Tag

nature

Browsing

Ludzie interesują się różnymi rzeczami. Zbierają znaczki, etykiety od piwa, żelazka, zegary. Nie sposób wymienić. Moja córka zbiera piórka. Nie jest systematyczna, ale niezwykle pazerna. Jak się na oczy jakieś napatoczy to koniec.

Pióro ptaka 1
Pióra i ich kolekcjonowanie jest praktycznie niemożliwe w oparach absurdu legislacji III RP

Nielegalna działalność, szara strefa, podziemie

Okazuje się, że prowadzi działalność nielegalną. Od lat. Prawie tylu ile ich sama ma. Naście. Piórek ma trochę i nie zamierza się zatrzymywać. Chce kontynuować. Chce więcej i więcej. To nałóg jakiś. Tak to właśnie jest ze zbieraczami. Czasami ich hobby nie stanowi nic groźnego. Ot pasja. Rozwija człowieka. Zaraża sąsiadów i znajomych. Czasami jednak bywa groźna i niebezpieczna. Nie tylko dla pasjonata. Może być groźna dla otoczenia. Bo kolekcja niewypałów lub niewybuchów stanowi zagrożenie.

Pióro
Pióra i ich kolekcjonowanie jest praktycznie niemożliwe w oparach absurdu legislacji III RP

Zbieractwo piórek

A jak jest z moja córką? Wydawałoby się – niewinna pasja. Jako osoba niepełnoletnia nie ponosi żadnej prawnej odpowiedzialności za trwanie w uporze zbieractwa. Jej upór i pasja do piórek nie radzą sobie z pojęciem zakazów obowiązującego Prawa Ochrony Przyrody. Dotknie to jej rodziców. Dotknie to mnie – gdyż choć jestem w stanie przyswoić sobie formułki prawne, to głęboko się wzdrygam na ich sens-bezsens i treść.

Moja córka widzi to rzecz prosto. Nie ma doświadczenia z Państwem Prawa i Bezprawiem. Jest anarchistką? Przytaczałem jej nie raz zapisy obowiązującego w Polsce prawa Ochrony Przyrody. Przytaczałem też odpowiednie paragrafy związane z konsekwencjami bezprawnych zachowań. I wszystko na darmo. Moja niepełnoletnia córka nie zdaje sobie sprawy z przykrości na jakie mnie naraża. Uważa, że to nieprawda, niemożliwe, że jakaś pomyłka.

Kłopoty, to specjalność małoletniej kolekcjonerki piórek, co rykoszetem trafia w mój refluks

Nie wiem, czy jestem dobrym ojcem. Liczę się już z utratą praw rodzicielskich. Nie potrafię bowiem wpłynąć na latorośl, nie jestem w stanie spowodować by zaprzestała tego niecnego procederu. Przemoc fizyczna, wiadomo, odpada. Może się nawet stać tak, że jako uporczywie łamiąca normy trafi do „ogniska” wychowawczego. Nie daj Boże, do ośrodka adopcyjnego.
Nie śpię.
Zaczął się odzywać refluks.

pióro
Pióra i ich kolekcjonowanie jest praktycznie niemożliwe w oparach absurdu legislacji III RP

Ostrzeżenie dla Szanownego Czytelnika 

Uświadamiam więc i drogich czytelników, by ustrzec przed przykrą niespodzianką jaka może i ich spotkać. Ustawa o Ochronie Przyrody będąca wynikiem wysiłku intelektualnego ekologów i prawodawców stojących na straży ojczystej przyrody w artykule (art. 56) zobowiązuje do uzyskania uprzedniego zezwolenia na zbiór piórek. I to zezwolenia wydawanego przez Szanownego Dyrektora Generalnego Ochrony Środowiska po uprzednim uzgodnieniach z właścicielem lub zarządcą gruntu. Zbiór okazów bez uprzedniej zgody Szanownego Dyrektora Generalnego Ochrony Środowiska jest niezgodny z prawem. Moja córka tego sobie nie wyobraża i nie pojmuje. Skąd bowiem ma wcześniej wiedzieć, że będąc na spacerze w Puszczy Kampinoskiej znajdzie pióro Bielika, Sójki, Dzięcioła lub Wróbla?

Pióro
Pióra i ich kolekcjonowanie jest praktycznie niemożliwe w oparach absurdu legislacji III RP

 Jak czytamy dalej, nie przestrzeganie tych przepisów naraża nas na przykre retorsje:
art. 127 (areszt i grzywna) a art. 129 wspomina dodatkowo o przepadku piórek na rzecz Skarbu Państwa i dotkliwej nawiązce. Wszystko to niby w zgodzie z Dyrektywami Unijnymi (Ptasią i Siedliskową).
Oczywiście wierutne szalbierstwo!
Ale jakie podstępne i niebezpieczne

III RP a pasja zbieracka mojej córki

DLACZEGO mojemu PAŃSTWU (najjaśniejszej III RP) przeszkadza nieszkodliwa pasja mojej córki? Czemu nie dostrzega rzeczywistego i realnego szkodnictwa i złodziejstwa? Często w majestacie prawa?

