Tag

Ministerstwo Środowiska

Browsing

Ten tytuł zaczerpnięty z ballady Jana Krzysztofa Kelusa dedykuję dyżurnemu redaktorowi DGLP Eugeniuszowi Pudlisowi. Choć może należałoby na pierwszym miejscu wskazać Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych?

Eugeniusz Pudlis na Fb
Eugeniusz Pudlis na Facebook

To wspaniałe, że kontynuuje, a może wieńczy dziennikarską karierę na łamach Lasu Polskiego, odpowiadając na oczekiwania aktualnego Dyrektora. Doktora nauk leśnych Andrzeja Koniecznego. Doktora polskiej szkoły leśnej. Czy leśnictwo straciło byt (?), gdy pojawiła się polska szkoła leśna?
Niektórzy wciąż jeszcze tkwią w fantazji „modrzewia polskiego”. I wyznaczają nowe kierunki…
Służba nie drużba…
Czyżby?

Strona tytułowa wywiadu E.Pudlis - A.Konieczny
Strona tytułowa wywiadu E.Pudlis – A.Konieczny

Służba krajowi, własnemu państwu jeszcze nigdy nie była takim kabaretem jakim stała się dziś. Ustami pełnymi patriotycznych frazesów, z powiewającą dumnie flagą narodową i Najjaśniejszą Panienką w tle. Lecz wystarczy pojechać 200 kilometrów od Warszawy by przekonać się komu w rzeczywistości to służy. Komu, Panie Eugeniuszu Pudlis, Panie Andrzeju Konieczny? Komu służy brukanie narodowych świętości? Chyba nie sugeruje Pan, że Najjaśniejsza Panienka wspomaga zniszczenie leśnych zasobów Polski i Polaków? Puszczy? Wskazywałbym raczej na chwilowe (jestem przekonany) zwycięstwo złego.

Pytania, których nie zadam…
Te żałosne wywiady snute przez dyżurnych redaktorów DGLP na łamach Głosu Lasu, a dziś na łamach Lasu Polskiego (co wydaje się oznaczać koniec niezależności dwutygodnika).
Eugeniusz Pudlis jest/był etatowym dziennikarzem DGLP- Głosu Lasu. Wygląda więc na to, że DGLP – dziś to Andrzej Konieczny, zrobił wywiad z samym sobą. Mamy bowiem wywiad a nie artykuł sponsorowany, czyli reklamę.
Czy warto to komentować?

Zniszczony drzewostan świerkowy w Nadleśnictwie
Zniszczony drzewostan świerkowy w Nadleśnictwie Białowieża

Pytania których nie zadam …
Nie warto zajmować się słowami i treścią. Warto pojechać do Puszczy.
Koncern medialny DGLP jest bliski osiągnięcia celu. Będzie przedstawiał jeden obraz, bo to oznacza zjednoczenie? I siłę?

Pytania których nie zadam….
Sen o potędze dyktatury ciemniaków (za Stefanem Kisielewskim). Bo … bo wystarczy pojechać do lasu w Nadleśnictwie Białowieża.

Pytania, których nie zadam …

Końcowy fragment wypowiedzi DGLP A.Koniecznego
Końcowy fragment wypowiedzi DGLP A.Koniecznego

4 miliony metrów sześciennych zniszczonego lasu. Miliardy (dziesiątki a może i setki- nie w cenie surowca, lecz w wielokrotnie obróconym kapitale, bo tak należy patrzeć na państwo i jego gospodarkę) złotych strat dla Polaków. Czy to jest etap biblijnego dabar – Panie Dyrektorze, czy też ma Pan trudności z postrzeganiem etapów („Dialog zaczyna się od słów. Pierwsze słowo w Piśmie Świętym to dabar, słowo.” – wskazuje nam po 30 latach czynienia zniszczeń A.Konieczny- DGLP)
Dyrektor Andrzej Konieczny proponuje … trzy ścieżki dialogu.
Jakieś pytania? Panie Eugeniuszu Pudlis… Nie mam pytań do Dyrektora Koniecznego. Czy to dobra zmiana – zniszczenia, w które się zamieniły czcze obietnice wyborcze. Bo rodzina, bo znajomi, bo nepotyzm. Polska szkoła leśna pod narodowym sztandarem i Orłem Białym.

Cenzura nie istnieje
w firmie OIKIS – z oburzeniem tnie Jacek Kłudka, na prywatne zapytanie, wskazując drzwi.

„Jeśli nie wszyscy pamiętają, to przypomnę, że był taki minister środowiska Maciej Nowicki  (2007–10), który kupił (linki do źródeł przy artykule poniżej) artykuł u redaktora Adama Wajraka w „Gazecie Wyborczej”. W opłaconym artykule-wywiadzie przyjął bez zmrużenia powieką słowa redaktora, szkalujące społeczność leśników w sprawie niszczenia Puszczy Białowieskiej, będąc samemu w „mundurze leśnika”. Porównanie działań „oświeconego” Ministra Środowiska do działań cara Mikołaja II, jako jedynych dbających o interes Puszczy to rzadko spotykane kuriozum, ale częste na łamach Gazety Wyborczej. Ten minister, z tytułem profesora, nie potrafił zrozumieć, że reprezentuje całą służbę leśną i organizację PGL LP, która w scentralizowanym kaftanie robi to, co on właśnie wymyśli. (Faktycznie to najczęściej wymyślał Adam Wajrak, a może działacze ze Świebodzina?), a minister ochoczo za to płacił. Nawet pewnie nie rozumiał, że to nie on zainicjował, lecz uległ sztuczkom jednego z działów Agora SA – czy tu się sprawa kończy, czy zaczyna).”
– Pisałem na łamach Lasu Polskiego jeszcze we wrześniu 2015 (LP 18/2015 „Samorządy a współpraca z Lasami – kiedy podpisano wyrok na Puszczę Białowieską”).

Metryczka wydawnictwa wydającego Las Polski
Metryczka wydawnictwa wydającego Las Polski

Trzy lata później pisałem w prywatnym liście do właściciela Lasu Polskiego:
„Zdaję sobie sprawę, że Konstytucyjna gwarancja braku cenzury jest w istocie pustym słowem. Zapis powstawał w okresie przesilenia po rozpadzie struktur PRL, i miał związek z cenzurą typu administracyjnego (gdy niemal cała nasza rzeczywistość, łącznie z mediami była w gestii państwa). Dziś brak Urzędu ds. Kontroli Publikacji etc nie oznacza, że cenzura nie istnieje. Abstrahując od autocenzury (w sumie najbardziej wyniszczającej wolność i niezależność) istnieje cenzura wydawnicza i właścicielska, która nie leży w obszarze zainteresowania dzisiejszego Państwa. Nie leży – to jest mało powiedziane. Jest wykorzystywana z pełną premedytacją przez Państwo na wielu obszarach jego funkcjonowania. Świadomy tego – byłem przekonany, że marginesy wolności są dostępne w niszowych wydawnictwach. Takim jest przecież Las Polski (i ze względu na nakład i ze względu na skalę oddziaływania społecznego).”

Właściciel w „obronie” wolności prasy i … owocnej współpracy z ( …. )  uciął w odpowiedzi krótko: „Wystosowanie tak poważnego zarzutu, jak cenzurowanie musi spowodować jednoznaczną decyzję o niepublikowaniu w przyszłości na łamach ,,Lasu Polskiego” żadnego Pana tekstu.”

fragment ...
fragment …

 

Pytania których nie zadam ….
Czy ta droga może coś stworzyć?
Czy koncern prasowo-medialny tworzony przez LP służy budowaniu czegokolwiek prócz propagandy zasadności własnego istnienia. Istnienia na zasadach ułożonych na przełomie 1989/1990. I własnych „sukcesów”. To kolejna odsłona „najlepszej na świecie” Ustawy o lasach, powstałej w oparach magdalenkowego rozbioru.

Konstytucja a cenzura
Konstytucja a cenzura

 

PS
Publikowanie tego tekstu wymagało ode mnie podjęcia bardzo ważnej decyzji mającej związek przede wszystkim z dotychczasowa rolą i znaczeniem Lasu Polskiego, i odbieraną przeze mnie jednoznacznie tragedią tego medium. Nie jest jednak moim zadaniem wskazywanie właścicielowi możliwości rozwoju i drogi. W dzisiejszym świecie szybko zmieniających się realiów i sposobów prezentowania treści, brak działań dostosowawczych powoduje, że samodzielność wielu redakcji okazuje się iluzoryczna i staje się łatwym łupem.
Mam jednak nadzieje, że nie jest to nekrolog, gdyż to nie jedyna i nie zasadnicza przyczyna. Tą postrzegam w DGLP i w jej bezwzględnym wykorzystywaniu swojej pozycji. Te działania mogą skanalizować i unieszkodliwić krytykę i podtrzymać jej dychawiczny byt? Historia uczy, że rzeczy mają się na koniec inaczej. Lecz do końca jeszcze wiele można …

PS PS
Podobnie jak Stanisław Remuszko, próbowałem zainteresować kwestią organy które są powołane lub czuja się odpowiedzialne za stan mediów w RP. Nieskutecznie, choć mamy przecież rządy Dobrej Zmiany.
                                                                                                                             Robert Grzeszczyk

 

Jan Krzysztof Kelus – „Pytania których nie zadam” – https://youtu.be/e1JHsAoCM9I
Eugeniusz Pudlis – https://www.linkedin.com/in/eugeniusz-pudlis-583a71a3/
„Kiedy podpisano wyrok na puszczę Białowieską – czy samorządy będą współpracować z Lasami” – http://robertg.blog.ekologia.pl/kiedy-podpisano-wyrok-na-puszcze-bialowieska,2041
DGLP – Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych
MŚ – Ministerstwo Środowiska
PGL LP – Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe
Stanisław Remuszko –

St. Remuszko - Gazeta Wyborcza. Początki i okolice-kalejdoskop.
St. Remuszko – Gazeta Wyborcza. Początki i okolice-kalejdoskop.

