Notice: Funkcja add_theme_support( 'html5' ) została wywołana nieprawidłowo. Należy przekazać tablicę typów. Dowiedz się więcej: Debugowanie w WordPressie. (Ten komunikat został dodany w wersji 3.6.1.) in /home/polskawl/public_html/wp-includes/functions.php on line 5831
Archiwa: Lasy Państwowe -
Tag

Lasy Państwowe

Browsing

Starodrzew mIV, D. -u, Ms. ~ewie 1. «las złożony ze starych, wieloletnich drzew; drze­wostan, który przekroczył wiek rębności*: Jeden hektar starodrzewu bukowego wyparowuje dziennic (przez liście) średnio 30 000 kg wody. Pleś. Chcm. 66. Są to jeszcze szczątki starodaw­nej, najzamożniejszej w starodrzew i rozmaitego zwierza Puszczy Rudnickiej. Mna. Lasy 465. Szliśmy skrajem sosnowego starodrzewu, przej­rzystego, prawie bez podszycia. Żuku. Kraj. 56. Ozdobą parku jest starodrzew, który, zakłada­jąc czy reorganizując park, należy jak najtroskli­wiej zachować. Lorentz Natol. 230. Starodrzew kończył się porębą, wrzosowiskiem pełnym żół­tych pniaków, odartych już z kory. Żukr. Dni 156. (WSJP pod redakcją W. Doroszewskiego)

Można, jak to dziś często bywa, nie przejmować się nawet tym określeniem zawartym w słowniku języka polskiego? Można samemu decydować, kiedy mamy starodrzew a kiedy nie? Kiedy jest cenny i naturalny, a kiedy bez wartości?
Można jednak zastanowić się dlaczego ktoś uważa, że starodrzew jest wyjatkowo cenny i pomija inne fazy rozwoju lasu.

Najpierw była kura! Nie, najpierw było jajo!

Wszystko zaczyna się od nasionka? A może wszystko zaczyna się od starodrzewia?
To jest ten sam dylemat: czy najpierw było jajko czy najpierw była kura (o kogucie zapominając, choć pieje wniebogłosy).
Z pewnością nowe drzewo powstaje ze skiełkowanego nasionka.
Aby mogło powstać nasionku drzewo musi osiągnąć wiek zależny od gatunku. Tylko drzewa dojrzałe owocują. Ale przejrzałe mają już problemy.
Gdy skiełkuje nasionko mamy siewkę. W niczym nie przypomina ogromnego drzewa.
Wzrost i dojrzewanie zależą od gatunku i warunków wzrastania. Drzewo rośnie, zmienia się jego wygląd, zmieniają się jego parametry i elementy fizjologiczne.
Skąd my to znamy? Czy nie jest podobnie u człowieka? A u krowy? A u węża? U dżdżownicy? Nawet u kleszcza. To rzeczy naturalne.
Tak jak skiełkowało nasionko i poczęła się roślina, tak też następuje kres każdego żywego bytu. Drzewa, człowieka. Krowy, a nawet i kleszcza.

Kiedy człowiek zacznie fotosyntetyzować – marzenia postępowego humanizmu

Ludzie niestety urodzili się z upośledzeniem niemożności fotosyntezy. Nie jest prawdą, że wilki, które tak jak ludzie należą do gromady ssaków, żywią

Jaś Kapela i biologiczna bzdura roku
Wilki żywią się roślinami – 6 pozycja w rankingu bzdury roku 2021

się roślinami1. Ostatnio za sprawą cyrkowca nieuki pojawiła się w przestrzeni publicznej taka informacja, i przez wielu została przyjęte jako rzecz naturalna. Być może następnym razem będziemy próbowali zająć się swoją osobistą fotosyntezą, gdy kolejny geniusz ekolgistycznego zidiocenia tak sobie wymyśli.
Ponieważ umrzemy, jakbyśmy się nie starali, i ile dawek byśmy sobie pozwolili wstrzyknąć w nadziei na sukces i wiktorię postępu, to na koniec i tak nasze szczątki obróci jakiś robak i zamieni w materię zdolną zasilać to, co zostało stworzone do fotosyntezy. Więc może jednak fotosyntetyzujemy? W którymś wcieleniu. Oczywiście gdy … zgodzimy sie na śmierć.
Drzewo jest stworzone do fotosyntezy. A człowiek, jak napisałem, póki co nie jest do tego stworzony. Nie jest samożywny. Jest zjadaczem wszystkiego. A ponieważ jest kulturalny i buduje kolejne cywilizacje, demokracje i idee, musi dosłownie – POŻERAĆ.
Pożera też niedosłownie. Im większe ma ambicje i idee, tym więcej pożera. Pożera wilki, pożera słonie, tygrysy, wieloryby. Bo jeśli sam ich fizycznie nie pożera, i sama myśl o tym budzi w nim wstręt, to jego cywilizacja je pożera. Czyli jego byt jest zależny od pożerania.

A może przyjmiemy, że skoro człowiek pożera rośliny (tylko uwaga na rośliny budujące lasy i laski) to dojdzie do stanu nirwany i jednak zacznie fotosyntetyzować? Z początku nieśmiało, aż w końcu cały ludzki gatunek, bez wyjątków, bez żadnych wolnościowych i demokratycznych fanaberii osiągnie „poziom zero energetyczności”. Nie będę rozwijał wątku, bo wszyscy zdążyli sobie wyobrazić i uświadomili dalsze możliwości, np. ogrzewania domów przez specjalnie wzbogaconą dietę sojowo-kukurydzianą w sezonie zimowym.

Pożera też człowiek naturalne zasoby. Jeśli je przekształca w sposób nieodwracalny to one się nie odbudują. Tym samym ich malejąca masa zubaża stan posiadania Ziemi Matki.
Są jednak zasoby odtwarzalne. Zboża, owoce, lasy. Umiejętne gospodarowanie tymi zasobami nie powoduje ich ubytku. W miejsce pożartych następuje ich samo odtworzenie.
Oczywiście można dopuścić do ich pożarcia uniemożliwiając samoodtworzenie. Tak się stanie, gdy pole zamieni się w spaloną słońcem pustynię, bo się go pozbawi wody.
Lub gdy wytnie się las i jego powierzchnię przeobrazi w osiedle, łąką lub pustynię.
W warunkach umożliwiających samoodtwarzanie nie ma strat.
Gdy ktoś twierdzi, że wycinka powoduje straty przyrodnicze oznacza tylko, że jego pamięć długookresowa nie istnieje lub jest mocno ograniczona. Wynika to też z braku wiedzy i braku wyobraźni. Podniecanie się daną chwilą, która w dziejach lasu i natury, jest jeszcze krótsza, niż ludzkie wyobrażenie o chwili, nie może przesądzać o realiach. Wycinka w miejscu gdzie jest las i ma być las, to proces i stan krótkookresowy, chwilowy. To też stan przypominający wiele istniejących procesów naturalnych (pożar, huragan). Ta „strata” to po prostu złudzenie, wynikające z braku pamięci długookresowej, i pochodząca z błędnego założenia, że następuje nieodwracalna utrata lasu, przyrody, natury.

Kiedy las nie był lasem

Nie tylko „sekta” Antoniego Kostki (Dziedzictwo Przyrodnicze2) manipuluje fikcją tragedii leśnej „batożonej” przez leśników. Stoi za tym samo państwo i jego wszystkie organy. Bo to państwo nie reaguje na bezprawie organizacji ekologistycznych. To państwo je sowicie wynagradza. To państwo tworzy takie rozwiązania prawne by stowarzyszenia i sekty mogły czerpać z podatków całego społeczeństwa. To Kowalski zasila te stowarzyszenia. A przumusza go do tego aparat państwa niezależnie czy na jego szczycie mamy Donalda Tuska, Jarosława Kaczyńskiego, Leszka Milera czy Włodzimierza Pawlaka. Nic nie zmieni Szymon Hołownia, Zandberg czy … no sami wiecie kto.
W tych „pięknych okolicznościach przyrody” nie może dziwić, że również sama organizacja Lasy Państwowe poddana Ministerstwu Środowiska (dziś Klimatu i…) podejmuje działania, które skutkują łatwą i skuteczną utratą zasobów kraju i dobrostanu Kowalskiego. O tym było już wielokrotnie i będzie jeszcze nie raz, póki nie zostanie zakopana głeboko po ziemię obowiązująca Ustawa o lasach. Póki nie zostanie zniesiony autorytaryzm centralizmu, który może łatwo być zdominowany przez wraże siły zewnętrzne.
Dziś, między innymi, skupię się na tym zewnętrznym obrazie, wyniku działań samej organizacji Lasy Państwowe, który budzi powszechną zgrozę wśród mas, a który nie musiał wyglądać tak jak wygląda. Prawdopodobnie pojawiłyby się wówczas ataki z innych kierunków.
Nie gdybajmy jednak. Nie będziemy też dziś zaglądać pod poszewkę i analizować przyczyn pierwszoplanowych, drugoplanowych, i tych skrytych.
Nikt, póki co, nie podnosi kwesti wycinki młodego lasu, tylko podnoszona jest kwestia wycinki starodrzewia.
Czy lud jest świadomy, że ulegając tej narracji daje zgodę na wycinkę młodego lasu? Czy jest świadomy swojej zgody na zamienianie znanych nam lasów w plantacje, na których „żniwa” miałyby sie dokonywać co dwadzieścia, trzydzieści lat. Na powierzchniach nieograniczonej wielkości? A może chodzi o przekierowanie wycinki do lasów równikowych i na Borneo, skoro nie w Polsce?
Cóż dziś widzi Kowalski w lesie? Wycinka w każdym zakątku lasu, nieustający warkot pił spalinowych, przytłumiony charkot harwesterów. Walące się drzewa, jak … ludzie ścięci seriami karabinu maszynowego.
Na tym poniżej przedstawionym fragmencie Nadleśnictwa Nurzec, na powierzchni około 160 hektarów widać ogromną ilość małych zrębów, tzw gniazd. Gdybyśmy je skumulowali, zajęłyby powierzchnię około 30-40 hektarów.

Może lepiej byłoby zrobić jeden zrąb na powierzchni 40 hektarów niż szatkować ten piękny starodrzew wielką liczbą drobniejszych zrębów?
Gdy ludzie widzą tą ilość mikro zrębów o powierzchni jednostkowej około 30 arów wykonanych na dużym obszarze, to odbierają to jako zagładę lasu.

Obszar Nadleśnictwa Nurzec – wycięte gniazda w starodrzewiu – w drzewostanach rębnych – to element tzw. przebudowy.

Ten obraz to wynik przyjętych rozwiązań w gospodarce leśnej. W zagospodarowaniu i hodowli lasu. A może dążenie do zbudowania w Lasach w miarę normalnego9 rozkładu klas wieku.
Ale normalny rozkład klas wieku nigdy nie powinien być elementem ważącym i niosącym straty materialne – jak to mamy dziś, potęgowanych przez inne nawarstwiające sie idee.

Struktura wiekowa lasów wg GUS 2020
Nierównomierna struktura wiekowa w LP: drzewostany w wieku 41-60 oraz powyżej 81 lat stanowią 47,5% powierzchni. GUS nie udostępnia danych o strukturze wiekowej lasów powyżej 81 lat! Oczywiście to rozwiązanie nie musiało tak wyglądać. Nierówny rozkład klas wieku nigdy nie powinien być elementem ważącym i nisącym straty materialne – jak to mamy przy dzisiejszych realizacjach, potęgowanych przez inne, nawarstwiające się idee.

Na powierzchni ok. 160 ha rośnie w Nadleśnictwie Nurzec las w jednym wieku. Dziś ten wiek doszedł do wieku rebności, i chcąc uzyskać korzyść gospodarczą należy wykonć „zniwa”. Ograniczenia nowej, tzw. „polskiej szkoły leśnej” nurzającej sie w oparach absurdu i ekologizmu (a także bezprawia) nie pozwalają dokonać jednorazowych „żniw”, jak to miało miejsce 100 lat temu. Dziś nakazują czynić to na małych powierzchniach, stopniowo, co kilka lat wykonując kolejne cięcia w sąsiedztwie tych wcześniejszych. Miało to być w zgodzie z ekologią, z postulatami środowisk tzw. ekologistycznych, stowarzyszeń, etc.
Dziś Kowalski łazi po tym lesie i narzeka, że masakrują, że lasu mu ubywa, że tragedia. W czym wspiera go, nie daje zapomnieć: poprawność polityczna mainstreamu. Poprawność walcząca wczoraj z dużymi zrębami zupełnymi (sic!).
Czy muszą to być gniazda wielkości 30 arów? Czy muszą to być zręby zupełne o powierzchni maksymalnej 4 hektary? Warto przypomnieć, że wcześniej był okres w którym wykonywano gniazda o maksymalnej powierzchni 7 arów (700 m2), próbując z „sukcesem” wprowadzać w takich warunkach gatunki światłożądne , takie jak dąb. Dziś są gniazda 30 arowe – co dowodzi, że „polska szkoła hodowli lasu” nie jest martwa, że sie rozwija (sic!).
Dojrzały las, STARODRZEW, który nam się podoba, i który ma ten sam wiek na powierzchni 160 hektarów wskazuje, że rozwiązań może być znacznie więcej. Możemy wymyśleć inną wspaniałą szkołę, np. narodową szkołę leśną? Czyż mogłoby coś brzmieć jeszcze dumniej? – Mam w zanadrzu sporo nowatorskich pomysłów propagandowych jak i koncepcji praktycznych rozwiązań.

Lepiej nie będzie – będzie gorzej

Nie można doprowadzić lasu do stanu normalnego. To pomyłka. Błąd z założenia, który nie tylko wynika z nadmiernego przypisywania lasom funkcji gospodarczych. Ta niemożność wynika z różnorodności gatunkowej jaką mamy w lasach, z fizjologicznego i siedliskowego zróżnicowania poszczególnych jego elementów.
Poniżej dołączam mapy fargmentów obszarów leśnych z różnych regionów Polski, które wskazują na znaczne połacie o jednorodnym wieku drzewostanów. Tym samym wskazują, że zręby lub zalesienia wielkopowierzchniowe nie stanowią żadnego zagrożenia dla przyrodniczego bogactwa – obserwujemy tam piękną różnorodność i przyrodnicze bogactwo. Aż chciałoby się jeszcze nie jeden rezerwacik albo i park cały wykroić.

Fragment mapy drzewostanowej Nadleśnictwa Bolewice
Przykładowy obszar starodrzewia – drzewostanów rębnych w Nadleśnictwie Bolewice
Fragment mapy drzewostanowej Nadleśnictwa Jedwabno
Przykładowy obszar drzewostanów rębnych Nadleśnictwa Jedwabno

Znam te obszary i nie dostrzegam w nich ubóstwa. Penetrujący je ludzie też tego nie widzą. Raczej są zachwyceni – oczywiście nie myślą o tym, jak to sie wszystko zaczęło.

Fragment mapy drzewostanowej Nadleśnictwa Lubaczów
Obszar starodrzewia w Nadleśnictwie Lubaczów
Nadleśnictwo Narol - fragment mapy drzewostanowej
Przykładowy obszar drzewostanów rębnych Nadleśnictwa Narol
Fragment mapy drzewostanowej Nadleśnictwa Narol
Jeden z obszarów starodrzewia w Nadleśnictwie Narol

Wycinka i zręby, jak wspominałem, są to okresy krótkotrwałe i nawet obszar ponad 100 hektarowy nie jest znaczącą powierzchnią w regionach o dużej lesistości. Możemy nawet pokusić się o stwierdzenie, że te działania (zrębowe) budują możliwości życiowe i rozwojowe dla specyficznej fauny i flory, stanowiących fazy przejściowe dla wzrastającego drzewostanu i innych elementów lasu. Wycinka stwarza specyficzne warunki świetlne, wilgotnościowe i pokarmowe. Tak jak każda inna faza rozwoju środowiska leśnego stanowi pożądane warunki dla wielu organizmów, oczekujących czasem na nie latami.

Fragment mapy drzewostanowej Nadleśnictwa Smolarz
Jeden z obszarów starodrzewia w Nadleśnictwie Smolarz
Fragment mapy drzewostanowej Nadleśnictwa Spychowo
Jeden ze znacznych obszarów starodrzewia w Nadleśnictwie Spychowo

Powyższe mapy są opisane, wiemy co przedstawiają, na co próbują zwrócić uwagę. Tylko krótkie podkreślenie: wszystkie te obrazy dotyczą jednolitych powierzchni porośniętych drzewostanami w wieku rębnym. To starodrzewie.

Wiek rębny to ustalony na bazie praktyki, fizjologi roślin/drzew,wiek gdy zanika ich intensywny przyrost i rozpoczyna się zamieranie prowadzące do ostatecznej śmierci drzewa. Śmierci wywołanej osłabieniem procesów wewnątrzkomórkowych, malejącą odpornością.  Wiek rębności zależy od warunków zewnętrznych (w których drzewo wzrasta i które na niego wpływają) i jest też cechą gatunku.
Warto też wiedzieć, że od czasu zakażenie/zainfekowania drzewa np.: patogenem grzybowym do czasu zaobserwowania na pniu pierwszych owocników hub mija kilkanaście a nawet kilkadziesiąt lat.

Zgnilizna korzeni - przyczyna śmierci drzewa
Zgnilizna korzeni – przyczyna braku stabilizacji, upadku i śmierci

Utrata odporności i życia w wyniku choroby następuje powoli, ale systematycznie, wraz ze starzeniem się drzewa. Owocnik huby to tylko zewnętrzny i widoczny obraz trawiącej to drzewo choroby. I to tylko jedena z możliwych przyczyn …  Ale przyczyna choroby nie zawsze jest widoczna na stojącym drzewie. Często dostrzegamy ją dopiero w momencie utraty równowagi i upadku.
Wiek rębności to moment, gdy można jeszcze wykorzystać drzewo dla pożytku ludzi, gdy surowiec jest jeszcze dobrej jakości, co gwarantuje możliwość zbytu. Za wczesne jak i za późne rozpoczęcie użytkowania rębnego niesie straty dla właściciela lasu. Dziś w wiekszości dla Lasów Państwowych.
Od lat ubolewam, że ich (Lasów Państwowych) byt nie jest ściśle związany z bytem mieszkańca Polski. Wówczas nikt by nie wierzył w wyższość leśnego truchła i zgnilizny nad drewnem użytkowym, co staje się dziś elementem coraz częstszej praktyki.6

Powierzchnie (w wieku rębnym i przszłorębnym) opisane na powyższych mapach są znacznych rozmiarów. To nie są powierzchnie dziejszych gniazd (30 arów) czy nawet obecnych zrębów zupełnych (maksimum 4 ha). Są kilkadziesiąt i kilkaset razy większe. A lasy, które tam jeszcze rosną – zachwycają. Zachwycają też wytresowanych aktywistów.
Lasy te narodziły się ze zrębów (może z zalesień?) kilkudziesięciu hektarowych lub nawet ponad stu hektarowych. Tego nie wiedzą. A kto wie?
SZOK.
Czemu zachwycamy się ich bogactwem? Czemu podnosimy ich naturalność albo różnorodność? Protesty i agresja Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze, podobnych organizacji i jej aktywistów, subsydiowanych przez Pawlaka, Millera, Tuska, przez Glińskiego, wspomaganych przez Kaczyńskiego, Morawieckiego, Golińską, Szyszkę, Siarkę czy Ziobro. Wspólnie z Greenpeace.

Czy tak trudno cofnąć się w czasie

Spróbujmy wsiąść do wehikułu czasu, ujrzeć pilarzy z mozołem ścinających piłami ręcznymi i siekierami drzewa na powierzchni 100 hektarów, ludność – wsie całe, pomagające przy porządkowaniu powierzchni zrębu, dowożących nasiona i sadzonki oraz sadzących ogromną połać 1000.000 m2, czyli stu hektarów. Milion sadzonek – i tylko/aż jeden grosz za posadzenie jednej, lub siew, znacznie tańszy, lecz nie tak dobry i nie tak efektywny.
Dziś rośnie tu las o powierzchni 100 hektarów. Wiekowy. STARODRZEW.
Na tak dużej powierzchni rośnie las w tym samym wieku. Jednowiekowy. Rośnie plantacja (?), która zachwyca bogactwem, daje grzyby, jagody, możliwość oddechu i wypoczynku. – Truchło tego nie daje!
Wspaniały, dorodny, bogaty. Tak cenny, że kwalifikuje się na Park Narodowy. A powstał ze zrębu. Z wycinki. Z rzezi niewiniątek, z rozstrzelania, z winy leśników i ich leśnozbrodni, która … trwa od zarania.
Rżną, wycinają, a lasu tak naprawdę coraz więcej. Jak to możliwe?7
W Parkach jest odwrotnie. Szczególnie tych, na które zaanektowano bogate tereny leśne.

Jak ugryźć sto hektarów

Jak dziś sobie poradzić z tym wielkopowierzchniowym zrębem założonym 100 lat temu. No, możę 90 albo 113.  Albo i 178 lat temu – czyli w roku 1844. Cztery lata przed Wiosną Ludów i wydaniem Manifestu Komunistycznego w Londynie, dwa lata przed rzezią galicyjską (jak to jeszcze mamy np.: w Nadleśnictwie Smolarz).
Naturalnym byłoby zrobić to samo co zrobiono poprzednim razem, czyli wyciąć za jednym zamachem połać 100 hektarów. – Przecież wszyscy się zachwycają! Tym samym mielibyśmy gwarancję ponownego jęku zachwytu za jakiś czas.
Jeśli jednak wszyscy się zachwycają tym starodrzewiem, to czemu nie dopuszczają do tego, by powtórzyć rzecz raz jeszcze? Tylko dążą do truchła – wiadomo wszak, że jeśli nawet człowiek jest śmiertelny, to drzewo tym bardziej wieczne być nie może.
To, że las jest piękny nie oznacza, że okoliczności powstania tego piękna nie budzą dziś kontrowersji. Umysł kulturalnego, inteligentnego, człowieka przepełnionego postępem humanizmu wypiera z siebie logiczną wiedzę związaną z okolicznościami powstania starodrzewia. Odrzuca możliwość wycinki i powtórzenia całej wspaniałej historii wzrostu, dojrzewania, wykształcania nasion, użytkowania i niezapomnianego „smaku” stosów drewna przeznaczonych nie tylko na trumny. Może wierzy, że sam też będzie „wieczny”, jak ten „uratowany” las?
Dziś las jest piękny, natomiast okoliczności narodzin tego piękna są brzydkie, karygodne i  niewybaczalne. Odcięto więc piękno od źródła jego powstania, będąc pewnym, że można stworzyć coś jeszcze piękniejszego innym sposobem, który jest „piękny” z racji tej, że dzisiejszy, postępowy, i dlatego, że … tak.
W związku z tym ustalono, że las będzie piękniejszy, gdy będzie co 30 arów inny, lub inny będzie co 4 hektary. I podjęto decyzję strategiczną i jedynie słuszną, że tylko w ten sposób zbudujemy szczęśliwość przyrodniczą zbliżoną do szczęśliwości naturalnej.
Kowalski chodzi więc po lesie i ze zgrozą obserwuje jak na ogromnych powierzchniach wycinany jest jego ukochany las. „- Kępkami wycinają, dla niepoznaki, po to, by potem te kępki wycinek ze sobą złączyć!” – leśnozbrodniarze.
Czy twórcy nowej hodowli leśnej nie mieli świadomości tego, że taki obraz będzie traktowany wyjątkowo wrogo, że wystarczy niewielka, zewnętrzna iskra i Kowalski doznając wstrząsu, będzie na to reagował jak byk na czerwoną płachtę?
Czy to sami wymyślili czy może ktoś ich namówił? Może wymyślili ci, którzy dziś szczególnie mocno piętnują leśnozbrodnię? A może i oni są też tylko kukiełkami? Bo skoro 30 lat temu zalecali ten schemat użytkowania to czemu po 30 latach wskazują na niszczenie lasów?
Tylko biedny Kowalski ma ograniczone możliwości pamięci długookresowej, w czym wspomagają go media i władze.
I organizacja Lasy Państwowe.3

Teraz o Fundacji i oddziele 169a w Nadleśnictwie Bircza

Oczywiście Fundacja Dziedzictwa Przyrodniczego nie jest sektą. To organizacja, która artykułuje miłość do różnorodności. Do przyrody i natury całej. Do bogactwa naturalnego leśnej przestrzeni Pogórza Przemyskiego i Bieszczad.

Żąglowanie antysemityzmem
Moc argumentacji to moc wiedzy i etyki – Antoni Kostka

Sam Antoni Kostka aktywnie uwijający się, i oskarżający przeciwników o antysemityzm i faszyzm przyrodnikiem jest z wyboru i serca.
„Nie matura lecz chęć szczera zrobią z ciebie oficera” udowadnia nie tylko Adam Wajrak – technik drukarz10. Podobnie jak założyciel Fundacji, która kontestuje system prawny, wspiera bezprawie. Jak wiele podobnych organizacji ekologistycznych, które są uznanymi organizacjami pożytku publicznego czerpiącymi z systemu prawnego, które sobie zorganizowały w Polsce, i którym państwo gwarantuje bezpieczeństwo. Nie daje takiej gwarancji tym, którzy to prawo przestrzegają. A może pilnuje interesu … tego samego co szefostwo Fundacji?

Ciekawa jest postawa nieżyjącego już Ludwika Tomiałojcia, profesora ekologii. Nie tylko przyjął narrację Gazety lecz ją uzasadniał z pozycj eks katedra. Prócz ekologi zajmował się ideologią zamiany lasów w parki w celu ich „ochrony”. To był cel jego publicznej działalności. Otwarcie wskazywał, że choć zieloni aktywiści to nieuki nie mający pojęcia o ekologii, to poprzez swoją aktywność lub terror wspomagają cel. Pewnie to wzruszający, pożyteczny obraz dla śp. profesora – bezprawne blokowanie działalnośći Nadleśnictwa Stuposiany czy Nadleśnictwa Bircza.
Siatka powiązań

Oczywistym jest, że żadna ideologia nie wspomaga przyrody i nie wspomaga natury. Nie powinna w takim razie być aprobowana i wspierana. Czemu więc instytucje państwa to czynią? Przyjmują niektóre teorie jako elementy strategi bytu państwa i jego „rozwoju”. Praktycznie je realizują, choć medialnie wskazują Kowalskiemu, że walczą w ekoterrorem. 4

Uroczyste ukonstytuowanie Rady Narodowego Instytutu Wolności
Epatowanie sloganami czy patriotycznymi odniesieniami przesłania pustkę. To moralne dno.

Logo Fundacj zostało ufundowane ze środków publicznych
Państwo finansuje organizacje ekologistycznego terroru.