Pióro
Pióra i ich kolekcjonowanie jest praktycznie niemożliwe w oparach absurdu legislacji III RP

 Przejdźmy do konkretów, całkiem poważnych

Poniżej dokumentacja prawna, czyli wypisy z obowiązującej Ustawy o Ochronie Przyrody. Polecam lekturę całości.
Rzecz, niestety poważna.
Rozdział 1
Przepisy ogólne
Art. 1. Ustawa określa cele, zasady i formy ochrony przyrody żywej i nieożywionej oraz krajobrazu.
Art. 2. 1. Ochrona przyrody, w rozumieniu ustawy, polega na zachowaniu, zrównoważonym użytkowaniu oraz odnawianiu zasobów, tworów i składników przyrody:
1)   dziko występujących roślin, zwierząt i grzybów;
2)   roślin, zwierząt i grzybów objętych ochroną gatunkową;
3)   zwierząt prowadzących wędrowny tryb życia;
Art. 5. Użyte w ustawie określenia oznaczają:
11a) okaz gatunku – roślinę, zwierzę lub grzyb z danego gatunku, żywe lub martwe, każdą ich część, formę rozwojową, jajo lub wydmuszkę, a także produkt pochodny również zawarty w innych towarach oraz towary, które zgodnie z dołączonym dokumentem, opakowaniem, oznakowaniem lub etykietą, lub jeżeli wynika to z jakichkolwiek innych okoliczności, mają zawierać lub zawierają części lub produkty pochodne z roślin, zwierząt, lub grzybów z danego gatunku;
15)  pozyskiwanie:
b)  chwytanie, łowienie lub zbieranie zwierząt gatunków chronionych lub ich części i produktów pochodnych do celów gospodarczych,
Art. 52. 1. W stosunku do gatunków dziko występujących zwierząt objętych ochroną gatunkową mogą być wprowadzone, następujące zakazy:
2)   zbierania, przetrzymywania i posiadania okazów gatunków;
Art. 56. 1. Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska może zezwolić na odstępstwa od zakazów określonych w art. 51 ust. 1 pkt 1, 5 i 6 oraz w art. 52 ust. 1 pkt 1-2, 10, 11 i 14, w stosunku do gatunków:
1)   objętych ochroną ścisłą;
2)   objętych ochroną częściową, jeżeli zezwolenie dotyczy obszaru wykraczającego poza granice jednego województwa lub jeżeli ma to związek z działaniami podejmowanymi przez ministra właściwego do spraw środowiska, w tym dotyczącymi realizacji krajowej strategii ochrony i zrównoważonego użytkowania różnorodności biologicznej, programów ochrony gatunków zagrożonych wyginięciem lub realizacji umów międzynarodowych.
3. Zezwolenia na pozyskiwanie roślin, zwierząt i grzybów w lasach wydaje się w porozumieniu z właścicielem lub zarządcą lasu.
6. Zezwolenia, o których mowa w ust. 1 i 2, mogą być wydane na wniosek zawierający odpowiednio:
1)   imię, nazwisko i adres albo nazwę i siedzibę wnioskodawcy;
2)   cel wykonania wnioskowanych czynności;
3)   opis czynności, na którą może być wydane zezwolenie;
4)   nazwę gatunku lub gatunków, których będą dotyczyć działania, w języku łacińskim i polskim, jeżeli polska nazwa istnieje;
5)   liczbę lub ilość osobników, których dotyczy wniosek, o ile jest to możliwe do ustalenia;
6)   wskazanie sposobu, metody i stosowanych urządzeń do chwytania, odławiania lub zabijania zwierząt albo sposobu zbioru roślin i grzybów lub sposobu wykonania innych czynności, na które może być wydane zezwolenie, a także miejsca i czasu wykonania czynności oraz wynikających z tego zagrożeń;
7)   wskazanie podmiotu, który będzie chwytał lub zabijał zwierzęta.
7. Zezwolenia, o których mowa w ust. 1 i 2, zawierają odpowiednio:
1)   imię, nazwisko i adres albo nazwę i siedzibę wnioskodawcy;
2)   nazwę gatunku lub gatunków, których będą dotyczyć działania, w języku łacińskim i polskim, jeżeli polska nazwa istnieje;
3)   liczbę lub ilość osobników, których dotyczy zezwolenie, o ile jest to możliwe do ustalenia;
4)   opis czynności, na które wydaje się zezwolenie;
5)   wskazanie dozwolonych metod i sposobów chwytania, odławiania lub zabijania zwierząt albo sposobów zbioru roślin i grzybów lub sposobów wykonania innych czynności, na które wydaje się zezwolenie;
6)   określenie czasu i miejsca wykonania czynności, których dotyczy zezwolenie;
7)   wskazanie podmiotu, który będzie chwytał lub zabijał zwierzęta;
8)   określenie terminu złożenia informacji o wykorzystaniu zezwolenia.
Art. 127. Kto umyślnie:
1)   narusza zakazy obowiązujące w:
4)   posiada okazy gatunków bez zezwolenia, o którym mowa w art. 56 ust. 2,
– podlega karze aresztu albo grzywny.
Art. 129. W razie ukarania za wykroczenie określone w art. 127 albo w art. 131 lub skazania za przestępstwo określone w art. 128 sąd może orzec:
1)   przepadek przedmiotów służących do popełnienia wykroczenia lub przestępstwa oraz przedmiotów, roślin, zwierząt lub grzybów pochodzących z wykroczenia lub przestępstwa, chociażby nie stanowiły własności sprawcy;
2)   obowiązek przywrócenia stanu poprzedniego, a jeśli obowiązek taki nie byłby wykonalny – nawiązkę do wysokości 10.000 złotych na rzecz organizacji społecznej działającej w zakresie ochrony przyrody lub właściwego, ze względu na miejsce popełnienia wykroczenia lub przestępstwa, wojewódzkiego funduszu ochrony środowiska i gospodarki wodnej.

