustianowa oraz ****Bieszczadzkie Zakłady Przemysłu Drzewnego w Rzepedzi były stworzone w celu obniżenia kosztów produkcji oraz podniesienia rentowności. Skończyło się jak zaplanowano, w czasie magdalenkowej rabacji.
Dziś.
W tych pięknych okolicznościach przyrody RDLP Krosno wraz z przewodnią siłą partii, związków i DGLP nie tylko marnotrawi ogromne środki, ale nie tworzy gospodarstwa i rentowności. Bo przecież 1„…nigdzie nie zapisano rentowności gospodarstwa leśnego”. Unurzane w systemie Funduszu Leśnego. Ten Fundusz daje możliwość wyasygnowania środków w inwestycję w wieżę widokową nad Mucznym, na grzbiecie Jeleniowatego, ale nie zrealizuje w Nadleśnictwie Stuposiany produkcji, np.: strużki wędzarniczej czy też wypału węgla na potrzeby choćby turystów, nie mówiąc o giętych „thonetach”. Nie opłaca się. I nie zgodne z misją …
Nie jest zgodne z pryncypiami i racją stanu, którym jest – jak napisałem – rozkład i rozpad. I truchło, które jest ważne dla złotoustej *****noblistki,

Olga Tokarczuk ulubiła sobie truchło
Tylko produkcja truchła ucieszy noblistkę i może zbawić naturę

szczególnie w oddziale 219a, położonym na zboczach przeciwległego (do Jeleniowatego) pasma Bukowego Berda, najbliższemu mojemu sercu. Z

Widok z okien ostatnich zabudowa na grzbiet Bukowego Berda - 1990 rok
Bukowe Berdo i autor – widok z okna ostatniego budynku w Mucznym – 1990 rok

pewnością jest to jednak ukłon dla noblistki – wieża na Jeleniowatym to doskonały punkt widokowy na zbocze Bukowego Berda i tym samym na oddział 219a. Czy to zaproszenie dla Olgi Tokarczuk?

Strona aktualności Nadleśnictwa Stuposiany
Nadleśnictwo informuje o otwarciu nowej atrakcji

W Bieszczadach, gdzie punktów widokowych jest mnóstwo, jak we wszystkich górskich i podgórskich nadleśnictwach, stawiane są wieże widokowe. Natomiast szlaki turystyczne zarastają. Co najwyżej odświeżane będą szlaki na wieże widokowe.
Chodziłem po górach i jeśli tylko podołam i będę miał możność, nadal będę to robił. Wraz z małymi dziećmi zdobyliśmy Koronę Gór Polski. Wędrując szlakami nigdzie nie spotkałem dbałości o tworzenie wizur, o ich kształtowanie czy opisywanie, czynione staraniem LP.
Wysiłek i koszt kilku godzin czy dni w roku na kształtowanie wizur widokowych, i tworzenie nowych nie jest możliwy do zrealizowania. A ta prosta czynność, nie pochłaniająca ogromnych kosztów, może być elementem wzmacniania wizerunku LP. Może właśnie dlatego nie jest to czynione? Może nie wymagałoby to uzyskiwania opinii środowiskowych, czyli zwyczajnej łapówy ekologistycznym organizacjom, jak liszaj oplatających kraj.
Rozmawiałem na ten temat z wieloma nadleśniczymi i żaden z nich nie widział problemu z budowaniem wież widokowych. Także żaden z nich nie widział potrzeby by zająć się tak prostą kwestią, jaką jest kształtowanie wizur widokowych, a nawet fundowanie tablic opisujących szczegóły udostępnianych widoków. Ograniczenie decyzyjności i upośledzenie gospodarza to efekt funkcjonowania bizantyjskiego centralizmu w strukturach dzisiejszych LP i państwa polskiego, szczególnie w systemie aktualnej Ustawy o lasach.
Z całą pewnością nie służy to państwu i Polakom.
Jestem przekonany, że ma jednak swoich zwycięzców. A więc służy właśnie im.

Ile kosztowało badanie środowiskowe pod postawienie wieży widokowej w miejscu istniejącego do połowy lat dziewięćdziesiątych przekaźnika radiowo-telewizyjnego, będącego swoistą pamiątką po czasach ******płk. Kazimierza Doskoczyńskiego i Ośrodka W3 URM? A jaki był pełny koszt tej „jeleniej wieży”?
Oczywiście koszt samej wieży nie jest kosztem znaczącym dla tak dużej organizacji jaką jest Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych, Ministerstwo Środowiska czy w końcu państwo. To w gruncie drobnostka i błahostka…

 

Źródła i linki
Wieża na Jeleniowatym udostępniona – Aktualności Nadleśnictwa Stuposiany – https://stuposiany.krosno.lasy.gov.pl/aktualnosci/-/asset_publisher/1M8a/content/wieza-na-jeleniowatym-udostepniona

*Fundusz Leśny – „Fundusz tworzony w Lasach Państwowych, którego dochodami są m.in.: odpis podstawowy obciążający koszty nadleśnictwa, kary i opłaty związane z wyłączeniem z produkcji gruntów leśnych oraz należności wynikające z odszkodowań za szkody powstałe w wyniku oddziaływania gazów i pyłów przemysłowych, i z tytułu przedwczesnego wyrębu drzewostanów; podstawowym zadaniem funduszu leśnego jest wyrównywanie niedoborów w nadleśnictwach, niedoborów powstających przy realizacji zadań gospodarki leśnej z tytułu zróżnicowanych przyrodniczo-ekonomicznych warunków gospodarowania; wykorzystywany też jest na wspólne przedsięwzięcia jednostek organizacyjnych Lasów Państwowych – badania naukowe, tworzenie infrastruktury, sporządzanie planów urządzenia lasu.” (tyle na oficjalnie na stronie LP). – Powstał w celu zdobycia środków na prace związane z walką o przetrwanie lasów w Sudetach w latach 70-tych XX i … trwa do dziś. To dodatkowy element ubezwłasnowolnienia nadleśnictw.
** Samorództwo czy różnorodność? A może tylko abiogeneza
*** Przedsiębiorstwo Przemysłu Drzewnego Ustianowa –  http://napogorzu.blogspot.com/2016/05/ppd-ustjanowa-albo-zemsta-puszczy.html
**** Bieszczadzkie Zakłady Przemysłu Drzewnego w Rzepedzi –  http://www.twojebieszczady.net/rzepedz.php
***** Olga Tokarczuk apeluje do lasów o zatrzymanie wycinki  – http://lesko24.pl/olga-tokarczuk-apeluje-do-lasow-panstwowych-o-zatrzymanie-wycinki-w-bieszczadach-00e8po-2451.html
****** Muczne i historia Ośrodka URM W3 –  https://pl.wikipedia.org/wiki/Muczne

1 Na czym polega las – emocjonalny wykład Jana Kosiorowskiego (Dyrektora RDLP Kraków)
2 Dywersja czy tylko głupota DGLP

katalog thonet – https://www.urzadzamy.pl/galeria/meble-thonetowskie-kultowe-meble-giete-jak-to-sie-zaczeo/gg-jZbM-ugMe-fyhH/gp-MUzj-PdRY-x3aQ

Protest przeciwko prywatyzacji Lasów
Pamiętam wielokrotne protesty leśników i związanych z nimi społeczności przeciwko prywatyzacji Lasów Państwowych. A może reprywatyzacji? Z reguły wykorzystywano zaangażowanie pracowników nadleśnictw w celach politycznych, nie mających związku z planami rozprzedaży leśnego majątku państwa. Służyli określonym opcjom politycznym w ich politycznych zmaganiach.

prof Jan Szyszko Minister Środowiska
prof Jan Szyszko Minister Środowiska
DGLP
Dyrektor Generalny LP K. Tomaszewski

Dziś znaczenie leśników jest marginalne. Zostało zniszczone przez Konrada Tomaszewskiego i Jana Szyszko (PiS). Działania*, które podejmowali, tylko ślepemu mogły się wydawać, że cokolwiek znaczą i budują w interesie Lasów Państwowych. Działali dokładnie w przeciwnym kierunku. Doprowadzili do stanu obecnego zniszczenia gospodarczego na obszarze trzech puszczańskich nadleśnictw (Białowieża, Browsk, Hajnówka) jak i zniszczenia znaczenia społeczności leśnej w kraju oraz image leśnika w państwie.
Skorzystał, lub raczej skorzystali ci, co mieli skorzystać.
Czapki z głów przed Obywatelami: Konradem Tomaszewskim i Janem Szyszką.

Oczywistym jest, że inni przebierańcy leśników jak Zaleski, Dawidziuk, Matusiak, Pigan czy Wasiak też zasługują na odznaczenie „Kornika LP” – razem z diamentowym kordelasem. O ministrach Środowiska nie wspominając.
Jasnym jest osłabienie gospodarcze Polski oraz niszczenie zasobów przyrodniczych. A może ktoś tego ne dostrzega? ** – Ale czy to ważne?
Skala manipulacji, której ulegają leśnicy jest ogromna. Dzieje się to przez wykorzystywanie ich uczuciowego związku z wykonywaną pracą, ich miłości i opieki nad środowiskiem nad którym trzymają pieczę, lub przez szykany centralizmu, wojskowego drylu i służbowej podległości.
I choć leśnicy zawsze stawali murem w obronie lasów, to nie zawsze dokładnie wiedzieli przeciw czemu konkretnie się jednoczą, lub raczej przeciw czemu są organizowani. Zawsze mamiono ich zagrożeniem Lasów Państwowych.
Czy mają tego świadomość?
Nikt nie miał czasu zgłębiać realnego zagrożenia. Wystarczył sygnał i larum i zielony lud pchał sie do okopów.

J.Piechociński wskazuje na zaistniałe realne zagrożenie dla LP

AWS i ówczesny Minister Środowiska oraz ówczęsni działacze polityczni przygotowywali prywatyzację LP połączoną z reprywatyzacją

J.Piechociński pisze m.in.: ” Przypominam te fakty głównie dlatego, że były minister ochrony środowiska , który zaproponował w/w rozwiązania, obecnie poseł PiS „biega” po mediach twierdząc, że dopiero teraz lasom grozi kryzys. Autor w/w projektu będącego śmiertelnym zagrożeniem dla lasów, odwołany ze stanowiska w październiku(a projekt z września) próbuje chyba zagłuszyć własne sumienie.”

 

Historia wskazuje, że jedynym realnym zagrożeniem dla Lasów (który zaistniał) w erze magdalenkowej Rzczypospolitej, była koncepcja prywatyzacyjna AWS. Warto rozwinąć ten skrót: Akcja Wyborcza Solidarności.
Tak jak wcześniej Solidarność (wraz z Kościołem Katolickim) wspierała rabunkową transformację, która pozbawiła Polaków fundamentu emerytalno-rentowego, tak w okresie rządów Jerzego Buzka i Mariana Krzaklewskiego były już mocno zakrojne plany prywatyzacyjne w stosunku do Lasów Państwowych. Ministrem Środowiska, któremu podlegały Lasy Państwowe był Jan Szyszko. Kto był Dyrektorem Generalnym ….
Wówczas nie udało się przeforsować tych projektów tylko z powodu oporu SLD i PSL.

Kiedy się zaczęło.
Wiadomość jaką nam wysłał Janusz Piechociński (PSL) jest cenna, bo przypomina fakt, który już jest kompletnie odwrócony – w publicznej przestrzeni spotykam się z brakiem wiedzy w tym zakresie. – Skoku na Lasy dokonywał Tusk z PO – co z faktami sie nie zgadza!
Manipulacja środowiska Jana Szyszko stworzyła z niego bohatera i orędownika obrony obecnego status quo Lasów.
Jednak zagrożenie (realne, nierealne, wykreowane) dla Państwa, i przekierowanie go na Lasy istniało wcześniej. Pośrednio dowiadywaliśmy się tego z informacji obozu PSL/SLD. To z niego wywodził się pierwszy znaczący po transformacji, i działąjacy w nowym ładzie pomagdalenkowym Dyrektor

J.Dawidziuk były Dyrektor Generalny LP
J.Dawidziuk były Dyrektor Generalny LP
Stanisław Żelichowski - Minister Środowiska
Minister Środowiska w rządzie w. Pawlaka i Wł.Cimoszewicza

Generalny Lasów Państwowych – Janusz Dawidziuk. W trakcie zmian własnościowych, które dokonywały się szybko, z rozmachem i przytupem, rozpoczęła działalność tzw. Komisja Majątkowa, mająca uspokoić (i zaspokoić) kościoły i związki wyznaniowe. Istotne było uzyskanie zaplecza duchowego i błogosławieństwa dla powszechnej rabacji – co oczywiscie wiązało sie z kosztami. W tym czasie Lasy Państwowe zostały obdarowane gruntami Skarbu Państwa figurującymi w ewidencjach jako „Ls”. Nie wszystkie te przejmowane działki miały wartość i znaczenie gospodarcze, lecz przekaz był jeden: brać wszystko, bo będzie to mienie, którym kraj zaspokoi roszczenia zewnętrzne (sic!). Każdy ze zrozumieniem podchodził do takiego wyjaśnienia kwestii. I nikt nie zastanawiał się skąd te roszczenia?!
To propaństwowe wytłumaczenie trafiało do wszystkich.
Jakże było patriotyczne i odpowiedzialne (sic!).
Lecz nikt nie zastanawiał się o jakie roszczenia chodzi, gdyż nikt jeszcze nie artykułował, by państwo miało roszczenia.
Nikt, prócz tych co je sprokurowali.
W ten spsób zgromadzono w jednym ręku (LP) lepsze i gorsze powierzchnie leśne. Cóż za gratka dla roszczeniobiorców, słusznych czy niesłusznych.
Minęło ćwierć wieku. W międzyczasie pojawił się „Żyd z Nowego Jorku”, bardzo ukrzywdzony, i choć bez żadnych papierów i weksyli, to strasznie namolny. Żyd, który już wcześniej potrafił sobie przygotować stosowne zaplecze w trakcie hanukowych przyjęć w Sejmie i pielgrzymek do Oświęcimia, czy budując eksteryorialne muzeum w centrum stolicy Polin – Warszawy.
PSL i SLD zgromadziły w jednym ręku ogromny zasób działek leśnych, których rozdrobnienie nie budowało mocy organizacji LP, ale zubażało ją i czyni tak do dziś. Jakże przewidujące były działania SLD/PSL w obszarze Lasów – pod zarządem Stanisława Żelichowskiego – orderu Ips typographus.

