Archiwa: Ministerstwo Środowiska -
Tag

Ministerstwo Środowiska

Browsing

Gdy chodziłem do szkoły – było to w czasach przeklętego PRL-u (a kysz maro nieczysta), kraj był siermiężny i nikt nie wiedział, co to jest konsumpcja, nie mówiąc o konsumpcji rozpasanej. Nawet o recyklingu nikt nie miał bladego pojęcia.

Mleko do domu przynosił mleczarz w szklanej butelce, którą co rano zamieniał pod drzwiami: stawiał pełną, a zabierał pustą – czystą i wymytą. Gdy trzeba było więcej, mama dawała mi bańkę i szedłem „Do Stasia” lub „Do studentów” gdzie ją napełniano specjalną chochlową miarką.
Co jakiś czas do szkoły znosiliśmy makulaturę. A przystanek od domu była zbiornica surowców wtórnych (przy ul. Różanej 36), gdzie zanosiliśmy wymyte flaszki, czy makulaturę – co owocowało drobniakami na lody, rurkę z kremem czy bilet do kina. Nie przypominam sobie problemów ze sprzedażą czy wymianą butelek.
Problem powstał waz z pojawieniem się pojęcia recyklingu i potrzebą ochrony środowiska, oraz walki z jego zaśmiecaniem.
Nie będę tu analizował polskiego systemu spalarni, czyli regularnych pożarów śmietnisk, często rosnących w oparciu o import.

Wyraźnie dostrzegamy różnice
Wyraźnie dostrzegamy różnice, różnorodność kształtu, wielkości, nalepek, koloru ….

Poprzestanę na flaszce, butelce. Buteleczce, małpce, flaszencji…
Nie znam historii recyklingu flaszki w magdalenkowej rzeczywistości. Jestem przekonany, że jest bogata, bo każdy Minister Środowiska jest ambitny i dedykuje tej flaszce określoną legislację. To wszystko wskazuje, jakie znaczenie ma flaszencja i jaką rolę pełni w naszej świadomości.
Czy rzeczywiście?
A może ranga butelki nie jest jeszcze odpowiednia?

Aktualnie, w stolicy dużego i ambitnego państwa środkowej Europy, członka Unii Europejskiej, elementu konceptu trójmorza i porozumienia wyszehradzkiego, sojusznika Ameryki, Izraela i Ukrainy, niosącego demokrację wraz z własnym terroryzmem do Iraku, Afganistanu czy Libanu oraz wspaniałomyślnie wspierającego ofiary izraelskich i jankeskich ataków w Syrii, dostrzegam lukę prawną, proceduralną i administracyjną w recyklingu szklanej flaszki. Wiem, że to nie samochód elektro-mobilny i nie elektrownia atomowa, z którymi można się zmierzyć i bez problemu zwyciężyć (?).

Martwi mnie tak niewielka flaszka szklana, choćby po piwie
W Carrefourze, vis a vis mojego bloku (p e e r e l o w s k i e g o), mieszczącym się w pawilonie przejętym po upadniętym PRL-owskim Społem, mogę zwrócić flaszkę, gdy okażę paragon, dowodzący, żem tam nabył ją pełną piwa. Inaczej nie da rady. Mogę ewentualnie liczyć na łaskawość sprzedawcy, gdy kupię znów pełną piwa flaszkę. Kasjer rozlicza każdy zwrot pustej flaszki specjalnie wydrukowanym poświadczeniem zwrotu pustej flaszki, które muszę podpisać, by otrzymać 0,50 zł zwrotu.
W Carrefour express, znajdującym się w pobliżu mojego blokowiska, które miało się zapaść 15 lat temu, jak wieszczyła swego czasu miechnikowszczyzna, spotkałem się z odmową przyjęcia butelki po piwie, którego sklep nie ma w sprzedaży.
Taka odmowa jest nagminna, i muszę w domu magazynować flaszki z rozdziałem na miejsce zakupu. Nie daj Boże się pomylić i iść po piwo z flaszką, pochodzącą z zakupu w innym sklepie. To próżny trud.
Przyzwyczaiłem się już do tego, i choć niepojęta, to jednak troska Ministra Środowiska z całą pewnością ma swoje uzasadnienie. Nie musi być przecież widoczna maluczkim.
Ale wracam do Carrefour express. To, co się tam wydarzyło nie może przecież mieć związku z zatroskaniem Ministra Środowiska, ani tym bardziej Pana Premiera, który przecież nie odpowiada za to co czyni Minister, i nie może za to ponosić żadnej odpowiedzialności.

I tu mamy róznorodność.
I tu mamy różnorodność. Lecz wynika wyłącznie z różnic w etykietach

Nie udało mi się wymienić pustej flaszki „Tyskie palone” na pełną „Tyskie pszenne”. Oczywiście chciałem zapłacić za zawartość – by jasność była. Kasjerka kategorycznie odmówiła uzasadniając, że „Tyskie palone” nie znajduje się w sprzedaży – flaszka więc nie może zostać przyjęta do zwrotu.
W tym przypadku przesądziła kwestia innych nalepek. Flaszki są identyczne. Jeśli trafiają do browaru, to i tak w trakcie mycia muszą być pozbawione nalepek.
Tak więc dowiedziałem się, że nie sama flaszka jest istotna dla recyklingu, lecz nie mniejsze znaczenie ma również obraz nalepki, jaki się na niej znajduje.

Tym samym pozostaję dziś w przekonaniu, że flaszka bez nalepki traci

Uboższa wersja różnorodności

swoje właściwości do recyklingu wysokiego – czyli odzysku, staje się bezzwrotna i bezwarta, i powinna lądować w śmietniku, skierowanym do śmieci tzw. recyklingu mniejszej rangi (jako tzw. stłuczka).

 

 

 

 

Oczywiście nie mogę być zaskoczony taką procedurą

To zdjęcie nie ma ambicji do uprzytomnienia czytelnikowi pełni różnorodności …

Każdy czytelnik to zrozumie i będzie wyrozumiały?
W produkcji znajduje się ogromna ilość wzorów flaszek. A ilość nalepek…., ho, ho, ho.

Nie ma możliwości poradzić sobie łatwo z taką różnorodnością.
Tak, użyłem tego słowa. RÓŻNORODNOŚĆ. Jest dziś priorytetem i celem nie tylko w Puszczy. To istotne w każdej dziedzinie.

Nie ma szans na łatwe uregulowanie sprawy recyklingu flaszki. Rozumiem ambicje kolejnych ministrów i rozumiem ich porażki. Ale trzymam kciuki. I jestem przekonany, że kiedyś i Polsce się uda.

Wszelkie podobieństwa obrazów i nazw są przypadkowe, i autor nie odpowiada za złe intencje czytających powyższe słowa.

 

Paranoja ekologistyczna raczej nigdy się nie skończy. Wskazywanie, że człowiek jest elementem obcym w naturze lub wymuszanie na ludzkiej populacji przyznania się do win oraz do aktywnej skruchy za jej aktualny stan, to elementy terroryzmu ekologistycznego.
Dowiedziałem się, że przez te kilkanaście dni zakazu wstępu do lasu przyroda się odrodziła czy też odżyła.

To dalszy ciąg przedstawienia z serii jakież to dobroczynne skutki zakaz wstępu do lasu spowodował. Nie tylko jako kara dla tych, co zrobili sobie piknik, gdy kraj pogrążony w smutku,  i niemal w żałobie (a propos, czy żałoba narodowa w końcu się pojawi, czy czekamy …?).

Wygląda dziś na to, że jakieś interesa przy okazji i zwierzyna leśna poczyniła, bo moje ulubione Ministerstwo Środowiska ogłosiło w specjalnym komunikacie, że zakaz miał przyczynić się do odrodzenia przyrody. Jak niewiele trzeba (kilkanaście dni), by nowy minister kolejny sukces osiągnął. Czy sam tego dokonał?

Kwitnące śnieżyczki
Zakaz wstępu do lasu – czy rzeczywiście śnieżyczki odżyły?

Widzimy więc oczami wyobraźni, jak w spokoju nabrzmiewają pączki, i jak listki się otwierają na krzaczkach i drzewkach. Jaka cisza nastała, dzięki zakazowi (czyż nie był uzasadniony – sic!). Zwierzątka mogą się spokojnie wygrzewać w promieniach radosnego słoneczka i ze spokojem skubać świeżutką trawkę. Oczywiście trochę szkoda nam tej trawki. Ale tylko troszeczkę, tyci, tyci…
No i ten wilk cholerny. I lis. I jastrząb paskudny – czy na pewno naturalnie zakłócają to przyrodnicze odrodzenie. Czy to w porządku?

Realne zniszczenia przyrodnicze są czynione przez jednostki, które zarządzają przestrzenią gospodarczą, łącznie z władzami państw, w tym w Polsce. To legislacja i służby państwowe odpowiadają, np.: za polską wersję spalarni – czyli masowego sprowadzania śmieci do Polski oraz ich utylizacji przez spalanie. Odpowiada za to Ministerstwo Środowiska i podległe mu służby. Ministerstwo, które dziś wskazuje, jak ta uciemiężona natura odżyła dzięki zakazowi wstępu do lasu, zakazowi, który sama zmajstrowała1, aby za chwilkę rekomendować sobie samemu, jego wycofanie. Może ten obłęd – to skutek wirusa, który się do niektórych mózgów przedostał?

Ministerstwo Środowiska pełne ekoterrorystycznych teorii (i praktyki)2, przedstawia nam swoją wizję lasu bez człowieka, szkodliwości człowieka w lesie i szkodliwości w naturze.

Nie powiedziało ostatniego słowa. Nie przedstawiło nam swojej pełnej wizji natury bez człowieka i swojego oczekiwania w tym zakresie. Ale już napomknęło, albo mu się wymsknęło. Zakaz wstępu do lasu osłabiał żywotność i odporność człowieka, i był nielegalny (wskazanie RPO)

Zaraza uderza w człowieka, i redukuje jego populację.

Są środowiska, które widzą w tym odrodzenie dla natury. Natura się ożywia.

To generalnie żadna nowość. Takie ruchy istnieją na świecie od dawna. Ale nigdy ten kierunek nie był oficjalnie wskazywany, nawet w tak zakamuflowany, ale jednak jednoznaczny sposób.

Terroryzm ekologistyczny, którego przejawem jest radość z wykluczenia człowieka z obszarów leśnych (już nawet nie tylko parkowych), próbuje obarczać ludzi za to, jakie realne i nierealne zniszczenia można zaobserwować w przyrodzie. To oczywista manipulacja i kłamstwo zmuszać całą ludzką populację do fałszywego poczucia winy za zbrodnie, za które nie populacja odpowiada. Odpowiadają ideolodzy od konsumpcjonizmu i neoliberalizmu.

Znamy teorie, że człowiek jest całkiem zbędny na Ziemi. – W końcu zaraza, uderzając w człowieka, redukuje jego populację. Tym samym natura będzie miała się lepiej, na co nam z ukontentowaniem wskazuje Ministerstwo Środowiska wraz z całym swoim zapleczem.

1 Nielegalność wprowadzonego zakazu wg RPO – https://www.rpo.gov.pl/pl/content/koronawirus-rpo-brak-podstawy-prawnej-zakazu-wchodzenia-do-lasu
RPO do Ministra Środowiska ws wstępu do lasów, 7.04.2020

2 Polska strofuje Słowację w sprawie wilków a „Dzikie Życie prostuje”  – https://www.polskawlesie.pl/ochrona-srodowiska/polska-strofuje-slowacje-w-sprawie-wilkow-a-dzikie-zycie-prostuje

MŚ: w ciągu dwóch tygodni zakazu wstępu do lasów przyroda odżyła  – http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81843%2Cms-w-ciagu-dwoch-tygodni-zakazu-wstepu-do-lasow-przyroda-odzyla.html

 

 

Kraj się toczy, a może nawet zatacza.
PZPR liczyła ponad 2 miliony członków. Musiałaby liczyć ponad połowę mieszkańców, stale dodatkowo zasilanych państwowymi środkami czy projektami, by mieć jakąś gwarancję trwałości władzy w systemie wyborczym, i poprzez kupowanie głosów.
Zmieniają się ludzie.
Każda kiełbasa wyborcza prędzej czy później ma swój koniec. Koniec PO i koniec PiS. PSL, SLD i Kukiz ten koniec właściwie już osiągnęli. Polikliki bawiąc się w społeczne łapownictwo (a właściwie w prestidigitatorskie manipulacje) niszczą nie tylko społeczeństwo i kraj, niszczą też siebie (miejmy nadzieje, że ten ostatni element przyspieszy). Niszcząc społeczeństwo niszczą też własne rodziny, dzieci, wnuki.

Powoli zacierają się już początki dobrej zmiany.
Odświeżę więc pamięć:
PiS wystartował z wieloma programami, które artykułował przed wyborami i zaraz po wyborach.  Wiele z nich wyglądało na plany zmian systemowych i strukturalnych, gdyż bez tego nie można byłoby ich zrealizować.  Inne z kolei wskazywały na determinację w przywracaniu racjonalności oraz odpowiedzialności osobistej.
Przed wyborami 2015 roku, Prezes PiS J. Kaczyński bardzo krytycznie opowiadał o stanie Puszczy i negatywnie oceniał dotychczasowe działania w kierunku hołubienia kornika. Dziś już wiemy, że działania PiS, mimo różnorakich medialnych przekazań, skutkują obrazem kompletnego zniszczenia i przyrody puszczańskiej i olbrzymiego majątku wspólnego. Podejmowane przez rząd „dobrej zmiany” legislacje spowodowały zdecydowanie gorszą sytuację puszczańskiej kniei od tej, którą wytworzyła „zła zmiana PO/PSL”. To by wskazywało, że na froncie zniszczenia i destrukcji Puszczy Białowieskiej toczy się wyścig idioty, gdzie metą ma być kompletne zniszczenie „dumy narodowej, w której odtwarza się żubra”.
      Przypomnę plany odbudowy i modernizacji gospodarki wodnej, odtworzenia istniejących szlaków wodnych, „udrożnienia ich”. Nic takiego się nie stało. Stało się zaś powołanie kolejnego ciała biurokratycznego – Wód Polskich i dodatkowego opodatkowania, a widocznym efektem tych działań jest racjonowanie wody, czyli ograniczanie gospodarczego rozwoju. Prawdopodobnie za moment poznamy i tu procedury znane nam z innych centralnych administracji, jak RDOŚ i GDOŚ, gdzie brak kompetencji, elastyczności i działania zastępują procedury drenujące potrzeby obywatelskie w celu zasilania ekologistycznego nieróbstwa i chciejstwa, nie przybliżając nas do realnej ochrony oraz wzbogacenia zasobów wodnych (najuboższych w Europie).
Mimo werbalnych planów i obietnic, nie zobaczymy na polskich ulicach miliona samochodów/pojazdów elektrycznych.
Sądy działają w starym gorsecie, a atmosfera permanentnej wojny w tym obszarze państwa nie kształtuje nowego i lepszego, lecz wznieca społeczne niepokoje.

Jugendlicher Straftaeter im Buero des Gefaengnis-Sozialpaedagogen am 05.07.1995 in der JVA Ebrach (Bayern)Nowe otwarcie, które dokonało się w Sejmie na przełomie 2015 i 2016 roku uprzytomniło mieszkańcom kraju ogromną skalę zaniedbań, czy wręcz działań na szkodę ze strony „złej zmiany”. Nie było ministra, który by z wysokiej, bo sejmowej trybuny, nie informował publicznie o wnioskach do prokuratury. Czyżby nic nie były warte? Czy może to była tylko sejmowa konfabulacja PiS – bo telewizja nie transmituje rozpraw sądowych czy cel więziennych z byłymi prominentnymi działaczami PO/PSL?
Marszałek Sejmu w dniu 1 marca 2020 w osobie Pani E. Witek, nie mówiła już o żadnych pierwotnych planach systemowych i gospodarczych, lecz o programach socjalnych. Namawia do wspierania PiS ze względu na te programy, sugerując, że stracą one byt w przypadku gdyby Polacy wybrali inaczej (zbliżają się wybory prezydenckie).
Programy socjalne są ograniczone demograficznie i nie mogą być kierowane do wszystkich. Jeśli za nimi nie stoją zmiany systemowe mające popychać kraj do przodu, lecz czynią wzrost podatków oraz ściąganie taniej siły roboczej, to nie ma żadnej perspektywy na poprawę sytuacji w pełnej przestrzeni kraju. Programy socjalne służą podtrzymywaniu władzy oraz realizacji działań rządu, które już nie są medialnie przekazywane ludowi. Te zaś niszczą kolejne przestrzenie polskiej suwerenności, która już wcześniej była wątpliwa, niszczą i podważają polski majątek oraz polskie zasoby – w tych obszarach rządy PiS różnią się jedynie kierunkiem wasalizmu.
Wspieranie rodziny to także medialne działania, ale rozwiązania legislacyjne wskazują na coś innego.

Mieszkanie+
Dalekie wizje planistów PiS wskazywały każdemu Polakowi jego miejsce docelowe: ładny domek kryty ceglaną dachówką, z ogródkiem, lub własny kąt na osiedlu w dużym mieście. By to zrealizować rzecz jasna, potrzebny jest odpowiedni system i struktura.
Mieszkanie Plus to kolejny projekt wspomagania obywatela w zaspokojeniu jego tęsknoty za własnym miejscem do spania. „Filar społeczny pakietu Mieszkanie Plus jest segmentem budownictwa mieszkaniowego zaspokajającym potrzeby mieszkaniowe osób średnio i najniżej zarabiających.”  Gdy czytamy ten fragment, zastanawiamy się, czemu Państwo nam na okrągło organizuje i cyzeluje dobrobyt różnymi programami, a nie zrobi programu zasadniczego Pensja Plus lub Podatki Minus. Gdy uświadomimy sobie, że już sam L. Balcerowicz „obiecał nam Niemcy” w 30 lat od przyjęcia „jego” rewelacyjnych koncepcji (rabacji, m.in. przez nich-Niemcy, naszego majątku narodowego) to zastanawiam się czy Mieszkanie Plus wspiera nam wzrost naszych dochodów, czy ma go zastępować na otarcie łez. Bo co tu robi dwa miliony Ukraińców za przysłowiową miskę, podczas gdy nasi chleb z pieca niemieckiego i brytyjskiego…
A więc Mieszkanie Plus, jak inne „plusy” mają wyrównywać szanse i zastępować realny przyrost dochodu setnej części wszystkich Kowalskich. Zanim się Kowalski połapie, w czym rzecz, to nie będzie miał kolejnych fabryk, kopalni, złóż, lasów, a na karku najemników do wykarmienia i perspektywę spełnienia zaszczytnego i ostatecznego obowiązku – u boku budowanego przez PiS neobanderyzmu.
„Celem Narodowego Programu Mieszkaniowego jest zwiększenie dostępu do mieszkań dla osób o dochodach uniemożliwiających obecnie nabycie lub wynajęcie mieszkania na zasadach komercyjnych (do 2030 r. liczba mieszkań przypadająca na 1 tys. mieszkańców powinna osiągnąć poziom 435 mieszkań na 1000 osób).” – czyli zasadniczym celem nie jest wybudowanie mieszkań, lecz osiągnięcie w kraju poziomu 435 mieszkań na 1000 osób.
„Cały proces inwestycyjny trwa od 4 do 6 lat. Realizacja inwestycji w ramach programu Mieszkanie Plus rozpoczyna się zatem dużo wcześniej niż wbicie pierwszej łopaty.” – Innymi słowy niewiele się zmieniło w postrzeganiu potrzeb i ich realizacji.
Polska, która ma ogromne zapóźnienia infrastrukturalne – m.in. drogowe, stworzyła w Ministerstwie Środowiska (sic!) Ustawę ochrony przyrody rzekomo w celu wsparcia procesu inwestycyjnego w obszarze budownictwa drogowego. Nie stworzyła Polska rozwiązań prawnych w Ministerstwie Infrastruktury w celu maksymalnego skrócenia czasu inwestycji i minimalizowania kosztów okołoinwestycyjnych, lecz przeciwnie, stworzyła legislację MŚ, która wydłuża proces i generuje ogromne koszty – mamy jedne z najdroższych dróg w budowie.
Jeśli Państwu zależy na rozwoju budownictwa to naturalnym jest, że bierze się za redukcję procedur, które mitrężą cały proces dochodzenia do rozpoczęcia inwestycji lub je znosi. PiS zależy, jak już napisałem na wstępie, na czym innym. Samo mieszkanie dla Kowalskiego to łatka do prawdziwych zamiarów. Bo mitręga okołobudowlana trwać ma od 2 do 4 lat, zanim dojdzie do wbicia łopaty! Nie uproszczono procedur, by trwały 2 miesiące!
Obrazek przedstawiający Pana J.Kaczyńskiego jest więc obrazem, który ma wpływać na nasze lepsze samopoczucie. I wpływa – na samopoczucie tych, którzy nie interesują się prawdą.
Samo zaś mnożenie urzędów, kolejny zabór publicznych środków zamiast instytucjonalnych/systemowych zmian w kierunku wykorzystywania istniejącego potencjału nie powinno wywoływać w nikim westchnień zachwytu i euforii. Jakże prawdziwie brzmią i dziś słowa Bartłomieja Sienkiewicza, które można poprzedzić krótkim wstępem: „Jak było, tak jest: ch.., d..a i kamieni kupa”
Dziś jednym z elementów mających wspomóc system budownictwa w ramach programu Mieszkanie Plus jest państwowa osoba prawna pn.: Krajowy Zasób Nieruchomości.

