Tag

national park

Browsing

Skąd pomysł na petycję i dlaczego jest ważna

Lista Dziedzictwa UNESCO to wykonanie Konwencji ONZ dotyczącej ochrony cennych dla ludzkości obszarów z powodów występujących tam zasobów naturalnych i kulturowych.
Rzeczy te należy traktować łącznie.
Oczywiście są to obszary, które ktoś wskazał i które ktoś uwzględnił. Nie ma precyzyjnych i jednoznacznych cech dla tych obszarów prócz tych, o których wspominam wyżej.
To szczytna idea, jeśli jest uczciwa i nie podlega manipulacji.
Dobrze wiecie, że o to w dzisiejszych czasach trudno. Świadczyć o tym mogą manipulacje przy okazji ustalenia wybrańców Nagrody Nobla, czy w Polsce Nagrody Nike (nie powinno być problemu z odszukaniem nieprawidłowości w przepastnym internecie).
Dziedzictwo UNESCO.
Naturalne i Kulturowe.
Rzecz w swej idei chwalebna. Ma chronić to co cenne dla świata a niewidoczne dla niego. Widoczne i pielęgnowane przez lokalność. Lokalność tym samym nabiera globalnej wartości. Wartości uniwersalnej.
A co, jeśli zawłaszcza to centralizm państwowy w imię zupełnie innych celów?


Trochę historii o Dziedzictwie Naturalno-Kulturowym w Puszczy Białowieskiej

Puszcza Białowieska została wpisana (w części polskiej) na  Listę w 1979 roku (dotyczyło powierzchni niespełna 5 tysięcy hektarów). Wiele z NAS nie pamięta tego roku i rzeczywistości, która wówczas była na tym obszarze. W 1992 obszar Dziedzictwa powiększono o przylegające doń tereny białoruskiej części Puszczy.
W 1979 roku w Polsce istniał Park Narodowy na znacznie mniejszej powierzchni oraz trzy nadleśnictwa – które nie zajmują się tzw. ochroną bierną, lecz wypełniają wszystkie funkcje lasu (ochrona czynna, użytkowanie, hodowla, turystyka, ochrona przeciwpożarowa, a wówczas także łowiectwo, melioracje, drogi leśne, gospodarstwo rybackie, a może i rolne, binduga, kolejka leśna – pewnie miejscowi by to jeszcze uzupełnili). Istniejący przemysł przerobu surowca dawał pracę dla około 14 tysięcy miejscowych i tym samym impuls dla szeregu przedsięwzięć pozaprodukcyjnych.
Po tzw. transformacji ustrojowej ten stan uległ zmianie. „Zwinęła” się kultura, nauka, edukacja.
Lasy Państwowe przestały formalnie stanowić przedsiębiorstwo, lecz stały się urzędem – administracją (tak stanowi Ustawa o lasach z 1991 roku).  Doszło także do zmiany statusu ochrony na ogromnej powierzchni, gdyż rząd SLD powiększył obszar Parku Narodowego ponad dwukrotnie.
W tym samym czasie dokonano likwidacji zakładów przetwarzania drewna. To ogromne zmiany w stosunku do roku 1979. – Czy sądzicie, że to przypadkowe?

Lokalność nic nie warta

Urzędy centralne wypełniając swoistą doktrynę IIIRP dążyły do dalszego powiększenia Parku Narodowego. Lecz w przyjętej, nowej legislacji związanej już ze standardami Unii Europejskiej, jest to możliwe wyłącznie za zgodą lokalnej społeczności. – Lecz dobrze wiemy, że dzisiejsza Unia nie dba nawet o swoje standardy, stąd coraz śmielsze i otwarte dążenia do powiększenia Parku Narodowego na obszar całej Puszczy (z naruszeniem prawa i unijnych norm).
A społeczność nie chce i zapiera się jak może. Swego czasu obrzuciła nawet Ministra Środowiska jajkami. To bolesne doświadczenie, okazało się skuteczne na jakiś czas. Żaden następca nie próbował dłuższy czas heroizmu Tokarczuka
Ktoś powie, że społeczność jest głupia, niewykształcona, nie wie co to postęp. Taki obraz jest generowany w mediach.
Ale ta społeczność jest tam na miejscu i doskonale zna, od przysłowiowej podszewki działania i skutki działań podejmowanych w celu tzw. ochrony biernej. Zna też jej koszty. Przygląda się temu od co najmniej dwóch dziesięcioleci. I nie udało się jej przekonać do postępu, BO WIDZI.
To ludzie zżyci z lasem, częstokroć od pokoleń. I mają świadomość, że piękne słówka i kolorowe obrazki, którymi jest karmione społeczeństwo, nie mają wielkiego związku z rzeczywistością.

Upragniony-i-oczekiwany-przez-ekologistow-obraz-lasu-i-Puszczy-martwe-drewno.
Upragniony-i-oczekiwany-przez-ekologistow-obraz-lasu-i-Puszczy-martwe-drewno.jpg

Czym jest Natura i czemu Park oraz Rezerwat stanowią największą wartość ojczystej przyrody?

Wydawałoby się, że to trywialne i nie ma nad czym się rozwodzić. Dobrze przecież pamiętamy i ze szkoły, i z mediów, że Natura jest piękna, dzika i bogata.
Gdy nie ma problemu z tymi dwoma pierwszymi elementami (założywszy, że dla każdego natura jaka jest, jest piękna, nawet gdy sucha gałąź zwali się na głowę, lub nie można jej obejrzeć, gdyż nasza obecność już sama przez się stanowi dla niej zagrożenie – czyżbyśmy nie byli jej elementem od zawsze?) to trzeci element stanowi wyłącznie dedykację oczekiwań i chciejstwa. Bo co będzie, gdy natura nie zechce być bogata?
Oczywiście nie może tego nie chcieć, gdyż państwo IIIRP i jej urzędy centralne sporządziły np.: Ustawę ochrony przyrody, która zobowiązuje Naturę zamkniętą w Parkach i rezerwatach do tego, by była bogata różnorodnością gatunkową, siedliskową, etc. Trzema słowy ma być bogata różnorodnością przyrodniczą. A więc obszar Natury zamknięty w granicach parków i rezerwatów ma być bogaty i rozwijać się w kierunku jeszcze większego przyrodniczego bogactwa.

Natura nie ma zamiaru być posłuszna prawu IIIRP

By tego dowieść zamieściłem link do badania, które jest prowadzone w Rezerwacie Ścisłym Białowieskiego Parku od niemal 100 lat. To być może jedyne tak długo prowadzone badanie na świecie, które w okresach pięcioletnich inwentaryzuje na stałych powierzchniach badawczych przyrodnicze bogactwo.
Wynik dowodzi, że natura ma głęboko w „czterech literach” to co jej Minister zadedykował w Ustawie, a Sejm” pilnie przegłosował.
Tym samym jesteśmy pewni, że Parki Narodowe nie są i nie muszą być ostoją bogactwa przyrody.
Cóż począć z profesorami, którzy od dziesiątków lat nam tak wskazywali (na to parkowo-rezrwatowe bogactwo)? I wskazują. A dziś wspierają ich w tym dziele zachodni patroni. A może i wschodni też?
Bo jeśli Natura jest wszędzie, ale nie daje gwarancji bogactwa, to czemu nie tworzyć parków na polu? I obserwować od samego początku rozwoju tej Natury. Z pewnością będziemy wówczas zachwyceni przez 100, a może i 500 lat ze wzrostu bogactwa przyrodniczego. (tu się dowiesz kapkę więcej: https://www.polskawlesie.pl/ochrona-srodowiska/dlaczego-nie-powstal-park-narodowy-grzmiaca )
Lecz gdy zrobimy Park na najbogatszych siedliskach i obszarach leśnych, takiej gwarancji nie ma. Trzeba się liczyć ze spadkiem.
Nie będę tego dłużej tłumaczył. Jest badanie. Jest dowód (link do omówienia wyniku badania przez Bogdana Brzezieckiego znajduje się w treści petycji).
Rozwinę, gdyby były niejasności i pojawiły się pytania. Lub gdyby nie było to zrozumiałe.
Wiem, że już nie czujesz się najlepiej.
Tak jak było, było dobrze.
Kolorowo i jasno.
A może jest gdzieś jakiś błąd logiczny?
Bo przecież Natura w Parkach taka bogata … -sic!  (-czyli jej zależy?, czy nie zależy? – zdecyduj się).
A może jednak Natura posługuje się inną logiką, i dlatego jest dzika, piękna, nieprzewidywalna – razem z tą suchą gałęzią na głowie (by nie zwiodły Cię znów jakieś gwarancje bezpieczeństwa od jeszcze jednego Ministra, czy nawet werdyktu Sądu Najwyższego – tak nie mylisz się – doszło do takiego poziomu przypisywania naturze określonych intencji).

Puszcza jak cukiereczek, jak spokojny wilczek i ćwierkający dzięciołek
Puszcza jak cukiereczek, jak spokojny wilczek i ćwierkający dzięciołek

Od dawna jest nacisk na to by powiększyć Park. A nawet by zlikwidować w Puszczy  całkowicie gospodarstwo leśne i trzy nadleśnictwa. Nie byłoby to zgodne ze stanem z roku 1979. Prócz wcześniej opisanych niezgodności.