Czemu państwo polskie nie ustanawia parków narodowych, tam gdzie nie budzą kontrowersji społecznych, czy wręcz wrogości. Tam, gdzie mogłyby wspomagać i służyć miejscowej społeczności i realnie wzbogacać zasoby przyrodnicze? Czemu mają powstawać tylko tam, gdzie budzą sprzeciw i generują przyrodnicze straty? Czyj to jest interes? Rosji czy Niemiec? A może obu naszych przyjaznych sąsiadów? 5

Czemu nie powstał Park Narodowy GRZMIĄCA
Czemu nie powstał Park Narodowy GRZMIĄCA;  https://www.polskawlesie.pl/ochrona-srodowiska/dlaczego-nie-powstal-park-narodowy-grzmiaca

Infantylizm i nieuctwo, brak krytycznego spojrzenia to elementy ideologii Fundacji, i wielu organizacji „pożytku publicznego”, stowarzyszeń. To nawet element publicznej i obowiązkowej edukacji – indoktrynacji dzieci. Bo czym skorupka za młodu nasiąknie ….
To nie są stowarzyszenia ekologiczne, gdyż ich działalność nie ma związku z tą nauką. To nawet nie sozologowie i nie sozologia, gdy obserwujemy ich aktywność i nie widzimy by np. zbierali śmieci w lesie. Raczej je tworzą i zostawiają, tak jak „stuposiańskie wilczyce”.

Jak doszło do tego, że media nie posługują się słownictwem zgodnie z ich definicją, lecz zmieniają te definicje, a redakcje leksykonów to przypieczętowują? A może teodolit to urządzenie do pomiaru głębokości koleiny na szlaku zrywkowym w Lutowiskach, co pozwoliłoby w końcu geodetom odkryć jego prawdziwe przeznaczenie?
Mamy do czynienia ze świadomym graniem na ludzkich uczuciach powszechnej miłości do przyrody. Ale tam gdzie ta gra się udaje, mamy skutki odwrotne od obiecanych.8

Położenie oddziału 169 w rejonie
Oddział 169 Nadleśnictwa Bircza w rejonie

W oddziele 169a Nadleśnictwa Bircza, w okolicy Arłamowa, i około 200-300 metrów od wzniesienia Sucha Obycz, planowane były i zrealizowane zostały prace zrębowe. Znajduje się tam drzewostan pomierzony i scharakteryzowany przez taksację urządzeniową (realizowaną regularnie co 10 lat) i opisany w Planie Urządzania Lasu (PUL). Wypis z tego planu przytaczam, i w skrócie na jego podstawie opiszę ten las (nie widziałem go na oczy – lecz opis dostępny każdemu na stronie BDL (Baza Danych o Lasach – https://www.bdl.lasy.gov.pl/portal/) pozwala oczyma wyobraźni spojrzeć nań w miarę realistycznie.

Opis taksacyjny i wskazówki gospodarcze 269a N-ctwo Bircza
169a – Opis lasu i wskazówki
Najbliższa okolica oddziału 169
Najbliższa okolica oddziału 169. Na mapie widać pozostałe lasy – w wieku rębnym, czyli starodrzew. Co tu było 100 lat temu?
169 w Nadleśnictwie Bircza
Oddział 169 a w Nadleśnictwie Bircza

 

 

 

 

 

 

 

 

Wchodząc do tego lasu widzimy gąszcz młodego pokolenia bukowego w wieku 11 i 19 lat. Jest to gąszcz – gdyż ten młodnik pokrywa całą powierzchnie w całości (udział: 10). Jest to młode pokolenie, powstałe z obsiewu górnego nasionami buków – bukwią (są on ciężkie, i wiatr ich nie roznosi). Ten młodnik jest bardzo ubogi – tylko jeden gatunek – buk (Bk). Gdyby nie ingerować, i nie działać, to nowy las będzie znacznie bardziej ubogi od tego, który tu stał, i który został pozyskany (lub jeśliby nie został pozyskany, to się zawali w wyniku naturalnej śmierci i rozpadu). Gęsty podszyt bukowy zaciemnia całą powierzchnię i nie dopuszcza do wzrostu innych gatunków. Być może pojedynczo występują, lecz w tej bukowej masie nie są widoczne, i nie zostały wyszczególnione przez taksatorów. Dlatego tak ważne jest umiejętne przeprowadzenie planowanych zabiegów pielęgnacji tego młodnika (co jako zalecenie zostało wskazane w PUL). W przypadku braku tam innych gatunków dobry leśnik podejmie decyzje o wzbogaceniu ubogiego składu młodnika bukowego (buk 11l i buk 19l) gatunkami szybkorosnącymi, iglastymi i liściastymi (modrzew, świerk, daglezja, wiąz, lipa, jawor, klon a może nawet brzoza, osika, wierzba biała, czereśnia, dąb czerwony czy nawet robinia). Będzie to dobre działanie o wielorakich pozytywnych skutkach w dalszym życiu tego lasu oraz tej powierzchni leśnej.
Ponad nim (młodnikiem) widzimy pojedynczo rosnące dęby, jesiony, brzosty, w wieku 69 lat oraz buki w wieku 54 lat – ich masa grubizny jest znikoma i w związku z tym nie została określona. To warstwa drzewostanu drugiego piętra. Nie zajmuje całej powierzchni – to pojedyncze sztuki, które wybiły tam gdzie piętro pierwsze miało luki, naturalne lub celowo stworzone przez leśnika.
Na powierzchni góruje drzewostan główny – pierwsze piętro, w którego skład wchodzi buk w wieku 69 lat i 10% udziałem w zasobności, klon jawor (Jw) w wieku 99 lat również z 10% udziałem masowym, a nad nimi buk w wieku 119 lat w udziale 30%, buk 99 lat w udziale 50% oraz miejscami jodła (Jd) w wieku 119 lat.
Powierzchnia jest już w pełni odnowiona – pokryta młodnikiem, a drzwostan górny przeszkadza i ogranicza rozwój młodego pokolenia. Dlatego celowe jest jegousunięcie oraz odsłonięcie i umożliwienie dalszego wzrostu  młodego lasu.
Po zakończeniu pracy, trzeba dokonać uzupełniań w istniejącym odnowieniu naturalnym, by wzbogacić jego skład oraz wypełnić na powierzchni straty, które mogły powstać w wyniku prac zrębowych. Oczywiście wprowadzone nasadzenia wymagają zabezpieczeń i ochrony, szczególnie gatunki, które są rzadkoscią w okolicy (podejrzewam, że nawet osika i wierzba). Uważam, że konieczność wzbogacenia składu i utrzymania bogactwa może wymusić wykonanie poszerzenia gniazd powstałych po wycięciu drzewostanu głównego, by wprowadzić inne gatunki i umożliwić im rozwój i wzrost.
Gdy uważnie przyjrzymy się mapie, to zwrócimy uwage, że sąsiadujące drzewostany rónież stanowią starodrzewia, czyli znajdują się w wieku rębnym. W sumie zajmują duża powierzchnię. Co tam było 100 lat temu?

Co widzi Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze?

Poniżej zamieszczam opis ze strony tej Fundacji. Nie będę go komentował, gdyż komentuje się sam.
Fundacja przeciwstawia się usuwaniu drzew w wieku rebności, ale nie wspiera młodego pokolenia. Dąży do zgnicia majątku i do zniszczenia tego co dała natura – młodego pokolenia buków. Nie dostrzega, że młody, powstający las traci bogactwo. Dąży do tego, by to bogactwo utracić.
Czemu i komu to służy?
Nie będę dalej komentował, gdyż komentuje się samo.
Inicjatywa Dzikie Karpaty I Facebook' - www.facebook Pozyskanie w oddz 169 N-ctwa Bircza

W wyniku prac zrębowych uzyskano sporą masę surowca drzewnego. W sumie uzyskano ponad 2500 m3 grubizny (przy planowanej masie ponad 3000 m3). Zważywszy, że na powierzchni pozostał las w wieku od 11-19 do ponad 50 lat, możemy się spodziewać że JUŻ (!) za 50-80 lat będzimy znów podziwiać starodrzew, a las wciąż trwa i nas cieszy. Blizny po pracach za chwilę przestaną być widoczne. Młode pokolenie uzyskało przestrzeń do bujnego rozwoju. Za 3 lata powierzchnia będzie kipieć tłumionym dotychczas wzrostem. Może uda się odnaleźć inne gatunki, prócz buka, i je mocniej wspierać? Może Nadleśnictwo Bircza za 3-4 lata przypomni Fundacji manipulacje nie poparte wiedzą i żadną nauką. Szkoda tylko tych … wilczyc.

Protest wilczyc w sprawie ochrony lasów Bieszczad zakończony
Wilczyce zakończyły nielegalny protest i bezprawne zajęcie powierzchni nadlesnictwa Stuposiany – chronone przez wszystkie służby powołane do pilnowania porządku prawnego w IIIRP (policję, wojewodów, prokuratorów, ministrów, premiera, PiS – sprawującą rządy – tak wygląda państwo.

 

1 Jan Kapela – Wilki są roślinożerne

Jaś Kapela i bzdura roku
Jaś Kapela i stan umysłu

    https://nczas.com/2021/12/02/roslinozerne-wilki-jas-kapela-nominowany-do-biologicznej-bzdury-roku/

 

 

 

2 Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze i jej odłamy finansowana także przez Instytucje powołane przez

Logo Fundacji Dziedzictwo ...
Logo Fundacji

PiS (NIW, etc). Czy w tych okolicznościach nie możemy mieć wątpliwości co do przyczyn braku reakcji służb odpowiedzialnych za porządek prawny w Polsce, gdy aktywiści tej organizacji działają bezprawnie, zajmując obszary leśne będące w zarządzie LP, uniemożliwiając im statutową działalności i powodując straty.
3 Lasy państwowe to obszar leśny własności Skarbu Państwa. Formalnie jest zarządzany przez organizację pn. Lasy Państwowe. Organizacja ta wcale nie musi działać w zgodzie z wiedzą, praktyką leśną – może wypełniać ideologiczne i polityczne cele, które nie mają związku z gospodarstwem leśnym, majątkiem Skarbu Państwa i jego pomnażaniem (zobacz: „Na czym polega las – emocjonalny wykład Jana Kosiorowskiego„)
4 Polska strofuje Słowację w sprawie wilka.
5 Czemu nie powstał Park Narodowy Grzmiąca
6 Samorództwo czy różnorodność? A może tylko abiogeneza
7 Lasy wycięły więcej niż mają
8 Straty przyrodnicze Rezerwatu Ścisłego Białowieskiego Parku Narodowego. – Kiedy zlikwidujemy Białowieski PN?

9 normalny rozkład klas wieku – poszczególne klasy wieku zajmują taki sam udział w powierzchni całkowitej (np po 10 procent dla każdej klasy wieku 1-10, 11-20, 21-30, 31-40, 41-50, 51-60, 61-70, 71-80, 81-90, pow. 91)
10 A.Wajrak wraz z Agora S.A. za artykuł (i towarzyszący mu wywiad z Maciejem Nowickim, Ministrem Środowiska) otrzymują z Ministerstwa Środowiska ok 60 tys. złotych; „Dać szansę Białowieży”„Dać szansę Białowieży”.  Rzecz cała została opisana przez Press – monitorujący media, o czym informowała TVN: „Dziennikarz GW pisał teksty za pieniądze ministerstwa”
Brauns Adolf – Owady leśne T1+ T2
Mańka Karol – Fitopatologia leśna

Taksacja urządzeniowa – zespół prac terenowych pomiarowych i analitycznych w celu dokonania jak najpełniejszego opisu lasu i planowanych czynności gospodarczych
Plan Urządzania lasu – opracowanie opisujące majątek leśny wraz ze wskazaniami gospodarczymi obejmującymi najczęściej okres dekady

Dziękuję J. M.

Lasy Państwowe, zgodnie z Ustawą o lasach, są jednostką administracji rządowej znajdującą się w strukturach Ministerstwa Środowiska, a dziś dodatkowo i Klimatu. Ten zapis wskazuje, że Lasy nie są elementem gospodarczym kraju, choć pełnią też taką funkcję. To funkcja zasadnicza z punktu widzenia gospodarki i dobrostanu mieszkańców.
Ten idiotyczny zapis, na co wskazuję od samego początku przyjęcia Ustawy o lasach, rodzi wiele kłopotów i problemów. Jest też jedną z przyczyn zniszczenia gospodarstwa leśnego na terenie trzech nadleśnictw: Białowieża, Browsk i Hajnówka. Tylko z tego powodu Polacy i ich kraj ponoszą ogromne straty rzędu 15-18 miliardów złotych rocznie1.
Skala strat w całym kraju jest trudna do określenia, ale nie niemożliwa. Z pewnością zostanie kiedyś dokonana, jako element rozpadu i upadku.

Prezydent się sprzeciwia

Nie można uwierzyć, by generowanie takich strat nie było dostrzeżone. Brak reakcji i naprawy jednoznacznie wskazuje, że czynione to jest świadomie w celu ograniczenia wzrostu polskiego państwa i dobrostanu Polaków. Można to postrzegać jako element działania w kierunku utrzymania obecnego status quo w Europie i utrzymywania miernej pozycji naszego kraju. Są to bowiem działania długotrwałe, trwające od trzech dekad. Odpowiedzialność za nie ponoszą wszystkie dotychczasowe partie oraz organizacje je wspierające. Niech Was nie zmylą protesty organizacji ekologistycznych, które w tym systemie pławią się jak pączuszki w lukrze. Czy wiarygodne są dzisiejsze medialne ataki rządzących na te organizacje – gdy jednocześnie są przez nich zasilane z wielką estymą i hojnością – przez tworzenie odpowiedniej legislacji czy systemów grantów, nie wspominając o braku reakcji sił (policja, prokuratura, wojewodowie, ABW) porządkowych w przypadkach łamania prawa przez te organizacje2.

Ubiegłoroczna przepychanka w kwestii pozbawienia Ministerstwa Środowiska i obcej agentury, która go opanowała (a może i opanowała także Pałac Namiestnikowski), wpływu na Lasy Państwowe skończyła się fiaskiem. Pamiętacie protesty leśnej Solidarności? W czyim interesie one były? Czy nie o utrzymywanie obecnego status quo nie tyle Lasów, co Polski w otoczeniu międzynarodowym.

Będą NOWE Lasy Państwowe jak Nowy Ład i Nowa Zieloność

W związku z potwierdzeniem i utrwaleniem związku Lasów Państwowych z Ministerstwem Środowiska, a dziś dodatkowo i Klimatu, pojawiają się nowe projekty cementujące obecny ich status.
Pojawiają się projekty nowel, które mają definitywnie skończyć ze znaczeniem gospodarstwa leśnego w gospodarce Polski.
Tercet Tomaszewski/Szyszko/Solidarność (przy współpracy z innymi ministrami, dyrektorami, premierami), po wielu latach wysiłku zapoczątkowanego poczęciem Ustawy o lasach w roku 1991, dopiął celu. O tym co mamy i co mieć będziemy zdecydowano wczoraj (1991).

Tylko decyzja administracyjna

Abstrahując już od tego, że leśnictwo w kraju nie wykorzystuje potencjału danego przez naturę, ale też wysiłku i mozołu przeszłych pokoleń (i celów, które im przyświecały), to prawo administracyjne wymaga działań zgodnych z jego zasadami. Każdy urząd musi wypełniać zasady KPA. Wprowadzenia

Posłanka PO Gabriela Lenartowicz
Posłanka PO Gabriela Lenartowicz

tych zasad na grunt LP domaga się nowela do Ustawy o lasach3 przedstawiona przez Gabrielę Lenartowicz, posłankę PO. Nowelizacja nakłada na Ministra i LP obowiązek przestrzegania prawa administracyjnego w zakresie sporządzanego raz na dziesięć lat dla każdego nadleśnictwa Planu Urządzania Lasu. Ma mieć formę zaskarżalnej Decyzji. W uzasadnieniu podnoszona jest oczywiście rola ludności oraz „reprezentujących” ją stowarzyszeń.
Oczywiście można bluźnić na samą posłankę Lenartowicz, na przeklęte stowarzyszenia ekologistyczne i stawiać pomniki Szyszce, Kaczyńskiemu, Mazowieckiemu czy Solidarności – manipulowanych lub wprost realizujących, jak MŚ czy Pałac Namiestnikowski (Prezydencki), cele agentur zewnętrznych.
Można też bić brawo.

Wyprodukowanie samochodu nie wymaga decyzji administracyjnej ale wytworzenie kubika drewna w LP i innych już tak. Bo nie mówią wprost, że nowelizacja będzie dotyczyła wszystkich lasów, a nie tylko Lasów Państwowych. Gabriela Lenartowicz łże, wskazując wyłącznie w kierunku Lasów Państwowych, gdy nowelizacja będzie ingerować także we własność prywatną! Łże też Halicki stojąc obok, i nie reagując. Zresztą sami posłychajcie w czyich ustach i rękach jesteście.

To nie koniec demokratycznych propozycji

W tym samym mniej więcej okresie lata 2021 roku pojawiła się w Sejmie kolejna nowela. Łoni obfitował – gdy Prezydent przesądził (nie zgodził się na odłaczenie LP ze struktur Ministerstwa Środowiska, a dziś dodatkowo Klimatu i ). I PiS dopomógł dokończyć dzieła: kolejnego, wyraźnego już etapu likwidacji następnego zasobu, które mamy w kraju. LASÓW.
Pojedźcie do Puszczy, zobaczcie czym kończy się las pozostawiony w łapach ideologicznego wairactwa.

Posłanka PO Małgorzata Chmiel
Małgorzata Chmiel – posłanka PO

Mamy kolejną posłankę z PO –  Małgorzatę Chmiel. Ambitnym celem przedstawionego przez nią projektu są zmiany: w Ustawie o lasach i w Ustawie ochrony przyrody5.

Tym razem intencją projektu jest wydzielenie z obszarów leśnych powierzchni w miastach i ich okolicach. Nie będą one już w bezpośrednim i jedynym zarządzie nadleśnictw lub starostów (w zakresie lasów prywatnych). Podobnie jak plany urządzania lasów obejmujące te tereny, ich zarządcy i właściciele nie będą mogli realizować celów, które nie uzyskają aprobaty środowisk lokalnych. Jednoznacznie też stwierdzono w tym projekcie, że plany te będą dotyczyć wyłącznie zabiegów pielęgnacyjnych. Nie będzie więc planów użytkowania, ale nie przewidziano także planów ochrony (np.: sprzątania śmieci), odnowień, zalesień czy nawet planów turystycznego i rekreacyjnego zagospodarowania. Stwierdzono, że te zmiany wymagają adekwatnych zmian w Ustawie ochrony przyrody.
Projekt jest pełen błędów i sprzeczności. A treść uzasadnienie to dzieło jakiegoś niedorozwoju (np.: „Ponadto projekt w ustawie o lasach zmienia art. 7. W ust. 1 w pkt. 2 dodaje nowy lit. e, który wprowadza konieczność ochrony lasów ochronnych aglomeracji miejskich.” W rzeczywistości w przedstawionym projekcie ma on brzmienie jn.: „Zachowanie lasów ochronnych aglomeracji miejskich, które powołuje sejmik województwa na wniosek prezydentów miast na prawach powiatu lub grupy 1000 mieszkańców miasta na prawach powiatu, przy ustalaniu granic w porozumieniu z Regionalną Dyrekcją Lasów Państwowych.”)  Oba cytaty autentyczne, wprost z projektu złożonego w Sejmie – sic!
Inne kwestie tego uzasadnienia nie dość, że pozbawione logiki to i sensu oraz prawdy.
Podstawowy brak wiedzy czym jest użytkowanie lasu i czym się kończy wstrzymanie prac przy użytkowaniu jest żałosne. Wystarczy przecież poznać prace na temat obniżonych zasobów ojczystej przyrody na obszarach, na których wstrzymano takie prace6. Nie ma natomiast dowodów na to by gospodarstwo leśne zubażało bogactwo natury.
Założenia projektu nie uwzględniają żadnych praw, badań lecz są chciejstwem nieuctwa. Równie dobrze możemy rozważać zakres działania fabryki samochodów, czy chłopskie pole buraków. Cóż przeszkadza zdefiniować im określony limit, i nowe, wspanialsze kierunki. Posłanka Chmiel Małgorzata wie lepiej.
Projekt kończy się zdaniem: „Ustawa nie wywołuje skutków finansowych”. To jednoznacznie wskazuje, że umysł twórców oraz samej Pani Posłanki nie pracował za wiele przy tym projekcie, że sporządziła go niechlujna ręka nieuka, a niechlujne oko nie zadało sobie trudu nań spojrzeć. Czy to sami właściciele lasów prywatnych zapłacą za te zmiany, czy wszyscy podatnicy?
Utraconych korzyści dla państwa i Polaków nie zrekompensują ani Niemcy, ani Rosja, ani Unia. A może zrekompensuje posłanka wraz ze swoim zapleczem wyborczym?
Złożenie Projektu zmiany ustwy o lasach i ochronie przyrody do marszałek sejmu_Cezary Tomczyk 13.07.2021 r. Małgorzata Chmiel

Gabriela Lenartowicz i Małgorzata Chmiel - posłanki PO
Gabriela Lenartowicz i Małgorzata Chmiel – posłanki PO

Kończcie Wasze …

W obu przypadkach widzimy napór w kierunku likwidacji potencjału zasobów naturalnych, w dużej mierze powstałych wysiłkiem narodu w okresie PRL. Ten wysiłek miał na celu budowanie kraju i dobrostanu Polaków. Były to cele ambitne i wspierane wysiłkiem całego społeczeństwa, w dużej mierze wówczas chłopskiego. Dziś panie posłanki wykorzystują czas, gdy potomkowie chłopów przeniesieni do miast i zindoktrynowani przez intelektualistów bazujących na humaniźmie i innych wspaniałych ideach wbijanych im do głów przez obce agentury, w znacznej mierze wspierają rozkład państwa i pogłębianie się zapaści materialnej i moralnej.
Lasy stanowią odtwarzalny zasób „Tej Ziemi”. I nie zgnicie ich powoduje wzrost zasobów przyrodniczych i … grubości portfeli. To nie prawda, że gdy Janusz Dawidziuk7 (wraz ze Stanisłwem Żelichowskim8) zmieniał zapisy w Instrukcji Urządzania Lasu9, miał na celu ubogacenie kraju i Polaków. Wręcz odwrotnie: przyczynił się moralnego i materialnego upadku.
I nie chodzi o tę głupotę, lecz o trwanie w niej.
Czas najwyższy zrozumieć, że zgnicie lasów niczego dobrego nie daje. Poświęcono temu celowi wystarczająco dużo powierzchni w istniejących parkach narodowych. Więcej ich w tym celu nie potrzeba. Należy zmienić spojrzenie na rolę parków w Polsce, powołać Park Narodowy Grzmiąca10, lub inne w takich miejscach czy ośrodkach, dla których niosłyby pozytywne zmiany i powszechną aprobatę lokalnych środowisk.
Należy taż wspomnieć o działaniach „dobrej zmiany” pod szyldem projektu „Mieszkanie+”. „Zamachnięto” się wówczas na ogrmną powierzchnię 600 tysięcy ha Lasów Państwowych. Własnie tych podmiejskich i miejskich11.
To wszystko wynik złego prawa i złego państwa. Ustawa o lasach wygenerowa ogromne straty gospodarcze i przyrodnicze. Wygenerowała także sraty niematerialne. Jest dziś dodatkowo rozszarpywana w celu ostatecznego przypieczętowania naszego bytu.
Należy to zmienić. Należy zagwarantowac stabilnośc gospodarczą Lasów, wyeliminować ideologię, zapewnić łączność ich systemu finansowego z systemem podatkowym gmin i powiązać ich byt także z funkcjami turystycznymi i rekreacyjnymi lasów. Nadleśnictwo musi się stac w pełni samodzielną prawnie i gospodarczo jednostką związaną w strukturze niezależnych od polityki Lasów Państwowych będących własnością wszystkich Polaków mieszkających w kraju.
Jednak sama dzialaność gospodarcza nie może podlegać ideologi i doraźnym celom.

***

1 Ograniczenie i w końcu zatrzymanie gospodarstwa leśnego w tych nadleśnictwach to brak przychodu rzędu 1,5 miliarda złotych rocznie w cenie drewna. Jednak gdyby nie narzucono urzędowych restrykcji to masa drewna pozyskana w tych nadleśnictwach oraz wielokrotny obrót pieniędzmi uzyskanymi ze sprzedaży, przerobu, robocizny przy uszlachetnianiu i przerobie generowałoby przychody dla kraju rzędu 15-18 miliardów złotych rocznie. Czyż nie bylibyśmy już potęga czołgową na bazie Abrams’ów, na czym ponoć zależy obecnym rządom? Jak widać – w rzeczywistości nie zależy im na obronie, wzmacnianiu kraju i budowaniu jego dobrobytu przez wzbogacanie mieszkańców. Wygląda na to, że zależy im na stałym osłabianiu państwa w interesie ….
Rok w rok „dobra zmiana” zubaża kraj o okolo 15 – 18 miliardów złotych rocznie. Ileż to afer Amber Gold? Widzicie  ciągnących ten samolot ….

2 Opinie środowiskowe są wymagane w każdej sytuacji, są kosztowne, zwiększają koszty remontów istniejącej infrastruktury o kilkadziesiąt procent, uniemożliwiają wiele inwestycji; brak reakcji służb porządkowych za naruszanie miru, za niebezpieczne zachowanie, zajmowanie obiektów czy dużych obszarów, a nawet niszczenie cennych okazów przyrodniczych, tolerowanie naruszania prawa zakazów wstępu do rezerwatów; bezpodstawne korzyści z tytułu tzw kompensat przyrodniczych.
3 Projekt Ustawa o zmianie ustawy o lasach, EW-020-628/21 13.08.2021, Sprawozdawca Gabriela Lenartowicz PO
Projekt zmiany Ustawy o lasach_9-020-628-2021_grupa posłów KO_Gabriela Lenartowicz

A porównanie propozycji ze stanem aktualnym wygląda jak poniżej:
Zmiana Ustawy o lasach_DecyzjaAdm.w spr. PUL - Gabriela Lenartowicz_Obraz zmian

Konferencja prasowa w Sejmie w tej sprawie posłanki Gabrieli Lenartowicz ze wsparciem posła Halickiego skupiła się nie na samej kwesti proponowanych zmian lecz na manipulacjach, popisami nieuki i wątpliwej jakości retoryką.

W póżniejszym terminie wspierała projekt z mównicy sejmowej posłanka Małgorzata Chmiel (PO)
Małgorzata Chmiel o konieczności uchwalenia zmian w ustawie o lasach

4 Wniesione projekty ustaw; patrz poz. 40 i poz. 52  (https://www.sejm.gov.pl/sejm9.nsf/agent.xsp?symbol=PROJNOWEUST&NrKadencji=9&Kol=D&Typ=UST )
5 Projekt Ustawa o zmianie ustawy o lasach oraz ustawy ochrony przyrody, EW-020-592/21 z 13.07.2021
Projekt zmiany Ustawy o lasach i ochrony przyrody_9-020-592-2021_Małgorzata Chmiel

A porównanie propozycji ze stanem aktualnym wygląda jak poniżej:
Zmiana Ustawy o lasach i Ochronie_Przyrody - Małgorzata Chmiel_Porównanie

6 Straty przyrodnicze w wyniku ochrony przyrody na przykładzie rezerwatu ścisłego Białowieskiego Parku Narodowego w okresie niemal wieku jego istnienia (link: https://www.polskawlesie.pl/ochrona-srodowiska/straty-przyrodnicze-rezerwatu-scislego-bialowieskiego-parku-narodowego-kiedy-zlikwidujemy-bialowieski-park-narodowy )

7

J.Dawidziuk były Dyrektor Generalny LP
J.Dawidziuk były Dyrektor Generalny LP

8

Janusz Dawidziku – dwukrotny Dyrektor Generalny Lasów Państwowych, który zmienił InstrukcjęUrządzania Lasu ograniczając użytkowanie lasu, odkładając w czasie ich destrukcję i rozkład. (PSL/SLD). Wprowadzając ideologiczny zapis ograniczajacy pozyskanie surowca drzewnego do 50% przyrostu zadecydował o zredukowaniu  pozyskania surowca (do połowy możliwości produkcyjnych lasu bez wpływu na jego kondycję), a tym samym zadecydował przeznaczeniu na zgnicie ogromnej masy drewna. To nie tylko strata gospodarcza – to ogromne straty przyrodnicze. Ciekawe, kto mu odpowiada „Darz bór”? – to przebieraniec leśnika.