Krajowy Zasób Nieruchomości
Bardzo szybko uporano się z koncepcją Krajowego Zasobu Nieruchomości. Firma ma działać kierunkowo dla poprawy doli Polaków w zakresie mieszkalnictwa. Przejęła w tym celu w postaci aportu lub gwarancji zastawione obszary Skarbu Państwa – olbrzymi majątek Polaków – by nie było niedomówień. Tym samym Polacy zostali wyzbyci, np.: z powierzchni 600 tysięcy hektarów lasu – bo taką powierzchnię wskazano do Zasobu. Oznacza to, że gdyby osoba prawna pod nazwą Krajowy Zasób Nieruchomości zaczął się źle czuć, (co jest przecież możliwe, a nawet, jak uczy doświadczenie, wysoce prawdopodobne, gdy tylko nastąpi kolejna perturbacja polityczna. Nie jest wykluczone, że i obecna poliklika, może zdanie zmienić, wówczas zasób Lasów Państwowych zmniejszy się do tego z roku: 1967. Nie będzie to powierzchnia 7,2 milionów hektarów, lecz 6 milionów i 600 tysięcy hektarów. To kolejne grabienie majątku Polski, w dużej mierze wytworzonego w tak nielubianym PRL – a może to jest zasadnicza przyczyna niszczenia leśnego majątku. Uwzględniając to, iż nie widzimy Tuska czy Rostowskiego, nie mówiąc o Nowickim, Korolcu, Zaleskim czy Tomaszewskim za kratami, należy domniemywać, że taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny. Niezależnie od tego czy chrapkę na lasy przejawia hałastra z Nowego Yorku (pamiętamy wszak o doniesieniach Wikileaks z Tuskiem, Komorowskim, Kaczyńskim na pierwszym planie – Wikileaks; wpisy w aneksie) czy tylko „miejscowe byznesmeny”, istnienie KZN stanowi zagrożenie dla majątku Polaków i Państwa.
Przekazywanie do KZN obszaru 600 tysięcy hektarów (Tomaszewski/Szyszko/Adamczyk/Szydło/Morawiecki) to znacznie bardziej bolesna kwestia od kontrybucji nałożonej przez Rostowskiego-Tuska („tylko” 1,5 miliarda złotych).
Patriotyczna narracja (choć pamiętajmy, że jednak m.in. neobanderowska w realizacji), i nabożne uczestnictwo w nabożeństwach nie powinno nas znieczulać i mylić, gdy idzie tak naprawdę wyłącznie o naszą własną kieszeń.
Tym bardziej, że …

Lasy Państwowe działają na mniej niż pół gwizdka
Napór medialny otaczający Polaków, w którym uczestniczy także telewizja publiczna, wskazuje, że w Lasach trwa wycinka, że jest zła i lepiej gdyby jej nie było. A wówczas, żyłoby nam się lepiej i …
Oczywiście jest to nieprawda, to ideologia ekologizmu, której głównym sponsorem jest Państwo i jego agendy, np.: Minister Środowiska, Minister Płacy, Pracy i Polityki Socjalnej, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji nie mówiąc o Ministerstwie Sprawiedliwości, Prokuratorze Generalnym czy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego – choćby przez zaniechania.

Zdewastowany drzewostan świerkowy - przyczynek do pozycji kornika w LP i RPIII...
Zdewastowany drzewostan świerkowy – – przyczynek do pozycji kornika w LP i RPIII …
Mnożone w sposób gospodarczy zasoby martwego drewna - obraz zaprzaństwa i obskurantyzmu
Mnożone w sposób gospodarczy zasoby martwego drewna – obraz zaprzaństwa i obskurantyzmu

 

 

 

 

 

 

Od połowy lat 90-tych XX wieku obowiązuje zasada, że wycinka w Lasach dotyczy tylko 50% masy ich przyrostu. Oznacza to, że na rynek krajowy trafia tylko połowa produkowanej przez Lasy Państwowe masy. Tym samym LP zamiast uzyskać ze sprzedaży 100% od 30 lat uzyskują tylko 50%. Abstrahując od tego, że niesie to ogromne dodatkowe zyski w państwach, które użytkują masę zbliżoną do 100% leśnego przyrostu, mamy permanentną stratę ogromnego majątku. Jak można w tej sytuacji zrozumieć medialną propagandę na temat jakiejkolwiek wycinki dokonywanej w polskich lasach? Jak można zrozumieć napór pseudoekologicznych stowarzyszeń? To ewidentne wspieranie państw obcych i ich gospodarek leśnych, w których takie prawa obskurantyzmu ekologistycznego i naukowego nie obowiązują. Tym samym są to działania na szkodę Polski i Polaków.
Ta strata nie jest do odrobienia, gdyż niepozyskany w odpowiednim momencie surowiec drzewny staje się bezwartościowym i bezkształtnym próchnem.
Spróbujmy jednak z grubsza policzyć…

Średnie użytkowanie w LP w okresie ostatnich 30 lat to ok 25 mln m3 surowca, a średnia cena to ok. 300 zł za m3, co daje roczny przychód na poziomie ok.7.5 miliarda złotych. Rentowność LP jest skandalicznie niska i oscyluje na poziomie 4-5%, czyli zysk oscyluje na poziomie 340 milionów złotych rocznie. Warto wskazać, że w krajach, gdzie lasy państwowe pełnią funkcje gospodarcze, a nie administracyjne (jak to jest zgodnie z magdalenkową koncepcją w Polsce), rentowność oscyluje na poziomie ok 15 – 20 % (czyli organizacja np. austriackich lasów państwowych generowałoby u nas zysk na poziomie 1,5 mld zł, czyli ponad 4 razy większy niż generują wyśmienici zarządcy DGLP – „Na czym polega las…”).
W każdym razie, przez 30 co najmniej lat Polakom przeciekał przez palce majątek ok. 340 mln zł rocznie, to łącznie ponad 10 miliardów złotych.
Czy wybitny finansista i bankowiec, zarządca majątkiem narodowym i szczodry rozdawca misek ryżowych złapał takiego złodzieja? A Prokurator Generalny? A może nic nie wiedzą, bo NIK realizuje badania takie, jakich oczekują (np. w Puszczy Białowieskiej).
A Kamiński? Pamiętacie mistrza świata w ściganiu bezpieczeństwa wewnętrznego (ABW robi to, na co jest polityczne przyzwolenie)?
Oczekuję 10% znaleźnego.

Wzmacnia nas Krajowy Zasób Nieruchomości
W tych to pięknych okolicznościach przyrody powstaje plan wspomożenia Polaków w ich mieszkaniowej nadziei-beznadziei. Zabiera się Lasom ogromną ich połać, zamiast wykorzystywać ich gospodarczy potencjał.
Ile mieszkań można kupić za 10 mld zł (czyli za kwotę z premedytacją straconą i rokrocznie powiększaną o ok. 340 milionów złotych)?
Średni koszt metra kwadratowego mieszkania w Polsce to ok 3,5 – 4 tys. zł (choć firma budowlana z Ciechanowa realizuje stan surowy zamknięty w cenie 1000 złotych za m2 – wczoraj widziałem ofertę). A mieszkanie dla rodziny 2+2 o dobrze zaprojektowanym układzie to około 70 metrów, a więc koszt 260 tysięcy złotych. Gdyby rozdawać mieszkania, beż żadnego udziału materialnego przyszłych mieszkańców, to za kwotę 10 mld zł tych mieszkań byłoby ok 40 tysięcy. Austriacy rozdaliby zaś nam około 150 tysięcy mieszkań (gdyby tylko mogli zarządzać naszymi Lasami).
Oczywiście nikt mieszkań nie rozdaje. I nie jest to celem polityki mieszkaniowej kraju, która artykułuje go, jako przyrost zasobów mieszkaniowych w Państwie. Mieszkania będą stanowić zasób i będą wynajmowane za określony rynkowy czynsz, z możliwością jego obniżenia w szczególnych warunkach i możliwością wejścia w posiadanie po latach. Załóżmy, że te warunki obniżą dostępność mieszkania o 10-20 procent. Czyli koszt mieszkania wartego 260 tysięcy, będzie realnym kosztem nabywcy na poziomie 245 tysięcy. Wpłaty chętnych na takie mieszkanie, dokonywane z ich własnych zasobów lub z kredytów, powodują, że kapitał własny przedsięwzięcia nie jest jednorazowo wydawany na projekt. To oznacza, że przykładowa kwota 10 mld zł będąca w dyspozycji, może wygenerować na rynku nie 40 tysięcy mieszkań lecz zdecydowanie więcej.
A ile mieszkań dał program Mieszkanie+ wraz ze spółka państwową pn.: KZN? – Kilkaset, no może kilka tysięcy w okresie kilku lat istnienia.
Wymuszono zgłoszenie do KZN gruntów Skarbu mających mieć właściwości działek budowlanych. Jak to się stało, że po weryfikacji, pozostało ich mniej niż 0,1 procenta? Czy Ci, co zgłaszali pod presją działki, czynili to w dobrej wierze, czy też po to by bić rekordy uniżoności wobec politycznego pryncypała, który wymyślił kolejną koncepcję i obdarzył nią …?
Tym samym wskazuję na kolejną kwestię wewnątrz tego systemu, która poza samą jego złą istotą jest źle realizowana. Wygląda wręcz na to, że wewnętrznie podlegli urzędnicy sabotowali koncept zgłaszania właściwych działek (zgłoszono w sumie ponad 500 tysięcy sztuk). Lub ich (działek) weryfikacja, która trwała ponad 2 lata (i przez ten czas absorbowała rzesze urzędniczych specjalistów) była zła. Nie jest żadnym sukcesem prowadzenie dwuletniego procesu weryfikacji działek zgłoszonych w intencji zabudowania ich „mieszkaniami plus”. Urzednicza, dwuletnia ciermiega zakończyła się pozytywnie w 500 przypadkach/działkach!
Organizacja KZN ma postać spółki. Jej zasobem są działki przeznaczone do zabudowania w ramach projektu Mieszkanie plus.
Czemu DGLP Konrada Tomaszewskiego z Ministrem Środowiska Janem Szyszką zgłosili do KZN powierzchnię 600 tysięcy hektarów lasów?
Lasy Państwowe są szantażowane od dawna z powodu złej Ustawy o lasach, kompletnie alienujacej monopolistę na rynku drzewnym od Państwa i jego potrzeb.
V. Rostowski wyjął z leśnej kasy 1,5 miliarda, a teraz Szydło z Morawieckim wyciągnęli łapy po 600 tysięcy hektarów lasu.
Jaka to wartość: 600 tysięcy hektarów powierzchni leśnej.
Policzmy: Niedawno dowiedzieliśmy się, że w Beskidzie Niskim potrzeba było 150 tysięcy złotych na zakup 5 hektarów lasu (miał być dziki, ustronny, stać się pseudo ochroniarską idyllą stowarzyszenia, które ściągnęło środki od naiwnych: w Polsce istnieje już system Parków Narodowych, który wypełnia te cele).
Bez wielkich zaokrągleń kwota 150 tysięcy wskazuje, że hektar lasu kosztował w okolicach Dukli 30 tysięcy złotych (wiecie gdzie jest Dukla?). Abstrahując nawet od tego, że wskazana powierzchnia 600 tysięcy hektarów miała spełniać warunki działek budowlanych, więc położonych w okolicach istniejących aglomeracji, miast i miasteczek (a więc dzikość i odosobnienie nie sa pożądane), to zdajemy sobie sprawę, że to kwota śmiesznie niska: 3 zł za 1 m2 działki potencjalnie budowlanej (sic!). Powierzchnia leśna 600 tysięcy hektarów liczona wg zasad dzikości i odludzia daje nam wartość rynkową 1,8 miliarda złotych. Gdy jednak urealnimy tą wartość przyjmując, że minimalna wartość działki

Cena 1 m2 działki budowlanej w 2019 roku w Polsce, wg. Bankier.pl
Cena 1 m2 działki budowlanej w 2019 roku w Polsce, wg. Bankier.pl

budowlanej oscyluje dziś między 54 zł a 187 zł za 1 m2, lub odrzucając te wartości jako skrajne przyjmiemy, że koszt kształtuje się między 66 zł do 121 zł za 1 m2, i średnią cenę (bez drzewostanu) na poziomie ok 90 zł za 1 m2 okazuje się wówczas, że wartość tego gruntu (bez wartości drzewostanu) to kwota 540 miliardów złotych. To już niemal tyle, na ile przystałaby  hałastra z Nowego Yorku wraz z izraelskim zapleczem.
Nie było wielkiego lamentu. Protestów, i zbierania podpisów. List, lub raczej liścik*, wystosowała leśna Solidarność…Może aktywiści liczą na jakieś mieszkanie+.
Buzek z Krzaklewskim ( przypomnę, że działali w imieniu Solidarności) opracowali plan prywatyzacji i reprywatyzacji LP.
Ustawa stanęła na posiedzeniu Rady Ministrów na początku lipca 2016, więc musiała być uzgodniona co najmniej miesiąc wcześniej – w czerwcu, a dr K. Tomaszewski – Dyrektor Generalny LP – chwilę po uchwaleni oświadczył, że jest kompletnie zaskoczony obszarem, … który sam wskazał do KZN, że będzie walczył o zmianę tej powierzchni. 
Czy byłoby to możliwe, gdyby LP były firmą i płaciły normalne podatki i realizowało zadania gospodarcze dla wspólnego dobra? Nie 340 milionów, lecz 1,5 miliarda, a może nawet 5-6 miliardów (pod warunkiem opieki nad wodami śródlądowymi i ochrony przeciwpowodziowej).
Jak na przykład Lasy Państwowe Austrii, które budują elektrownie wodne.
W Czechach tamtejsze lasy państwowe będące przedsiębiorstwem państwowym, płacą rocznie ok. 1 miliarda złotych podatku państwu z działalności na powierzchni 1,3 mln ha lasów, (a zajmują się ponadto wodami śródlądowymi i ochroną przeciwpowodziową), zwiększając przy okazji swoją powierzchnię, czyli zassób, w oparciu o rynkowe zakupy. 
Policzcie: 1 miliard złotych (nie 340 milionów) przez 30 lat. A lasów mają nie 7 milionów hektarów, lecz 1,3 miliona hektarów. Jak myślicie w czyim interesie działają?
Gdyby Czesi zarządzali Lasami Państwowymi Polski na warunkach czeskich, to do naszej wspólnej kasy trafiałoby 6 mld zł rocznie (nie 340 mln zł jak to dziś wpłaca A Konieczny – a gdzie reszta, Panie Dyrektorze? ławeczka w Łazienkach to najwyżej dla dwojga). Przez 30 lat daje to Państwu 180 miliardów złotych (rachunek jest prosty: 30 lat x 6 mld daje nam 180 mld, podczas gdy zamiast tego LP dały: 30 lat x 0,34 mld czyli 10,2 mld zł; czy wyobrazacie sobie tą różnicę: 170 miliardów złotych). Czyż potrzeba manipulacji Mieszkaniem+, Emeryturą+ czy 500+?

Można zbudować pięć programów mieszkaniowych dla Polski. Można nawet i dziesięć. I truchtać w miejscu, robiąc głupie miny, fundując ławeczkę w Łazienkach, i leżąc krzyżem w kościółku zarzynać kolejną kurę znoszącą złote jajka, i rozpowiadać, że to najlepszy pomysł na świecie.
Wiadomo więc, że wszyscy w wokół nas, rozdziawiają gęby ze zdziwienia, klaszczą, i proszą o więcej.

PS
Zgodnie z przyjętą w 2019 roku zmianą w Ustawie o KZN, przepisy ustawy nie będą stosowane do gruntów zarządzanych przez Lasy Państwowe. Z przeprowadzonej analizy wynika, że nieruchomości ujęte w wykazach położone są w większości w dużych, zwartych kompleksach leśnych, co stanowi istotne ograniczenie ich wykorzystania pod inwestycje mieszkaniowe.
W sumie z ponad 500 tysięcy zgłoszonych działek, po ich weryfikacji zakwalifikowano pod budownictwo programu Mieszkanie+ tylko 500 działek, czyli co tysięczną zgłoszoną działkę!
Jestem w stanie dopomóc, i wskazać jeszcze kilkanaście – w ramach wolontariatu.

Epilog
Czy można marnotrawiąc ogromny majątek z jednej strony, budować jednoczesnie z drugiej strony dobrobyt i jakiekolwiek projekty pozytywne dla Polaków i Państwa.
Gdy mamy świadomość ogromnego wyniszczania, które dzieje się w każdym dniu, w każdej godzinie, to każdy podsuwany plan mający cokolwiek usprawniać, wzmacniać i budować nie może być wiarygodny i uczciwy. Nie piszę tu o przypadku, pojedynczym błędzie, lecz o działaniu długotrwałym i ciągłym – na szkodę.
Uczciwość nie pozwala, by w tym samym czasie coś niszczyć i coś budować.  W takiej rzeczywistości nigdy bilans nie bedzie dla nas  pozytywny. To hipokryzja i pogrążanie.

*Komorowski mówi…

link do dokumentu ambasady SZA

 

 

*Kaczyński w 2009 roku zobowiązał się …

link do dokumentu ambasady SZA

 

 

* – List Solidarności :
pismo-21-lipca-2017_KZN (1)

 

 

 

Przypominam odległy w czasie, lecz aktualny w temacie, artykuł: „Narodowy Program Leśny: czy narodowy i czy leśny”. Wydawca Racjonlista.pl zamieścił go pod innym tytułem: „Ekologizm a ekologia w debacie o lasach”. Dziś publikuję go pod tytułem będącym kompilacją tych dwóch.
Pierwotnie artykuł ukazał sie na łamach trzech numerów Lasu Polskiego: 5, 6, 7 / 2015. – Dziś nie byłoby to możliwe. – Właściciel dwutygodnika branży leśnej zakazał publikacji moich tekstów (więcej szczegółów: „Pytania, których nie zadam…”) po moim prywatnym liscie do niego. Dziś z niezależności Lasu Polskiego pozostało wspomnienie.

1. Wstęp – zapoznanie z tematem, oklicznosciami i szerszym planem
2. Zacznijmy jednak od klimatu
3. Po cóż nam lasy
4. Gdzie się skrył genotyp
5. Selekcja nie istnieje!
6. Co z tą wodą, czyli selekcji ciąg dalszy
7. Refleksja końcowa
8. Przypisy

Wstęp

„Znaczenie lasów w środowisku przyrodniczym i gospodarce zobowiązuje do całościowego spojrzenia i stanowi uzasadnienie zorganizowania szerokiej debaty nad kierunkami ochrony, rozwoju i sposobami użytkowania zasobów leśnych w Polsce.” Minister Środowiska Marcin Korolec

Są tacy, którzy uważają, że to koń najbardziej się trudzi; Nadleśnictwo Rymanów
Są tacy, którzy uważają, że to koń najbardziej się trudzi; Nadleśnictwo Rymanów

Dyskusja nad przyszłością lasów (państwowych, ale nie tylko tych) toczy się na stronie internetowej, której gościny udzielił portal Instytutu Badawczego Leśnictwa (http://www.npl.ibles.pl/).

Czy debata, o którą apelował Minister jest wystarczająco szeroka? Moją uwagę zwraca zasadniczy, pominięty wątek: czy lasy w Polsce mają przejmować role parków narodowych, jak to się dzieje od dwóch dekad, czy też mają mieć związek z człowiekiem, jego dobrostanem i koniecznością wypełniania wszystkich funkcji? Ale nie z ochroną bierną, gdyż ta nie wypełnia wszystkich elementów zrównoważonego rozwoju i służebności wobec mieszkańców naszego kraju.

Narodowy Program Leśny nie zajmuje się tym wcale. Czy debata wypełnia tym samym przesłanie Ministra Marcina Korolca, czy też wciąż „udaje”, że sprawy nie ma?

Organizatorem, moderatorem wymiany poglądów i dyskusji jest profesor Kazimierz Rykowski. Na uwagę zasługuje fakt próby wciągnięcia do debaty Adama Wajraka po tym jak ten ogłosił na łamach Gazety Wyborczej artykuł pod tytułem: „Manifest Wajraka: Lasy stworzyły sobie państwo”.

Tekst powstał w gorącym czasie nakładania na Lasy Państwowe kontrybucji (gdyż nie sposób nazwać inaczej ściągnięcia daniny poza obowiązującym w kraju systemem podatkowym, po to by ratować bieżący stan finansów, za który nie Lasy Państwowe są odpowiedzialne). Redaktor Gazety Wyborczej wskazał na kilka elementów, które są zgodne z rzeczywistością. Obowiązująca Ustawa o lasach w rzeczywistości przekształciła monopolistę surowcowego w aparat administracyjny nie związany z rynkiem i krajem. Ustawodawca pomylił służebną rolę LP w stosunku do społeczeństwa i gospodarki kraju, z rolą Parku Narodowego, dla którego nie ma innych priorytetów niż ochrona przyrody – nota bene charakteryzująca się ideologiczną zmiennością zależną od miejsca, czasu i innych bliżej nieokreślonych elementów. Niestety Adam Wajrak nie dostrzega związku obowiązujących zasad z działalnością ówczesnych „doktrynerów gospodarczych” przy propagandowym wsparciu swojej gazety. Dziś, obarczając winą Lasy Państwowe, gdy organizacja ta w rzeczywistości wypełnia prawo powstałe w 1990 roku oraz zarządzenia Ministrów Środowiska, nie zauważa korzyści, jakie z tej całej struktury czerpie „ekologizm”. To nie jedyny przypadek, gdy redaktor nie potrafi powiązać skutków z przyczynami.

Trochę mnie dziwi, w tych okolicznościach, sposób potraktowania wybitnego znawcy i zaangażowanego w ”zapuszczoną puszczę”* profesora Kazimierza Rykowskiego przez redakcję Gazety Wyborczej, która odmówiła mu zamieszczenia dyskusji z „naczelnym ekologiem kraju”. To symptomatyczne odcięcie się największego medium opiniotwórczego od Narodowego Programu Leśnego (NPL). Celowo poświęcam tej sprawie więcej miejsca, gdyż ani w opracowaniach ani w dyskusji nikt nie poświęca uwagi znaczącej roli Gazety Wyborczej i Adama Wajraka w kształtowaniu gustów i wpływania na stan rzeczy.
Nikt, prócz kierownika projektu, profesora Kazimierz Rykowskiego.

Zacznijmy jednak od Klimatu
Ogromne znaczenie przywiązuje NPL do zmian klimatu. Nie zamierzam się wdawać w polemikę na ten temat.

Wierzba w Rymanowie - jak inne lekkonasienne wyklęta z Lasu
Wierzba w Rymanowie – jak inne lekkonasienne wyklęta z lasu

Nie jestem klimatologiem, lecz prezentuję sceptyczne stanowisko do każdej nagłaśnianej medialnie doktryny. Pamiętam skandal, jaki miał miejsce tuż przed rozpoczęciem szczytu klimatycznego w Kopenhadze, gdy ujawniono prywatną korespondencję niektórych orędowników globalnego, i w dodatku antropogenicznego ocieplenia, mocno podważającą ich oficjalnie prezentowane stanowisko. Czy to był tylko wynik braku wiary w siebie – brytyjskich „uczonych”?

Nie tylko przyczyny, ale również sam fakt ocieplenia klimatu nie jest dla wszystkich oczywisty. Zapraszam czytelnika do zapoznania się ze źródłami*, które przedstawiają inne stanowisko, ale nie mają szans przebić się w świecie mainstreamu i tzw. poprawności politycznej.
Spektrum odporności gatunków lasotwórczych występujących w kraju jest ogromne. Warto spojrzeć na granice zasięgów tych gatunków. Jest więc skąd czerpać! (należy tylko przystosować do tego obowiązujące prawo administracyjne i ochrony środowiska, gdyż stanowią ideologiczne i wyimaginowane bariery). Wskazuje na to po części również profesor Jerzy Szwagrzyk*.