pióro
Pióra i ich kolekcjonowanie jest praktycznie niemożliwe w oparach absurdu legislacji III RP

III RP to Rzeczpospolita Polska – kolejna, jak II Republika, czy III Rzesza; choć są tacy, którzy już by dodawali kolejny numer. Tylko czy to jest Polska?

*

Artykuł pierwotnie został zamieszczony 19.06.2010 o godz. 16.10 na stronie W24, która po gospodarskiej wizycie Pana Donalda Tuska w redakcji, dość szybko wprowadziła brzemienne w skutki przeniesienie wszelkich treści na tytuł Nasze Miasto (wówczas we własności niemieckiego koncernu wydającego Dziennik Gazeta Prawna, a dziś w posiadaniu Orlenu), doprowadzając do zniszczenia tzw. dziennikarstwa obywatelskiego, wolnego i  niezależnego. Artykuł ma więc historię 13 lat. To niestety niekończąca się historia, gdyż manipulacje ludźmi w kontekście tzw. ochrony przyrody są niezależne od ekipy rządzącej. Możemy się jedynie domyślać, że ta niezależność ma związek z instytucjami obecnego państwa. Z pewnością nie ma związku z wyborcami.
Wprowadziłem dosłownie kilka kosmetycznych korekt i uzupełnień, dodałem śródtytuły. Również kolejność zamieszczonych zdjęć może odbiegać od pierwowzoru.
(https://naszemiasto.pl/moja-corka-zbiera-piorka/ar/c8-4448482)

***

Suplement po latach                                                                                              

22 czerwca 2023 rok

M.Nowicki -Minister Środowiska jak kataklizm
Maciej Nowicki -Minister Środowiska jak kataklizm