Rozdrobnienie majatku SP w zarządzie jednego z Nadleśnictw
Brak realnej możliwości prowadzenia gospodarstwa leśnego w rozdrobnionym areale jednego z Lesnictw

W jednym z nadleśnictw na dwoch i pół tysiąca działek gospodarzy jeden leśniczy, ponoszący odpowiedzialność za przekazany mu w nadzór majatek. Czy to możliwe?
Dla porównania: biblioteka składająca się z 2500 tomów zgromadzona w jednej szafie jest trudna do poznania. Tu zaś mamy 2500 działek na znacznym obszarze, tak małych i wąskich, że nie jest tam możliwa żadna racjonalna gospodarka i działalność. Ale koszty wciąż trzeba ponosić – geodezyjne i kartograficzne oraz związane z problemami sąsiedztwa, z nadmiernymi obciążeniami gospodarczymi. W dzisiejszym maraźmie i braku praktycznych rozwiązań to ewidentna fikcja funkcjonowania czegokolwiek.

Czyż później wielokrotnie nie manipulowano społeczeństwem? Straszono płotami do lasu. A przecież dostępność do lasu prywatnego w Norwegii jest o wiele większa niż do lasu państwowego w Polsce (nie mówiąc już o Parku Narodowym). Czyli rzecz nie leży w formie własności lecz w prawie o dostępności. Wskazuję na ten element nie z powodu nakłaniania kogokolwiek do zgody na prywatyzację czy reprywatyzację Lasów Państwowych. Tylko gwoli przekazania informacji o tym  elemencie manipulacji, którym posługiwał się wielokrotnie Jan Szyszko, po tym jak szczezły plany reprywatyzacyjne AWS.
Wskazywanie na dążenie do prywatyzacji czy reprywatyzacji Lasów było manipulacyjną sztuczką rozgrywaną w celach walki między zwaśnionymi poliklikami. Co nie oznacza, że temat nie istniał. Jak najbardziej istniał, o czym świadczą dokumenty udostępnione przez Wikileaks (pochodzące z ambasady SZA). Kartą prywatyzacji Lasów grali Donald Tusk czy Lech Kaczyński w kontekście  żydowskich roszczeń bezspadkowych (które, ta klasa polityczna sama sprokurowała).

Skąd się wzięły żydowskie roszczenia – krótkie wyjaśnienie
Wszyscy powinni wiedzieć, że w okresie PRL żadne roszczenie w kierunku państwa nie były podnoszone (dwustronne porozumienia miedzy PRL a innymi krajami zamknęły te kwestie ostatecznie – wydawało się). Istniało nieduże zadłużenie zaciągnięte w czasach E. Gierka.

Tadeusz Mazowiecki
Tadeusz Mazowiecki, Premier III RP
Prymas Polski J.Glemp
Prymas Polski w okresie magdalenkowej rabacji

Roszczenia wobec państwa pojawiły się wraz z transformacją, a roszczenia żydowskie wraz z powołaniem przez T. Mazowieckiego tzw. Komisji Majątkowej, która na zasadzie decyzji urzędniczych obdarowywała kościoły. Obdarowała także (a może zasadniczo taki był jej cel?) naprędce odtworzone żydowskie kahały (pojawiły się jak grzyby po deszczu – cudownie odrodzone z 40-letniego niebytu). Kahały (gminy żydowskie), majątek którym ich obsypano, szybko przeniosły za ocean, co wzbudziło euforię i entuzjazm w „nowojorskich parchach” (jak pisał swego czasu Rafał Ziemkiewicz) i tym samym wywołalo pojawienie się jeszcze większego apetytu. A ten apetyt wyzwolił roszczenia tzw. bezspadkowe. Bo skoro tak gładko poszło ze szwindlem na kahały …

Lasy i roszczenia żydowskie w dokumentach udostęnionych przez Wikileaks
Prezydent III RP https://www.polskawlesie.pl/uncategorized/kaczynski-w-dokumentach-wikileaks
Lasy i roszczenia żydowskie w dokumentach udostępnionych przez Wikileaks
Premier III RP Donald Tusk https://www.polskawlesie.pl/uncategorized/komorowski-o-tusku-w-dokumentach-wikileaks

Ponieważ w państwie polskim niekoniecznie Polacy mają wiodący interes narodowy, więc problem zaspokojenia kahałów powoli przepoczwarzał się w problem wiele większej miary.
Odbywa się to różnymi ścieżkami osłabiającymi morale Polaków, siłę państwa, niszczenia jego edukacji i legislacji. Niszczenia jego suwerenności.


Różne elementy działań w kierunku osiągnięcia celu

Z reguły celu ostatecznego nie widać jasno i wyraźnie. Bo czy było widać cel w wysyłaniu Straży Leśnej do osłony działań gospodarczych w trzech puszczańskich nadleśnictwach? Medialne pohukiwania i kłótnie łatwo zamgławiały cel. Lecz po paru latach, chyba wszyscy już go widzą i mają świadomość, choć w tamtych gorących dniach wszyscy się oburzali, gdy ktoś miał czelność go wskazywać. Już nikt nie pamięta. Mózg wyparł ówczesne ostrzeżenia, tak jak wypiera wcięż trzeźwe i realne oceny. Po 4 latach wszyscy widzą, w którym dziś miejscu jest polski leśnik i leśnictwo. Jak wygląda Puszcza …
To był cel. Długoterminowy i w sumie łatwy do przewidzenia. Prysł autorytet i mores. Wstyd pokazywać się w mundurze.
Kto zyskał…

Jaki jest cel działania DGLP, gdy podejmuje wspomaganie idei reprywatyzacji LP – majątku, którym zarządza? Czy może chodzi o święte prawo własności?
Kpię sobie. Prywatyzacje, nacjonalizacje to przemiany, które dzieją się w całym świecie, także w wolnej, demokratycznej Europie Zachodniej. Trudno uwierzyć w manipulacje, iż święte prawo własności domaga się powrotu do stanu sprzed 75 lat. 75 lat! – Prawda, że to wygląda śmiesznie, gdyby nie było idiotycznie poważne.

Polski Związek Zrzeszeń Leśnych skupiać będzie prywatnych właścicieli lasów - DREWNO_PL' - www_drewno_pl
 DGLP zaś od wielu lat utrzymuje organizację (a może nawet przyczyniło się do jej powołania), której Prezes w jednym z wywiadów zwrócił jednoznacznie uwagę, że problem reprywatyzacji lasów istnieje, że należy go uwzględniać w działaniach planistycznych i legislacyjnych.

Wywiad Prezesa PZZL Władysława Pędziwiatra z R.Zubkowiczem
Prezes PZZL przedstawia swoje wizje, bolączki rzeczywiste i urojone – wywiad z Rafałem Zubkowieczem (Las Polski 3/2014)

„Tylko my, Polacy, oparliśmy się powszechnej  nacjonalizacji ziemi  w  byłym  bloku wschodnim — w  tym  kontekście  nasze lasy prywatne to  również ważne dziedzictwo historyczne. Nie chciałbym być złym prorokiem, ale musimy być realistami. Jeżeli zadamy sobie  pytanie,  czym  można  by zabezpieczyć przedwojenne  roszczenia, to  przecież wzorem wspomnianych państw ktoś może zwrócić się w kierunku lasów. Miałem okazję być w Bułgarii na konferencji organizowanej przez Konfederację  Europejskich  Właścicieli  Lasów, CEPF. Byliśmy w leśnictwie, które liczyło 1200 ha i było własnością 800 czy 900 współwłaścicieli, osób, których  roszczenia reprywatyzacyjne zostały w ten sposób zaspokojone.  Mają spółkę,  zarząd, walne  zgromadzenia.  U  nas takie przykłady są marginalne, ale czy da się coś  podobnego  wykluczyć? Do  czego zmierzam. Gdyby tak się stało  czego nie jestem zwolennikiem, oby politycy znaleźli inne  rozwiązanie  to  zmieni się struktura własnościowa lasów. Chciałbym jednak  zaznaczyć, że zupełnie czym innym  jest  zwrot lasów prawowitym,  przedwojennym  właścicielom. Czy ustawa będzie na  taką ewentualność przygotowana? Rolą ustawodawcy jest przecież taką ewentualność przewidywać.
 Wywiad z Prezesem Prywatnego Związku Zrzeszeń Leśnych   ukazał się na łamach Lasu Polskiego ( 3/2014 ). Jeszcze wówczas nie byłem dotknięty wilczym biletem tego „niezależnego” periodyku Las Polski i pozwolilem sobie na komentarz w stosunku do idei  roszczeń reprywatyzacyjnych PZZL (Las Polski 5/2014).

Komentarz do wywiadu z Prezesem PZZL
Polemika z tezami zawartymi w wywiadzie. Czy można uczciwie myśleć o jakiejkolwiek reprywatyzacji w warunkach tak znaczących zmian powierzchniowych, które dotknęły Polskę po 1944 roku nie z jej przyczyny, lecz przyczyn sojuszniczej zdrady.

„Wskazywanie przy tej okazji przez Władysława Pędziwiatra na roszczenia reprywatyzacyjne w  stosunku do obszarów leśnych w domniemaniu konieczności ich rozwiązania, łączy się z naganną (moim zdaniem) praktyką podważania obowiązującego prawa związanego z reformami i prawnymi uregulowaniami które wypełniły się w latach 1944 – 45. Rozwiązywanie tych spraw ponad półwieku po ich usankcjonowaniu, na zasadzie decyzji administracyjnych niszczy i burzy porządek oraz budzi zaniepokojenie milionów ludzi. Każda niesprawiedliwość, jeśli miała miejsce, powinna być regulowana na drodze sądowej, a nie decyzji administracyjnej czy uznaniowej. Wyrywkowe czy też cząstkowe manipulowanie przy rozwiązaniach przyjetych przez Polskę po II wojnie światowej, niczego nie naprawia, lecz uderza w ciągłość Państwa, w całość i jedność społeczeństwa. Rodzi kolejną, świeżą niesprawiedliwość.
Stowarzyszenie (PZZL) może otawrcie wystąpić o kasację dekretów o nacjonalizacji i reformie rolnej, zważywszy uprzednio, czy członkowie stowarzyszenia nie bazują w swej własności na gruntach pochodzących z reformy rolnej lub przejętych tzw Ziem Odzyskanych.”
Sprawa więc z pewnością była zauważona przez zarządców leśnych zasobów kraju (DGLP). Niestety nie było żadnej reakcji wówczas, i nie ma do dziś. Organizacja w dalszym ciągu jest utrzymywana ze środków DGLP.
Oficjalnie DGLP i rząd cały wskazują, że nie ma zgody na reprywatyzację majątku leśnego.

Porównanie granic i obszarów zajmowanych przez IIRP (do 1939) oraz IIIRP
To porównanie granic Polski z 1939 roku i z 2020 roku wskazuje jednoznacznie, że nie jest możliwa żadna prywatyzacja czy reprywatyzacja, że to co się dzieje (bez wyroków sadów powszechnych) lecz na mocy decyzji urzędniczych jest bezprawiem w kierunku zawłaszczania majątku wpólnego państwa i Polaków. Ewentualne roszczenia majątkowe należy przekierowywać do trójkąta: USA-Wlk.Brytania-Rosja (sygnatariuszy likwidacji IIRP i powstania PRL).

Dziś dołączę do tego ilustrację graficzną wskazującą na to, kogo reprywatyzować na ziemiach zachodnich, i czy uzgodniono już reprywatyzację z władzami Litwy, Białorusi i Ukrainy?

Piszę nie tylko po to by wskazywać na kompletną indolencję polskich władz, także tych zarządzających Lasami. Nawiązując do wcześniejszych wątków wskazuję, że mimo upływającego czasu żadne błędy nie są krygowane i naprawiane. A to świadczy, że mamy do czynienia z trwałymi działaniami w złej woli. Mamy kierunkowe poczynania przeciwko interesowi Polski i jej mieszkańcom.
Dziś, w Małopolsce, wypełniane i zaspakajane są leśne roszczenia mieszkańców Ukrainy i Łemków, i czyni to magdalenkowe państwo PiS. Czy nie chodzi tu o przekroczenie pewnej granicy, by o leśne majątki wystąpili sprzymierzeńcy zza Odry? Bo o co innego może chodzić. Może o dziejową sprawiedliwość? ***

Kto napisał tak złą Ustawe o lasach?
Od zawsze twierdzę, że Ustawa o lasach z roku 1991 jest zła.
Czy autorami są rzeczywiście ci, co nad nią pracowali? A może ktoś wskazał, kto ma nad nią pracować? Dobór ludzi nie zawsze jest oczywisty, jasny, przejrzysty i zrozumiały.
Kiedyś uważałem, i jeszcze 10 lat temu wskazywałem, że potrzebne jest odizolowanie Lasów Państwowych od Ministerstwa Środowiska, i ulokowanie ich w Ministerstwie Rolnictwa. Widzę, że to się dzieje (****). Lecz już wówczas (10 lat temu) pisałem, że każda zmiana systemowa czy strukturalna dotycząca Lasów Państwowych powinna być poprzedzona wprowadzeniem Konstytucyjnej Gwarancji własności Lasów (dla obywateli Polski!).
Dziś już nie uważam, że miejsce Lasów jest w jakimkolwiek ministerstwie.
Co się dzieje z ministerstwami obserwujemy bez wielkiej pasji, a raczej z dużym zniesmaczeniem. Sama translokacja LP nie uczni realnej poprawy. Z pewnością trwałe przecięcie pepowiny od ekologistycznego obskurantyzmu Ministerstwa Środowiska i wpływu tamtejszego aparatu może być poczatkiem nowej drogi (obawiam sie jednak, że Ministerstwo Środowiska zdąży jeszcze wspomóc UE w kierunku znacznego ograniczenia gospodarstwa leśnego w Polsce, tak jak to uczyniło z wieloma międzynarodowymi układami, np. Natura 2000).
Konieczne są zmiany systemowe i strukturalne. Te zaś nie wydają się możliwe do zrealizowania w obecnym stanie państwa.
Lasy powinny mieć dyrektora powoływanego przez Sejm, wybranego spośród 4 wskazanych przez kolegium wszystkich nadleśniczych i odwoływanego w związku ze wskazaniem tego kolegium, lub z powodu innych merytorycznych zastrzeżeń. Oczywiście powinno się to odbywać w oparciu o zasady awansu obowiązujące w Lasach Państwowych (projekt w trakcie realizacji). Lecz ma się to dziać w celu umożliwienia wykorzystania potencjału gospodarczego a nie jego likwidacji (jakby oczekiwał prof. K. Rykowski i inni admiratorzy zdrady interesów narodowych – etatowy pracownik IBL/DGLP – iluż jest jeszcze takich?).

DGLP wspiera reprywatyzację Lasów? Dywersja czy głupota. – Kto sprawuje nadzór nad Lasami? Kto sprawuje nadzór nad Polską?