Wdeptać samorządy w glebę

Naciski na lokalne samorządy są wielorakie. Również przez faktyczne zatrzymanie prac w tych nadleśnictwach oraz widmo kolejnej utraty miejsc pracy.
Urzędy centralne są bezwzględne przy realizowaniu swoich idei. A tylko ich pełna realizacja pozwoli zamknąć projekt jednego Parku na całym obszarze Puszczy wraz z ogromem wygenerowanych strat … bez zamykania winowajców.
Nie będę pisał o różnych rozwiązaniach „alaprawnych”, które niszczą leśne zasoby w zakresie materialnym i przyrodniczym, które uderzają wprost w byt tamtejszej społeczności. Efekt ich działania widać na filmach dołączonych do petycji (zalega specjalnie „wyprodukowane” do zgnicia drewno w masie ok. 10 milionów metrów sześciennych – a przecież można byłoby zrobić z tego kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt milionów trumien ( np.: dla Chińczyków, skoro ten kierunek handlu tak wielu doskwiera). Ogrom gnijącego drewna w lasach daje się zauważyć, i nie jest to przypadek, czy niegospodarność, lecz wypełnianie narzuconej Lasom doktryny. Doktryny, która jest w ciągłej rozbudowie.

Jednym z elementów wykorzystywanych przez stronę rządową przy realizacji tej doktryny jest także podpieranie się statusem obszaru wpisanym na Listę UNESCO.
Nie ma dla nich znaczenia, że w okresie od 1979 nastąpiły prawne, statutowe i strukturalne zmiany na tym obszarze. Nie ma znaczenia, że od połowy lat 90-tych XX wieku doprowadzili do JEDYNYCH W HISTORII ISTNIENIA PUSZCZY tak ogromnych zniszczeń. Wciąż publicznie artykułują, że dzisiejszy jej obraz to też esencja Dziedzictwa UNESCO.
Czy centralizm, może pozwolić jakiejkolwiek lokalności na tworzenie uniwersalnych wartości wbrew własnym ideologiom i dążeniom. Czy jest w stanie wspomagać w tym samorządy i lokalne społeczności? – IIIRP przekonuje, że to jest niemożliwe.

Przywracamy Rynek w Krakowie

Oczywiście w Polsce są inne obszary wpisane na Listę Dziedzictwa. I jesteśmy z tego zadowoleni. Mówimy i chwalimy się nimi (Wieliczka, Park Mużakowa, Rynek w Krakowie, etc). Ale tylko dla Obszaru Puszczy III RP musiała powołać specjalnie dedykowany Instytut, zasilany sowicie, by udowadniał, jak to Dziedzictwo tam kwitnie, i jak ubogaca całą społeczność kraju i globu. Jak pięknie wzbogaca zasoby i jak Natura jest z tego dumna.
Ale wyobraźmy sobie sytuację hipotetyczną dotyczącą Rynku W Krakowie – to także Obszar Dziedzictwa wpisany na Listę UNESCO.
Pojawiają się siły dysponujące odpowiednimi środkami i medialnymi możliwościami, i rozpoczyna się proces powrotu do pierwocin tego cennego obszaru. Rynku, który przez lata, dziesiątki lat został zniszczony nieodpowiedzialnym działaniem miejscowej ludności pobudzanej przez lokalny samorząd. Powołany zostaje odpowiedni Instytut Naukowy i Badawczy. Kształcone są kadry, pojawiają się doktoranci, są pierwsze habilitacje.
A co na Rynku?
– Na Rynku zrywane są granitowe płyty, podobnie jak na okalających chodnikach. Pojawiają się rynsztoki w miejsce likwidowanej podziemnej kanalizacji. Powierzchnia jest wykładana dębowymi balami i kocimi łbami. Odcinany jest wodociąg, i pojawiają się kopane studnie pięknie cembrowane dębowymi drągami, wykonane ściągniętymi z Gościeradowa specjalistami. Oczywiście ruch jest dozwolony wyłącznie dla zaprzęgów.
Następuje czas likwidacji oświetlenia elektrycznego – pojawiają się pochodnie i kaganki olejowe. Aktywiści protestują przeciwko liniom telefonicznym – zostają odcięte wraz z telefonią komórkową. W końcu po 30 latach „odzyskujemy” prawdziwy Rynek i jesteśmy z tego dumni, wraz z całym krajem i globem – oczywiście postępowymi.
Myślicie, że to niemożliwe?
Właśnie to się dzieje na ogromnym obszarze Puszczy, zajmowanej przez trzy nadleśnictwa i prowadzących tam działalność zgodną z prawem, która nie notuje żadnych strat przyrodniczych i siedliskowych niezgodnych z właściwościami siedliska.
30 lat to szmat czasu, by małymi kroczkami, stałymi i systematycznymi działaniami doprowadzić do 10 milionów metrów sześciennych trupów drzew i spowodować tym społeczny kontent.

Przyjacielski dla wszystkich, otwarty jak w pandemii
Turnicki in spe – całkiem przyjacielski Park

Dziedzictwo/niedziedzictwo

Nie podpierajmy zbrodniarzy Dziedzictwem UNESCO w Puszczy. Zbrodniarzy, którzy bez żadnych skrupułów, by realizować swoje, lub narzucone z zewnątrz pomysły, szkalują także UNESCO i jej dorobek.
Petycja wspomaga więc ideę Listy Dziedzictwa UNESCO, wspomaga polskie lasy i Puszczę, wspomaga lokalne społeczeństwo i wspomaga NAS wszystkich.

Co się stanie, gdy zostanie Polsce odebrany status Dziedzictwa na obszarze Puszczy?

W Puszczy nagle nie stanie się nic szczególnego, gdyż samo Dziedzictwo nie organizuje szczególnych działań na tym obszarze.
Nie stanie się nic w sposób natychmiastowy. Rozpocznie się proces powrotu do normalności i do prawa.
To nie jeat działanie przeciwko Polsce lecz dla Polski. Żaden bowim rząd nie jest Polską, lecz ma działać w jej intencjach. Jeśli w wyniku działań rządów Polska ponosi straty, to te rządy nie zasługuje na wsparcie ze strony wyborców. Zasługują na surowy osąd.

Mark Twain - z rodziną trzeba rozmawiać, dyskutować, kłócić się
Mark Twain – z rodziną trzeba rozmawiać, dyskutować, kłócić się

Ludzie wybierani wprost, bezpośrednio, reprezentujący interes swoich sąsiadów nie mogą być zastępowani przez wskazanych przez centrale warszawskie „samorządowców” potrzebnych do realizacji obcych celów ideologicznych oraz skłócania. System większościowy i bezpośredni wsparty lokalnymi referendami realizuje oczekiwania lokalnych społeczności, tak jak realizowałby je w skali kraju. Przecież nikt nie uczy dzieci w szkolnych samorządach systemu wyborczego metodą D’Hondta narzuconego w Polsce, lecz systemu JOW. Czy ktoś snujący się w oparach „demokracji” magdalenkowej jest w stanie przedstawić metodę D’Hondta i wytłumaczyć na jej podstawie przyczyny indywidualnych zwycięstw i porażek?
By doprowadzić w Puszczy, w trzech puszczańskich nadleśnictwach, do powrotu  bujnej Natury potrzeba zmienić doktrynę państwa i odzyskać suwerenność dla każdej lokalności oraz odzyskać prerogatywy samorządu do możliwości wpływu na otaczającą go przestrzeń. Nadleśnictwa Puszczańskie mają prawo i obowiązek realizować działania zgodne z prawem. Nie można ich pozbawiać obowiązku ochrony lasu.
Lokalne samorządy. – Wszędzie mamy do nich bliżej.
Ta petycja wspomaga ich podmiotowość oraz realne prawa do własnego podwórka. Ona wspomaga też nas w walce z arogancją i butą władzy.
Ale to już inna historia. Możemy ją zrealizować bez Dorożały, Tuska, Hołowni, Kosiniaka czy Kaczyńskiego. Działać wbrew ich woli niszczenia.
W końcu nas jest więcej.

——-
Nikomu za bardzo nie przeszkadza, że dziś Dziedzictwo UNESCO w Puszczy to karykatura nie tylko samej idei Dziedzictwa, ale i nie przeszkadza manipulacja polskiej centrali celowo wykorzystującej tę ideę w jasnym wydawałoby się celu: destrukcji Gospodarstwa Leśnego oraz likwidacji właściwości władz lokalnych do wpływu na swój dom i okolicę.
Jeśli wiemy kogo wybieramy w Gminie to sytuacja wyborów do władz centralnych jest kompletnie nieprzejrzysta.
Nie widzicie.
Bo Dorożała to Pan i Państwo. A My, maluczcy, sługi jego … choćby i napalm.