Dość frywolna treść (choć bazująca na faktach) nie ma związku z powagą państwa, które jest ośmieszane przez legislację mającą dużo chęci i chciejstwa. Dzieje się tak w oparach ideologii a nie rozwagi. W oparach oczywistego absurdu.
Czy ta ideologia ma poważne przesłanie dla ludzi? Czy to wewnętrzna ideologia, czy też przyszła z zewnątrz by tresować lud Boży?
Kpiarski ton spowodował prawdopodobnie, że doszło do nowelizacji wskazanych tu przepisów. Cieszmy się.
Lecz to nie oznacza by system III RP doznał trwałego olśnienia.
W dalszym ciągu prawo jest tworzone w tzw. białej gorączce czy też znanej wszystkim pomroczności jasnej. Natomiast aparat biurokratyczny nie jest zdolny do samonaprawy. Naprawa może zejść jedynie z jasnego nieba szczytu szczytów. To świadczy, że nie mamy do czynienia z system demokratycznym lecz autorytarnym. Ten system wprowadza ograniczenia dla urzędników, bezprawne, jak wiele innych pomniejszych aktów. Kodeks/Ustawa Służby Cywilnej nie dopuszcza urzędnikom do wskazywania publicznie błędnych rozwiązań, nawet gdy droga służbowa zawiedzie. Praktyką jest nomenklatura systemu Piszczyków* – w większości już na samym starcie ubezwłasnowolnia urzędników. A legislacja to wspiera. Odwaga nielicznych grozi im z kolei postępowaniem dyscyplinarnym w myśl odpowiednich artykułów kodeksu Służby Cywilnej**, sprzecznych w swych treściach w umowami międzynarodowymi zawartymi przez Polskę. Nie przeszkadza to stawiać pomników twórcy tego legislacyjnego bzdetu  i honorować Bóg raczy wiedzieć czym jeszcze. Stał na straży porządku magdalenkowego ustroju, rozkładającego suwerenność państwa i jego znaczenia politycznego i gospodarczego.
Pierwszy z brzegu przykład to walka przed Sądem Najwyższym  w sprawie zapisu, że szkody od bobrów mogą się zdarzać jedynie na gruntach rolnych i leśnych, a już nie na obszarach zabudowanych, miejskich. To Sąd Najwyższy musiał ingerować po latach, by zmienić ten idiotyczny zapis – także dotyczący legislacji w zakresie ochrony przyrody. Logika legislatorów wskazywała bowiem bobrom gdzie mogą szkody czynić, a stosowne służby nie uznawały szkód czynionych na innych obszarach, niż wskazanych bobrom przez legislatora. To, że bobry nie były zbyt subordynowane nie miało żadnego znaczenia w państwie świra. Jakimże idiotą trzeba być, by latami utrzymywać taki zapis. Iluż ludzi zostało pokrzywdzonych!
Logiczne jest, że jeśli szkody są czynione przez bobry, to w największej mierze niedopuszczalne są w obszarach zurbanizowanych, gdyż to dzikie stworzenie z założenia żyje w środowisku leśnym i wodnym. Jest więc największym intruzem i zagrożeniem właśnie w środowisku miejskim i zurbanizowanym, na terenach tzw. różnych, szlakach komunikacyjnych. Ministerstwo Środowisko uważało inaczej (sic!).

Klub Przyrodników ze Świebodzina - logo
Logo Klubu Przyrodników ze Świebodzina – nieprawdaż, że piękne?

Kto mu (Ministerstwu) to podpowiedział? Może Klub Przyrodników ze Świebodzina. A skąd ekologistyczne wairactwo o tym wiedziało?
Jakże „samodzielnymi” instytucjami, gdy idzie o wytwarzane prawa, są centralne urzędy w państwie!
Nie ma odpowiedzialności za te ewidentne błędy w prawie, jak i uporczywe i świadome trwanie w błędach przez instytucje wykonawcze.
Czy to tylko kwestia złego prawa oraz obojętności urzędniczości?
Każdy z czytelników potrafi wskazać tego rodzaju błędy i trwanie przy nich z determinacją i uporem idioty. Nie to nie jest głupota. To system państwa, które z założenia nie działa w interesie rozsądku, sprawności i mieszkańców Polski. Bo to przecież nie Polska tylko III RP – system magdalenkowego rozbioru – trwa niezależnie od kłótni stworzonych wówczas kompradorskich poliklik (dawno temu stworzyłem to określenie, gdyż brakło nazwy na mafie polityczne; dodajcie do słowników jako tożsame dla UW, KLD, PC, AWS, PiS, PO, SLD, PSL, Polska 2050, Solidarna Polska, Wiosna i każdą ich bękarcią odsłonę).

*

*  – Piszczyk Jan to bohater filmu „Zezowate szczęście „Zezowate szczęście” w rolę którego wcielił się Plakat "Zezowate szczęście"niezrównany Bogusław Kobiela; losy oportunisty i konformisty w systemie II RP (stalinowska RP została pominięta w filmie („Zezowate szczęście” – reżyseria Andrzej Munk, scenariusz Jerzy Stefan Stawiński), polecam wszystkim, bo rzecz o niesłabnącym wyrazie. Bardzo ciekawy głos krytyki wybrzmiał w roku premiery filmu (1960): „konformizm jest motywowany chęcią umocnienia więzi ze wspólnotą, w której przebywa”. Film bez problemu do odszukania w sieci – warto.

 

** –  Fragmenty Ustawy o Służbie Cywilnej stojące w sprzeczności z traktatami międzynarodowymi przyjętymi jeszcze w PRL:

Ustawa o służbie cywilnej
Rozdział 6 – Obowiązki członka korpusu służby cywilnej
Art. 78. 1. Członek korpusu służby cywilnej przy wykonywaniu obowiązków służbowych nie może kierować się interesem jednostkowym lub grupowym.
2. Członkowi korpusu służby cywilnej nie wolno publicznie manifestować poglądów politycznych
Art. 80. 1. Członek korpusu służby cywilnej nie może podejmować dodatkowego zatrudnienia bez pisemnej zgody dyrektora generalnego urzędu ani wykonywać czynności lub zajęć sprzecznych z obowiązkami wynikającymi z ustawy lub podważających zaufanie do służby cywilnej.