 

*  – „działania, które podejmowali”: wysyłanie służb Straży Leśnej z obszaru całego kraju w celu interwencji przeciwko łamaniu prawa na obszarze 3 puszczańskich nadleśnictw – niezgodnie z prawem i w zastępstwie policji
** – Truchło Puszczy, truchło Hajnówki
*** Gadowski o zwrotach lasów Ukraińcom i Łemkom – https://www.youtube.com/watch?v=k8ntC0f0U80
Ips typographus
– kornik drukarz

 

Przeczytaj też:
Suwerenność Polski na podstawie wyników ankiety o polskiej pomocy dla Białorusi
Lasy wg Kosiorowskiego – system i struktura LP w obecnej organizacji prawnej nie jest nakierowany na Państwo lecz przeciw niemu
Lasy do konstytucji – sztuka dla sztuki a las dla lasu
Lasy do Konstytucji po raz wtóry
Polska jest bezbronna wobec nowoczesnej dywersji
Leśnicy uczcili pamięć prof. Szyszko w rocznicę śmierci
**** Geologia, leśnictwo i łowiectwo nowymi działami administracji rządowej

 

Zapaleńcy Dobrej Zmiany – PiS, produkowali w Puszczy 1,3 miliona metrów sześciennych martwego drewna – truchła – rocznie, czyli ponad 100 tysięcy miesięcznie, czyli ok. 3300 (słownie: trzy tysiące i trzysta) metrów sześciennych dziennie, czyli około 56 wagonów dziennie trupów. Łącznie wyprodukowali ok 67 tysięcy takich wagonów. W lasach gospodarczych trzech puszczańskich nadleśnictw. Ten pociąg ma długość z Warszawy do Amsterdamu. Jaka lokomotywa go ciągnie….
Czy to zniszczenie, czy patriotyczna budowla.

Wiara w doniosłą rolę martwego drewna to truizm.

Martwe Drewno na terenie Nadleśnictwa Hajnówka
Martwe Drewno na terenie Nadleśnictwa Hajnówka

Nie uda się zaprzeczyć naturze, która powoduje rozpad materii organicznej w czasie. Udział w tym bierze szereg organizmów fauny i flory. Ich różnorodność to pokłosie różnorodności gatunkowej rozkładanych części drzew, roślin. Gatunków biorących udział w rozkładzie nie przybywa wraz z ilością martwego drewna, martwej materii. Może się tylko zwiększać ilość tych organizmów. Lecz wzrost ilości nie ma żadnego związku ze wzrostem bioróżnorodności – zapraszam do artykułu o samorództwie, gdzie rzecz całą wyłuszczono.
Działania podejmowane w kierunku kreacji martwego drewna w lasach gospodarczych i jego produkcji, rzekomo w celu zwiększenia bioróżnorodności, z bioróżnorodnością związku nie mają. A więc produkcja truchła – w miejsce surowca drzewnego stanowiącego o dobrostanie gospodarczym mieszkańców to już nie truizm. To sabotaż gospodarczy.

W Polsce to nie koniec
Rozwijanie koncepcji teoretycznych przeistoczyło się w zarządcze działania godzące w bezpieczeństwo strategiczne kraju: nakazem indolencji i ekologistycznych mrzonek było gromadzenie na pniu tzw. ekotonów przy drogach i szlakach kolejowych – a zamierające drzewa stanowiły w tych miejscach szczególne zagrożenie dla strategicznego bezpieczeństwa kraju. Decydował o tym Dyrektor Generalny Lasów Państwowych i Minister Środowiska. Tolerowała to i wspierała rzecz całą każda ekipa rządowa, niezależnie od opcji.
Winnych nie ma.

Nowe prawa?
Dziś rzecz cała jest zamiatana pod dywan, a nowe prawa, tym razem rodem MSWiA, nakazują czyścić okolice szlaków w określonym promieniu od nich. Tym samym znikną za chwile dowody wewnętrznego sabotażu i zdrady. Tym sposobem Minister Spraw Wewnętrznych sprawnie upora się z pozostałością po Tomaszewskim Konradzie, Dyrektorze Generalnym Lasów Państwowych, doktorze nauk leśnych, magistrze i inżynierze – przebierańcu leśnika. Chlubie Wydziału Leśnego SGGW…. – mojej Alma Mater, i chlubie Instytutu Badawczego Leśnictwa.
Papier jest cierpliwy, i póki co go nie palimy i nie podmieniamy, jak u Orwella w Ministerstwie Prawdy. Więc nie wszystko do końca zaniknie i zniknie.

Martwe drewno
Dla niektórych sama idea martwego drewna w lasach gospodarczych jest do przyjęcia. Rozważają jedynie ilość i sposób prawnego usankcjonowania jakiejś jego ilości.
Każdy, kto ma własny ogród, lub gdy bywa w lesie, obserwuje, że różne drzewa rozkładają się w różnym czasie, że ma to też związek z warunkami zewnętrznymi (ilością wody, temperaturą, etc, etc). Spróbujcie więc napisać jeden, kilka, kilkanaście, kilkaset algorytmów na określoną masę drewna martwego w lesie – bo przecież wszystko musi być zapisane, by mogło zaistnieć.
Rzecz jasna kpię.
– Gdyż … truizmem jest wiara w doniosłą rolę martwego drewna, lecz nie jego celowa produkcja w gospodarce.

Nie za bardzo interesuje mnie kwestia ilości, bo to kwestia manipulacji, w tym manipulacji wykonywanej na systemie prawnym państwa (ekotony, powierzchnie referencyjne v prawo MSWiA o czym było już wyżej). O innych nie wspomnę …
Każdy las gospodarczy, racjonalnie użytkowany, trwale użytkowany, posiada wystarczające zasoby dla utrzymania trwałości bogactwa różnorodności. Posiada również wystarczające temu zasoby martwego drewna (opad igieł, liści, gałęzi, pozostałości po pracach leśnych: drewno i pnie). Jeśli nie zamieniamy lasu w inny użytek (rolę, pastwisko, działkę budowlaną, autostradę), to nauka dowodzi, iż zasób różnorodności ulega jedynie chwilowym wahaniom, ale w okresie trwania lasu i jego środowiska jest stały. – Klasyczna definicja różnorodności, jest rozbrajana przez ideologię i politykę.
Jeśli ktoś ma wiedzę, że jest inaczej, że wzrost masy martwego drewna powoduje przyrost bioróżnorodności, że to stanowi regułę – to chętnie poznam się z tą wiedzą i nauką. Lecz nie interesuje mnie niczyja wiara w tym zakresie.

Pociąg do Amsterdamu z truchłem leśnym wciąż nie odjeżdża
Podobnie było z wiarą w doniosłość sanacyjnych działań tandemu K. Tomaszewski-J. Szyszko, gdy już po 5 minutach ich rządów (zlikwidowano gospodarkę leśną na kolejnych tysiącach hektarów lasów gospodarczych w Nadleśnictwach Białowieża, Browsk, Hajnówka, wzmacniając tym samym gradacje szkodników drzew leśnych) można było jednoznacznie stwierdzić, że to nie sanacja a kontynuacja.
Przypomnę, że w 2015 J. Szyszko wskazywał z Wysokiej Trybuny, iż w Puszczy gnije 3,5 miliona metrów sześciennych drzew/drewna. W wyniku doniosłych działań Dobrej Zmiany, ta ilość urosła do 7,5 miliona metrów sześciennych. Dowodzi to, iż zapaleńcy Dobrej Zmiany produkowali 1,3 miliona metrów sześciennych martwego drewna rocznie, czyli ponad 100 tysięcy miesięcznie, czyli ok. 3300 metrów sześciennych dziennie, czyli około 56 wagonów dziennie … trupów czy truchła. Łącznie wyprodukowali ok 67 tysięcy takich wagonów. Ten pociąg ma długość z Warszawy do Amsterdamu. Jaka lokomotywa go ciągnie….

Pociąg do Rzymu.
Praktycznie masa wyprodukowanego przez Dobrą Zmianę truchła może być jeszcze większa. W chwili inwentaryzowania trupów drzew, cześć z tych zainwentaryzowanych w 2015 roku przestała już być widoczna, i nie została policzona. Załóżmy, że w proch się obróciło tylko 500 tysięcy metrów sześciennych, co wskazywałoby, że J.Szyszko z Kowalczykiem oraz K. Tomaszewski z A. Koniecznym doprowadzili do truchła nie 4 miliony lecz 4,5 miliona metrów sześciennych. Tym samym masa drewna zniszczonego przez rządy PO/PiS to nie 7, 5 miliona metrów sześciennych lecz 8 milionów takich metrów.
W rzeczywistości nie wiemy jaka masa zanikła i nie była liczona w trakcie bieżącej inwentaryzacji. Z całą pewnością nie wiemy jaka masa nie była policzona w przekazie sejmowym z roku 2015. Hucpa i

Decyzja 48 z 1998 K.Tomaszewski
Decyzja 48 z 1998 K.Tomaszewski DGLP

barbarzyństwo dzieją się tu począwszy od Decyzji nr 48 Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych doktora nauk leśnych Konrada Tomaszewskiego z roku 1998.
Niebawem, za kilka lat, inwentaryzacja wykaże, że nie ma martwego drewna w lesie. Bo cała masa przeistoczy się w próchnicę. I cóż wówczas my „bidoki” poczniemy?
Póki co cieszmy się, bo mamy jednak zainwentaryzowaną masę 7,5 miliona metrów sześciennych truchła drzew w lasach tylko trzech nadleśnictw: Białowieża, Browsk, Hajnówka. A ta masa to już skład innego pociągu: liczącego 125 tysięcy wagonów długości od Warszawy  prosto na plac św. Piotra w Rzymie.
– Ot, taka pielgrzymka …
*
Ta masa zniszczonego drewna, pozwoliłaby wstrzymać użytkowanie na terenie niemal 100 nadleśnictw w Polsce (czyli na obszarze 25% obszaru kraju) na cały rok. Tylko po co? Czy na następną pielgrzymkę?

Wielkanoc 2019 rok
Wciąż nie są to dni Zmartwychwstania Puszczy, i zwycięstwa nad piekłem i szatanem. Nie podzielimy się jajem życia i dobra.
Grzech milczenia i powolność złemu w obliczu dewastacji wspólnego dobra nie zawsze i nie dla każdego skończy się wybaczeniem.


Nazwiska odpowiedzialne za zniszczenia Puszczy. Samo się nie dzieje...
Nazwiska odpowiedzialne za zniszczenia Puszczy. Samo się nie dzieje…

Podstawą przeprowadzonej, przedstawionej powyżej statystyki jest podana masa martwego drewna w dniu 16 kwietnia 2019.
Przyjęto początek destrukcji lasów za dzień Decyzji 48/1998 DGLP w sprawie zakazu wycinki drzew i drzewostanów powyżej 100 lat (co de facto w perspektywie czasu likwidowało gospodarstwo leśne w 3 nadleśnictwach). Późniejsze rozwiązania prawne godzące w gospodarkę leśną, jej różnorodność czy bezpieczeństwo doprowadziło do stanu w historii Puszczy niespotykanego nigdy wcześniej.
Henryk Kowalczyk, aktualny Minister Środowiska, jest typowym przykładem urzędnika pełnego inercji, braku woli, braku wiedzy oraz złej tolerancji i głupoty, która niszczy narodowy skarb, dobrostan Polski i jej mieszkańców. Jednak skala i czas (od 1998 roku do dziś, a nawet w nieokreślony czas przyszły) trwania całego procesu może też wskazywać na jeszcze coś innego. To przykład celowego działania w złej wierze, i na szkodę.
„Nic już nie można zrobić” twierdzi dziś H.Kowalczyk – lecz to Dobra Zmiana najmocniej się do tej ruiny przyłożyła. Z całą pewnością wszyscy mają też wyrobione zdanie o państwowych służbach, prokuratoriach,etc, etc. W końcu państwo (zarówno PiS, PO czy innej polikliki) to „ch.j, d..a i kamieni kupa”.

 

Leśnikom Drapałki i Babek

Sprawozdanie z exkskursyi leśnej odbytej w lasy Kórnickie
W roku 1868 organ Centralnego Towarzystwa Gospodarczego dla Wielkiego Księstwa Poznańskiego – „ZIEMIANIN” w numerze 46 z dnia 14 listopada przedstawił czytelnikom sprawozdanie z posiedzenia oraz wizyty terenowej w lasach Kórnickich „ … bez wątpienia największych i obecnie może … najlepiej urządzonych lasów prywatnych w Księstwie”. Objazd terenowy miał miejsce 9 lipca 1868 roku a ze sprawozdania dowiadujemy się, że „ … exkursya ta zadowoliła nas zupełnie i pouczyła.”

ZIEMIANIN - strona tytułowa
ZIEMIANIN – strona tytułowa

Czytamy my między innymi informację o drzewostanie modrzewiowym znajdującym się w „rewirze Drapałki Iszej”. Przewodnikiem wycieczki był Pan Józef Rivoli – ówczesny Nadleśniczy w dobrach kórnickich, obłożonych sekwestrem przez Prusy z powodu uczestnictwa właściciela – Jana Działyńskiego w Powstaniu Styczniowym.
„Napotkany tamże drzewostan modrzewiowy, okryty obficie siwemi porostami, już zdaleka pokazuje swój stan chorobliwy i smutny przedstawia widok. Drzewostan ten na obszarze 200. mórg wzrosły, na ziemi leśnej III klasy, 30 do 35 lat stary, ustał obecnie prawie zupełnie w przyroście, co potwierdza doświadczenie czynione z tym gatunkiem drzewa w innych okolicach Księstwa. Chcąc go zachować od zupełnego zniszczenia, przedsięwziął Pan Rivoli trzebież tak, że 4/5 drągów wycięto, zostawiając tylko celujące drągi, spodem jako zasłonę (Bodenschutzholz), zapuścił świerki, które doskonale się udały, ciekawe więc jest bardzo, czy postępowanie to wpłynie korzystnie na utrzymanie l/5 pozostałego drzewostanu. Drągi Wycięte, wysokości 42 do 45 stóp, wszystkie wskazują w młodości jak najlepszy przyrost, dochodzący w pierwszych latach do ¼ cala w słoju, potem stopniowo prawie zupełnie w nim ustają i po większej części ulegają chorobie murszywości (Rothfaule). Ponęty, pozakładane na ryjki sosnowce i inne chrząszcze szkodliwe, regularnie rewidowane, ochraniają drzewostan osłaniający od spustoszeń tego owadu. Obejrzenie tego drzewostanu jest bardzo zajmującą rzeczą, niejeden bowiem z nas nie miał sposobności widzenia drzewostanu modrzewiowego, tem więcej będzie pouczające widzieć go za lat parę, gdy świerki podrosną, okryją ziemię i prawdopodobnie wpłyną korzystnie na przyrost pozostałych drągów.”