Cenne z pewnością jest zwrócenie uwagi na wiele gatunków nieobecnych w leśnictwie, a mających ogromny potencjał. Nie tylko gatunków tzw. rodzimych.
A zmiany klimatyczne nie są skokowe.
I choć takimi nie są, to jeśli będą zachodzić, to będziemy się spotykać ze zjawiskami o charakterze ekstremalnym i katastrofalnym. Składy gatunkowe upraw i ich dobór w kierunku odporności na tego typu zjawiska powinny to uwzględniać. Póki co, zróżnicowanie gatunkowe postępuje w kierunku odwrotnym, ale za to zgodnym z ideologią ekologizmu i „zadębiania”. Odwoływanie się do dalekiej historii (paleontologia) nie musi być słuszne, gdyż w międzyczasie zaistniała cywilizacja człowieka i znaczące zmiany na globie.

Czyżby pojawienie się człowieka i rozwój ludzkiej cywilizacji umknęło czyjejś uwadze? Z jednej strony antropogeniczne ocieplenie a z drugiej natura jak w epoce międzylodowcowej? Trudno się w tym wszystkim połapać. A przecież realny stan populacji ludzkiej, cywilizacji człowieka musi być brany pod uwagą i musi być elementem kluczowym każdej dyskusji, nie tylko o lesie. I choć zmiany klimatyczne nie mają charakteru skokowego, nie mają tego charakteru zmiany aktywności Słońca czy też wędrówka bieguna magnetycznego, to już emisje wulkaniczne mogą takie tempo przybierać. Tylko czy są w stanie dorównać niektórym skokom nastrojów czy przebłyskom inteligencji?

Niewłaściwe jest zamykanie się na wymianę międzynarodową pod presją ekologistycznych teorii o obcości gatunków i pochodzeń, także w kontekście zmian klimatycznych. Nauka ma spore doświadczenie w tym zakresie*, lecz z przyczyn ideologicznych pozostaje ono nie wykorzystane. Czy to wciąż zbyt bolesny temat? Czy trzeba aż poczuć smród skwierczącej skóry (nawiązując do ocieplenia)?

Nie widać związku (w toczącej się dyskusji) między zdrowym lasem a masą produkowanego tlenu. Może w ukryciu ma pozostawać fakt, że lasy w Polsce produkują tlenu coraz mniej, gdyż ideologia przekształcania ich w cmentarzysko, cudów nie uczyni w tej materii. Tym samym, tak nielubiany gaz cieplarniany, jakim jest w mniemaniu ekologistów CO2, przesądzający według nich o globalnym ociepleniu (choć przecież para wodna, mająca zdecydowanie większą masę cząsteczkową, mogłaby wielokrotnie bardziej ten globalny „cieplarniaryzm” pobudzać) nie jest utylizowany w stopniu maksymalnie możliwym. Podobnie tlen (O2), którego produkcja przez lasy jest odwrotnie proporcjonalna do ich wyniszczania w duchu ekologizmu.

Przypomnę wypowiedź profesora Stanisława Ostaficzuka wskazującą na to, że jeśli zależałoby nam na ograniczaniu CO2 w sposób maksymalny, to powinniśmy skupić się na maksymalnie efektywnej produkcji w lesie masy drewna, jego pozyskiwaniu i chowaniu wraz z zaabsorbowanym C (węglem) w szybach kopalnianych. Czemu ten wartościowy kierunek dyskusji został pominięty w panelu Klimat NPL? Jeśli rzeczywiście TEN KLIMAT leży nam na sercu? Byłoby to z pewnością cenniejsze niż sztuczne wyłapywanie gazu CO2 i wtłaczanie go pod ziemię! Gromadzenie węgla (C) pod ziemią w postaci „wyrąbanego lasu” nie niesie przecież żadnego ryzyka rozszczelnienia! Ale wówczas zdałaby się selekcja. I poważniejsze traktowanie możliwości absorpcyjnej CO2 przez las i przez produkowany surowiec drzewny.

Po cóż nam lasy
Ratując nas przed klęską „cieplarniaryzmu” (bo przecież NPL – Klimat) profesor Kazimierz Rykowski rozściela przed nami* wizje uruchomienia produkcji drewna na plantacjach. Proponuje do zagospodarowania setki, może setki tysięcy czy nawet miliony hektarów ziemi by za lat 50 wyprodukować w kraju etat pozyskania w wysokości 90-100 mln m3 drewna?!
Rozkosz dla uszy drzewiarzy!

Toż to już powinniśmy zaczynać! Czy jesteśmy gotowi? Może rozpiszemy pożyczkę narodową? Ludzie tylko czekają – jak po świeże bułeczki. Chętnie udzielą wsparcia. Wciąż przecież tryskają zaufaniem, optymizmem, błyskawicznie uruchomią kolejne pokłady energii i … pieniędzy. Zgodzą się nawet na podniesienie wieku emerytalnego o 2-3 kolejne lata….
Jeśli ich ktoś zapyta?
Zapyta Pan, Panie Profesorze?

Profesor proponuje planowe zadrzewienia przydrożne.
Może jeszcze program zwiększania lesistości, właśnie plajtujący, gdyż dla państwa i jego elit zdecydowanie istotniejsze były programy hodowli orzechów.

Zasoby leśne Polski, Polaków rozkładajace się na pniu w imię ideologii ekologizmu i samorództwa
Zasoby leśne Polski, Polaków rozkładajace się na pniu w imię ideologii ekologizmu i samorództwa

Proponuje jednocześnie wykorzystanie nowoczesnych kultywarów topolowych – bo właśnie te „nie nowoczesne”, bo PRL-owskie, są „wykańczane” wraz z „wykańczaniem” programu topolowego rodem z czasów „ciemnoty” lat 60-tych XX wieku! Nawet nie najlepszy program, ale ukończony, zawsze jest nośnikiem wiedzy.

Dziś mamy nową epokę i nowych profesorów!? I nieograniczone fundusze by zacząć jeszcze raz!?

W Polsce dobrze już zakorzeniły się firmy tej branży (np. Alasia New Clones), które radzą sobie bez osiągnięć innych profesorów z IBL w dziedzinie produkcji topolowych kultywarów.

Wprowadzone w Polsce zasady Natura 2000 zmusiły wielu rolników do przeznaczenia tysięcy hektarów na plantacje topolowe (gdzież były te nowoczesne, polskie kultywary?), gdyż program ochrony zakazuje w swej ideologicznej hipokryzji zalesień.

Niestety nie ma to wielkiego związku z potrzebami społeczeństwa i kraju. Nie zwiększa też zasobów stabilnej „różnorodności biologicznej”

Po kolei więc, lasy: nie mają produkować tlenu (O2), nie mają utylizować dwutlenku węgla ( CO2), nie mają produkować drewna! Ponieważ profesor Kazimierz Rykowski jest fitopatologiem, to może lasy mają zająć się produkcją fitopatologii?

Jeśli to nie lasy mają produkować drewno, to gdzie ma powstawać ten hołubiony tlen, gdzie ma następować utylizacja obrzydliwego CO2.

To są pytania, które bardzo mnie nurtowały w dziedzinie selekcji i hodowli lasu wytyczanej wizją profesora. Odpowiedź jest tak prosta jak przysłowiowy drut, bo nie ma problemów nie do pokonania …. . Choć propozycje i wizje wykraczają mocno poza fitopatologiczną i „ochraniarską” domenę Profesora, to odważnie je nam wskazuje. Nie mówiąc wprost, że to nie lasy będą produkować drewno unika informacji (zamartwiającym się leśnikom), czym w takim razie będą się one zajmować!
Wypędzając leśników z lasu chce ich zapędzić do produkcji drewna poza lasem.
Nie ma to związku z NPL!!!
Odnoszenie się do nielasu w programie LEŚNYM nie wydaje mi się cenne dla Narodowego Programu Leśnego.

Dlatego Profesor nie zdradza szczegółów, tylko rzuca MYŚL.

Podchwytuje idee dyrektor Leśnego Banku Genów dr Czesław Kozioł*. Nie kontestuje aktualnej sytuacji lasów państwowych, co w jego sytuacji jest zupełnie zrozumiałe (LBG to element w strukturze LP). Podejmuje zaś matematyczną wyliczankę, na temat możliwości produkcyjnych wirtualnych plantacji szybkorosnących (analizę tych wyliczeń warto poważnie zweryfikować). Wskazuje tym samym z jaką powagą odebrał MYŚL Profesora i jak poważnie zainteresował się możliwościami produkcyjnymi plantacji agroleśnych, jakby przerzucenie tam produkcji było realne, racjonalne i mogło w dalszym ciągu rozwijać naukę selekcji, o którą się przecież upomina w swoich artykułach. Zapomniał, że już dziś, odchodząc od nieuzgodnionych z suwerenem (czy suweren to czasem nie Naród?) zasad wyniszczających lasy i drewno, można podwoić produkcję na obszarze lasów. Nie trzeba na to dziesięcioleci!

Gdzie się skrył genotyp
Profesor Kazimierz Rykowski wskazuje na ogromną rolę 5% powierzchni referencyjnej pozostawianej na lasach. Według niego to ogromny magazyn genetyczny. Co prawda skala marnotrawstwa w lasach nie zamyka się na 5% powierzchni i 5% masy, lecz oscyluje dziś na poziomie około 50% masy. Powierzchnie referencyjne jako zasób genowy to bardzo krótka perspektywa (30-40 lat). Dalsze popychanie tych teorii nie będzie raczej możliwe z przyczyn fizjologicznych (drzewa umierają na pniu wraz z cennymi zasobami genetycznymi, lecz czego wymagać od profesora od grzybów.

Jeśli fabryka produkująca zapałki lub gwoździe zostałaby zobligowana, by dla istotnych celów państwowych przeznaczyć do niezwłocznej utylizacji 50% produkcji, to byśmy wszyscy pukali się w głowy i niedowierzająco nimi kręcili. Jeśli to się dzieje z lasem i drewnem, odnawialnym surowcem, to mamy pozostawać w niezachwianej wierze, że tego wymaga żywotny interes kraju, gdyż (dziś się okazuje) ratujemy w ten sposób zasoby genowe?!

Profesor pomija milczeniem rolę Parków Narodowych!
A co z rezerwatami, Panie Profesorze? Czyż to nie te obszary miały chronić przyrodę w sposób bierny, gwarantując trwanie tak cennych zasobów genowych! A może ich rola się zmieniła? Może nie są już żadnym rezerwuarem ani nikt nie para się w nich żadną ochroną?

Czy temat przeznaczenia na zgnicie takiej ogromnej masy polskiego dorobku i dobrobytu nie może być przedmiotem debaty NPL? To drugi, prócz samej kwestii istnienia lasów państwowych, żywotny temat, który został (przez aklamację?) odrzucony. O roli NPL w kwestii konstytucyjnych gwarancji dla statusu lasów państwowych, wolę się nie rozpisywać, gdyż to niezwykle bogaty temat na osobną epopeję.

Czy społeczeństwo wie, co NPL założył a priori? Nie pytając suwerena w żadnym miejscu i czasie zdecydowano się na „szasty” niewyobrażalnej masy niemal 50% zasobów kraju! Ale NPL nie jest anonimowy. Któż przyjął takie założenie Panie Profesorze?

Czy suweren ochoczo przyklasnął konsekwencjom: zwiększonemu bezrobociu, dłuższym wiekiem emerytalnym, ograniczeniem produkcji drewna i tlenu, masową emigracją, zubażaniem różnorodności biologicznej?

Czy suweren to czasem nie ludzie oddychający tym samym powietrzem i tlenem (O2)?

Selekcja nie istnieje!
W toczącej się na łamach Lasu Polskiego dyskusji dotyczącej selekcji w lasach, i jej znaczenia w gospodarce leśnej, zwróciło moją uwagę kilka wątków.

Jeśli jednak dociekliwy czytelnik poświęci odrobinę czasu i zechce zapoznać się z materiałami znajdującymi się na stronie internetowej Panelu KLIMAT Narodowego Programu Leśnego, znajdzie pojęcie selekcji. Znajdzie je w stanowisku Rady Naukowej Leśnego Banku Genów. To tam należy go szukać. I tylko tam.

Znajdziemy je tam we wszystkich przypadkach. Nawet w wołaczu: SELEKCJO!

Krytyka ze strony Rady Naukowej Leśnego Banku Genów nie była znacząca dla Progamu, gdyż nie zmieściła się w jego czasoprzetrzeni. Nie mniej Profesor wskazuje że jest to: „program nie kończący się w wyznaczonym horyzoncie czasu”. Mnie również napawa to nadzieją.

Wyczułem wzburzenie w artykule* profesora Andrzeja Lewandowskiego i doktora Daniela Chmury opracowaniem podsumowującym referaty i dyskusje panelu Klimat NPL, dokonanym przez profesora Kazimierza Rykowskiego. Uwagi naukowców z Instytutu Dendrologii PAN w Kórniku wywołały lawinę dyskusji i komentarzy, których zakres przekroczył stronice czasopisma. Co prawda profesor Kazimierz Rykowski odciął się od zarzutów, że hodowla selekcyjna nie jest tematem zainteresowaniu NPL panelu Klimat, jednak formalnie nie zmieniło to stanowiska zawartego w NPL.
W Lesie Polskim ukazał się artykuł profesora Kazimierza Rykowskiego, w którym udowadnia, jak ważna jest selekcja, której … nie ma w „jego rekomendacjach dla NPL”. Nie uwzględnia i innych wniosków, które pojawiły się w różnych referatach, do czego z racji swojej funkcji w NPL, jest uprawniony.
Tłumaczy, że ważna jest selekcja naturalna, jak przystało na zwolennika „szastów”*, monitorowania i biernej obserwacji.
Nie mniej sama riposta profesora Kazimierza Rykowskiego na artykuł profesora Andrzeja Lewandowskiego i dr Daniela Chmury jest bardzo cenna, choćby z … socjologicznego, czy też może socjotechnicznego punktu widzenia.
Nie można jednak przejść obojętnie do porządku nad niektórymi aspektami publicznej wypowiedzi Profesora zamieszczonymi w czasopiśmie leśnym.
Uważa iż nie ma potrzeby selekcji w dobie zmian klimatycznych, gdyż popieranie najlepszych populacji „może wprowadzić ryzyko ograniczenia zdolności adaptacyjnych”. Proponuje więc zastąpienie jednej selekcji drugą. Postuluje zmodyfikować cele strategiczne i przez to poszerzyć kryteria selekcji (?). Wskazuje przy tym na nowe cele hodowlane (?) w oparciu o nowe podstawy naukowe (?). Zarzeka się ponadto, że dla NPL jest bardzo cennym produkcja drewna i podnoszenie produkcyjności, lecz nie jest zdecydowany gdzie się mają odbywać! Domyślamy się, że nie w lesie, gdyż godzi to w jego „trwałość”. Z całą pewnością też nie w parku. Co się będzie dziać w takim razie z powierzchnia leśną?
Jaką wizję gotuje nam profesor Kazimierz Rykowski w autorskim podsumowaniu?
Wizja nowych kryteriów selekcji poza systemami leśnymi! Cóż wówczas mogą mieć wspólnego z NPL? Ten przecież nawet z nazwy tyczy lasu.
Jeśli więc selekcja ma nie mieć związku z lasem, to nie ma też związku z Narodowym Programem Leśnym.

Jak wspomniałem wcześniej, pomysły profesora daleko wykraczają poza las. Nie wiemy niestety jak brzmiałyby opinie socjologów czy specjalistów od socjotechniki, ale gdy idzie o logikę i dedukcję to stać nas na samodzielność.

Z marginalizacją selekcji polemizował też Dyrektor Leśnego Banku Genów dr Czesław Kozioł. Mocno podnosi rangę selekcji, co jest dla mnie zrozumiałe i cenne. Jego dwa artykuły* poświęcone są przedstawieniu dorobku selekcji i polemice z niektórymi wątkami wypowiedzi profesora Kazimierza Rykowskiego.

SELEKCJA jako nauka i wiedza jest sprawą zasadniczą a nie marginalną, o nieokreślonym kierunku, lub poddającą się nastrojom cieplarnianych umysłów. Gdzie ma ostatecznie się odbywać? W lesie czy na plantacjach drzew szybkorosnących?

Dyrektor LBG nie informuje jednoznacznie czytelnika o zawirowaniach w nauce i praktyce selekcji jakimi jesteśmy świadkami w ostatnich dekadach.

Selekcja w Polsce jest mi znana z wielu rozpoczętych badań proweniencyjnych. Kierunek taki był przyjęty w IBL i uczelnianych Wydziałach Leśnych. Niestety nie został zakończony do dziś. Można śmiało stwierdzić, że ten element poznawczy mamy za sobą, nie doprowadziwszy go do końca.

Przewartościowanie ustrojowe pewnie całkiem przypadkowo zbiegło się w czasie się przewartościowaniami w zakresie selekcji.

Cieszy mnie niezmiernie, że moje obie córki wciąż posługują się tymi samymi kształtami liter, a gramatyka pozostaje gramatyką. Niezmiernie wdzięczny też jestem matematykom.

Ta mała dygresja nie ma na celu umniejszania czyichkolwiek osiągnięć. Szanuję i cenię zawsze gdy tylko się pokażą.

P owstał nowy program i nowe zasady – to bardzo lapidarne przedstawienie. Powstała też regionalizacja nasienna jako element tych nowych założeń w przestrzeni selekcji obejmującej PGL LP. Czy ktoś wówczas dyskutował nad założeniami?

Pamięć o selekcji proweniencyjnej, nowe koncepcje, oraz to, że tak naprawdę środki zostały skierowane na realizację nowo przyjętych programów a nie na badania podstawowe spowodowało zamieszanie. Po co badać, skoro plany przyklepane i na gwałt trzeba realizować nowe programy?

Przecież tak naprawdę liczy się jeden płatnik w tej sferze: PGL LP – MŚ. Można by powiedzieć, że to jedyna determinanta.

Plany zmian w regionalizacji nasiennej – to „zagrożenie dla bezpieczeństwa ekologicznego kraju”
Ogłasza to Dyrektor LBG. Tym samym pozostaje głuchy na doniosłą rolę powierzchni referencyjnych, którą podnosi profesor Kazimierz Rykowski (może to obecne procedury Leśngo Banku Genów „ratują” co mogą – bezkrytycznie zajmując się wskazaną im bazą?).

Nauka polska i leśnictwo nie dają ostatecznej wiedzy na temat zasięgów i występujących naturalnych ograniczeń dla głównych gatunków drzew leśnych. Nie mam nawet przekonania by ta wiedza została kiedyś ostatecznie przesądzona, by była kiedykolwiek skończona i by te szczegóły były leśnictwu niezbędne, tak jak człowiekowi tlen (O2). Znamy wszak możliwości biologiczne gatunków w zakresie przenoszenia cech. Nie są nic nieznaczące. Nawiązuję tu do projektu regionalizacji nasiennej, która przedstawiona została przez dr Czesława Kozioła jako „liberalnie szkodliwa”. Nie chcę przytaczać argumentów na temat szkodliwości wciąż jeszcze obowiązujących zasad, gdyż z łatwością można je znaleźć również na łamach Lasu Polskiego w artykule pt.: „ Fantazja regionalizacji” zamieszczonym w numerach 18 i 19 w 2012 roku. Wypowiedział się na ten temat również dr Dariusz Łęgowski Prezes Stowarzyszenia Leśnych Szkółkarzy Polskich („Trzeba urealnić regionalizację”), czy duch dyskusji w trakcie konferencji hodowlanej w Malinówce w 2012 roku. Nowy projekt (ten, określony jako liberalny) nie zatwierdzonych jeszcze zasad, odzwierciedla ekologiczne i realne różnice w naturalnym środowisku Polski i był wielokrotnie i szeroko konsultowany. Nie jest z pewnością zbiorem zasad, które nie mogą być w przyszłości skorygowane. Jest wynikiem autentycznego zaangażowania wielu leśników i naukowców.

Niestety brak wiedzy, lub jej fragmenty w żaden sposób nie wspierały i nie wspierają zasad, które zostały przyjęte w 2004 roku. Nawet niebywały postęp, jaki się dokonał w czasie ostatnich dwóch dekad niewiele wniósł do sprawy.

W opozycji do zasad, które zostały spisane w 2004 roku w rozporządzeniach dotyczących regionalizacji, które były później niejednokrotnie modyfikowane (w tym również z rażącymi błędami zagrażającymi stabilności gospodarczej), „liberalny” projekt nie jest elementem autorytarnej decyzji. Biuro Nasiennictwa Leśnego jest instytucją władną do opracowywania takich zasad, gdyż z założenia nie powinno być poddawane naciskom żadnej ze stron, reprezentując interes wszystkich właścicieli lasów w jednakowym względzie. Czy tak się dzieje?

W przeciwieństwie do wersji aktualnej, projekt pierwotny zmian zasad w regionalizacji, który jeszcze niedawno znajdował się na stronie BNL (www.bnl.gov.pl) był zdecydowanie bardziej „liberalny” (w demokratycznym państwie wiele rzeczy pojawia się i znika by lud nie mógł nawet powspominać – zasady Orwella opisane w „Roku 1984” bez problemu i żenady stają się naszymi realiami). Tym samym mógł znacząco lepiej spełniać swą rolę w dobie rozpatrywanych dziś zmian klimatycznych (o czym wspomina choćby profesor J. Szwagrzyk). W aktualnej sytuacji i sposobie procedowania powstał projekt z pewnością w większym stopniu odzwierciedlający właściwości ekologiczne podstawowych gatunków i w dużej mierze ograniczający bariery administracyjne dla rozpoznanych obszarów i populacji od zasad obowiązujących.

Dr Czesław Kozioł jest dyrektorem instytucji zintegrowanej z PGL LP i IBL. Tam powstawały założenia Programów Zachowania Zasobów i tam, jako ich element, powstały pierwsze zasady regionalizacji, przeniesione później wprost do tworzonego prawa krajowego.

Dziś następuje weryfikacja. Pan Dyrektor z pewnością ma tego świadomość. Sam wskazuje na „wartość” materiału prezentowanego przez drzewa mateczne, co jest dla mnie zrozumiałe, nie tylko w kontekście jego uwag. Tym samym decyzje, które już zapadły w sprawie znaczącego zwiększenia udziału w odnowieniach i zalesieniach materiału rozmnożeniowego z istniejących już plantacji wydają mi się przedwczesne, jak przedwczesne są zmiany wyłączające z regionalizacji te kategorie (drzewa mateczne i plantacje) póki nie zostaną autorytatywnie zweryfikowane i nie zostanie sprawdzona ich uniwersalność lub zmianie ulegną zasady zakładania plantacji.
Istotą selekcji jest przede wszystkim rozpoznanie wartościowej bazy. Nie jest jej istotą dobór bazy do założeń.