Stanisław Żelichowski - Minister Środowiska
St. Żelichowski, Minister Środowiska w rządzie w. Pawlaka i Wł.Cimoszewicza

8 Stanisław Żelichowski (ZSL/PSL) poseł na sejm w okresie PRL oraz III RP, Minister Środowiska, przełozony Dyrektora Janusza Dawidziuka – kolejny przebieraniec leśnika.

 

9 Instrukcja Urządzania Lasu – precyzuje zasady sporządzania Planów Urządzania Lasu – szczególowych działań najczęściej na okres dziesięcioletni na obszar nadlesnictwa lub wskazany obszar lasów niepaństwowych.
Plany Urządzania Lasu określają całokształt działań w okresie dziesięciolecia, w tym także plany pozyskania surowca, odnowień, zabiegów hodowlanych, etc. Plany te są dość restrykcyjnie przestrzegane, a ich naruszenie wymaga oddzielnej procedury (np. gdy pojawia się jakieś nagłe zdarzenie, klęska).

 

10 Dlaczego nie powstał Park Narodowy GRZMIĄCA (link: https://www.polskawlesie.pl/ochrona-srodowiska/dlaczego-nie-powstal-park-narodowy-grzmiaca  ) Artykuł porusza kwestie zasadności powoływania nowych parków na zasadach które praktycznie sa stosowane w Polsce. Rozważa kwestie ich lokalizacji także w kontekście oczekiwań społecznych lub manipulowania tymi oczekiwaniami. Znajduje się tu także porównanie do sytuacji parków w Wielkiej Brytanni. Uzmysławia istotę natury oraz powszechną manipulację tą istotą. Jest tez o szalbierstwie edukacyjnym, nieuki, urzędniczym czy w końcu legislacyjnym.
11 Lasy nie wybudują Mieszkania Plus – https://www.polskawlesie.pl/las/lasy-nie-wybuduja-mieszkania-plus

Z jednej strony kwoty pozbawione rzetelnej argumentacji. Z drugiej ślepe oburzenie i straszak prywatyzacji. W hałasie nie słychać uczciwej dyskusji o stanie polskiego leśnictwa.1

Jacek Rostowski
Jacek Rostowski – Minister Finansów w rządzie D.Tuska – narzucił LP kontrybucję w wysokości ponad póltora miliarda złotych w 2014 roku

Przy okazji prac nad nowelizacją ustawy o lasach zrodził się pomysł kolejnego „przystrzyżenia” organizacji Lasy Państwowe. Już sam pomysł zmiany ustawy o lasach, gdyż nie pasuje do późniejszej ustawy o ochronie przyrody (funkcjonującej „tylko” od lat sześciu), uchwalonej wysiłkiem ministrów Macieja Nowickiego i Stanisława Gawłowskiego, wskazuje, jak wiele samo prawo znaczy.
W międzyczasie zadłużenie kraju wzrosło niemal dwukrotnie. Mamy więc zgoła inną rzeczywistość. W tych okolicznościach prawo nabiera zupełnie innych rumieńców. Innych niż w 1989 r., gdy decydowano o zapisach ustawy o lasach. Ale i wówczas prawo miało spełnić określoną rolę!

Nie czas żałować róż, gdy ploną lasy

Czy nie można trawestować tego przysłowia, mając na względzie znacznie ważniejszą rzecz od zagonu róż czy nawet hektarów lasu?
„Ojczyzna w potrzebie” – wołają na górze. „Pieniądze z lasów naszym jedynym wybawieniem.”
„Gore. Czas bić w dzwony” – roznosi się na dole. „Rabacja, zdrada” – krzyczą.
Kraj potrzebuje dwukrotnie po 800 mln zł przez najbliższe dwa lata, a później już tylko po 100 mln zł na rok. Skąd ten rachunek? Nie wiadomo.
Bo zadłużenie sięgnęlo biliona złotych, a frekwencja demograficzna nie daje wielkich złudzeń na przyszłość? Dlaczego więc nie bilion? I to w ciągu sześciu lat!2

Lasy do Konstytucji

Takie propozycje zmian z wielkim oburzeniem przyjęła opozycja.3 Wyciągnięto po raz kolejny straszak w postaci prywatyzacji lasów (pisałem już o potrzebie definitywnego pozbycia się go: „Lasy dla lasów” Las Polski nr 3/2011 i „Lasy do Konstytucji po raz wtóry” Las Polski nr 7/2012). Lasami w Konstytucji żadna opcja polityczna nie jest zainteresowana. Choć dziś strona rządowa zaczęla, zdaje się, straszyć opozycję takim rozwiązaniem.4
A przecież 30% kraju, narodowego majatku i bogactwa, mogłoby na taki zapis liczyć. Sformułowana przeze mnie idea konstytucyjnego zapisu miałaby zdecydowanie głębsze znaczenie, gdyby wiązała się ze zmianami systemowymi całej organizacji Lasów Państwowych. Wskazywałem na takie potrzeby.
Dziś rzeczywisty majątek kraju zaspokaja coraz węższe grono korporacji, wspierając ekologizm, w tym również ekologistyczny terroryzm.* Co chwilę mamią nas swoistym dzieworództwem – że ekologizacja to przyczyna wzrostu różnorodności biologicznej. A przecież gdyby jej (różnorodności) realnie nie było, to nie pojawiłaby się znikąd. Jest cały czas, nie zawsze odsłonięta. Mamy dziś do czynienia co najwyżej ze zmianami ilościowymi a nie jakościowymi w obszarze pęczniejącej z roku na rok czerwonej księgi (czyż to również nie kuriozum?).

Dlaczego nie bilion?

Stawianie walorów ekologicznych polskich lasów – z pierwotnego założenia lasów gospodarczych – w przeciwieństwie do innych celów nie ma żdnego uzasadnienie i żadnych podstaw. Las od zawsze wypełniał róznorakie funkcje. Szczególnie w LP nie mieliśmy do czynienia z eksploatacją lasu.
Kiedyś zadecydowano, że parki narodowe mają wypełniać typowo ochroniarskie funkcjie. Dziś okazuje się, że 50% leśnych zasobów również zostało wtłoczonych w kaftan konserwatorskiej ochrony.
Na użytek mediów ubolewa się, że w Puszczy Białowieskiej gnije 2 mln m3 drewna (dziś- listopad 2021 r., z pewnoscią już ok. 9 milionów m3). Ale nie mówi się jaka masa została skazana na zgnicie na obszarze całej Polski. Leśnicy purpurowieją w związku z tzw. Piskim Szastem, nie dostrzegając skali „szastów” w obszarze całej połaci lasów państwwwwa oraz w zgoła innym obszarze. Umysłach.
Ile to mniej tlenu? A ile mniej drewna, miejsc pracy, desek, mebli, miliardów złotych, o ile więcej musimy pracować do emerytury?5
Może więc jednak zwiększyć kontrybucję do biliona?

Kto zawłaszcza?

Potencjał Lasów Państwowych, ich możliwości gospodarcze z pewnością mogą zasilać kraj w sposób znacznie większy niż to dziś ma miejsce. Rozwój i funkcjonowanie Państwa nie może się odbywać na zasadach doraźnych kontrybucji. Namawiam do powrotu do racjonalnej gospodarki w LP.6 Do sformułowanie odważnej wizji i jej wdrożenia. Przyniesie to wielokrotnie więcej korzyści niż planowana kontrybucja.
Polska jest jedna. I ma jedną kieszeń. Nie może jej zwłaszczać górnik, sędzia, lekarz, poseł. Nie może jej zwłaszczać leśnik czy ekologistyczny malwersant. Obowiązująca ustawa o lasach, która z monopolisty surowcowego zrobiła korporacyjnego administratora wtłoczonego w środowisko ekologistycznych konserwatorów nie mogła się skończyć inaczej. Chciejstwo i krótkowzroczność jej twórców kończy się tragicznie dla leśników (których coraz mniej w wyniku restrukturyzacji, optymalizacji, etc.), nie mówiąc o dorobku nas wszystkich. Nie mówiąc o zasobach naturalnych i przyrodzie. Bo badania, co nie każdy wie, wskazują na malejącą produkcję tlenu przez lasy, a obszary ściśle chronione niosą w efekcie znaczne zubożenie przyrodnicze (co dowiedzione jest w Rezerwatach Białowieży i Tatr). W tych warunkach, wciśnięte w karby Ministerstwa Środowiska, Lasy Państwowe nie są w stanie stworzyć rozsądnych rozwiązań prawnych. Będzie to możliwe dopiero wraz ze zmianą całego systemu.

Czy Lasy Państwowe dotrawają do tego czasu?

Organizacja może nie dotrwać. Z pewnością jednak idea Lasów Panstwowych, którą stworzył Adam Loret**, a która od ćwierćwiecza jest niszczona, jest ideą trwałą i mocną.
Społeczeństwo polskie w dużej mierze wciąż pozostaje społeczeństwem chłopskim (w pierwszym drugim i trzecim pokoleniu) i nie aprobuje dzisiejszych destrukcyjnych rozwiązań, nie mających nic wspólnego z chłopskim zdrowym rozsądkiem, lecz z manierą wyalienowanego centralizmu.
Dzisiejsza kontrybucja na Lasy to wynik wielu czynników. Ale oburzenie nie widzi rozwiązań poza utrzymywaniem obecnego status quo.

Też mam las

Zastanawiam się też nad innymi prawnymi skutkami wprowadzenia kontrybucji na majątek LP. Leśna organizacjia funkcjonuje w pewnym określonym systemie prawnym. To spójna całość. Majątek leśny, tak jak majątek rolny, jest w Polsce ograniczony podatkiem gruntowym. Co mam sądzić, jako właściciel prywatnego lasu, o rysującej się deregulacji?
Wiem, że papier jest cierpliwy, a niektóre jego odmiany chłonne jak gąbka. Przyjąć mogą ogromne ilości atramentu, tuszu i farby drukarskiej. I urzędniczych gwarancji padajacych z różnych wysokości. Uprzedzając więc prawodawców, uniżenie proszę by uwzględnili w swoich – z pewnością bardzo wartościowych rozwiązaniach – również mój interes. Interes prywatnego właściciela lasu i moją składkę na KRUS. Nie chcę bowiem jako prawy obywatel, czuć się w jakimś stopniu wyróżniony.7

 

Kontrybucja to danina stanowiąca swoistą represję, poza obowiązującym systemem podatkowym
Obwieszczenie z 2 lutego 1944 o m.in. nałożeniu 100-milionowej kontrybucji na Warszawę i okolicę w ramach odwetu za zamach na Franza Kutscherę (Wikipedia)

1 KontrybucjaHaski regulamin praw i zwyczajów wojny z 1907 w art. 51 dozwala pobierać kontrybucję na terytorium okupowanym tylko na zasadzie rozkazu na piśmie i pod odpowiedzialnością naczelnego wodza (commander-in-chief). Pobór taki powinien odbywać się możliwie zgodnie z przepisami opodatkowania i repartycji podatków obowiązujących.  Za opłatę każdego podatku wydać należy płatnikom odpowiednie pokwitowanie (Wikipedia).
Nałożenie na organizację Lasów Państwowych ekstra daniny, swoistej kontrybucji nie jest wykonywaniem praw własciciela – jak to tłumaczył Minister J.Rostowski. To nie rząd jest włascicielem Lasów Państwowych lecz Polska. Zabór środków określonego przedsiębiorstwa z powodu złego zarządu państwem jest zaborem i nie ma zwiazku z racjonalną gospodarką.

2– Nie pomyślą o zmianach systemowych i likwidacji systemowych i strukturalnych strat w wyniku złej legislacji i rozwiązań – tylko w 3 puszczańskich nadleśnictwach straty z tytułu braku pozyskania to kwota ok 1,5 miliarda złotych rocznie a w skali kraju to strata brutto około 15 – 18 miliardów złotych; samo zniszczenie polskiej gospodarki dokonane przez siły magdalenkowego kompradorstwa to przyczyna wszelkiego zła, braku stabilizacji i ogromnej dezintegracji społecznej.
3 – PiS i poseł Jan Szyszko, niepomny na stworzony niemal dwie dekady wcześniej autorski projekt

prof Jan Szyszko Minister Środowiska
prof Jan Szyszko Minister Środowiska

prywatyzacji LP w okresie rządów Akcji Wyborczej SOLIDARNOŚĆ. Po raz kolejny wezwano do Warszawy leśników, by protestować pod fałszywą narracją obrony LP przez prywatyzacją. A tu się walił po prostu kolejny element Ustawy o lasach przyjętej w 1990 roku siłami Solidarności, czy raczej jej funkcyjnego aparatu, nie mającego realnego zaplecza.
4 – taki zapis w Konstytucji wytrąciłby by z rąk politycznych klik straszak, który zawsze pobudzał społeczeństwo polskie, nie tylko leśników
5 – w tym czasie podejmowano decyzje o zwiększeniu wieku emerytalnego w Polsce do 67 lat
6Na czym polega las – emocjonalny wykład Jana Kosiorowskiego  – nie ma związku z dobrostanem Polski, z dobrostanem Polaków, a nawet nie ma zwiazku z cywilizacja łacińską; to nawet nie „sztuka dla sztuki”
7 – podobnie jak Lasy Państwowe, nie czuję się odpowiedzialny za budżetowe braki i zadłużenie Polski. To wynik działań kompradorskich ekip posadowionych przez zagraniczne metropolie. A KONTRYBUCJA ufundowana przez rząd PO/PSL oraz fałszywie tłumaczona przez ówczesną opozycję (PiS) jako prywatyzacja to skok na skarbonkę, bo zarząd nad państwem jest lichy – nie potrafi budowac i wykorzystywac potencjału; potrafi sprzedawać to czym jeszcze dysponuje lub zadłużać;
* Założycielem i jeddnym ze współwłaścicieli FSC była Greenpeace; środki, którymi organizacja LP zasila MŚ, są dysponowane na stowarzyszenia o bardzo różnym charakterze.
** Adam Loret – pierwszy dyrektor naczelny Lasów Państwowych.
Ilustracje zostały dodane na potrzeby niniejszej publikacji.
Adam Loret – twórca współczesnego leśnictwa jako działu gospodarki narodowej nie ma żadnego zwiazku z leśnictwem patogospodarczym dziejącym sie w IIIRP. Leśnictwem opanowanym przez obskurantyzm ekologistyczny, zwijajacym majątek oraz edukująvcym społeczeństwo w kierunku fałszywej ekologii oraz idei antygospodarczych w kraju – co jest działaniem na potrzeby zewnetrznej dywersji. De facto są to działania antynarodowe i nie mające żadnego zwiazku z pojęciem patriotyzmu.

***

Historia niepamiętna roku 2014 – kolejna manipulacja prywatyzacją

Kontrybucja -
Fragment artykułu „Kontrybucja” na łamach Lasu Polskiego

Artykuł został opublikowany na łamach Lasu Polskiego, 16-17 nr 2/2014. To autorska opinia na temat podatku/kontrybucji nałożonych na Lasy Państwowe w związku z potrzebami budżetowymi państwa rządzonego wówczas przez koalicję PO/PSL.
Nie były to rządy najlepsze, skoro zdecydowano się do sięgnięcia po zasoby firmy pańswowej poza obowiązującymi zasadami systemu podatkowego w Polsce.
To nie leśnicy byli, czy też są odpowiedzialni za stan państwa. Odpowiada za to premier rządu lub szef rzadzącej partii.
Łatwo jest zrujnować jedną, czy sto firm, tu i teraz, niż podjąć realne działania naprawcze. Nie podjęły ich rządy PO/PSL, i nie podjęły rządy PiS.
W zakresie leśnictwa: tylko marnotrawstwo urzędnicze nakierowane na trzy puszczańskie nadleśnictwa (Białowieża, Browsk, Hajnówka) generują roczne straty rzędu półtora miliarda złotych – w cenie utraconych przychodów. Strata brutto dla całego kraju z powodu tych urzędniczych zbrodni to około 15-18 miliardów złotych rocznie. Możemy to przeliczyć na liczbę możliwych do kupienia czołgów. Tych najnopwoczesniejszych, amarykańskich – jak wskazuje znawca sztuki wojskowej – M.Błaszczak. Tak, przez sześć lat bylibyśmy już pierwszą potęgą czołgową na świecie. Żaden nachodźca by nam nie podskoaczył, nie mówiąc już o trzech milionach „legalnie” wprowadzonych Ukraińców. Wprowadzonych w zastępstwie tej samej masy Polaków wygnanych na obczyznę – po raz kolejny.
Sama kontrybucja wiązana z prywatyzacją, reprywatyzacją czy restytucją (pewnie znaleźlibyśmy jeszcze inne synonimy, także po hebrajsku), została wyorzystana przez ówczesną opzycję do osłabienia potencjału obozu rządzącego.

Fikcja Tuskowej inicjatywy

By ratować sytuację i zneutralizować protesty, w tym uliczne zgromadzenia leśników przywołanych przez Jana Szyszko, ówczesny Premier Donald Tusk publicznie wyartykułował możliwość zapisu gwarancji dla Lasów w Konstytucji.
Tym samym Tusk zneutralizował atak PiS pod szyldem „obrony LP przed prywatyzacją”. Miał świadomość, że do żadnej zmiany Konstytucji nie dojdzie z kilku powodów.
Po pierwsze, nie ma w Polsce żadnej siły politycznej, której zależy na stabilizacji i spokoju. Wszystkim zależy na podkładaniu do ognia społecznych nastrojów. Temat prywatyzacji LP generuje zawsze dużo emocji – niezaleznie czy prawdziwy, czy też nie. Można go przywoływać do znużenia i zmęczenia. A gdy nastąpi realne zobojetnienie – można go DOKONAĆ.
Po wtóre: sam zapis, którego treść można sformułować w różny sposób, nie będzie mógł uzyskać aprobaty skłóconych poliklik.
I tak też się stało. Po niemożności uzgodnienia wspólnego tekstu, cała rzecz upadla i została szybko zapomniana.

Medialne igraszki i manipulacje dla ciemnego luda

Ale nie do końca zapomniana – od tamtego czasu podsycany jest wciaż przez PiS mit, że w roku 2014 koalicja PO/PSL miała zamiar sprywatyzowac LP. Ta oczywista fałszywka służyć ma wzmacnianiu własnej pozycji PiS. Że to tylko medialne oszustwo, może świadczyc brak inicjatywy w kierunku gwarancji konstytucyjnej dla LP już po objęciu przez PiS rzadów w roku 2015.

Marian Krzaklewski twórca AWS
Przewodniczący Solidarnosci i twórca AWS – Marian Krzaklewski. Wówczas podjeto jedynej, realnej próby prywatyzacji LP.

Dywersja czy tylko głupota DGLP  – opisałem swego czasu działania i manipulacje związane z tematem prywatyzacji LP.
Do dziś, żadna siła społeczna i polityczna nie wystąpiły z inicjatywą zagwarantowania bezpieczeństwa LP w Konstytucji. Idea, która upubliczniłem w roku 2011/2012 czeka wciaż na realizację.  A brak realizacji jest świadectwem coraz wiekszej marginalizacji społeczeństwa przez siły obecne na scenie politycznej kraju. Działają w kierunku przejęcia tego majątku i zawłaszczenia nim.

„Przyroda i natura jest dla człowieka.
Nigdy nie było i nie będzie odwrotnie. Koegzystencja jest możliwa i konieczna. Im szersze obejmuje kręgi tym jest bezpieczniej.
Z demokracją jest podobnie. Ograniczanie dostępności do natury i demokracji, ograniczanie odpowiedzialności jest zgubne, dla natury, demokracji i cywilizacji człowieka.”

                                          autor, 2007 r.

 

 

 

 

 

Puszcza Białowieska to znaczny powierzchniowo obszar leśny na Podlasiu (https://www.polskawlesie.pl/las/puszcza-co-to-takiego). Położony jest na obszarze Polski i Białorusi. Po

Białowieski Park Narodowy na tle Puszczy. Pozostała część to lasy gospodarcze Nadleśnictw Białowieża, Browsk, Hajnówka w których nie odnotowano strat przyrodniczych do czasu podjęcia działań wyniszczających gospodarstwo leśne.
Białowieski Park Narodowy na tle Puszczy. Pozostała część to lasy gospodarcze Nadleśnictw Białowieża, Browsk, Hajnówka w których nie odnotowano strat przyrodniczych do czasu podjęcia działań wyniszczających gospodarstwo leśne.

stronie białoruskiej w całości objęty jest parkiem narodowym. Po polskiej stronie objęty jest ochroną Białowieskiego Parku Narodowego (10500 ha) oraz trzech puszczańskich Nadleśnictw: Białowieża (12300 ha), Browsk (20400 ha) i Hajnówka (19700). Na terenach znajdujących się w tych nadleśnictwach dominuje system ochrony czynnej. Ale znajdują się tu również rezerwaty, które aktualnie obejmują około 60% powierzchni, gdzie dominuje ochrona typu parkowego (bierna). Ochrona czynna i inna działalność każdego z tych nadleśnictw od dawna jest bezprawnie zakłócana i uniemożliwiana.

Czemu bezprawnie

W Polsce jest 430 nadleśnictw i podlegają one tym samym przepisom Ustawy o lasach. Jeśli któreś z nadleśnictw zostało wyłączone z jakichkolwiek zapisów prawnych tam zawartych – to naruszana jest sejmowa Ustawa.
Pierwszym naruszeniem, które poznałem (w związku z Puszczą Białowieską

Decyzja 48 z 1998 K.Tomaszewski
Decyzja 48 z 1998 K.Tomaszewski DGLP

i znajdującymi się tam nadleśnictwami) była Decyzja 48/1998 Dyrektora Generalnego dr. nauk leśnych Konrada Tomaszewskiego z roku 1998 zakazująca w tych trzech puszczańskich nadleśnictwach pozyskiwania drzew w wieku ponad 100 lat. Ministrem Środowiska i bezpośrednim przełożonym Konrada Tomaszewskiego był w tym czasie profesor nauk leśnych Jan Szyszko.
Okoliczności w jakich do tego doszło można odnaleźć w artykule „Kiedy podpisano wyrok na Puszczę …” Stało się to 6 (sześć) lat przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej.
Wspominam o tym, gdyż w przestrzeni medialnej, publicznej kwestię upadku, rozpadu gospodarstwa leśnego na obszarze ponad 50 tysięcy hektarów tych trzech puszczańskich nadleśnictw łączy się z wrogimi działaniami Unii, pomijając kompletnie sprawczość własną, która wówczas i dziś jest decydująca.

Co oznacza zakaz pozyskania drzew w wieku powyżej 100 lat
DGLP
Dyrektor Generalny LP L. Tomaszewski

W Polsce funkcjonuje 430 nadleśnictw. Wszystkie działają na podstawie zasad zapisanych w Ustawie o lasach. Ustawa nie czyni żadnych wyjątków i ich nie różnicuje. Tym samym naruszenie, które miało miejsce w roku 1998 wymaga naprawy oraz ukarania osoby/osób (także pośmiertnie), które popełniły przestępstwo urzędnicze/ministerialne, stawiając swoje decyzje ponad prawem. Nie ma bowiem zadnych podstaw prawnych do urzedniczego określania czy ograniczania wieku rebnosci drzew czy też (jak to jest dziś) drzewostanów – ten jest określany na podstawie fizjologii, nauk dendrologicznych oraz właściwości siedliska – a więc na bazie wiedzy, a nie jakiejkolwiek ideologii.
Decyzja, która została skonsumowana w źle pojętym obowiązku wypełniania poleceń służbowych przez nadleśniczych trzech puszczańskich nadleśnictw dała początek niszczeniu gospodarstwa leśnego, niszczenia zasobów przyrodniczych oraz zasobów surowcowych państwa. Po dwudziestu latach trudno dziś oszacować skalę zniszczenia, lecz nie jest to niemożliwe. Z mównicy sejmowej Minister Jan Szyszko wskazywał na masę 3,5 milionów metrów sześciennych zniszczonego surowca na terenie puszczańskich nadleśnictw (2015 rok). Dobra zmiana wraz z tym ministrem, z jego następcami rozpoczęli „naprawę”.
W jej wyniku w roku 2019 to co jeszcze można było zainwentaryzować w postaci leśnego truchła stanowiło masę około 7,5 milionów metrów sześciennych grubizny („Truchło Puszczy. Truchło Nadleśnictwa Hajnówka – czyli siedem i pół miliona powodów …”). Przez trzy lata „dobra zmiana” wyprodukowała 4 miliony leśnej zgnilizny. Wyprzedziła więc wszystkie „złe zmiany” w niszczeniu gospodarki i zasobów leśnych trzech puszczańskich nadleśnictw.
Według cen surowcowych ta masa miałaby wartość ok. 1,5-2,0 miliardów złotych. Ale strata państwa i strata jego mieszkańców to wielokrotność tej kwoty, gdyż dopiero wielokrotny obrót przy przerobie tej masy daje realną wartość dodaną – i tym samym wartość straty. Ale to tylko część … hańby.
Lecz jaka masa nie została uwzględniona, bo drewno uległo już kompletnemu rozkładowi? Jakie są straty moralne społeczeństwa polskiego, jak ogromne są straty ojczystej przyrody.
Kto zyskał?
*

W Polsce większość gatunków ma wiek rębności powyżej 100 lat. Istnieją archiwalne operaty urządzania lasu trzech puszczańskich nadleśnictw, które to mogą potwierdzić.
Nie sięga do nich (i do innych też pewnie nie sięga) profesor biologii Uniwersytetu Warszawskiego Bogdan Jaroszewicz, który w jednym z wywiadów przekazywał publicznie nieprawdziwe informacje jakoby w Polsce większość gatunków drzew (o znaczeniu gospodarczym) miało wiek rębności poniżej 100 lat (https://tech.wp.pl/bogdan-jaroszewicz-wycinka-w-puszczy-karpackiej-to-wielki-blad-wywiad-6547607914350209a) – fragment poniżej. To kłamstwo, jak też brak wiedzy o realnym Fragment wywiadu B.Jaroszewicz dla WPtech_cropped
wieku wykonywania prac zrębowych (w rębni zupełnej i rębniach przerębowych) w Lasach Państwowych wskazuje, że o stanie lasu nie wypowiada się fachowiec.