Logo Petycje on line
Petycje on line logo
Logo UNESCO
Logo UNESCO


Podpisz petycję:

https://www.petycjeonline.com/usunicie_puszczy_biaowieskiej_w_jej_polskiej_czci_z_listy_obszarow_dziedzictwa_kulturowo-naturalnego_unesco

***
Polecam:
Frederyk von Hayek – Intelektualiści a socjalizm
Thomas Najgel – Jak to jest być nietoperzem
Jan G. Pawlikowski – Kultura a natura
Harry G. Frnakfurt – O wciskaniu kitu
Jacek Tittenbrun – Kolonizacja nauki i świata przez kapitał
Józef Bocheński – Sto zabobonów
Witold Czerwiński – Fizjologia roślin
Hans Leibendgut – Pielęgnowanie drzewostanów
Eugeniusz Ilmurzyński – Szczegółowa hodowla lasu
Jerzy Dzik – Dzieje życia na ziemi
Simona Kossak – Saga Puszczy Białowieskiej
Henry D. Thoreau – O obywatelskim nieposłuszeństwie, Las Walden
Hannah Arendt – O przemocy. Nieposłuszeństwo obywatelskie
Edward L. Bernays – Propaganda
Marcin Niewalda – Metody manipulacji XXI wieku
Stanisław Remuszko – „Gazeta Wyborcza” początki i okolice (kalejdoskop)
Wójcik Katarzyna – Pojęcie i ochrona praw kulturalnych w dokumentach UNESCO   https://sip.lex.pl/komentarze-i-publikacje/artykuly/pojecie-i-ochrona-praw-kulturalnych-w-dokumentach-unesco-151120030
Konwencja w sprawie ochrony światowego dziedzictwa kultur
alnego i naturalnego (1972) – https://www.unesco.pl/fileadmin/user_upload/pdf/Konwencja_w_sprawie_ochrony_Swiatowego_Dziedzictwa.pdf  
Puszcza, co to takiego

***

Napisałem petycję do UNESCO.
Nie dla siebie, nie dla Ciebie … Dla Puszczy, dla każdej lokalności, dla NAS.
Być może, za jakiś czas warto będzie wrócić do tematu Dziedzictwa UNESCO w Puszczy Białowieskiej, lecz nie na warunkach niszczących zasoby Natury, kultury, etyki oraz samorządność lokalnych społeczeństw.
Dziś powiedz NIE.
Podpisz petycję, proszę, poproś żonę, męża, porozmawiaj z dziećmi i wnukami
https://www.petycjeonline.com/usunicie_puszczy_biaowieskiej_w_jej_polskiej_czci_z_listy_obszarow_dziedzictwa_kulturowo-naturalnego_unesco

Bioróżnorodność a ochrona konserwatorska – parkowa

Bogactwo przyrodnicze. Bioróżnorodność – setki gatunków na metrze kwadratowym– czyż nie to miało być domeną parków narodowych i rezerwatów. W końcu to park narodowy jest najwyższą forma ochrony przyrody. Czyż nie tak nas uczą w szkole?
A może indoktrynują …

Ilu Kowalskich spędza czas na kolanach eksplorując ten metr kwadratowy parku w czasie wytęsknionych wakacji, urlopów czy weekendów, szukając bioróżnorodności? To bogactwo to nie kilkanaście gatunków drzew czy kilkadziesiąt gatunków runa i dna lasu widocznych gołym okiem, z oddali. To setki i tysiące gatunków drobnych, nierzucających się w oczy organizmów.

Czy w parku narodowym publiczność znajdzie bogactwo różnorodności gatunkowej i każdej innej?
Przekaz o parkowym bogactwie już w szczenięcym wieku nam wskazują (sami o tym przekonani, czy sprawdzili, czy po prostu w  humanistycznej wierze na temat natury), tak jak naszym rodzicom i dziadkom, jest dziś trwalszy niż my sami. To efekt wieloletniego wysiłku i swoistej namolności przypisywania pojedynczym elementom, jak i całym zbiorowiskom przyrody: flory i fauny cech humanizmu.

F. von Hayek i intelektualiści
Intelektualiści a socjalizm – Frederic von Hayek

Intelektualiści. (Co o nich sądzi Noblista Frederic von. Hayek – „Intelektualiści a socjalizm”)
Jednak praktyka nie potwierdza, by system konserwatorskiej ochrony wzbogacał nas bioróżnorodnością gatunkową lub siedliskową. Bioróżnorodność to całokształt organizmów na danym obszarze, ściśle ze sobą powiązanych. Stabilny gdy stabilne są warunki, a zmienny gdy warunki ulegają zmianie. Nie można gwarantować stabilności żadnego układu przyrodniczego, nawet jeśli nie następuje zewnętrzna ingerencja. Gdyż procesy zachodzące wewnątrz siedliska w każdej chwili zmieniają warunki w nim panujące.
Ochrona konserwatorska skupia się więc praktycznie nie na zachowywaniu i wzmacnianiu bogactwa przyrodniczego lecz na obserwacji procesów, które zachodzą samoistnie i nieustannie. Humanizm i ekologizm nie są w stanie zatrzymać tych procesów. A samoistne procesy nie czytają zapisów Ustawy ochrony przyrody, w której nakazano przyrodzie parkowej trwanie w bogactwie przyrodniczym, a nawet rozwój tego bogactwa.
W wyniku prowadzonych od wielu lat analiz porównawczych łatwo się można zorientować, że przyroda nie realizuje założeń i nadziei intelektualnego humanizmu, powodując zmniejszenie zasobów gatunkowych czy siedliskowych.
Nie mniej wciąż są organizacje, ludzie, środowiska rządowe, które kłamią na ten temat.

Yelowstone jak platynowoirydowy wzorzec metra z Sèvres

Ciekawa jest historia i okoliczności powstania pierwszego na świecie parku narodowego. Mało się na ten temat pisze.
Gdy powstawał Yelowstone, lesistość najbardziej uprzemysłowionych i ucywilizowanych państw Zachodu była na poziomie kilku procent (Holandia, Wlk. Brytania, Belgia, etc). Wolny rynek i cywilizacja prywatnej własności, zawłaszczająca całą przestrzeń, wciąż dominuje ustępując dziś miejsca cywilizacji spekulacji. Pieniądz to tylko element pośredniczący w zawłaszczaniu Ziemi i swobód demokratycznych, tak jak jeden z jego tworów: ekologizm.
Powołanie Parku Yelowstone uniemożliwiło zawładnięciu tego obszaru przez kapitał, i tym samym zamienienie go na kolejny element ówczesnej cywilizacji Zachodu. Ochronił olbrzymi obszar przed unicestwieniem przez bożka mamony – zasadniczego elementu zachodniej demokracji.
Gdy powstawał pierwszy park narodowy w Polsce (przełom lat 20 i 30 XX wieku) warunki były inne. Polscy intelektualiści bezmyślnie podążali jednak wzorcem decyzji Kongresu USA z 1872 roku. Jeszcze pod koniec XIX wieku lesistość ziem nieistniejącej wówczas Polski oscylowała na poziomie 10 procent. Natomiast w latach 20-30 XX wieku, gdy w niepodległym już państwie powstała organizacja Lasów Państwowych, lesistość zaczęła wzrastać, a gospodarka leśna została zorientowana na trwałość lasów oraz ich rozwój powierzchniowy i hodowlany – w celu uzyskania optymalnej produkcyjności. Od tamtego czasu nie można w Polsce obserwować degradacji środowiska leśnego, gatunkowego i siedliskowego.
Powstają jednak parki narodowe pod pretekstem zachowania bogactwa przyrodniczego – co z badań prowadzonych na ich powierzchniach (od dziesiątków lat) wskazuje na błąd tego założenia.
Ten błąd, choć skrywany przed społeczeństwem, bardzo łatwo jest udowodnić. Nie tylko przez poznanie wyników badań podstawowych wykonanych na obszarach objetych ochroną parkową, lecz także przez obserwacje zmiany zapisów prawnych, które nastąpiły ostatnimi laty. Obszarom chronionym, którym przypisywano w założeniu ochronę określonych elementów (gatunków lub siedlisk) przy pomocy tzw. ochrony biernej dziś dedykowana jest sukcesja. W wyniki wielu dziesiątków lat ochrony biernej utracono lub znacznie zdegenerowano elementy chronione, pierwotnie im dedykowane.
Kiedy państwo polskie dokona analizy tych strat?

Stabilność przyrodnicza

Jednak tam, gdzie prowadzona jest planowa gospodarka, gwarantująca stabilność powierzchni leśnej nie obserwowane jest zubożenie przyrodnicze. Wręcz przeciwnie: efektywna gospodarka leśna wykorzystuje potencjał środowiska i jest wręcz zmuszona utrzymywać go na stałym wysokim poziomie bogactwa, gdyż wyjałowienie siedliska oznaczałoby zmniejszenie efektywności gospodarstwa leśnego (jego rentowności).
Dlatego, gdy publicznie pytam o dowody tego, że gospodarka leśna w Polsce doprowadziła do strat przyrodniczych, do zubożenia gatunkowego czy siedliskowego, słyszę jedynie tumult, zgrzytanie zębami lub następuje wymowna cisza. Milkną profesorowie, milkną ich doktoranci. Opluwa zindoktrynowana armia nieuków.
Artykuł o samorództwie* ośmieszający teorie ekologizmu nie spotkał się z żadną ripostą. Ekologizm bowiem i jego intelektualiści wskazują społeczeństwu na samorództwo dnia dzisiejszego. Ma ono nas ubogacać nowymi gatunkami, przez to, że doprowadzimy las do rozpadu, a drzewa do zgnicia.
Nie chodzi bowiem o ochronę drzew starych, lecz o doprowadzenie ich do rozpadu uniemożliwiając ich gospodarcze wykorzystanie. Żaden bowiem organizm żywy nie trwa w nieskończoność – drzewa również są śmiertelne. Idzie o uniemożliwienie zebrania plonu w lesie gospodarczym, pielęgnowanym i hodowanym przez pokolenia leśników. Sadzonym często z taką myślą przez dzieci szkolne, przez ludność – z pewnością nie w zamiarze doprowadzenia go do leśnego truchła.
Czemu to jest współczesna teoria samorództwa?
Samorództwo to teoria, która wskazuje na możliwość powstawania czegoś z niczego, np.: myszy z gnijacego siana. Odsyłam do artykułu – którego link znajduje się poniżej.
W rzeczywistości nowe organizmy nie mogą się wziąć z niczego (nie mam tu na myśli teorii powstania życia przed milionami lat) – nie powstają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, niezależnie czy trzymałby ją drukarz Adam Wajrak, ornitolog profesor Tomasz Wesołowski, specjalista od żubra profesor Rafał Kowalczyk, profesorowie entomologii:  Jerzy Gutowski, Kazimierz Rykowski, Jan Szyszko, czy też ślepa armia zindoktrynowanych przez nich młodych ludzi. Te organizmy były już w środowisku i w lesie. Wzmocnienie leśnego truchła potęguje jedynie ich ilość. Ale nie powoduje pojawienia się nowych organizmów, czyli nie następuje wzrost różnorodności gatunkowej. Może natomiast degenerować się gatunkowa różnorodność, gdy ze środowiska zaczną być eliminowane gatunki drzew, krzewów.
Samorództwo jest dziś dedykowane naszym lasom. Wprowadzane przez doktrynę ekologizmu państwa: Ministerstwo Środowiska i podległą mu Dyrekcję Generalną Lasów Państwowych (powierzchnie referencyjne, powierzchnie do rozpadu, niedoręby, etc). Chętnie poznam dowody, że to nieprawda.