 

 

Kornik drukarz (łac.: Ips typographus) to niewielki (4-5,5 mm długości) owad – chrząszcz. Powszechnie uważany jest za szkodnika lasu, dla ekologów natomiast jest to organizm kluczowy lasu (Jerzy M. Gutowski – IBL).

Oto kornik

Kornik drukarz
Kornik drukarz – wygląd Ips typographus

Tak prezentuje się dojrzały owad. Pokryty rdzawymi włoskami, skupionej budowy umożliwiającej łatwe przemieszczanie w chodnikach pod korą świerków. Okrywy chitynowe są zakończone 4 powycinanymi ząbkami. Skrzydełka są dłuższe od ich chitynowych okryw.
Lot kornika jest ciężki i krótki – najwyżej kilkusetmetrowy. To musi wystarczyć by mógł on znaleźć świerk i na nim osiąść. Po przezimowaniu (często w ściółce) i krótkim locie samiec wgryza się w korę drążąc kanał wejściowy i głębiej – już w drewnie komorę godową. Obserwujemy wtedy na zewnątrz drobne trocinki.
W połowie kwietnia, nadchodzi czas odbycia lotu godowego samców. Trwa on ok. 2-4 tygodni, w zależności od warunków pogodowych: chłód i wilgoć przesuwają oraz wydłużają gody. Samce zwabiają do komory godowej od dwóch do czterech samic. Wabienie odbywa się za pomocą specjalnego zapachu.
Powstaje rodzina kornika

Tajemnicze ślady? To żer kornika. Owady leśne- A. Brauns, PWRiL 1975
Tajemnicze ślady? To żer kornika. Owady leśne- A. Brauns, PWRiL 1975

Gdy pojawią się samice dochodzi do kopulacji, która jest kilkakrotnie powtarzana.
Po kopulacji samice wygryzają w łyku w górę i dół (wzdłuż osi drzewa) chodniki macierzyste długości od 5 do 15 cm. By zapewnić właściwy komfort dzieciom, mama kornikowa wykonuje w chodniku kanały wentylacyjne – prowadzące na zewnątrz. Trocinki z chodnika macierzystego są usuwane na zewnątrz głównie przez małżonka.
W trakcie powstawania chodnika macierzystego dochodzi jeszcze wielokrotnie do kopulacji. Zapłodnione jaja są składane w niszach chodnika macierzystego i przykrywane trocinkami. Dojrzewają od 1 do 3 tygodni. Wyklute z nich larwy drążą chodniki larwalne prostopadle do chodnika macierzystego. Mają one długość od 4 do 6 cm. Chodniki larwalne rozszerzają się w miarę oddalania od chodnika macierzystego, co wynika ze wzrostu larw, które je wykonują.
Chodnik larwalny kończy się kolebką w której następuje kolejna faza rozwoju owada: faza poczwarki (1-2 tygodnia) i przeobrażenia w młodego chrząszcza (2-4 tygodnie). Cały proces trwa ok. 2 miesięcy. Po tym czasie młode korniki (20-100 sztuk) wygryzają otwory wylotowe oraz opuszczają dotychczasowe żerowisko.

Naucz się żeru kornika drukarza. Milan Zubrik, Forest Research Institute - Slovakia, Slovak Republic i autor
Naucz się żeru kornika drukarza. Milan Zubrik, Forest Research Institute – Slovakia, Slovak Republic i autor

Mało nas do bawienia dzieci
W tym czasie stare korniki odbywają żer regeneracyjny (w kształcie jelenich rogów) oraz zakładają nowe żerowiska, w których kluje się nowa tzw. generacja siostrzana. Już nie tak liczebna. W sprzyjających okolicznościach samiec z samicą mogą dać początek nawet dwóm generacjom siostrzanym. Młode (pierwszej generacji) już w lipcu odbywają lot godowy i tworzą kolejne pokolenie. W sprzyjających warunkach (ciepła i sucha pogoda) mogą obok siebie zaistnieć 2 generacje normalne i 2 siostrzane. I choć sam robaczek jest bardzo nieduży to jego liczni kuzyni, bracia i siostrzyczki powodują, że ma ogromne znaczenie gospodarcze.

Jestem szkodnik: nazywam się kornik

To nam zostaje ...
To nam zostaje …

Ten niewielki owad, szkodnik lasu lub dla ekologów organizm kluczowy lasu jest powodem wielu problemów w drzewostanach świerkowych i z udziałem świerka. Wszędzie uznaje się go za szkodnika wtórnego. Oznacza to, że wkracza do lasu z zachwianą lub rozchwianą równowagą, osłabionego lub porażanego przez szkodniki pierwotne. Nie mniej w przypadkach masowego wystąpienia staje się szkodnikiem pierwotnym i ostatecznym.
Coraz częściej obserwuje się zasiedlanie przez kornika innych gatunków – sosny. Przestaje też być kornik typowym szkodnikiem wtórnym. Nie zważając na stan swojego żywiciela staje się tym samym szkodnikiem pierwotnym.

Świerki opanowane i zabite przez kornika. Pogorzelce k. Białowieży
Świerki opanowane i zabite przez kornika. Pogorzelce k. Białowieży, fot. autor

Pojawiające się gradacje – czyli zwiększona ilość szkodnika oraz jego wzmożona szkodliwość na znacznym obszarze wynika z pożerania kambium – części przewodzącej w drzewie, znajdującej się między korą a drewnem. Innymi słowy pożerane jest tak zwane łyko. Zniszczenie łyka to zniszczenie szlaków transportowych między koroną a korzeniami w drzewie. Drzewa stają się osłabione i z czasem – szybciej lub wolniej usychają. Odpada z nich kora a drzewa umierają.
Ostatnimi czasy inaczej patrzy się na tego owada. Jak wspomniałem wyżej zaczyna być uważany za organizm kluczowy w lesie, przyczyniając się do obrotu materii (jeśli zabija drzewo to wprowadza jego masę jako pokarm dla innych gatunków i organizmów fauny i flory). Oczywiście gdy zabije wszystkie świerki i „sprowadzi je już do parteru” sam też straci szansę na dalsze życie. Nie przetrwają setki innych organizmów związanych ze świerkiem. Nastąpi zubożenie bioróżnorodności gatunkowej. Las zubożeje dla wszystkich.
Stan polskich lasów, w których świerk jest w znaczącym udziale (na obszarze Puszczy Białowieskiej ok. 30%, w niektórych regionach górskich niemal 100%), zależy między innymi od ilości występującego kornika. W drzewostanach gospodarczych las jest pielęgnowany i chroniony w potocznym rozumieniu tego słowa. Las – jako zdrowy drzewostan będący podstawą efektywnej gospodarki leśnej, we właściwej dla wypoczynku i rekreacji kondycji. Dla produkcji tlenu. Zaprzestanie walki ze szkodnikami drzewostanu prowadzi do zamierania. Las staje się niebezpieczny, niesie o wiele więcej zagrożeń dla człowieka, traci wielu z użytecznych mu funkcji. Jego różnorodność pod każdym względem spada.

Jestem organizm kluczowy lasu: nazywam się kornik

Karkonoski PN
Karkonoski PN, fot. autor

Inaczej widzą sprawę ekolodzy: są zdania, że przyroda jest zawsze, nawet jeśli padło ostatnie drzewo. Przyroda dokonuje się wtedy na jego trupie: bo na trupie też spotykamy żywe organizmy.
Przedstawiają więc społeczeństwu jedyną możliwą według nich alternatywę: nic nie robić – monitorować. Ten kierunek myślenia staje się obowiązujący w państwie.
Są przypadki wykluczania ludzi, przedstawiających inne – odrębne poglądy.
W przeobrażanym od kilkuset lat środowisku, są zdecydowanie inne warunki niż w lesie pierwotnym, w którym równowaga jest stabilna a do jej zachwiania dochodzi niemal wyłącznie w wyniku naturalnych kataklizmów.

Kornik w lesie a kornik w rezerwacie
Współcześnie ta równowaga jest permanentnie zakłócona. Innymi słowy jest utrzymywana sztucznie na poziomie pozwalającym zachować maksymalnie bogate środowisko oraz korzyści z tego wynikające. Korzyści dla naszej cywilizacji i żyjącego w niej człowieka.
Zmienione środowisko nie może pozostać bez opieki i zostać tym samym skazane na szybką zagładę. Zaprzestanie wszelkich działań prowadzi do radykalnych zmian w szacie roślinnej i zwierzęcej. Zmian niekorzystnych, rujnujących jej zasoby i tak propagowaną bioróżnorodność. Powstanie bowiem twór dostosowany do aktualnych warunków środowiska – środowiska nienaturalnego, bo od wieków zniekształconego przez człowieka i jego cywilizację.