To prawda, że istnieją gatunki takie jak osika, olsza, brzoza – które mają generalnie mniejszy wiek rębności (ten zależy od gatunku – cecha fizjologiczna, siedliska, warunków klimatycznych lub konieczności wynikających z zagrożeń). Jednak zapisany planach urządzania lasu* wiek rębności nie zawsze jest wykonywany we wskazanym tam czasie. – Nie zdarza się, by zdejmowanie drzewostanu lub drzewa było wykonywane wcześniej. Niemal standardem jest wycinka w wieku przeszłorębnym – bywa, że przekraczającym wiek rębności o wiele dekad. Gdy uwzględnimy rzecz w masie pozyskiwanego surowca (sosna – jest zasadniczym gatunkiem w lasach Polski) okaże się, że większa część pozyskiwanego w ramach gospodarstwa rębnego surowca znacznie przekracza wiek rębności. Wynika to również z przyjętego sposobu rębni i wielkości powierzchni zrębowych (które uległy zmianie, co nie pociągnęło za sobą analizy i zmian w wieku rębności gospodarstwa rębnego). Podobnie rzecz ma się z gatunkami takimi jak olsza i brzoza – których udział w całkowitej masie pozyskiwanego surowca jest jednak nieznaczny.
Innymi słowy wskazuję Szanownemu profesorowi biologii, że zapisy planowane i realizowane nie są tożsame.

profesor Bogdan Jaroszewicz - biolog UW
Biolog UW – profesor biologii tamże – B.Jaroszewicz o wieku rębności i CO2 w starym lesie – jak tworzy się  elitę nieuki

Wskazywanie przez nieukę Bogdana Jaroszewicza na element CO2 w tym przypadku (konieczność zachowywania starych drzew) jest już kompletną niedorzecznością wynikającą z publicznej manipulacji lub kompletnej nieznajomości fizjologii drzew. Asymilacja CO2 ma bowiem związek z intensywnością fotosyntezy, a ta nie jest największa w drzewach i drzewostanach starych – brak wiedzy profesora biologii w zakresie fizjologii roślin jest wg mnie kompromitująca. Natomiast truchło leśne, do którego pragnie doprowadzić las profesor Bogdan Jaroszewicz, uwalnia ten niebezpieczny gaz-CO2 znacznie szybciej niż wyroby wytwarzane z drewna: potrzebne i użytkowane przez ludzi przez dziesiątki a czasem setki lat.
Wróćmy do znamiennej Decyzji nr 48/2018 czołowego ideologa polskiej szkoły leśnej. Uniemożliwiała pozyskanie drzew będących w wieku rębnym. A więc uniemożliwiała prowadzenie gospodarstwa zrębowego – ostatecznej wycinki oraz odnowienia lasu: przeprowadzonego w sposób naturalny lub sztuczny. Tym samym w perspektywie dziesiątków lat skazywała drzewa w wieku rębnym na rozpad, a także na zanik gospodarstwa leśnego w tych trzech puszczańskich nadleśnictwach.
Decyzja ta kanalizowała opór miejscowej ludności przed poszerzeniem Parku Narodowego, a likwidując gospodarstwo leśne w perspektywie dziesiątek lat, wprowadzała na terenie tych nadleśnictw rozwiązania podobne do parkowych.

Park parkowi nierówny

Właściwości ochronne Parku białoruskiego i Parku polskiego Puszczy Białowieskiej nie są identyczne. Na Białorusi pprowadzona jest ochrona czynna oraz dbałość o majątek uzyskiwany w wyniku tych działań – wykorzystywany gospodarczo z pożytkiem dla kraju. Podobne procedury obserwujemy na obszarach wielu europejskich parków narodowych. Działania te są naturalne i zrozumiałe w tamtych społeczeństwach.
W Polsce natomiast, na obszarze Puszczy, ale nie tylko w Białowieskim Parku Narodowym, lecz także  w trzech nadleśnictwach (których celem statutowym jest realizacja wszelkich funkcji lasu) doprowadzono do sytuacji kompletnego zakazu prac związanych z pozyskaniem, ograniczono obszary dostępne do rekreacji, praktycznie zlikwidowano ochronę czynną.

prof. Ryszard Zaręba - "Puszcze, bory, lasy Polski"
prof. Ryszard Zaręba – „Puszcze, bory, lasy Polski”

Po stronie polskiej pomija się także fakt, że w skład obszaru potocznie zwanego Puszczą Białowieską wchodzą również resztki Puszczy Lackiej, dziś stanowiącej jeden z obrębów (czyli części) Nadleśnictwa Browsk o powierzchni 7100 ha („Puszcze Bory i Lasy Polski” R.Zaręba 1978). Ostatnimi czasy ten element został dostrzeżony, lecz w sposób bardzo marginalny.

Od wielu lat w Polsce tli się konflikt na temat systemu ochrony lasu w Nadleśnictwach Białowieża, Browsk i Hajnówka. Momentami wybucha dość intensywnie. Stan napięcia jest pobudzany przez niektóre stowarzyszenia „ekologiczne” (czemu cudzysłów: czytajcie poniżej – artykuł prof. Ludwika Tomiałojcia)).

Nie jest podnoszony stan przyrody w parkach narodowych czy system ochrony lasu i przyrody na obszarze Białowieskiego PN – choć straty przyrodnicze jakie mają tam miejsce są udokumentowane ( „Straty przyrodnicze rezerwatu ścisłego …”) . Natomiast sama intensywność użytkowania lasu jest dziś na obszarze Białowieskiego Parku Narodowego większa niż w trzech nadleśnictwach – co stanowi ewidentną nauczkę dla autochtonów (daną  przez kolejną zmianę polityczną IIIRP) zawzięcie broniących lasu, mających dziś problem z zaopatrzeniem się w surowiec i opał. To ostentacyjne działania centrali leśnej i rządów IIIRP, które nie liczą się na co dzień z bytem podległej mu ludności.

Kampania (wyborcza)

Aktualnie jesteśmy świadkami kolejnego wybuchu w „konflikcie o Puszczę”. Konflikt nie narodził się ani dziś ani wczoraj. Był mocno kanalizowany w okresie ostatnich lat rządów PO-PSL, jak i wcześniejszych. Pobudzony zaś został w toku kampanii wyborczej. To wówczas Jarosław Kaczyński zwrócił uwagę na niedopuszczalność stanu do jakiego doprowadzono tu las.

Jarosław Kaczyński - PiS
Prezes PiS – J. Kaczyński

„…nawet lasy świerkowe się zaczynają rozsypywać, bo nie ma tutaj odpowiedniej polityki, nie ma ochrony.” – mówił w trakcie kampanii wyborczej na Podlasiu Jarosław Kaczyński, co miało wskazywać na zaangażowanie PiS po stronie przeważającej części lokalnej społeczności (DGP 23.10.2015). Wzruszenie mieszkańców Podlasia było tak ogromne jak entuzjazm z rychłej wygranej tej polikliki.
Może Prezes Jarosław Kaczyński nie miał świadomości wcześniejszej decyzji Konrada Tomaszewskiego z roku 1998 roku? Może.
Jestem przekonany, że wiedzę miał, a obietnice wyborcze były składane świadomie w złej wierze. Jeśli byłyby składane w dobrej wierze to czemu nie zostały zrealizowane przy dominującej przewadze tej polikliki w Sejmie i Senacie?

Lasy Państwowe, czyli w obszarze Puszczy Białowieskiej Nadleśnictwa: Białowieża, Browsk i Hajnówka, nie podlegają zarządowi Białowieskiego Parku Narodowego. Realizują zadania określone Ustawą o lasach. Wśród nich znajduje się również pozyskanie drewna i sadzenie nowego lasu. Te działania są prawnie zakreślone i obligatoryjne.
Powiększenie Białowieskiego Parku Narodowego o powierzchnie tych lasów jest blokowane przez lokalne społeczeństwo. Odbywa się to zgodnie z prawem krajowym i prawem UE.
Obchodząc i naruszając prawo krajowe doprowadzono do rozpadu lasu na powierzchni 50 tysięcy hektarów. Praktycznie naruszono status prawny lokalnych społeczności.
Nie podejmowano i nie podejmuje się żadnych kroków naprawczych, nie mówiąc już o ściganiu winnych takiego 2010.01.04 gdos do nctwa. zakaz wycinki 29 drzew zasiedlonych Św - 2 lata po wniosku Nadleśnictwa
stanu rzeczy. Michał Kiełsznia (Dyrektor Generalny Ochrony Środowiska, który wydał decyzję pozwalająca na rozmnożenie kornika, i w konsekwencji na jego gradację) zażywa emerytury. Podjęcie decyzji dwa lata po wniosku Nadleśnictwa wskazuje, że odebranie nadleśnictwom możliwości decydowania o zarządzanym majątku Skarbu Państwa rodzi patologię i destrukcję. Również Konrad Tomaszewski bawi na zasłużonej emeryturze. Emerytury nie doczekał Jan Szyszko.

Obietnice wyborcze Jarosława Kaczyńskiego są nic niewarte, o czym Dominika Jafrę, przekonało orzeczenie sądu w 2011 roku w sprawie jego pozwu przeciwko kłamstwom wyborczym PO (https://naszemiasto.pl/zaufanie-do-rzadzacych-a-sprawa-ordynacji-wyborczej/ar/c1-4461800). Sąd dał wyraz temu, że kampania wyborcza to fikcja a nie realne zobowiazanie. Czy nie wskazał jednoznacznie na nieodpowiedzialność całego systemu politycznego obecnego państwa i nie próbował uświadomić, że to wyborca powinien być odpowiedzialny. Za państwo i stan prawa, które obowiązuje w kraju.

Na ratunek Puszczy

Dzięki programowi wyborczemu sukces wyborczy w 2015 roku odniosła koalicja „prawicy” zjednoczona przez PiS. Wynik wyborczy miał związek także z utratą zaufania wyborców do „złej zmiany” – koalicji PO-PSL.
Wiemy, że obietnice dotyczące górnictwa i polskiego węgla okazały się wyłącznie medialną propagandą. Po 3-4 latach PiS „sprzedał” zasoby węgla za unijny pakiet klimatyczny – który obciąży mieszkańców Polski i zniszczy konkurencyjność wielu dziedzin naszej gospodarki (zresztą już to się dzieje). To samo dotyczy dopłat do prądu (koszt energii obciąży każdą rodzinę z licznikiem w perspektywie kwotą o około 1000 złotych rocznie). Czy tzw „nowy ład” to zrekompensuje – nowy ład zniknie w galopującej inflacj (jesli doczekamy realizacji), natomiast ceny za energie z pewnością będą waloryzowane, podobnie jak ceny chleba , masła czy benzyny.
Podobnie jest z obietnicami wyrównania poziomu życia w stosunku do średniej w Unii: poziom zarobków w Polsce w stosunku do roku 2014 obniżył się, i Polska znalazła się w 2019 roku na pozycji 22, gdy w roku 2014 znajdowała się na pozycji 18 (wg średnich zarobków w UE (https://wynagrodzenia.pl/artykul/wynagrodzenia-w-polsce-na-tle-innych-krajow-unii-europejskiej , https://www.slaskibiznes.pl/wiadomosci,eurostat-polacy-w-ogonie-zarobkow-w-europie,wia5-1-3671.html ).
PiS, dzięki medialnej propagandzie, odnowił zwycięstwo w roku 2019. Ludzie dzień w dzień słyszą o wzroście i postępie. Czy tak samo Polacy wierzyli goebelsowskim szczekaczkom – bo to ten sam sens, a może i … przyczyna?
Nas jednak interesuje wypełnianie wyborczych obietnic w ratowaniu puszczy przed kornikiem. Przypominam raz jeszcze fragment wypowiedzi Prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego na jednym z wieców wyborczych w podlaskim:
„…nawet lasy świerkowe się zaczynają rozsypywać, bo nie ma tutaj odpowiedniej polityki, nie ma ochrony.” – (DGP 23.10.2015)

Jeszcze w 2015 roku Sejm i cały kraj był świadkiem nowego otwarcia. Każdy Minister przed Sejmem wskazywał na zaniedbania z jakimi się

Jan Szyszko - Minister Środowiska na mównicy sejmowej
Minister Środowiska Jan Szyszko w Sejmie

spotkał po objęciu resortu.
Resort środowiska został objęty przez Jana Szyszko. Wymienił wtrakcie tzw „otwarcia” m.in. masę zniszczonego surowca w puszczańskich nadleśnictwach wskazując na utratę około 3,5 milionów metrów sześciennych (ABW zdaje się przespała tą informację). Wskazał też na niedopuszczalną i bezprawną ścieżkę zatwierdzania Planów Urządzania Lasu dla tych nadleśnictw (Białowieża, Browsk, Hajnówka) przez poprzednika – Marcina Korolca w bezpośrednim wykonaniu wiceministra Janusza Zaleskiego (wymiar sprawiedliwości do dziś niemrawy). Jak już wiemy ta kryminalna działalność przedstawicieli poprzedniego obozu władzy nie spotkała się jednak z żadnymi poważnymi i niepoważnymi działaniami formalno-prawnymi. Nie wiemy, bo nie widzieliśmy, zawiadomień do prokuratury, a prokuratura nie informowała i nie informuje o toczących się postępowaniach. Również sam Prezes sprawy już nie podejmuje. A minęło sześć lat. Zapomniał?

Czy świadome działanie na szkodę Państwa i jego mieszkańców się przedawnia?
Cóż więc to było? Czyż nie jakiś żart dla ciemnego luda, „który pamięta na dwa dni do tyłu”. A może Prezes umorzył w ramach łaski? A może chodzi o inne ramy?

Realna demolka

Ze znacznie większą werwą przystąpiły nowe władze do działań prawnych i praktycznych w celu wypełnienia obietnicy wyborczej (sic!). Ale nie tej publicznej, danej łatwowiernym wyborcom.
Już na początku 2016 roku powiększono, a właściwie podwojono obszar powierzchni tzw. referencyjnych we wszystkich puszczańskich nadleśnictwach.
Nie każdy wie, co to oznacza. Więc kilka słów wyjaśnienia: powierzchnie referencyjne to powierzchnie, które administracja Lasów Państwowych samodzielnie, bez żadnych nacisków wyłącza z obszarów użytkowania, ochrony czynnej, hodowli, etc. Czyli tworzy na swoich obszarach praktycznie powierzchnie rezerwatowe – co jest niezgodne z Ustawą o lasach, gdyż Lasy Państwowe nie mogą ograniczać funkcji, które statutowo mają wykonywać. Wyłączanie powierzchni referencyjnych de facto eliminuje na nich jakąkolwiek ludzką działalność, niosąc straty materialne, zagrożenie – tego ulubionego ostatnio bezpieczeństwa publicznego i straty przyrodnicze, ograniczając dostępnośc społeczeństwu. Na początku roku 2016 takie powierzchnie podwojono na Program-dla-puszczy-bialowieskiej_Marzec25.2016 rok_z komentarzem
obszarze trzech puszczańskich
Nadleśnictw: Białowieża, Browsk i Hajnówka. Stało się to w rok po obietnicy Prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego mającej gwarantować wyborcom odpowiednie działania w kierunku ochrony bytu puszczańskich świerczyn i pozostałych lasów. Tak znaczne wzmocnienie obszarów referencyjnych powiększyło obszar żerowiska dla kornika. Nie podjęto więc obiecywanych działań w kierunku walki z gradacją kornika lecz wdrożono działania w celu jej wzmocnienia.
Nie podjęto żadnych działań w kierunku przywrócenia pierwotnych Planów Urządzania Lasu, autorytarnie zmienionych przez Wiceministra Środowiska w rządzie Donalda Tuska – Janusza Zaleskiego. Podjęto zaś kontrowersyjne działania związane z tzw. bezpieczeństwem publicznym, nie podjęto działań prawnych w kierunku wypowiedzenia polskiej – restrykcyjnej wersji Natura 2000 przyjętej przed laty w wyniku dokonanej w złej wierze lub indolencji oceny dyrektyw unijnych.

Fascynat kornika? Ekologizm „über alles” – anarchizacja, bezprawie budowane w IIIRP z celową bezsiłą aparatu państwa w określonych kierunkach ma stanowić wskazówkę dla ciemnego luda.

 

W odpowiedzi na protesty i bezprawne działania stowarzyszeń ekologistycznych nie podjęto prawnych i formalnych działań w kierunku zapewnienia prawa i praworządności w obszarach gospodarczych trzech puszczańskich nadleśnictw, lecz podjęto pozaprawne i bezprawne działania angażujące służby leśne z całego kraju w próby neutralizacji ekologistycznych protestów. To w efekcie spowodowało obniżenie rangi i statusu zawodu leśnika (i wsi) oraz znaczenia tej korporacji w społeczeństwie. Tym samym partie istniejące w Polsce pozbyły się znaczącego gracza w okresie wyborczym czy innych – newralgicznych okresach bytu państwa (jakby je nie oceniać, to jednak realnych).
W wyniku tych „bohaterskich”, prawnych i sprawiedliwych działań w roku 2019 zainwentaryzowano już 7,5 miliona metrów sześciennych martwego drewna – przybyło w czasie 2016-2019 około 4 miliony metrów sześciennych leśnego truchła ( „Truchło Puszczy. Truchło Nadleśnictwa Hajnówka – czyli siedem i pół miliona powodów …” ). W tym też czasie zamknięto praktycznie działalność gospodarczą i ochronną (inne znacznie ograniczono) w trzech puszczańskich nadleśnictwach – czym ponownie naruszono Ustawę o lasach. Nie doczekaliśmy reakcji ze strony ABW, NIK, prokuratury, i nie doczekamy w IIIRP.
Słowa wyborczej propagandy w praktyce przeobraziły się w rzecz wprost odwrotną: zamieniły puszczę w zgniliznę i praktycznie doprowadziły stan zarządu nadleśnictw do kompletnego ubezwłasnowolnienia i inercji. Masa surowca dostępna w Białowieskim Parku Narodowym jest większa od tej dostepnej w nadleśnictwach – to świadome działania najeźdźcy wprowadzane na podbitym obszarze. Nie jedyne. A wszystko to w atmosferze wielkiego zaufania do PiS i wzbudzanej nienawiści do stowarzyszeń ekologistycznych – medialnej propagandy, manipulacji oraz dalszego świadomego polaryzowania społeczeństwa. Realizowania celów wytkniętych przez ekologistyczną obskurę i obcą dywersję.
Dziś media rządowe pełne są treści wskazujących na ogromne chęci do kompromisu. Uważny obserwator wie, że ten kompromis nie ma związku z pojęciem kompromisu. Tworzona jest medialna iluzja, iż naruszenia prawa mogą być przedmiotem kompromisu.

Być to mieć

PiS zrealizował właściwie wszystkie postulaty eklogistycznego lobbyzmu, i nie stracił póki co zaufania Podlasian – broniących swojego lasu i dobrostanu (sic!). Siły ekologistycznego obskurantyzmu uzyskały to, o co walczyły od dziesięcioleci i dzięki dużemu wsparciu mediów zdają się umacniać swoją pozycję polityczną w kraju, stanowią siłę z którą PiS (który je wzmocnił lub nawet zbudował w wielu miejscach) negocjuje. „Nowy ład” stawia dziś na nowe parki narodowe. Trwa więc polityka odbierania wolności i swobód ludziom (wiadomo wszystkim jakie restrykcje obowiązują na obszarach parków narodowych), oraz przenoszenia odebranych praw nielicznym grupom „tych lepszych”. Odbieranie samorządom praw, przekupstwo polityczne nie mogą zasłonić dokonanych wcześniej zniszczeń. Nie mniej w imieniu „dobrej zmiany” propozycje zmian w celu możliwości Małgorzata Golińska o nowych rozwiązaniach w sprawie nowych parków
powoływania nowych parków narodowych przedstawia następczyni J. Zaleskiego – Małgorzata Golińska. To kierunek identyczny z likwidacją polskiego przemysłu w zamian za ochłap talonu tzw. powszechnej prywatyzacji, wynegocjowania z oligarchami górniczych związków zniszczenia polskiego górnictwa, kopalnictwa i taniej energii, a  teraz, niszczenia kolejnego działu gospodarki – leśnictwa poprzez łapówę dla samorządów. Czy samorząd pamięta o stratach: 14 tysięcy miejsc pracy w Hajnówce i okolicy dla mieszkańców rejonu Puszczy Białowieskiej? Czy samorządy gmin bieszczadzkich pamiętają o kombinatach w Rzepedzi, Ustianowej? To nie przypadkowy ciąg zdarzeń – choć odległych w czasie.

Czy Polacy mają świadomość, że być to mieć, a nie nie mieć

Stowarzyszenia, często subsydiowane z zewnątrz, niszcząc polską gospodarkę leśną realizują sukces gospodarczy swoich donatorów. Podobnie jak nowo wykreowane i wprowadzone na polski rynek siły polityczne (Sz. Hołownia, R.Biedroń) realizujące podobną politykę (najczęściej zewnętrznych donatorów). Jak PiS.
Umiejętna manipulacja i propaganda powoduje, że ludzie nie zwracają uwagi na stan realny lecz na medialne przekazy. W dodatku się kłócą – nawet przez płot. To świadome działania. To „sukces” rządzących III RP. Odpowiada za to cała pomagdalenkowa klasa polityczna wspierana przez postępowe siły zachodu.

Swoboda czy pogarda niewoli
Swoboda czy pogarda niewoli i kajdany pańszczyzny

Dziś tubylcy w coraz większej mierze wierzą, że zgnicie lasu, jak to ma miejsce w Parku, niesie większą wartość przyrodniczą, a gospodarka daje znikome korzyści. To wynik złego zarządu państwem jaki się dzieje od czasu transformacji. Nie wszyscy jednak zapomnieli, skąd się wzięła Hajnówka, i niemal 14 tysięcy miejsc pracy, które tam i w okolicy były. Upadnięte kombinaty w Rzepedzi i Ustianowej to ten sam przypadek. I które choć zniknęły w Polsce to trwają w krajach starej Unii – która nie zajmuje się solidarnością i budowaniem szczęścia u innych, lecz twardo stąpa po ziemi świadoma, że „life is brutal and full of zasadzka’s” – jak mawia mój przyjaciel z Beskidu Niskiego.
Wielu ludzi pod wpływem propagandy wierzy w mrzonki, że lepiej nie mieć niż mieć. A tubylczy kacykowie liczą paciorki lub srebrniki.
Może ambicją każdego tubylca jest dorwanie się do tych paciorków nawet kosztem własnej matki i wnucząt. A może ich nie mają?

Nie poświęcam tu czasu na omawianie poszczególnych etapów, wywiadów, kłótni czy protestów. To elementy mające zaciemniać a nie wyjaśniać i rozjaśniać kwestię Puszczy i trzech położonych w niej nadleśnictw.
Liczy się efekt końcowy. Jaki jest – każdy, kto był wie. Jeśli nie był, to nie wie i opiera swój pogląd na nieprawdziwych przekazach mediów głównego nurtu.
Wiecie, że bezprawie próbuje konsensusu z prawem? Albo z innym bezprawiem – co ubrane w medialną propagandę sugeruje zatroskanie i dobre chęci. Czy wiecie już dlaczego? PiS, ale też każda jedna poliklika, są mocno unurzane w magdalenkowej rabacji, także w decyzjach w kwestii regresu puszczańskiego – których nie są w stanie naprawić bez strat własnych. Kalkulacja jest więc jednoznaczna – należy rozwalić do końca i zapomnieć. Rzecz zabrnęła za daleko gdy idzie o materię, i gdy idzie o ducha – straty moralne są nie do naprawienia w perspektywie pokolenia. Odpowiedzialnością nie może być już tylko niebyt.
*
Czy są już przewodnicy oprowadzający po rejonach największych zniszczeń dokonanych w okresie wszystkich rządów III RP (ze wskazaniem na pseudoprawicę spod znaku PC, AWS czy PiS)? Bo przecież obiecywała ratunek. Jestem przekonany sukcesu takiego programu zwiedzania.
A może pomnik? Jakiś skromny obelisk. Może Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych? A może to gminy białowieskie zrobią zrzutkę i pozyskają jakiś Unijny grant na cele kultury? Czy Gmina Białowieża znajdzie odpowiednią działkę? A może jakiś białowieski chłop notarialnie udostepni 10 m2 „pro publico bono” ? Może społeczeństwo wesprze, jako element walki o Polskę. Za być i mieć.

Ekologiczne – zgodnie z tłumaczeniem prof. F.Tomiałojcia, większa cześć aktywistów, osób ich wspierających nie ma zielonego pojęcia o ekologi, lecz działa w określonym celu wytyczonym przez ludzi „wiedzących” co to jest ekologia (do których i siebie zaliczał) i potrafiących ich zorganizować w celu wykorzystania i użycia do walki o te znane tym wiedzącym cele. Oczywiście walka o powiększenie Białowieskiego Parku Narodowego czy tworzenie nowych parków nie ma związku z ekologią (która jest nauką zajmująca się określonymi stosunkami i powiązaniami między elementami badanych środowisk przyrodniczych). Stąd inny profesor pozwolił sobie na nazwanie tego rodzaju ludzi ekologistami a wyznawaną przez nich wiarę ekologizmem – czym urealnił opis tego ruchu i złączył go z humanizmem, czyli raczej kompletną niewiedza przyrodniczą (w czym był Tomiałojciem zgodny) i wiedzą bambinizmu, pełnej egzaltacji lub histerii.
* Plany Urządzania Lasu – to opracowania planistyczne, poprzedzone terenową lustracją i pomiarami parametrów siedliska, drzewostanu etc, zawierające wskazówki hodowlane i obligatoryjne do wykonania czynnosci w okresie dziesieciu lat; z Operatów urządzeniowyc zostały wyłączne opisy i wskazówki ochronne – sa sporzadzane oddzielnie – co stanowi ogromne niedogodności i zagrożenie – gdyz bazują nie na lesnej praktyce i wiedzy.