Przedstawiam tylko dwa zasadnicze traktaty międzynarodowe, które są naruszone w/w elementami Ustawy o służbie cywilnej, której zapisy są ogólne i pozwalają na dowolną interpretację. Nie czyni jej pracownik/urzędnik wskazujący na błędy lub świadome działanie na niekorzyść urzędu i prawa, interesu kraju, lecz jego przełożony.
Czy rolnik może być członkiem korpusu, skoro odziedziczył gospodarstwo rolne … , a jeśli ktoś po południu z pasją zajmuje się dziennikarstwem obywatelskim …

Europejska Konwencja Praw Człowieka (4.11.1950r.) – Artykuł 10 – Wolność wyrażania opinii
Każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Niniejszy przepis nie wyklucza prawa Państw do poddania procedurze zezwoleń przedsiębiorstw radiowych, telewizyjnych lub kinematograficznych.
Powszechna Deklaracja Praw Człowieka (ONZ 10.12.1948r.) – Artykuł 19
Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice.

Leśnikom Birczy i Krasiczyna, leśnikom Bieszczadów,
lokalnym społecznościom broniącym Lasu


W starym dowcipie syn emerytowanego już adwokata chwali się przed ojcem, że właśnie zakończył sprawę, z którą ów zmagał się przez prawie całą swoją adwokacką karierę. Na to wszystko wzburzony ojciec z wyrzutem: Przecież mój dom, i ten, który Tobie kupiłem, to dorobek ciągnięcia latami tej właśnie sprawy, głupcze.
Ten dowcip to swoista alegoria.

Ochrona przyrody w Polsce. Ciekawe studium rozkładu.
Już przed wojną wskazywano na konieczność ochrony przyrody. Powstały pierwsze obszary na których zrezygnowano z gospodarki leśnej, gdyż jak wskazywali luminarze ówczesnej nauki, będzie to lepsze dla całej przyrody. Człowiek będzie mógł obserwować, jakże sobie ona radzi bez ludzkiej ingerencji.

Później nastąpiły inne kierunki ochrony ojczystej natury, najczęściej leśnej, i najczęściej tej najbogatszej, gdyż te sobie najbardziej upatrzyli luminarze, i wskazywali na konieczne działania ochronne.

Państwo podjęło się działań w kierunku ochrony przyrody w Polsce pokładając wiarę w przekaz wielu znawców różnych jej elementów. Ostatecznie powołano nawet Ministerstwo Środowisko by przybliżyć do siebie wszystkich, którzy mówili i mówią o konieczności ochrony natury ojczystej.

Poszukano również rzadkich gatunków roślin, zwierząt i rozpoczęto wcielanie w

Rezerwat przyrody prawem chroniony
Jeden z rezerwatów w jednym z nadleśnictw

życie ich ochronę. Bo uznano, że są zagrożone. Rozpoczęto tworzenie rezerwatów i wskazywano w nich określony cel ochrony. Bardzo często były to prawne regulacje najwyższego rzędu – o charakterze Ustawy sejmowej – co wskazywało na rangę jaką państwo przykłada do ochrony swojej natury. Odszukane rzadkie gatunki fauny umieszczano na specjalnych listach szczególnie chronionych.
Jedni chronią puchlinkę, inni ksylobionty, jedni dzięcioła trójpalczastego a jeszcze inni bielika, myszołowa, wilka czy kornika. Dziś w kolejce stoją apologeci lisa czy nawet jenota.
Każdy gatunek wymaga strefy ochronnej i szczególnych warunków.
I pieniędzy.
Dla siebie i cennych pomysłów ochroniarzy.
Tylko te szczególne warunki z czasem przestają się liczyć i są realnie coraz mniej chronione.
Jak wskazywał w 1913 roku Jan Gwalbert Pawlikowski, rozszarpano w końcu przyrodę na atomy, by wyszarpać maksimum dla siebie.