Zastanawiam się, czy nie należy coraz poważniej brać pod uwagę jeszcze innego scenariusza. Być może obowiązujące zasady selekcji już się wypełniły i dokonały tego, do czego były powołane. Nadszedł czas kolejnej odsłony – żadna selekcja nie jest potrzebna dla ideologii ekologizmu zawłaszczającej leśnictwo i ograniczającej inne dziedziny życia.

Co z tą wodą, czyli selekcji ciąg dalszy
W rzeczywistości czekałem na propozycję selekcji pod kątem wyłapywania CO2, która niestety tylko została zaznaczona na końcu profesorskiego wywodu, jako nowinka z Chin i antypodów.

Co prawda nie żyjemy na pustyni, ale stepowienie nam doskwiera od kilku dekad. W tych okolicznościach oczywiście wszyscy ekologiści uwzięli się na zbiorniki retencyjne, jazy, spiętrzenia. Tak się zawzięli, że kraj nie może wykonać nawet zbiorników przeciwpowodziowych. Na gwałt modernizowane jest prawo wodne, by uszczelnić je przed „destrukcją” inwestycji hydrotechnicznych, nieodpowiedzialnej wodnej rekreacji czy wędkarstwem. Z wywodów dr Romana Żurka (z mojego ulubionego Instytut Ochrony Przyrody PAN Kraków) wnioskować można, że najistotniejszą rolę w nawilgoceniu naszej pięknej Ojczyzny może odegrać bóbr i jego precyzyjna „inżynieryja”.

Wskazywanie na „inteligencję” bobra nasuwa mi skojarzenia z teorią samorództwa (która pojawia się szeroko w mediach i często jest utożsamiana ze wzrostem różnorodności biologicznej). Wiara w to, że zgnicie setek tysięcy hektarów lasu wzbogaci bioróżnorodność to właśnie powrót do teorii abiogenezy Arystotelesa (384 p.n.e. – 322 p.n.e.), z tą tylko różnicą, że coś nie bierze się spontanicznie z niczego (jak chciał starożytny mędrzec), lecz ma powstać w wyniku celowego unicestwienia.

Od dawna twierdzę, że w Polsce mamy dużo zdolnych ludzi, którzy chętnie podjęliby się zgłębiania tematu samorództwa. Gdyby tylko dysponowali odpowiednimi środkami. A może już dysponują?

W rzeczywistości jednak nie przybywa nam nowych gatunków, lecz zamieniamy drzewa rosnące w lesie na próchno opanowane przez grzyby, czy tak ulubione przeze mnie ksylobionty (nie wiem czemu nazwa kojarzy mi się z cenionymi przez dziatwę transformersami), które w rzeczywistości w tym lesie są od zawsze, lecz nie w takiej ilości, która zadawala ekologistów i im podobne umysły. Zachwyty nad wzrostem różnorodności biologicznej to tak naprawdę peany w związku ze zmianami ilościowymi gatunków: kosztem rosnących drzew następuje przyrost ich żerców i destruentów.

Praktycznie mamy do czynienia z walką z wodą (mimo programu tzw. małej retencji, który kilka lat „nazad” objawił się na terenie lasów państwowych, raczej po to by finansować projekty, plany i urzędy i organizacje pseudoekologiczne) i propozycją selekcji w kierunku odporności na suszę!

To bardzo pokraczna droga do zwiększenia produkcyjności oraz przygotowania kraju na nadejście epoki gorąca. Lecz gdy wgłębiamy się w te rozważania, możemy nieprzypadkowo dojść do wniosku, że w niektórych gabinetach klimat już dawno się zmienił i doszło do przegrzania wewnętrznej atmosfery. Czy to może czyjeś celowe działania?

Alfons Hoffmann - "Szlakami prof. Alfonsa Hoffmanna i ks.dr Bernarda Sychty po Ziemi Świeckiej" - Bractwo Czarnej Wody, Wdecki Park Krajobrazowy; M.Chudecki, J.Malinowski
Alfons Hoffmann – „Szlakami prof. Alfonsa Hoffmanna i ks.dr Bernarda Sychty po Ziemi Świeckiej” – Bractwo Czarnej Wody, Wdecki Park Krajobrazowy; M.Chudecki, J.Malinowski

Swego czasu dokonano na ziemiach polskich inwentaryzacji elektrowni, młynów i istniejących przy nich zbiorników, funkcjonujących jeszcze w latach 40-50 – tych XX wieku (ojciec i syn: Alfons i Marian Hoffmannowie). Doliczono się ponad 6300 czynnych. Pamiętać przy tym musimy, że były to czasy przed wielkoobszarową melioracją. Dziś mamy katastrofę stepowienia, najmniejsze zapasy wody w Europie, tylko około 300 tego typu małych instalacji i odpływ wody przez meliorację, kopalnie odkywkowe a właściwie to przez drenaż, gdyż do zakończenia właściwej melioracji zbrakło „tylko” zbiorników wodnych (ot taka przysłowiowa wisienka na torcie, i jej właśnie zabrakło). I dziś wskazuje się na „inteligencję” bobra, jako stworzenia, który wyreguluje nam cały system. Czy będzie on zgodny z oczekiwaniami i potrzebami człowieka? A może „inteligencja” bobra skalkulowała już potrzeby kraju w kolejnych fazach ocieplenia, i właśnie zwierzaki analizują warianty niezbędnych przytamowań?

To już nawet nie etap Arystotelesa! – twórcy teorii samorództwa („Samorództwo czy różnorodność …”).

Tu nasuwa mi się delikatna dygresja: jeśli już Narodowy Program Leśny raz „udał” się w obszary nie związane z lasem (plantacje na terenach pozaleśnych), to czy nie powinien uczynić tego ponownie? Czy nie warto podjąć tematu krajowego planu budowy ORLIKÓW II- zbiorników wodnych wraz z elektrowniami, które w przeciwieństwie do Orlików boiskowych nie będą generować kosztów, lecz wyzwolą ogromny potencjał korzystnych zmian gospodarczych, ekologicznych i społecznych. Czy w obliczu ocieplenia i strat w zasobach wodnych (dr Tomasz Walczykiewicz*) nie należy pilnie odtworzyć możliwości dawniej istniejącej infrastruktury oraz wzbogacić cały system nowymi obiektami, które wyrównają potencjał w każdym regionie! Na terenach leśnych mogło istnieć ponad dwa tysiące takich instalacji! Z pewnością byłoby to coś więcej niż monitoring i doprowadzanie do truchła.

Refleksja

Przy dzisiejszym stanie wiedzy () może to prowadzić jedynie do odkrywania prawidłowości powierzchownych, lub pozornych, opisujących raczej środowisko uczonych niż przyrodę.
Jerzy Dzik „ Dzieje życia na ziemi”*

Zdaję sobie sprawę, że profesor Kazimierz Rykowski nie będąc znawcą hodowli i selekcji, nie podjął się trudu tematu bez przeświadczenia o wartościach i wadze swoich argumentów. Ponieważ i ja nie jestem wielkim znawcą hodowli i selekcji, tak często się zmieniają ich zasady i reguły w kraju, więc być może moje uwagi nie są w stanie sprostać aktualnej ideologii. Może się mylę podnosząc niektóre rażące mnie koncepcje. Na obronę mam tylko to, że pewne przywoływane w moim artykule elementy ferujące wnioski diametralnie inne od tych, którymi raczy nas profesor, wcale nie są odosobnione. Widoczne są nawet w trakcie tylko pobieżnego przeglądania referatów zamieszczonych w panelu Klimat NPL. Biorę pod uwagę rozsądek, dobro społeczności i kraju. Gdyż tak jak nie ma żadnych konkretnych wyliczeń jakie korzyści uzyska przeciętny Kowalski z przeznaczenia na zgnicie hektara lasu, tak straty z tego powodu dla tego Kowalskiego są policzalne wprost i jednoznaczne. Wykorzystywanie zaufania i łatwowierności oraz manipulacja społeczeństwem w młodej, tzw. „polskiej demokracji”, jest nie do wybaczenia. Moje stanowisko nie jest odosobnione również w sferze hodowli lasu. Bardzo cenne jest w tym zakresie opracowanie profesora Jana Zajączkowskiego pod znamiennym tytułem „Idee i ideologie w hodowli lasu”. Z pewnością znane profesorowi Kazimierzowi Rykowskiemu, jako że powstało również w IBL.

Profesor Kazimierz Rykowski kończy swój wywód filozoficzną dygresją, że „przyszłość nie jest kontynuacją teraźniejszości”. Dostrzegam wyraźnie tą prawidłowość: radykalne zmiany dokonywane są szybko, i szybko widać ich efekt. Widzę, więc jak w przeciągu dwudziestu lat „polskiej demokracji” przenicowano praktykę leśną aż profesor Jan Zajączkowski alarmował, że pseudonaukowa frazeologia zaczyna wypierać naukowe doświadczenie.

Jakie to już spowodowało zmiany?! Radykalne zmiany! Budowane przez pokolenia leśnictwo mające służyć dobrobytowi kraju i ludzi zamienia się w ciągu jednego pokolenia w próchno. Jednak, Szanowny Panie Profesorze, teraźniejsza oraz przyszła – wzbogacona Pana wizją możliwość destrukcji, były i są możliwe tylko w wyniku wcześniejszej pracy pokoleń i ich wysiłkowi. Również mojej i mojej żony, która będąc dzieckiem sadziła las ze swoją klasą na Podlasiu. Jest więc nierozerwalnie związana również z przeszłością. Gdyby nie oni, gdyby nie ci leśnicy, gdyby nie wysiłek wielu ludzi, dzieci i szkolnej młodzieży, nikt nie mógłby rozświetlać przed nami swoich kolejnych wyobrażeń lasu naturalnego, który nie ma związku z leśnym Darz Bór.

Wiem, że jeszcze nie tak dawno działania w kierunku destrukcji narodowego dobra określano by jako sabotaż i działanie na szkodę kraju. Jest wiele państw i wielu ludzi, którzy wciąż je w ten sposób odbierają. W pełni się z nimi zgadzam.

Może trochem staroświecki?
Widzę dziś, że tradycyjny trójkąt troficzny z Homo sapiens na szczycie, wielu próbuje zakończyć innymi istotami. Nie mogę jednak, wbrew mojej wiedzy i przekonaniom przyjmować, że to nie człowiek jest na jego wierzchołku, lecz dzięcioł trójpalczasty, bóbr czy …
Założenie, że to przyroda dokonuje najbardziej racjonalnych wyborów nie jest zgodne z moimi obserwacjami. Przyroda nie posługuje się tego rodzaju kwalifikacjami! Widzę, że jest (przyroda) niesłychanie rozrzutna i bardzo egoistyczna. Nie zaprząta sobie uwagi człowiekiem. Ale nie dlatego, że „śmiali i odważni” badacze zwracają uwagę gawiedzi, że człowiek nie jest jej elementem naturalnym. W takim przypadku, nie będąc elementami naturalnymi, ludzie nie mają podstaw by ingerować w naturę, a tym bardziej dokonywać jej selekcji.

Lecz cóż mamy począć, gdyby się okazało, że jesteśmy jednak naturalni? Moja kupa to potwierdza, choć pewności nie mam jak to jest z ekologistami …!

Jednak dla wielu wywody „ekologistycznych guru”, przecież łatwe do rozpoznania już tylko po powierzchownym zapoznaniu się z esejem profesora Harrego Frankfurta*, wciąż stanowią wyrocznie i wykładnię na całe życie. Nie ma dla nich ratunku i nadziei. Utracili instynkt samozachowawczy i trzeźwe spojrzenie. Chyba, tylko pogłębione studia nad dziełem „On bullshit” oraz nauk Solomona Ascha mogłyby otworzyć im oczy.

Nie widzę żadnych niespójności między selekcją populacyjną, obecną selekcją indywidualną czy pracami nad innymi modelami selekcji, nawet jeśli nie zostały jeszcze rozpoznane. Te ostatnie z pewnością nie będą przesądzać o lesie dziś. Nie będą znaczące w dającej się przewidzieć perspektywie. Warto wrócić na ziemię i wykorzystać to, czym dysponujemy w aktualnej chwili. Bo niszczenie dzisiejszego bogactwa nie pozwoli na żadne konkretne budowle w przyszłości. Zostawmy więc lasy społeczeństwu a Pan Panie Profesorze niech łaskawie zwróci swą uwagę na Parki Narodowe, bo tam jest ponoć las naturalny. Czy wciąż tam pilnują genotypu czy może już tylko jakiego robala?

Niedobór selekcji w NPL świadczy o kolejnej próbie ideologicznego przekształcania człowieka a w konsekwencji i lasów.

Przypisy
* NPL – Narodowy Program Leśny- http://www.npl.ibles.pl/
*„zapuszczoną puszczę” – nawiązanie do bezpardonowego, na zasadach ostracyzmu, odżegnywania się profesora K.Rykowskiego od poglądów dr. J.Łukaszewicza (również IBL) przedstawionych w artykule „Zapuszczona puszcza” Polityka, 6.12.2011; profesor jako aliant walczącego o likwidację gospodarki leśnej w nadleśnictw białowieskich A.Wajraka – „naczelnego ekologa kraju”.
*Riposta i zaproszenie A.Wajraka do udziału w NPL wystosowane przez prof. K.Rykowskiego w odpowiedzi na artykuł A.Wajraka opublikowany na łamach GW pt.: „Manifest Wajraka: Lasy stworzyły sobie państwo” GW, 8.02.2014 spotkało się z jednozdaniową odmową redakcji; można się zapoznać na stronach internetowych NPL.
http://www.npl.ibles.pl/sprostowanie-ws-artykulu-adama-wajraka-opublikowanego-w-gazecie-wyborczej

*Apel Haidelberski, Deklaracja Lipska – działania podejmowane przez społeczność międzynarodową uczonych i naukowców przeciwstawiających się ideologizowaniu nauki o klimacie.
* dr Gustaw Klaus, Prezydent Czech „Błękitna planeta w zielonych okowach , książka wskazująca na manipulacje w dziedzinie klimatu; prace popularnonaukowe profesora Stanisława Ostaficzuka („Palmy węglem nie biomasą”); analizy naukowców Instytutu Maxa Plancka, Uniwersytetu Winsconsin;
palmy_weglem_nie_biomasą- Stanisław Ostaficzuk

* prof. Jerzy Szwagrzyk , Zakład Botaniki i Ochrony Przyrody, uniwersytet Rolniczy w Krakowie– „Prawdopodobne zmiany zasięgów występowania gatunków drzewiastych – konsekwencje dla hodowli lasu„; opracowanie dla NPL; Panel Ekspertów – Klimat.
Prawdopodne zmiany Zasięgów Wyst.Gat - konsekwencje Hodowlo Lasu - J.Szwagrzyk

* prof. Kazimierz Rykowski, fitopatolog IBL Sękocin – „O hodowli selekcyjnej raz jeszcze „ (nr 15-16 z 2014 r).
*dr Czesław Kozioł, Dyrektor Leśnego Banku Genów – „Czy w NPL nie ma miejsca dla programu selekcji drzew leśnych „ ( LP 2014, nr 23), „Czego winniśmy oczekiwać od selekcji” (LP 2014 nr 24).
*„szast” – fragment Puszczy Piskiej, w której doszło w latach 90-tych XX wieku do zniszczenia przez huragan ogromnej połaci lasu, w którym pozostawiono nieuporządkowany obszar ok. 475 hektarów, nie badany intensywnie przez zwolenników pozostawienia takiej enklawy i jej intensywnego badania.
*”Stanowisko Rady Naukowej LBG Kostrzyca dotyczącej rekomendacji Panelu „Klimat”. (http://www.npl.ibles.pl/sites/default/files/artykuly/stanowisko_rn_lbg_klimat.pdf)
* prof. Andrzej Lewandowski, dr Daniel Chmura (Instytut Dendrologii PAN w Kórniku)- „Narodowy Program Leśny bez hodowli selekcyjnej„ LP 2014 nr 11.
* dr inż. Tomasz Walczykiewicz (Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej Państwowy Instytut Badawczy, Kraków) – „Wpływ zmian klimatycznych według wybranych scenariuszy IPC (A2, B1, A1B) na zasoby wodne w obszarach leśnych w Polsce – możliwy wpływ na ekosystemy leśne w perspektywie do 2030 i w dalszej perspektywie „opracowanie dla NPL; Panel Ekspertów – Klimat.
Wpływ zmian klimatycznych na zasoby wodne w lesiet_T.Walczykiewicz

*Harry G. Frankfurt – „O wciskaniu kitu” (ang.: On bullshit), wyd. Czuły Barbarzyńca 2014.
*Solomon Asch – prekursor psychologii społecznej, zasad i reguł wykorzystywanych m.in. już przez dr. J.P. Goebbelsa jak i dziś w celu manipulacji masami, urodzony w Warszawie w 1907 r (wyemigrował do USA w 1920).
*gatunki obce: powierzchnie badawcze A. Schwapacha w Polsce, „Obce gatunki drzew w gospodarstwie leśnym”. (S.Bellon, J.Tumiłowicz, S.Król), kontynuacja badań w zakresie gatunków introdukowanych w Niemczech
ekologizm, ekologiści – pojęcia nie związane z wiedzą i nauką Ekologi, lecz manipulujące społecznością wykorzystując naturalną ludzką miłość do natury i przyrody.
* Jerzy Dzik „ Dzieje życia na ziemi”  https://lubimyczytac.pl/ksiazka/74056/dzieje-zycia-na-ziemi

Zamieszczone referaty (oraz wiele innych) są ogólniedostępne na stronach IBL.

*

Choć minęło wiele lat, sytuacja w Polsce i w obszarze LP nie odnotowała zmian systemowych i strukturalnych, które uniemożliwiałyby narzucanie ideologii w miejsce rozsądku i racjonalności.
Kraj ponosi kolejne koszty złej organizacji, złego doboru ludzi, kardynalnych i niezgodnych z wiedzą rozwiązań prawnych: krajowych i międzynarodowych. Stan służb jest tak upolityczniony jak zarząd całego państwa, więc destrukcja kraju i majatku Polaków odbywa się bez wielkich ograniczeń. Obserwujemy rozkład państwa i jego powolny upadek.

 

Jemioła.
Każdy widział i wie. Na drzewach przydrożnych i na bożonarodzeniowym bazarze. Lecz tym razem nie o tym. Dziś o jemiole w lesie. A konkretnie w Lasach Państwowych – w naszych lasach.

Przywołam na wszelki wypadek definicję, byśmy próbowali rzecz widzieć w sposób jednoznaczny.
Jemioła – to roślina dwupienna z jednopłciowymi kwiatami, niezdolna do samozapylenia. W strukturze płci stwierdzono dominację osobników żeńskich nad męskimi. Kwiaty są żółtawe i niewielkie (2–3 mm średnicy), zebrane w grupy usytuowane w rozwidleniach gałązek. Okwiat niezróżnicowany. Kwiaty mają miłą woń i wydzielają duże ilości nektaru. Pyłek przenoszą owady.
Owoce jemioły są białe (u niektórych podgatunków żółtawe), okrągłe (u niektórych podgatunków jajowate) nibyjagody o średnicy 6–10 mm, z niewielkimi owocami właściwymi („nasionami”) w środku, w grupach po 2–6. Każde „nasiono” zawiera od 1 do 3 zarodków (poliembrionia). „Owoce” utrzymują się na gałązkach przez całą zimę.
Jemioła kwitnie od lutego do kwietnia. „Owoce” dojrzewają późną jesienią i wczesną zimą. Stanowią pożywienie ptaków, które przyczyniają się do rozprzestrzeniania rośliny (ornitochoria). Przy czym tylko jemiołuszki i paszkoty połykają całe „owoce” umożliwiając rozprzestrzenianie roślin na większe odległości. Pozostałe ptaki skubią „owoce”, które za sprawą kleistego miąższu łatwo przywierają do gałęzi drzewa. Nasiona kiełkują w maju. Młode rośliny początkowo przywierają do drzewa-gospodarza za pomocą ssawek, z czasem wytwarzają korzenie. Co roku przyrasta kolejne rozwidlenie i po ich liczbie można łatwo ustalić wiek rośliny. Wiek roślin ma wyraźny wpływ na zmienność ich cech. Poszczególne rośliny dożywają do ok. 30-40 lat.
Jemioła rośnie na drzewach pobierając substancje odżywcze od żywiciela. Wykazuje wyraźne zróżnicowanie jeśli chodzi o preferencje drzewa-gospodarza, przy czym istotne różnice pod tym względem wykazują poszczególne podgatunki (w Polsce trzy).
Negatywny wpływ jemioły
jest jednak większy niż wcześniej sądzono. W okresach suszy aparaty szparkowe jemioły mogą być otwarte, co zwiększa deficyt wody w drzewie. Jednocześnie jemioła pospolita oprócz wody i soli mineralnych pobiera również produkty fotosyntezy od rośliny-gospodarza. Badania naukowe wskazują, że od 23 do 45% węgla w jemiole pochodzi od drzew, na których te rośliny rosną.
Dwupienność
, dioecja – u roślin występowanie żeńskich i męskich organów rozrodczych na różnych osobnikach. Rośliny takie określane są mianem dwupiennych (rozdzielnopłciowych). W przypadku roślin nasiennych dwupiennymi nazywane są te rośliny, na których występują wyłącznie kwiaty męskie lub kwiaty żeńskie. Rozdzielenie płci organów generatywnych między różnymi osobnikami jest jedną z form zapobiegania samozapyleniu. – dla łatwości z Wikipedia

Jemioła jest półpasożytem lub, w innych kręgach, nazywana jest pasożytem

Z całą pewnością w lesie gospodarczym, pełniącym różne funkcje, ale też funkcje produkcyjne powszechna obecność jemioły ma negatywne znaczenie ekonomiczne, gdyż niekorzystnie oddziaływa na drzewa żywicielskie i drzewostany. Prócz tego jest jednym z czynników obniżających odporność drzewa na inne elementy szkodliwe biotyczne i abiotyczne.
Dziś jemioła jest pospolita na sośnie (w całej środkowej i południowej części kraju), głównym gatunku drzewa lasów w Polsce. Tym samym jest zasadniczym elementem mającym wpływ na ten gatunek drzewa. Ma wpływ większy niż gospodarz i zarządca terenu, gdyż ten przez dziesięciolecia nie reagował na wzrost populacji jemioły.
Innymi słowy z dbałości o kondycję lasów jemioła była wyłączona.
Jakie są tego przyczyny?