Produkcja tlenu? Oxygen production?”   – http://coin.wne.uw.edu.pl/tzylicz/1702aura.pdf

Fizjologia roślin” – Witold Czerwiński

Linki
Polska kornikiem Europy
Kto to jest ekolog
– Ludwik Tomiałojć

 

Od dawna media powielają informacje o zniszczeniach i rabunkowej gospodarce prowadzonej przez Lasy Państwowe w powierzonym im majątku leśnym Skarbu Państwa. Dziś ten majątek zajmuje niemal 30 procent powierzchni Polski (od 1946 roku wzrósł o ok. 2 milionów hektarów)

Tabelaryczne zestawienie pozyskania w LP w latach 1946-2019
Pozyskanie drewna w LP w okresie 1946-2019

 

Informacje przekazywane przez media, wśród których prym wiedzie Gazeta Wyborcza, nie opierają się na dostępnych danych. Przekazują informacje niepełne, fałszywe, w złej wierze, niemające związku z danymi statystycznymi.
Czemu media oszukują swoich czytelników? Przedstawiają im fałszywą rzeczywistości i w ten sposób wymuszają na swoich czytelnikach określone myślenie, określony światopogląd i w końcu określone działanie.
Czemu to czynią, tym bardziej że efekty takiego działania nie służą ani materialnemu dobrostanowi szarego Kowalskiego, ani bogactwu przyrodniczemu ojczystej natury?
Lasy gospodarcze zawsze pozyskiwały drewno. Ich statutowym obowiązkiem jest realizowanie wszystkich funkcji lasu (w przeciwieństwie do parków narodowych). Nikt nie podnosi kwestii, że parki narodowe nie realizują celów statutowych. Czemu – skoro są ewidentne dowody, że celów zapisanych w ustawie ochrony przyrody nie realizują?
Traktowanie natury, w tym lasu, jako elementu statycznego (co jest nagminnym postrzeganiem przyrody, wynika z propagandy miast edukacji przyrodniczej) niesie zniszczenie moralne i błądzenie światopoglądowe w wielu kwestiach, nie tylko przyrodniczych. Odpowiedzialnymi za to jest państwo, system edukacji oraz media, które często narzucają określony wizerunek i konieczność określonych reakcji słabym służbom państwa i odpowiedzialnym za to urzędnikom. Za stan państwa zawsze odpowiadają rządzący i tworzone przez nich rozwiązania prawne. Te, niestety, nie powstają pod wpływem wyborców i w kierunku ich dobrostanu, lecz realizują oczekiwania lobbingu, zewnętrznego i krajowego. Jak to wskazuje klasyk: Państwo nie istnieje. „To ch.., d…a i kamieni kupa” – to wynik pierworodnego błędu – zaprzaństwa magdalenkowego. I nie ma znaczenia, czy PO, czy PiS, PSL czy SLD  (Hołownia czy Biedroń – to bękarty tego samego systemu).
A prawda jest dostępna powszechnie, na wyciągnięcie ręki – w postaci twardych danych pomierzalnych, związanych z naszą rzeczywistością. Także z lasami.
Postaram się przedstawić stan pozyskania drewna tylko w Lasach Państwowych od czasu zakończenia drugiej wojny światowej do roku 2019. Opieram się na danych publikowanych przez rocznik statystyczny GUS za rok 2020 (https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/roczniki-statystyczne/roczniki-statystyczne/rocznik-statystyczny-lesnictwa-2020,13,3.html ).
W latach 1946 – 2019 pozyskano w lasach państwowych masę 1.937498 tysięcy metrów sześciennych surowca (czyli niemal dwa miliardy metrów sześciennych). To ogromna masa dech, deseczek, opału, wykałaczek, zapałek, klepki, podłogi, domów, etc. Nie ma w tym masy drewna, które zostaje w lesie, gnije w celu, lub bez.

Zasoby Lasów Państwowych na pniu w roku 2019 to masa  [m3]:
2.065.600.000
w latach 1946-2019 pozyskano 1.937.498.000 m3

Gdy uwzględnimy średnie pozyskanie z ostatnich lat – to łatwo wyliczyć, że w ciągu kolejnego dziesięciolecia pozyskana masa przewyższy masę na pniu, którą dysponuje Polska.
Co za brednie – zakrzyknie wyedukowany na Gazecie Wyborczej i jej standardach edukacyjnych Kowalski!
Ale cyfry i dane nie kłamią.
Kłamie przekaz medialny i nieuka wklepywana od pokoleń do głów.
Natura nie jest stała, choć takie stwarza wrażenie z perspektywy naszego codziennego oglądu. Jest to wykorzystywane do manipulacji i ogłupiania stworzeń niemających tak naprawdę wiele wspólnego z sapiens. Sapiens w swej masie nie ma świadomości postępu cywilizacyjnego, który się dokonał w propagandzie, psychologii społecznej, manipulacji. Sapiens nie nadążył lub nie został nadążony.

Natura nie stoi w miejscu, lecz się ściga, jest w nieustannym wyścigu. Goni, jest w nieustannej pogoni i przemianie.
Nie ma tu żadnej stagnacji i stabilności: ani gatunkowej, ani siedliskowej, ani masowej.
Lasy i leśnicy wykorzystują potencjał natury i potencjał siedliska. To dlatego zaopatrując kraj i ludzi w surowiec, wycinając tak ogromną masą drewna, wciąż dysponują lasem i drewnem. Masz czytelniku wciąż las i drewno. I masz go coraz więcej.

Wykres obrazujący mase pozyskanego surowca w latach 1946-2019
Pozyskanie w LP w latach 1946-2019 na podstawie danych z Rocznika GUS Leśnictwo 2020

Obudź się czytelniku.

Fragment jednego z artykyłów Gazety Wyborczej
Manipulacje wieszczące zagładę lasów w Polsce

Wielu ludzi humanizuje i personifikuje naturę, przypisuje jej jakieś ludzkie przymioty i oczekiwania, mające na celu nie jej dobro. To najczęściej świadome manipulacje w celu zapanowania nad ułomnymi i ogłupionymi umysłami. Często ci ogłupieni są później największymi bojownikami…

Czy wyobrażacie sobie przed laty, przed tysiącami, istnienie Natury 2000, parków, otulin? Czy zdajecie sobie sprawę z idei powoływania parków? Jak ta idea ma się do naszej dzisiejszej rzeczywistości, gdy powierzchnia lasów w Polsce nie jest zagrożona, lecz się zwiększa*, a zasoby przyrodnicze w lasach gospodarczych nie notują spadków, tak jak to ma miejsce w parkach czy rezerwatach**?
Obudź się czytelniku
Lasy gospodarcze od zawsze zajmowały się zaopatrzeniem kraju w surowiec drzewny. Lasy nie są odpowiedzialne za skażenie środowiska, za smog, za zanieczyszczenie gleby i wody, z czym nie radzi

Newsweek alarmuje, ze za chwilę nie bedzie lasu
Michał Książek, który skończył leśnictwo, ale zapomniał nie tylko o tym, że są jeszcze lasy w Parkach. Tragedia wycinek to generalnie tragedia umysłów w czasach powszechnej manipulacji i cenzury, w czasach edukacyjnej zapaści.

sobie państwo, a co nie jest przedmiotem zainteresowania organizacji tzw. ekologicznych. To jeden z nielicznych już zasobów Polski. Powinien być zasobem obywatelskim, przynależnym każdemu bez prawa odsprzedaży. Wówczas zupełnie inaczej każdy by patrzył na majątek leśny i na jego marnotrawienie, które się dzieje od lat pod naporem pseudoekologistycznego wairactwa, wskazującego, nie na marnotrawstwo zasobu, lecz na konieczność marnotrawienia.

Zasobność lasu w LP w okresie 1946-2018
Rocznik Statystyczny 2020: przyrost zasobności na pniu w LP w okresie 1946 – 20218

 

Źródło

Okładka Rocznika Statystycznego GUS Leśnictwo
Fragment okładki Rocznika GUS Leśnictwo

  Rocznik Statystyczny Leśnictwo 2020

W pewnych okresach wyniki zostały interpolowane. Ponieważ praca nie ma zacięcia naukowego, to na potrzeby tego artykułu dokonałem uśrednienia masy (przez interpolację) w niektórych, początkowych okresach, gdyż Rocznik ich nie zawierał (1947-1955, 1957-1967, 1979-1984; strona 101 Rocznika).

 

Linki i inne
* Ile jest lasu i dlaczego
**  Straty przyrodnicze Rezerwatu Ścisłego Białowieskiego Parku Narodowego. – Kiedy zlikwidujemy Białowieski Park Narodowy
Las. Co to takiego
Puszcza – co to takiego
Lasy do Konstytucji – sztyka dla sztuki a las dla lasu
Lasy do Konstytucji po raz wtóry

Fragmenty rocznika GUS, z których korzystałem:
Elementy statystyczne z Rocznika GUS Leśnictwo 2020

 

Gazeta Wyborcza wsparła na swoich stronach apel: „Obywatelu wytnij swój las”
Minęło 13 lat i mało kto pamięta okoliczności tego apelu. Ja pamiętam, gdyż kontaktowałem się w sprawie tego artykułu z jego autorką, przygotowałem polemikę. Oczywiście, zgodnie ze standardami tego medium, nie była możliwa, czy też dopuszczalna dyskusja z tezami poruszonymi w artykule, jak i tezami, które się jednoznacznie łączyły z przekazem firmowanym nazwiskiem Ewy Siedleckiej.

Fundacja Arka ma jeszcze duże mozliwosci w zakresie sponsoringu
gdy spojrzymy na jej działania i przychody, łatwo się zorientujemy, skad pochodzą środki na byt Prezesa i …

W tamtym czasie obserwować można było postępujący rozpad drzewostanów świerkowych w Beskidzie Śląskim. Lasy Państwowe podjęły działania w kierunku ratowania majątku, który stanowi podstawę ich bytu – czyli drewna.
Rozpoczęto masową wycinkę i likwidację śląskich świerczyn oraz wywóz surowca.
Apel nie dotyczył jednak lasów będących własnością Skarbu Państwa w zarządzie Nadleśnictw Węgierska Górka, Wisła czy Ujsoły (z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Katowicach, której dyrektorem był wówczas doktor nauk leśnych Kazimierz Szabla).
Formalnie apel został wyartykułowany przez Fundację Arka, jej założyciela i Prezesa Wojciecha Owczarza.

Apel był skierowany do prywatnych właścicieli lasów i miał ich skłonić także do likwidacji własnych lasów. Do wycinki świerczyn.
Wszystko się działo w 2008 roku.

Poniżej przedstawię komentarz do poszczególnych tez zawartych w artykule Gazety Wyborczej, która ten apel wsparła. Artykuł napisała Ewa Siedlecka – dziennikarz Gazety Wyborczej.

OBYWATELU WYTNIJ SWÓJ LAS!

Nagłówek artykułu Ewy Siedleckiej na łamach Gazety Wyborczej

Pod niniejszym tekstem znajduje się pdf skanu tego artykułu, więc można śmiało powiązać komentarz z elementami tego apelu. Kolejność poszczególnych uwag jest chronologiczna z jego  treścią.

Na wstępie autorka wskazuje, że śląskie świerczyny trzeba wyciąć, gdyż są zakażone. Informuje czytelnika, że jedna trzecia beskidzkich świerczyn jest w rękach prywatnych, a ich zakażenie powoduje rozprzestrzenianie się zarazy. Nie zdradza nam czym są zarażone i w jakim kierunku zaraza się rozprzestrzenia, ale wiemy, że Lasy Państwowe już skutecznie usunęły swoje zarażone czy też, jak woli Ewa Siedlecka, zakażone świerczyny.

Następnie autorka wskazuje, że 150 lat temu w Beskidach rósł las mieszany, oraz, że było to naturalne. Wycinanie świerczyn ma na celu powrót do tej naturalności sprzed 150 lat. Ta informacja to kolejne hasło, którego nie objaśnia. Kolejne fragmenty artykułu nie są spójne z tymi tezami. Lecz czy to logika jest najważniejsza w przekazie Ewy Siedleckiej?
Wracając jednak do ulubionego okresu sprzed 150 lat, zastanawiam się, czemu autorka nie zajmuje się gatunkami leśnymi dominujacymi na tym obszarze 200 lat temu, czyli wówczas, gdy panowała tu Rzeczpospolita? A czemu nie w czasach, gdy w ogóle jeszcze nie pojawił się tam człowiek?

W dalszej części dowiadujemy się dlaczego autorom okres 150 lat temu kojarzy się jako czas pojawienia się problemu. Nie chodzi o 150 lat, lecz o zawładnięcie tym obszarem przez Habsburgów, którzy wówczas zalesili te obszary „złym” świerkiem. Gazeta Wyborcza powiela informacje że, wówczas zalesiono te tereny świerkiem, który dawał surowiec w miarę szybko i który był potrzebny w rozwijających się i powstających kopalniach. Lecz informacja o zalesieniach świadczy o tym, że te tereny nie miały lasu – gdyż zalesienie wiąże się z przekształceniem obszaru bezleśnego w las. To by wskazywało, że Habsburgowie pokryli lasami świerkowymi pola, hale, nieużytki – czyli obszary, które lasami nie były. Nie były lasami ani mieszanymi, ani naturalnymi. A więc wcześniejsze zachłystywanie się tym, że 155 lat wcześniej istniały tam naturalne lasy mieszane kupy się nie trzyma. Może się tylko owce, kozy i krowy pasły?

Obszar wystęowanie świerka pospolitego Picea abies
Zasięg świerka jest ogromny, zajmuje obszary o bardzo zróznicowanych warunkach klimatycznych. Ale nie ma go w Delcie Dunaju.

Dalej mamy kolejny fałsz, jakoby Habsburgowie sprowadzali sadzonki świerków z Delty Dunaju. Po pierwsze nikt z całą pewnością nie sprowadzałby z tak dużych odległosci sadzonek (nie istniały tam jeszcze CK Koleje), gdy o wiele ekonomiczniej byłoby sprowadzenie nasion i wyprodukowanie sadzonek na miejscu. A po wtóre – w Delcie Dunaju świerki nie występują.
Zakładanie, że Habsburgowie zajmujący się gospodarką w celach pomnażania majątku działali wbrew logice jakiegokolwiek biznesu, może być wymyślone tylko w środowisku, które nigdy nie miało związku z gospodarką i biznesem. Naturalnym jest, że mając ogromne przestrzenie do produkcji surowca drzewnego znaleźli takie miejsca w Cesarstwie Austro-Węgierskim (nad którym panowali) charakteryzującym się wspaniałymi ekotypami świerka, pochodzącymi z obszarów o podobnym ukształtowaniu  terenu i własciwościach klimatycznych. Nie czerpali nasion/sadzonek z okolic gdzie świerka nie było tylko z okolic gdzie był, i był wyróążniający na obszarze ich władztwa (prawdopodobnie z pogranicza austriacko-włoskich Dolomitów).

Delta Dunaju na tle obszarów występowania świerka
Delta Dunaju to najczęściej obszary bezleśne

Następnie autorzy szybko przeskakują okres 80 lat i przedstawiają czytelnikowi bezlitosny atak kwaśnych deszczy na beskidzkie świerczyny. Trochę mylą obszary i odległości, ale tylko o około 300 kilometrów. W latach 70-tych XX wieku zanieczyszczenie powietrza bardzo mocno oddziaływało na lasy w Polsce, lecz stan klęski miał miejsce w Górach Izerskich.

Klęska kwaśnych deszczy w latach 70-tych XX wieku najbardziej dotknęła Góry Izerskie
Kwaśne deszcze okresu lat 70-tych XX wieku dotyczyły obszaru, gdzie kumulowały się zanieczyszczenia przemysłowe Czech, Niemiec i Polski – dotyczyły Gór Izerskich

 Autorzy wskazują, że świerki zżera kornik i czterooczak. Że w wyniku tego zżerania prywatni właściciele poniosą straty materialne, gdyż nie wycięcie drzew spowoduje ich rozpad i zgnicie.
Atak kornika i innych owadów to tak naprawdę wynik braku wystarczającej lub jakiejkolwiek ochrony czynnej. W przypadku lasów prywatnych odpowiedzialnymi za ich stan są starostowie – co wynika bezpośrednio z

To nie Gazeta Wyborcza i nie Fundacja Arka odpowiada za stan lasu, lecz wówczas – w 2008 roku i dziś, odpowiada za to administracja rządowa

Ustawy o lasach. Gradacja (masowe, klęskowe występowanie owada) nie następuje nagle, lecz jest wcześniej sygnalizowana wzmożonym pojawem szkodnika, co powinno skutkować określonymi działaniami ochronnymi. Odpowiedzialni za stan lasów prywatnych Starostowie nie wykonują więc nadzoru w sposób należyty. Wówczas w następstwie pojawiającej się klęski wspomagają ich stowarzyszenia i inne organizacje w tworzeniu apeli (subsydiowanych nie tylko przez Starostów, ale także przez Lasy). Starostowie nie dysponowali też ostrzeżeniami ze strony Nadleśnictw i Dyrekcji Regionalnej w Katowicach, które również nie wykonywały w sposób właściwy nadzoru nad majątkiem leśnym Skarbu Państwa – klęska bowiem spowodowała ogromną wycinkę w Lasach Państwowych (i być może w zastępstwie starostów wykonywały taki nadzór! – a właściwie nie wykonywały). Jeśli nadzór byłby dobry – nie doszłoby na obszarze Lasów Państwowych RDLP Katowice (Nadleśnictwa: Ujsoły, Wegierska Górka, Wisła) do ponadplanowych wycinek w związku z dopuszczeniem do stanu gradacji.

Czemu służył apel wspierany przez Gazete Wyborczą?

Artykuł propagujący apel, niedopuszczający do polemiki.

Logo GW
Logo Gazety Wyborczej

Dobrze wiemy, jakie jest aktualne oficjalne stanowisko gazety w sprawie świerka – gatunek niespełniający wymagań w zwiazku z globalnym ociepleniem. Nie ma ono żadnego związku z fizjologicznymi właściwościami gatunku lecz jest manipulacją związaną z nieumiejętnym zarządem nad nim i ewidentnymi błędami centrali zarządzającej zasobami leśnymi, pseudoekologicznymi celami na obszarze Puszczy Białowieskiej.
Tutaj jednak skupimy się na konkretnej klęsce – sprokurowanej na terenie Beskidu Śląskiego.
1. Ewidentnym dyletanctwem jest wskazywanie, że klęska ma związek ze złym pochodzeniem świerczyn pokrywających beskidzkie wzgórza.
Pytam, czy smierć na suchoty Afrykańczyka przebywajacego od lat w Polsce ma związek z tym, że jest Afrykańczykiem czy z tym, że zachorował i go nie wyleczono lub, jak dzisiejszym czasie pseudopandemii bezprawnie pozbawiono leczenia? Milionowy nakład Gazety Wyborczej* powoduje, że ludzie stają się bezkrytyczni i przyjmują  największe niedorzeczności za prawdę, i z tym sztandarem są gotowi do walki do ostatniej kropli krwi. Gazetę Wyborczą wspomagają w tym zakresie system edukacji i media publiczne.
2. Powielanie tej fałszywki przez Lasy Państwowe jest niczym innym jak odwracaniem uwagi od rzeczywistych przyczyn niewyobrażalnej skali zniszczenia środowiska leśnego. Pozwolę sobie założyć, że apel miał związek ze świadomym działaniem Lasów Państwowych. Taka akcja wymagała znacznych środków, ale nie miały one znaczenia dla stworzenia alibi dla sprawców klęski o takich rozmiarach i zachowania stołków w starostwach, dyrekcjach, instytutach czy ministerstwach. Czy też fałszywego wskazywania społeczeństwu mocnego zaangażowania decydentów w ochronę i stan majątku wspólnego.

3. Lokalne ekotypy świerka (niezależnie czy miejscowe czy wprowadzone z różnych przyczyn z zewnątrz), były bardzo wartościową bazą uznawaną w świecie jako najcenniejsza populacja świerka. Poszukiwaną i importowaną do wielu krajów.
Proweniencja świerka istebniańskiego była i jest uznawana na świecie za jedną z najlepszych. Stanowiła cenną bazę nasienną dla kraju i zagranicy: szczególnie dla Skandynawii. Powstały nawet plantacje nasienne świerka istebniańskiego poza naszym krajem – czyżby mieli świadomość indolencji polskiego „zarządu”?

Mygła kłód świerkowych zajęta przez kornika drukarza w trakcie ręcznego korowania
Każda metoda zwalczania zagrożenia jest dobra – także ręczne korowanie kłód w odpowiednim czasie.

4. Zasadniczą przyczyną klęski było nie uwzględnianie w hodowli cech fizjologicznych gatunku. Już Habsburgowie wiedzieli, że jest to gatunek krótkowieczny, który znacznie poniżej 100 lat traci wigor i odporność. Cykl produkcji oscylował więc w granicach 70-80 lat. Nowa szkoła polskiego leśnictwa potrafi odrzucić elementy wiedzy, gdy dostrzega niewątpliwe piękno starzejących się świerków. Szczególnie w Beskidzie Ślaskim widok ogromnych drzew, niespotykanych nigdzie indziej w świecie, powodował zmiany w postępowaniu hodowlanym. Na ten element nawarstwił się kolejny: ideologiczne spojrzenie na ochronę lasu i rolę w nim organizmów szkodliwych. Przestano na nie patrzeć w sposób pryncypialny. Dominującą rolę zaczęła odgrywać idea ekologistycznego obskurantyzmu związana z nadrzędną rolą martwego drewna w lesie (co często skutkuje świadomym doprowadzaniem lasów gospodarczych do rozpadu). Zagłada świerczyn w

Łyse stoki Beskidu
Taki krajobraz będziemy oglądać latami
Utrata lasu, to nie tylko niekontrolowana strata powierzchniowa drzew w znacznym rozmiarze
Tworzą się nowe siedliska, które wcale nie muszą słuzyc pracom przy wzbogacaniu składu gatunkowego

Beskidzie Śląskim ma związek z tymi elementami ideologizowania gospodarstwa leśnego w systemie obecnej Ustawy o lasach, która uczyniła z leśników administratorów, odbierając im status faktycznego odpowiedzialnego gospodarza. Kwestia pozostaje wyjaśnienie czy to oryginalna polska głupota czy „tylko” zewnętrzna dywersja.
5. Ciekawym casusem jest w Beskidzie Śląskim stan innego gatunku wprowadzonego przez Habsburgów jest daglezja. Ten rzeczywiście obcy gatunek pokazuje na stokach Nadleśnictwa Ujsoły ogromne możliwości hodowlane, i nie wymaga dziś żadnych apeli o wycinkę. Gatunek potrzebuje za to apeli o uznanie go za pełnoprawnego uczestnika w środowisk leśnym, gdyz do dziś uważany jest jako element wyjatkowo szkodliwy w lesie. Czemu tylko w polskim lesie – czy to tez jedynie wymiar polskiej głupoty zarządu DGLP i MŚ? Kiedy w końcu nastapi zdjęcia z tego gatunku odium złego prawa i bezprawia, i traktowanie go w zgodzie z przekazem CEPF – że żadno drzewo nie jest organizmem szkodliwym w gospodarce lesnej.

Jedlica czyli daglezja
Potencjał daglezji w Polsce czyni dziś ten gatunek najsilniej przyrastającym

Świerk, jako gatunek krótkowieczny, starzejący się w „mizernym” wieku poniżej 100 lat nie zasługuje na wsparcie sic!). Do dziś brak refleksji, i są ogromne obszary pokryte świerczynami, gdzie wciąż wiek rębności znacznie przewyższa 100 lat – co było zasadniczą przyczyną klęski w Beskidzie Śląskim.
Centrala LP nie potrafi reagować, a jednocześnie nie jest w stanie przekazać decyzyjności realnym gospodarzom. Woli tworzyć propagandę (uczestniczyć w powszechnym oszustwie) o załamaniu się gatunku w związku z obserwowanymi zmianami klimatycznymi. Jak wiemy klimat na Ziemi nigdy nie był stały. Ale jego elementy są opisywane przez temperaturę i ilość opadów. Jeśli powszechnie powiela się teorie o zmianach klimatycznych i się subsydiuje to powielanie, to trudno jest odszukać prawdziwe dane dotyczące zmian temperatury i wielkości opadów. Ale przy odrobinie cierpliwości się udaje**.

***

Mało kto pamięta zaangażowanie Gazety Wyborczej w wycinkę lasu w Beskidzie Ślaskim.
Dziś, i od lat, Gazeta Wyborcza prezentuje jednoznaczne stanowisko przeciwko pracom gospodarczym, hodowlanym, ochronnym w lasach.

W roku 2008, gdy nakłaniała do wycinki lasów w Beskidzie Śląskim, i dziś, gdy wskazuje na niedopuszczalność wycinki, przedstawiała i przedstawia nieukę, brak wiedzy i manipulację.
Jej głos nie służył i służy zasobom przyrodniczym Polski, tak jak nie służyła Polsce propaganda tego medium w kierunku rozkładu majątku wspólnego w ramach tzw transformacji, która zakończyła się transferem majątku krajowego poza granice Polski.
Dzisiejsze manipulacje przeciwko właściwemu gospodarowaniu leśnym, odnawialnym majątkiem kraju wzbogacają majątek państw, które nie wprowadzają podobnych ograniczeń u siebie. Taki jest efekt ostateczny. Dobrostan u obcych i bieda u swoich. Lecz to dotyczy społeczeństwa, nie medium.

Obywatelu, wytnij swój las!

 

"Gazeta Wyborcz" początki i okolice (kalejdoskop)
Okładka książki

* Stanisław Remuszko – Gazeta Wyborcza i okolice. Kalejdoskop – w której autor wskazuje na standardy panujące w Gazecie Wyborczej, nia mające zwiazku ze standardami dziennikarstwa.

** Jemioła. Determinizm i indeterminizm masowego pojawu – gdzie można poznać dane klimatyczne z obszaru Polski z okresu ostatnieho półtora wieku

Polska jest bezbronna wobec nowoczesnej dywersji – wywiad na portalu CyberDefence24

Kiedy podpisano wyrok na Puszczę Białowieską
Gazeta Wyborcza, czyli kup sobie artykuł  –http://www.wiadomosci24.pl/artykul/gazeta_wyborcza_czyli_kup_sobie_artykul_128338.html
CEPFhttps://www-cepf-net.translate.goog/about?_x_tr_sl=en&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=ajax,sc,elem

 

 

 

 

To bardzo przemyślana decyzja. Zapadła z premedytacją i świadomością strat.
Michał Woś (1991), absolwent prawa UJ - Minister Środowiska
Michał Woś (1991) – Minister Środowiska
Podobnie jak wykorzystywanie leśników do utrzymywania porządku na terenie Puszczy 3 lata temu (zarządzona przez K. Tomaszewskiego i J. Szyszkę), tak i ta decyzja to celowe działanie w kierunku obniżenia rangi leśników i leśnictwa w Polsce.

Leśnictwo i leśnicy jeszcze w czasie rządów PO/PSL stanowili znaczacą w państwie grupę zawodową, znaczącą społecznie i politycznie.

Obecne rządy poprzez wykorzystywanie autorytarnych władz leśnych działają w kierunku eliminacji potencjału tej grupy, od zawsze służącej własnemu krajowi i cieszącej się autorytetem w społeczeństwie.

W wiekszości leśnicy nie utożsamiają sie z nadawaną politycznie centralą oraz wytworami jej legislacji.
Andrzej Konieczny, były wiceminister w MŚ, Dyrektor Generalny LP
Andrzej Konieczny – Dyrektor Generalny Lasów Państwowych

Niszczenie lasów i kraju, których  symbolem jest obecny stan Puszczy Białowieskiej w trzech nadleśnictwach (Białowieża, Browsk i Hajnówka), niespotykany nigdy wcześniej w jej histori, to element celowego działania i kierunkowej legislacji.

Niszczenie zwiazków leśników ze społeczeństwem dziś obserwujemy pod postacią decyzji zamknięcia przestrzeni 30 procent połaci kraju pod pretekstem walki z propagandową pandemią.
Ten zakaz z pewnością nas nie uzdrowi.

Przypominam odległy w czasie, lecz aktualny w temacie, artykuł: „Narodowy Program Leśny: czy narodowy i czy leśny”. Wydawca Racjonlista.pl zamieścił go pod innym tytułem: „Ekologizm a ekologia w debacie o lasach”. Dziś publikuję go pod tytułem będącym kompilacją tych dwóch.
Pierwotnie artykuł ukazał sie na łamach trzech numerów Lasu Polskiego: 5, 6, 7 / 2015. – Dziś nie byłoby to możliwe. – Właściciel dwutygodnika branży leśnej zakazał publikacji moich tekstów (więcej szczegółów: „Pytania, których nie zadam…”) po moim prywatnym liscie do niego. Dziś z niezależności Lasu Polskiego pozostało wspomnienie.