Okładka pierwszego wydania ksiązki "Kultura a natura"
Okładka pierwszego wydania książki Jana Gwalberta Pawlikowskiego

W wydanej książce „Kultura a natura” pisał: „Kultura wyszła z przyrody i nosiła długo na sobie jej cechy; potem zwróciła się przeciw niej. Ale kiedy pod nowoczesnym hasłem „ochrony” zawiera z nią znowu przymierze, to pod wpływem tego prądu odnowiona przyroda nie będzie już tym, czym była dawniej: będzie ona nieodzownie nosić na sobie cechy kultury. Tylko, miejmy nadzieję, nie tej kultury filisterskiej i barbarzyńskiej, która z miłości do przyrody zrobiła sobie modną suknię lub pojęła ją jako źródło nowych kramarskich zysków, ale kultury prawdziwej, wewnętrznej kultury ducha i serca. Hasło powrotu do natury to

Okładka jednego ze wznowień książki J.G.Pawlikowskiego
Strona tytułowa nowego wydania

nie hasło abdykacji kultury – to hasło walki kultury prawdziwej z pseudokultura, to hasło o najwyższe kulturalne dobra”

W podobnym duchu pisał 40 lat później w „Intelektualiści a socjalizm” Frederic von Hayek: „ Laik może nie w pełni zdaje sobie sprawę, w jakim stopniu społeczna reputacja naukowca i wykładowcy jest tworem tej klasy (intelektualistów), jak jest ona w nieunikniony sposób odbiciem jej

Okładka książki-eseju Frederica von Hayek,
„Intelektualiści a socjalizm” – okładka książki

poglądów, które niewiele mają wspólnego z wartością rzeczywistych osiągnięć. Szczególnie ważne dla naszego problemu jest to, że prawdopodobnie każdy wykładowca w swej dziedzinie mógłby podać kilka przykładów ludzi, którzy niezasłużenie osiągnęli powszechne uznanie jako wielcy uczeni tylko dlatego, że wyznawali poglądy uznane przez intelektualistów za politycznie „postępowe”; wśród nich mogę przytoczyć tylko jeden przykład, w którym podobną, pseudonaukową reputacja obdarzono z powodów politycznych naukowca o skłonnościach konserwatywnych. Tworzenie reputacji przez intelektualistów jest szczególnie ważne w dziedzinach, w których wyniki naukowych badań nie służą użytkowi innych specjalistów, lecz są powiązane ze sprawami publicznymi i politycznymi.”

System ochrony przyrody został w istocie zawładnięty przez ideologie, które odkrywają swoje kolejne wcielenia wraz z załamywaniem się tych poprzednich. Ale nikt nie krytykuje formalnie strat jakie niosą co rusz nowe wcielenia ochrony. Nikt nie krytykuje, gdyż sami ochraniarze zauważyli fiasko swoich własnych idei. I choć na wielu obszarach ochrony poniesiono sromotną klęskę, to nikt jej nie tylko nie analizuje, ale i nie ogłasza. Taki wstyd i sromota.
Nikt też nie ma zamiaru opisywać porażek. Bo nikt nie będzie redukował powierzchni raz objętych ochroną. Bo redukcja powierzchni redukowałaby być może idee samego systemu ochrony a nawet redukowałaby nakłady na … ochraniarzy. Te chronione powierzchnie to przecież obraz sukcesu. To nieustająca reklama i propaganda. Innymi słowy miara powierzchni jest miarą sukcesu.

Sukcesja
Zmienia się wizja ochrony na tych powierzchniach skierowanych do ochrony. I przyjmuje obraz czegoś, co klęski nigdy nie poniesie: sukcesji.
Niezmienna pozostaje doktryna trwania raz podjętej ochrony. Oraz braku odpowiedzialności za efekty ochrony.

fot. Andrzej Antczak - Rezerwat krajobrazowy im. W. Szafera
Rezerwat krajobrazowy im. Wł. Szafera w ciągu pól wieku istnienia reklamuje swój cel ostateczny polskiej sztuki ochrony krajobrazu – Martwe Drewno – fot. Andrzej Antczak

Razem z rozwojem kolejnych stadiów idei i pomysłów mamy permanentny pochód ochrony. Ale ochrona i natura nie mogą nadążyć z mnożeniem się ochraniarzy i ich pomysłów. Ledwo co zipie, a w wielu miejscach po prostu zdycha.
Pewnie słyszeliście o martwym drewnie.
Celem nadrzędnym ochrony przyrody jest martwe drewno i truchło. Ono nas ubogaca przyrodniczo, gdyż to tam jest bujne życie i prawdziwa różnorodność. Dąży się więc do truchła drzew w lesie, które musi być naturalne i najlepiej, by w swym poświęceniu było dziewicze. Wówczas ma największa wartość. W śmierci potęga ochrony.
Czy mamy przez to lepszą naturę i przyrodę? I bogactwo gatunkowej różnorodności?1
Jednak od zawsze uczestnicy ochraniarskiego pochodu jednoznacznie wskazują, że jest coraz gorzej. A może słyszeliście, że gdzieś jest lepiej?
Jak to możliwe, gdy uprzytomnimy sobie obfitość pomysłów i działań trwających od dziesiątków lat? Od wieku.
Po wiekowej ochronie jest coraz gorzej.
Cóż nas czeka wobec tego za kolejnych 30 lat? Za kolejny wiek?
Sama sukcesja będzie badana i opisany zostanie stan przed i stan po (iluś latach). I dowiemy się, że różnorodność zmniejszyła się. Więc może jednak zostawić sukcesję a zrezygnować z różnorodności? I przyznać, że różnorodność – jej bogactwo, jest w lasach gospodarczych a w naturze – parkach i rezerwatach być jej nie musi? Bo w końcu sukcesja a bogactwo różnorodności to dwie różne sprawy. Chyba, że to nie ma znaczenia i zaordynujemy naturze pozostawienie jak jest: różnorodność gatunkowa to sukcesja a sukcesja to różnorodność – czyż nie na taka ideę wskazuje Ustawa ochrony przyrody?