Fragment
Fragment


Tem więcej będzie pouczające widzieć go za lat parę
Drapałka to osada leśna i jedno z leśnictw w Nadleśnictwie Babki. Obiekt w którym gospodarował Józef Rivoli, późniejszy pierwszy prodziekan Wydziału Rolniczo-Leśnego Uniwersytetu Poznańskiego, istnieje do dzisiaj. To już niemal dwuwiekowy las. Mocna trzebież, którą zarządził Rivoli wzmocniła go, ale nie odzyskał on pełni siły po pierwszych zaniedbaniach. Znajdziemy w nim fragmenty bardzo silnych drzew jak i drzew o przeciętnych parametrach. Działania Józefa Rivolego uchroniły jednak las przed całkowitą degeneracją, często jeszcze dziś oglądaną w zaniedbanych hodowlano drzewostanach modrzewiowych. Ten wybitnie światłożądny gatunek potrzebuje do swojego nieskrępowanego rozwoju przestrzeni, swobody, światła.
Dziś w Drapałce nie zobaczymy pod okapem modrzewiny wprowadzonego wówczas świerka. Nie jest to jednak czysty las modrzewiowy. Sporą domieszkę stanowi w nim kilkudziesięcioletni już dąb, który miejscami dorównuje wysokością modrzewiowi. W lukach natomiast możemy spotkać gniazda z pieczołowicie chronioną, kilkuletnią jodłą.
Dziś te modrzewie to ponad 180 letnie drzewa. Gdy porównamy je z innymi w tym wieku (rezerwat Modrzewina, czy Świnia Góra w Nadleśnictwie Suchedniów) zauważymy, że ich masa nie zachwyca.
Leśnicy, na wielu obszarach, mają wciąż problemy z hodowlą modrzewia, na co uwagę zwrócił podczas ekskursyi leśnik z Wielkopolski półtora wieku temu.

Poza zasięgiem
Drzewostan modrzewiowy z Drapałki nie leży w granicach obszarów, które Władysław Szafer uznał za naturalny dla tego gatunku. Stworzona w latach dwudziestych XX wieku koncepcja zasięgów naturalnych trwa niczym opoka w wielu umysłach, stając się co rusz podstawą lub wytrychem dla coraz nowszych koncepcji ideologicznych pętających naturę i gospodarkę.

Stanowiska kopalne Larix w osadach pliocenu i wczesnego plejstocenu: 1,2- pliocen; 3,4-plejstocen; A.Środoń: „Modrzewie” PAN Instytut Dendrologii 1986
Stanowiska Larix z okresu czwartorzędu A.Środoń "Modrzewie"-PAN Instytut Dendrologii, 1986
Stanowiska Larix z okresu czwartorzędu A.Środoń „Modrzewie”-PAN Instytut Dendrologii, 1986


Niebawem minie stulecie od powstania tej koncepcji. W tym czasie wiele się zmieniło. Nauka odkryła i przyswoiła wiele danych nieznanych sto lat temu. Lustratorzy z FSC mając znaczące uprawnienia formalne i nieformalne, nadane im przez DGLP, wskazali nie tak dawno na nie rodzimość gatunku na wielu obszarach Polski. Zasięgi zacnego profesora Szafera wciąż stanowią podstawę dla wielu działań prawnych i administracyjnych, choć nie mają żadnych ku temu podstaw.
Brak świadomości autora teorii naturalnych zasięgów na temat obecności takiego kluczowego gatunku jak sosna w Bieszczadach spowodował wykluczenie tego obszaru z zasięgu tego gatunku. Dzisiaj dostępna jest wiedza paleobotaniczna, która wskazuje na obecność modrzewia nie tylko na obszarze całej Polski – ślady pyłków odkrywane są w Finlandii.
Europa i Polska to obszar na którym miało miejsce szereg zlodowaceń. Być może nastąpią jeszcze kolejne. W okresach między zlodowaceniami, gdy klimat ulegał naturalnemu (nie antropogenicznemu, co dla niektórych, wraz z całą historią plejstocenu, jest nieprzyjemnym zgrzytem) ociepleniu, obszary Polski były zasiedlane przez wiele różnych gatunków. Są też ślady modrzewia w całej Polsce (i np.: są ślady wielu gatunków sosny).
Razem z roślinnością wchodził na ten obszar człowiek. W Polsce historia roślin jest niewiele starsza od historii człowieka. Człowiek z pewnością przyniósł ze sobą zboże. Pewnie przywlókł też wiele innych rzeczy z południa, wschodu czy nawet zachodu (a nawet Rzymu).

Nazwy geograficzne w Polsce pochodzące od-słowa MODRZEW
Nazwy geograficzne w Polsce pochodzące od-słowa MODRZEW


Gatunek inwazyjny
Do niedawna, „nowinki” ideologiczne dotyczące przyrody i jej ochrony były domeną parków narodowych i rezerwatów. To tam, na przestrzeni dziesięcioleci, obserwujemy cały ich wachlarz, który nie pozwala naturze na chwile oddechu. W ich wyniku na wielu obszarach dochodzi do negatywnych zmian w bogactwie natury (przykładem mogą być obszary rezerwatów i tereny najdłużej chronione przez ideologów od środowiska). Póki te obszary nie są znaczące w skali kraju, państwo może tolerować różne fanaberie. Gdy jednak rzecz zaczyna zataczać coraz szersze kręgi, a dogmaty są głoszone przez coraz mniej wykształconych dyletantów (nie zważajmy na tytuły, bo S. Milgram dokładnie opisuje czemu często mają służyć), wbrew zdrowemu rozsądkowi i bez żadnych naukowych podstaw, państwo powinno trzeźwo je oceniać niezależnie od rozmiaru decybeli i nakładu jazgotu.
Może przyczyną inwazji na cały obszar leśny (chłopi póki co mogą spać spokojnie) jest zbytnie zagęszczenie populacji swoistych badaczy? Pocieszające jest, że daje się zaobserwować zachwianie dotychczasowej dynamiki jej wzrostu. Często towarzyszy temu zjawisko stresu ekologicznego wynikający też z narastającego oporu środowiska. To czasami generuje bardzo spektakularne reakcje.
Modrzew nie jest gatunkiem obcym. Nie jest też gatunkiem introdukowanym. To pionierski gatunek nie stanowiący żadnego zagrożenia dla przyrody w dzisiejszym świecie. Zresztą człowiek ma narzędzia, dopuszczone do użytku, do sprawowania kontroli nad wielkością populacji drzew (wystarczy odpalić piłę motorową lub posłać harvestery).
Ideologia obcości i takiż straszak. Te fobie mogą być praktykowane na powierzchni 2 procent kraju – w parkach narodowych. Póki realne dowody wskazują na co innego, to pozostały obszar 98 procent powierzchni kraju powinien służyć społeczeństwu, oczekującemu trwałości, różnorodności, wolności i tlenu. Dostatku i emerytury. Tworzenie polskiego parku narodowego na obszarze całego kraju tego nie czyni.

Las Polski 3/2014
Las Polski 3/2014

artykuł nieznacznie uzupełniony, ukazał się pierwotnie na łamach Lasu Polskiego 3/2014

Przypisy:
cal – 2,54 cm; stopa – 31 cm; morga – 2553 m2
czwartorzęd– to najmłodszy okres ery kenozoicznej, który zaczął się ok. 2,6 mln lat temu i trwa do dziś; dzieli się na:
1. plejstocen od 2,6 mln lat temu do 11 700 lat temu;
2. holocen od 11 700 lat temu do dziś.
Stanley Milgram – jego eksperyment badał posłuszeństwo wobec autorytetów; zaś psychologia społeczna szerzej analizuje także kwestie tworzenia autorytetów; „Jak to jest naprawdę z tą prawdą
Józef Rivoli – polski leśnik, jego postać została przypomniana na kartach monografii Nadleśnictwa Bolewice, na którym to obszarze rozpoczął swoją leśną drogę – „Wybrane karty z historii Nadleśnictwa Bolewice” – rozdział 13

Pięknie wydana książka nie jest typową monografią firmy, czy dziś już raczej tylko biura lub urzędu.
To nie diariusz Nadleśnictwa Bolewice.
Mamy do czynienia ze zebranymi okruchami, które to nadleśnictwo otaczają, przenikają się z nim nawzajem, łącząc historię ludzi, okolic z tutejszymi lasami i leśną gospodarką. Gdy uświadomimy sobie, że lasy stanowiły swego czasu dominantę w obszarze Polski, w tym i Bolewic także, to nie będziemy się dziwić, że to one odciskały swe piętno w sposób szczególny. Dziś, gdy ponownie ich powierzchnia wzrasta, marginalizowanie ich znaczenia, jakie obserwujemy w prawodawstwie, mediach i pseudoekologicznej narracji nie służy ludziom i krajowi.

Okładka książki
Okładka książki

Cenna, wielowątkowa opowieść o lesie, zasługuje na szersze poznanie. Żal, że książka nie trafia do powszechnej dystrybucji. Planowany jest dodruk, gdyż niewielki – pierwszy nakład, rozszedł się szybko.

Książka została wydana z okazji 170 lecia istnienia, kosztem własnym Nadleśnictwa Bolewice. Własną recenzję dołączył prof. Władysława Chałupki. Gospodarka leśna istniała tu wcześniej niż 150 lat temu, w innych formach organizacyjnych. W 1848 powołano Nadleśnictwo Bukowy Ostrów (którego kontynuatorem, w tej samej zresztą siedzibie) jest dzisiejsze Nadleśnictwo Bolewice), w dużej mierze na gruntach upaństwowionych lasów – w wyniku retorsji pruskiej wobec właścicieli lasów za ich udział w zrywach niepodległościowych.
Wydawca: Nadleśnictwo Bolewice, 64-305 Bolewice, ul. Świebodzińska 9; Bolewice 2018

Spis treści

1.Przestrzenne usytuowanie i rys historyczny Nadleśnictwa Bolewice – Tadeusz Szymański
2. Geomorfologia i ukształtowanie terenu – Andrzej Rodziewicz
3. Walory przyrodnicze Doliny Kamionki – Jakub Mikołajczyk
4. Bolewice w wieku XIX. Wieś – folwark – las. – Zdzisław Włodarczyk
5. Grodzisko – Przemysław Terlecki
6. Wsie na prawie olęderskim na terenie Nadleśnictwa Bolewice. – Karolina Korenda-Gojdź
7. Nazewniczy krajobraz terenów Nadleśnictwa Bolewice – Małgorzata Rutkiewicz-Hanczewska
8. Leśny parking na granicy, która łączy, a nie dzieli – Jarosław Szałata
9. Mapa lasów z 1938 roku – świadectwo myśli społecznej leśników – Jarosław Szałata
10. Apolinary Kurowski – pułkownik, powstaniec, dzierżawca dóbr bolewickich – Natalia
Hybsz
11. Fischerowie von Mollard – Przemysław Terlecki
12. Roman Grus – patriota, leśnik, wynalazca – Grzegorz Roszkowiak
13. Leśna praktyka Józefa Rivolego – Grzegorz Roszkowiak
14.Praca leśniczego w XIX w. (na przykładzie dóbr majętności pszczewskiej) – Karolina Korenda – Gojdź
15. Skarby w nasionach drzew, czyli historia i współczesność „sosny bolewickiej” – Grzegorz Roszkowiak
16. Historia przemian krajobrazu leśnego na terenie Nadleśnictwa Bolewice – Jakub Kozłowski

Przestrzenne usytuowanie i rys historyczny Nadleśnictwa Bolewice – Tadeusz Szymański
Kiedyś też nic nie wiedziałem o Bolewicach. Teraz wiem. Byłem. Poznałem trochę lasy, i krajobrazy. Trochę poznałem okolice. Potrafię powiedzieć gdzie są. Więcej szczegółów znajdziemy w tym rozdziale. Historia samego nadleśnictwa, zmienne koleje związane ze zmianami administracyjnymi i rewolucjami kształtującymi podział lasów nie były obojętne dla Bolewic.
Do 1980 roku przyroda nadleśnictwa dawała sobie radę bez istnienia rezerwatów. Różnorodność dawała sobie radę. Dziś to ludzka aktywność i buta wyodrębniły rezerwaty. Z początku na powierzchni tylko ok 10 ha. Ile jest dziś, Tadeusz Szymański nie napisał.
(Zastanawia treść tabeli znajdującej się na górze strony 14 – opisy wydają się błędne albo błędna jest uszeregowanie danych w tabeli).

Położenie geograficzne Bolewic- mapa topograficzna
Położenie geograficzne Bolewic- mapa topograficzna

Geomorfologia i ukształtowanie terenu – Andrzej Rodziewicz
Góry i doliny. Rzeczki i strumienie. Może nie ma gór, lecz teren jest dość urozmaicony i ciekawy. To urozmaicenie terenowe pociąga za sobą bogactwo określeń i nazw, które w sposób naukowy można przedstawić. Przyznam, że brakuje mi ludzkiej twarzy w tym opisie, bardzo często różnorodnego krajobrazu, wykorzystywanego turystycznie: wędrówki piesze, rowerowe czy kajakowe. Gwarantuję, że to możliwe w Bolewicach, a i samo Nadleśnictwo do tego się mocno przykłada. Szkoda, że jest tak nieskromne, by o tym dać znać czytelnikowi przy okazji wydania z takim pietyzmem historii tej ziemi i lasów. Interesujące opisy ukształtowania terenu są przecież związane ze szlakami turystycznymi czy ścieżkami edukacyjnymi. Szkoda, że nie powiązano ich ściśle z geomorfologią …. Gwarantuję, że każdy znajdzie tu coś dla siebie, a znając gościnność leśników wiem, że zapraszają.

Walory przyrodnicze Doliny Kamionki – Jakub Mikołajczyk
Powracanie gospodarstwa leśnego na tereny rolnicze wzbogaciło zasoby przyrodnicze. Wróciły gatunki., zwiększa się bogactwo przyrodnicze. Autor pisze , iż powołany na powierzchni ponad 59 ha rezerwat Dolina Kamionki ma na celu „ochronę i zachowanie ze względów naukowych i dydaktycznych kompleksu ekosystemów związanych z doliną rzeki i charakterystycznymi dla nich gatunkami roślin”. Niestety nie wiemy jaki jest charakter tego rezerwatu. Wspomina także o tzw. ekosystemie referencyjnym na powierzchni 9 ha – który został wyłączony z gospodarki leśnej, oraz ponownie o kolejnej strefie referencyjnej założonej na powierzchni ok 20 ha. Te elementy, to według mnie, typowe składowe para ekologicznej ideologii dominującej dziś w kraju. Nie służy ochronie i wzbogacaniu ojczystej przyrody, lecz w dłuższej perspektywie zubaża na objętych obszarach zasoby przyrodnicze: gatunkowe i siedliskowe, redukując tym samym różnorodność. No cóż, jest to dziś poza zasięgiem decyzyjnym Nadleśnictwa.
Wskazywanie, że Natura 2000, a szczególnie jej polski system tworzenia, cokolwiek potwierdza, jest typową nowomową (a wg autora ma potwierdzać zasadność istnienia rezerwatów, a może i tworzenia kolejnych). Potwierdza jedynie brak właściwego nadzoru społecznego nad przyjęciem rozwiązań prawnych, niespotykanych w takiej restrykcji nigdzie indziej w UE.
Budowa tam bobrzych nie przeszkadza tak autorowi jak przetamowania stworzone przez człowieka. To znamienna maniera ekologistycznego wairactwa, nie mającego związku z ekologią, choć zrozumiała dla prowadzenia społecznej manipulacji (L.Tomiałojć – „Kto to jest ekolog”)

Bolewice w wieku XIX. Wieś – folwark – las. – Zdzisław Włodarczyk
Historia ziemi bolewickiej. Co prawda nie zamierzchła, ale okresu, który znamy ze źródeł pisanych. XVII wiek dał już konkretne i dość szczegółowe opisy. Nie tylko właścicieli ziemskich lecz także ludzi mniej majętnych, pracujących nie na swoim. Przeczytamy wzmiankę o dokonaniach Jędrzeja Schulza – owczarza czy mistrza rzeźnickiego Jurasza. Historia powszechna skupia się na dokonaniach ludzi majętnych, choć niekoniecznie to oni ją tworzą. Tutaj jest inaczej: wątki poświęcone mistrzowi rzeźnickiemu przeplatają się z dziejami możnych ówczesnego świat. To o wiele bardziej ciekawe, różnorodne i prawdziwe. Przyznam, że te historie spod strzechy były dla mnie bardziej zajmujące. Oczywiście prócz historii owczarza, czy rzeźnika poznajemy dzieje rodów Łąckich, Hillerów czy von Unryhów (protoplastów m in. Józefa Unruga – dowódcy obrony wybrzeża w 1939).
Przy okazji poznajemy historię własności lasów do momentu uzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 roku. Historię lasów oraz ludzi z nimi związanych. Odnalezione ślady dokumentują poziom ich życia, wysokość zarobków i innych dochodów czy zasady wynagradzania.