Bayerischer wald kahlgefressen
Bayerischer wald kahlgefressen

Istniejące rezerwaty ścisłe są przykładem w jakim kierunku następuje przeobrażenie środowiska bez ingerencji człowieka. Wspaniała, zróżnicowana Puszcza Białowieska zmienia się w jednorodną grabinę lub gaj leszczynowy o mocno zubożonej szacie roślinnej i zwierzęcej. Być może w ciągu kolejnych kilkuset lat stan ten ulegnie kolejnym przeobrażeniom, pojawią się znów dąb, świerk, olcha, jesion… Być może?
Czy jednak w imię uznania kornika za organizm kluczowy możemy doprowadzać do takich zniszczeń? Mając świadomość, że gospodarka ludzka przez ostatnie 200-300 lat przeobrażała zbiorowiska leśne, często w związku z maksymalizacją zysku, ale w zgodzie z zasadami, które miały na celu utrzymać te zbiorowiska i ich potencjał a nawet w pewnym zakresie go zwiększać, nie można radykalnie zmieniać zasad i wprowadzać nowego ładu. W ich wyniku ginie również sam kornik – wraz z ostatnim padłym świerkiem.
Piszę o tym, gdyż nagle (w ciągu ostatnich kilkunastu lat) działania mające na celu ochronę kornika, nie bacząc na inne składniki środowiska leśnego, przekraczają granice rezerwatów ścisłych i parków narodowych. Szereg działań podejmowanych przez administracje rządową pod wpływem lobby ekologicznego jest jednostronnie ukierunkowanych na nic nie robienie. Niestety, tak jak napisałem, nie powoduje to wcale wzrostu bioróżnorodności o którą walczą ekolodzy, lecz doprowadzają do sytuacji odwrotnej. Do zubożenia naszych przyrodniczych zasobów.
Odbywa się to również kosztem społeczeństwa i dostępności lasów. Odbywa się to kosztem naszego narodowego dobra. Następują ogromne straty gospodarcze. Społeczeństwo jest mamione przez media grabieżczą gospodarką w lasach. Nie spotyka się prezentacji innego stanowiska. Wszelkie działania w kierunku ratowania lasu określane są jako jego niszczenie a dopuszczanie do jego zaniku i rozpadu jako działania ekologiczne i dobroczynne w skutkach – bo popierające przysłowiowego już kornika.
Wciąż trwa batalia o trwałość Puszczy Białowieskiej. Na wielu jej fragmentach (również po stronie białoruskiej) nie ma już lasu. Lasu takiego jaki znamy. Jest za to mnóstwo niedostępnych terenów zawalonych umarłymi drzewami, porastających jedynie leszczyną.
Niewłaściwa, pod wpływem ekologicznego lobby gospodarka w lesie dopuszcza się wielu nieprawidłowości – na efekty nie trzeba długo czekać: umierają świerczyny Beskidu Śląskiego. Umiera populacja beskidzkiego kornika.
Wszelkie działania w kierunku wzbogacania środowiska przyrodniczego, tam gdzie jest to możliwe, mogą się odbywać bardzo powoli. Las to nie tylko drzewostan. To również gleba i klimat – podstawowe kryteria jego rozwoju i bytu. Las wpływa na glebę i odwrotnie, gleba oddziaływa na stan lasu i jego obraz. Nie odbywa się to szybko. Zmiany są bardzo, bardzo wolne.

Ochrona bierna, czyli masło maślane
W krótkim czasie możliwe jest jedynie doprowadzenie do zubożenia środowiska glebowego i lasu. Radykalne działania ekologiczne zmierzają prosto w tym kierunku. Zachwianie równowagi na ogromnych połaciach beskidzkich świerczyn powoduje negatywne skutki w strukturze gleby a nawet stabilności gruntu. Skupiając się na ochronie kornika, przestaje się zwracać uwagę na inne istotne funkcje lasu: wodochronne i glebochronne. Powolna przebudowa świerczyn, która powinna się zacząć w momencie gdy osiągnęły one swój wiek dojrzałości nie została podjęta. Z pewnością z powodów związanych z „ekologicznym” traktowanie lasu i podnoszeniem wieku rębności. Z założeniem nic nie robienia.

Antoni Tokarczuk-Minister Środowiska.
Antoni Tokarczuk-Minister Środowiska.

Do podobnej sytuacji dojdzie niebawem na terenie Puszczy Białowieskiej. Tam to minister Antoni Tokarczuk napotykając opór miejscowej ludności dla idei rozszerzenia Białowieskiego Parku Narodowego powołał sieć rezerwatów ścisłych na niemal połowie powierzchni Nadleśnictwa Białowieża. Rezerwaty ścisłe można bowiem powoływać siedząc w miękkim fotelu w zaciszu gabinetu przy Wawelskiej. Bez zgody miejscowej społeczności. Dokonał tym samym zemsty na Puszczy, gdyż tylko w ten sposób mógł się zemścić na miejscowych ludziach, którzy obrzucili jego propozycję powiększenia Białowieskiego Parku Narodowego, i jego samego, jajami.

Minister jak dziejowy kataklizm

M.Nowicki -Minister Środowiska jak kataklizm
M.Nowicki -Minister Środowiska jak kataklizm

Jego następca, Maciej Nowicki, zakazał natomiast wycinania drzewostanów powyżej 100 lat. Jeśli się ma świadomość, że brzoza, topola a nawet świerk i sosna w tym wieku w dużej mierze zaczynają się mocno starzeć i obumierać to zatrzymanie ich wycinania w tej fazie ma jedynie związek z pozbawieniem gospodarza przychodu ze sprzedaży hodowanego i pielęgnowanego przez 100 lat drzewa. Pozbawieniem miejscowej ludności surowca drzewnego i taniego opału. Jedyny cel podjętej przez oświeconego ministra decyzji to materialne ukaranie „tamtejszych” za opór w sprawie rozszerzania Puszczy Białowieskiej. Oraz skłócenie miejscowej społeczności.
Ważniejsze dla ministra okazały się własna złość, a może własna miłość oraz grzyby powodujące rozkład martwego drewna od trwałości Puszczy i utrzymywania jej w odpowiednim stanie i przyrodniczej ciągłości. Od wiary miejscowej społeczności.
Taki Minister to kataklizm dziejowy.
Jest to wyrok, w wyniku którego cała masa lasu zostaje przeznaczona na pożarcie przez kornika, inne owady oraz na zgnicie. W tych okolicznościach obietnica stu czy nawet dwustu milionów darowizny ma zupełnie inny wydźwięk. To nie szlachetność, dobroć serca i miłość do Puszczy. To szantaż. To marchewka po wcześniejszym kiju.
Macie Państwo obraz miłości urzędników najwyższej rangi (niezależnie od politycznych opcji) do Ojczystej Przyrody. Macie Państwo obraz zacietrzewienia, arogancji i buty urzędniczej, obraz wyznawanej w środowiskach ekologicznych doktryny: my albo nic.


Takie hobby i nie tylko
Zbierałem kiedyś znaczki. Etykiety od zapałek i widokówki. W swoim życiu miałem wiele zmieniających się zainteresowań. To były moje zainteresowania. Działałem na własny rachunek i nic nikogo to nie kosztowało. Zmieniły się czasy. Coraz więcej pojawia się ludzi, którzy próbują swoje hobby narzucać innym, doprowadzając ich do ruiny a samemu przy okazji się wzbogacając. To niektórzy moi rodacy. Upatrzyli sobie robale pożerające nasze lasy. Uważają, że są bardzo pożyteczne. Bardziej niż tlen, który lasy produkują.
Jak myślicie, czy nie moglibyśmy złożyć się dla nich po złotówce, by zaczęli produkować swoje korniki w zaciszu swoich gabinetów? Byle nie wyłazili z nich już nigdy. W przeciwnym razie, jestem przekonany, że jak Lenin kiedyś próbował nieść w świat kaganek rewolucji tak my staniemy się niebawem KORNIKIEM EUROPY.

Artykuł pierwotnie ukazał się w kwietniu 2010 roku, na portalu Wiadomości24.pl. Zaktualizowałem tytuły akapitów i dodałem zdjęcia M.Nowickiego oraz świerków z Pogorzelec. Można go wciąż znaleźć na innych portalach w internecie.
Dziś wiemy już, że Puszcza Białowieska w całej swojej historii nigdy nie została tak dotkliwie zniszczona (nawet przez zewnętrznych najeźdźców) jak to ma miejsce w naszych czasach III RP, w 100 lat po uzyskaniu niepodległości. To tragiczny obraz nie tylko naszej niepodległości, suwerenności III RP, ale i jej „elit”.

„Dzikie Życie”1 doniosło, iż Główny Konserwator Przyrody Janusz Zaleski (wiceminister środowiska), zwrócił się do rządu Słowacji z prośbą o wprowadzenie zakazu polowania na wilki na terytorium Słowacji.

Dyplom dla autora od stowarzyszeń ekologistycznych
Dyplom dla autora od stowarzyszeń ekologistycznych

Artykuł o tym wydarzeniu pierwotnie opublikowałem na stronie Wiadomości 24 – w internecie. Ponieważ spotkał się z krytyką zamieszczoną na stronie internetowej stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot oraz z różnorodnymi komentarzami w internecie, postanowiłem głębiej wejrzeć w problem i podzielić się z czytelnikami szerszym spojrzeniem na temat ochrony wilka w Polsce, odszkodowań i motywów wystąpienia z „prośbą” do władz innego państwa.

Cała rzecz miała miejsce realnie na przełomie lat 2012/2013.
Lecz może się wydarzyć w każdym czasie w przyszłości, gdyż nic nie uległo naprawie
.