„Obszary wyróżniające się szczególnymi wartościami przyrodniczymi, naukowymi, społecznymi, kulturowymi i edukacyjnymi, o powierzchni nie mniejszej niż 1000 ha. Celem tworzenia parków narodowych jest nie tylko zachowanie różnorodności biologicznej, przyrody nieożywionej i walorów krajobrazowych na obszarze objętym ich granicami, ale także odtworzenie zniekształconych siedlisk przyrodniczych, siedlisk roślin, zwierząt lub grzybów.


Cóż z tego, że durne (zapisy Ustawy)? Ale za to jaka „piękna”. Czy może się różnić od twórców, na których wskazywali Pawlikowski i Hayek?

Czy wyjaśnimy sobie kiedyś w jakich oparach absurdu powstawała ta Ustawa? Bo kto przy zdrowych zmysłach ośmiela się dedykować naturze jakieś cele? Bogactwao różnorodności siedlisk czy gatunków? Siedlisk, grzybów?!  To wyraz kompletnej indolencji. Czy Państwo jest głupie …
Albo przyjmujemy naturę taką jaką jest – tajemniczą, zagadkową, niepewną, nieodgadnioną, albo nią manipulujemy wraz z manipulowaniem ludźmi (począwszy od przedszkola) – wmawiając im bogactwo przyrodnicze, róznorodność (czyli łżąc ile wlezie).

Jaki jest cel ochrony
Raz zdefiniowana ochrona, jej zakres, jej przedmiot trwa i ma trwać. Niezależnie czy się udało, czy wyszła z tego kompletna klapa – nie może być końca ochrony.
Z reguły każdy projekt, gdy go rozpoczynamy, zakłada określone cele. Staramy się je osiągnąć. Tylko w przypadku ochrony przyrody tych celów nie sposób zakończyć.
Co było celem ochrony żubra? Co było celem ochrony bobra? A co z łosiem? To duże zwierzęta. Dzięki aktywnej działalności człowieka ich populacje zwiększyły się wiele set razy. Nie są już zagrożone. Ale ochrona wciąż trwa i mimo jej sukcesów, końca ochrony nie widać. A może to jednak nie sukces – tylko jedna wielka klapa, wstyd i śmiech na świat cały? Może dlatego Greenpeace ofiarował się z pomocą w ochronie żubra? Może sama pani Merkel podrzuci sianka, albo wskaże, gdzie jeszcze można nakosić?

Uwaga! Puchlinka
Strefa ochrony grzybów. Dziś wstęp wzbroniony – ale może to ludzie na podeszwach przywlekli …