Detereminizm

Gdy jeszcze raz spojrzymy na encyklopedyczne opisanie gatunku JEMIOŁA przeczytamy:
Owoce jemioły „Stanowią pożywienie ptaków, które przyczyniają się do rozprzestrzeniania rośliny (
ornitochoria)”. Musi więc istnieć owoc zawierający nasiono i ptak, który go spożyje by zaraz z wydalonym kałem powstał nowy osobnik jemioły w nowym miejscu, na kolejnej gałęzi czy kolejnym drzewie. Gdyby nie było pierwszej jemioły i nie byłoby ptaków, które są szczególnie łase na owoce zawierające nasiona, to sosna nie miałoby problemów z jemiołą. To wskazuje, że do tego, by zaistniało rozprzestrzenianie się jemioły potrzebne są bezwzględnie trzy elementy: owocująca jemioła, ptaki które spożywają jej owoce i tym sposobem roznoszące jej nasiona oraz drzewa żywicielskie, które stanowią dla kiełkujących nasion bazę żywieniową.
Determinizm w przypadku rozprzestrzeniania się naturalnego jemioły to jej właściwości fizjologiczne, specyfika ptaków lubiących jej owoce oraz istnienie drzew mających swoiste cechy żywicielskie dla kiełkujących nasion jemioły.
Fałszem więc jest posądzanie jemioły, iż atakuje osłabione drzewa albo, że jej wzrost ilościowy wynika z klimatu i jego zmian. Zmiany klimatyczne dzieją się bardzo wolno,

Zmiennosc średniej rocznej temperatury w Warszawie w okresie 1779-2012
Zmiennosc średniej rocznej temperatury w Warszawie w okresie 1779-2012
Zmienność wieloletnich sum opadów w Warszawie
Zmienność wieloletnich sum opadów w Warszawie

czego dowody znajdują się w każdym obserwatorium meteorologicznym. Dla przykładu zamieszczam zmiany w temperaturze średniej w Polsce na przestrzeni ponad wieku (wzrost o 1,5 stopnia, a więc mamy trend a nie zjawisko nagłe) jak również zmiany w opadach (rosną nieznacznie). Z całą pewnością rozprzestrzenianie się jemioły ma związek z populacja ptaków. Lecz jestem pesymistą gdy idzie o teorie, że ptaki wybierają sobie do siadania drzewa osłabione i w złej kondycji. Czy ktoś to badał? A może korelował to jakiś ornitologiczny pasjonat – że akurat te wybierają do tego by na nich załatwić swoją potrzebę. Możemy z pewnością wskazać miejsca, gdzie ptaki lubią sobie przysiąść. Są to pojedyncze drzewa (czyż nie te biogrupy pozastawiane do rozpadu bliskie oszołomstwu tzw.: polskiej szkoły leśnej zafascynowanej tworzeniem i gromadzeniem martwego drewna) , drzewa na skraju, drzewa wzdłuż cieków.
Lecz wyjaśnijmy sobie rzecz do końca: same ptaki nie determinują rozprzestrzeniania się jemioły. By można było rozprzestrzeniać jemiołę to ta jemioła musi już być i owocować. Nawet milion paszkotów nie rozniesie nasion jemioły, gdy nie będzie jemioły. Gdy nie będzie jemioły płci żeńskiej: „Jemioła – to roślina dwupienna z jednopłciowymi kwiatami, niezdolna do samozapylenia.”- bo to żeńska płeć jest odpowiedzialna za tworzenie nibyjagód. Paszkoty nie umrą z powodu braku jemioły, gdyż chcąc nie chcąc znajdą sobie inne pożywienie (uprzedzam zatroskanie niektórych).
Sprawą druga: roznoszenie nasion jemioły odbywa się w okresie zimowym (wówczas jemioła utrzymuje na sobie owoce), gdy ptaków nie jest najwięcej. Sosna ma więc dużo szczęścia, że jemioła nie owocuje wiosną i latem, gdy ptaków jest zatrzęsienie. Lecz czy to słuszna uwaga? Zależy od ilości owocującej jemioły i apetytów ptaków. Owoce jemioły są wyjątkowym przysmakiem nie tylko dla ptaków. Więc zrobią wszystko, by nie przepuścić choć jednej nibyjagódce.

Zagęszczenie występowania jemioły na drzewie sosny zwyczajnej
Zagęszczenie występowania jemioły na drzewie sosny zwyczajnej

I właściwie mógłbym zakończyć, gdyby sosna nie miała właściciela. Ale tak nie jest. Raczej każda sosna ma właściciela. A największym właścicielem sosen w Polsce jest Skarb Państwa. Zdawałoby się, że powinien zrobić wszystko by las trwał w zdrowiu i dobrej kondycji.
Skarb Państwa odpowiada za stan sosny, gdyż decyduje to nie tylko o obrazie lasów, ale jest także zasadniczym elementem gospodarki leśnej i przemysłów drzewnych. Skarb Państwa tylko z pozoru jest anonimowy. Reprezentują go określone osoby: Minister Finansów, Premier i w końcu osoby, które wprost zostały wskazane na odpowiedzialnych za stan lasów: Minister

Jemioła na pniu sosny zwyczajnej
Jemioła na pniu sosny zwyczajnej
Jemioła na gałęziach sosny zwyczajnej
Jemioła na gałęziach sosny zwyczajnej

Środowiska i Dyrektor Generalny Lasów Państwowych. – Nie widzieli jemioły, nie reagowali na jej zgubny wpływ na sosnę? Może się nie znają? A może są też inne przyczyny?
Wcześniej było o ptakach, które nie odsądzając ich od inteligencji i wrodzonej mądrości, skupiają się na przeżyciu, trwaniu i przedłużaniu gatunku.
Teraz o człowieku, tym polskim i decydującym. O jego inteligencji i mądrości. Potrafi zbudować rakietę i polecieć nią na Księżyc – a więc potencjał umysłu ma. Czemu nie ścigał się z ptakiem by ratować sosnę, tym bardziej, że jak napisałem ptak by sobie poradził bez jemioły?
Rakieta jednak nie powstała w Polsce, natomiast w Polsce powstała teoria, że nie ma organizmów szkodliwych w lesie, że wszystkie są pożyteczne, więc nawet nie

Stan klęski - zagęszczenie jemioły w drzewostanie sosny zwyczajnej Nadleśnictwa Smardzewice
Stan klęski – zagęszczenie jemioły w drzewostanie sosny zwyczajnej Nadleśnictwa Smardzewice

zainteresował się jemiołą. Stworzono procedury uniemożliwiają reagowanie w sytuacjach kryzysowych. Pisząc o procedurach mam na uwadze procedury administracyjne, leśne jak i dobór ludzi. Nic się nie dzieje póki ten najwyższy specjalista-dyletant nie dostrzeże. W takich warunkach, trudno by ktoś coś widział i reagował akuratnie do okoliczności i zagrożenia. To są zasadnicze przyczyny rozprzestrzeniania się jemioły na sośnie (stara jodła w Górach Świętokrzyskich została stracona wcześniej) na niespotykaną nigdzie indziej w Europie skalę.

Indeterminizm
Jemioła (pasożyt) owocuje białymi nibyjagodami zawierającymi wewnątrz nasionko lub kilka nasionek. Ten owoc to wyjątkowy przysmak dla ptaków, które metodą konsumpcji roznoszą pasożyta na inne drzewa. Szkodliwość jemioły dla żywiciela jest jednoznaczna i niepodważalna. Osłabia drzewa, mogąc w perspektywie doprowadzić do ich śmierci, niszcząc ich możliwości przyrostowe i odporność. Równocześnie osłabia naturalne właściwości i jakość szyszek oraz nasion. Brak reakcji i dopuszczenie do nadzwyczajnego rozmnożenia się jemioły, mającego w wielu regionach kraju charakter klęski, to wynik wielu ludzkich zaniechań materialnych i niematerialnych. To przyrodnicze ignoranctwo czynione z pełną świadomością.
Polska dysponuje dość dużym zasobem leśnym, który nie jest wykorzystywany zgodnie z zasadami racjonalnej gospodarki, gdyż podlega Ustawie o lasach. Ustawa ta wyklucza

Jan Kosiorowski RDLP Kraków
Jan Kosiorowski RDLP Kraków

element ekonomiki („Na czym polega las – emocjonalny wykład Jana Kosiorowskiego”) oraz wyklucza związek Lasów Państwowych z państwem i suwerenem. Tym samym kondycja lasów stała się elementem marginalnym, podobnie jak stały się nimi: wielkość zasobów i możliwości produkcyjne. Te zaniechania otworzyły się na zupełnie nieprzewidywalne kierunki gospodarstwa leśnego w celu wykorzystania środków pobieranych od Skarbu Państwa i Suwerena na konsumpcję własną.
W takich okolicznościach nie może dziwić fakt iluzorycznej dbałości o stan lasu mającej odzwierciedlenie w przyjmowanych rozwiązaniach prawnych krajowych i międzynarodowych.
„W takich pięknych okolicznościach przyrody”, jak mawiał Sidorowski/Himilsbach („Rejs”), postęp jemioły ma związek z grubością pokrywy śnieżnej (armatek naśnieżających jednak nie kupują), wielkością opadów i globalnym ociepleniem. Ale nie z własnym zaniechaniem, brakiem kompetencji, wiedzy i dbałości o wspólne dobro. Wiedzy i nauki o lesie. Nieuki.

 

 

 

 

 

 

W takich okolicznościach będą monitorować, do czasu aż przedmiot monitorowania nie ulegnie kompletnej destrukcji, lub nawet i dzień dłużej.
Nie dziwi więc wiązanie „nagłego” pojawu jemioły z nagłym ociepleniem, brakiem pokrywy śnieżnej…
W takich okolicznościach monitorują stan zagrożenia od jemioły w okresie, gdy nie wytworzyła jeszcze owoców, a przecież to one przesądzają o możliwości rozprzestrzeniania się pasożyta. Chyba, że …. to jednak klimat. „Sorry, taki mamy… „– stwierdziła  już jakiś czas temu Elżbieta Bieńkowska,  co ochoczo podchwytują i dziś …
Okazuje się, że skala zniszczeń przekroczyła oczekiwania, że zaczyna ingerować w ograniczenie możliwości przetwórczych istniejącego jeszcze przemysłu. Więc dostrzeżenie problemu (absolutnie nie samoistne) i prosty przekaz – winny jest klimat (czy dysponujemy

Rok 1984 George Orwell - okładka ksiązki
Rok 1984 George Orwell – okładka książki, MuzaSA

już odpowiednio silną nauką w tej przestrzeni?). Czy Ministerstwo Prawdy (G.Orwell „Rok 1984”) zaczęło działania w kierunku zmiany definicji jemioły w istniejących w Polsce i na świecie encyklopediach? Bo wyraźnie encyklopedyści nie nadążają.
Póki co nie pojawiła się jeszcze teoria zdrady ze strony ptasiego świata (oczywiście wiadomej – ruskiej, proweniencji), a przecież ten element byłby bardziej zbliżony do naturalnych determinand, i być może bardziej zrozumiały.
Abstrahując od biologii, fizjologii jemioły nie będziemy dziś zgłębiać determinizmów i indeterminizmów umysłowych1.
W każdym razie katalog indetermizmów nie został wyczerpany.

 

determinizm – zajście każdego zdarzenia (zjawiska) jest wyznaczone jednoznacznie przez zdarzenie (zjawisko) poprzedzające je w czasie; stanowi zasadę wyjaśnienia prawidłowości i przewidywania zdarzeń (zjawisk) – z Encyklopedia PWN; m.in. to powszechne obowiązywanie praw natury w całej przyrodzie bez wyjątku, także w człowieku. Determinizm wyklucza przypadek jako zjawisko obiektywne (z Wikipedii);
indeterminizm – istnieją zjawiska niepodlegające prawom przyrody.

Przeczytaj:
Atak półpasożyta – czy koniec leśnika. Rzecz nie tylko o jemiole.
1  Samorództwo czy różnorodność ...

W sieci, na każdym kroku, ludzie mają możność zapoznać się z różnymi teoriami. Najczęściej przedstawiają rzecz tak jak ma to odbierać zwykły, przeciętny płatnik podatku. I najczęściej nie ma to wielkiego związku z faktami.
Od dawna ratuje Puszczę też Artur Hampel (np. tu) – przedstawiany jako leśnik (przepraszam, które leśnictwo, czy nadleśnictwo, jaka szkoła i kiedy) w kwestii sprawstwa tego, co obserwujemy na obszarze trzech nadleśnictw: Białowieża, Browsk, Hajnówka. Bez końca wskazuje na ekologistów.

O tym jakie są metody manipulacji, jakie są jej cele każdy może przeczytać w wolnej chwili. O tworzeniu sztucznych autorytetów oraz sprzedawcach myśli także. Materiałów w tej materii jest naprawdę dużo.

Przypominam dziś artykuł z jesieni 2015 roku, w którym zamieszczone są skany pierwszych dokumentów przesądzających o zniszczeniu ogromnego majątku Polaków w Puszczy Białowieskiej. Artykuł został opublikowany w okresie ostatnich dni rządów PO-PSL. Nie zmieniam nic w jego treści.
W przedstawionych dokumentach nie widać podpisów żadnego z okropnych ekologistów. Są za to podpisy „patriotów”, „szczerych katolików”, ludzi „wielkiego serca”, wielokrotnie odznaczanych, – słowem współczesnej polskiej „elity”.
Zapraszam do artykułu z 2015 roku.

Kiedy podpisano wyrok na PUSZCZĘ BIAŁOWIESKĄ – czy samorządy będą współpracować z Lasami

Nie dawno wpadł mi w oko tytuł na jednej z pierwszych stron Lasu Polskiego „DGLP – Ramię w ramię z samorządami” (Las Polski 9/2015 str. 7). Bardzo ciekawy pomysł. Lecz mój sceptycyzm zaraz zapytał: czy to nie świadczy o tym, że wcześniej Lasy działały wbrew interesom samorządów? Pomysł DGLP ustawienia na piedestale współpracy z samorządami wydaje mi się kapkę zerżnięty z Macieja Nowickiego. Jeśli nie wszyscy pamiętają, to przypomnę, że był taki minister środowiska (2007–10), który kupił (w załączeniu linki do źródeł) artykuł u redaktora Adama Wajraka w „Gazecie Wyborczej”. W opłaconym artykule-wywiadzie przyjął bez zmrużenia powieką słowa redaktora, szkalujące społeczność leśników w sprawie niszczenia Puszczy Białowieskiej, będąc samemu w „mundurze leśnika”. Porównanie działań „oświeconego” Ministra Środowiska do cara Mikołaja II, jako jedynych dbających o interes Puszczy to rzadko spotykane kuriozum.  Ten minister, z tytułem profesora, nie potrafił zrozumieć, że reprezentuje całą służbę leśną i organizację PGL LP, która w scentralizowanym kaftanie robi to, co on właśnie wymyśli. (Faktycznie to najczęściej wymyślał Adam Wajrak, a minister ochoczo za to płacił. Nawet pewnie nie rozumiał, że to nie on zainicjował, lecz uległ sztuczkom jednego z działów Agora SA).

 Jest marchewka, kij ukryty
Wymyślił on sposób na Puszczę. Na Białowieską. Obiecał samorządom 100 mln zł, potem 200, a w porywach nawet 300 mln. Za zgodę na poszerzenie obszaru parku narodowego. To miała być przysłowiowa marchewka. Straszaka w tym czasie jakoś nikt nie widział.

 Jak wiemy samorządy nie wyraziły zgody na marchewkę.

Podjęto próbę zmiany prawa, by pozbawić samorządy możliwości decydowania o ochronie środowiska na własnym terenie, by przekazać te prerogatywy na ręce urzędników szczebla centralnego, do których środowiska ekologiczne mają łatwiejszy dostęp i których byt nie jest związany z obszarem ich decyzyjności.  Dobitnym przykładem, choćby wskazany na wstępie artykuł Gazety Wyborczej, Adama Wajraka.  Jak pamiętamy, cały wysiłek w kierunku ograniczenia lichej wciąż samorządności w Polsce kierowany przez środowisko GW ugrzązł, a w końcu padł w Sejmie. (Rozpoczęto więc zbiórkę podpisów pod petycją, by w całej Polsce ograniczyć samorządność. I choć wielu skusił lep „ochrony Puszczy”, to zbrakło sił w Sejmie i projekt padł. )

Naturalnym więc było, że trwający od dziesiątek lat proces likwidacji Puszczy Białowieskiej musiał znaleźć inną drogę.

Swoją drogą to bardzo ciekawe doświadczenie – ludzie ochoczo zbierali podpisy pod niszczeniem demokracji i samorządności, skrywanej pod płaszczem walki o „ochronę Puszczy”. Lecz w dalszym ciągu nikt nie widział w tym jeszcze straszaka?!

Nie jest to jedyna zbiórka podpisów, w której z wyrachowaniem wykorzystywani są ludzie, często i leśnicy, by w gruncie rzeczy podpisywać się pod szkodliwymi petycjami. Warto się zastanowić, do czego zmierza ta ostatnia, „w sprawie lasów i polskiej ziemi”. Czy rzeczywiście idzie o ochronę lasów (Lasów)? A może o to, by je ochronić dla jakiegoś konkretnego celu?

Warto przypomnieć, tym co pamiętają tylko na dwa dni do tyłu, że stowarzyszenia ekologiczne i bojowcy „ekologistyczni” wspierani tytułami naukowymi przez 25 lat nie umieli przekonać miejscowych i złożonych z nich przedstawicieli samorządów do swych racji. Może mówią innym językiem? A może przedstawiane miejscowym społecznościom prawidła nie wydają się prostym chłopom wiele warte?

Gdzie się skrył straszak. Gdzie był kij schowany, skoro marchewkę ślepy by dostrzegł? Czy nikt nie widział straszaka?

Pamięć jest mocna, ale krótka. Sięga na dwa dni do tyłu – mawiano u Sowy o własnych rodakach. Czy bardzo się mylono?

 Współdziałanie, w cudzysłowie

W 1997 r. miało miejsce kilka spotkań, konferencji, zjazdów i „zajazdów”. Kogóż wówczas nie było, któż w nich nie uczestniczył. Prof. Ludwik Tomiałojć wspomina: przy okazji Kongresu Leśników Polskich oraz podczas wspólnych konferencji z leśnikami, zorganizowanych przy współudziale Komitetu Ochrony Przyrody PAN. Były to spotkania w Zielonce pod Poznaniem, w Sękocinie pod Warszawą i w Białowieży. Efektem konferencji sękocińskiej było nawet wspólne z Komitetem Nauk Leśnych PAN* podpisanie uchwały (1998) mówiącej ni mniej ni więcej, że docelowo cała Puszcza Białowieska zasługuje na to, by stać się parkiem narodowym… („Dzikie Życie”, nr 9/2011 ).

W tym czasie ministrami środowiska byli m.in. Stanisław Żelichowski z PSL (X 1993– X 1997) oraz Jan Szyszko z AWS (X 1997 – X 1999)- dziś PiS. Natomiast dyrektorami generalnymi LP Janusz Dawidziuk i Konrad Tomaszewski.

W roku, kiedy podpisano uchwałę, o której wspomina prof. Tomiałojć podjęte zostały także praktyczne działania: dyrektor generalny LP dr Konrad Tomaszewski wydał zarządzenie nr 48/1998 zakazujące pozyskania na terenie Puszczy Białowieskiej drzew i drzewostanów powyżej 100 lat.

 

 

 

 

Każdy leśnik ma świadomość, że wiek rębności większości gatunków drzew wynosi powyżej 100 lat. Decyzja ta idąca w kierunku praktycznego ideologizowania dębu nie wiele miała związku z nauką i praktyką, nie tylko w zakresie leśnictwa. Tym samym zarządzenie doktora nauk leśnych i Dyrektora Generalnego zamykało istnienie leśnictwa na terenie trzech nadleśnictw Puszczańskich do perspektywy wieku stu lat występujących tam drzewostanów. Po tym terminie gospodarka leśna na tym obszarze straciła by rację bytu. Z pewnością wpływ na tą decyzję miały konferencje i spotkania oraz decyzje

prof Jan Szyszko Minister Środowiska
prof Jan Szyszko Minister Środowiska

Ministerstwa Środowiska, w czasie gdy ministrem tego resortu był profesor nauk leśnych.

Czy te działania były konsultowane ze społeczeństwem. Czy były konsultowane z samorządami?

Organ centralny nie zwykł czegokolwiek konsultować, gdy mu się wydaje, że najlepiej jest tak, jak mu się wydaje. Samorządy mają więc doświadczenie ze współpracą z Dyrekcją Generalną Lasów Państwowych i Ministerstwem Środowiska.

Decyzja MŚ, Cz. Śleziaka (SLD) z 2003 roku, str.1
Decyzja MŚ, Cz. Śleziaka (SLD) z 2003 roku, str.1
Decyzja MŚ, Cz. Śleziaka (SLD) z 2003 roku, str.2
Decyzja MŚ, Cz. Śleziaka (SLD) z 2003 roku, str.2

Czy pamiętają?
Czy pamiętają Ministra Czesława Śleziaka (SLD), który prawem „polskiej demokracji” zmienił opracowane Plany Urządzania Lasu nadleśnictw puszczańskich wklejając weń w 2003 roku własne koncepta, które zmieniły diametralnie stan i sposób działania zaplanowane w operatach?
Kilka lat temu ponowiono „współpracę” z samorządami.

Szczebel centralny, szczebel lokalny
Tajemnicą poliszynela jest, że plany urządzania lasu obejmujące trzy puszczańskie nadleśnictwa, zredukowały prace gospodarcze i etaty cięć do 10–15% możliwości produkcyjnych środowiska leśnego. Redukcja pozyskania na żyznych obszarach puszczańskiego lasu doprowadziła do tego, że miejscowa ludność została pozbawiona możliwości zaopatrzenia się w drewno opałowe.

Operaty zostały sporządzone przez Biuro Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej, którego dyrektorem pozostaje doktor nauk leśnych Janusz Dawidziuk i zatwierdzone w 2012 r. przez ówczesnego podsekretarza stanu i głównego konserwatora przyrody Janusza Zaleskiego, leśnika, dziś (artykuł powstawał czerwiec-sierpień 2015) zastępcę dyrektora generalnego LP, w czasie obejmowania urzędu Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych przez Adama Wasiaka i kierowania Regionalną Dyrekcją Lasów Państwowych w Białymstoku przez Ryszarda Ziemblickiego. Jaka była droga do zaistnienia tych operatów, Panie dyrektorze Januszu Zaleski?

Czy to jedyny straszak, Panie Dyrektorze Generalny, Panie Ministrze? Czy jest coś pod ręką, gdyby samorządy znów nie garnęły się do współpracy?

Gdy dziś czytamy, że DGLP chce współpracować ramię w ramię z samorządami, to przytoczone przykłady uczą, że nie jest to możliwe. Że interes samorządów jest zgoła inny niż interes lobbystów, którzy jakkolwiek nie mają czego szukać w samorządach, to w urzędach centralnych załatwiają co i jak chcą.