Spis treści
Interwencja polskiego rządu – wystąpienie międzynarodowe wiceministra środowiska Janusza Zaleskiego
Dzikie Życie ma głos
Polska nie radzi sobie z likwidacją szkód
Terroryzm państwowy i międzynarodowy
Pusty zapis w Konstytucji dotyczący prawa własności
Wilki to nie czołgi. Ale wciąż trwa idea bratniej pomocy, czy też … interwencji
Gdyby chodziło o wilka
Czy Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot działa przy otwartej kurtynie
Źródła

Janusz Zaleski - Podsekretarz Stanu od 2007 r, Główny Konserwator Przyrody od 2009 r do 2014 roku.
Janusz Zaleski – Podsekretarz Stanu od 2007 r, Główny Konserwator Przyrody od 2009 r do 2014 roku.

Pan Janusz Zaleski prosi w swym wystąpieniu o wprowadzenie zakazu polowań w obszarze 23 kilometrów od granicy Polski. „Dzikie Życie”, czasopismo wydawane przez stowarzyszenie Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot, utrzymywane głownie z subwencji rządowych i wsparcia unijnego, wskazuje, że podstawową przyczyną interwencji polskiego rządu jest fakt, iż słowackie Ministerstwo Rolnictwa przeznaczyło do odstrzału około 20 wilków w bezpośredniej styczności z granicą Polski. To by sugerowało, że wcześniej takie odstrzały nie były dokonywane!
        Nie jest to prawdą, gdyż Słowacja od lat chroni wilka na takiej samej zasadzie, jak w Polsce chroni się sarnę czy jelenia. Ochrona wilka jest podporządkowana w tym kraju ochronie ludzkiego życia i zdrowia, ludzkiego majątku i ludzkiej własności.
Interwencja polskiego rządu nie wynika z zaplanowanej jednorazowej redukcji słowackiego stada wilków, gdyż Słowacja dokonuje stałej redukcji wilków od zawsze, utrzymując tym samym stałą liczebność populacji wilka na swym terytorium. Polska interwencja odbywa się pod presją organizacji ekologistycznych, które uważają, że polować nie można, a na wilka nie można w szczególności (polecam „Hipokryzja” – Andrzeja Kruszewicza). Stowarzyszenie: Pracownia Na Rzecz Wszystkich Istot od lat występuje przeciwko polowaniom na wilki na Słowacji. Sposób ochrony tego gatunku w Polsce i próba przenoszenia go na zewnątrz naszego kraju zaczyna przybierać skalę „internacjonalistycznej” interwencji. Słowakom może się to kojarzyć z interwencją roku 1968 i niesioną wówczas na gąsienicach polskich czołgów tak zwaną „bratnią pomocą”. Mnie się tak od razu skojarzyło.
Interwencja polskiego rządu w wewnętrzne sprawy sąsiedniej Słowacji nie buduje lepszych stosunków między obu państwami i społeczeństwami. Polska interwencja w sprawie wilka i brukselski straszak (Polska skierował odpowiednie noty także do UE), wpisuje się w polską politykę zagraniczną, która nie potrafiła, jak dotąd, zbudować trwałych i pozytywnych relacji z sąsiadami.

Oczywiście ani „Dzikie Życie”, ani minister Janusz Zaleski nie wspominają ni słowem, kto zapłaci za szkody na terenie Słowacji.
Polska nie radzi sobie z likwidacją szkód powodowanych przez objęte ochroną gatunki na własnym terytorium. Szkody od bobrów nie są likwidowane latami. Zamiast wypłacać odszkodowania i podejmować kroki w celu eliminacji szkód, rząd wydaje pieniądze na propagandowe broszury. Środki na propagandowe publikacje również trafiają do ekologistycznych stowarzyszeń.
Polska wprowadzając przed laty bezwzględny zakaz polowań na wilki, dziś rozbudowuje program i system masowego grodzenia hodowli pasterskiej. Ile to kosztuje i kto za to płaci?
Przed nami jeszcze całkowita likwidacja pasterstwa!

Głos ma Dzikie Życie
W odpowiedzi na mój artykuł na stronie organu stowarzyszenia Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot ( http://pracownia.org.pl/aktualnosci,914) w dniu 8 stycznia 2012 roku zamieściła stanowisko strony ekologistycznej, nazwane przez nich sprostowaniem. Ośmielam się jednak zaprzeczyć bym miał jakikolwiek związek z tym sprostowaniem. Jest to po prostu nieuprawnione użycie słowa w stosunku do treści zawartych w moim artykule. Poniżej przytoczę kilka najistotniejszych kwestii obruszających “Pracowników”.
Twierdzą oni, iż “… Nie jest prawdą, że Słowacja chroni wilka na tej samej zasadzie, jak w Polsce chroni się sarnę czy jelenia.”
I jednocześnie piszą dalej, że wilk na Słowacji “… podlega ochronie na mocy prawa krajowego (gatunek łowny) i międzynarodowego (gatunek priorytetowy) . Dyrektywa siedliskowa, którą przywołuje anonimowy autor Pracowni, powstała przed rozszerzeniem UE. Zapisy w niej zawarte, dotyczące ochrony środowiska były szczytne w wyjałowionych krajach Starej Unii. Tak Stara Unia określała istotne na ich obszarach priorytety – to rzecz zasadnicza.

Istotą jest to, że żadna Dyrektywa nie jest prawem. Zawiera zbiór zasad i życzeń. Kraje podpisujące Dyrektywę określają zakres i sposób stosowania zawartych w niej celów na własnym obszarze. Często się zdarza, że niektóre z tych celów są przez niektóre z państw wyłączane ze stosowania na obszarze całego państwa. Jest to zgodne z prawem. Ekologiści mają tego świadomość, lecz wciąż używają UE i jej przepisów jako straszaka dla nieobeznanych z zasadami współplemieńców. Tym razem również używają unijnego straszaka. Być może nasi rodzimi urzędnicy działający w imieniu państwa, też nie mają świadomości, że są celem manipulacji?
Dalej „Pracownicy” oświadczają, że:

„Nie jest prawdą, że Polska nie radzi sobie z likwidacją szkód od wilków
To przeinaczenie moich słów zasługuje na krótkie wyjaśnienie. W swoim artykule użyłem zupełnie innego sformułowania. Twierdziłem bowiem, że „Polska nie radzi sobie z likwidacją szkód powodowanych przez objęte ochroną gatunki na własnym terytorium.” A używając takich słów miałem na celu zwrócenie uwagi, na niedopuszczalność strofowania kogokolwiek, jeśli samemu nie jest się w porządku z prawnymi i materialnymi problemami np.: w sferze odszkodowań za szkody czynione przez zwierzęta objęte przez państwo ochroną (choć w istocie nie są zagrożone) na własnym terytorium. Dlatego w komentarzu pod artykułem wyjaśniłem to pisząc: „ Polska dobrze sobie radzi z materiałami propagandowymi, które często będąc tworem „przemyśleń” ekologistycznych stowarzyszeń, są im hojnie subsydiowane. Marnotrawienie ogromnych środków na dowodzenie możliwości czegoś, co zostało wyprodukowane w tymże celu (pseudonaukowe opracowanie pożal się Boże naukowców Instytutu Ochrony Przyrody PAN na temat możliwości zastosowania pastucha elektrycznego do ochrony stad zwierząt pasterskich a w rzeczywistości od lat stosowanego dla ograniczenia strat powodowanych przez zwierzynę leśną) to zwyczajny skok na kasę, za pomocą pseudonaukowych dysertacji. Nie rozumiem więc oburzenia z tego powodu. Miast się cieszyć, że „jeszcze raz się udało”.

Prawne wygibasy, które miast zapewniać odszkodowanie pokrzywdzonym, powodują, że są oni zmuszani do ponoszenia dodatkowych kosztów. Opieszałość lub brak szacowania szkód są niezgodne z prawem własności i Konstytucją.
Tyle w kwestii ogólnej. Kwestię szkód powodowanych przez wilki możemy również przedstawić w sposób szczegółowy, dając tym samym wyraz ograniczeniom działaczy Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot i ukrywania prawdy. To przecież w opracowaniach stowarzyszeń ekologistycznych i zbiorach danych Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie można spotkać się z dość jednoznacznymi określeniami w stosunku do idei i praktyki prawa w stosunku do pokrzywdzonych.
Joanna Olko z Fundacji Wspierania Inicjatyw Ekologicznych pisze: „ Z jednej strony negatywne nastawienie hodowców, którzy ponoszą straty finansowe jest zrozumiałe, tym bardziej, że wypłacane odszkodowania pokrywają jedynie wartość rynkową utraconych zwierząt, a nie rekompensują rzeczywistych kosztów obejmujących potencjalny zysk związany z ich użytkowaniem. Nie można także zapominać o więzi emocjonalnej jaka często łączy hodowcę ze zwierzętami, które pozostawały pod jego opieką. Na tle tego niezrozumiały jest do końca pewien opór przed stosowaniem rozwiązań, które mogłyby się przyczynić do poprawy sytuacji hodowców.”.
Wtórują temu fragmenty z obszernego opracowania autorstwa dr Sabiny Nowak (Stowarzyszenie dla Natury WILK), mgr inż. Roberta W. Mysłajek (Stowarzyszenie dla Natury WILK), prof. dr hab. Henryka Okarmy (Instytut Ochrony Przyrody PAN), dr Wojciecha Śmietany (Instytut Ochrony Przyrody PAN) pod tytułem: „Analiza dotychczasowych rodzajów i rozmiaru szkód wyrządzanych przez wilki oraz stosowanie metod rozwiązywania sytuacji konfliktowych”. Możemy tam znaleźć między innymi poniższy fragment: „…Szkody od wilków stanowią zaledwie setne części stanu krów i dziesiętne części stanu owiec, co dla całości gospodarki hodowlanej ma niewielkie znaczenie. Jednak dla poszkodowanych hodowców straty często są dotkliwe i powodują negatywne nastawienie do tego drapieżnika. Ponadto przypadki ataków wilków na zwierzęta gospodarskie wywołują wśród mieszkańców wsi niepokój i obawę o własne bezpieczeństwo, oraz stwarzają okazję do pojawiania się w lokalnej prasie wielu spekulacji na ten temat. Odszkodowania wypłacane rolnikom za szkody powodowane przez wilki stanowią istotny udział w niewielkim budżecie przeznaczanym na ochronę przyrody w poszczególnych województwach, a zaplanowana na wypłaty kwota nie zawsze jest wystarczająca, co opóźnia wypłaty i wywołuję dodatkowe napięcia.” W opracowaniu przytaczane są również przykłady opóźnień w likwidacji szkód spowodowanych przez wilki. Czytając opracowanie wyraźnie zauważymy, że wszelkie propagowane sposoby ochrony przed szkodami oraz psychologiczne metody w procesie odszkodowawczym w gruncie rzeczy mają na uwadze ochronę wilka a nie dorobku materialnego, spokoju i dobrostanu człowieka.