Grodzisko – Przemysław Terlecki
Najstarszym, zbadanym obiektem, najbardziej znanym, na obszarze Nadleśnictwa Bolewice są szwedzkie szańce. Szwedzkie szańce, a więc najpewniej związane z Potopem lub wojną siedmioletnią. To ludowe określenie miało wpływ na … historię odkrycia grodziska kultury łużyckiej. Badania rozpoczęli Niemy pod koniec XIX wieku. Szczegółowe badania przeprowadzono w latach 60-tych XX wieku na przekształconym już mocno obszarze grodziska, a powtórzono w latach 80-tych XX wieku. Odkryto wiele śladów kultury łużyckiej z okresu, gdy istniał tu gród (w lesie, nieopodal wsi Rybojady). Powstanie grodu szacuje się na VII-VIII wiek przed naszą erą, a jego ślady trwają do VII wieku naszej ery. To 15 wieków trwania. Czy znacie jakąś inną osadę w Polsce, która ma dłuższą historię? Za wyjątkiem Kalisza.

Wieś na prawie olęderskim na terenie Nadleśnictwa Bolewice. – Karolina Korenda-Gojdź
Czy to prawda, że 40 procent ludności w Wielkopolsce, i na obszarze dzisiejszych Bolewic stanowiło osadnictwo na prawie olęderskim. Osadnictwie trwającym od XVII wieku do wieku XIX. Wierzyć się nie chce. To kim my w końcu jesteśmy?

Nazewniczy krajobraz terenów Nadleśnictwa Bolewice – Małgorzata Rutkiewicz – Hanczewska
Czy zdarza się komuś zastanawiać nad pochodzeniem nazw geograficznych? Nad ich etymologią czy przyczynami, że jakaś góra, wzgórze, strumień, las, czy wieś nazywa się właśnie tak jak się nazywa? To ciekawe opracowanie dotyczące obszaru Bolewic, zawiera cenny uniwersalny przekaz.

Leśny parking na granicy, która łączy, a nie dzieli – Jarosław Szałata
Mieszkam w Warszawie, Przyznam, że nigdy nie interesowałem się parkingiem znajdującym się w pobliżu miejsca, w którym mieszkam. Czy wielu z Was się interesowało historią pobliskiego parkingu, historią miejsca w którym go ulokowano? Czy interesowaliście się historią szlaków drogowych, z których korzystacie? Historią ich powstania, przyczynami takiego a nie innego przebiegu?
Parking leśny. W odległych dla większości Bolewicach. Jeśli wiecie gdzie są? Z reszta nie ma to znaczenia. Mógłby być pod Waszym domem.
W Bolewicach zbudowano parking wybierając miejsce głęboko związane nie tylko z Nadleśnictwem, ale nawet bardziej z historią Polski, Niemiec, Europy. Warto przeczytać. Warto podjechać i obejrzeć. I rozejrzeć się po okolicy.

Mapa lasów z 1938 roku – świadectwo myśli społecznej leśników – Jarosław Szałata
Papierowa mapa. W dobie GPS. Dziś niszowa kwestia.
Jest dużo map archiwalnych II RP. Także map tematycznych. W zasobach świetnego portalu Polona.pl znajdziemy też mapy lasów w II RP, lesistości czy ich podziału administracyjnego. Jednak nie ma w zasobach Muzeum Narodowego Tej mapy. Stworzonej na wystawę międzynarodową w Nowym Jorku 1939 roku, i która w większości do tej wystawy nie dotrwała. Cały niemal jej nakład został zniszczony. Ta słabość i spolegliwość II RP jest znamienna i dla naszej współczesności. Ciekawa historia mapy, którą w skrócie opowiada autor kolejnego rozdziału z pewnością intryguje, a dołączona bibliografia pozwala na poszerzenie wiedzy. Mapa jest antykwaryczna zdobyczą, i znajduje się w posiadaniu Nadleśnictwa, a jej fragmenty zdobią książkę. Jestem przekonany, że jej historia wszystkich zaintryguje.
Apolinary Kurowski – pułkownik, powstaniec, dzierżawca dóbr bolewickich – Natalia Hybsz
Każdy region ma swoich cichych lub znaczących bohaterów. Historia uczy, że areopag bohaterów jest zmienny w naszym kraju. To tak jak zmienne są koleje jego losu, i manipulacje w celu uzyskania konkretnych bieżących korzyści przez zmieniające się polityczne areopagi kraju.
Apolinary Kurowski żył w okresie kształtowania się świadomości narodowej i budzącej się świadomości ekonomicznej poszczególnych warstw. Brał udział w działalności spiskowej 1846 i 1863. Nie należał do charyzmatycznych przywódców, nie miał też warunków do odgrywania znaczącej roli. Sam zapał zaś, to zbyt mało by odnieść sukces. A i przeciwnik był zupełnie innym miejscu pod względem siły i rozeznania niż jeszcze wiek wcześniej.
Sukcesu nie odniósł, i umarł na emigracji w Szwajcarii. Czy jego działania (jak i działania innych spiskowców i powstańców) przyniosły korzyść krajowi? Dobrze wiemy, że nie. To były klęski. Czy czas jaki upłynął, przekuł je w zwycięstwa?
Czy możemy oceniać dziś działania jakie podejmowano półtora wieku temu w sposób racjonalny. Autor krótkiego eseju nie podjął się tego trudu, zajmując się odkrywaniem samego życiorysu Apolinarego Kurowskiego. Na koniec tylko dowiadujemy się o ówczesnej, krytycznej ocenie jego osoby i czynów.

Fischerowie von Mollard – Przemysław Terlecki
Zarządzali olbrzymią połacią lasów, w większości na obszarze dzisiejszego Nadleśnictwa Trzciel (w okresie do 1945 roku) . Lecz także część Nadleśnictwa Bolewice do nich należała. To Ernst Fischer polecił zbudować charakterystyczna wieżę obserwacyjną Wieżę Marii – od imienia swojej żony. Ta wieża, odrestaurowana staraniem Nadleśnictwa Bolewice, wciąż jest podziwiana i wykorzystywana dla celów przeciwpożarowych. Lecz czy sama własność i posiadanie, oraz ich efekty rzeczywiście zasługują na budowanie większej historii?

Roman Grus – patriota, leśnik, wynalazca – Grzegorz Roszkowiak
Pinofera – wynalazek wyprzedający o wiek ponad dzisiejszą produkcję kontenerową sadzonek. Docenianie sadzenia w lesie materiału z bryłką to rewolucja w tamtych czasach. Gdy do tego dodamy inne zainteresowania, np. językiem polskim, i popularyzowaniem go na „krasach” to niektóre tylko dokonania Romana Grusa (1856-1928), nadleśniczego z Nadleśnictwa Grudna, dziś stanowiącego część domeny Nadleśnictwa Bolewice,

Leśna praktyka Józefa Rivolego – Grzegorz Roszkowiak
Rivoli to nietypowe nazwisko. W dodatku osoba je nosząca mieszkała i była związana ze środowiskiem wiejskim, leśnym. Sporym zaskoczeniem było dla mnie, gdym przed laty czytał jego relacje z „ekskursji” po okolicach Drapałki (okolice Kurnika i Poznania), w dużej mierze poświęconej analizie hodowlanej znajdującego się tu młodnika modrzewiowego – dziś niemal dwuwiekowego lasu, podbudowanego już jodłą i cisem (?).
Z włoska brzmiące nazwisko do dziś jest dla mnie tajemnicze, niespotykane, jakby nie z tej ziemi. Szkoda, że historia i korzenie rodu Józefa Rivolego (1838-1926) wciąż są dla mnie tajemnicą. Jest wielce zasłużony dla polskiego leśnictwa i ma również swój bolewicki epizod. O wielostronności zainteresowań tego leśnika świdczą jego próby pisarskie. Podobnie jak Karol May (1842-1912) w Dreźnie, Józef Rivoli całkiem niezależnie podjął się próby napisania powieści przygodowej, której akcja dzieje się na Dzikim Zachodzie. Swoja powieść („Puszcza i praira”) rozpoczął pisać mając lat 20, będąc na praktyce leśnej w Bolewicach, pod koniec lata 1858 roku. Powstały trzy tomy powieści, które wciąż pozostają w rękopisie.
Później, w 1907 r. przewodniczył w Krakowie obradom „Pierwszego Zjazdu polskich leśników” ze wszystkich dzielnic Ojczyzny, gdzie podjęto decyzje o ujednoliceniu polskiego słownictwa techniczno-leśnego, a w 1919 tworzył Katedrę Hodowli Lasu na Uniwersytecie Poznańskim.

Praca leśniczego w XIX w. (na podstawie dóbr majętności pszczewskiej) – Karolina Korenda – Gojdź
Ignacy Zagrodzki, od 1815 roku leśniczy w majątku pszczewskiem, pozostawił po sobie wiele dokumentów i zapisów, które przetrwały, i pozwalają nam poznać szczegóły pracy w ówczesnym gospodarstwie leśnym. Problemów różnorakich było wówczas sporo. Dużo kradzieży drewna, i paserstwo w jego zbyciu, szkodnictwo kłusownictwa i używania w tym celu psów: „ Kto Psa posiada, nie może go ani w polu ani w Boru lub Lesie inaczej używać jak uwiązawszy mu Knebel u Szyii 18 cali długi a 3 cali gruby, i to nie na środku, ale za każdy koniec knebla.” – (za Ignacy Zagrodzki, z zapisów leśniczego). Nie za dużo w tych zapiskach informacji gospodarczych. Planowa gospodarka leśna w sensie formalnym dopiero miała się zacząć.

Skarby w nasionach drzew, czyli historia i współczesność „sosny bolewickiej” – Grzegorz Roszkowiak
Czym może się różnić sosna spod Bolewic od tej kampinoskiej czy taborskiej? Czasem nie widzimy żadnej różnicy między drzewami tego samego gatunku rosnącymi od siebie w znacznym oddaleniu. Innym razem widzimy między drzewami rosnącymi w sąsiedztwie olbrzymi kontrast..
Badania prowadzone od kilkudziesięciu lat, nad proweniencjami1 sosny wskazują nam na ich zróżnicowanie pod wieloma względami. Czyli sosna sośnie nie równa.
Czym więc wyróżnia się pochodzenie bolewickiej sosny?
Ograniczenia we wprowadzaniu przemieszczenia w XIX/XX wieku (Szwecja i Niemcy) miały na celu nie ochronę rodzimych proweniencji co dbałość o utrzymanie wysokich przychodów. Były to zarządzenia administracyjne i ogólne, gdyż nie bazowały na szczegółowych badaniach. Rożnego rodzaju doświadczenia wskazują, że przenoszenie poszczególnych proweniencji nie musi być niekorzystne, i może skutkować znacznymi przyrodniczymi i gospodarczymi pozytywami. Szwecja już nie kontestuje takich efektów, podobnie jak Dyrektywa UE o leśnym materiale rozmnożeniowym. Warto korzystać z tego co dała natura, a co jeszcze do nas nie dotarło w sposób naturalny (czy mogłoby dotrzeć wbrew administracyjnym poleceniom urzędników, którzy nawet naturalne zmiany przyrodnicze próbują zamknąć w rygorach własnych pomysłów). Bo założenia, iż przemieszczanie się gatunków czy proweniencji odbywa się wyłącznie w sposób liniowy, lub jest rzeczą zamkniętą i skończoną i przestało się już dziać, przeczy zasadom natury, która nie jest, i nigdy nie była, obszarem statycznym. Próby okiełznania przyrody jakie się dzieją w wizji i ekologistycznej manierze nie odzwierciedlają jej najistotniejszych właściwości. Niniejsze, popularne opracowanie słuszne w zarysie, gdy przyjrzymy mu się w szczególe już nie musi być takie proste, jednoznaczne. Natura to rzecz dynamiczna w skali globalnej, czego efekty obserwujemy na co dzień (szakal, jenot, australijskie czy środkowoamerykańskie grzyby w kraju).
Ale czy nie mając określonych wyników badań czy doświadczeń praktycznych warto inwestować w nierodzime pochodzenia? Dobrze wiemy, że nie. Zarówno we własnym ogródku (najczęściej cenniejsze i najlepsze okazują się stare i sprawdzone odmiany od holenderskich nowinek) jak i w lesie.
Kilkudziesięcioletnie badania porównawcze różnych pochodzeń sosny na różnych stanowiskach Europy i USA wielokrotnie wyróżniały odporność, jakość i możliwości przyrostowe sosny bolewickiej. Czy coś może ograniczać Czechów, gdyby chcieli te właściwości wykorzystywać w swoim kraju?