Jednak tam, gdzie wciąż dominuje racjonalna gospodarka leśne nie obserwuje się w Polsce strat przyrodniczych w lasach gospodarczych. Straty takie obserwuje się w obszarach objętych ochroną parkową i konserwatorską.
Wbrew medialnym i propagandowym przekazom parki i rezerwaty nie są rezerwuarem gatunkowego bogactwa przy realizowaniu tzw. ochrony biernej**. Zapisy prawne, które wciąż funkcjonują i wskazują na taką rolę parków są oszustwem. Ochrona bierna bowiem chroni procesy, które natura sama sobie wybiera i czyni. Natura nie zajmuje się czytaniem tego, co ekologizm manipulujący całymi społeczeństwami jej (naturze) dedykuje, tworząc prawo, teorie i programy indoktrynujące nasze dzieci.

To kłamstwo, że nowe parki osadzone na najżyźniejszych siedliskach leśnych, wzbogacą przyrodę ojczystą – jeśli te istniejące od dziesiątków lat tego nie uczyniły. Generalnie na ich obszarach jest dokumentowane zubażanie gatunkowe i siedliskowe (badania z obszaru Białowieskiego PN, analizy z Tatrzańskiego PN).
Natomiast w lasach gospodarczych tego nie obserwujemy.

Czemu las

Powyższy, zbyt długi według mojej żony wstęp, miał służyć przekonaniu czytelników, że obecny system parków narodowych nie służy wzbogacaniu naszej ojczystej przyrody.
Wiem, że to informacja, która może oburzać, a autora jednoznacznie klasyfikuje jako tzw. oszołoma i płaskoziemcę. Wiem też, że w dzisiejszym czasie nie jest potrzebna żadna wiedza by przylepić taką łatkę.

Pomimo tego zdecydowałem się na odium płaskoziemstwa. Gdyby jednak ktoś z czytelników posiadał możliwości aktywnego przeciwstawienia się moim poglądom i informacjom, chętnie w całości i ze spokojem wysłucham. Może w końcu ktoś wskaże na dowody, iż to w lasach gospodarczych, na obszarach na których jest prowadzona trwała i stabilna gospodarka leśna obserujemy straty przyrodnicze: gatunkowe czy siedliskowe? Wlezę wtedy pod stół i odszczekam (co nie udało się doktorantowi Tomas Diserens, który wskazując na określone tezy przeciwne, nie potrafi ich dokumentować, tak jak cała sfera jego nieukowego zaplecza IOP PAN czy IBS PAN). Co nam mówi Diserens?

Ograniczenia wolności, swobody i ODPOWIEDZIALNOŚCI
Park narodowy w Polsce: zakazy, zakazy, zakazy i zubażanie przyrodniczego bogactwa – bioróżnorodności, które mu przekazano. Ograniczenie wolności, kontaktu z naturą, ograniczanie odpowiedzialności, zawładnięcie wspólną przestrzenią

W Polsce dominują parki narodowe na obszarach leśnych. Napór ekologizmu, często sponsorowanego z zewnątrz, a także ideologii implementowanej z zewnątrz, artykułuje potrzebę tworzenia parków w najbardziej atrakcyjnych krajoznawczo terenach i na obszarach o wybitnym bogactwie leśnym. Gdy uświadomimy sobie raz jeszcze, że efektem parkwego bytu nie jest utrzymywanie przyrodniczego bogactwa lecz obserwacja samoistnych zmian, jakie tam mają zachodzić po wypchnięciu zeń gospodarki człowieka, to istotne stają się pytania o cel, o świadomość, o refleksje, o rozsądek.
Są państwa, które obszary parków tworzą na terenach wiejskich, a nawet na obszarach obejmujących miasta i miasteczka, i wówczas rzeczywiście wzmacniają gospodarczo te obszary. Pod warunkiem, że wypełniane są określone działania ze strony państwa, że państwo prowadzi zróżnicowane i racjonalne działania w tym kierunku (wzmacniania i stabilności). Tworzenie ich (parków) na obowiązujących wciąż zasadach na obszarach o określonym potencjale ekonomicznym,  kulturowym i społecznym eliminuje z nich istniejące struktury gospodarcze niszcząc także pozostałe. To element destrukcji przyrodniczego bogactwa i  dobrostanu lokalnych społeczności, i tym samym całego kraju.
Polska, po transformacji dysponowała ogromnymi zasobami ziemi rolnej. Wciąż jeszcze nimi dysponuje.
A nawet, gdyby nie dysponowała, to jest wiele miejsc, które mogłyby być objęte ochroną w ramach parku narodowego.

Dlaczego nie powstał Park Narodowy Grzmiąca

Gdy przyjrzymy się położeniu istniejących w Polsce parków narodowych, zwrócimy uwagę, że nie ma ich za wiele na Pomorzu Zachodnim i Pomorzu Środkowym. W tamtym regionie znajdują się parki na obszarach, które były już cenne turystycznie (Woliński P.N. na wyspie Wolin i Słowiński P.N. – okolice Łeby). Informacje medialne wskazują na możliwości wzrostu gospodarczego po przekazaniu obszarów leśnych parkom. Oczywiście jest to zakłamywanie przestrzeni publicznej: jaki wzrost gospodarczy się dokonał na obszarze Magurskiego PN czy Drawieńskiego PN, jakie zubożenie lokalnych społeczeństw, a tym samym kraju i dobrostanu ogółu społeczeństwa, poziomu wynagrodzeń, emerytur, rent …
Puszcza Białowieska zostala zrujnowana o około 14 tysięcy miejsc pracy.

A gdyby tak spojrzeć na całą rzecz w sposób racjonalny i uwzględniający właściwość natury, biorąc pod uwagę dobrostan kraju i mieszkańców?
Czy to jest możliwe?
Wiem, że wielu się puka w głowę, wskazując dotychczasowe „osiagnięcia” transformacji, czyli wskazując wprost: racjonalność jako rzecz niemożliwą w obecnym systemie państwa. W końcu praktyka uczy, że wszystko jest dobre, byle zubażało kraj, a Polaków utrzymywało w umysłowej i materialnej pańszczyźnie.
Nie mniej, jak głos wołający na puszczy, przedstawię koncepcję wzmacniania zasobów ojczystej przyrody wraz z budowaniem bogactwa materialnego kraju i mieszkających tu ludzi. Oczywiście rzecz zależy od zaangażowania i mądrego wykonania (lecz szczegóły, z braku miejsca – nie tym razem).
Pomorze w Polsce jest obszarem wyjątkowo zaniedbanym i niedorozwiniętym gospodarczo. To obszar (poza wąskim pasem wybrzeża) nie uprzemysłowiony w którym dominowały duże, państwowe gospodarstwa rolne, lecz bogaty gdy idzie o walory turystyczne: urozmaicona rzeźba terenu, spora lesistość, duża liczba jezior i rzek. Spotykamy tu też zabytki historyczne, ciekawe legendy i klechdy.
Znajdowało się tu mnóstwo PGR-ów i ziemi rolnej. To takie obszary powinny stanowić bazę dla nowych parków narodowych. Bo, jak już pisałem, parki narodowe z dominującą na ich obszarze ochroną bierną nie zajmują się wzbogacaniem zasobów przyrodniczych, lecz obserwacją sukcesji – czyli zmian przyrodniczych powstających samoistnie bez udziału człowieka.
Tworzenie parku na obszarach rolnych zmieniłoby dotychczasową zasadę. Zaczynając ochronę od „gołej” ziemi, od roli, przez długie lata moglibyśmy obserwować prawdziwy wzrost różnorodności przyrodniczej. Bo grunt rolny (za wyjątkiem najmocniej zdegradowanego przyrodniczo terenu przemysłowego czy wielkomiejskiego) jest środowiskiem mocno zniekształconym, szczególnie ten wykorzystywany do wielkoprzemysłowej uprawy czy hodowli.
Tworzenie parku narodowego na roli pozwala więc na autentyczny wzrost bioróżnorodności gatunkowej oraz samoistne odtwarzanie się siedlisk. W pierwszym okresie obejmującym okres około 100 – 300 lat (czyż to nie cenny okres do aktywnej obserwacji i badań, do analiz) ukształtują się tam pierwotne systemy leśne. Powstanie prawdziwa, pierwotna puszcza. Być może bedziemy ją mogli nazywać puszczą dziewiczą. Z całą pewnością w perspektywie uzyskamy na takim obszarze las, a tym samym zwiększymy też lesistość całego kraju.
Tworzenie parku narodowego na roli pozwoli także na wieloletnią obserwację sukcesji na tym obszarze oraz analizę zachodzących zmian, niespotykanych często w Europie (lub nie spotykanych w skali parków, za wyjątkiem nielicznych prywatnych doświadczeń na świecie).
Jestem przekonany, że Polskę stać na taki projekt, który mógłby być wzmocniony inwestycjami w infrastrukturę rekreacyjną i turystyczną. Powstanie takich parków nie spowoduje destrukcji istniejących gospodarek w miejscach, które są wskazywane na parki przez ekologizm. Jednocześnie powstanie parków w tych rolniczych i upośledzonych gospodarczo regionach da impuls do rozwoju tych obszarów, co z wielką atencją przyjmą działacze ekologizmu (podkreślają przecież wagę rozwoju materialnego lokalnych społeczeństw).
Sieć parków narodowych w centralnej części Pomorza Zachodniego i w części Pomorza Środkowego – na bazie istniejących tam do 1990 roku Państwowych Gospodarstw Rolnych da impuls dla rozwoju gospodarki miejscowej i całego kraju. Nie będzie to element destrukcji, który jest wynikiem zajmowania najbogatszych obszarów leśnych.