Terroryzm państwowy
Warto pamiętać, że słowa te padają ze strony środowisk, które doprowadziły do sytuacji, w której to człowiek i właściciel nie ma wielkich praw w stosunku do praw zwierzęcia. Dzisiejsze państwo nie wypłaca poszkodowanym pełnej wartości szkód, często czyni to z dużym opóźnieniem, zmusza poszkodowanych do ponoszenia nieuzasadnionych kosztów oraz urzędniczej lub sądowej mitręgi. Jednocześnie, w tym samym czasie, łaskawą i szczodrą garścią rządy opłacają opracowania na temat „naukowego” podchodzenia do problemu likwidacji szkód, psychologicznych dróg do rozwiązywania konfliktów, sposobów i metod przedstawiania problemu szkód w celu minimalizacji społecznego oporu i przedstawiania ich w kontekście warcholstwa i wichrzycielstwa, często jako przeciwwagę dla poszanowania i ochrony przyrody.
Należy domniemywać, że istotą rozwiązań, których przejawy obserwujemy na co dzień, jest narzucenie emocjonalnie pozytywnego związania jak największej części społeczeństwa z wilkiem czy bobrem. Stąd już bliska droga do publicznego i powszechnego marginalizowania rzeczywistej krzywdy jak i realnych zagrożeń jakie to niesie.
Gdyby to był kabaret, to można by półgębkiem zauważyć, że ochrona wilka i innych zwierząt tak naprawdę spoczywa na barkach poszkodowanych. Jednak to nie jest kabaret i nie jest fikcja. Ochrona nie spoczywa na barkach tych co ją wymyślili i autorytarnie narzucili, lecz w największym stopniu na barkach pokrzywdzonych i poszkodowanych.

Zagryziony przez wilki pies w Krytnie k.Polanowa fot. Andrzej Turczyn
Zagryziony przez wilki pies w Krytnie k.Polanowa fot. Andrzej Turczyn

W rzeczywistości jednak: „Wilki grasują w Małopolsce. Zagryzły już 340 zwierząt hodowlanych” (TVNmeteo, 14.11.2012), „Wilki rozszarpują krowy (http://supernowosci24.pl/wilki-rozszarpuja-krowy/, 18.10.2012), „Bacowie chcą odstrzału wilków” (http://zakopane.naszemiasto.pl/artykul/1134693,bacowie-chca-odstrzalu-wilkow,id,t.html, 25.10.2011 r.). Wertując nisze internetu odnajdziemy mnóstwo doniesień związanych z tragediami ludzkimi, brakiem działań lub opieszałością władz. Często bagatelizowane jest to przez środowiska ekologistyczne, odwracające uwagę od tragedii pobocznymi tematami o złym pochodzeniu lub niejasnym pochodzeniu sprawców. Bo wówczas okazuje się, że państwo chroni jedynie czyste rasowo wilki (sic!). Co prawda nie rozróżnia ich rasowej czystości, gdy idzie o podjęcie działań w kierunku redukcji stada i populacji – wówczas nie ma nieczystych rasowo wilków.
Międzynarodowy terroryzm

Dalej : „Dzikie życie” bagatelizuje pisząc, że prośby skierowanej do Ministra Rolnictwa Słowacji nie można traktować jako zamach na suwerenność tego kraju.
Wskazuję przy tym jako rzecz zasadniczą to, iż Słowacja realizując, (przecież zgodnie z prawem i w oparciu o własne suwerenne decyzje) na swój sposób ochronę wilka, ingeruje negatywnie w utworzony niedawno po stronie polskiej tzw. Obszar Natura 2000.
Państwo Polskie tworząc własne rozwiązania prawne powinno uwzględniać istniejący stan prawny sąsiadów, w tym również Słowacji. To przecież polski obszar Natura 2000 był tworem wtórnym do statusu wilka na Słowacji! A być może nawet chciejstwo „Pracowników” spowodowało powołanie Obszaru Natura 2000 przy granicy ze Słowacją, tylko po to, by posiąść mocniejsze argumenty „przyjaznego i braterskiego” oddziaływania na to państwo?

Jestem przekonany,że tak było, bo z drugiej strony granicy taki system nie powstał. Lub mu odstrzały nie przeszkadzały.

Alexander Dubček, I sekretarz Kc KPCz w czasie Praskiej Wiosny, 1968-1969
Alexander Dubček, I sekretarz KC KPCz w czasie Praskiej Wiosny, 1968-1969

czołgi Układu Warszawskiego na ulicach Pragi, 1968
czołg Układu Warszawskiego na ulicach Pragi, 1968

Gustaw Husak, I sekretarz KC KPCz po upadku Praskiej Wiosny, 1969-1987
Gustaw Husak, I sekretarz KC KPCz po upadku Praskiej Wiosny, 1969-1987

Pusty zapis w Konstytucji dotyczący prawa własności
Wypada jeszcze zadać pytanie, czy Natura 2000 (w Polsce) została na przygranicznych (i nie tylko) obszarach wprowadzona w zgodzie z Konstytucją? Polska wprowadzając szereg ograniczeń – nieznanych w Europie, nie respektowała praw własności. Nie były to działania zgodne z prawem. Tylko z tego tytułu budżet poniósł ogromne koszty w roku bieżącym (około miliarda złotych). I będzie ponosił w latach kolejnych, póki Natura 2000 nie zostanie zweryfikowana i nie zyska aprobaty właścicieli i zarządców gruntów. Rzeczywiste koszty są wielokrotnie większe.

Nie wiem więc, czy Słowacja urąga priorytetom Unijnym (na co wskazuje na wstępie anonimowy autor „Pracowni”) czy też wprowadzonej (z pogardą dla prawa własności) Naturze 2000?

Wilki to nie czołgi. Ale wciąż trwa idea bratniej pomocy, czy też … interwencji
Stowarzyszenie na rzecz wszystkich istot podnosi: „Porównanie wspólnej polityki suwerennych państw w zakresie ochrony wilka do interwencji członków Układu Warszawskiego w Czechosłowacji w 1968 r. świadczy o głębokim niezrozumieniu zarówno wydarzeń historycznych, jak sytuacji współczesnej. Odwołanie się do wydarzeń z roku 1968 to niezrozumiała próba dyskredytacji współpracy między Polską i Słowacją w dziedzinie ochrony przyrody. Współpraca ta może pomóc lepiej chronić wspólne dziedzictwo przyrodnicze (duże drapieżniki), ale również wzmocnić sąsiedzkie partnerstwo.”
Wskazywanie przez autora z Pracowni na „…wspólną politykę suwerennych państw w sprawie wilka bardzo mi przypomina „wspólną” interwencję dla poparcia Gustava Husaka w celu eliminacji Aleksandra Dubceka. I w jednym i w drugim przypadku znajdujemy słowo „wspólna”. Najczęściej to słowo nie ma pejoratywnego znaczenia, stąd w obu przypadkach (Układu Warszawskiego oraz Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot i rządu III RP) użycia tego słowa, wzbudziło to mój opór. Tu ma wyraz wyłącznie pejoratywny, i przeczy jego oczywistemu znaczeniu.

W stosunkach międzynarodowych, każda nota dyplomatyczna , każda oficjalna prośba, która jednocześnie oczekuje na realizację określonych czynności, nie jest przyjacielską pogaduszką dwojga przyjaciół, czy też dwóch zaprzyjaźnionych stron. Tym bardziej, że na prośbie się nie kończy, gdyż sami „Pracownicy”; wskazują, że mają w zanadrzu kij, w postaci skargi do UE na ingerencję Słowacji w ustanowiony niedawno po polskiej stronie obszar Natura 2000. Poznajemy tym sposobem „zasady przyjacielskiej”; współpracy, które rzekomo leżą na sercu ekologistycznym aktywistom. Nie jest wystarczająca wspólna współpraca ekologistyczna, czy też wspólna wymiana stanowisk w gabinetach przez różnej rangi urzędników. Naprawdę „wspólna” się staje wtedy gdy publicznie jedna strona wzywa drugą stronę!
Wspólna działalność na zasadach kominternowskich w imię przyjaźni do wilka, to rzecz istotniejsza od jakiejkolwiek suwerenności. Dziś i w 1968!