1. Wstęp – zapoznanie z tematem, oklicznosciami i szerszym planem
2. Zacznijmy jednak od klimatu
3. Po cóż nam lasy
4. Gdzie się skrył genotyp
5. Selekcja nie istnieje!
6. Co z tą wodą, czyli selekcji ciąg dalszy
7. Refleksja końcowa
8. Przypisy

Wstęp

„Znaczenie lasów w środowisku przyrodniczym i gospodarce zobowiązuje do całościowego spojrzenia i stanowi uzasadnienie zorganizowania szerokiej debaty nad kierunkami ochrony, rozwoju i sposobami użytkowania zasobów leśnych w Polsce.” Minister Środowiska Marcin Korolec

Są tacy, którzy uważają, że to koń najbardziej się trudzi; Nadleśnictwo Rymanów
Są tacy, którzy uważają, że to koń najbardziej się trudzi; Nadleśnictwo Rymanów

Dyskusja nad przyszłością lasów (państwowych, ale nie tylko tych) toczy się na stronie internetowej, której gościny udzielił portal Instytutu Badawczego Leśnictwa (http://www.npl.ibles.pl/).

Czy debata, o którą apelował Minister jest wystarczająco szeroka? Moją uwagę zwraca zasadniczy, pominięty wątek: czy lasy w Polsce mają przejmować role parków narodowych, jak to się dzieje od dwóch dekad, czy też mają mieć związek z człowiekiem, jego dobrostanem i koniecznością wypełniania wszystkich funkcji? Ale nie z ochroną bierną, gdyż ta nie wypełnia wszystkich elementów zrównoważonego rozwoju i służebności wobec mieszkańców naszego kraju.

Narodowy Program Leśny nie zajmuje się tym wcale. Czy debata wypełnia tym samym przesłanie Ministra Marcina Korolca, czy też wciąż „udaje”, że sprawy nie ma?

Organizatorem, moderatorem wymiany poglądów i dyskusji jest profesor Kazimierz Rykowski. Na uwagę zasługuje fakt próby wciągnięcia do debaty Adama Wajraka po tym jak ten ogłosił na łamach Gazety Wyborczej artykuł pod tytułem: „Manifest Wajraka: Lasy stworzyły sobie państwo”.

Tekst powstał w gorącym czasie nakładania na Lasy Państwowe kontrybucji (gdyż nie sposób nazwać inaczej ściągnięcia daniny poza obowiązującym w kraju systemem podatkowym, po to by ratować bieżący stan finansów, za który nie Lasy Państwowe są odpowiedzialne). Redaktor Gazety Wyborczej wskazał na kilka elementów, które są zgodne z rzeczywistością. Obowiązująca Ustawa o lasach w rzeczywistości przekształciła monopolistę surowcowego w aparat administracyjny nie związany z rynkiem i krajem. Ustawodawca pomylił służebną rolę LP w stosunku do społeczeństwa i gospodarki kraju, z rolą Parku Narodowego, dla którego nie ma innych priorytetów niż ochrona przyrody – nota bene charakteryzująca się ideologiczną zmiennością zależną od miejsca, czasu i innych bliżej nieokreślonych elementów. Niestety Adam Wajrak nie dostrzega związku obowiązujących zasad z działalnością ówczesnych „doktrynerów gospodarczych” przy propagandowym wsparciu swojej gazety. Dziś, obarczając winą Lasy Państwowe, gdy organizacja ta w rzeczywistości wypełnia prawo powstałe w 1990 roku oraz zarządzenia Ministrów Środowiska, nie zauważa korzyści, jakie z tej całej struktury czerpie „ekologizm”. To nie jedyny przypadek, gdy redaktor nie potrafi powiązać skutków z przyczynami.

Trochę mnie dziwi, w tych okolicznościach, sposób potraktowania wybitnego znawcy i zaangażowanego w ”zapuszczoną puszczę”* profesora Kazimierza Rykowskiego przez redakcję Gazety Wyborczej, która odmówiła mu zamieszczenia dyskusji z „naczelnym ekologiem kraju”. To symptomatyczne odcięcie się największego medium opiniotwórczego od Narodowego Programu Leśnego (NPL). Celowo poświęcam tej sprawie więcej miejsca, gdyż ani w opracowaniach ani w dyskusji nikt nie poświęca uwagi znaczącej roli Gazety Wyborczej i Adama Wajraka w kształtowaniu gustów i wpływania na stan rzeczy.
Nikt, prócz kierownika projektu, profesora Kazimierz Rykowskiego.

Zacznijmy jednak od Klimatu
Ogromne znaczenie przywiązuje NPL do zmian klimatu. Nie zamierzam się wdawać w polemikę na ten temat.

Wierzba w Rymanowie - jak inne lekkonasienne wyklęta z Lasu
Wierzba w Rymanowie – jak inne lekkonasienne wyklęta z lasu

Nie jestem klimatologiem, lecz prezentuję sceptyczne stanowisko do każdej nagłaśnianej medialnie doktryny. Pamiętam skandal, jaki miał miejsce tuż przed rozpoczęciem szczytu klimatycznego w Kopenhadze, gdy ujawniono prywatną korespondencję niektórych orędowników globalnego, i w dodatku antropogenicznego ocieplenia, mocno podważającą ich oficjalnie prezentowane stanowisko. Czy to był tylko wynik braku wiary w siebie – brytyjskich „uczonych”?

Nie tylko przyczyny, ale również sam fakt ocieplenia klimatu nie jest dla wszystkich oczywisty. Zapraszam czytelnika do zapoznania się ze źródłami*, które przedstawiają inne stanowisko, ale nie mają szans przebić się w świecie mainstreamu i tzw. poprawności politycznej.
Spektrum odporności gatunków lasotwórczych występujących w kraju jest ogromne. Warto spojrzeć na granice zasięgów tych gatunków. Jest więc skąd czerpać! (należy tylko przystosować do tego obowiązujące prawo administracyjne i ochrony środowiska, gdyż stanowią ideologiczne i wyimaginowane bariery). Wskazuje na to po części również profesor Jerzy Szwagrzyk*.

Cenne z pewnością jest zwrócenie uwagi na wiele gatunków nieobecnych w leśnictwie, a mających ogromny potencjał. Nie tylko gatunków tzw. rodzimych.
A zmiany klimatyczne nie są skokowe.
I choć takimi nie są, to jeśli będą zachodzić, to będziemy się spotykać ze zjawiskami o charakterze ekstremalnym i katastrofalnym. Składy gatunkowe upraw i ich dobór w kierunku odporności na tego typu zjawiska powinny to uwzględniać. Póki co, zróżnicowanie gatunkowe postępuje w kierunku odwrotnym, ale za to zgodnym z ideologią ekologizmu i „zadębiania”. Odwoływanie się do dalekiej historii (paleontologia) nie musi być słuszne, gdyż w międzyczasie zaistniała cywilizacja człowieka i znaczące zmiany na globie.

Czyżby pojawienie się człowieka i rozwój ludzkiej cywilizacji umknęło czyjejś uwadze? Z jednej strony antropogeniczne ocieplenie a z drugiej natura jak w epoce międzylodowcowej? Trudno się w tym wszystkim połapać. A przecież realny stan populacji ludzkiej, cywilizacji człowieka musi być brany pod uwagą i musi być elementem kluczowym każdej dyskusji, nie tylko o lesie. I choć zmiany klimatyczne nie mają charakteru skokowego, nie mają tego charakteru zmiany aktywności Słońca czy też wędrówka bieguna magnetycznego, to już emisje wulkaniczne mogą takie tempo przybierać. Tylko czy są w stanie dorównać niektórym skokom nastrojów czy przebłyskom inteligencji?

Niewłaściwe jest zamykanie się na wymianę międzynarodową pod presją ekologistycznych teorii o obcości gatunków i pochodzeń, także w kontekście zmian klimatycznych. Nauka ma spore doświadczenie w tym zakresie*, lecz z przyczyn ideologicznych pozostaje ono nie wykorzystane. Czy to wciąż zbyt bolesny temat? Czy trzeba aż poczuć smród skwierczącej skóry (nawiązując do ocieplenia)?

Nie widać związku (w toczącej się dyskusji) między zdrowym lasem a masą produkowanego tlenu. Może w ukryciu ma pozostawać fakt, że lasy w Polsce produkują tlenu coraz mniej, gdyż ideologia przekształcania ich w cmentarzysko, cudów nie uczyni w tej materii. Tym samym, tak nielubiany gaz cieplarniany, jakim jest w mniemaniu ekologistów CO2, przesądzający według nich o globalnym ociepleniu (choć przecież para wodna, mająca zdecydowanie większą masę cząsteczkową, mogłaby wielokrotnie bardziej ten globalny „cieplarniaryzm” pobudzać) nie jest utylizowany w stopniu maksymalnie możliwym. Podobnie tlen (O2), którego produkcja przez lasy jest odwrotnie proporcjonalna do ich wyniszczania w duchu ekologizmu.

Przypomnę wypowiedź profesora Stanisława Ostaficzuka wskazującą na to, że jeśli zależałoby nam na ograniczaniu CO2 w sposób maksymalny, to powinniśmy skupić się na maksymalnie efektywnej produkcji w lesie masy drewna, jego pozyskiwaniu i chowaniu wraz z zaabsorbowanym C (węglem) w szybach kopalnianych. Czemu ten wartościowy kierunek dyskusji został pominięty w panelu Klimat NPL? Jeśli rzeczywiście TEN KLIMAT leży nam na sercu? Byłoby to z pewnością cenniejsze niż sztuczne wyłapywanie gazu CO2 i wtłaczanie go pod ziemię! Gromadzenie węgla (C) pod ziemią w postaci „wyrąbanego lasu” nie niesie przecież żadnego ryzyka rozszczelnienia! Ale wówczas zdałaby się selekcja. I poważniejsze traktowanie możliwości absorpcyjnej CO2 przez las i przez produkowany surowiec drzewny.

Po cóż nam lasy
Ratując nas przed klęską „cieplarniaryzmu” (bo przecież NPL – Klimat) profesor Kazimierz Rykowski rozściela przed nami* wizje uruchomienia produkcji drewna na plantacjach. Proponuje do zagospodarowania setki, może setki tysięcy czy nawet miliony hektarów ziemi by za lat 50 wyprodukować w kraju etat pozyskania w wysokości 90-100 mln m3 drewna?!
Rozkosz dla uszy drzewiarzy!

Toż to już powinniśmy zaczynać! Czy jesteśmy gotowi? Może rozpiszemy pożyczkę narodową? Ludzie tylko czekają – jak po świeże bułeczki. Chętnie udzielą wsparcia. Wciąż przecież tryskają zaufaniem, optymizmem, błyskawicznie uruchomią kolejne pokłady energii i … pieniędzy. Zgodzą się nawet na podniesienie wieku emerytalnego o 2-3 kolejne lata….
Jeśli ich ktoś zapyta?
Zapyta Pan, Panie Profesorze?

Profesor proponuje planowe zadrzewienia przydrożne.
Może jeszcze program zwiększania lesistości, właśnie plajtujący, gdyż dla państwa i jego elit zdecydowanie istotniejsze były programy hodowli orzechów.

Zasoby leśne Polski, Polaków rozkładajace się na pniu w imię ideologii ekologizmu i samorództwa
Zasoby leśne Polski, Polaków rozkładajace się na pniu w imię ideologii ekologizmu i samorództwa

Proponuje jednocześnie wykorzystanie nowoczesnych kultywarów topolowych – bo właśnie te „nie nowoczesne”, bo PRL-owskie, są „wykańczane” wraz z „wykańczaniem” programu topolowego rodem z czasów „ciemnoty” lat 60-tych XX wieku! Nawet nie najlepszy program, ale ukończony, zawsze jest nośnikiem wiedzy.

Dziś mamy nową epokę i nowych profesorów!? I nieograniczone fundusze by zacząć jeszcze raz!?

W Polsce dobrze już zakorzeniły się firmy tej branży (np. Alasia New Clones), które radzą sobie bez osiągnięć innych profesorów z IBL w dziedzinie produkcji topolowych kultywarów.

Wprowadzone w Polsce zasady Natura 2000 zmusiły wielu rolników do przeznaczenia tysięcy hektarów na plantacje topolowe (gdzież były te nowoczesne, polskie kultywary?), gdyż program ochrony zakazuje w swej ideologicznej hipokryzji zalesień.

Niestety nie ma to wielkiego związku z potrzebami społeczeństwa i kraju. Nie zwiększa też zasobów stabilnej „różnorodności biologicznej”

Po kolei więc, lasy: nie mają produkować tlenu (O2), nie mają utylizować dwutlenku węgla ( CO2), nie mają produkować drewna! Ponieważ profesor Kazimierz Rykowski jest fitopatologiem, to może lasy mają zająć się produkcją fitopatologii?

Jeśli to nie lasy mają produkować drewno, to gdzie ma powstawać ten hołubiony tlen, gdzie ma następować utylizacja obrzydliwego CO2.

To są pytania, które bardzo mnie nurtowały w dziedzinie selekcji i hodowli lasu wytyczanej wizją profesora. Odpowiedź jest tak prosta jak przysłowiowy drut, bo nie ma problemów nie do pokonania …. . Choć propozycje i wizje wykraczają mocno poza fitopatologiczną i „ochraniarską” domenę Profesora, to odważnie je nam wskazuje. Nie mówiąc wprost, że to nie lasy będą produkować drewno unika informacji (zamartwiającym się leśnikom), czym w takim razie będą się one zajmować!
Wypędzając leśników z lasu chce ich zapędzić do produkcji drewna poza lasem.
Nie ma to związku z NPL!!!
Odnoszenie się do nielasu w programie LEŚNYM nie wydaje mi się cenne dla Narodowego Programu Leśnego.

Dlatego Profesor nie zdradza szczegółów, tylko rzuca MYŚL.

Podchwytuje idee dyrektor Leśnego Banku Genów dr Czesław Kozioł*. Nie kontestuje aktualnej sytuacji lasów państwowych, co w jego sytuacji jest zupełnie zrozumiałe (LBG to element w strukturze LP). Podejmuje zaś matematyczną wyliczankę, na temat możliwości produkcyjnych wirtualnych plantacji szybkorosnących (analizę tych wyliczeń warto poważnie zweryfikować). Wskazuje tym samym z jaką powagą odebrał MYŚL Profesora i jak poważnie zainteresował się możliwościami produkcyjnymi plantacji agroleśnych, jakby przerzucenie tam produkcji było realne, racjonalne i mogło w dalszym ciągu rozwijać naukę selekcji, o którą się przecież upomina w swoich artykułach. Zapomniał, że już dziś, odchodząc od nieuzgodnionych z suwerenem (czy suweren to czasem nie Naród?) zasad wyniszczających lasy i drewno, można podwoić produkcję na obszarze lasów. Nie trzeba na to dziesięcioleci!

Gdzie się skrył genotyp
Profesor Kazimierz Rykowski wskazuje na ogromną rolę 5% powierzchni referencyjnej pozostawianej na lasach. Według niego to ogromny magazyn genetyczny. Co prawda skala marnotrawstwa w lasach nie zamyka się na 5% powierzchni i 5% masy, lecz oscyluje dziś na poziomie około 50% masy. Powierzchnie referencyjne jako zasób genowy to bardzo krótka perspektywa (30-40 lat). Dalsze popychanie tych teorii nie będzie raczej możliwe z przyczyn fizjologicznych (drzewa umierają na pniu wraz z cennymi zasobami genetycznymi, lecz czego wymagać od profesora od grzybów.

Jeśli fabryka produkująca zapałki lub gwoździe zostałaby zobligowana, by dla istotnych celów państwowych przeznaczyć do niezwłocznej utylizacji 50% produkcji, to byśmy wszyscy pukali się w głowy i niedowierzająco nimi kręcili. Jeśli to się dzieje z lasem i drewnem, odnawialnym surowcem, to mamy pozostawać w niezachwianej wierze, że tego wymaga żywotny interes kraju, gdyż (dziś się okazuje) ratujemy w ten sposób zasoby genowe?!

Profesor pomija milczeniem rolę Parków Narodowych!
A co z rezerwatami, Panie Profesorze? Czyż to nie te obszary miały chronić przyrodę w sposób bierny, gwarantując trwanie tak cennych zasobów genowych! A może ich rola się zmieniła? Może nie są już żadnym rezerwuarem ani nikt nie para się w nich żadną ochroną?

Czy temat przeznaczenia na zgnicie takiej ogromnej masy polskiego dorobku i dobrobytu nie może być przedmiotem debaty NPL? To drugi, prócz samej kwestii istnienia lasów państwowych, żywotny temat, który został (przez aklamację?) odrzucony. O roli NPL w kwestii konstytucyjnych gwarancji dla statusu lasów państwowych, wolę się nie rozpisywać, gdyż to niezwykle bogaty temat na osobną epopeję.

Czy społeczeństwo wie, co NPL założył a priori? Nie pytając suwerena w żadnym miejscu i czasie zdecydowano się na „szasty” niewyobrażalnej masy niemal 50% zasobów kraju! Ale NPL nie jest anonimowy. Któż przyjął takie założenie Panie Profesorze?

Czy suweren ochoczo przyklasnął konsekwencjom: zwiększonemu bezrobociu, dłuższym wiekiem emerytalnym, ograniczeniem produkcji drewna i tlenu, masową emigracją, zubażaniem różnorodności biologicznej?

Czy suweren to czasem nie ludzie oddychający tym samym powietrzem i tlenem (O2)?

Selekcja nie istnieje!
W toczącej się na łamach Lasu Polskiego dyskusji dotyczącej selekcji w lasach, i jej znaczenia w gospodarce leśnej, zwróciło moją uwagę kilka wątków.

Jeśli jednak dociekliwy czytelnik poświęci odrobinę czasu i zechce zapoznać się z materiałami znajdującymi się na stronie internetowej Panelu KLIMAT Narodowego Programu Leśnego, znajdzie pojęcie selekcji. Znajdzie je w stanowisku Rady Naukowej Leśnego Banku Genów. To tam należy go szukać. I tylko tam.

Znajdziemy je tam we wszystkich przypadkach. Nawet w wołaczu: SELEKCJO!

Krytyka ze strony Rady Naukowej Leśnego Banku Genów nie była znacząca dla Progamu, gdyż nie zmieściła się w jego czasoprzetrzeni. Nie mniej Profesor wskazuje że jest to: „program nie kończący się w wyznaczonym horyzoncie czasu”. Mnie również napawa to nadzieją.

Wyczułem wzburzenie w artykule* profesora Andrzeja Lewandowskiego i doktora Daniela Chmury opracowaniem podsumowującym referaty i dyskusje panelu Klimat NPL, dokonanym przez profesora Kazimierza Rykowskiego. Uwagi naukowców z Instytutu Dendrologii PAN w Kórniku wywołały lawinę dyskusji i komentarzy, których zakres przekroczył stronice czasopisma. Co prawda profesor Kazimierz Rykowski odciął się od zarzutów, że hodowla selekcyjna nie jest tematem zainteresowaniu NPL panelu Klimat, jednak formalnie nie zmieniło to stanowiska zawartego w NPL.
W Lesie Polskim ukazał się artykuł profesora Kazimierza Rykowskiego, w którym udowadnia, jak ważna jest selekcja, której … nie ma w „jego rekomendacjach dla NPL”. Nie uwzględnia i innych wniosków, które pojawiły się w różnych referatach, do czego z racji swojej funkcji w NPL, jest uprawniony.
Tłumaczy, że ważna jest selekcja naturalna, jak przystało na zwolennika „szastów”*, monitorowania i biernej obserwacji.
Nie mniej sama riposta profesora Kazimierza Rykowskiego na artykuł profesora Andrzeja Lewandowskiego i dr Daniela Chmury jest bardzo cenna, choćby z … socjologicznego, czy też może socjotechnicznego punktu widzenia.
Nie można jednak przejść obojętnie do porządku nad niektórymi aspektami publicznej wypowiedzi Profesora zamieszczonymi w czasopiśmie leśnym.
Uważa iż nie ma potrzeby selekcji w dobie zmian klimatycznych, gdyż popieranie najlepszych populacji „może wprowadzić ryzyko ograniczenia zdolności adaptacyjnych”. Proponuje więc zastąpienie jednej selekcji drugą. Postuluje zmodyfikować cele strategiczne i przez to poszerzyć kryteria selekcji (?). Wskazuje przy tym na nowe cele hodowlane (?) w oparciu o nowe podstawy naukowe (?). Zarzeka się ponadto, że dla NPL jest bardzo cennym produkcja drewna i podnoszenie produkcyjności, lecz nie jest zdecydowany gdzie się mają odbywać! Domyślamy się, że nie w lesie, gdyż godzi to w jego „trwałość”. Z całą pewnością też nie w parku. Co się będzie dziać w takim razie z powierzchnia leśną?
Jaką wizję gotuje nam profesor Kazimierz Rykowski w autorskim podsumowaniu?
Wizja nowych kryteriów selekcji poza systemami leśnymi! Cóż wówczas mogą mieć wspólnego z NPL? Ten przecież nawet z nazwy tyczy lasu.
Jeśli więc selekcja ma nie mieć związku z lasem, to nie ma też związku z Narodowym Programem Leśnym.

Jak wspomniałem wcześniej, pomysły profesora daleko wykraczają poza las. Nie wiemy niestety jak brzmiałyby opinie socjologów czy specjalistów od socjotechniki, ale gdy idzie o logikę i dedukcję to stać nas na samodzielność.

Z marginalizacją selekcji polemizował też Dyrektor Leśnego Banku Genów dr Czesław Kozioł. Mocno podnosi rangę selekcji, co jest dla mnie zrozumiałe i cenne. Jego dwa artykuły* poświęcone są przedstawieniu dorobku selekcji i polemice z niektórymi wątkami wypowiedzi profesora Kazimierza Rykowskiego.

SELEKCJA jako nauka i wiedza jest sprawą zasadniczą a nie marginalną, o nieokreślonym kierunku, lub poddającą się nastrojom cieplarnianych umysłów. Gdzie ma ostatecznie się odbywać? W lesie czy na plantacjach drzew szybkorosnących?

Dyrektor LBG nie informuje jednoznacznie czytelnika o zawirowaniach w nauce i praktyce selekcji jakimi jesteśmy świadkami w ostatnich dekadach.

Selekcja w Polsce jest mi znana z wielu rozpoczętych badań proweniencyjnych. Kierunek taki był przyjęty w IBL i uczelnianych Wydziałach Leśnych. Niestety nie został zakończony do dziś. Można śmiało stwierdzić, że ten element poznawczy mamy za sobą, nie doprowadziwszy go do końca.

Przewartościowanie ustrojowe pewnie całkiem przypadkowo zbiegło się w czasie się przewartościowaniami w zakresie selekcji.

Cieszy mnie niezmiernie, że moje obie córki wciąż posługują się tymi samymi kształtami liter, a gramatyka pozostaje gramatyką. Niezmiernie wdzięczny też jestem matematykom.

Ta mała dygresja nie ma na celu umniejszania czyichkolwiek osiągnięć. Szanuję i cenię zawsze gdy tylko się pokażą.

P owstał nowy program i nowe zasady – to bardzo lapidarne przedstawienie. Powstała też regionalizacja nasienna jako element tych nowych założeń w przestrzeni selekcji obejmującej PGL LP. Czy ktoś wówczas dyskutował nad założeniami?

Pamięć o selekcji proweniencyjnej, nowe koncepcje, oraz to, że tak naprawdę środki zostały skierowane na realizację nowo przyjętych programów a nie na badania podstawowe spowodowało zamieszanie. Po co badać, skoro plany przyklepane i na gwałt trzeba realizować nowe programy?

Przecież tak naprawdę liczy się jeden płatnik w tej sferze: PGL LP – MŚ. Można by powiedzieć, że to jedyna determinanta.

Plany zmian w regionalizacji nasiennej – to „zagrożenie dla bezpieczeństwa ekologicznego kraju”
Ogłasza to Dyrektor LBG. Tym samym pozostaje głuchy na doniosłą rolę powierzchni referencyjnych, którą podnosi profesor Kazimierz Rykowski (może to obecne procedury Leśngo Banku Genów „ratują” co mogą – bezkrytycznie zajmując się wskazaną im bazą?).

Nauka polska i leśnictwo nie dają ostatecznej wiedzy na temat zasięgów i występujących naturalnych ograniczeń dla głównych gatunków drzew leśnych. Nie mam nawet przekonania by ta wiedza została kiedyś ostatecznie przesądzona, by była kiedykolwiek skończona i by te szczegóły były leśnictwu niezbędne, tak jak człowiekowi tlen (O2). Znamy wszak możliwości biologiczne gatunków w zakresie przenoszenia cech. Nie są nic nieznaczące. Nawiązuję tu do projektu regionalizacji nasiennej, która przedstawiona została przez dr Czesława Kozioła jako „liberalnie szkodliwa”. Nie chcę przytaczać argumentów na temat szkodliwości wciąż jeszcze obowiązujących zasad, gdyż z łatwością można je znaleźć również na łamach Lasu Polskiego w artykule pt.: „ Fantazja regionalizacji” zamieszczonym w numerach 18 i 19 w 2012 roku. Wypowiedział się na ten temat również dr Dariusz Łęgowski Prezes Stowarzyszenia Leśnych Szkółkarzy Polskich („Trzeba urealnić regionalizację”), czy duch dyskusji w trakcie konferencji hodowlanej w Malinówce w 2012 roku. Nowy projekt (ten, określony jako liberalny) nie zatwierdzonych jeszcze zasad, odzwierciedla ekologiczne i realne różnice w naturalnym środowisku Polski i był wielokrotnie i szeroko konsultowany. Nie jest z pewnością zbiorem zasad, które nie mogą być w przyszłości skorygowane. Jest wynikiem autentycznego zaangażowania wielu leśników i naukowców.

Niestety brak wiedzy, lub jej fragmenty w żaden sposób nie wspierały i nie wspierają zasad, które zostały przyjęte w 2004 roku. Nawet niebywały postęp, jaki się dokonał w czasie ostatnich dwóch dekad niewiele wniósł do sprawy.

W opozycji do zasad, które zostały spisane w 2004 roku w rozporządzeniach dotyczących regionalizacji, które były później niejednokrotnie modyfikowane (w tym również z rażącymi błędami zagrażającymi stabilności gospodarczej), „liberalny” projekt nie jest elementem autorytarnej decyzji. Biuro Nasiennictwa Leśnego jest instytucją władną do opracowywania takich zasad, gdyż z założenia nie powinno być poddawane naciskom żadnej ze stron, reprezentując interes wszystkich właścicieli lasów w jednakowym względzie. Czy tak się dzieje?

W przeciwieństwie do wersji aktualnej, projekt pierwotny zmian zasad w regionalizacji, który jeszcze niedawno znajdował się na stronie BNL (www.bnl.gov.pl) był zdecydowanie bardziej „liberalny” (w demokratycznym państwie wiele rzeczy pojawia się i znika by lud nie mógł nawet powspominać – zasady Orwella opisane w „Roku 1984” bez problemu i żenady stają się naszymi realiami). Tym samym mógł znacząco lepiej spełniać swą rolę w dobie rozpatrywanych dziś zmian klimatycznych (o czym wspomina choćby profesor J. Szwagrzyk). W aktualnej sytuacji i sposobie procedowania powstał projekt z pewnością w większym stopniu odzwierciedlający właściwości ekologiczne podstawowych gatunków i w dużej mierze ograniczający bariery administracyjne dla rozpoznanych obszarów i populacji od zasad obowiązujących.