Historia przemian krajobrazu leśnego na terenie Nadleśnictwa Bolewice – Jakub Kozłowski
Cywilizacja człowieka, jej rozwój i przemiany odciskają piętno na naturze. Deforestacja Borneo jakiej dziś jesteśmy świadkami nie wiele się różni od przeobrażeń środowiska w Europie, Polsce i Bolewicach. Państwo polskie w swoim zaraniu dysponowało lasami na powierzchni ponad 80%. W okresie II RP lesistość była w miarę stabilna, i wahała się na poziomie ok 20%. W okresie PRL lesistość wzrosła do niemal 28% a dziś to niemal 30%. Ten rosnący trend wzrostu lesistości nie jest nieograniczony. Wziąwszy pod uwagę, że w okresie 1000 lat liczba ludności wzrosła od 1-1,5 miliona do 37 milionów, odbudowa powierzchni leśnej nie jest możliwa do tego pierwotnego poziomu. Ale każdy wzrost jest cenny.
Obszar Bolewic w sposób nadzwyczajny wykorzystał okres PRL w zalesieniach i uzyskał w tym czasie przyrost lasu od średniej krajowej (ok 21-22%) do niemal dwukrotnie większej od średniej krajowej (29%) dziś – czyli lesistości dochodzącej niemal do 60%. Ten przyrost wiąże się także z problemami w hodowli i ochronie lasu. Lecz niepodważalną wartością jest uzyskany przyrost powierzchni leśnej (do niemal 60 procent), a problemy porolnych zalesień będą z czasem równoważone i pokonywane przez niepodważalne korzyści. Trzeba mieć świadomość, że wysiłek poniesiony przez społeczeństwo na zalesienie tak ogromnej powierzchni miało na celu budowę potencjału gospodarczego i zasobów leśnych oraz budowanie rangi kraju i państwa. Czy zostanie to wykorzystane w tym kierunku?
Ten przyrost lesistości o około 40%, odbija się nie tylko na samym krajobrazie. To determinuje ogromne zmiany społeczne, kulturowe, gospodarcze. Dokonana szczegółowa analiza w okresie ostatniego półtora wieku to rzecz arcyciekawa i godna szerszej popularyzacji. Także w kontekście rożnego rodzaju paranaukowych koncepcji podważających właściwości gospodarcze lasów, czy wyłączne klasyfikowanie ich w kontekście istniejących założeń obecnych systemów ochrony przyrody w Polsce.
                                                                                                                                                                                                                                                     Robert Grzeszczyk, styczeń 2019

 

Proweniencja to innymi słowy pochodzenie. Miejsce związane z określoną częścią populacji gatunku, w tym przypadku drzewa, sosny. To położenie determinuje charakter i cechy występujących na danym obszarze drzew tego gatunku.

W numerze 4/2012 „Lasu Polskiego” mogliśmy przeczytać wywiad z profesorem Tomaszem Boreckim pt. „W kręgu leśnych wyzwań”. Profesor jest doradcą prezydenta Bronisława Komorowskiego i członkiem Kolegium Lasów Państwowych. Jest więc osobą wpływową. Poglądy profesora nie pozostają jedynie w świecie sporów i dyskusji. Przybierają całkiem realne kształty. Tym bardziej warto z nimi dyskutować.
Słyszę o prywatyzacji Lasów Państwowych od lat. Gdy kiedyś spytałem leśniczego, wieszającego na drzwiach kancelarii afisz z protestem przeciwko prywatyzacji, przeciwko czemu konkretnie protestuje, nie potrafił mi wyjaśnić. I do dziś nie wiem – co właściwie kryje się pod tym pojęciem?

A profesor z prywatyzacją walczy
Rzeczypospolita Polska od 20 lat podejmuje znaczący wysiłek prywatyzacyjny. Już dawno temu wszystkie siły polityczne, wraz z Kościołem, uznały, że to konieczne i dobre. Nawet ustawa o lasach wprowadziła odpowiednie przepisy umożliwiające prywatyzację zasobów mieszkaniowych LP, co później było poszerzane kolejnymi zarządzeniami dyrektorów generalnych.
Należy domniemywać, że rozprzedawanie zasobów mieszkaniowych nie jest tą „złą prywatyzacją” i nie oburza pana profesora. Pewnie dlatego, że bierze w niej udział korporacja leśna, a może też wszystkie środowiska, o których wspomina w wywiadzie. Pewnie i on sam. Wystarczy jednak by zainteresowanie np. pustostanem przejawiła osoba spoza środowiska, a kończy się to jego rozbiórką, podczas gdy istniejący obok obiekt jest prywatyzowany na korzyść nadleśniczego czy jego zastępcy.
Profesor twierdzi, że nie zna (…)znaczącego środowiska, które dopuszcza prywatyzację lasów. Przeciwni są ludzie miast i wsi, środowisko akademickie, Kościół. Powszechne „nie” wspomaga ekonomia. Lasy Państwowe zajmują niemal 30% powierzchni kraju. Powszechny sprzeciw budzą propozycje sprzedaży 1/3 Polski. Doświadczenie wskazuje, że żadna prywatyzacja w dłuższym okresie czasu nie przyniosła pozytywnych efektów ekonomicznych dla kraju. Widzimy bowiem wyraźnie, że wraz ze wzrostem dochodów państwa z tytułu sprzedaży majątku narodowego, zadłużenie samego kraju wzrasta. Czy można łączyć te dwa fakty? Dziś ludzie, którzy 20 lat temu rozpoczęli proces rozprzedaży-prywatyzacji majątku narodowego, wskazują na konieczność np. nacjonalizacji banków. Jaka jest tego przyczyna? Co sprawia, że państwo ponosi straty tam gdzie powinno odnosić korzyści? Póki ta przyczyna nie zostanie zlikwidowana, jestem również zdecydowanym przeciwnikiem rozprzedaży majątku narodowego, rozprzedaży majątku LP.
Choć Tomasz Borecki zauważa, że prywatyzacyjny „szum jest szkodliwy”, to jednak jest przekonany, że politycy, którzy chcieliby prywatyzacji „na szczęście stanowią znikomą siłę”. Wg mnie podnoszenie tej sprawy dowodzi mimo wszystko istnienia wciąż realnego zagrożenia. W zeszłym roku wskazywałem na inne możliwe gwarancje ochrony narodowego charakteru Lasów Państwowych. Jeśli wszystkie znaczące środowiska są przeciwne prywatyzacji, to które znaczące siły są przeciwne umieszczeniu odpowiedniej klauzuli w Konstytucji? Czy taka klauzula byłaby mniej warta od deklaracji Prezydenta RP „że lasy pozostaną publiczne”? Czy publiczne, to to samo co państwowe i narodowe?
Czemu więc nie zagwarantować ich narodowego i publicznego charakteru w Konstytucji Państwa?
A może nie chodzi o odpowiednie gwarancje dla Lasów Państwowych, lecz jedynie o cykliczne straszenie i pobudzanie społeczeństwa dla obrony zupełnie innych celów?

 Dorobek Lasów Państwowych – polski park narodowy
Pan prof. Tomasz Borecki wskazuje na osiągnięcia LP od momentu odzyskania przez Polskę niepodległości w roku 1918. Przypominanie postaci prof. Jana Miklaszewskiego – osoby współodpowiedzialnej oraz tolerującej eksploatację Puszczy Białowieskiej przez angielską firmę „Century”1, co zarzucał mu wieloletni naczelny dyrektor LP Adam Loret (Piotr Bajko, „Encyklopedia Białowieska”3), dowodzi jedynie, że skutki niektórych złych decyzji ciągną się dziesiątki i setki lat, a ludzie mylą zasługi z ewidentnym szkodnictwem. Potwierdza też, że nie wszystkie działania znanych ludzi podjęte niemal sto lat temu – a i dziś również – są chwalebne (ale do powstania pomnika w hołdzie niszczycielowi Puszczy T.Borecki znacząco się przysłużył; więc może i sam trafi choć na Wawel).

Adam Loret - pierwszy i jedyny w II RP Naczelny Dyrektor Lasów Państwowych
Adam Loret – pierwszy i jedyny w II RP Naczelny Dyrektor Lasów Państwowych

Szanujemy pamięć Adama Loreta i dzieło, jakie stworzył. Zbudował silną gospodarkę leśną w Polsce i silną pozycję Lasów Państwowych.
Znacząca jest informacja podawana przez prof.
T. Boreckiego o przyroście powierzchni leśnej Polski, jaki się dokonał – ale trzeba to jednoznacznie podkreślić – stało się to w okresie PRL, o czym profesor zapomniał dodać. Przybyło w tamtym czasie ponad 2,5 mln ha lasów. Natomiast uchwalony przez Sejm Rzeczypospolitej „Krajowy program zwiększania lesistości” (do 2020 roku) praktycznie już przestał być realizowany. Na ratunek programowi ruszyła statystyka oraz lustracja terenów pokrytych naturalnymi odnowieniami, ale nie realne prace i koszty („Informacja o stanie lasów oraz o realizacji Krajowego programu zwiększania lesistości w 2010 roku” prezentowana w Sejmie). Wskazywanie przez prof. Tomasza Boreckiego, że: Dziś mamy 2,3 mld m3 zapasu (bezpośrednio po wojnie tylko 900 mln3), co oznacza prawie dwuipółkrotny wzrost to wynik powojennego wysiłku nie tyko leśników lecz też rzeszy cywili, Ludowego Wojska Polskiego, uczniów oraz upływu czasu. Posadzone wówczas sadzonki to dziś 50, 60-letnie drzewostany, które zgodnie z nowymi założeniami mają być niemal w połowie zjedzone przez korniki i inne szkodniki (zgodnie z założeniami tzw nowej szkoły polskiego leśnictwa – sic!, której przyklaskują gospodarki leśne Niemiec, Szwecji, Francji oraz stada ogłupianych tuziemców). Czy o to chodziło wszystkim podejmującym trud zalesień 2,5 mln ha?
Sam zapas o niczym jeszcze nie przesądza. Dla społeczeństwa i państwa zdecydowanie większe znaczenie ma efektywność leśnej gospodarki oraz zdolność do rozwoju i budowy kraju. Z pewnością pan prof. Borecki zdaje sobie sprawę, że demokratyczna Polska, stawiając na piedestale Adama Loreta2, grzebie jednocześnie dzieło jego życia – silną i znaczącą w Polsce, Europie i świecie gospodarkę leśną i drzewną. Nasza dzisiejsza demokracja, kulawy system „społecznych konsultacji”, wybrała inną drogę. Buduje, z zapałem podcinając gałąź na której siedzi – polski park narodowy. Dziś obejmuje on już niemal połowę zasobów leśnych Lasów Państwowych. Tym samym przeznacza się na zgnicie taką samą część
leśnego majątku narodowego, jaką rokrocznie „rzuca” na rynek. Nie przypuszczam, bym mylił się o więcej niż 10%. Przechodzenie do porządku nad tak ogromnym marnotrawstwem, w imię nie ekologii lecz ekologizmu, to dziś nic szczególnego. Warto jednak wskazać, że tuż za Odrą podobne „ekologistyczne” – bo przecież nie ekologiczne (nie mające nic wspólnego z ekologią) – propozycje pozostawiania na zgnicie tylko 5% masy surowca zostały zdecydowanie odrzucone przez Bundestag.

Drewno – też warte więcej niż na asygnacie

Gospodarka ekologistyczna prowadzi do ogromnych strat w zasobach naturalnych kraju.

Pan prof. Tomasz Borecki jest zwolennikiem poprawy stosunków LP z przemysłem drzewnym, którego podatki i działalność już dawno wspomagają kraj. Ma też świadomość, że każdy dodatkowy metr drewna na rynku to dodatkowe miejsca pracy, nie tylko dla robotników ZUL (Zakład Usługowy Lasów).
Profesor przytacza:
Wg ośrodków badawczych: amerykańskiego i szwajcarskiego, drewno (w sposób prosty przeliczane na biznes) stanowi zaledwie 8% wartości wszystkich dóbr leśnych, które w przytłaczającej większości są pochodną ochronnych, przyrodniczych i społecznych funkcji lasu. Czy funkcje, które przytacza profesor, pojawiły się wczoraj? Jestem przekonany, że istniały od zawsze. Czemu służy ich nadmierna medialna eksploatacja?
Nie podważając tych wyliczeń, należy się zastanowić, jakie są straty w tych ochronnych, przyrodniczych i społecznych funkcjach lasu w przypadku prowadzenia zrównoważonej i efektywnej gospodarki w lesie, w tym również racjonalnego użytkowania? Warto też wspomnieć, że wartość samego surowca jest jedynie niewielką częścią korzyści, jakie są generowane przy jego przetwarzaniu.
Czy wartość samego drewna stanowi więcej niż 8% wszystkich korzyści, jakie uzyskuje społeczeństwo i kraj z jego przetwarzania? Jak więc ma wyglądać realna współpraca i uczciwa rozmowa w przemysłem drzewnym? Sprawa podaży oraz aukcyjny i nierówny system cen z pewnością wymagają co najmniej analizy.
Jestem przekonany, że wartość surowca drzewnego to ułamek korzyści jakie niesie ono dla kraju i jego mieszkańców jego przerób i wielokrotny obrót półproduktami, usługami, zarobkami, etc. To setki miliardów złotych rocznie.
Pozwolę sobie również delikatnie zaprotestować przy stwierdzeniu:
Leśnicy mają jednego pana, którym jest las.
Całe życie wydawało mi się, że leśnicy to jedynie grupa zawodowa, natomiast Lasy Państwowe nie są własnością leśników. Czy prywatyzacja lasów na rzecz tej korporacji zawodowej byłaby do przyjęcia
(a już się kończy w zakresie zasobów mieszkaniowych będących w zasobach PGL LP)? Podkreślanie korporacyjnego charakteru lasu nie wydaje się właściwe. Lasy Państwowe mają służyć Polsce – tak jak określi to społeczeństwo. Las dla samego lasu to zupełnie inna historia. To historia parków narodowych i rezerwatów. Tak swego czasu określił to suweren.
Leśnicy są częścią składową suwerena, który stanowi Państwo, który jest też właścicielem Lasów Skarbu Państwa. To suweren jest patronem profesorów, którzy powinni się realizować w pomnażaniu krajowego dobrostanu, dobrostanu suwerena. Czy Profesor pomnaża?
Niestety od dłuższego już czasu leśnicy LP w strukturach i służbie
Ministra Środowiska zajmują się w coraz większym stopniu tworzeniem ogromnego parku narodowego. Nie wzmacnia to środowiska przyrodniczego, czego tragiczne dowody są widoczne na obszarze Puszczy Białowieskiej, szczególnie w Nadleśnictwie Białowieża. Dla Polski i dla samych leśników to same straty. Profesor nie widzi w tych faktach niczego zdrożnego, choć przywołuje przykład Puszczy.

 Jak modernizować strukturę Lasów Państwowych

LP muszą w końcu wybrać swoja jedną drogę: korporacja, administracja, ekologizacja, budżet lub gospodarka, kraj i społeczeństwo. Wybór może być tylko jeden: służba krajowi i suwerenowi. Czas by uczciwie pokłonić się A. Loretowi, a nie wycierać sobie gęby jego Osobą.