Flaga Królestwa Szwecji
Flaga Królestwa Szwecji

Nie mam pojęcia jaka będzie reakcja w stosunku do Szwecji? Kraj ten zdecydował się na odstrzał redukcyjny 16 wilków! Choć populacja wilczego stada jest w Szwecji 6- 8 razy mniejsza (ok. 270 sztuk) niż w Polsce, przy zdecydowanie większej połaci lasów i mniejszej liczbie ludności! Stado szwedzkie jest porównywalne ze stadem słowackim, ale na powierzchni niemal dziesięciokrotnie większej. Czy możemy się niebawem spodziewać kolejnej „prośby” ze strony polskiego ministra środowiska? Uwzględniając powyższe okoliczności „prośba” w kierunku Szwecji byłaby zdecydowanie bardziej zasadna!

Gdyby chodziło o wilka!

Prezes Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot Radosław Ślusarczyk
Prezes Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot Radosław Ślusarczyk

Wilkowi najczęściej jest to obojętne. Jest elementem dzikiej natury i jedyne co wiemy na pewno to jego walka o byt i przetrwanie, na warunkach adaptacji do środowiska. Nie sądzę by Radosław Ślusarczyk (Prezes Pracowni) wiedział co dla wilka jest najlepsze. Ale tak twierdzi. Te twierdzenia to przejaw indolencji. W gruncie nie idzie o wilka lecz o narzucenie swojej wizji tego zwierzęcia i wizji jego ochrony. Oraz kompletnej wizji ochrony środowiska. I jemu i wszystkim polecam skromny i krótki esej Thomasa Nagela pt. : „Jak to jest być nietoperzem”.

Czy Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot działa przy otwartej kurtynie
Na koniec swojego oświadczenia anonimowy autor stowarzyszenia Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot prostuje: „Nie jest prawdą, że miesięcznik „Dzikie Życie jest utrzymywany głównie z subwencji rządowych i wsparcia unijnego”.
Pozwolę sobie tym razem rzeczywiście sprostować – uważam, że gro organizacji ekologistycznych nie jest utrzymywana przy pomocy składek członkowskich. Nie spotkałem się, by któreś ze stowarzyszeń (ponoć społecznego zaufania i działające w społecznym imieniu) prezentowało publicznie szczegółowe bilanse i rozliczenia finansowe. Póki tego nie czynią, ich działalność nie jest wiarygodna i nie budzi mojego zaufania.

Wydawnictwa Pracowni były dotowane w całości przez rząd – warto przypomnieć komiks „Blues żubra” (do obejrzenia i pobrania na stronie „Dzikiego Życia”: http://pracownia.org.pl/blues-zubra), który jest typowym przykładem tego, na co i w jakim celu wydawane są publiczne środki (co potwierdza, że za terroryzmem ekologistycznym licznych stowarzyszeń stoi w gruncie terroryzm państwowy). Każdy może samodzielnie ocenić poziom prezentowanej propagandy.

Stowarzyszenie reprezentuje interes społeczeństwa obywatelskiego czy ...
Stowarzyszenie reprezentuje interes społeczeństwa obywatelskiego czy …

Trudno nazwać jakiekolwiek organizacje społecznymi, jeśli o ich standingu finansowym nie decydują wpłaty członków. Lecz decydują o tym bliżej nie określone darowizny i wpłaty ideologicznych i politycznych darczyńców czy zleceniodawców.

Ekologia nauka o strukturze i funkcjonowaniu przyrody, zajmująca się badaniem oddziaływań pomiędzy organizmami a ich środowiskiem oraz wzajemnie między tymi organizmami.
Ruchy i stowarzyszenia które w rzeczywistości nie mają nic wspólnego z tą nauką nie mogą być nazywane ekologicznymi. Jednostronnie, politycznie pojmowana natura i sposób jej ochrony w rzeczywistości nie mają związku z jakąkolwiek nauką, a z pewnością nie z ekologią. Stad używam określenia „ekologizm” zaproponowanego przed laty przez jednego z profesorów PAN, które trafniej opisuje rzeczywistą działalność większości dzisiejszych działaczy, stowarzyszeń czy pseudonaukowców.

Inteligencja wilka (jak i wielu innych zwierząt nie tylko drapieżnych)
pozwala mu mieć świadomość , że człowiek
przestał być dla niego zagrożeniem.

Źródła:
1 Pracowania na rzecz wszystkich Istot: „Interwencja polskiego rządu w sprawie wstrzymania słowackich polowań na transgraniczne wilki” –
https://carnivores.eu/aktualnosci/18-interwencja-polskiego-rzadu-w-sprawie-wstrzymania-slowackich-polowan-na-transgraniczne-wilki
Polsko-słowacki spór o wilka :http://www.sadeczanin.info/wiadomosci,5/region-spor-o-wilka-interweniuje-minister,41241#.UNOT5azCq2A

Analiza dotychczasowych rodzajów i rozmiaru szkód wyrządzanych przez wilki oraz stosowanie metod rozwiązywania sytuacji konfliktowych „ – http://www.polskiwilk.org.pl/download/MS%20opracowanie%20szkody%20wilki%202005.pdf
„A może wywołać wilka z lasu”http://www.wspolistnienie.eco.pl/artykuly/wywolac_wilka.pdf
„Szwecja oficjalnie zezwoliła na odstrzał 16 wilków”http://polish.ruvr.ru/2013_02_07/Szwecja-oficjalnie-zezwolila-na-odstrzal-16-wilkow/
http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje/polska,28/wilki-grasuja-w-malopolsce-zagryzly-juz-340-zwierzat-hodowlanych,66789,1,1.html
http://supernowosci24.pl/wilki-rozszarpuja-krowy/
http://zakopane.naszemiasto.pl/artykul/1134693,bacowie-chca-odstrzalu-wilkow,id,t.html
http://zakopane.naszemiasto.pl/artykul/930411,wilki-zagryzly-na-podhalu-15-owiec,id,t.html
http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2018-05-29/wilk-zagryzl-psa-zostaly-tylko-leb-futro-oraz-przednie-i-tylne-lapy/
https://nczas.com/2018/07/23/atak-wilkow-na-gospodarstwo-z-psa-zostala-tylko-glowa-to-straszne-nie-czujemy-sie-tu-bezpiecznie-uwaga-foto-18/
https://gazetalubuska.pl/za-atak-na-kobiete-w-trzebiczu-wilk-zaplaci-zyciem-czy-jest-hybryda/ar/13371972
Przeczytaj jak: „Uratowałem wilka z niewoli” ( http://www.wiadomosci24.pl/artykul/uratowalem_wilka_z_niewoli_158943.html )

„Dzikie Życie”, organ prasowy Stowarzyszenia na Rzecz Wszystkich Istot doniosło, iż Główny Konserwator Przyrody Janusz Zaleski (wiceminister środowiska), zwrócił się do rządu Słowacji z prośbą o wprowadzenie zakazu polowania na wilki na terytorium Słowacji.

Pan Janusz Zaleski prosi w swym wystąpieniu o wprowadzenie zakazu polowań w obszarze 23 kilometrów od granicy Polski. „Dzikie Życie”, czasopismo wydawane przez stowarzyszenie Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot, utrzymywane głownie z subwencji rządowych i wsparcia unijnego, wskazuje, że podstawową przyczyną interwencji polskiego rządu jest fakt, iż słowackie Ministerstwo Rolnictwa przeznaczyło do odstrzału około 20 wilków w bezpośredniej styczności z granicą Polski.

Nie jest to prawdą, gdyż Słowacja od lat chroni wilka na takiej samej zasadzie, jak w Polsce chroni się sarnę czy jelenia. Ochrona wilka jest podporządkowana w tym kraju ochronie ludzkiego życia i zdrowia, ludzkiego majątku i ludzkiej własności.

Interwencja polskiego rządu nie wynika z zaplanowanej redukcji słowackiego stada wilków, gdyż Słowacja dokonuje stałej redukcji wilków od zawsze, utrzymując tym samym stałą liczebność populacji wilka na swym terytorium. Polska interwencja odbywa się pod presją organizacji ekologistycznych. Stowarzyszenie: Pracownia Na Rzecz Wszystkich Istot od lat występuje przeciwko polowaniom na wilki na Słowacji. Ochrona tego gatunku w Polsce zaczyna przybierać skale „internacjonalistycznej” interwencji. Słowakom może się to kojarzyć z interwencja roku 1968 i niesioną wówczas na gąsienicach polskich czołgów tak zwaną „bratnią pomocą”.
Interwencja polskiego rządu w wewnętrzne sprawy sąsiedniej Słowacji nie buduje lepszych stosunków między obu państwami i społeczeństwami. Polska interwencja w sprawie wilka i brukselski straszak, wpisuje się w polską politykę zagraniczną, która nie potrafiła, jak dotąd, zbudować trwałych i pozytywnych relacji z sąsiadami.
Oczywiście ani Dzikie Życie, ani minister Janusz Zaleski nie wspominają ni słowem, kto zapłaci za szkody na terenie Słowacji.

Polska nie radzi sobie z likwidacją szkód powodowanych przez objęte ochroną gatunki na własnym terytorium. Szkody od bobrów nie są likwidowane latami. Zamiast wypłacać odszkodowania i podejmować kroki w celu eliminacji szkód, rząd wydaje pieniądze na propagandowe broszury. Środki na propagandowe publikacje również trafiają do ekologistycznych stowarzyszeń.