Dr Czesław Kozioł jest dyrektorem instytucji zintegrowanej z PGL LP i IBL. Tam powstawały założenia Programów Zachowania Zasobów i tam, jako ich element, powstały pierwsze zasady regionalizacji, przeniesione później wprost do tworzonego prawa krajowego.

Dziś następuje weryfikacja. Pan Dyrektor z pewnością ma tego świadomość. Sam wskazuje na „wartość” materiału prezentowanego przez drzewa mateczne, co jest dla mnie zrozumiałe, nie tylko w kontekście jego uwag. Tym samym decyzje, które już zapadły w sprawie znaczącego zwiększenia udziału w odnowieniach i zalesieniach materiału rozmnożeniowego z istniejących już plantacji wydają mi się przedwczesne, jak przedwczesne są zmiany wyłączające z regionalizacji te kategorie (drzewa mateczne i plantacje) póki nie zostaną autorytatywnie zweryfikowane i nie zostanie sprawdzona ich uniwersalność lub zmianie ulegną zasady zakładania plantacji.
Istotą selekcji jest przede wszystkim rozpoznanie wartościowej bazy. Nie jest jej istotą dobór bazy do założeń.

Zastanawiam się, czy nie należy coraz poważniej brać pod uwagę jeszcze innego scenariusza. Być może obowiązujące zasady selekcji już się wypełniły i dokonały tego, do czego były powołane. Nadszedł czas kolejnej odsłony – żadna selekcja nie jest potrzebna dla ideologii ekologizmu zawłaszczającej leśnictwo i ograniczającej inne dziedziny życia.

Co z tą wodą, czyli selekcji ciąg dalszy
W rzeczywistości czekałem na propozycję selekcji pod kątem wyłapywania CO2, która niestety tylko została zaznaczona na końcu profesorskiego wywodu, jako nowinka z Chin i antypodów.

Co prawda nie żyjemy na pustyni, ale stepowienie nam doskwiera od kilku dekad. W tych okolicznościach oczywiście wszyscy ekologiści uwzięli się na zbiorniki retencyjne, jazy, spiętrzenia. Tak się zawzięli, że kraj nie może wykonać nawet zbiorników przeciwpowodziowych. Na gwałt modernizowane jest prawo wodne, by uszczelnić je przed „destrukcją” inwestycji hydrotechnicznych, nieodpowiedzialnej wodnej rekreacji czy wędkarstwem. Z wywodów dr Romana Żurka (z mojego ulubionego Instytut Ochrony Przyrody PAN Kraków) wnioskować można, że najistotniejszą rolę w nawilgoceniu naszej pięknej Ojczyzny może odegrać bóbr i jego precyzyjna „inżynieryja”.

Wskazywanie na „inteligencję” bobra nasuwa mi skojarzenia z teorią samorództwa (która pojawia się szeroko w mediach i często jest utożsamiana ze wzrostem różnorodności biologicznej). Wiara w to, że zgnicie setek tysięcy hektarów lasu wzbogaci bioróżnorodność to właśnie powrót do teorii abiogenezy Arystotelesa (384 p.n.e. – 322 p.n.e.), z tą tylko różnicą, że coś nie bierze się spontanicznie z niczego (jak chciał starożytny mędrzec), lecz ma powstać w wyniku celowego unicestwienia.

Od dawna twierdzę, że w Polsce mamy dużo zdolnych ludzi, którzy chętnie podjęliby się zgłębiania tematu samorództwa. Gdyby tylko dysponowali odpowiednimi środkami. A może już dysponują?

W rzeczywistości jednak nie przybywa nam nowych gatunków, lecz zamieniamy drzewa rosnące w lesie na próchno opanowane przez grzyby, czy tak ulubione przeze mnie ksylobionty (nie wiem czemu nazwa kojarzy mi się z cenionymi przez dziatwę transformersami), które w rzeczywistości w tym lesie są od zawsze, lecz nie w takiej ilości, która zadawala ekologistów i im podobne umysły. Zachwyty nad wzrostem różnorodności biologicznej to tak naprawdę peany w związku ze zmianami ilościowymi gatunków: kosztem rosnących drzew następuje przyrost ich żerców i destruentów.

Praktycznie mamy do czynienia z walką z wodą (mimo programu tzw. małej retencji, który kilka lat „nazad” objawił się na terenie lasów państwowych, raczej po to by finansować projekty, plany i urzędy i organizacje pseudoekologiczne) i propozycją selekcji w kierunku odporności na suszę!

To bardzo pokraczna droga do zwiększenia produkcyjności oraz przygotowania kraju na nadejście epoki gorąca. Lecz gdy wgłębiamy się w te rozważania, możemy nieprzypadkowo dojść do wniosku, że w niektórych gabinetach klimat już dawno się zmienił i doszło do przegrzania wewnętrznej atmosfery. Czy to może czyjeś celowe działania?

Alfons Hoffmann - "Szlakami prof. Alfonsa Hoffmanna i ks.dr Bernarda Sychty po Ziemi Świeckiej" - Bractwo Czarnej Wody, Wdecki Park Krajobrazowy; M.Chudecki, J.Malinowski
Alfons Hoffmann – „Szlakami prof. Alfonsa Hoffmanna i ks.dr Bernarda Sychty po Ziemi Świeckiej” – Bractwo Czarnej Wody, Wdecki Park Krajobrazowy; M.Chudecki, J.Malinowski

Swego czasu dokonano na ziemiach polskich inwentaryzacji elektrowni, młynów i istniejących przy nich zbiorników, funkcjonujących jeszcze w latach 40-50 – tych XX wieku (ojciec i syn: Alfons i Marian Hoffmannowie). Doliczono się ponad 6300 czynnych. Pamiętać przy tym musimy, że były to czasy przed wielkoobszarową melioracją. Dziś mamy katastrofę stepowienia, najmniejsze zapasy wody w Europie, tylko około 300 tego typu małych instalacji i odpływ wody przez meliorację, kopalnie odkywkowe a właściwie to przez drenaż, gdyż do zakończenia właściwej melioracji zbrakło „tylko” zbiorników wodnych (ot taka przysłowiowa wisienka na torcie, i jej właśnie zabrakło). I dziś wskazuje się na „inteligencję” bobra, jako stworzenia, który wyreguluje nam cały system. Czy będzie on zgodny z oczekiwaniami i potrzebami człowieka? A może „inteligencja” bobra skalkulowała już potrzeby kraju w kolejnych fazach ocieplenia, i właśnie zwierzaki analizują warianty niezbędnych przytamowań?

To już nawet nie etap Arystotelesa! – twórcy teorii samorództwa („Samorództwo czy różnorodność …”).

Tu nasuwa mi się delikatna dygresja: jeśli już Narodowy Program Leśny raz „udał” się w obszary nie związane z lasem (plantacje na terenach pozaleśnych), to czy nie powinien uczynić tego ponownie? Czy nie warto podjąć tematu krajowego planu budowy ORLIKÓW II- zbiorników wodnych wraz z elektrowniami, które w przeciwieństwie do Orlików boiskowych nie będą generować kosztów, lecz wyzwolą ogromny potencjał korzystnych zmian gospodarczych, ekologicznych i społecznych. Czy w obliczu ocieplenia i strat w zasobach wodnych (dr Tomasz Walczykiewicz*) nie należy pilnie odtworzyć możliwości dawniej istniejącej infrastruktury oraz wzbogacić cały system nowymi obiektami, które wyrównają potencjał w każdym regionie! Na terenach leśnych mogło istnieć ponad dwa tysiące takich instalacji! Z pewnością byłoby to coś więcej niż monitoring i doprowadzanie do truchła.

Refleksja

Przy dzisiejszym stanie wiedzy () może to prowadzić jedynie do odkrywania prawidłowości powierzchownych, lub pozornych, opisujących raczej środowisko uczonych niż przyrodę.
Jerzy Dzik „ Dzieje życia na ziemi”*

Zdaję sobie sprawę, że profesor Kazimierz Rykowski nie będąc znawcą hodowli i selekcji, nie podjął się trudu tematu bez przeświadczenia o wartościach i wadze swoich argumentów. Ponieważ i ja nie jestem wielkim znawcą hodowli i selekcji, tak często się zmieniają ich zasady i reguły w kraju, więc być może moje uwagi nie są w stanie sprostać aktualnej ideologii. Może się mylę podnosząc niektóre rażące mnie koncepcje. Na obronę mam tylko to, że pewne przywoływane w moim artykule elementy ferujące wnioski diametralnie inne od tych, którymi raczy nas profesor, wcale nie są odosobnione. Widoczne są nawet w trakcie tylko pobieżnego przeglądania referatów zamieszczonych w panelu Klimat NPL. Biorę pod uwagę rozsądek, dobro społeczności i kraju. Gdyż tak jak nie ma żadnych konkretnych wyliczeń jakie korzyści uzyska przeciętny Kowalski z przeznaczenia na zgnicie hektara lasu, tak straty z tego powodu dla tego Kowalskiego są policzalne wprost i jednoznaczne. Wykorzystywanie zaufania i łatwowierności oraz manipulacja społeczeństwem w młodej, tzw. „polskiej demokracji”, jest nie do wybaczenia. Moje stanowisko nie jest odosobnione również w sferze hodowli lasu. Bardzo cenne jest w tym zakresie opracowanie profesora Jana Zajączkowskiego pod znamiennym tytułem „Idee i ideologie w hodowli lasu”. Z pewnością znane profesorowi Kazimierzowi Rykowskiemu, jako że powstało również w IBL.

Profesor Kazimierz Rykowski kończy swój wywód filozoficzną dygresją, że „przyszłość nie jest kontynuacją teraźniejszości”. Dostrzegam wyraźnie tą prawidłowość: radykalne zmiany dokonywane są szybko, i szybko widać ich efekt. Widzę, więc jak w przeciągu dwudziestu lat „polskiej demokracji” przenicowano praktykę leśną aż profesor Jan Zajączkowski alarmował, że pseudonaukowa frazeologia zaczyna wypierać naukowe doświadczenie.

Jakie to już spowodowało zmiany?! Radykalne zmiany! Budowane przez pokolenia leśnictwo mające służyć dobrobytowi kraju i ludzi zamienia się w ciągu jednego pokolenia w próchno. Jednak, Szanowny Panie Profesorze, teraźniejsza oraz przyszła – wzbogacona Pana wizją możliwość destrukcji, były i są możliwe tylko w wyniku wcześniejszej pracy pokoleń i ich wysiłkowi. Również mojej i mojej żony, która będąc dzieckiem sadziła las ze swoją klasą na Podlasiu. Jest więc nierozerwalnie związana również z przeszłością. Gdyby nie oni, gdyby nie ci leśnicy, gdyby nie wysiłek wielu ludzi, dzieci i szkolnej młodzieży, nikt nie mógłby rozświetlać przed nami swoich kolejnych wyobrażeń lasu naturalnego, który nie ma związku z leśnym Darz Bór.

Wiem, że jeszcze nie tak dawno działania w kierunku destrukcji narodowego dobra określano by jako sabotaż i działanie na szkodę kraju. Jest wiele państw i wielu ludzi, którzy wciąż je w ten sposób odbierają. W pełni się z nimi zgadzam.

Może trochem staroświecki?
Widzę dziś, że tradycyjny trójkąt troficzny z Homo sapiens na szczycie, wielu próbuje zakończyć innymi istotami. Nie mogę jednak, wbrew mojej wiedzy i przekonaniom przyjmować, że to nie człowiek jest na jego wierzchołku, lecz dzięcioł trójpalczasty, bóbr czy …
Założenie, że to przyroda dokonuje najbardziej racjonalnych wyborów nie jest zgodne z moimi obserwacjami. Przyroda nie posługuje się tego rodzaju kwalifikacjami! Widzę, że jest (przyroda) niesłychanie rozrzutna i bardzo egoistyczna. Nie zaprząta sobie uwagi człowiekiem. Ale nie dlatego, że „śmiali i odważni” badacze zwracają uwagę gawiedzi, że człowiek nie jest jej elementem naturalnym. W takim przypadku, nie będąc elementami naturalnymi, ludzie nie mają podstaw by ingerować w naturę, a tym bardziej dokonywać jej selekcji.

Lecz cóż mamy począć, gdyby się okazało, że jesteśmy jednak naturalni? Moja kupa to potwierdza, choć pewności nie mam jak to jest z ekologistami …!

Jednak dla wielu wywody „ekologistycznych guru”, przecież łatwe do rozpoznania już tylko po powierzchownym zapoznaniu się z esejem profesora Harrego Frankfurta*, wciąż stanowią wyrocznie i wykładnię na całe życie. Nie ma dla nich ratunku i nadziei. Utracili instynkt samozachowawczy i trzeźwe spojrzenie. Chyba, tylko pogłębione studia nad dziełem „On bullshit” oraz nauk Solomona Ascha mogłyby otworzyć im oczy.

Nie widzę żadnych niespójności między selekcją populacyjną, obecną selekcją indywidualną czy pracami nad innymi modelami selekcji, nawet jeśli nie zostały jeszcze rozpoznane. Te ostatnie z pewnością nie będą przesądzać o lesie dziś. Nie będą znaczące w dającej się przewidzieć perspektywie. Warto wrócić na ziemię i wykorzystać to, czym dysponujemy w aktualnej chwili. Bo niszczenie dzisiejszego bogactwa nie pozwoli na żadne konkretne budowle w przyszłości. Zostawmy więc lasy społeczeństwu a Pan Panie Profesorze niech łaskawie zwróci swą uwagę na Parki Narodowe, bo tam jest ponoć las naturalny. Czy wciąż tam pilnują genotypu czy może już tylko jakiego robala?

Niedobór selekcji w NPL świadczy o kolejnej próbie ideologicznego przekształcania człowieka a w konsekwencji i lasów.

Przypisy
* NPL – Narodowy Program Leśny- http://www.npl.ibles.pl/
*„zapuszczoną puszczę” – nawiązanie do bezpardonowego, na zasadach ostracyzmu, odżegnywania się profesora K.Rykowskiego od poglądów dr. J.Łukaszewicza (również IBL) przedstawionych w artykule „Zapuszczona puszcza” Polityka, 6.12.2011; profesor jako aliant walczącego o likwidację gospodarki leśnej w nadleśnictw białowieskich A.Wajraka – „naczelnego ekologa kraju”.
*Riposta i zaproszenie A.Wajraka do udziału w NPL wystosowane przez prof. K.Rykowskiego w odpowiedzi na artykuł A.Wajraka opublikowany na łamach GW pt.: „Manifest Wajraka: Lasy stworzyły sobie państwo” GW, 8.02.2014 spotkało się z jednozdaniową odmową redakcji; można się zapoznać na stronach internetowych NPL.
http://www.npl.ibles.pl/sprostowanie-ws-artykulu-adama-wajraka-opublikowanego-w-gazecie-wyborczej

*Apel Haidelberski, Deklaracja Lipska – działania podejmowane przez społeczność międzynarodową uczonych i naukowców przeciwstawiających się ideologizowaniu nauki o klimacie.
* dr Gustaw Klaus, Prezydent Czech „Błękitna planeta w zielonych okowach , książka wskazująca na manipulacje w dziedzinie klimatu; prace popularnonaukowe profesora Stanisława Ostaficzuka („Palmy węglem nie biomasą”); analizy naukowców Instytutu Maxa Plancka, Uniwersytetu Winsconsin;
palmy_weglem_nie_biomasą- Stanisław Ostaficzuk

* prof. Jerzy Szwagrzyk , Zakład Botaniki i Ochrony Przyrody, uniwersytet Rolniczy w Krakowie– „Prawdopodobne zmiany zasięgów występowania gatunków drzewiastych – konsekwencje dla hodowli lasu„; opracowanie dla NPL; Panel Ekspertów – Klimat.
Prawdopodne zmiany Zasięgów Wyst.Gat - konsekwencje Hodowlo Lasu - J.Szwagrzyk

* prof. Kazimierz Rykowski, fitopatolog IBL Sękocin – „O hodowli selekcyjnej raz jeszcze „ (nr 15-16 z 2014 r).
*dr Czesław Kozioł, Dyrektor Leśnego Banku Genów – „Czy w NPL nie ma miejsca dla programu selekcji drzew leśnych „ ( LP 2014, nr 23), „Czego winniśmy oczekiwać od selekcji” (LP 2014 nr 24).
*„szast” – fragment Puszczy Piskiej, w której doszło w latach 90-tych XX wieku do zniszczenia przez huragan ogromnej połaci lasu, w którym pozostawiono nieuporządkowany obszar ok. 475 hektarów, nie badany intensywnie przez zwolenników pozostawienia takiej enklawy i jej intensywnego badania.
*”Stanowisko Rady Naukowej LBG Kostrzyca dotyczącej rekomendacji Panelu „Klimat”. (http://www.npl.ibles.pl/sites/default/files/artykuly/stanowisko_rn_lbg_klimat.pdf)
* prof. Andrzej Lewandowski, dr Daniel Chmura (Instytut Dendrologii PAN w Kórniku)- „Narodowy Program Leśny bez hodowli selekcyjnej„ LP 2014 nr 11.
* dr inż. Tomasz Walczykiewicz (Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej Państwowy Instytut Badawczy, Kraków) – „Wpływ zmian klimatycznych według wybranych scenariuszy IPC (A2, B1, A1B) na zasoby wodne w obszarach leśnych w Polsce – możliwy wpływ na ekosystemy leśne w perspektywie do 2030 i w dalszej perspektywie „opracowanie dla NPL; Panel Ekspertów – Klimat.
Wpływ zmian klimatycznych na zasoby wodne w lesiet_T.Walczykiewicz

*Harry G. Frankfurt – „O wciskaniu kitu” (ang.: On bullshit), wyd. Czuły Barbarzyńca 2014.
*Solomon Asch – prekursor psychologii społecznej, zasad i reguł wykorzystywanych m.in. już przez dr. J.P. Goebbelsa jak i dziś w celu manipulacji masami, urodzony w Warszawie w 1907 r (wyemigrował do USA w 1920).
*gatunki obce: powierzchnie badawcze A. Schwapacha w Polsce, „Obce gatunki drzew w gospodarstwie leśnym”. (S.Bellon, J.Tumiłowicz, S.Król), kontynuacja badań w zakresie gatunków introdukowanych w Niemczech
ekologizm, ekologiści – pojęcia nie związane z wiedzą i nauką Ekologi, lecz manipulujące społecznością wykorzystując naturalną ludzką miłość do natury i przyrody.
* Jerzy Dzik „ Dzieje życia na ziemi”  https://lubimyczytac.pl/ksiazka/74056/dzieje-zycia-na-ziemi

Zamieszczone referaty (oraz wiele innych) są ogólniedostępne na stronach IBL.

*

Choć minęło wiele lat, sytuacja w Polsce i w obszarze LP nie odnotowała zmian systemowych i strukturalnych, które uniemożliwiałyby narzucanie ideologii w miejsce rozsądku i racjonalności.
Kraj ponosi kolejne koszty złej organizacji, złego doboru ludzi, kardynalnych i niezgodnych z wiedzą rozwiązań prawnych: krajowych i międzynarodowych. Stan służb jest tak upolityczniony jak zarząd całego państwa, więc destrukcja kraju i majatku Polaków odbywa się bez wielkich ograniczeń. Obserwujemy rozkład państwa i jego powolny upadek.

 

Jemioła.
Każdy widział i wie. Na drzewach przydrożnych i na bożonarodzeniowym bazarze. Lecz tym razem nie o tym. Dziś o jemiole w lesie. A konkretnie w Lasach Państwowych – w naszych lasach.

Przywołam na wszelki wypadek definicję, byśmy próbowali rzecz widzieć w sposób jednoznaczny.
Jemioła – to roślina dwupienna z jednopłciowymi kwiatami, niezdolna do samozapylenia. W strukturze płci stwierdzono dominację osobników żeńskich nad męskimi. Kwiaty są żółtawe i niewielkie (2–3 mm średnicy), zebrane w grupy usytuowane w rozwidleniach gałązek. Okwiat niezróżnicowany. Kwiaty mają miłą woń i wydzielają duże ilości nektaru. Pyłek przenoszą owady.
Owoce jemioły są białe (u niektórych podgatunków żółtawe), okrągłe (u niektórych podgatunków jajowate) nibyjagody o średnicy 6–10 mm, z niewielkimi owocami właściwymi („nasionami”) w środku, w grupach po 2–6. Każde „nasiono” zawiera od 1 do 3 zarodków (poliembrionia). „Owoce” utrzymują się na gałązkach przez całą zimę.
Jemioła kwitnie od lutego do kwietnia. „Owoce” dojrzewają późną jesienią i wczesną zimą. Stanowią pożywienie ptaków, które przyczyniają się do rozprzestrzeniania rośliny (ornitochoria). Przy czym tylko jemiołuszki i paszkoty połykają całe „owoce” umożliwiając rozprzestrzenianie roślin na większe odległości. Pozostałe ptaki skubią „owoce”, które za sprawą kleistego miąższu łatwo przywierają do gałęzi drzewa. Nasiona kiełkują w maju. Młode rośliny początkowo przywierają do drzewa-gospodarza za pomocą ssawek, z czasem wytwarzają korzenie. Co roku przyrasta kolejne rozwidlenie i po ich liczbie można łatwo ustalić wiek rośliny. Wiek roślin ma wyraźny wpływ na zmienność ich cech. Poszczególne rośliny dożywają do ok. 30-40 lat.
Jemioła rośnie na drzewach pobierając substancje odżywcze od żywiciela. Wykazuje wyraźne zróżnicowanie jeśli chodzi o preferencje drzewa-gospodarza, przy czym istotne różnice pod tym względem wykazują poszczególne podgatunki (w Polsce trzy).
Negatywny wpływ jemioły
jest jednak większy niż wcześniej sądzono. W okresach suszy aparaty szparkowe jemioły mogą być otwarte, co zwiększa deficyt wody w drzewie. Jednocześnie jemioła pospolita oprócz wody i soli mineralnych pobiera również produkty fotosyntezy od rośliny-gospodarza. Badania naukowe wskazują, że od 23 do 45% węgla w jemiole pochodzi od drzew, na których te rośliny rosną.
Dwupienność
, dioecja – u roślin występowanie żeńskich i męskich organów rozrodczych na różnych osobnikach. Rośliny takie określane są mianem dwupiennych (rozdzielnopłciowych). W przypadku roślin nasiennych dwupiennymi nazywane są te rośliny, na których występują wyłącznie kwiaty męskie lub kwiaty żeńskie. Rozdzielenie płci organów generatywnych między różnymi osobnikami jest jedną z form zapobiegania samozapyleniu. – dla łatwości z Wikipedia

Jemioła jest półpasożytem lub, w innych kręgach, nazywana jest pasożytem

Z całą pewnością w lesie gospodarczym, pełniącym różne funkcje, ale też funkcje produkcyjne powszechna obecność jemioły ma negatywne znaczenie ekonomiczne, gdyż niekorzystnie oddziaływa na drzewa żywicielskie i drzewostany. Prócz tego jest jednym z czynników obniżających odporność drzewa na inne elementy szkodliwe biotyczne i abiotyczne.
Dziś jemioła jest pospolita na sośnie (w całej środkowej i południowej części kraju), głównym gatunku drzewa lasów w Polsce. Tym samym jest zasadniczym elementem mającym wpływ na ten gatunek drzewa. Ma wpływ większy niż gospodarz i zarządca terenu, gdyż ten przez dziesięciolecia nie reagował na wzrost populacji jemioły.
Innymi słowy z dbałości o kondycję lasów jemioła była wyłączona.
Jakie są tego przyczyny?

Detereminizm

Gdy jeszcze raz spojrzymy na encyklopedyczne opisanie gatunku JEMIOŁA przeczytamy:
Owoce jemioły „Stanowią pożywienie ptaków, które przyczyniają się do rozprzestrzeniania rośliny (
ornitochoria)”. Musi więc istnieć owoc zawierający nasiono i ptak, który go spożyje by zaraz z wydalonym kałem powstał nowy osobnik jemioły w nowym miejscu, na kolejnej gałęzi czy kolejnym drzewie. Gdyby nie było pierwszej jemioły i nie byłoby ptaków, które są szczególnie łase na owoce zawierające nasiona, to sosna nie miałoby problemów z jemiołą. To wskazuje, że do tego, by zaistniało rozprzestrzenianie się jemioły potrzebne są bezwzględnie trzy elementy: owocująca jemioła, ptaki które spożywają jej owoce i tym sposobem roznoszące jej nasiona oraz drzewa żywicielskie, które stanowią dla kiełkujących nasion bazę żywieniową.
Determinizm w przypadku rozprzestrzeniania się naturalnego jemioły to jej właściwości fizjologiczne, specyfika ptaków lubiących jej owoce oraz istnienie drzew mających swoiste cechy żywicielskie dla kiełkujących nasion jemioły.
Fałszem więc jest posądzanie jemioły, iż atakuje osłabione drzewa albo, że jej wzrost ilościowy wynika z klimatu i jego zmian. Zmiany klimatyczne dzieją się bardzo wolno,

Zmiennosc średniej rocznej temperatury w Warszawie w okresie 1779-2012
Zmiennosc średniej rocznej temperatury w Warszawie w okresie 1779-2012
Zmienność wieloletnich sum opadów w Warszawie
Zmienność wieloletnich sum opadów w Warszawie

czego dowody znajdują się w każdym obserwatorium meteorologicznym. Dla przykładu zamieszczam zmiany w temperaturze średniej w Polsce na przestrzeni ponad wieku (wzrost o 1,5 stopnia, a więc mamy trend a nie zjawisko nagłe) jak również zmiany w opadach (rosną nieznacznie). Z całą pewnością rozprzestrzenianie się jemioły ma związek z populacja ptaków. Lecz jestem pesymistą gdy idzie o teorie, że ptaki wybierają sobie do siadania drzewa osłabione i w złej kondycji. Czy ktoś to badał? A może korelował to jakiś ornitologiczny pasjonat – że akurat te wybierają do tego by na nich załatwić swoją potrzebę. Możemy z pewnością wskazać miejsca, gdzie ptaki lubią sobie przysiąść. Są to pojedyncze drzewa (czyż nie te biogrupy pozastawiane do rozpadu bliskie oszołomstwu tzw.: polskiej szkoły leśnej zafascynowanej tworzeniem i gromadzeniem martwego drewna) , drzewa na skraju, drzewa wzdłuż cieków.
Lecz wyjaśnijmy sobie rzecz do końca: same ptaki nie determinują rozprzestrzeniania się jemioły. By można było rozprzestrzeniać jemiołę to ta jemioła musi już być i owocować. Nawet milion paszkotów nie rozniesie nasion jemioły, gdy nie będzie jemioły. Gdy nie będzie jemioły płci żeńskiej: „Jemioła – to roślina dwupienna z jednopłciowymi kwiatami, niezdolna do samozapylenia.”- bo to żeńska płeć jest odpowiedzialna za tworzenie nibyjagód. Paszkoty nie umrą z powodu braku jemioły, gdyż chcąc nie chcąc znajdą sobie inne pożywienie (uprzedzam zatroskanie niektórych).
Sprawą druga: roznoszenie nasion jemioły odbywa się w okresie zimowym (wówczas jemioła utrzymuje na sobie owoce), gdy ptaków nie jest najwięcej. Sosna ma więc dużo szczęścia, że jemioła nie owocuje wiosną i latem, gdy ptaków jest zatrzęsienie. Lecz czy to słuszna uwaga? Zależy od ilości owocującej jemioły i apetytów ptaków. Owoce jemioły są wyjątkowym przysmakiem nie tylko dla ptaków. Więc zrobią wszystko, by nie przepuścić choć jednej nibyjagódce.