Gmina Grzmiąca na Pomorzu Zachodnim
Obszar Gminy Grzmiąca – tu na gruntach rolnych po byłym kombinacie PGR powstanie najcenniejszy polski park narodowy. Obejmie także lasy gospodarcze pobliskich nadleśnictw, bez zmiany ich przynależności organizacyjnej, bez zmiany dotychczasowych sposobów ochrony przyrody – gdyż trwała i zrównoważona gospodarka leśna nie czyni zniszczeń i strat przyrodniczych.

Przecież naszym celem jest wzmocnienie zasobów przyrodniczych, nieprawdaż? Nie niszczenie potencjału gospodarczego kraju i zubażanie jego mieszkańców. Obie rzeczy można więc sprzęc, ale tylko wówczas, gdy podejmiemy słuszne decyzje.
Rejonowy Kombinat Rolny Grzmiąca zajmował powierzchnię ponad 7 tysięcy hektarów. To więcej niż powierzchnia Gorczańskiego PN, Karkonoskiego PN, Parku Narodowego Gór Stołowych (więcej niż powierzchnia ośmiu istniejących obecnie parków narodowych). Powierzchnia PGR-ów w Polsce oscylowała między kilka tysięcy a kilkadziesiąt tysięcy hektarów, a wszystkie zajmowały ponad 3 miliony hektarów powierzchni. Sam grunt przekazany Kościołowi Katolickiemu – obszar 16 tysięcy hektarów, to byłby całkiem spory park narodowy.
Czemu nie podjęto takich działań wcześniej?
Z pewnością nie łączono w latach 90-tych XX wieku upadłych gospodarstw rolnych z możliwościami jakiegokolwek wzrostu. Nie rozważano koncepcji tworzenia tam parków narodowych – gdyż istniał wówczas, i do dziś istnieje, napór na bogactwo leśne i zajmowania pod parki najzasobniejszych obszarów leśnych Polski: najbogatszych przyrodniczo i najefektywniejszych gospodarczo. A może zasadniczą przyczyną, dla której nie podjęto decyzji powołania parków narodowych na obszarach popegeerowskich było po prostu mocne zainteresowanie przejęciem tych gruntów przez osoby wykorzystujące transformację i „czyniące ją sobie poddaną”.

Wydawnictwo okolicznościowe PGR Grzmiąca
Wyd. okolicznościowe PGR Grzmiąca – nakład 1000 egz; Intropol Koszalin 1975; oprawa twarda

Jak już wiemy, celem niewidocznym i nie ujawnianym była likwidacja efektywnej gospodarki leśnej oraz niszczenie zasobów przyrodniczych. Np. dziś, po trwającej niemal dwie dekady świadomej degradacji gospodarstwa leśnego w trzech puszczańskich Nadleśnictwach: Białowieża, Browsk, Hajnówka środowiska, które dążyły do ich  ograniczenia lub likwidacji (i w pewien sposób miały na to wpływ) – wskazują  na ich nierentowność, i podnoszą to jako argument dla utworzenia/rozszerzenia parku (prof. R.Kowalczyk, działacze Stowarzyszenia Na Rzecz Wszystkich Istot***).

Martwe Drewno na terenie Nadleśnictwa Hajnówka
Martwe Drewno na terenie Nadleśnictwa Hajnówka. W 2019 roku inwentaryzacja wykazała ponad 7,5 miliona straconych metrów sześciennych drewna w trzech puszczańskich nadleśnictwach. Jego wartość stanowiła około 2 miliardów złotych. Straty dla kraju w wyniku niepodjęcia jego przerobu, obrotu, etc. to kwota około 30 miliardów złotych. Szanowny profesor Rafał Kowalczyk zapomniał dodać, że jest zwolennikiem tej destrukcji, tym samym osłabiania regionu, w którym mieszka, niszczenia wspólnego dobra. To bohater III RP, chętnie się udzielający w wywiadach, wskazujący na dobro takiej rzeczywistości. Tylko za granicami Polski zacierają ręce, bo tam nikt nie hoduje kowalczyków  czy wesołowskich. Hodują ich z dala od siebie, poklepując ich dobrodusznie po barkach, za dobrą robotę.

*

Szanuj. Chroń. Korzystaj – Parki Narodowe w Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii

(dziękuję za opracowanie Rafałowi Andruszkiewiczowi)

Szukając odniesienia do parków narodowych na świecie można dać przykład Wielkiej Brytanii, gdzie parkiem narodowym jest „ …obszar chroniony przez prawo dla korzyści i przyjemności publicznej.” (“A National Park can be described as an area of land that is protected by an act for the benefit of the public’s enjoyment.”).

"baloon ride" - popularny widok na typowy krajobraz South Downs National Park
Baloon ride over the South Downs -Robert Maynard. Krajobraz jednego z brytyjskich Parków Narodowych

Nadrzędną zasadą w zarządzaniu terenami chronionymi jest „Respect, Protect, Enjoy!” (Szanuj, Chroń, Korzystaj!) i w ten właśnie sposób społeczeństwo rozumie i docenia wartość tych obszarów. Ten sposób myślenia otwiera możliwość głębszej edukacji i zapoznania się Parkiem Narodowym bez konieczności wykluczania lub ograniczenia walorów czysto wypoczynkowych i turystycznych.

Należy tu wspomnieć, że obszary chronione obejmują tereny zamieszkane na stałe przez ludzi, ale także odwiedzane na masową skalę przez turystów.

Przykładem wysoce urbanizowanego Parku Narodowego jest South Down National Park na południu Anglii. W jego obrębie – 1627 km² – zamieszkuje około 112.000 ludzi i ponad 2 mln ludzi w odległości do 5 kilometrów od jego granic. Nie jest to sytuacja wyjątkowa, bo w pozostałych 14 parkach również mieszkają ludzie i istnieje bogata infrastruktura drogowa i turystyczna. Same władze tego parku opisują miasta i wsie jako jedne z ich wyjątkowych cech:

„Our vibrant towns and villages are one of our special qualities and we are working hard to support the villages and towns in and around the National Park to enhance the vital role they play as social and economic hubs.” (“Nasze tętniące życiem miasta i wsie są jedną z naszych szczególnych cech i ciężko pracujemy, aby wspierać wsie i miasteczka w Parku Narodowym i wokół niego, aby wzmocnić istotną rolę, jaką odgrywają jako ośrodki społeczne i gospodarcze” – google translator, dopisek RG)

Obszar Parku Narodowego

Z kolei najczęściej odwiedzanym Parkiem Narodowym w Wielkiej Brytanii jest Snowdonia National Park, utworzony w Walii w 1951 i obejmujący 2176 km². Odwiedzany jest co roku przez 4,7 mln turystów, którzy spędzają na jego obszarze 10 mln dni. Jest tu 2380 km publicznych szlaków turystycznych, od łatwych spacerowych ścieżek po szlaki górskie i wszystkie bez przymusu wynajmowania przewodnika.

Nie trzeba dodawać, że takie podejście pozwala też uzyskiwać środki do celów ochronnych, badawczych i edukacyjnych.

Źródła:
https://www.snowdonia.gov.wales/addysg-education
https://www.southdowns.gov.uk/national-park-authority/our-communities/

*

Czemu nie Solec Zdrój

Obszar Gminy Solec-Zdrój. Czyż nie tu należy umiejscowić kolejny Park Narodowy?

W wielu państwach, czego przykładem jest właśnie Wielka Brytania, parki zajmują obszary zurbanizowane, typowe wiejskie i małomiasteczkowe tereny. Ma to swoje zalety. Na takich obszarach wspomagają stabilizacje oraz rozwój. Zapobiegają degeneracji terenu lub wzmacniają jego walory.
Czy to nie byłoby dobre rozwiązanie dla Solca Zdroju.
Czemu nie Paczków, Świdwin, Karlino, Lubomierz, Janowiec z Kazimierzem, Łowicz, Uniejów, Lanckorona, Orneta, Liw? Istniejące w ich otoczeniu lasy gospodarcze byłyby dodatkowym elementem wzmacniającym. Trwałe gospodarstwo leśne nie jest elementam szkodzącym przyrodzie.
Z pewnością takich miejsc jest dużo więcej, i być może lokalne społeczności tych rejonów zupełnie inaczej by odbierały pomysły stworzenia u nich parku narodowego, niż społeczności od pokoleń związane z lasem dającym pracę i wolność – na siłę uszczęśliwianych pomysłami parków na najbogatszych obszarach leśnych przez Wajraków, Ślusarczyków, Michników, Wesołowskich, Kowalczyków czy Golińskiej z Kaczyńskim.
*
Szwajcaria ma jeden park narodowy na obszarze 172 km2. Od stu lat nie powstał w tym państwie żaden inny park narodowy. Nie stanowi to nawet 0,5 procenta powierzchni tego kraju. Czy Szwajcarzy rzeczywiście są tacy głupi? A Anglicy, Szkoci czy Walijczycy?