Pan profesor nie odnosi się wprost do modernizacji struktur, jakie miały miejsce w okresie ostatnich 20 lat. Warto przypomnieć, że LP doświadczyły już restrukturyzacji Dawidziuka–Majchrzaka (ok. 5000 zlikwidowanych miejsc pracy oraz często przypadkowe likwidacje nadleśnictw i leśnictw) oraz kończonej właśnie optymalizacji Pigana–Baryły. Modernizacji i optymalizacji poddano w szczególności pracowników terenowych i nadleśnictwa. Pan profesor jest przeciwnikiem systemowych rozwiązań i „odgórnego normowania zatrudnienia”. Podnosi konieczność zmian i oszczędności „w sferze stricte administracyjnej”. Dostrzega również możliwość „korekty podziału Polski leśnej na regiony”.
Artykułuje zastrzeżenia w stosunku do przerostów etatowych w regionalnych dyrekcjach LP. Jednak wskazywanie na potrzebę weryfikacji kompetencji bez modernizacji struktury nie wydaje się realne.
Część decyzji podejmowanych na szczeblu regionalnym (w regionalnych dyrekcjach Lasów Państwowych) można przenieść do nadleśnictw – to bardzo ogólne stwierdzenie stoi w sprzeczności z obowiązującym prawem. Bowiem wciąż obowiązująca ustawa o lasach mówi w art. 35. 1. że: Nadleśniczy prowadzi samodzielnie gospodarkę leśną w nadleśnictwie na podstawie planu urządzenia lasu oraz odpowiada za stan lasu.
Czy profesor Borecki nie zna tej prawnej formuły? Aktualnie, by przenieść jakieś kompetencje na nadleśniczego, należałoby wpierw wykreślić z ustawy o lasach ten „nieszczęsny” artykuł nr 35, a później przypisać nadleśniczym określone przez profesora konkretne kompetencje. Ale jakie?
Chyba, że pan profesor sugeruje, że artykuł 34 pkt. 2C, który wskazuje, że dyrektor regionalny
inicjuje, koordynuje oraz nadzoruje działalność nadleśniczych i kierowników jednostek o zasięgu regionalnym odebrał już wcześniej wszelkie kompetencje i wszelką odpowiedzialność nadleśniczym? A może nie odebrał?
A może odebrał kompetencje, a nie odebrał odpowiedzialności?
Czy możliwa jest jakakolwiek odpowiedzialność, jeśli nie są (?) jasno określone prerogatywy na określonych poziomach w strukturze?
Uważam, że struktura w jakiej są zamknięte Lasy Państwowe nie jest adekwatna do dzisiejszego stanu rozwoju cywilizacyjnego społeczeństwa. Kwestią pozostaje, czy struktura i system kraju są w stanie przyjąć jakiekolwiek zmiany.

 Polityczni nominaci cementują
„Nie osiągniemy wielkiego postępu, jeśli o zajmowaniu kluczowych stanowisk będzie decydować tzw. bilet polityczny.” W tych słowach profesor porusza problem głębokiego upolitycznienia, które występując już nie tylko wśród kadry pracowników LP. To wcale nie nowy temat.
Całe ostatnie dwudziestolecie w LP to historia mniejszych i większych
jatek o podłożu politycznym. Do dziś największe znaczenie ma zupełnie co innego niż fachowość i wiedza. Jest to wynik panującej centralizacji, zawłaszczania całych obszarów administracji i gospodarki w rytmie wyborczego walca i doboru kadr w takim samym rytmie. Dzisiaj sprawdzają się tylko wytrawni tancerze. Nie są zwolennikami żadnej modernizacji. Cementują układ.
Rzeczywista zmiana organizacji LP była związana z prywatyzacją usług leśnych. Pan prof. Tomasz Borecki wskazuje na doniosłość tych zmian. Warto jednak przypomnieć, że była to niezależna i oddolna inicjatywa, która powstała na poziomie nadleśnictw
na koniec lat 80-tych XX wieku. Została w późniejszym czasie zatrzymana, gdyż zaczęła zagrażać strukturom RDLP i DGLP. Wdrożona później zgodnie z zasadami centralistycznego zarządu. Jej efekty zostały w większości zniweczone. Wystarczy porównać wielkość zatrudnienia na stanowiskach nierobotniczych przed rozpoczęciem prywatyzacji usług i dziś, uwzględniwszy duże redukcje pracowników terenowych (leśniczych, podleśniczych, gajowych, dozorców obchodów). Rzuca się w oczy, że wraz ze spadkiem zatrudnienia na stanowiskach robotniczych następował co najmniej proporcjonalny przyrost zatrudnienia pracowników biurowych DGLP, RDLP, nadleśnictw. Mimo dobrego wyposażenia biur oraz postępów w transporcie i w komunikacji, wyraźnie widoczne są przerosty biurokratyczne, nie tylko w RDLP.
Każda struktura organizacyjna czerpie z historii. Lecz to nie historia przesądza o jej sprawności. Właściwe jest określenie celów, jakie ma osiągać organizacja oraz budowanie lub modernizowanie jej struktury dla ich najlepszej realizacji. Określanie na samym początku schematu struktury LP i wskazywanie na to, jaki jest wyśmienity bez określenia celów – a o tych nie przeczytamy w wywiadzie – nie wydaje mi się właściwe. Chyba, że nadrzędnymi celami organizacji Lasów Państwowych jest odsunięcie wtłoczenia ich w budżetowy gorset i uniknięcie prywatyzacji – co by to nie oznaczało.
Czy struktura organizacji nie powinna być budowana od dołu, a nie od góry. Rzadko kiedy buduje się dom od dachu. Fundamenty więc się kruszą, a dach nie wydaje się do nich dopasowany. Może się dopasował do czegoś innego? Nikt zdaje się nie pamiętać, co najpierw się wali.

Opodatkować Lasy

Jacek Rostowski – PO

W roku ubiegłym minister finansów Jacek Rostowski, powołując się na zapisy ustawowe (Lasy Państwowe są administracją), planował wtłoczyć całą organizację w budżetowy gorset. Zgodny opór przed zamknięciem LP w budżetowym worku wynika z wielu powodów. Plany te nie były zamachem na samodzielność, niezależność LP. Nie stanowiły też żadnego zagrożenia dla samej substancji leśnej. Mogło się to nawet przyczynić do dalszego wzrostu „ekologizacji” środowiska naturalnego w zgodzie z FSC i PEFC. W perspektywie mogły skutkować przeznaczeniem na zgnicie nawet całego zapasu drewna, którym w wywiadzie chwali się pan prof. Tomasz Borecki (2,3 mld m3). Może też mogły lepiej zabezpieczyć przed prywatyzacją.
Plany ministra finansów mogły zburzyć ustalony porządek istotny nie tyle dla samych Lasów, co dla wielu innych organizacji i stowarzyszeń powiązanych z LP. Z pewnością stanowiło to też zagrożenie dla aktualnego poziomu dochodów i zarobków. Dziś, gdy „niebezpieczeństwo” to zostało odsunięte, pan prof. Tomasz Borecki podkreśla, że:
LP w ostatnich latach wypracowują i zatrzymują zyski liczone w setkach milionów złotych, podczas gdy w budżecie państwa brakuje pieniędzy na podstawowe dziedziny życia. Wiadomo już, że LP będą płatnikiem CIT (który obowiązuje wszystkie firmy w wysokości 19% od zysku).
Profesor jest jednak przeciwnikiem płacenia tego typu podatku przez nadleśnictwa. Okazuje się, że zwiększanie odpowiedzialności i samodzielności nadleśnictw, na co wskazuje w jednym miejscu wywiadu, nie jest dopuszczalne, jeśli chodzi o samodzielne rozliczanie podatku CIT – a więc w zakresie samodzielności i niezależności finansowej nadleśnictwa – co podkreśla profesor w innym miejscu wywiadu.
Ograniczanie znaczenia nadleśnictw w lokalnym środowisku nie podniesie rangi LP w regionie czy kraju. Centralne rozliczanie podatków nie wpłynie w żaden sposób na wizerunek i rangi LP. Czy to interesuje prof. Boreckiego? Istotne dla niego jest zachowanie wiodącej roli
RDLP i DGLP w sferze finansów w strukturach Lasów Państwowych. Dlaczego? Odpowiedź wydaje się prosta: żaden gospodarz nie wyda lekką ręką trudno uzyskanych dochodów. Pięć razy kalkulowałby, na co przeznaczać składkę funduszu leśnego. A może kupiłby sąsiednie nierentowne nadleśnictwo? Może zrealizowałyby Program zwiększania lesistości?
Opodatkowanie LP podatkiem od zysku CIT, właściwym dla firm, wymagać będzie zmiany prawa. Nie wiemy, czy ta zmiana będzie związana z nowelizacją w zakresie prawa podatkowego, czy też w zakresie ustawy o lasach? Niezależnie od tego konsekwencje wprowadzenia tego podatku będą olbrzymie i dalekosiężne.
Dlatego podkreślam znaczenie wprowadzenia gwarancji konstytucyjnych dla narodowego, publicznego i państwowego charakteru Lasów Państwowych.

O czym będzie radzić Rada
Profesor w wywiadzie powraca do swojej koncepcji sprzed ponad roku – powołania organu doradczego, społecznej rady. Troska o „nazbyt duży bagaż” odpowiedzialności dyrektora generalnego nie musi zaraz być powodem powoływania kolejnego ciała doradczego. Przecież rzeczywista niezależność nadleśnictw, która leży na sercu prof. Tomasza Boreckiego, w sposób prosty może zdjąć znaczną część tej odpowiedzialności z osoby dyrektora.
Warto też przypomnieć o istnieniu już jednego ciała doradczego – jest nim Kolegium Lasów Państwowych, którego pan prof. Tomasz Borecki
był przewodniczącym. Jeśli Kolegium nie spełnia swej roli, to rzeczywiście warto rozważyć pomysł utworzenia innego ciała doradczego, ale wpierw zastanowić się, jakie są przyczyny niespełniania swej roli przez Kolegium. A może swojej roli nie spełnia dyrektor generalny?
Wskazywanie na potrzebę tworzenia nowego ciała doradczego wpisuje się w trend dalszego ograniczania samodzielności i niezależności nadleśnictwa, kolejnych leśnych dyrekcji oraz rozmydlania odpowiedzialności. Warto też wiedzieć, że niewinna propozycja pana prof. Boreckiego powołania Rady Lasów Państwowych jest już niemal przesądzona, bo znajduje się w projekcie nowelizacji ustawy o lasach: Rada Lasów Państwowych będzie 5-osobowym organem, którego członków będzie powoływał minister do spraw środowiska
(więc z cała pewnością będzie niezależna i apolityczna – sic!).

Las i Kraj, a nie środowiska
Jestem zdecydowanym przeciwnikiem centralizacji i korporacyjności w państwie. Nie znam się tak dobrze na polityce, jak pan prof. Tomasz Borecki. Nie ważę rzeczy pod kątem zadowolenia „określonych środowisk”. Bo pomysły, które są forsowane przez te środowiska niewiele mają wspólnego z racjonalizmem, rozsądkiem oraz moim Lasem i Krajem.
Czytając wywiad, odniosłem wrażenie, że Pan Profesor przedstawia nam pomysły, które moją pogodzić „znaczące środowiska”. Nie wskazując jednak na rzeczywiste przyczyny złej sytuacji i zagrożeń, jego rokowania nie wydają się być szyte na miarę „leśnych wyzwań”.

1 Century – The Century European Timber Corporation – firma brytyjska eksploatująca Puszczę Białowieską, która wycieła ponad 2,5 miliona metrów sześciennych surowca; dzisiejsze straty wynikające z wyniszczającej ekologizacji i nadzoru MŚ i DGLP to już ponad 4 miliony metrów sześciennych surowca.
2Adam Loret –  Architekt polskiego leśnictwa i pierwszy Dyrektor Naczelny Lasów Państwowych 
3 Jan Miklaszewski – trochę kontrowersji z kart Encyklopedia – Puszcza Białowieska (Piotr Bajko)
Lasy do Konstytucji – sztuka dla sztuki, a las dla lasu
Wikileaks i Lasy

Komorowski o Tusku w dokumentach Wikileaks

Kaczyński w dokumentach Wikileaks


Lasy Państwowe (LP) to jedna z ostatnich, uchowanych po PRL/II RP firm. To uchowanie, niczym srebra rodowe w głębokiej skrytce, nie obyło się bez kosztów. Ma związek z szeregiem działań destrukcyjnych, wymierzonych w status LP, podobnie jak szereg działań uderzających w gospodarkę kraju w okresie magdalenkowej transformacji.
To organizacja (Lasy Państwowe) osłabiana wewnętrznym prawolejstwem i zewnętrznymi atakami, ostatecznie służącymi wzmocnieniu gospodarek innych państw, przy dużej w tym aktywności stowarzyszeń ekologistycznych i medialnych manipulacji. Idea gwarancji Konstytucyjnej, jaka się pojawiła po raz pierwszy w 2011 roku na łamach Lasu Polskiego przeszła niezauważona (medialnie, ale zapamiętana przez wielu). Podobnie jak wzmocnienie jej (idei) w jednym z kolejnych artykułów. Dziś ten pierwszy raz. Mamy 2011 rok…

Sztuka dla sztuki i las dla lasu – Lasy do Konstytucji po raz pierwszy (LP 3/2011)

Lasy Państwowe. Kolejne ciała doradcze nie są dobrym pomysłem na funkcjonowanie LP (Ekologia.pl)
W jednym z ostatnich numerów „Lasu Polskiego” ukazał się wywiad z prof. Tomaszem Boreckim („Uspołecznić Lasy”, nr 22/2010). Pan profesor poruszył sprawę zmiany zarządu nad Lasami Państwowymi. Nieprzypadkowo zrobił to w czasie, gdy ta organizacja miała zostać pozbawiona pełnego wpływu nad środkami ze sprzedaży drewna. Szkoda, że to ten fakt zdeterminował pomysły profesora.

Sam pomysł ministra finansów (J.Rostowski – PO) o przejęciu zarządu nad środkami Lasów Państwowych niczym nie odbiega od prawideł obowiązujących w państwie. Pojawia się niemal 20 lat po wtłoczeniu do Ustawy o lasach zupełnie innych zasad funkcjonowania państwowego leśnictwa. Ale to nikogo nie dziwi. A przecież przez 20 lat można było uzbierać zdecydowanie więcej niż obecne 2 mld zł, porozbijane po nadleśnictwach. Wytłumaczenie jest bardzo proste – kraj przestał być zieloną wyspą i bardziej przypomina dryfujący okręt. Czy już tonący?
W takiej sytuacji trudno się dziwić, że osoba odpowiedzialna „brzytwy” się chwyta. Zresztą w zgodzie ze swoimi prerogatywami i w zgodzie z prawem.
Lasy Państwowe nie posiadają osobowości prawnej i podobnie jak parki narodowe działają na rachunek Ministra Środowiska.
A skoro parkom narodowym udaje się funkcjonować, i to dobrze funkcjonować, to Minister Finansów słusznie rozumuje, że podobnie będzie wyglądała sprawa z funkcjonowaniem Lasów Państwowych. Bo i jedni, i drudzy wszak rąbią drzewa. Rząd nie ma wiedzy, by funkcjonowanie parków nie było najlepsze. Może ktoś ma taką wiedzę? Po ponad dwóch dekadach funkcjonowania Ustawy o lasach sytuacja przybliżyła sie do tej, która była celem jej twórców. Do likwidacji organizmu gospodarczego PGL LP i zrównania go w idei z funkcjonowaniem parków narodowych . Dlatego proponuję zupełnie inną wizję Lasów Państwowych – w Konstytucji, niezależnych od Ministra Środowiska.