Nadleśnictwa potrafią współpracować z samorządami, a przykłady tej współpracy zostały wymienione w artykule. Ale nie będą współpracować z samorządami Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych i Regionalne Dyrekcje Lasów Państwowych. To nie dla nich, te jednostki mają inne zadania. Ważniejsze.

One mogą współpracować np. z FSC.
Zakaz wycinki 100 letnich drzew? – DGLP uprzejmie służy.
Likwidacja gospodarki leśnej? – ależ oczywiście, rozumiemy, zadziałamy tak, jak trzeba.
Natura 2000? – jak najbardziej! Mało tego – stworzymy „wzorzec” dla całego cywilizowanego świata.
Bobrowniczowie? – ależ oczywiście. Pytanie tylko – jeden czy dwu na terenie nadleśnictwa?

Tak wyglądają przykłady centralnej współpracy z samorządami i wizja ich rozwoju.

 Paciorki dla autochtona
Struktura organizacji LP, jako głęboko scentralizowana nie przystaje do dzisiejszych czasów (pisałem o tym kilka lat temu: „LP „ 3/2011 oraz „LP” 7/2012). Jest szkodliwa dla kraju, jego mieszkańców i państwa, ponieważ decyzje centralne nie uwzględniają potrzeb ludzi a łatwo się otwierają na różnego rodzaju lobby, ideologiczne i polityczne. Mam nadzieję, że wystarczająco wyraźnie dowiodłem, że inicjatywy centralne mające służyć samorządom – jak ta w sprawie wsparcia samorządów puszczańskich – odbywają się na zasadzie medialnej marchewki, ale oferowanej dopiero po tym, jak wcześniej samorządom przetrącono kręgosłup. Przetrąciły go decyzje nie nadleśnictw i leśników, lecz Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych  i Ministra Środowiska.

Dla tych centralnych urzędów nie liczy się mieszkaniec gminy, autochton czy „nasz rodzimy Indianin” spod Białowieży. Bardziej istotny jest warszawski lub wrocławski lobbysta, który niszcząc miejscowych, zaprowadzi własne, miejskie wyobrażenie o Puszczy i stworzy świat zgodny z jego własną wizją. Co nie jest z nią zgodne, należy zniszczyć: przesiedlić „Indian do rezerwatów”, reedukować (czytaj: indoktrynować) lub pozbawić ich możliwości opału. Wtedy będą skłonniejsi do ustępstw. Pod ręką zawsze jest „flaszka wody ognistej”, czy szklane paciorki, które w warunkach puszczańskich przybierają różnorakie postaci….

Moim zdaniem tak hołubiona Ustawa o lasach (1991) wzmogła, w stosunku do minionego okresu, centralizm i polityczne zależności. Powoduje to, że kontakty z ludnością miejscową są ograniczone, a z samorządami jedynie kurtuazyjne. Centralne wspomaganie określonych regionów ma wymiar okazjonalny i celowy, co nie buduje w rzeczy samej żadnych istotnych i trwałych relacji.

Wspominanie o rzeszy zatrudnionych (DGLP szczyci się, jakąż to pokaźną liczbę miejsc pracy generuje leśnictwo), gdy realny potencjał i zasoby będące w gestii nadleśniczych nie mogą być w pełni wykorzystane, to szczyt hipokryzji.

Incydenty
Z pewnością jest wiele przykładów, gdy zaangażowanie nadleśnictw wiąże i wspomaga lokalny byt. Lecz ma to związek wyłącznie z dobrą wolą i chęciami. Dobrze, gdy są one spójne z interesem lokalnym. Cóż jednak, gdy nie mają z nimi związku lub nawet są sprzeczne?

Brak powiązania strukturalnego i podatkowego z gminami nie stworzy trwałych relacji. Nie można bowiem nazwać nimi obietnic zasilenia samorządów puszczańskich inwestycjami, o których ostatecznie przesądzają Lasy. Przecież one nie tak dawno pokazały kij. Mało tego – nie tylko pokazały, ale przetrąciły nim kręgosłup wiejskiej ludności, która od wieków była związana z miejscowymi leśnikami. Czy w ten sposób można cokolwiek trwałego zbudować, Panowie i Panie DGLP i MŚ?

Dziś mamy do czynienia ze współpracą okazjonalną, a nie z trwałymi związkami budującymi wspólną przyszłość. Mnie to przypomina dawne akcje sadzenia lasu (po to by dziś w połowie zgnił!), albo bardziej współczesne, wspólne grillowanie.

 

Czy można kupić artykuł w „Gazecie Wyborczej”?  – http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/184257,Czy-mozna-kupic-artykul-w-Gazecie-Wyborczej-

Sympatie i antypatie Wajraka –    http://www.newsweek.pl/sympatie-i-antypatie-wajraka,54806,1,1.html
Gazeta Wyborcza, czyli kup sobie artykuł  –   http://www.wiadomosci24.pl/artykul/gazeta_wyborcza_czyli_kup_sobie_artykul_128338.html

 Nie znajdziemy już na stronach Nadleśnictw: Białowieża, Browsk, Hajnówka pełnej informacji na temat manipulacji jakich dokonywał Wiceminister Środowiska Janusz Zaleski w kwestii Planów Urządzania Lasu dla tych Nadleśnictw. Byłem przekonany, że tak się stanie i dlatego pozwoliłem sobie wcześniej zapisać je na swoim dysku i na dysku Google. Można się z nimi zapoznać tu: https://drive.google.com/folderview?id=0B44ChPZQfK22eFg1cG1YMm1iM1E&usp=sharing

Mam nadzieję, że zainteresowanie tym przejawi w końcu i Prokuratura, bo straty materialne są konkretne.

Artykuł ukazał się pierwotnie na łamach Lasu Polskiego 18/2015 (16-30.09.2015), pt.: „Samorządy a współpraca z Lasami”


Fragment ulotki wydanej przez DGLP. Ostatnie 30 lat doprowadziły Puszczę do stanu jak na 2 obrazie, lecz niewiele z tym wspólnego maja leśnicy.
Fragment ulotki wydanej przez DGLP. Ostatnie 30 lat doprowadziły Puszczę do stanu jak na 2 obrazie, lecz niewiele z tym wspólnego mają leśnicy.

W grudniu tegoż 2015 roku artykuł został zamieszczony w sieci, m.in tu: ekologia.pl
*Komitetet Nauk Leśnych PAN – zawiadywany przez prof. Andrzeja Grzywacza; dziś już nie istniejący Komitet, został zlikwidowany wraz z odejściem profesora na zasłużony wypoczynek.
*„nasz rodzimy Indianin” spod Białowieży – określenie użyte po raz pierwszy publicznie przez autora kilka lat wcześniej, wykorzystywane później nagminnie, mam nadzieję że pozwala uświadamiać szerszej rzeszy ludzi, krzywdę jaka się dzieje w Puszczy i regionach, gdzie żyją jeszcze ludzie w zgodzie z naturą i z natury, którzy przeszkadzają miastowym i innym obcym w pseudohumanizowaniu środowiska i zawłaszczaniu go dla ideologicznego chciejstwa.
W artykule A.Hampla  (Puszcza Białowieska? Ludzie dali się ogłupić…” – w którym ogłupia autor, zapisałem wersję z dnia 6.08.2019 20.30) wskazywanych jest wiele nieprawdziwych danych. O zniszczeniu lasu przesądziły decyzje urzędników państwowych. A straty w surowcu były wskazywane przez Ministra Szyszko w Sejmie w 2015 roku w wielkości ok. 3,5 miliona metrów sześciennych natomiast po 3 latach rządów PiS inwentaryzacja wskazywała już na 7,5 miliona metrów sześciennych. Dodając do tego ok. 1-1,5 miliona metrów drewna niezainwentaryzowanego (bo się w międzyczasie rozpadło) daję masę ok. 9 milionów metrów sześciennych surowca. Wartość tego surowca to ok. 3 miliardów złotych. Całkowita wartość strat dla Polski i Polaków  może dochodzić kilkunastu-kilkudziesięciu miliardów złotych. Straty niematerialne są trudne do oszacowania, ale zwykle są wyższe od strat materialnych.

Decyzja 48/1998 DGLP

Ten tytuł zaczerpnięty z ballady Jana Krzysztofa Kelusa dedykuję dyżurnemu redaktorowi DGLP Eugeniuszowi Pudlisowi. Choć może należałoby na pierwszym miejscu wskazać Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych?

 

Eugeniusz Pudlis na Fb
Eugeniusz Pudlis na Facebook

To wspaniałe, że kontynuuje, a może wieńczy dziennikarską karierę na łamach Lasu Polskiego, odpowiadając na oczekiwania aktualnego Dyrektora. Doktora nauk leśnych Andrzeja Koniecznego. Doktora polskiej szkoły leśnej. Czy leśnictwo straciło byt (?), gdy pojawiła się polska szkoła leśna?
Niektórzy wciąż jeszcze tkwią w fantazji „modrzewia polskiego”. I wyznaczają nowe kierunki…
Służba nie drużba…
Czyżby?

Strona tytułowa wywiadu E.Pudlis - A.Konieczny
Strona tytułowa wywiadu E.Pudlis – A.Konieczny

Służba krajowi, własnemu państwu jeszcze nigdy nie była takim kabaretem jakim stała się dziś. Ustami pełnymi patriotycznych frazesów, z powiewającą dumnie flagą narodową i Najjaśniejszą Panienką w tle. Lecz wystarczy pojechać 200 kilometrów od Warszawy by przekonać się komu w rzeczywistości to służy. Komu, Panie Eugeniuszu Pudlis, Panie Andrzeju Konieczny? Komu służy brukanie narodowych świętości? Chyba nie sugeruje Pan, że Najjaśniejsza Panienka wspomaga zniszczenie leśnych zasobów Polski i Polaków? Puszczy? Wskazywałbym raczej na chwilowe (jestem przekonany) zwycięstwo złego.

Pytania, których nie zadam…

Te żałosne wywiady snute przez dyżurnych redaktorów DGLP na łamach Głosu Lasu, a dziś na łamach Lasu Polskiego (co wydaje się oznaczać koniec niezależności dwutygodnika).
Eugeniusz Pudlis jest/był etatowym dziennikarzem DGLP– Głosu Lasu. Wygląda więc na to, że DGLP – dziś to Andrzej Konieczny, zrobił wywiad z samym sobą. Mamy bowiem wywiad (a nie artykuł sponsorowany), czyli reklamę.
Czy warto to komentować?

Zniszczony drzewostan świerkowy w Nadleśnictwie
Zniszczony drzewostan świerkowy w Nadleśnictwie Białowieża

Pytania których nie zadam …
Nie warto zajmować się słowami i treścią. Warto pojechać do Puszczy.
Koncern medialny DGLP jest bliski osiągnięcia celu. Będzie przedstawiał jeden obraz, bo to oznacza zjednoczenie? I siłę?

Pytania których nie zadam….
Sen o potędze dyktatury ciemniaków (za Stefanem Kisielewskim). Bo … bo wystarczy pojechać do lasu w Nadleśnictwie Białowieża.

Pytania, których nie zadam …

Końcowy fragment wypowiedzi DGLP A.Koniecznego
Końcowy fragment wypowiedzi DGLP A.Koniecznego

4 miliony metrów sześciennych zniszczonego lasu. Miliardy (dziesiątki a może i setki- nie w cenie surowca, lecz w wielokrotnie obróconym kapitale, bo tak należy patrzeć na państwo i jego gospodarkę) złotych strat dla Polaków. Czy to jest etap biblijnego dabar – Panie Dyrektorze, czy też ma Pan trudności z postrzeganiem etapów („Dialog zaczyna się od słów. Pierwsze słowo w Piśmie Świętym to dabar, słowo.” – wskazuje nam po 30 latach czynienia zniszczeń A.Konieczny- DGLP)
Dyrektor Andrzej Konieczny proponuje … trzy ścieżki dialogu.
Jakieś pytania? Panie Eugeniuszu Pudlis… Nie mam pytań do Dyrektora Koniecznego. Czy to dobra zmiana – zniszczenia, w które się zamieniły czcze obietnice wyborcze. Bo rodzina, bo znajomi, bo nepotyzm. Polska szkoła leśna pod narodowym sztandarem i Orłem Białym.

Cenzura nie istnieje

w Oficynie Wydawniczej Oikos – z oburzeniem tnie Jacek Kłudka, na prywatne zapytanie, wskazując drzwi.
„Jeśli nie wszyscy pamiętają, to przypomnę, że był taki minister środowiska Maciej Nowicki  (2007–10), który kupił (linki do źródeł przy artykule poniżej) artykuł u redaktora Adama Wajraka w „Gazecie Wyborczej”. W opłaconym artykule-wywiadzie przyjął bez zmrużenia powieką słowa redaktora, szkalujące społeczność leśników w sprawie niszczenia Puszczy Białowieskiej, będąc samemu w „mundurze leśnika”. Porównanie działań „oświeconego” Ministra Środowiska do działań cara Mikołaja II, jako jedynych dbających o interes Puszczy to rzadko spotykane kuriozum, ale częste na łamach Gazety Wyborczej. Ten minister, z tytułem profesora, nie potrafił zrozumieć, że reprezentuje całą służbę leśną i organizację PGL LP, która w scentralizowanym kaftanie robi to, co on właśnie wymyśli. (Faktycznie to najczęściej wymyślał Adam Wajrak, a może działacze ze Świebodzina?), a minister ochoczo za to płacił. Nawet pewnie nie rozumiał, że to nie on zainicjował, lecz uległ sztuczkom jednego z działów Agora SA – czy tu się sprawa kończy, czy zaczyna).”
– Pisałem na łamach Lasu Polskiego jeszcze we wrześniu 2015 (LP 18/2015 „Samorządy a współpraca z Lasami – kiedy podpisano wyrok na Puszczę Białowieską”).

Metryczka wydawnictwa wydającego Las Polski
Metryczka wydawnictwa wydającego Las Polski

Trzy lata później pisałem w prywatnym liście do współwłaściciela Lasu Polskiego:
„Zdaję sobie sprawę, że Konstytucyjna gwarancja braku cenzury jest w istocie pustym słowem. Zapis powstawał w okresie przesilenia po rozpadzie struktur PRL, i miał związek z cenzurą typu administracyjnego (gdy niemal cała nasza rzeczywistość, łącznie z mediami była w gestii państwa). Dziś brak Urzędu ds. Kontroli Publikacji etc nie oznacza, że cenzura nie istnieje. Abstrahując od autocenzury (w sumie najbardziej wyniszczającej wolność i niezależność) istnieje cenzura wydawnicza i właścicielska, która nie leży w obszarze zainteresowania dzisiejszego Państwa. Nie leży – to jest mało powiedziane. Jest wykorzystywana z pełną premedytacją przez Państwo na wielu obszarach jego funkcjonowania. Świadomy tego – byłem przekonany, że marginesy wolności są dostępne w niszowych wydawnictwach. Takim jest przecież Las Polski (i ze względu na nakład i ze względu na skalę oddziaływania społecznego).”

Właściciel w „obronie” wolności prasy i … owocnej współpracy z ( …. )  uciął w odpowiedzi krótko: „Wystosowanie tak poważnego zarzutu, jak cenzurowanie musi spowodować jednoznaczną decyzję o niepublikowaniu w przyszłości na łamach ,,Lasu Polskiego” żadnego Pana tekstu.”

fragment ...
fragment …

 

Pytania których nie zadam ….
Czy ta droga może coś stworzyć?
Czy koncern prasowo-medialny tworzony przez LP służy budowaniu czegokolwiek prócz propagandy zasadności własnego istnienia. Istnienia na zasadach ułożonych na przełomie 1989/1990. I własnych „sukcesów”. To kolejna odsłona „najlepszej na świecie” Ustawy o lasach, powstałej w oparach magdalenkowego rozbioru.

Konstytucja a cenzura
Konstytucja a cenzura

 

PS
Publikowanie tego tekstu wymagało ode mnie podjęcia bardzo ważnej decyzji mającej związek przede wszystkim z dotychczasową rolą i znaczeniem Lasu Polskiego, i odbieraną przeze mnie jednoznacznie tragedią tego medium. Nie jest jednak moim zadaniem wskazywanie właścicielowi możliwości rozwoju i drogi. W dzisiejszym świecie szybko zmieniających się realiów i sposobów prezentowania treści, brak działań dostosowawczych powoduje, że samodzielność wielu redakcji okazuje się iluzoryczna i staje się łatwym łupem.
Mam jednak nadzieje, że nie jest to nekrolog, gdyż to nie jedyna i nie zasadnicza przyczyna. Tą postrzegam w DGLP i w jej bezwzględnym wykorzystywaniu swojej pozycji. Te działania mogą skanalizować i unieszkodliwić krytykę i podtrzymać jej dychawiczny byt? Historia uczy, że rzeczy mają się na koniec inaczej. Lecz do końca jeszcze wiele można …

PS PS
Podobnie jak Stanisław Remuszko, próbowałem zainteresować kwestią organy, które są powołane lub czuja się odpowiedzialne za stan mediów w RP. Nieskutecznie, choć mamy przecież rządy Dobrej Zmiany.
                                                                                                                             Robert Grzeszczyk

 

Jan Krzysztof Kelus – „Pytania których nie zadam” – https://youtu.be/e1JHsAoCM9I
Eugeniusz Pudlis – https://www.linkedin.com/in/eugeniusz-pudlis-583a71a3/
Kiedy podpisano wyrok na puszczę Białowieską – czy samorządy będą współpracować z Lasami” – http://robertg.blog.ekologia.pl/kiedy-podpisano-wyrok-na-puszcze-bialowieska,2041
DGLP – Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych
MŚ – Ministerstwo Środowiska
PGL LP – Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe
OIKOS sp. z o.o – BLV VERLAGSGESELSCHAFT MBH -1765 udziałów,
DEUTSCHER LANDWIRTSCHAFTSVERLAG GMBH – 1765 udziałów,
ŁASICA Witold Karol – 100 udziałów,
KŁUDKA Jacek – 100 udziałów

Stanisław Remuszko –

St. Remuszko - Gazeta Wyborcza. Początki i okolice-kalejdoskop.
St. Remuszko – Gazeta Wyborcza. Początki i okolice-kalejdoskop.

luty 2021
Kolejny artykuł/wywiad pojawił się na łamach Rzeczpospolitej. Trudno nie uważać go za sponsorowany, gdy nie porusza żadnych elementów kontrowersyjnych dla DGLP i obecnego stanu i statusu Lasów Państwowych.
Zbigniew Lentowicz – „
Andrzej Konieczny: Nie powinniśmy wprowadzać do puszczy harwesterów” – https://www.rp.pl/Wywiady/305299888-Andrzej-Konieczny-Nie-powinnismy-wprowadzac-do-puszczy-harwesterow.html
wskazuje jednoznacznie na kolejną falę manipulacji i sankcjonowania barbarzyńskiego zniszczenia majątku narodowego w trzech nadleśnictwach: Białowieża, Browsk i Hajnówka.
W Polsce jest kilkadziesiąt obszarów leśnych znanych pod nazwami „puszcza” – sic!

 

 

Kornik drukarz (łac.: Ips typographus) to niewielki (4-5,5 mm długości) owad – chrząszcz. Powszechnie uważany jest za szkodnika lasu, dla ekologów natomiast jest to organizm kluczowy lasu (Jerzy M. Gutowski – IBL).

Oto kornik

Kornik drukarz
Kornik drukarz – wygląd Ips typographus

Tak prezentuje się dojrzały owad. Pokryty rdzawymi włoskami, skupionej budowy umożliwiającej łatwe przemieszczanie w chodnikach pod korą świerków. Okrywy chitynowe są zakończone 4 powycinanymi ząbkami. Skrzydełka są dłuższe od ich chitynowych okryw.
Lot kornika jest ciężki i krótki – najwyżej kilkusetmetrowy. To musi wystarczyć by mógł on znaleźć świerk i na nim osiąść. Po przezimowaniu (często w ściółce) i krótkim locie samiec wgryza się w korę drążąc kanał wejściowy i głębiej – już w drewnie komorę godową. Obserwujemy wtedy na zewnątrz drobne trocinki.
W połowie kwietnia, nadchodzi czas odbycia lotu godowego samców. Trwa on ok. 2-4 tygodni, w zależności od warunków pogodowych: chłód i wilgoć przesuwają oraz wydłużają gody. Samce zwabiają do komory godowej od dwóch do czterech samic. Wabienie odbywa się za pomocą specjalnego zapachu.
Powstaje rodzina kornika

Tajemnicze ślady? To żer kornika. Owady leśne- A. Brauns, PWRiL 1975
Tajemnicze ślady? To żer kornika. Owady leśne- A. Brauns, PWRiL 1975

Gdy pojawią się samice dochodzi do kopulacji, która jest kilkakrotnie powtarzana.
Po kopulacji samice wygryzają w łyku w górę i dół (wzdłuż osi drzewa) chodniki macierzyste długości od 5 do 15 cm. By zapewnić właściwy komfort dzieciom, mama kornikowa wykonuje w chodniku kanały wentylacyjne – prowadzące na zewnątrz. Trocinki z chodnika macierzystego są usuwane na zewnątrz głównie przez małżonka.
W trakcie powstawania chodnika macierzystego dochodzi jeszcze wielokrotnie do kopulacji. Zapłodnione jaja są składane w niszach chodnika macierzystego i przykrywane trocinkami. Dojrzewają od 1 do 3 tygodni. Wyklute z nich larwy drążą chodniki larwalne prostopadle do chodnika macierzystego. Mają one długość od 4 do 6 cm. Chodniki larwalne rozszerzają się w miarę oddalania od chodnika macierzystego, co wynika ze wzrostu larw, które je wykonują.
Chodnik larwalny kończy się kolebką w której następuje kolejna faza rozwoju owada: faza poczwarki (1-2 tygodnia) i przeobrażenia w młodego chrząszcza (2-4 tygodnie). Cały proces trwa ok. 2 miesięcy. Po tym czasie młode korniki (20-100 sztuk) wygryzają otwory wylotowe oraz opuszczają dotychczasowe żerowisko.

Naucz się żeru kornika drukarza. Milan Zubrik, Forest Research Institute - Slovakia, Slovak Republic i autor
Naucz się żeru kornika drukarza. Milan Zubrik, Forest Research Institute – Slovakia, Slovak Republic i autor

Mało nas do bawienia dzieci
W tym czasie stare korniki odbywają żer regeneracyjny (w kształcie jelenich rogów) oraz zakładają nowe żerowiska, w których kluje się nowa tzw. generacja siostrzana. Już nie tak liczebna. W sprzyjających okolicznościach samiec z samicą mogą dać początek nawet dwóm generacjom siostrzanym. Młode (pierwszej generacji) już w lipcu odbywają lot godowy i tworzą kolejne pokolenie. W sprzyjających warunkach (ciepła i sucha pogoda) mogą obok siebie zaistnieć 2 generacje normalne i 2 siostrzane. I choć sam robaczek jest bardzo nieduży to jego liczni kuzyni, bracia i siostrzyczki powodują, że ma ogromne znaczenie gospodarcze.