Linki
* Samorództwo czy różnorodność? A może tylko abiogeneza …

**  Straty przyrodnicze Rezerwatu Ścisłego Białowieskiego Parku Narodowego. – Kiedy zlikwidujemy Białowieski Park Narodowy – wstęp do analizy stanu po 80 latach ochrony biernej
PGR
***  Polski ład: Jak trzeba zmienić prawo o parkach narodowych – Wywiad z prof. Rafałem Kowalczykiem (IBS PAN) – Łukasz Łachecki: Klimat.RP.PL – zapraszam do poznana wywiadu, jeśli ten artykuł można nazwać dziennikarską robotą; poniżęj fragment:  Polski Ład_ jak trzeba zmienić prawo o parkach narodowych_ - Klimat.rp.pl' - klimat.rp-Fragm. wywiadu R.Kowalczyka.pdf-edited

Straty materialne z powodu decyzji administracyjnych, legislacji centralnej w kierunku zatrzymania gospodarstwa leśnego na terenie trzech puszczanskich nadleśnictw to okolo 1,5 miliarda złotych rocznie w cenie surowca drzewnego. Straty brutto dla Polski z tytułu braku na rynku tej masy surowca drzewnego z tych trzech nadleśnictw, i wielokrotnego obrotu masą tego drewna i wartością z nim związaną to około 15-18 miliardów złotych rocznie. Manipulacje nieuki tej, którą reprezentuje R.Kowalczyk, mają na celu ukrywanie realiów i tego, że obecna sytuacja służy wzmacnianiu gospodarek państw sąsiadujących z Polską: Niemiec, Szwecji, Białorusi, Rosji. Natura również nie odnosi z tego powodu żadnych korzyści .
„Truchło Puszczy. Truchło Nadleśnictwa Hajnówka, czyli siedem i pół miliona powodów …”
„Kornik drukarz – gatunek kluczowy”  – profesor J.M. Gutowski; to, że ktoś twierdzi, iż bez gradacji kornika załamie się przyrodnicze bogactwo, że jest potrzebna, bardziej niż drzewo …; czy tylko nasza wiara decydje o tym czy najpierw było jajko czy jednak kura; czy też możemy udowdnić, że gradacja kornika jest bardziej „przyrodnicza” niż życie, np.: świerka, czy też wystarczy się umówic w sprawie wpisania do czerwonej księgi, by zmienić nasze postrzeganie świata –   https://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=&ved=2ahUKEwic0MaE4ZDxAhVVr4sKHYeuDaAQFjACegQIBxAE&url=http%3A%2F%2Fsumava.tadytoje.cz%2Finfo%2Fstudieadokumenty%2Fstudieainfo%2Fposudky%2Fkornik-Gutowski.doc&usg=AOvVaw2cbdi-CanTzkVs4yqXYAZv
–  Polska kornikiem Europy
–  Las. Co to takiego
–  Puszcza – co to takiego

Leśnikom Birczy i Krasiczyna, leśnikom Bieszczadów,
lokalnym społecznościom broniącym Lasu


W starym dowcipie syn emerytowanego już adwokata chwali się przed ojcem, że właśnie zakończył sprawę, z którą ów zmagał się przez prawie całą swoją adwokacką karierę. Na to wszystko wzburzony ojciec z wyrzutem: Przecież mój dom, i ten, który Tobie kupiłem, to dorobek ciągnięcia latami tej właśnie sprawy, głupcze.
Ten dowcip to swoista alegoria.

Ochrona przyrody w Polsce. Ciekawe studium rozkładu.
Już przed wojną wskazywano na konieczność ochrony przyrody. Powstały pierwsze obszary na których zrezygnowano z gospodarki leśnej, gdyż jak wskazywali luminarze ówczesnej nauki, będzie to lepsze dla całej przyrody. Człowiek będzie mógł obserwować, jakże sobie ona radzi bez ludzkiej ingerencji.

Później nastąpiły inne kierunki ochrony ojczystej natury, najczęściej leśnej, i najczęściej tej najbogatszej, gdyż te sobie najbardziej upatrzyli luminarze, i wskazywali na konieczne działania ochronne.

Państwo podjęło się działań w kierunku ochrony przyrody w Polsce pokładając wiarę w przekaz wielu znawców różnych jej elementów. Ostatecznie powołano nawet Ministerstwo Środowisko by przybliżyć do siebie wszystkich, którzy mówili i mówią o konieczności ochrony natury ojczystej.

Poszukano również rzadkich gatunków roślin, zwierząt i rozpoczęto wcielanie w

Rezerwat przyrody prawem chroniony
Jeden z rezerwatów w jednym z nadleśnictw

życie ich ochronę. Bo uznano, że są zagrożone. Rozpoczęto tworzenie rezerwatów i wskazywano w nich określony cel ochrony. Bardzo często były to prawne regulacje najwyższego rzędu – o charakterze Ustawy sejmowej – co wskazywało na rangę jaką państwo przykłada do ochrony swojej natury. Odszukane rzadkie gatunki fauny umieszczano na specjalnych listach szczególnie chronionych.
Jedni chronią puchlinkę, inni ksylobionty, jedni dzięcioła trójpalczastego a jeszcze inni bielika, myszołowa, wilka czy kornika. Dziś w kolejce stoją apologeci lisa czy nawet jenota.
Każdy gatunek wymaga strefy ochronnej i szczególnych warunków.
I pieniędzy.
Dla siebie i cennych pomysłów ochroniarzy.
Tylko te szczególne warunki z czasem przestają się liczyć i są realnie coraz mniej chronione.
Jak wskazywał w 1913 roku Jan Gwalbert Pawlikowski, rozszarpano w końcu przyrodę na atomy, by wyszarpać maksimum dla siebie.

Okładka pierwszego wydania ksiązki "Kultura a natura"
Okładka pierwszego wydania książki Jana Gwalberta Pawlikowskiego

W wydanej książce „Kultura a natura” pisał: „Kultura wyszła z przyrody i nosiła długo na sobie jej cechy; potem zwróciła się przeciw niej. Ale kiedy pod nowoczesnym hasłem „ochrony” zawiera z nią znowu przymierze, to pod wpływem tego prądu odnowiona przyroda nie będzie już tym, czym była dawniej: będzie ona nieodzownie nosić na sobie cechy kultury. Tylko, miejmy nadzieję, nie tej kultury filisterskiej i barbarzyńskiej, która z miłości do przyrody zrobiła sobie modną suknię lub pojęła ją jako źródło nowych kramarskich zysków, ale kultury prawdziwej, wewnętrznej kultury ducha i serca. Hasło powrotu do natury to

Okładka jednego ze wznowień książki J.G.Pawlikowskiego
Strona tytułowa nowego wydania

nie hasło abdykacji kultury – to hasło walki kultury prawdziwej z pseudokultura, to hasło o najwyższe kulturalne dobra”

W podobnym duchu pisał 40 lat później w „Intelektualiści a socjalizm” Frederic von Hayek: „ Laik może nie w pełni zdaje sobie sprawę, w jakim stopniu społeczna reputacja naukowca i wykładowcy jest tworem tej klasy (intelektualistów), jak jest ona w nieunikniony sposób odbiciem jej

Okładka książki-eseju Frederica von Hayek,
„Intelektualiści a socjalizm” – okładka książki

poglądów, które niewiele mają wspólnego z wartością rzeczywistych osiągnięć. Szczególnie ważne dla naszego problemu jest to, że prawdopodobnie każdy wykładowca w swej dziedzinie mógłby podać kilka przykładów ludzi, którzy niezasłużenie osiągnęli powszechne uznanie jako wielcy uczeni tylko dlatego, że wyznawali poglądy uznane przez intelektualistów za politycznie „postępowe”; wśród nich mogę przytoczyć tylko jeden przykład, w którym podobną, pseudonaukową reputacja obdarzono z powodów politycznych naukowca o skłonnościach konserwatywnych. Tworzenie reputacji przez intelektualistów jest szczególnie ważne w dziedzinach, w których wyniki naukowych badań nie służą użytkowi innych specjalistów, lecz są powiązane ze sprawami publicznymi i politycznymi.”

System ochrony przyrody został w istocie zawładnięty przez ideologie, które odkrywają swoje kolejne wcielenia wraz z załamywaniem się tych poprzednich. Ale nikt nie krytykuje formalnie strat jakie niosą co rusz nowe wcielenia ochrony. Nikt nie krytykuje, gdyż sami ochraniarze zauważyli fiasko swoich własnych idei. I choć na wielu obszarach ochrony poniesiono sromotną klęskę, to nikt jej nie tylko nie analizuje, ale i nie ogłasza. Taki wstyd i sromota.
Nikt też nie ma zamiaru opisywać porażek. Bo nikt nie będzie redukował powierzchni raz objętych ochroną. Bo redukcja powierzchni redukowałaby być może idee samego systemu ochrony a nawet redukowałaby nakłady na … ochraniarzy. Te chronione powierzchnie to przecież obraz sukcesu. To nieustająca reklama i propaganda. Innymi słowy miara powierzchni jest miarą sukcesu.