Co proponuje profesor Borecki?

Artykułuje pomysł na uspołecznienie Lasów. Cóż ma osiągnąć za jego pomocą prócz ochrony zgromadzonych zaskórniaków?
Jak sama nazwa wskazuje – mówi prof. Borecki – Lasy Państwowe są dobrem ogólnonarodowym, własnością całego społeczeństwa. A skoro tak, to oczywistą konsekwencją powinien być nadzór społeczny nad zarządzaniem Lasami Państwowymi.
A więc jednak! Uspołecznienie ma wpłynąć na właściwy nadzór nad środkami będącymi w zarządzie Lasów Państwowych. Od razu rodzi się pytanie, czy dotychczasowy nadzór nie jest najlepszy, skoro profesor Borecki wskazuje na potrzebę powołania społecznego nadzoru nad już istniejącym? Pan profesor jest przekonany, że pomoc społecznego nadzorcy wpłynie na właściwe gospodarowanie środkami. Ba, taki społeczny nadzór zaistnieje jako wiarygodny dla wszystkich organ, w pełni uzasadniający przetrzymywanie na kontach 2 mld zł, gdy „okręt tonie”. Organ społeczny ma być właściwym ciałem, które będzie w stanie odeprzeć zarówno dzisiejsze zapędy ministra Rostkowskiego, jak i przyszłe jego następców.
Skoro Lasy Państwowe są ogólnospołecznym i narodowym dobrem, co zauważa z troską bohater wywiadu w „Lesie Polskim”, to czemu nie widać tego w Konstytucji? Jeśli artykułowany pomysł o społecznym nadzorze traktować jako przejaw troski o własność, o to by Lasy Państwowe były wciąż dobrem narodowym, to czy nie warto wprowadzić odpowiedniego zapisu do Konstytucji? Będzie on zdecydowanie trwalszy od jakiegokolwiek społecznego organu.
Chyba że Lasy Państwowe to już nie jest ogólnonarodowa i społeczna własność?

Samofinansować, a nie zarabiać

W „Lesie Polskim” czytamy też słowa: Oszczędności zgromadzone na kontach Lasów są pozorne. Jednak patrząc na te oszczędności oczyma ministra finansów, okazuje się, że nie są one pozorne. Być może dla profesora SGGW 2 mld zł to pozór, ale dla nadzorcy krajowej kasy już nie. Twierdzi on, że dla innych potrzeb kraju mogą być bardziej użyteczne niż dla Lasów Państwowych.
Organizacja LP nie jest efektywnym tworem. 20 lat temu sama sobie założyła, by nim nie być! A marnotrawione leśne szanse to również marnotrawione szanse dla kraju.
Proszę powiedzieć ile wniosków sporządziły LP na dofinansowanie małych elektrowni wodnych na swoim terenie? A zajmują niemal 30% powierzchni kraju, w którym jeszcze niedawno funkcjonowało ponad 6 tys. młynów. Czyli na terenach leśnych mogło ich być ok. półtora tysiąca.
Zupełnie inaczej widzą swoją służebność dla kraju Austriackie Lasy Związkowe, także państwowa instytucja. Może rzeczywiście są upośledzone gospodarczo, bo nie mają kolegiów, rad i stowarzyszeń obrony. Ale za to budują małe elektrownie, które wspomagają system energetyczny kraju i zasilają leśną i państwową kiesę. Lasy Państwowe nie potrafią zarabiać i tworzyć, za to, jak to każda administracja, potrafią wydawać. I to nie zawsze racjonalnie – jak to z administracją bywa.

Wina w Ustawie

Następny fragment wywiadu mówi nam, że Ustawa o lasach uchwalona w 1991 r. była (sic!) znakomita – jeżeli chodzi o tamten czas. Przeniosła punkt ciężkości z produkcji drewna na „ekologizację”. Panie profesorze – to właśnie zapisy ustawy z 1991 r. są pierwotną przyczyną tego „zamachu na Lasy i ich zasoby”, jak go nazywają leśnicy (ci podpuszczeni i ci podpuszczający). To jest odłożony w czasie skutek błędnych rozwiązań i założeń. Czy będąc monopolistą na rynku drewna, rzeczywiście można się skupić wyłącznie na administracji, ekologizacji i edukacji, wyłączając uwagę na potrzeby kraju – nie tylko gospodarcze?
Ustawa z 1991 r. była wówczas i wciąż pozostaje wynikiem krótkowzroczności prawodawców. To było spojrzenie schizofreniczne i bardzo szkodliwe, nie tylko dla samych Lasów. Jej kształt ma bardzo szerokie negatywne oddziaływanie na wiele dziedzin życia. A samą organizację Lasów Państwowych, mimo dość korzystnych zapisów wzmacniających pozycje nadleśnictw, czyni zacementowaną i skostniałą strukturą, nie pasującą do rozwoju cywilizacyjnego kraju i społeczeństwa. To wciąż struktura z przełomu XIX i XX wieku. A praktyczne rozwiązania w rzeczywistości spowodowały degenerację nadleśnictw i całą strukturę jeszcze cofnęły i uwsteczniły. Spowodowała to wytwórczość prawna na poziomach niższych (generalnej i regionalnych dyrekcji LP). W większości przypadków to wytwórczość niezgodna z duchem, jak i literą samej Ustawy o lasach.

Zasługi dzisiejsze i niedzisiejsze

To, że mamy dziś takie lasy, jakie mamy, czyli w dobrej kondycji i o rosnącej powierzchni, jest z całą pewnością zasługą LP, jako organizmu gospodarczego i ludzi w nich pracujących – mówi niegdysiejszy rektor jednej z największych uczelni w kraju (SGGW).
Zasługi i rozwój państwowego leśnictwa w okresie międzywojennym to bardzo istotny element historii. Niemniej istotny od rozwoju lesistości i leśnictwa w PRL, o czym warto pamiętać. Bo to w tym czasie lesistość wzrosła o 8% (w okresie 20 pierwszych lat po wojnie). Powstały w warunkach demokratycznych Krajowy Program Zwiększania Lesistości po trwających kilka lat wzlotach przegrywa z „lobby orzechowym” – ale tym tematem nie zajmują się już rady, społeczni doradcy i społeczne stowarzyszenia- może są aktywne w orzechowych spekulacjach?
Mamy też klęskę w Beskidach – tu propaganda złego pochodzenia świerka mami społeczeństwo fachowością leśnej braci (więc śpijmy spokojnie) oraz ogromne powierzchnie drzewostanów przeszłorębnych, gnijących na pniu – ale to oczekiwany przecież wynik ekologizacji, są jeszcze „ekotony” i powierzchnie pozostawiane na zgnicie (docelowo na razie 5% powierzchni Lasów Państwowych). Czy to o tej kondycji wspomina profesor Borecki?

Tanie mieszkanie dzięki drwalowi

Lasy Państwowe potrafiły się dostosować do zmieniających się warunków i niemal bezboleśnie przejść transformację.
Ta bezbolesność dotyczyła mniejszej części pracowników Lasów Państwowych, o czym zapomina pan profesor. Dotyczyła jedynie administracji i odbyła się kosztem robotników.
Znany wszystkim zapis ustawowy, związany z ekscytującą możliwością wykupu mieszkań, to w rzeczywistości świadectwo pewnego rodzaju wstydu i poczucia winy. W pierwotnych zamierzeniach pozwalał bowiem kupować mieszkania na warunkach preferencyjnych tym, którzy zostali pozbawieni pracy w LP. Przypomnijmy sobie, jak był odbierany przez pozostałych w strukturach LP pracowników – jako żywotna niesprawiedliwość. Teraz ta niegdysiejsza niesprawiedliwość została ostatecznie „naprawiona” rękami aktualnego dyrektora. Ale sprawa roztrwonienia zasobów mieszkaniowych i zasad, to temat odrębny i bardzo medialny. To też dobry przykład na „znakomitość” zapisów ustawy z 1991 roku. Czy szanowny Profesor skorzystał na mieszkaniowej pierestrojce? A inni, nie związani z LP, dygnitarze, polityczni nurkowie? DGLP – nic na ten temat nie wie (sic!) Ot obłowiwszy się kapkę w „walce o dobro wspólne i Lasy…”

A za ekologię zapłacą grzybiarze

Profesor Borecki zauważając, że państwo jest w ogromnej potrzebie, mówi: „Ja mam, mówiąc figuralnie, dwa serca – serce leśnika i serce obywatela mojego państwa. Myślę, że wbrew pozorom nie ma w tym żadnej sprzeczności. Potrzeby odczuwane przez te dwa serca da się bezkonfliktowo pogodzić.”
Obywatelska postawa interlokutora Mieczysława Remuszki (redaktora dwutygodnika Las Polski) cieszy.
Ja mam za to jedno serce i ono nie może zrozumieć, dlaczego Lasy Państwowe dostrzegają potrzebę w dopuszczeniu do zgnicia wielu dziesiątków milionów metrów grubizny, a jako instytucja nie zająkną się np. nad potrzebą wspomożenia powodzian? Dlaczego wyłączają z produkcji kolejne tysiące hektarów, a nie widzą potrzeb gospodarczych kraju i społeczeństwa? Nie widzą np. krępujących zapisów w Zasadach urządzania lasu? Za to lektura wypowiedzi leśników z ostatnich lat pokazuje zainteresowanie poszukiwaniem pieniędzy od grzybiarzy i zbieraczy borówek.
Czy społeczna rada jest w stanie odwrócić „parkowy” trend, w który wepchnięta została gospodarka leśna Polski? Dlaczego skrywa się, że obowiązujące prawo, obowiązująca Ustawa o lasach i wciąż „modernizowane” struktury leśnej organizacji zmierzają w kierunku stworzenia w kraju jednego wielkiego „parku narodowego”. Żaden związany z leśnictwem organ społeczny – a jest ich przecież kilka – nie odważył się dotychczas wyartykułować rzeczywistych bolączek zwykłych leśników. Spychania ich do roli mechanicznego rejestratora przekazującego e-drewno do Najwyższej Centrali. To nie jest wyłącznie sprawa Lasów Państwowych.

Czyim głosem mówi społeczeństwo?

W wywiadzie znajdziemy konkretne zalecenia, w jaki sposób uspołecznić Lasy Państwowe: Powołanie sześcioosobowej rady, z tym że członkowie rady nie powinni być powoływani z tzw. klucza politycznego.
Pan profesor oczekuje, by przyszli członkowie rady społecznej nie byli uzależnieni politycznie. Czy to aby poważne? A czy nie wystarczyłby niezależny i nieutytłany politycznie dyrektor generalny?
Minister zatwierdza operaty urządzeniowe (to bardzo ważna kompetencja), ale przecież nie wnika w szczegóły gospodarowania w Lasach. Tajemnicą poliszynela jest brutalne wnikanie kolejnego już ministra w plany urządzania lasu Nadleśnictwa Białowieża, z naruszeniem prawa i zasad. To dobitny przykład degrengolady prawa, jak również wynik (bez)siły działań ciał doradczych, rad, kolegiów etc. również społecznych (jeśli jakiekolwiek były). Warto powoływać kolejne?
Dowiadujemy się także, jaki miałby być los nadwyżek w leśnej kasie: powinny być spożytkowane dla dobra społeczeństwa i dla dobra naszego państwa. To się wydaje założeniem bezdyskusyjnym. Twierdzenie, że Lasy są wyizolowane z organizmu i potrzeb państwa nie wytrzyma krytyki społeczeństwa. Ja twierdzę, że z pewnością nie wytrzymałoby krytyki rady społecznej, którą pan profesor już widzi. Ale kto ma decydować o tym, czy „społecznie uzasadniona” jest budowa drogi w lesie lub opłacanie się FSC (czytaj: Greenpeace)? Czy działania lub zaniechania, o których już było, nie rozmijają się ze społecznymi oczekiwaniami? Czy ludzie nie chcieliby więcej zarabiać, mieć więcej pracy i mniej ograniczeń? Czy Lasy Państwowe wychodzą naprzeciw tym oczekiwaniom?

Z lasami w sercu i w Konstytucji

Schlebianie prawodawcom i proponowanie kolejnych ciał doradczych nie wydaje się dobrym pomysłem na gospodarność i odpowiedzialność (by nie napisać, że to kiepski żart). To żaden pomysł na właściwe funkcjonowanie Lasów i żaden pomysł na ich bezpieczną egzystencję i rozwój. To także żaden pomysł dla kraju i społeczeństwa. Artykułowanie takich potrzeb jest zgubne dla każdego organizmu gospodarczego i jego ekonomicznej efektywności. Zgubne dla Lasów.
Profesor kończy zdaniem: Mam nadzieję, że koncepcja, o której mówiliśmy, znajdzie poparcie zarówno w środowisku leśnym, jak i wśród polityków. Można się domyślać, że w tej drugiej grupie znajdzie z pewnością, lecz nie zatrzyma walca zmian, który nieuchronnie się toczy.
Ja proponuję zupełnie inną wizję:
                                    Lasów Państwowych w Konstytucji, niezależnych od Ministra Środowiska.
A wszyscy, którzy grożą prywatyzacją, i nie widzą takiej potrzeby, lub uważają, że 30% terytorium państwa nie zasługuje na umieszczenie w Konstytucji, to zwolennicy leśnej korporacji, której efekty są w rzeczywistości dobre tylko dla jednostek, dla zewnętrznych korzyści. Ale nie dla lasów, Lasów i nie dla kraju.
Nie ma dwóch serc, Panie Profesorze.

Tomasz Borecki – W 2002 został wybrany na rektora, a w 2005 uzyskał reelekcję na SGGW.  2010 był członkiem komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego przed przedterminowymi wyborami prezydenckimi. 29 września tego samego roku został doradcą społecznym prezydenta Bronisława Komorowskiego do spraw wsi. Pełnił tę funkcję do 5 sierpnia 2015; Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski (2016); Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski (2003); Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (1998); Medal Komisji Edukacji Narodowej (2001); Srebrny Krzyż Zasługi (1997).

„Organ doradczy” powstał, a na jego czele ulokował sie szanowny profesor – ot i cała filozofia nieuki „prof. Boreckiego”, który jeszcze wczesniej zaopatrzył sie na rynku mieszkaniowym rozgrabianym na ciele LP (dopisek. listopad 2020)

Przeczytaj też
Lasy do Konstytucji po raz wtóry
Na czym polega Las – emocjonalny wykład Jana Kosiorowskiego

 

Font Resize
Contrast