Jestem szkodnik: nazywam się kornik

To nam zostaje ...
To nam zostaje …

Ten niewielki owad, szkodnik lasu lub dla ekologów organizm kluczowy lasu jest powodem wielu problemów w drzewostanach świerkowych i z udziałem świerka. Wszędzie uznaje się go za szkodnika wtórnego. Oznacza to, że wkracza do lasu z zachwianą lub rozchwianą równowagą, osłabionego lub porażanego przez szkodniki pierwotne. Nie mniej w przypadkach masowego wystąpienia staje się szkodnikiem pierwotnym i ostatecznym.
Coraz częściej obserwuje się zasiedlanie przez kornika innych gatunków – sosny. Przestaje też być kornik typowym szkodnikiem wtórnym. Nie zważając na stan swojego żywiciela staje się tym samym szkodnikiem pierwotnym.

Świerki opanowane i zabite przez kornika. Pogorzelce k. Białowieży
Świerki opanowane i zabite przez kornika. Pogorzelce k. Białowieży, fot. autor

Pojawiające się gradacje – czyli zwiększona ilość szkodnika oraz jego wzmożona szkodliwość na znacznym obszarze wynika z pożerania kambium – części przewodzącej w drzewie, znajdującej się między korą a drewnem. Innymi słowy pożerane jest tak zwane łyko. Zniszczenie łyka to zniszczenie szlaków transportowych między koroną a korzeniami w drzewie. Drzewa stają się osłabione i z czasem – szybciej lub wolniej usychają. Odpada z nich kora a drzewa umierają.
Ostatnimi czasy inaczej patrzy się na tego owada. Jak wspomniałem wyżej zaczyna być uważany za organizm kluczowy w lesie, przyczyniając się do obrotu materii (jeśli zabija drzewo to wprowadza jego masę jako pokarm dla innych gatunków i organizmów fauny i flory). Oczywiście gdy zabije wszystkie świerki i „sprowadzi je już do parteru” sam też straci szansę na dalsze życie. Nie przetrwają setki innych organizmów związanych ze świerkiem. Nastąpi zubożenie bioróżnorodności gatunkowej. Las zubożeje dla wszystkich.
Stan polskich lasów, w których świerk jest w znaczącym udziale (na obszarze Puszczy Białowieskiej ok. 30%, w niektórych regionach górskich niemal 100%), zależy między innymi od ilości występującego kornika. W drzewostanach gospodarczych las jest pielęgnowany i chroniony w potocznym rozumieniu tego słowa. Las – jako zdrowy drzewostan będący podstawą efektywnej gospodarki leśnej, we właściwej dla wypoczynku i rekreacji kondycji. Dla produkcji tlenu. Zaprzestanie walki ze szkodnikami drzewostanu prowadzi do zamierania. Las staje się niebezpieczny, niesie o wiele więcej zagrożeń dla człowieka, traci wielu z użytecznych mu funkcji. Jego różnorodność pod każdym względem spada.

Jestem organizm kluczowy lasu: nazywam się kornik

Karkonoski PN
Karkonoski PN, fot. autor

Inaczej widzą sprawę ekolodzy: są zdania, że przyroda jest zawsze, nawet jeśli padło ostatnie drzewo. Przyroda dokonuje się wtedy na jego trupie: bo na trupie też spotykamy żywe organizmy.
Przedstawiają więc społeczeństwu jedyną możliwą według nich alternatywę: nic nie robić – monitorować. Ten kierunek myślenia staje się obowiązujący w państwie.
Są przypadki wykluczania ludzi, przedstawiających inne – odrębne poglądy.
W przeobrażanym od kilkuset lat środowisku, są zdecydowanie inne warunki niż w lesie pierwotnym, w którym równowaga jest stabilna a do jej zachwiania dochodzi niemal wyłącznie w wyniku naturalnych kataklizmów.

Kornik w lesie a kornik w rezerwacie
Współcześnie ta równowaga jest permanentnie zakłócona. Innymi słowy jest utrzymywana sztucznie na poziomie pozwalającym zachować maksymalnie bogate środowisko oraz korzyści z tego wynikające. Korzyści dla naszej cywilizacji i żyjącego w niej człowieka.
Zmienione środowisko nie może pozostać bez opieki i zostać tym samym skazane na szybką zagładę. Zaprzestanie wszelkich działań prowadzi do radykalnych zmian w szacie roślinnej i zwierzęcej. Zmian niekorzystnych, rujnujących jej zasoby i tak propagowaną bioróżnorodność. Powstanie bowiem twór dostosowany do aktualnych warunków środowiska – środowiska nienaturalnego, bo od wieków zniekształconego przez człowieka i jego cywilizację.

Bayerischer wald kahlgefressen
Bayerischer wald kahlgefressen

Istniejące rezerwaty ścisłe są przykładem w jakim kierunku następuje przeobrażenie środowiska bez ingerencji człowieka. Wspaniała, zróżnicowana Puszcza Białowieska zmienia się w jednorodną grabinę lub gaj leszczynowy o mocno zubożonej szacie roślinnej i zwierzęcej. Być może w ciągu kolejnych kilkuset lat stan ten ulegnie kolejnym przeobrażeniom, pojawią się znów dąb, świerk, olcha, jesion… Być może?
Czy jednak w imię uznania kornika za organizm kluczowy możemy doprowadzać do takich zniszczeń? Mając świadomość, że gospodarka ludzka przez ostatnie 200-300 lat przeobrażała zbiorowiska leśne, często w związku z maksymalizacją zysku, ale w zgodzie z zasadami, które miały na celu utrzymać te zbiorowiska i ich potencjał a nawet w pewnym zakresie go zwiększać, nie można radykalnie zmieniać zasad i wprowadzać nowego ładu. W ich wyniku ginie również sam kornik – wraz z ostatnim padłym świerkiem.
Piszę o tym, gdyż nagle (w ciągu ostatnich kilkunastu lat) działania mające na celu ochronę kornika, nie bacząc na inne składniki środowiska leśnego, przekraczają granice rezerwatów ścisłych i parków narodowych. Szereg działań podejmowanych przez administracje rządową pod wpływem lobby ekologicznego jest jednostronnie ukierunkowanych na nic nie robienie. Niestety, tak jak napisałem, nie powoduje to wcale wzrostu bioróżnorodności o którą walczą ekolodzy, lecz doprowadzają do sytuacji odwrotnej. Do zubożenia naszych przyrodniczych zasobów.
Odbywa się to również kosztem społeczeństwa i dostępności lasów. Odbywa się to kosztem naszego narodowego dobra. Następują ogromne straty gospodarcze. Społeczeństwo jest mamione przez media grabieżczą gospodarką w lasach. Nie spotyka się prezentacji innego stanowiska. Wszelkie działania w kierunku ratowania lasu określane są jako jego niszczenie a dopuszczanie do jego zaniku i rozpadu jako działania ekologiczne i dobroczynne w skutkach – bo popierające przysłowiowego już kornika.
Wciąż trwa batalia o trwałość Puszczy Białowieskiej. Na wielu jej fragmentach (również po stronie białoruskiej) nie ma już lasu. Lasu takiego jaki znamy. Jest za to mnóstwo niedostępnych terenów zawalonych umarłymi drzewami, porastających jedynie leszczyną.
Niewłaściwa, pod wpływem ekologicznego lobby gospodarka w lesie dopuszcza się wielu nieprawidłowości – na efekty nie trzeba długo czekać: umierają świerczyny Beskidu Śląskiego. Umiera populacja beskidzkiego kornika.
Wszelkie działania w kierunku wzbogacania środowiska przyrodniczego, tam gdzie jest to możliwe, mogą się odbywać bardzo powoli. Las to nie tylko drzewostan. To również gleba i klimat – podstawowe kryteria jego rozwoju i bytu. Las wpływa na glebę i odwrotnie, gleba oddziaływa na stan lasu i jego obraz. Nie odbywa się to szybko. Zmiany są bardzo, bardzo wolne.

Ochrona bierna, czyli masło maślane
W krótkim czasie możliwe jest jedynie doprowadzenie do zubożenia środowiska glebowego i lasu. Radykalne działania ekologiczne zmierzają prosto w tym kierunku. Zachwianie równowagi na ogromnych połaciach beskidzkich świerczyn powoduje negatywne skutki w strukturze gleby a nawet stabilności gruntu. Skupiając się na ochronie kornika, przestaje się zwracać uwagę na inne istotne funkcje lasu: wodochronne i glebochronne. Powolna przebudowa świerczyn, która powinna się zacząć w momencie gdy osiągnęły one swój wiek dojrzałości nie została podjęta. Z pewnością z powodów związanych z „ekologicznym” traktowanie lasu i podnoszeniem wieku rębności. Z założeniem nic nie robienia.

Antoni Tokarczuk-Minister Środowiska.
Antoni Tokarczuk-Minister Środowiska.

Do podobnej sytuacji dojdzie niebawem na terenie Puszczy Białowieskiej. Tam to minister Antoni Tokarczuk napotykając opór miejscowej ludności dla idei rozszerzenia Białowieskiego Parku Narodowego powołał sieć rezerwatów ścisłych na niemal połowie powierzchni Nadleśnictwa Białowieża. Rezerwaty ścisłe można bowiem powoływać siedząc w miękkim fotelu w zaciszu gabinetu przy Wawelskiej. Bez zgody miejscowej społeczności. Dokonał tym samym zemsty na Puszczy, gdyż tylko w ten sposób mógł się zemścić na miejscowych ludziach, którzy obrzucili jego propozycję powiększenia Białowieskiego Parku Narodowego, i jego samego, jajami.

Minister jak dziejowy kataklizm

M.Nowicki -Minister Środowiska jak kataklizm
M.Nowicki -Minister Środowiska jak kataklizm

Jego następca, Maciej Nowicki, zakazał natomiast wycinania drzewostanów powyżej 100 lat. Jeśli się ma świadomość, że brzoza, topola a nawet świerk i sosna w tym wieku w dużej mierze zaczynają się mocno starzeć i obumierać to zatrzymanie ich wycinania w tej fazie ma jedynie związek z pozbawieniem gospodarza przychodu ze sprzedaży hodowanego i pielęgnowanego przez 100 lat drzewa. Pozbawieniem miejscowej ludności surowca drzewnego i taniego opału. Jedyny cel podjętej przez oświeconego ministra decyzji to materialne ukaranie „tamtejszych” za opór w sprawie rozszerzania Puszczy Białowieskiej. Oraz skłócenie miejscowej społeczności.
Ważniejsze dla ministra okazały się własna złość, a może własna miłość oraz grzyby powodujące rozkład martwego drewna od trwałości Puszczy i utrzymywania jej w odpowiednim stanie i przyrodniczej ciągłości. Od wiary miejscowej społeczności.
Taki Minister to kataklizm dziejowy.
Jest to wyrok, w wyniku którego cała masa lasu zostaje przeznaczona na pożarcie przez kornika, inne owady oraz na zgnicie. W tych okolicznościach obietnica stu czy nawet dwustu milionów darowizny ma zupełnie inny wydźwięk. To nie szlachetność, dobroć serca i miłość do Puszczy. To szantaż. To marchewka po wcześniejszym kiju.
Macie Państwo obraz miłości urzędników najwyższej rangi (niezależnie od politycznych opcji) do Ojczystej Przyrody. Macie Państwo obraz zacietrzewienia, arogancji i buty urzędniczej, obraz wyznawanej w środowiskach ekologicznych doktryny: my albo nic.


Takie hobby i nie tylko
Zbierałem kiedyś znaczki. Etykiety od zapałek i widokówki. W swoim życiu miałem wiele zmieniających się zainteresowań. To były moje zainteresowania. Działałem na własny rachunek i nic nikogo to nie kosztowało. Zmieniły się czasy. Coraz więcej pojawia się ludzi, którzy próbują swoje hobby narzucać innym, doprowadzając ich do ruiny a samemu przy okazji się wzbogacając. To niektórzy moi rodacy. Upatrzyli sobie robale pożerające nasze lasy. Uważają, że są bardzo pożyteczne. Bardziej niż tlen, który lasy produkują.
Jak myślicie, czy nie moglibyśmy złożyć się dla nich po złotówce, by zaczęli produkować swoje korniki w zaciszu swoich gabinetów? Byle nie wyłazili z nich już nigdy. W przeciwnym razie, jestem przekonany, że jak Lenin kiedyś próbował nieść w świat kaganek rewolucji tak my staniemy się niebawem KORNIKIEM EUROPY.

Artykuł pierwotnie ukazał się w kwietniu 2010 roku, na portalu Wiadomości24.pl. Zaktualizowałem tytuły akapitów i dodałem zdjęcia M.Nowickiego oraz świerków z Pogorzelec. Można go wciąż znaleźć na innych portalach w internecie.
Dziś wiemy już, że Puszcza Białowieska w całej swojej historii nigdy nie została tak dotkliwie zniszczona (nawet przez zewnętrznych najeźdźców) jak to ma miejsce w naszych czasach III RP, w 100 lat po uzyskaniu niepodległości. To tragiczny obraz nie tylko naszej niepodległości, suwerenności III RP, ale i jej „elit”.

„Dzikie Życie”1 doniosło, iż Główny Konserwator Przyrody Janusz Zaleski (wiceminister środowiska), zwrócił się do rządu Słowacji z prośbą o wprowadzenie zakazu polowania na wilki na terytorium Słowacji. Swoiste postrzeganie ochrony wilka nie tylko we własnym kraju, lecz także poza jego granicami to ekoterroryzm.

Dyplom dla autora od stowarzyszeń ekologistycznych
Dyplom dla autora od stowarzyszeń ekologistycznych

Artykuł o tym wydarzeniu pierwotnie opublikowałem na stronie Wiadomości 24 – w internecie (dziś do przeczytanie tu: „Polska strofuje Słowację w sprawie wilka”). Ponieważ spotkał się z krytyką zamieszczoną na stronie internetowej stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot oraz z różnorodnymi komentarzami w internecie, postanowiłem głębiej wejrzeć w problem i podzielić się z czytelnikami szerszym spojrzeniem na temat ochrony wilka w Polsce, odszkodowań i motywów wystąpienia z „prośbą” do władz innego państwa.

Cała rzecz miała miejsce realnie na przełomie lat 2012/2013.
Lecz może się wydarzyć w każdym czasie w przyszłości, gdyż nic nie uległo naprawie
.

Spis treści
Interwencja polskiego rządu – wystąpienie międzynarodowe wiceministra środowiska Janusza Zaleskiego
Dzikie Życie ma głos
Polska nie radzi sobie z likwidacją szkód
Terroryzm państwowy i międzynarodowy
Pusty zapis w Konstytucji dotyczący prawa własności
Wilki to nie czołgi. Ale wciąż trwa idea bratniej pomocy, czy też … interwencji
Gdyby chodziło o wilka
Czy Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot działa przy otwartej kurtynie
Źródła

Interwencja polskiego rządu – wystąpienie międzynarodowe wiceministra środowiska Janusza Zaleskiego
Janusz Zaleski - Podsekretarz Stanu od 2007 r, Główny Konserwator Przyrody od 2009 r do 2014 roku.
Janusz Zaleski – Podsekretarz Stanu od 2007 r, Główny Konserwator Przyrody od 2009 r do 2014 roku.

Pan Janusz Zaleski prosi w swym wystąpieniu o wprowadzenie zakazu polowań w obszarze 23 kilometrów od granicy Polski. „Dzikie Życie”, czasopismo wydawane przez stowarzyszenie Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot, utrzymywane głownie z subwencji rządowych i wsparcia unijnego, wskazuje, że podstawową przyczyną interwencji polskiego rządu jest fakt, iż słowackie Ministerstwo Rolnictwa przeznaczyło do odstrzału około 20 wilków w bezpośredniej styczności z granicą Polski. To by sugerowało, że wcześniej takie odstrzały nie były dokonywane!
        Nie jest to prawdą, gdyż Słowacja od lat chroni wilka na takiej samej zasadzie, jak w Polsce chroni się sarnę czy jelenia. Ochrona wilka jest podporządkowana w tym kraju ochronie ludzkiego życia i zdrowia, ludzkiego majątku i ludzkiej własności.
Interwencja polskiego rządu nie wynika z zaplanowanej jednorazowej redukcji słowackiego stada wilków, gdyż Słowacja dokonuje stałej redukcji wilków od zawsze, utrzymując tym samym stałą liczebność populacji wilka na swym terytorium. Polska interwencja odbywa się pod presją organizacji ekologistycznych, które uważają, że polować nie można, a na wilka nie można w szczególności (polecam „Hipokryzja” – Andrzeja Kruszewicza). Stowarzyszenie: Pracownia Na Rzecz Wszystkich Istot od lat występuje przeciwko polowaniom na wilki na Słowacji. Sposób ochrony tego gatunku w Polsce i próba przenoszenia go na zewnątrz naszego kraju zaczyna przybierać skalę „internacjonalistycznej” interwencji. Słowakom może się to kojarzyć z interwencją roku 1968 i niesioną wówczas na gąsienicach polskich czołgów tak zwaną „bratnią pomocą”. Mnie się tak od razu skojarzyło.
Interwencja polskiego rządu w wewnętrzne sprawy sąsiedniej Słowacji nie buduje lepszych stosunków między obu państwami i społeczeństwami. Polska interwencja w sprawie wilka i brukselski straszak (Polska skierowała odpowiednie noty także do UE), wpisuje się w polską politykę zagraniczną, która nie potrafiła, jak dotąd, zbudować trwałych i pozytywnych relacji z sąsiadami.

Oczywiście ani „Dzikie Życie”, ani minister Janusz Zaleski nie wspominają ni słowem, kto zapłaci za szkody na terenie Słowacji.
Polska nie radzi sobie z likwidacją szkód powodowanych przez objęte ochroną gatunki na własnym terytorium. Szkody od bobrów nie są likwidowane latami. Zamiast wypłacać odszkodowania i podejmować kroki w celu eliminacji szkód, rząd wydaje pieniądze na propagandowe broszury. Środki na propagandowe publikacje również trafiają do ekologistycznych stowarzyszeń.
Polska wprowadzając przed laty bezwzględny zakaz polowań na wilki, dziś rozbudowuje program i system masowego grodzenia hodowli pasterskiej. Ile to kosztuje i kto za to płaci?
Przed nami jeszcze całkowita likwidacja pasterstwa!

Głos ma Dzikie Życie

W odpowiedzi na mój artykuł na stronie organu stowarzyszenia Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot ( http://pracownia.org.pl/aktualnosci,914) w dniu 8 stycznia 2012 roku zamieściła stanowisko strony ekologistycznej, nazwane przez nich sprostowaniem. Ośmielam się jednak zaprzeczyć bym miał jakikolwiek związek z tym sprostowaniem. Jest to po prostu nieuprawnione użycie słowa w stosunku do treści zawartych w moim artykule. Poniżej przytoczę kilka najistotniejszych kwestii obruszających “Pracowników”.
Twierdzą oni, iż “… Nie jest prawdą, że Słowacja chroni wilka na tej samej zasadzie, jak w Polsce chroni się sarnę czy jelenia.”
I jednocześnie piszą dalej, że wilk na Słowacji “… podlega ochronie na mocy prawa krajowego (gatunek łowny) i międzynarodowego (gatunek priorytetowy) . Dyrektywa siedliskowa, którą przywołuje anonimowy autor Pracowni, powstała przed rozszerzeniem UE. Zapisy w niej zawarte, dotyczące ochrony środowiska były szczytne w wyjałowionych krajach Starej Unii. Tak Stara Unia określała istotne na ich obszarach priorytety – to rzecz zasadnicza.

Istotą jest to, że żadna Dyrektywa nie jest prawem. Zawiera zbiór zasad i życzeń. Kraje podpisujące Dyrektywę określają zakres i sposób stosowania zawartych w niej celów na własnym obszarze. Często się zdarza, że niektóre z tych celów są przez niektóre z państw wyłączane ze stosowania na obszarze całego państwa. Jest to zgodne z prawem. Ekologiści mają tego świadomość, lecz wciąż używają UE i jej przepisów jako straszaka dla nieobeznanych z zasadami współplemieńców. Tym razem również używają unijnego straszaka. Być może nasi rodzimi urzędnicy działający w imieniu państwa, też nie mają świadomości, że są celem manipulacji?
Dalej „Pracownicy” oświadczają, że:

„Nie jest prawdą, że Polska nie radzi sobie z likwidacją szkód od wilków
To przeinaczenie moich słów zasługuje na krótkie wyjaśnienie. W swoim artykule użyłem zupełnie innego sformułowania. Twierdziłem bowiem, że „Polska nie radzi sobie z likwidacją szkód powodowanych przez objęte ochroną gatunki na własnym terytorium.” A używając takich słów miałem na celu zwrócenie uwagi, na niedopuszczalność strofowania kogokolwiek, jeśli samemu nie jest się w porządku z prawnymi i materialnymi problemami np.: w sferze odszkodowań za szkody czynione przez zwierzęta objęte przez państwo ochroną (choć w istocie nie są zagrożone) na własnym terytorium. Dlatego w komentarzu pod artykułem wyjaśniłem to pisząc: „ Polska dobrze sobie radzi z materiałami propagandowymi, które często będąc tworem „przemyśleń” ekologistycznych stowarzyszeń, są im hojnie subsydiowane. Marnotrawienie ogromnych środków na dowodzenie możliwości czegoś, co zostało wyprodukowane w tymże celu (pseudonaukowe opracowanie pożal się Boże naukowców Instytutu Ochrony Przyrody PAN na temat możliwości zastosowania pastucha elektrycznego do ochrony stad zwierząt pasterskich a w rzeczywistości od lat stosowanego dla ograniczenia strat powodowanych przez zwierzynę leśną) to zwyczajny skok na kasę, za pomocą pseudonaukowych dysertacji. Nie rozumiem więc oburzenia z tego powodu. Miast się cieszyć, że „jeszcze raz się udało”.