Zagęszczenie występowania jemioły na drzewie sosny zwyczajnej
Zagęszczenie występowania jemioły na drzewie sosny zwyczajnej

I właściwie mógłbym zakończyć, gdyby sosna nie miała właściciela. Ale tak nie jest. Raczej każda sosna ma właściciela. A największym właścicielem sosen w Polsce jest Skarb Państwa. Zdawałoby się, że powinien zrobić wszystko by las trwał w zdrowiu i dobrej kondycji.
Skarb Państwa odpowiada za stan sosny, gdyż decyduje to nie tylko o obrazie lasów, ale jest także zasadniczym elementem gospodarki leśnej i przemysłów drzewnych. Skarb Państwa tylko z pozoru jest anonimowy. Reprezentują go określone osoby: Minister Finansów, Premier i w końcu osoby, które wprost zostały wskazane na odpowiedzialnych za stan lasów: Minister

Jemioła na pniu sosny zwyczajnej
Jemioła na pniu sosny zwyczajnej
Jemioła na gałęziach sosny zwyczajnej
Jemioła na gałęziach sosny zwyczajnej

Środowiska i Dyrektor Generalny Lasów Państwowych. – Nie widzieli jemioły, nie reagowali na jej zgubny wpływ na sosnę? Może się nie znają? A może są też inne przyczyny?
Wcześniej było o ptakach, które nie odsądzając ich od inteligencji i wrodzonej mądrości, skupiają się na przeżyciu, trwaniu i przedłużaniu gatunku.
Teraz o człowieku, tym polskim i decydującym. O jego inteligencji i mądrości. Potrafi zbudować rakietę i polecieć nią na Księżyc – a więc potencjał umysłu ma. Czemu nie ścigał się z ptakiem by ratować sosnę, tym bardziej, że jak napisałem ptak by sobie poradził bez jemioły?
Rakieta jednak nie powstała w Polsce, natomiast w Polsce powstała teoria, że nie ma organizmów szkodliwych w lesie, że wszystkie są pożyteczne, więc nawet nie

Stan klęski - zagęszczenie jemioły w drzewostanie sosny zwyczajnej Nadleśnictwa Smardzewice
Stan klęski – zagęszczenie jemioły w drzewostanie sosny zwyczajnej Nadleśnictwa Smardzewice

zainteresował się jemiołą. Stworzono procedury uniemożliwiają reagowanie w sytuacjach kryzysowych. Pisząc o procedurach mam na uwadze procedury administracyjne, leśne jak i dobór ludzi. Nic się nie dzieje póki ten najwyższy specjalista-dyletant nie dostrzeże. W takich warunkach, trudno by ktoś coś widział i reagował akuratnie do okoliczności i zagrożenia. To są zasadnicze przyczyny rozprzestrzeniania się jemioły na sośnie (stara jodła w Górach Świętokrzyskich została stracona wcześniej) na niespotykaną nigdzie indziej w Europie skalę.

Indeterminizm
Jemioła (pasożyt) owocuje białymi nibyjagodami zawierającymi wewnątrz nasionko lub kilka nasionek. Ten owoc to wyjątkowy przysmak dla ptaków, które metodą konsumpcji roznoszą pasożyta na inne drzewa. Szkodliwość jemioły dla żywiciela jest jednoznaczna i niepodważalna. Osłabia drzewa, mogąc w perspektywie doprowadzić do ich śmierci, niszcząc ich możliwości przyrostowe i odporność. Równocześnie osłabia naturalne właściwości i jakość szyszek oraz nasion. Brak reakcji i dopuszczenie do nadzwyczajnego rozmnożenia się jemioły, mającego w wielu regionach kraju charakter klęski, to wynik wielu ludzkich zaniechań materialnych i niematerialnych. To przyrodnicze ignoranctwo czynione z pełną świadomością.
Polska dysponuje dość dużym zasobem leśnym, który nie jest wykorzystywany zgodnie z zasadami racjonalnej gospodarki, gdyż podlega Ustawie o lasach. Ustawa ta wyklucza

Jan Kosiorowski RDLP Kraków
Jan Kosiorowski RDLP Kraków

element ekonomiki („Na czym polega las – emocjonalny wykład Jana Kosiorowskiego”) oraz wyklucza związek Lasów Państwowych z państwem i suwerenem. Tym samym kondycja lasów stała się elementem marginalnym, podobnie jak stały się nimi: wielkość zasobów i możliwości produkcyjne. Te zaniechania otworzyły się na zupełnie nieprzewidywalne kierunki gospodarstwa leśnego w celu wykorzystania środków pobieranych od Skarbu Państwa i Suwerena na konsumpcję własną.
W takich okolicznościach nie może dziwić fakt iluzorycznej dbałości o stan lasu mającej odzwierciedlenie w przyjmowanych rozwiązaniach prawnych krajowych i międzynarodowych.
„W takich pięknych okolicznościach przyrody”, jak mawiał Sidorowski/Himilsbach („Rejs”), postęp jemioły ma związek z grubością pokrywy śnieżnej (armatek naśnieżających jednak nie kupują), wielkością opadów i globalnym ociepleniem. Ale nie z własnym zaniechaniem, brakiem kompetencji, wiedzy i dbałości o wspólne dobro. Wiedzy i nauki o lesie. Nieuki.

 

 

 

 

 

 

W takich okolicznościach będą monitorować, do czasu aż przedmiot monitorowania nie ulegnie kompletnej destrukcji, lub nawet i dzień dłużej.
Nie dziwi więc wiązanie „nagłego” pojawu jemioły z nagłym ociepleniem, brakiem pokrywy śnieżnej…
W takich okolicznościach monitorują stan zagrożenia od jemioły w okresie, gdy nie wytworzyła jeszcze owoców, a przecież to one przesądzają o możliwości rozprzestrzeniania się pasożyta. Chyba, że …. to jednak klimat. „Sorry, taki mamy… „– stwierdziła  już jakiś czas temu Elżbieta Bieńkowska,  co ochoczo podchwytują i dziś …
Okazuje się, że skala zniszczeń przekroczyła oczekiwania, że zaczyna ingerować w ograniczenie możliwości przetwórczych istniejącego jeszcze przemysłu. Więc dostrzeżenie problemu (absolutnie nie samoistne) i prosty przekaz – winny jest klimat (czy dysponujemy

Rok 1984 George Orwell - okładka ksiązki
Rok 1984 George Orwell – okładka książki, MuzaSA

już odpowiednio silną nauką w tej przestrzeni?). Czy Ministerstwo Prawdy (G.Orwell „Rok 1984”) zaczęło działania w kierunku zmiany definicji jemioły w istniejących w Polsce i na świecie encyklopediach? Bo wyraźnie encyklopedyści nie nadążają.
Póki co nie pojawiła się jeszcze teoria zdrady ze strony ptasiego świata (oczywiście wiadomej – ruskiej, proweniencji), a przecież ten element byłby bardziej zbliżony do naturalnych determinand, i być może bardziej zrozumiały.
Abstrahując od biologii, fizjologii jemioły nie będziemy dziś zgłębiać determinizmów i indeterminizmów umysłowych1.
W każdym razie katalog indetermizmów nie został wyczerpany.

 

determinizm – zajście każdego zdarzenia (zjawiska) jest wyznaczone jednoznacznie przez zdarzenie (zjawisko) poprzedzające je w czasie; stanowi zasadę wyjaśnienia prawidłowości i przewidywania zdarzeń (zjawisk) – z Encyklopedia PWN; m.in. to powszechne obowiązywanie praw natury w całej przyrodzie bez wyjątku, także w człowieku. Determinizm wyklucza przypadek jako zjawisko obiektywne (z Wikipedii);
indeterminizm – istnieją zjawiska niepodlegające prawom przyrody.

Przeczytaj:
Atak półpasożyta – czy koniec leśnika. Rzecz nie tylko o jemiole.
1  Samorództwo czy różnorodność ...

W sieci, na każdym kroku, ludzie mają możność zapoznać się z różnymi teoriami. Najczęściej przedstawiają rzecz tak jak ma to odbierać zwykły, przeciętny płatnik podatku. I najczęściej nie ma to wielkiego związku z faktami.
Od dawna ratuje Puszczę też Artur Hampel (np. tu) – przedstawiany jako leśnik (przepraszam, które leśnictwo, czy nadleśnictwo, jaka szkoła i kiedy) w kwestii sprawstwa tego, co obserwujemy na obszarze trzech nadleśnictw: Białowieża, Browsk, Hajnówka. Bez końca wskazuje na ekologistów.

O tym jakie są metody manipulacji, jakie są jej cele każdy może przeczytać w wolnej chwili. O tworzeniu sztucznych autorytetów oraz sprzedawcach myśli także. Materiałów w tej materii jest naprawdę dużo.

Przypominam dziś artykuł z jesieni 2015 roku, w którym zamieszczone są skany pierwszych dokumentów przesądzających o zniszczeniu ogromnego majątku Polaków w Puszczy Białowieskiej. Artykuł został opublikowany w okresie ostatnich dni rządów PO-PSL. Nie zmieniam nic w jego treści.
W przedstawionych dokumentach nie widać podpisów żadnego z okropnych ekologistów. Są za to podpisy „patriotów”, „szczerych katolików”, ludzi „wielkiego serca”, wielokrotnie odznaczanych, – słowem współczesnej polskiej „elity”.
Zapraszam do artykułu z 2015 roku.

Kiedy podpisano wyrok na PUSZCZĘ BIAŁOWIESKĄ – czy samorządy będą współpracować z Lasami

Nie dawno wpadł mi w oko tytuł na jednej z pierwszych stron Lasu Polskiego „DGLP – Ramię w ramię z samorządami” (Las Polski 9/2015 str. 7). Bardzo ciekawy pomysł. Lecz mój sceptycyzm zaraz zapytał: czy to nie świadczy o tym, że wcześniej Lasy działały wbrew interesom samorządów? Pomysł DGLP ustawienia na piedestale współpracy z samorządami wydaje mi się kapkę zerżnięty z Macieja Nowickiego. Jeśli nie wszyscy pamiętają, to przypomnę, że był taki minister środowiska (2007–10), który kupił (w załączeniu linki do źródeł) artykuł u redaktora Adama Wajraka w „Gazecie Wyborczej”. W opłaconym artykule-wywiadzie przyjął bez zmrużenia powieką słowa redaktora, szkalujące społeczność leśników w sprawie niszczenia Puszczy Białowieskiej, będąc samemu w „mundurze leśnika”. Porównanie działań „oświeconego” Ministra Środowiska do cara Mikołaja II, jako jedynych dbających o interes Puszczy to rzadko spotykane kuriozum.  Ten minister, z tytułem profesora, nie potrafił zrozumieć, że reprezentuje całą służbę leśną i organizację PGL LP, która w scentralizowanym kaftanie robi to, co on właśnie wymyśli. (Faktycznie to najczęściej wymyślał Adam Wajrak, a minister ochoczo za to płacił. Nawet pewnie nie rozumiał, że to nie on zainicjował, lecz uległ sztuczkom jednego z działów Agora SA).

 Jest marchewka, kij ukryty
Wymyślił on sposób na Puszczę. Na Białowieską. Obiecał samorządom 100 mln zł, potem 200, a w porywach nawet 300 mln. Za zgodę na poszerzenie obszaru parku narodowego. To miała być przysłowiowa marchewka. Straszaka w tym czasie jakoś nikt nie widział.

 Jak wiemy samorządy nie wyraziły zgody na marchewkę.

Podjęto próbę zmiany prawa, by pozbawić samorządy możliwości decydowania o ochronie środowiska na własnym terenie, by przekazać te prerogatywy na ręce urzędników szczebla centralnego, do których środowiska ekologiczne mają łatwiejszy dostęp i których byt nie jest związany z obszarem ich decyzyjności.  Dobitnym przykładem, choćby wskazany na wstępie artykuł Gazety Wyborczej, Adama Wajraka.  Jak pamiętamy, cały wysiłek w kierunku ograniczenia lichej wciąż samorządności w Polsce kierowany przez środowisko GW ugrzązł, a w końcu padł w Sejmie. (Rozpoczęto więc zbiórkę podpisów pod petycją, by w całej Polsce ograniczyć samorządność. I choć wielu skusił lep „ochrony Puszczy”, to zbrakło sił w Sejmie i projekt padł. )

Naturalnym więc było, że trwający od dziesiątek lat proces likwidacji Puszczy Białowieskiej musiał znaleźć inną drogę.

Swoją drogą to bardzo ciekawe doświadczenie – ludzie ochoczo zbierali podpisy pod niszczeniem demokracji i samorządności, skrywanej pod płaszczem walki o „ochronę Puszczy”. Lecz w dalszym ciągu nikt nie widział w tym jeszcze straszaka?!

Nie jest to jedyna zbiórka podpisów, w której z wyrachowaniem wykorzystywani są ludzie, często i leśnicy, by w gruncie rzeczy podpisywać się pod szkodliwymi petycjami. Warto się zastanowić, do czego zmierza ta ostatnia, „w sprawie lasów i polskiej ziemi”. Czy rzeczywiście idzie o ochronę lasów (Lasów)? A może o to, by je ochronić dla jakiegoś konkretnego celu?

Warto przypomnieć, tym co pamiętają tylko na dwa dni do tyłu, że stowarzyszenia ekologiczne i bojowcy „ekologistyczni” wspierani tytułami naukowymi przez 25 lat nie umieli przekonać miejscowych i złożonych z nich przedstawicieli samorządów do swych racji. Może mówią innym językiem? A może przedstawiane miejscowym społecznościom prawidła nie wydają się prostym chłopom wiele warte?

Gdzie się skrył straszak. Gdzie był kij schowany, skoro marchewkę ślepy by dostrzegł? Czy nikt nie widział straszaka?

Pamięć jest mocna, ale krótka. Sięga na dwa dni do tyłu – mawiano u Sowy o własnych rodakach. Czy bardzo się mylono?

 Współdziałanie, w cudzysłowie

W 1997 r. miało miejsce kilka spotkań, konferencji, zjazdów i „zajazdów”. Kogóż wówczas nie było, któż w nich nie uczestniczył. Prof. Ludwik Tomiałojć wspomina: przy okazji Kongresu Leśników Polskich oraz podczas wspólnych konferencji z leśnikami, zorganizowanych przy współudziale Komitetu Ochrony Przyrody PAN. Były to spotkania w Zielonce pod Poznaniem, w Sękocinie pod Warszawą i w Białowieży. Efektem konferencji sękocińskiej było nawet wspólne z Komitetem Nauk Leśnych PAN* podpisanie uchwały (1998) mówiącej ni mniej ni więcej, że docelowo cała Puszcza Białowieska zasługuje na to, by stać się parkiem narodowym… („Dzikie Życie”, nr 9/2011 ).

W tym czasie ministrami środowiska byli m.in. Stanisław Żelichowski z PSL (X 1993– X 1997) oraz Jan Szyszko z AWS (X 1997 – X 1999)- dziś PiS. Natomiast dyrektorami generalnymi LP Janusz Dawidziuk i Konrad Tomaszewski.

W roku, kiedy podpisano uchwałę, o której wspomina prof. Tomiałojć podjęte zostały także praktyczne działania: dyrektor generalny LP dr Konrad Tomaszewski wydał zarządzenie nr 48/1998 zakazujące pozyskania na terenie Puszczy Białowieskiej drzew i drzewostanów powyżej 100 lat.

 

 

 

 

Każdy leśnik ma świadomość, że wiek rębności większości gatunków drzew wynosi powyżej 100 lat. Decyzja ta idąca w kierunku praktycznego ideologizowania dębu nie wiele miała związku z nauką i praktyką, nie tylko w zakresie leśnictwa. Tym samym zarządzenie doktora nauk leśnych i Dyrektora Generalnego zamykało istnienie leśnictwa na terenie trzech nadleśnictw Puszczańskich do perspektywy wieku stu lat występujących tam drzewostanów. Po tym terminie gospodarka leśna na tym obszarze straciła by rację bytu. Z pewnością wpływ na tą decyzję miały konferencje i spotkania oraz decyzje

prof Jan Szyszko Minister Środowiska
prof Jan Szyszko Minister Środowiska

Ministerstwa Środowiska, w czasie gdy ministrem tego resortu był profesor nauk leśnych.

Czy te działania były konsultowane ze społeczeństwem. Czy były konsultowane z samorządami?

Organ centralny nie zwykł czegokolwiek konsultować, gdy mu się wydaje, że najlepiej jest tak, jak mu się wydaje. Samorządy mają więc doświadczenie ze współpracą z Dyrekcją Generalną Lasów Państwowych i Ministerstwem Środowiska.

Decyzja MŚ, Cz. Śleziaka (SLD) z 2003 roku, str.1
Decyzja MŚ, Cz. Śleziaka (SLD) z 2003 roku, str.1
Decyzja MŚ, Cz. Śleziaka (SLD) z 2003 roku, str.2
Decyzja MŚ, Cz. Śleziaka (SLD) z 2003 roku, str.2

Czy pamiętają?
Czy pamiętają Ministra Czesława Śleziaka (SLD), który prawem „polskiej demokracji” zmienił opracowane Plany Urządzania Lasu nadleśnictw puszczańskich wklejając weń w 2003 roku własne koncepta, które zmieniły diametralnie stan i sposób działania zaplanowane w operatach?
Kilka lat temu ponowiono „współpracę” z samorządami.

Szczebel centralny, szczebel lokalny
Tajemnicą poliszynela jest, że plany urządzania lasu obejmujące trzy puszczańskie nadleśnictwa, zredukowały prace gospodarcze i etaty cięć do 10–15% możliwości produkcyjnych środowiska leśnego. Redukcja pozyskania na żyznych obszarach puszczańskiego lasu doprowadziła do tego, że miejscowa ludność została pozbawiona możliwości zaopatrzenia się w drewno opałowe.

Operaty zostały sporządzone przez Biuro Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej, którego dyrektorem pozostaje doktor nauk leśnych Janusz Dawidziuk i zatwierdzone w 2012 r. przez ówczesnego podsekretarza stanu i głównego konserwatora przyrody Janusza Zaleskiego, leśnika, dziś (artykuł powstawał czerwiec-sierpień 2015) zastępcę dyrektora generalnego LP, w czasie obejmowania urzędu Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych przez Adama Wasiaka i kierowania Regionalną Dyrekcją Lasów Państwowych w Białymstoku przez Ryszarda Ziemblickiego. Jaka była droga do zaistnienia tych operatów, Panie dyrektorze Januszu Zaleski?

Czy to jedyny straszak, Panie Dyrektorze Generalny, Panie Ministrze? Czy jest coś pod ręką, gdyby samorządy znów nie garnęły się do współpracy?

Gdy dziś czytamy, że DGLP chce współpracować ramię w ramię z samorządami, to przytoczone przykłady uczą, że nie jest to możliwe. Że interes samorządów jest zgoła inny niż interes lobbystów, którzy jakkolwiek nie mają czego szukać w samorządach, to w urzędach centralnych załatwiają co i jak chcą.

Nadleśnictwa potrafią współpracować z samorządami, a przykłady tej współpracy zostały wymienione w artykule. Ale nie będą współpracować z samorządami Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych i Regionalne Dyrekcje Lasów Państwowych. To nie dla nich, te jednostki mają inne zadania. Ważniejsze.

One mogą współpracować np. z FSC.
Zakaz wycinki 100 letnich drzew? – DGLP uprzejmie służy.
Likwidacja gospodarki leśnej? – ależ oczywiście, rozumiemy, zadziałamy tak, jak trzeba.
Natura 2000? – jak najbardziej! Mało tego – stworzymy „wzorzec” dla całego cywilizowanego świata.
Bobrowniczowie? – ależ oczywiście. Pytanie tylko – jeden czy dwu na terenie nadleśnictwa?

Tak wyglądają przykłady centralnej współpracy z samorządami i wizja ich rozwoju.

 Paciorki dla autochtona
Struktura organizacji LP, jako głęboko scentralizowana nie przystaje do dzisiejszych czasów (pisałem o tym kilka lat temu: „LP „ 3/2011 oraz „LP” 7/2012). Jest szkodliwa dla kraju, jego mieszkańców i państwa, ponieważ decyzje centralne nie uwzględniają potrzeb ludzi a łatwo się otwierają na różnego rodzaju lobby, ideologiczne i polityczne. Mam nadzieję, że wystarczająco wyraźnie dowiodłem, że inicjatywy centralne mające służyć samorządom – jak ta w sprawie wsparcia samorządów puszczańskich – odbywają się na zasadzie medialnej marchewki, ale oferowanej dopiero po tym, jak wcześniej samorządom przetrącono kręgosłup. Przetrąciły go decyzje nie nadleśnictw i leśników, lecz Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych  i Ministra Środowiska.

Dla tych centralnych urzędów nie liczy się mieszkaniec gminy, autochton czy „nasz rodzimy Indianin” spod Białowieży. Bardziej istotny jest warszawski lub wrocławski lobbysta, który niszcząc miejscowych, zaprowadzi własne, miejskie wyobrażenie o Puszczy i stworzy świat zgodny z jego własną wizją. Co nie jest z nią zgodne, należy zniszczyć: przesiedlić „Indian do rezerwatów”, reedukować (czytaj: indoktrynować) lub pozbawić ich możliwości opału. Wtedy będą skłonniejsi do ustępstw. Pod ręką zawsze jest „flaszka wody ognistej”, czy szklane paciorki, które w warunkach puszczańskich przybierają różnorakie postaci….

Moim zdaniem tak hołubiona Ustawa o lasach (1991) wzmogła, w stosunku do minionego okresu, centralizm i polityczne zależności. Powoduje to, że kontakty z ludnością miejscową są ograniczone, a z samorządami jedynie kurtuazyjne. Centralne wspomaganie określonych regionów ma wymiar okazjonalny i celowy, co nie buduje w rzeczy samej żadnych istotnych i trwałych relacji.

Wspominanie o rzeszy zatrudnionych (DGLP szczyci się, jakąż to pokaźną liczbę miejsc pracy generuje leśnictwo), gdy realny potencjał i zasoby będące w gestii nadleśniczych nie mogą być w pełni wykorzystane, to szczyt hipokryzji.

Incydenty
Z pewnością jest wiele przykładów, gdy zaangażowanie nadleśnictw wiąże i wspomaga lokalny byt. Lecz ma to związek wyłącznie z dobrą wolą i chęciami. Dobrze, gdy są one spójne z interesem lokalnym. Cóż jednak, gdy nie mają z nimi związku lub nawet są sprzeczne?

Brak powiązania strukturalnego i podatkowego z gminami nie stworzy trwałych relacji. Nie można bowiem nazwać nimi obietnic zasilenia samorządów puszczańskich inwestycjami, o których ostatecznie przesądzają Lasy. Przecież one nie tak dawno pokazały kij. Mało tego – nie tylko pokazały, ale przetrąciły nim kręgosłup wiejskiej ludności, która od wieków była związana z miejscowymi leśnikami. Czy w ten sposób można cokolwiek trwałego zbudować, Panowie i Panie DGLP i MŚ?

Dziś mamy do czynienia ze współpracą okazjonalną, a nie z trwałymi związkami budującymi wspólną przyszłość. Mnie to przypomina dawne akcje sadzenia lasu (po to by dziś w połowie zgnił!), albo bardziej współczesne, wspólne grillowanie.

 

Czy można kupić artykuł w „Gazecie Wyborczej”?  – http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/184257,Czy-mozna-kupic-artykul-w-Gazecie-Wyborczej-

Sympatie i antypatie Wajraka –    http://www.newsweek.pl/sympatie-i-antypatie-wajraka,54806,1,1.html
Gazeta Wyborcza, czyli kup sobie artykuł  –   http://www.wiadomosci24.pl/artykul/gazeta_wyborcza_czyli_kup_sobie_artykul_128338.html

 Nie znajdziemy już na stronach Nadleśnictw: Białowieża, Browsk, Hajnówka pełnej informacji na temat manipulacji jakich dokonywał Wiceminister Środowiska Janusz Zaleski w kwestii Planów Urządzania Lasu dla tych Nadleśnictw. Byłem przekonany, że tak się stanie i dlatego pozwoliłem sobie wcześniej zapisać je na swoim dysku i na dysku Google. Można się z nimi zapoznać tu: https://drive.google.com/folderview?id=0B44ChPZQfK22eFg1cG1YMm1iM1E&usp=sharing

Mam nadzieję, że zainteresowanie tym przejawi w końcu i Prokuratura, bo straty materialne są konkretne.

Artykuł ukazał się pierwotnie na łamach Lasu Polskiego 18/2015 (16-30.09.2015), pt.: „Samorządy a współpraca z Lasami”


Fragment ulotki wydanej przez DGLP. Ostatnie 30 lat doprowadziły Puszczę do stanu jak na 2 obrazie, lecz niewiele z tym wspólnego maja leśnicy.
Fragment ulotki wydanej przez DGLP. Ostatnie 30 lat doprowadziły Puszczę do stanu jak na 2 obrazie, lecz niewiele z tym wspólnego mają leśnicy.

W grudniu tegoż 2015 roku artykuł został zamieszczony w sieci, m.in tu: ekologia.pl
*Komitetet Nauk Leśnych PAN – zawiadywany przez prof. Andrzeja Grzywacza; dziś już nie istniejący Komitet, został zlikwidowany wraz z odejściem profesora na zasłużony wypoczynek.
*„nasz rodzimy Indianin” spod Białowieży – określenie użyte po raz pierwszy publicznie przez autora kilka lat wcześniej, wykorzystywane później nagminnie, mam nadzieję że pozwala uświadamiać szerszej rzeszy ludzi, krzywdę jaka się dzieje w Puszczy i regionach, gdzie żyją jeszcze ludzie w zgodzie z naturą i z natury, którzy przeszkadzają miastowym i innym obcym w pseudohumanizowaniu środowiska i zawłaszczaniu go dla ideologicznego chciejstwa.
W artykule A.Hampla  (Puszcza Białowieska? Ludzie dali się ogłupić…” – w którym ogłupia autor, zapisałem wersję z dnia 6.08.2019 20.30) wskazywanych jest wiele nieprawdziwych danych. O zniszczeniu lasu przesądziły decyzje urzędników państwowych. A straty w surowcu były wskazywane przez Ministra Szyszko w Sejmie w 2015 roku w wielkości ok. 3,5 miliona metrów sześciennych natomiast po 3 latach rządów PiS inwentaryzacja wskazywała już na 7,5 miliona metrów sześciennych. Dodając do tego ok. 1-1,5 miliona metrów drewna niezainwentaryzowanego (bo się w międzyczasie rozpadło) daję masę ok. 9 milionów metrów sześciennych surowca. Wartość tego surowca to ok. 3 miliardów złotych. Całkowita wartość strat dla Polski i Polaków  może dochodzić kilkunastu-kilkudziesięciu miliardów złotych. Straty niematerialne są trudne do oszacowania, ale zwykle są wyższe od strat materialnych.

Decyzja 48/1998 DGLP