Polska wprowadzając przed laty bezwzględny zakaz polowań na wilki, dziś rozbudowuje program i system masowego grodzenia hodowli pasterskiej. Ile to kosztuje i kto za to płaci?
Przed nami jeszcze całkowita likwidacja pasterstwa!

W roku bieżącym Sejm przyjął przez aklamację deklarację potępiająca interwencję na Czechosłowację dokonaną w roku 1968 – z okazji mijającej 50 rocznicy tej „tzw bratniej pomocy”.
Kiedy Ministerstwo Środowiska, Ministerstwo Spraw Zagranicznych wycofa swoja interwencje w sprawie niezależnej polityki Słowaków w sprawie wilka? Kiedy przeprosi?

Źródła:
Dzikie życie: http://pracownia.org.pl/aktualnosci,900
Polsko-słowacki spór o wilka : http://www.sadeczanin.info/wiadomosci,5/region-spor-o-wilka-interweniuje-minister,41241#.UNOT5azCq2A

Przeczytaj jak: „Uratowałem wilka z niewoli”

Marcin Korolec - Minister Środowiska 2011-2013
Marcin Korolec (PO) – Minister Środowiska 2011-2013

Janusz Zaleski - Podsekretarz Stanu od 2007 r, Główny Konserwator Przyrody od 2009 r do 2014 roku.
Janusz Zaleski (PSL) – Podsekretarz Stanu od 2007 r, Główny Konserwator Przyrody od 2009 r do 2014 roku.

Lasy Państwowe (LP) to jedna z ostatnich, uchowanych po PRL/II RP firm. To uchowanie, niczym srebra rodowe w głębokiej skrytce, nie obyło się bez kosztów. Ma związek z szeregiem działań destrukcyjnych, wymierzonych w status LP, podobnie jak szereg działań uderzających w gospodarkę kraju w okresie magdalenkowej transformacji.
To organizacja (Lasy Państwowe) osłabiana wewnętrznym prawolejstwem i zewnętrznymi atakami, ostatecznie służącymi wzmocnieniu gospodarek innych państw, przy dużej w tym aktywności stowarzyszeń ekologistycznych i medialnych manipulacji. Idea gwarancji Konstytucyjnej, jaka się pojawiła po raz pierwszy w 2011 roku na łamach Lasu Polskiego przeszła niezauważona (medialnie, ale zapamiętana przez wielu). Podobnie jak wzmocnienie jej (idei) w jednym z kolejnych artykułów. Dziś ten pierwszy raz. Mamy 2011 rok…

Sztuka dla sztuki i las dla lasu – Lasy do Konstytucji po raz pierwszy (LP 3/2011)
Lasy Państwowe. Kolejne ciała doradcze nie są dobrym pomysłem na funkcjonowanie LP (Ekologia.pl)
W jednym z ostatnich numerów „Lasu Polskiego” ukazał się wywiad z prof. Tomaszem Boreckim („Uspołecznić Lasy”, nr 22/2010). Pan profesor poruszył sprawę zmiany zarządu nad Lasami Państwowymi. Nieprzypadkowo zrobił to w czasie, gdy ta organizacja miała zostać pozbawiona pełnego wpływu nad środkami ze sprzedaży drewna. Szkoda, że to ten fakt zdeterminował pomysły profesora.

Sam pomysł ministra finansów (J.Rostowski – PO) o przejęciu zarządu nad środkami Lasów Państwowych niczym nie odbiega od prawideł obowiązujących w państwie. Pojawia się niemal 20 lat po wtłoczeniu do Ustawy o lasach zupełnie innych zasad funkcjonowania państwowego leśnictwa. Ale to nikogo nie dziwi. A przecież przez 20 lat można było uzbierać zdecydowanie więcej niż obecne 2 mld zł, porozbijane po nadleśnictwach. Wytłumaczenie jest bardzo proste – kraj przestał być zieloną wyspą i bardziej przypomina dryfujący okręt. Czy już tonący?
W takiej sytuacji trudno się dziwić, że osoba odpowiedzialna „brzytwy” się chwyta. Zresztą w zgodzie ze swoimi prerogatywami i w zgodzie z prawem.
Lasy Państwowe nie posiadają osobowości prawnej i podobnie jak parki narodowe działają na rachunek Ministra Środowiska.
A skoro parkom narodowym udaje się funkcjonować, i to dobrze funkcjonować, to Minister Finansów słusznie rozumuje, że podobnie będzie wyglądała sprawa z funkcjonowaniem Lasów Państwowych. Bo i jedni, i drudzy wszak rąbią drzewa. Rząd nie ma wiedzy, by funkcjonowanie parków nie było najlepsze. Może ktoś ma taką wiedzę? Po ponad dwóch dekadach funkcjonowania Ustawy o lasach sytuacja przybliżyła sie do tej, która była celem jej twórców. Do likwidacji organizmu gospodarczego PGL LP i zrównania go w idei z funkcjonowaniem parków narodowych . Dlatego proponuję zupełnie inną wizję Lasów Państwowych – w Konstytucji, niezależnych od Ministra Środowiska.

Co proponuje profesor Borecki?
Artykułuje pomysł na uspołecznienie Lasów. Cóż ma osiągnąć za jego pomocą prócz ochrony zgromadzonych zaskórniaków?
Jak sama nazwa wskazuje – mówi prof. Borecki – Lasy Państwowe są dobrem ogólnonarodowym, własnością całego społeczeństwa. A skoro tak, to oczywistą konsekwencją powinien być nadzór społeczny nad zarządzaniem Lasami Państwowymi.
A więc jednak! Uspołecznienie ma wpłynąć na właściwy nadzór nad środkami będącymi w zarządzie Lasów Państwowych. Od razu rodzi się pytanie, czy dotychczasowy nadzór nie jest najlepszy, skoro profesor Borecki wskazuje na potrzebę powołania społecznego nadzoru nad już istniejącym? Pan profesor jest przekonany, że pomoc społecznego nadzorcy wpłynie na właściwe gospodarowanie środkami. Ba, taki społeczny nadzór zaistnieje jako wiarygodny dla wszystkich organ, w pełni uzasadniający przetrzymywanie na kontach 2 mld zł, gdy „okręt tonie”. Organ społeczny ma być właściwym ciałem, które będzie w stanie odeprzeć zarówno dzisiejsze zapędy ministra Rostkowskiego, jak i przyszłe jego następców.
Skoro Lasy Państwowe są ogólnospołecznym i narodowym dobrem, co zauważa z troską bohater wywiadu w „Lesie Polskim”, to czemu nie widać tego w Konstytucji? Jeśli artykułowany pomysł o społecznym nadzorze traktować jako przejaw troski o własność, o to by Lasy Państwowe były wciąż dobrem narodowym, to czy nie warto wprowadzić odpowiedniego zapisu do Konstytucji? Będzie on zdecydowanie trwalszy od jakiegokolwiek społecznego organu.
Chyba że Lasy Państwowe to już nie jest ogólnonarodowa i społeczna własność?

Samofinansować, a nie zarabiać
W „Lesie Polskim” czytamy też słowa: Oszczędności zgromadzone na kontach Lasów są pozorne. Jednak patrząc na te oszczędności oczyma ministra finansów, okazuje się, że nie są one pozorne. Być może dla profesora SGGW 2 mld zł to pozór, ale dla nadzorcy krajowej kasy już nie. Twierdzi on, że dla innych potrzeb kraju mogą być bardziej użyteczne niż dla Lasów Państwowych.
Organizacja LP nie jest efektywnym tworem. 20 lat temu sama sobie założyła, by nim nie być! A marnotrawione leśne szanse to również marnotrawione szanse dla kraju.
Proszę powiedzieć ile wniosków sporządziły LP na dofinansowanie małych elektrowni wodnych na swoim terenie? A zajmują niemal 30% powierzchni kraju, w którym jeszcze niedawno funkcjonowało ponad 6 tys. młynów. Czyli na terenach leśnych mogło ich być ok. półtora tysiąca.
Zupełnie inaczej widzą swoją służebność dla kraju Austriackie Lasy Związkowe, także państwowa instytucja. Może rzeczywiście są upośledzone gospodarczo, bo nie mają kolegiów, rad i stowarzyszeń obrony. Ale za to budują małe elektrownie, które wspomagają system energetyczny kraju i zasilają leśną i państwową kiesę. Lasy Państwowe nie potrafią zarabiać i tworzyć, za to, jak to każda administracja, potrafią wydawać. I to nie zawsze racjonalnie – jak to z administracją bywa.

Wina w Ustawie
Następny fragment wywiadu mówi nam, że Ustawa o lasach uchwalona w 1991 r. była (sic!) znakomita – jeżeli chodzi o tamten czas. Przeniosła punkt ciężkości z produkcji drewna na „ekologizację”. Panie profesorze – to właśnie zapisy ustawy z 1991 r. są pierwotną przyczyną tego „zamachu na Lasy i ich zasoby”, jak go nazywają leśnicy (ci podpuszczeni i ci podpuszczający). To jest odłożony w czasie skutek błędnych rozwiązań i założeń. Czy będąc monopolistą na rynku drewna, rzeczywiście można się skupić wyłącznie na administracji, ekologizacji i edukacji, wyłączając uwagę na potrzeby kraju – nie tylko gospodarcze?
Ustawa z 1991 r. była wówczas i wciąż pozostaje wynikiem krótkowzroczności prawodawców. To było spojrzenie schizofreniczne i bardzo szkodliwe, nie tylko dla samych Lasów. Jej kształt ma bardzo szerokie negatywne oddziaływanie na wiele dziedzin życia. A samą organizację Lasów Państwowych, mimo dość korzystnych zapisów wzmacniających pozycje nadleśnictw, czyni zacementowaną i skostniałą strukturą, nie pasującą do rozwoju cywilizacyjnego kraju i społeczeństwa. To wciąż struktura z przełomu XIX i XX wieku. A praktyczne rozwiązania w rzeczywistości spowodowały degenerację nadleśnictw i całą strukturę jeszcze cofnęły i uwsteczniły. Spowodowała to wytwórczość prawna na poziomach niższych (generalnej i regionalnych dyrekcji LP). W większości przypadków to wytwórczość niezgodna z duchem, jak i literą samej Ustawy o lasach.