Prawne wygibasy, które miast zapewniać odszkodowanie pokrzywdzonym, powodują, że są oni zmuszani do ponoszenia dodatkowych kosztów. Opieszałość lub brak szacowania szkód są niezgodne z prawem własności i Konstytucją.
Tyle w kwestii ogólnej. Kwestię szkód powodowanych przez wilki możemy również przedstawić w sposób szczegółowy, dając tym samym wyraz ograniczeniom działaczy Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot i ukrywania prawdy. To przecież w opracowaniach stowarzyszeń ekologistycznych i zbiorach danych Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie można spotkać się z dość jednoznacznymi określeniami w stosunku do idei i praktyki prawa w stosunku do pokrzywdzonych.
Joanna Olko z Fundacji Wspierania Inicjatyw Ekologicznych pisze: „ Z jednej strony negatywne nastawienie hodowców, którzy ponoszą straty finansowe jest zrozumiałe, tym bardziej, że wypłacane odszkodowania pokrywają jedynie wartość rynkową utraconych zwierząt, a nie rekompensują rzeczywistych kosztów obejmujących potencjalny zysk związany z ich użytkowaniem. Nie można także zapominać o więzi emocjonalnej jaka często łączy hodowcę ze zwierzętami, które pozostawały pod jego opieką. Na tle tego niezrozumiały jest do końca pewien opór przed stosowaniem rozwiązań, które mogłyby się przyczynić do poprawy sytuacji hodowców.”.
Wtórują temu fragmenty z obszernego opracowania autorstwa dr Sabiny Nowak (Stowarzyszenie dla Natury WILK), mgr inż. Roberta W. Mysłajek (Stowarzyszenie dla Natury WILK), prof. dr hab. Henryka Okarmy (Instytut Ochrony Przyrody PAN), dr Wojciecha Śmietany (Instytut Ochrony Przyrody PAN) pod tytułem: „Analiza dotychczasowych rodzajów i rozmiaru szkód wyrządzanych przez wilki oraz stosowanie metod rozwiązywania sytuacji konfliktowych”. Możemy tam znaleźć między innymi poniższy fragment: „…Szkody od wilków stanowią zaledwie setne części stanu krów i dziesiętne części stanu owiec, co dla całości gospodarki hodowlanej ma niewielkie znaczenie. Jednak dla poszkodowanych hodowców straty często są dotkliwe i powodują negatywne nastawienie do tego drapieżnika. Ponadto przypadki ataków wilków na zwierzęta gospodarskie wywołują wśród mieszkańców wsi niepokój i obawę o własne bezpieczeństwo, oraz stwarzają okazję do pojawiania się w lokalnej prasie wielu spekulacji na ten temat. Odszkodowania wypłacane rolnikom za szkody powodowane przez wilki stanowią istotny udział w niewielkim budżecie przeznaczanym na ochronę przyrody w poszczególnych województwach, a zaplanowana na wypłaty kwota nie zawsze jest wystarczająca, co opóźnia wypłaty i wywołuję dodatkowe napięcia.” W opracowaniu przytaczane są również przykłady opóźnień w likwidacji szkód spowodowanych przez wilki. Czytając opracowanie wyraźnie zauważymy, że wszelkie propagowane sposoby ochrony przed szkodami oraz psychologiczne metody w procesie odszkodowawczym w gruncie rzeczy mają na uwadze ochronę wilka a nie dorobku materialnego, spokoju i dobrostanu człowieka.

Terroryzm państwowy

Warto pamiętać, że słowa te padają ze strony środowisk, które doprowadziły do sytuacji, w której to człowiek i właściciel nie ma wielkich praw w stosunku do praw zwierzęcia. Dzisiejsze państwo nie wypłaca poszkodowanym pełnej wartości szkód, często czyni to z dużym opóźnieniem, zmusza poszkodowanych do ponoszenia nieuzasadnionych kosztów oraz urzędniczej lub sądowej mitręgi. Jednocześnie, w tym samym czasie, łaskawą i szczodrą garścią rządy opłacają opracowania na temat „naukowego” podchodzenia do problemu likwidacji szkód, psychologicznych dróg do rozwiązywania konfliktów, sposobów i metod przedstawiania problemu szkód w celu minimalizacji społecznego oporu i przedstawiania ich w kontekście warcholstwa i wichrzycielstwa, często jako przeciwwagę dla poszanowania i ochrony przyrody.
Należy domniemywać, że istotą rozwiązań, których przejawy obserwujemy na co dzień, jest narzucenie emocjonalnie pozytywnego związania jak największej części społeczeństwa z wilkiem czy bobrem. Stąd już bliska droga do publicznego i powszechnego marginalizowania rzeczywistej krzywdy jak i realnych zagrożeń jakie to niesie.
Gdyby to był kabaret, to można by półgębkiem zauważyć, że ochrona wilka i innych zwierząt tak naprawdę spoczywa na barkach poszkodowanych. Jednak to nie jest kabaret i nie jest fikcja. Ochrona nie spoczywa na barkach tych co ją wymyślili i autorytarnie narzucili, lecz w największym stopniu na barkach pokrzywdzonych i poszkodowanych.

Zagryziony przez wilki pies w Krytnie k.Polanowa fot. Andrzej Turczyn
Zagryziony przez wilki pies w Krytnie k.Polanowa fot. Andrzej Turczyn

W rzeczywistości jednak: „Wilki grasują w Małopolsce. Zagryzły już 340 zwierząt hodowlanych” (TVNmeteo, 14.11.2012), „Wilki rozszarpują krowy (http://supernowosci24.pl/wilki-rozszarpuja-krowy/, 18.10.2012), „Bacowie chcą odstrzału wilków” (http://zakopane.naszemiasto.pl/artykul/1134693,bacowie-chca-odstrzalu-wilkow,id,t.html, 25.10.2011 r.). Wertując nisze internetu odnajdziemy mnóstwo doniesień związanych z tragediami ludzkimi, brakiem działań lub opieszałością władz. Często bagatelizowane jest to przez środowiska ekologistyczne, odwracające uwagę od tragedii pobocznymi tematami o złym pochodzeniu lub niejasnym pochodzeniu sprawców. Bo wówczas okazuje się, że państwo chroni jedynie czyste rasowo wilki (sic!). Co prawda nie rozróżnia ich rasowej czystości, gdy idzie o podjęcie działań w kierunku redukcji stada i populacji – wówczas nie ma nieczystych rasowo wilków.


Międzynarodowy terroryzm

Dalej : „Dzikie życie” bagatelizuje pisząc, że prośby skierowanej do Ministra Rolnictwa Słowacji nie można traktować jako zamach na suwerenność tego kraju.
Wskazuję przy tym jako rzecz zasadniczą to, iż Słowacja realizując, (przecież zgodnie z prawem i w oparciu o własne suwerenne decyzje) na swój sposób ochronę wilka, ingeruje negatywnie w utworzony niedawno po stronie polskiej tzw. Obszar Natura 2000.
Państwo Polskie tworząc własne rozwiązania prawne powinno uwzględniać istniejący stan prawny sąsiadów, w tym również Słowacji. To przecież polski obszar Natura 2000 był tworem wtórnym do statusu wilka na Słowacji! A być może nawet chciejstwo „Pracowników” spowodowało powołanie Obszaru Natura 2000 przy granicy ze Słowacją, tylko po to, by posiąść mocniejsze argumenty „przyjaznego i braterskiego” oddziaływania na to państwo?

Jestem przekonany,że tak było, bo z drugiej strony granicy taki system nie powstał. Lub mu odstrzały nie przeszkadzały.

Alexander Dubček, I sekretarz Kc KPCz w czasie Praskiej Wiosny, 1968-1969
Alexander Dubček, I sekretarz KC KPCz w czasie Praskiej Wiosny, 1968-1969

czołgi Układu Warszawskiego na ulicach Pragi, 1968
czołg Układu Warszawskiego na ulicach Pragi, 1968

Gustaw Husak, I sekretarz KC KPCz po upadku Praskiej Wiosny, 1969-1987
Gustaw Husak, I sekretarz KC KPCz po upadku Praskiej Wiosny, 1969-1987
Pusty zapis w Konstytucji dotyczący prawa własności

Wypada jeszcze zadać pytanie, czy Natura 2000 (w Polsce) została na przygranicznych (i nie tylko) obszarach wprowadzona w zgodzie z Konstytucją? Polska wprowadzając szereg ograniczeń – nieznanych w Europie, nie respektowała praw własności. Nie były to działania zgodne z prawem. Tylko z tego tytułu budżet poniósł ogromne koszty w roku bieżącym (około miliarda złotych). I będzie ponosił w latach kolejnych, póki Natura 2000 nie zostanie zweryfikowana i nie zyska aprobaty właścicieli i zarządców gruntów. Rzeczywiste koszty są wielokrotnie większe.
Nie wiem więc, czy Słowacja urąga priorytetom Unijnym (na co wskazuje na wstępie anonimowy autor „Pracowni”) czy też wprowadzonej (z pogardą dla prawa własności) Naturze 2000?

Wilki to nie czołgi. Ale wciąż trwa idea bratniej pomocy, czy też … interwencji

Stowarzyszenie na rzecz wszystkich istot podnosi: „Porównanie wspólnej polityki suwerennych państw w zakresie ochrony wilka do interwencji członków Układu Warszawskiego w Czechosłowacji w 1968 r. świadczy o głębokim niezrozumieniu zarówno wydarzeń historycznych, jak sytuacji współczesnej. Odwołanie się do wydarzeń z roku 1968 to niezrozumiała próba dyskredytacji współpracy między Polską i Słowacją w dziedzinie ochrony przyrody. Współpraca ta może pomóc lepiej chronić wspólne dziedzictwo przyrodnicze (duże drapieżniki), ale również wzmocnić sąsiedzkie partnerstwo.”
Wskazywanie przez autora z Pracowni na „…wspólną politykę suwerennych państw w sprawie wilka bardzo mi przypomina „wspólną” interwencję dla poparcia Gustava Husaka w celu eliminacji Aleksandra Dubceka. I w jednym i w drugim przypadku znajdujemy słowo „wspólna”. Najczęściej to słowo nie ma pejoratywnego znaczenia, stąd w obu przypadkach (Układu Warszawskiego oraz Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot i rządu III RP) użycia tego słowa, wzbudziło to mój opór. Tu ma wyraz wyłącznie pejoratywny, i przeczy jego oczywistemu znaczeniu.

W stosunkach międzynarodowych, każda nota dyplomatyczna , każda oficjalna prośba, która jednocześnie oczekuje na realizację określonych czynności, nie jest przyjacielską pogaduszką dwojga przyjaciół, czy też dwóch zaprzyjaźnionych stron. Tym bardziej, że na prośbie się nie kończy, gdyż sami „Pracownicy”; wskazują, że mają w zanadrzu kij, w postaci skargi do UE na ingerencję Słowacji w ustanowiony niedawno po polskiej stronie obszar Natura 2000. Poznajemy tym sposobem „zasady przyjacielskiej”; współpracy, które rzekomo leżą na sercu ekologistycznym aktywistom. Nie jest wystarczająca wspólna współpraca ekologistyczna, czy też wspólna wymiana stanowisk w gabinetach przez różnej rangi urzędników. Naprawdę „wspólna” się staje wtedy gdy publicznie jedna strona wzywa drugą stronę!
Wspólna działalność na zasadach kominternowskich w imię przyjaźni do wilka, to rzecz istotniejsza od jakiejkolwiek suwerenności. Dziś i w 1968!

Flaga Królestwa Szwecji
Flaga Królestwa Szwecji

Nie mam pojęcia jaka będzie reakcja w stosunku do Szwecji? Kraj ten zdecydował się na odstrzał redukcyjny 16 wilków! Choć populacja wilczego stada jest w Szwecji 6- 8 razy mniejsza (ok. 270 sztuk) niż w Polsce, przy zdecydowanie większej połaci lasów i mniejszej liczbie ludności! Stado szwedzkie jest porównywalne ze stadem słowackim, ale na powierzchni niemal dziesięciokrotnie większej. Czy możemy się niebawem spodziewać kolejnej „prośby” ze strony polskiego ministra środowiska? Uwzględniając powyższe okoliczności „prośba” w kierunku Szwecji byłaby zdecydowanie bardziej zasadna!

Gdyby chodziło o wilka!
Prezes Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot Radosław Ślusarczyk
Prezes Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot Radosław Ślusarczyk

Wilkowi najczęściej jest to obojętne. Jest elementem dzikiej natury i jedyne co wiemy na pewno to jego walka o byt i przetrwanie, na warunkach adaptacji do środowiska. Nie sądzę by Radosław Ślusarczyk (Prezes Pracowni) wiedział co dla wilka jest najlepsze. Ale tak twierdzi. Te twierdzenia to przejaw indolencji. W gruncie nie idzie o wilka lecz o narzucenie swojej wizji tego zwierzęcia i wizji jego ochrony. Oraz kompletnej wizji ochrony środowiska. I jemu i wszystkim polecam skromny i krótki esej Thomasa Nagela pt. : „Jak to jest być nietoperzem”.

Czy Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot działa przy otwartej kurtynie
Na koniec swojego oświadczenia anonimowy autor stowarzyszenia Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot prostuje: „Nie jest prawdą, że miesięcznik „Dzikie Życie jest utrzymywany głównie z subwencji rządowych i wsparcia unijnego”.
Pozwolę sobie tym razem rzeczywiście sprostować – uważam, że gro organizacji ekologistycznych nie jest utrzymywana przy pomocy składek członkowskich. Nie spotkałem się, by któreś ze stowarzyszeń (ponoć społecznego zaufania i działające w społecznym imieniu) prezentowało publicznie szczegółowe bilanse i rozliczenia finansowe. Póki tego nie czynią, ich działalność nie jest wiarygodna i nie budzi mojego zaufania.

Wydawnictwa Pracowni były dotowane w całości przez rząd – warto przypomnieć komiks „Blues żubra” (do obejrzenia i pobrania na stronie „Dzikiego Życia”: http://pracownia.org.pl/blues-zubra), który jest typowym przykładem tego, na co i w jakim celu wydawane są publiczne środki (co potwierdza, że za terroryzmem ekologistycznym licznych stowarzyszeń stoi w gruncie terroryzm państwowy). Każdy może samodzielnie ocenić poziom prezentowanej propagandy.

Stowarzyszenie reprezentuje interes społeczeństwa obywatelskiego czy ...
Stowarzyszenie reprezentuje interes społeczeństwa obywatelskiego czy …

Trudno nazwać jakiekolwiek organizacje społecznymi, jeśli o ich standingu finansowym nie decydują wpłaty członków. Lecz decydują o tym bliżej nie określone darowizny i wpłaty ideologicznych i politycznych darczyńców czy zleceniodawców.

Ekologia nauka o strukturze i funkcjonowaniu przyrody, zajmująca się badaniem oddziaływań pomiędzy organizmami a ich środowiskiem oraz wzajemnie między tymi organizmami.
Ruchy i stowarzyszenia które w rzeczywistości nie mają nic wspólnego z tą nauką nie mogą być nazywane ekologicznymi. Jednostronnie, politycznie pojmowana natura i sposób jej ochrony w rzeczywistości nie mają związku z jakąkolwiek nauką, a z pewnością nie z ekologią. Stad używam określenia „ekologizm” zaproponowanego przed laty przez jednego z profesorów PAN, które trafniej opisuje rzeczywistą działalność większości dzisiejszych działaczy, stowarzyszeń czy pseudonaukowców.

Inteligencja wilka (jak i wielu innych zwierząt nie tylko drapieżnych)
pozwala mu mieć świadomość , że człowiek
przestał być dla niego zagrożeniem.

Źródła:
1 Pracowania na rzecz wszystkich Istot: „Interwencja polskiego rządu w sprawie wstrzymania słowackich polowań na transgraniczne wilki” –
https://carnivores.eu/aktualnosci/18-interwencja-polskiego-rzadu-w-sprawie-wstrzymania-slowackich-polowan-na-transgraniczne-wilki
Polsko-słowacki spór o wilka :http://www.sadeczanin.info/wiadomosci,5/region-spor-o-wilka-interweniuje-minister,41241#.UNOT5azCq2A

Analiza dotychczasowych rodzajów i rozmiaru szkód wyrządzanych przez wilki oraz stosowanie metod rozwiązywania sytuacji konfliktowych „ – http://www.polskiwilk.org.pl/download/MS%20opracowanie%20szkody%20wilki%202005.pdf
„A może wywołać wilka z lasu”http://www.wspolistnienie.eco.pl/artykuly/wywolac_wilka.pdf
„Szwecja oficjalnie zezwoliła na odstrzał 16 wilków”http://polish.ruvr.ru/2013_02_07/Szwecja-oficjalnie-zezwolila-na-odstrzal-16-wilkow/
http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje/polska,28/wilki-grasuja-w-malopolsce-zagryzly-juz-340-zwierzat-hodowlanych,66789,1,1.html
http://supernowosci24.pl/wilki-rozszarpuja-krowy/
http://zakopane.naszemiasto.pl/artykul/1134693,bacowie-chca-odstrzalu-wilkow,id,t.html
http://zakopane.naszemiasto.pl/artykul/930411,wilki-zagryzly-na-podhalu-15-owiec,id,t.html
http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2018-05-29/wilk-zagryzl-psa-zostaly-tylko-leb-futro-oraz-przednie-i-tylne-lapy/
https://nczas.com/2018/07/23/atak-wilkow-na-gospodarstwo-z-psa-zostala-tylko-glowa-to-straszne-nie-czujemy-sie-tu-bezpiecznie-uwaga-foto-18/
https://gazetalubuska.pl/za-atak-na-kobiete-w-trzebiczu-wilk-zaplaci-zyciem-czy-jest-hybryda/ar/13371972
Przeczytaj jak: „Uratowałem wilka z niewoli” ( http://www.wiadomosci24.pl/artykul/uratowalem_wilka_z_niewoli_158943.html ) – https://www.polskawlesie.pl/uncategorized/uratowalem-wilka-z-niewoli
Lista (niepełna) ataków na ludzi –
 https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_wolf_attacks
– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

Zachowania łowieckie wilków polujących na bydło i owce
Strona tytułowa pracy Simony Kossak

Zachowania łowieckie wilków polujących na bydło i owce
https://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=&ved=2ahUKEwihrbXZmt3uAhXUAxAIHZUvAVkQFjAAegQIBBAC&url=https%3A%2F%2Fwww.ibles.pl%2Fdocuments%2F13012%2F2717605%2F844-kossak_s-prace-ibl.pdf&usg=AOvVaw0Cem1KeDI1SmHQ8rlSzPpy
dodano 9.02.2021 r.

„Dzikie Życie”, organ prasowy Stowarzyszenia na Rzecz Wszystkich Istot doniosło, iż Główny Konserwator Przyrody Janusz Zaleski (wiceminister środowiska), zwrócił się do rządu Słowacji z prośbą o wprowadzenie zakazu polowania na wilki na terytorium Słowacji.

Ochrona wilka ponad granicami, to jak internacjonalistyczna doktryna terroryzmy eko.
Pan Janusz Zaleski
prosi w swym wystąpieniu o wprowadzenie zakazu polowań na Słowacji, w obszarze 23 kilometrów od granicy Polski. „Dzikie Życie”, czasopismo wydawane przez stowarzyszenie Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot, utrzymywane głównie z subwencji rządowych i wsparcia unijnego, wskazuje, że podstawową przyczyną interwencji polskiego rządu jest fakt, iż słowackie Ministerstwo Rolnictwa przeznaczyło do odstrzału około 20 wilków w bezpośredniej styczności z granicą Polski.

Nie jest to prawdą, gdyż Słowacja od lat chroni wilka na takiej samej zasadzie, jak w Polsce chroni się sarnę czy jelenia. Ochrona wilka jest podporządkowana w tym kraju ochronie ludzkiego życia i zdrowia, ludzkiego majątku i ludzkiej własności.

Interwencja polskiego rządu nie wynika z zaplanowanej redukcji słowackiego stada wilków, gdyż Słowacja dokonuje stałej redukcji wilków od zawsze, utrzymując tym samym stałą liczebność populacji wilka na swym terytorium. Polska interwencja odbywa się pod presją organizacji ekologistycznych. Stowarzyszenie: Pracownia Na Rzecz Wszystkich Istot od lat występuje przeciwko polowaniom na wilki na Słowacji. Ochrona tego gatunku w Polsce zaczyna przybierać skale „internacjonalistycznej” interwencji. Słowakom może się to kojarzyć z interwencją roku 1968 i niesioną wówczas na gąsienicach polskich czołgów tak zwaną „bratnią pomocą”.
Interwencja polskiego rządu w wewnętrzne sprawy sąsiedniej Słowacji nie buduje lepszych stosunków między obu państwami i społeczeństwami. Polska interwencja w sprawie wilka i brukselski straszak, wpisuje się w polską politykę zagraniczną, która nie potrafiła, jak dotąd, zbudować trwałych i pozytywnych relacji z sąsiadami.
Oczywiście ani Dzikie Życie, ani minister Janusz Zaleski nie wspominają ni słowem, kto zapłaci za szkody na terenie Słowacji.

Polska nie radzi sobie z likwidacją szkód powodowanych przez objęte ochroną gatunki na własnym terytorium. Szkody od bobrów nie są likwidowane latami. Zamiast wypłacać odszkodowania i podejmować kroki w celu eliminacji szkód, rząd wydaje pieniądze na propagandowe broszury. Środki na propagandowe publikacje również trafiają do ekologistycznych stowarzyszeń.

Polska wprowadzając przed laty bezwzględny zakaz polowań na wilki, dziś rozbudowuje program i system masowego grodzenia hodowli pasterskiej. Ile to kosztuje i kto za to płaci?
Przed nami jeszcze całkowita likwidacja pasterstwa!

W roku bieżącym Sejm przyjął przez aklamację deklarację potępiająca interwencję na Czechosłowację dokonaną w roku 1968 – z okazji mijającej 50 rocznicy tej „tzw. bratniej pomocy”.
Kiedy Ministerstwo Środowiska, Ministerstwo Spraw Zagranicznych wycofa swoją interwencję w sprawie niezależnej polityki Słowaków w sprawie wilka? Kiedy przeprosi?

Źródła:
Dzikie życie: http://pracownia.org.pl/aktualnosci,900
Polsko-słowacki spór o wilka : http://www.sadeczanin.info/wiadomosci,5/region-spor-o-wilka-interweniuje-minister,41241#.UNOT5azCq2A

Przeczytaj jak: „Uratowałem wilka z niewoli”

Przeczytaj też: Polska strofuje Słowację  w sprawie wilków – a „Dzikie Życie” prostuje

Marcin Korolec - Minister Środowiska 2011-2013
Marcin Korolec (PO) – Minister Środowiska 2011-2013

Janusz Zaleski - Podsekretarz Stanu od 2007 r, Główny Konserwator Przyrody od 2009 r do 2014 roku.
Janusz Zaleski (PSL) – Podsekretarz Stanu od 2007 r, Główny Konserwator Przyrody od 2009 r do 2014 roku.
Font Resize
Contrast