Sukcesja
Zmienia się wizja ochrony na tych powierzchniach skierowanych do ochrony. I przyjmuje obraz czegoś, co klęski nigdy nie poniesie: sukcesji.
Niezmienna pozostaje doktryna trwania raz podjętej ochrony. Oraz braku odpowiedzialności za efekty ochrony.

fot. Andrzej Antczak - Rezerwat krajobrazowy im. W. Szafera
Rezerwat krajobrazowy im. Wł. Szafera w ciągu pól wieku istnienia reklamuje swój cel ostateczny polskiej sztuki ochrony krajobrazu – Martwe Drewno – fot. Andrzej Antczak

Razem z rozwojem kolejnych stadiów idei i pomysłów mamy permanentny pochód ochrony. Ale ochrona i natura nie mogą nadążyć z mnożeniem się ochraniarzy i ich pomysłów. Ledwo co zipie, a w wielu miejscach po prostu zdycha.
Pewnie słyszeliście o martwym drewnie.
Celem nadrzędnym ochrony przyrody jest martwe drewno i truchło. Ono nas ubogaca przyrodniczo, gdyż to tam jest bujne życie i prawdziwa różnorodność. Dąży się więc do truchła drzew w lesie, które musi być naturalne i najlepiej, by w swym poświęceniu było dziewicze. Wówczas ma największa wartość. W śmierci potęga ochrony.
Czy mamy przez to lepszą naturę i przyrodę? I bogactwo gatunkowej różnorodności?1
Jednak od zawsze uczestnicy ochraniarskiego pochodu jednoznacznie wskazują, że jest coraz gorzej. A może słyszeliście, że gdzieś jest lepiej?
Jak to możliwe, gdy uprzytomnimy sobie obfitość pomysłów i działań trwających od dziesiątków lat? Od wieku.
Po wiekowej ochronie jest coraz gorzej.
Cóż nas czeka wobec tego za kolejnych 30 lat? Za kolejny wiek?
Sama sukcesja będzie badana i opisany zostanie stan przed i stan po (iluś latach). I dowiemy się, że różnorodność zmniejszyła się. Więc może jednak zostawić sukcesję a zrezygnować z różnorodności? I przyznać, że różnorodność – jej bogactwo, jest w lasach gospodarczych a w naturze – parkach i rezerwatach być jej nie musi? Bo w końcu sukcesja a bogactwo różnorodności to dwie różne sprawy. Chyba, że to nie ma znaczenia i zaordynujemy naturze pozostawienie jak jest: różnorodność gatunkowa to sukcesja a sukcesja to różnorodność – czyż nie na taka ideę wskazuje Ustawa ochrony przyrody?

„Obszary wyróżniające się szczególnymi wartościami przyrodniczymi, naukowymi, społecznymi, kulturowymi i edukacyjnymi, o powierzchni nie mniejszej niż 1000 ha. Celem tworzenia parków narodowych jest nie tylko zachowanie różnorodności biologicznej, przyrody nieożywionej i walorów krajobrazowych na obszarze objętym ich granicami, ale także odtworzenie zniekształconych siedlisk przyrodniczych, siedlisk roślin, zwierząt lub grzybów.


Cóż z tego, że durne (zapisy Ustawy)? Ale za to jaka „piękna”. Czy może się różnić od twórców, na których wskazywali Pawlikowski i Hayek?

Czy wyjaśnimy sobie kiedyś w jakich oparach absurdu powstawała ta Ustawa? Bo kto przy zdrowych zmysłach ośmiela się dedykować naturze jakieś cele? Bogactwao różnorodności siedlisk czy gatunków? Siedlisk, grzybów?!  To wyraz kompletnej indolencji. Czy Państwo jest głupie …
Albo przyjmujemy naturę taką jaką jest – tajemniczą, zagadkową, niepewną, nieodgadnioną, albo nią manipulujemy wraz z manipulowaniem ludźmi (począwszy od przedszkola) – wmawiając im bogactwo przyrodnicze, róznorodność (czyli łżąc ile wlezie).

Jaki jest cel ochrony
Raz zdefiniowana ochrona, jej zakres, jej przedmiot trwa i ma trwać. Niezależnie czy się udało, czy wyszła z tego kompletna klapa – nie może być końca ochrony.
Z reguły każdy projekt, gdy go rozpoczynamy, zakłada określone cele. Staramy się je osiągnąć. Tylko w przypadku ochrony przyrody tych celów nie sposób zakończyć.
Co było celem ochrony żubra? Co było celem ochrony bobra? A co z łosiem? To duże zwierzęta. Dzięki aktywnej działalności człowieka ich populacje zwiększyły się wiele set razy. Nie są już zagrożone. Ale ochrona wciąż trwa i mimo jej sukcesów, końca ochrony nie widać. A może to jednak nie sukces – tylko jedna wielka klapa, wstyd i śmiech na świat cały? Może dlatego Greenpeace ofiarował się z pomocą w ochronie żubra? Może sama pani Merkel podrzuci sianka, albo wskaże, gdzie jeszcze można nakosić?

Uwaga! Puchlinka
Strefa ochrony grzybów. Dziś wstęp wzbroniony – ale może to ludzie na podeszwach przywlekli …

Zupełnie inaczej jest ze światem flory. Tutaj broń cię Panie Boże z jakimikolwiek działaniami. Są zakazane. No chyba, że ochraniarze sporządzą sobie projekt wzbogacania siedliska czy jego odtwarzania, bo nieokiełznana i wstrętna natura znów je wypaczyła. Wówczas sami sobie sprzedadzą bilet na realizację ambitnego celu. Gdyby Tobie to przyszło do głowy drogi Czytelniku, to „zderzysz się z ciężarówką” i zostaniesz rozjechany. Pamiętaj, że ta ojczysta natura to nie Twoja sprawa.
To nie ważne, że sadzonkę byliny możesz kupić za 2 złote, możesz też wyhodować później tysiąc nowych, twoje przeniesienie ich do natury w celu jej wzbogacenia jest złym i niedojrzałym postępkiem, a nawet może się okazać nie lada kryminalnym występkiem. Co innego gdy zabiorą się za to doświadczeni ochraniarze, sporządzą elaborat i punkty na mapie precyzyjnie umieszczą. Wówczas ta sadzoneczka kosztująca 2 złote zwiększa swoją wartość tysiąc a może i więcej razy. I dopiero wówczas jest to odpowiedzialna i profesjonalna ochrona czynna. Nic tu po Tobie Obywatelu Kowalski.
Generalnie zależy nam na tym by roślinek rzadkich było mniej, a nie na tym by tanio i masowo doprowadzić do tego, by przestały być roślinkami rzadkimi. Zależy nam by było jak najwięcej gatunków rzadkich. Wówczas mamy duże możliwości ustanawiania obszarów chronionych, ostoi, oraz … okazji na granty w celu dokonywania analiz i badań. To nic, że znikają. Muszą znikać. Są wówczas jeszcze cenniejsze. Sami ochraniarze „zupełnie przypadkowo”, je sobie pozyskują, by ich było jeszcze mniej i by były jeszcze cenniejsze.2 Na działania filistrów w Białowieskim Parku Narodowym zwracała uwagę Simona Kossak.
Nie zajęto się jednak z takim zapałem reintrodukcją pełnika europejskiego czy azalii żółtej, tak jak się zajęto żubrem, bobrem czy łosiem. A niepylak czy nadobnica – kruche motyle? Nie ten rozmiar, więc mogłyby być społecznie źle postrzegane. Nie byłoby to zbyt poważne – czy wyobrażacie sobie drodzy Czytelnicy doniesienia prasowe, o sukcesie 100 lecia walki o odtworzenie populacji azalii pontyjskiej albo puchlinki? (choć takie są szacunki czasowe przywrócenia utraconej, w wyniku bezmyślnej decyzji o zakazie wypasu owiec, różnorodności gatunkowej tatrzańskich hal)
Moja koleżanka, szkółkarka, która zaczęła przed laty rozmnażać storczyki czy inne rośliny rzadkie, i chronione, na jednej z istniejących jeszcze wówczas szkółek Parku Narodowego, z zamiarem wprowadzania na tereny, skąd czerpała nasionka, o mało nie trafiła do więzienia, jako dywersantka, szkodnik ekologiczny i przyrodniczy oraz dyletantka – w jednym.

Lilia złotogłów
Lilia złotogłów – zdjęcie bohringer-friedrich (Wikipedia)

Dla mnie ma znaczenie, by nie wyginęły. I dlatego, należy je rozmnażać na potęgę i sadzić tam, gdzie się jeszcze tlą, lub też gdzie indziej. Można oczywiście tworzyć dla nich specjalistyczne ogrody (a’la zoologiczne, choć tych nie wszyscy lubią) – lecz te ostatnie to twory sztuczne. Lilia złotogłów nie ma w Polsce takiego statusu jak żyrafa (która kwalifikuje się tylko do ZOO) i spokojnie może zasiedlać cały kraj, tak jak żyrafa mogłaby zasiedlać sawanny całej Afryki.
Oczywistym jest, że moja osobista koncepcja produkcji lilii złotogłów (i innych rzadkich gatunków również) wydaje się zbyt śmiała i jeszcze długo nie będzie zrozumiała przez kwiat polskiej nieuki. Przez to państwo.
O wiele łatwiej niszczyć, zacierać ślady i dawać alibi. I napychać kieszenie strzyżeniem stada pańszczyźnianej tępoty.
Natura 2000? Nic trudnego. A może nieduży rezerwacik, albo jakaś referencja? Nie referencja? To może jakaś strefa wyłączona lub ochronna albo i LKP-ik?