Zasługi dzisiejsze i niedzisiejsze
To, że mamy dziś takie lasy, jakie mamy, czyli w dobrej kondycji i o rosnącej powierzchni, jest z całą pewnością zasługą LP, jako organizmu gospodarczego i ludzi w nich pracujących – mówi niegdysiejszy rektor jednej z największych uczelni w kraju (SGGW).
Zasługi i rozwój państwowego leśnictwa w okresie międzywojennym to bardzo istotny element historii. Niemniej istotny od rozwoju lesistości i leśnictwa w PRL, o czym warto pamiętać. Bo to w tym czasie lesistość wzrosła o 8% (w okresie 20 pierwszych lat po wojnie). Powstały w warunkach demokratycznych Krajowy Program Zwiększania Lesistości po trwających kilka lat wzlotach przegrywa z „lobby orzechowym” – ale tym tematem nie zajmują się już rady, społeczni doradcy i społeczne stowarzyszenia- może są aktywne w orzechowych spekulacjach?
Mamy też klęskę w Beskidach – tu propaganda złego pochodzenia świerka mami społeczeństwo fachowością leśnej braci (więc śpijmy spokojnie) oraz ogromne powierzchnie drzewostanów przeszłorębnych, gnijących na pniu – ale to oczekiwany przecież wynik ekologizacji, są jeszcze „ekotony” i powierzchnie pozostawiane na zgnicie (docelowo na razie 5% powierzchni Lasów Państwowych). Czy to o tej kondycji wspomina profesor Borecki?

Tanie mieszkanie dzięki drwalowi
Lasy Państwowe potrafiły się dostosować do zmieniających się warunków i niemal bezboleśnie przejść transformację.
Ta bezbolesność dotyczyła mniejszej części pracowników Lasów Państwowych, o czym zapomina pan profesor. Dotyczyła jedynie administracji i odbyła się kosztem robotników.
Znany wszystkim zapis ustawowy, związany z ekscytującą możliwością wykupu mieszkań, to w rzeczywistości świadectwo pewnego rodzaju wstydu i poczucia winy. W pierwotnych zamierzeniach pozwalał bowiem kupować mieszkania na warunkach preferencyjnych tym, którzy zostali pozbawieni pracy w LP. Przypomnijmy sobie, jak był odbierany przez pozostałych w strukturach LP pracowników – jako żywotna niesprawiedliwość. Teraz ta niegdysiejsza niesprawiedliwość została ostatecznie „naprawiona” rękami aktualnego dyrektora. Ale sprawa roztrwonienia zasobów mieszkaniowych i zasad, to temat odrębny i bardzo medialny. To też dobry przykład na „znakomitość” zapisów ustawy z 1991 roku. Czy szanowny Profesor skorzystał na mieszkaniowej pierestrojce? A inni, nie związani z LP, dygnitarze, polityczni nurkowie? DGLP – nic na ten temat nie wie (sic!) Ot obłowiwszy się kapkę w „walce o dobro wspólne i Lasy…”

A za ekologię zapłacą grzybiarze
Profesor Borecki zauważając, że państwo jest w ogromnej potrzebie, mówi: „Ja mam, mówiąc figuralnie, dwa serca – serce leśnika i serce obywatela mojego państwa. Myślę, że wbrew pozorom nie ma w tym żadnej sprzeczności. Potrzeby odczuwane przez te dwa serca da się bezkonfliktowo pogodzić.”
Obywatelska postawa interlokutora Mieczysława Remuszki (redaktora dwutygodnika Las Polski) cieszy.
Ja mam za to jedno serce i ono nie może zrozumieć, dlaczego Lasy Państwowe dostrzegają potrzebę w dopuszczeniu do zgnicia wielu dziesiątków milionów metrów grubizny, a jako instytucja nie zająkną się np. nad potrzebą wspomożenia powodzian? Dlaczego wyłączają z produkcji kolejne tysiące hektarów, a nie widzą potrzeb gospodarczych kraju i społeczeństwa? Nie widzą np. krępujących zapisów w Zasadach urządzania lasu? Za to lektura wypowiedzi leśników z ostatnich lat pokazuje zainteresowanie poszukiwaniem pieniędzy od grzybiarzy i zbieraczy borówek.
Czy społeczna rada jest w stanie odwrócić „parkowy” trend, w który wepchnięta została gospodarka leśna Polski? Dlaczego skrywa się, że obowiązujące prawo, obowiązująca Ustawa o lasach i wciąż „modernizowane” struktury leśnej organizacji zmierzają w kierunku stworzenia w kraju jednego wielkiego „parku narodowego”. Żaden związany z leśnictwem organ społeczny – a jest ich przecież kilka – nie odważył się dotychczas wyartykułować rzeczywistych bolączek zwykłych leśników. Spychania ich do roli mechanicznego rejestratora przekazującego e-drewno do Najwyższej Centrali. To nie jest wyłącznie sprawa Lasów Państwowych.

Czyim głosem mówi społeczeństwo?
W wywiadzie znajdziemy konkretne zalecenia, w jaki sposób uspołecznić Lasy Państwowe: Powołanie sześcioosobowej rady, z tym że członkowie rady nie powinni być powoływani z tzw. klucza politycznego.
Pan profesor oczekuje, by przyszli członkowie rady społecznej nie byli uzależnieni politycznie. Czy to aby poważne? A czy nie wystarczyłby niezależny i nieutytłany politycznie dyrektor generalny?
Minister zatwierdza operaty urządzeniowe (to bardzo ważna kompetencja), ale przecież nie wnika w szczegóły gospodarowania w Lasach. Tajemnicą poliszynela jest brutalne wnikanie kolejnego już ministra w plany urządzania lasu Nadleśnictwa Białowieża, z naruszeniem prawa i zasad. To dobitny przykład degrengolady prawa, jak również wynik (bez)siły działań ciał doradczych, rad, kolegiów etc. również społecznych (jeśli jakiekolwiek były). Warto powoływać kolejne?
Dowiadujemy się także, jaki miałby być los nadwyżek w leśnej kasie: powinny być spożytkowane dla dobra społeczeństwa i dla dobra naszego państwa. To się wydaje założeniem bezdyskusyjnym. Twierdzenie, że Lasy są wyizolowane z organizmu i potrzeb państwa nie wytrzyma krytyki społeczeństwa. Ja twierdzę, że z pewnością nie wytrzymałoby krytyki rady społecznej, którą pan profesor już widzi. Ale kto ma decydować o tym, czy „społecznie uzasadniona” jest budowa drogi w lesie lub opłacanie się FSC (czytaj: Greenpeace)? Czy działania lub zaniechania, o których już było, nie rozmijają się ze społecznymi oczekiwaniami? Czy ludzie nie chcieliby więcej zarabiać, mieć więcej pracy i mniej ograniczeń? Czy Lasy Państwowe wychodzą naprzeciw tym oczekiwaniom?

Z lasami w sercu i w Konstytucji
Schlebianie prawodawcom i proponowanie kolejnych ciał doradczych nie wydaje się dobrym pomysłem na gospodarność i odpowiedzialność (by nie napisać, że to kiepski żart). To żaden pomysł na właściwe funkcjonowanie Lasów i żaden pomysł na ich bezpieczną egzystencję i rozwój. To także żaden pomysł dla kraju i społeczeństwa. Artykułowanie takich potrzeb jest zgubne dla każdego organizmu gospodarczego i jego ekonomicznej efektywności. Zgubne dla Lasów.
Profesor kończy zdaniem: Mam nadzieję, że koncepcja, o której mówiliśmy, znajdzie poparcie zarówno w środowisku leśnym, jak i wśród polityków. Można się domyślać, że w tej drugiej grupie znajdzie z pewnością, lecz nie zatrzyma walca zmian, który nieuchronnie się toczy.
Ja proponuję zupełnie inną wizję:
                                    Lasów Państwowych w Konstytucji, niezależnych od Ministra Środowiska.
A wszyscy, którzy grożą prywatyzacją, i nie widzą takiej potrzeby, lub uważają, że 30% terytorium państwa nie zasługuje na umieszczenie w Konstytucji, to zwolennicy leśnej korporacji, której efekty są w rzeczywistości dobre tylko dla jednostek, dla zewnętrznych korzyści. Ale nie dla lasów, Lasów i nie dla kraju.
Nie ma dwóch serc, Panie Profesorze.

Tomasz Borecki – W 2002 został wybrany na rektora, a w 2005 uzyskał reelekcję na SGGW.  2010 był członkiem komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego przed przedterminowymi wyborami prezydenckimi. 29 września tego samego roku został doradcą społecznym prezydenta Bronisława Komorowskiego do spraw wsi. Pełnił tę funkcję do 5 sierpnia 2015; Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski (2016); Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski (2003); Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (1998); Medal Komisji Edukacji Narodowej (2001); Srebrny Krzyż Zasługi (1997)

Font Resize
Contrast