Natomiast dr. hab. Rafał Kowalczyk z Instytutu Biologii Ssaków z zapałem

Logo Instytutu Bilogii Ssaków PAN
Instytut Biologii Ssaków PAN w Białowieży – logo

kijem rozgania żubra po całej Polsce, a nawet nakłania go do pokonywania wpław Odry, by na drugim brzegu skończył tragicznie w niemieckim garze.
Wskazałem przykład „żubra”. Toż on był w Puszczy Białowieskiej. Kto zrobił jakieś badania, że mu się będzie podobać w Mirosławcu lub w Stuposianach? Może Niemcy zrobili takie za Odrą i dlatego go odstrzelili,

Żubr - portret en face
Jerzy Smoktunowicz – portret żubra en face

jak tylko ją przepłynął, by się „biedaczysko” nie męczył? A może jakże zasłużony habilitant Obywatel Kowalczyk Rafał?

Gdy jednak dochodzimy do flory, to ma zgnić, bo zrobić nic nie da rady. Bo to świętość – ta flora. W przeciwieństwie do żubra, który dla habilitanta Kowalczyka świętością przestał być, gdyż się nim zajmuje i jemu się poświęcił. Zaś już puszczańska flora, szczególnie ta w lesie gospodarczym nadleśnictwa świętą jest jak najbardziej: nie można jej tykać, bo szanowny habilitant się na niej … nie zna, więc tak na wszelki wypadek: WARA. Przykuć się doń, może być na wysokości 4 metrów i NIE DAĆ. Ale nie do żubra – bo na nim Szanowny Pan doktor się zna, i wie, że trzeba wybić co roku co najmniej 10% jego populacji. I choć to czyni, on i jemu podobni znawcy (wara innym znawcom) od 70 lat, to żubrza populacja się nie naprawia. Wynika to z błędu pierwotnego zbyt małej puli genowej tego pierworodnego stada (jeśli 3-4 egzemplarze można uznać za stado). Oczywistym jest wsparcie Greenpeace, które przekonuje, że zna lepsze sposoby na ochronę żubra – i

Greenpeace ma lepszy pomysł na ochronę żubra. Dołożysz się?
Akcja Greenpeace ingerująca w status żubra oraz podważająca jego ochronę w Polsce

zaprasza naszego habilitanta do pomocy i współpracy. Mają lepszą wizję niż Instytut Biologi Ssaków PAN. I być może wkrótce rozgonią ten cały Instytut, chyba że ten wykupi odpowiednią ilość cegiełek. Nasz dostojny habilitant nie raz wspomagał Greenpeace … A może to jego pomysł?

Nie mając nadziei na uznanie wśród polskiej nieuki liczę na zrozumienie szarego Kowalskiego. W końcu to on wszystko subsydiuje. I niestety z różnych powodów nie zwraca uwagi na co jego pieniądze idą. A nie zwraca, gdyż do dziś pańszczyzna tli się w nim, pokora i spolegliwość przed batem, jarzmem i pogardą tzw elit. – Nie wiesz chamie, gdzie twe miejsce?!
Kiedy się spostrzeże, że bez niego nic nie warte? Kiedy się kategorycznie oznajmi: Sprawdzam.
Mam więc nadzieję, że ten artykuł przybliży Kowalskiego do tego: Sprawdzam.
Może się w końcu zreflektuje i zauważy, że król jest nagi. I jeszcze gorsza mizerota niż on sam. Nawet natura traci – jego ojczysta. Liczę na Ciebie najdroższy czytelniku.
Czy rozumiesz możliwości jakie się przed nami otwierają: intensywna reintrodukcja rzadkich gatunków świata flory? Czy ona nie zasługuje na podobną rangę co wybrane tylko elementy fauny? Czyż nie możemy wspólnymi siłami podjąć się tego zbożnego działa zaniedbywanego dziesiątkami lat przez niedostrzegającego problemu niedouczoną i ideologiczną nieukę? Czyż nie zależy nam, by czerwona księga zamiast pęcznieć z roku na rok kalumniami tej nieuki skryła się w lamusie? Tego nowe koncepcje ochroniarskie bazujące na sukcesji nie naprawiają. Nie naprawiają tego co wcześniej unicestwiły.
Kowalski! Obudź się! Gdy się weżmiesz poważnie za tą robotę, to nielicho zaoszczędzisz na podatkach.

Polskie rozstrzygnięcia w zakresie ochrony przyrody są kuriozalne

Tablica infomacyjna o rezerwacie
Rezerwat w jednym z nadleśnictw

Raz podjęta decyzja o ochronie trwa: do czasu zagłady przedmiotu ochrony i nawet wówczas się nie kończy. Więc tytuł nie jest do końca adekwatny, choć połowicznie odzwierciedla  skutek ochrony. Śmierć i zagłada. Lub trwanie do końca świata i nawet dzień dłużej najlepiej …w zakresie finansowania.
A co potem?

Oczywiście nie można ogłosić porażki ani szczęśliwego zakończenia. Nie zrobi tego dzisiejsze państwo, a tym bardziej nie uczyni nieuka.
„Ochrona” więc jest prowadzona w najlepsze.
Zmieniany jest tylko kierunek i cel ochrony. I najczęściej nie czyni już tego sejmowa Ustawa, lecz jakiś lokalny urzędnik z RDOŚ, włączany i wyłączany tak, jak wskazuje akuratna potrzeba tego czy drugiego stowarzyszenia obskurantyzmu ekologicznego, wspieranego równo przez magdalenkowe zaprzaństwo jak i zatroskane fundusze Sorosa.

Czy tylko porażki
Otóż nie. Są i sukcesy. Takim sukcesem z pewnością jest reintrodukcja bobra, rozpoczęta przez środowisko łowieckie w celu wzbogacenia łowiska. Cenna skóra, doskonałe, czyste mięso, no i na dodatek strój bobrowy ceniony i wykorzystywany przez wszystkie modnisie, a dziś też przez środowisko wegan i wegetarian. Tym też jest reintrodukcja żubra – obarczona jednak kazirodczym początkiem, która stworzyła zdegenerowaną i cherlawa populację. Będzie już trzecie pokolenie, a może i czwarte pokolenie naukowców, które walczy o uleczenie żubra.
Ale niepylak, nadobnica to klęska ochrony siedliskowej prowadzonej w Parkach – tam gdzie jeszcze do niedawna fruwały.
Jest jeszcze wilk, jest łoś. Ale nie ma żółwia błotnego, żabki nadrzewnej czy szczeżui. A co z trytonem. Co z powszechnym napychaniem brzuszków naszych narodowych ptaszków, chronionych w całej powadze majestatycznego prawa?
Nic tu się kupy nie trzyma, ale trwa z całą powagą ekologistycznej obskury.

Ochrona przyrody nie ma więc końca, bo ma mądrzejszych zarządców niż syn starego adwokata. Będzie wysysać naturę do końca. Do śmierci. I przekazywać w spadku idee swojego dzieła następcom po mieczu i po kądzieli. I będzie rosnąć jak wyspy śmieciowe na oceanach.

Epilog
Ochrona przyrody to rzecz bardzo ważna. Na czym ona polega? Na czym się skupia, kiedy o niej słychać a kiedy nie? I dlaczego?

Kiedyś, gdy powstawał Park Yellowstone – był zasadniczym krokiem w kierunku ochrony przyrody. Czemu tak było – o tym innym razem.
Oczywiście są regiony na świecie, gdzie natury ubywa. I w takich okolicznościach tworzenie nowych parków, takich jak Yellowstone NP, ma znaczenie.
Są jednak obszary, gdzie natury tak pojmowanej nie ubywa. Obszar lasów jest stabilny, a gospodarstwo leśne gdy jest trwałe, natury generalnie nie rujnuje – czego dowodem są też polskie lasy: bogate siedliskami i gatunkami, otwierającymi przed nami kolejne tajemnice.
Wskazywanie naturze zamkniętej w Parkach i rezerwatach, że ma nieść krajowi, ludziom bogactwo przyrodnicze, trwałość i rozwój różnorodności jest obrazem kompletnej indolencji o tym czym jest NATURA. Natura nie musi i nie wypełnia ludzkich oczekiwań i celów, które na nią nakłada człowiek. Natura jest dzika, tajemnicza, nieprzewidywalna. Czyż właśnie to nie jest piękne? Czyż to nie powinno nam wystarczyć.
Nic w tym sensacyjnego, że trwałe gospodarstwo leśne nie zubaża natury w sposób trwały. Okresowe zakłócenia nie niszczą siedlisk, nie zmniejszają różnorodności w stałej i dalekosiężnej perspektywie. Jakie bowiem znaczenie ma zrąb na powierzchni 4 hektarów w kompleksie leśnym kilkunastu tysięcy hektarów? To czasowe zadrapanie, które się regeneruje bardzo szybko. Wskazują na to lasy gospodarcze, które trwają od setek lat, i które są pełne życia i darów dla ludzi. Które powstały często na zrebach kilkuset hektarowych.

 

1 Samorództwo czy różnorodność …
2 Adam Bohdan i Stowarzyszenie na Rzecz Wszystkich Istot niszczy rzadkie gatunki porostów
https://www.pressreader.com/poland/gazeta-wyborcza-0557/20101013/281887294663874
– bo oczywistym jest, że zaprzyjaźniony z GW zespół, finansowany przez fundusze Sorosa, nie podlega ogólnym zasadom polskiego prawa, jest dotknięty immunitetem, jak posłowie, sędziowie, prokuratorzy – ci, którzy mają zawsze rację, więc stoją ponad prawem;
Linki
Straty przyrodnicze Rezerwatu Ścisłego Białowieskiego Parku Narodowego ….
Dlaczego nie powstał Park Narodowy GRZMIĄCA – https://www.polskawlesie.pl/ochrona-srodowiska/dlaczego-nie-powstal-park-narodowy-grzmiaca