Zupełnie inaczej jest ze światem flory. Tutaj broń cię Panie Boże z jakimikolwiek działaniami. Są zakazane. No chyba, że ochraniarze sporządzą sobie projekt wzbogacania siedliska czy jego odtwarzania, bo nieokiełznana i wstrętna natura znów je wypaczyła. Wówczas sami sobie sprzedadzą bilet na realizację ambitnego celu. Gdyby Tobie to przyszło do głowy drogi Czytelniku, to „zderzysz się z ciężarówką” i zostaniesz rozjechany. Pamiętaj, że ta ojczysta natura to nie Twoja sprawa.
To nie ważne, że sadzonkę byliny możesz kupić za 2 złote, możesz też wyhodować później tysiąc nowych, twoje przeniesienie ich do natury w celu jej wzbogacenia jest złym i niedojrzałym postępkiem, a nawet może się okazać nie lada kryminalnym występkiem. Co innego gdy zabiorą się za to doświadczeni ochraniarze, sporządzą elaborat i punkty na mapie precyzyjnie umieszczą. Wówczas ta sadzoneczka kosztująca 2 złote zwiększa swoją wartość tysiąc a może i więcej razy. I dopiero wówczas jest to odpowiedzialna i profesjonalna ochrona czynna. Nic tu po Tobie Obywatelu Kowalski.
Generalnie zależy nam na tym by roślinek rzadkich było mniej, a nie na tym by tanio i masowo doprowadzić do tego, by przestały być roślinkami rzadkimi. Zależy nam by było jak najwięcej gatunków rzadkich. Wówczas mamy duże możliwości ustanawiania obszarów chronionych, ostoi, oraz … okazji na granty w celu dokonywania analiz i badań. To nic, że znikają. Muszą znikać. Są wówczas jeszcze cenniejsze. Sami ochraniarze „zupełnie przypadkowo”, je sobie pozyskują, by ich było jeszcze mniej i by były jeszcze cenniejsze.2 Na działania filistrów w Białowieskim Parku Narodowym zwracała uwagę Simona Kossak.
Nie zajęto się jednak z takim zapałem reintrodukcją pełnika europejskiego czy azalii żółtej, tak jak się zajęto żubrem, bobrem czy łosiem. A niepylak czy nadobnica – kruche motyle? Nie ten rozmiar, więc mogłyby być społecznie źle postrzegane. Nie byłoby to zbyt poważne – czy wyobrażacie sobie drodzy Czytelnicy doniesienia prasowe, o sukcesie 100 lecia walki o odtworzenie populacji azalii pontyjskiej albo puchlinki? (choć takie są szacunki czasowe przywrócenia utraconej, w wyniku bezmyślnej decyzji o zakazie wypasu owiec, różnorodności gatunkowej tatrzańskich hal)
Moja koleżanka, szkółkarka, która zaczęła przed laty rozmnażać storczyki czy inne rośliny rzadkie, i chronione, na jednej z istniejących jeszcze wówczas szkółek Parku Narodowego, z zamiarem wprowadzania na tereny, skąd czerpała nasionka, o mało nie trafiła do więzienia, jako dywersantka, szkodnik ekologiczny i przyrodniczy oraz dyletantka – w jednym.

Lilia złotogłów
Lilia złotogłów – zdjęcie bohringer-friedrich (Wikipedia)

Dla mnie ma znaczenie, by nie wyginęły. I dlatego, należy je rozmnażać na potęgę i sadzić tam, gdzie się jeszcze tlą, lub też gdzie indziej. Można oczywiście tworzyć dla nich specjalistyczne ogrody (a’la zoologiczne, choć tych nie wszyscy lubią) – lecz te ostatnie to twory sztuczne. Lilia złotogłów nie ma w Polsce takiego statusu jak żyrafa (która kwalifikuje się tylko do ZOO) i spokojnie może zasiedlać cały kraj, tak jak żyrafa mogłaby zasiedlać sawanny całej Afryki.
Oczywistym jest, że moja osobista koncepcja produkcji lilii złotogłów (i innych rzadkich gatunków również) wydaje się zbyt śmiała i jeszcze długo nie będzie zrozumiała przez kwiat polskiej nieuki. Przez to państwo.
O wiele łatwiej niszczyć, zacierać ślady i dawać alibi. I napychać kieszenie strzyżeniem stada pańszczyźnianej tępoty.
Natura 2000? Nic trudnego. A może nieduży rezerwacik, albo jakaś referencja? Nie referencja? To może jakaś strefa wyłączona lub ochronna albo i LKP-ik?

Natomiast dr. hab. Rafał Kowalczyk z Instytutu Biologii Ssaków z zapałem

Logo Instytutu Bilogii Ssaków PAN
Instytut Biologii Ssaków PAN w Białowieży – logo

kijem rozgania żubra po całej Polsce, a nawet nakłania go do pokonywania wpław Odry, by na drugim brzegu skończył tragicznie w niemieckim garze.
Wskazałem przykład „żubra”. Toż on był w Puszczy Białowieskiej. Kto zrobił jakieś badania, że mu się będzie podobać w Mirosławcu lub w Stuposianach? Może Niemcy zrobili takie za Odrą i dlatego go odstrzelili,

Żubr - portret en face
Jerzy Smoktunowicz – portret żubra en face

jak tylko ją przepłynął, by się „biedaczysko” nie męczył? A może jakże zasłużony habilitant Obywatel Kowalczyk Rafał?

Gdy jednak dochodzimy do flory, to ma zgnić, bo zrobić nic nie da rady. Bo to świętość – ta flora. W przeciwieństwie do żubra, który dla habilitanta Kowalczyka świętością przestał być, gdyż się nim zajmuje i jemu się poświęcił. Zaś już puszczańska flora, szczególnie ta w lesie gospodarczym nadleśnictwa świętą jest jak najbardziej: nie można jej tykać, bo szanowny habilitant się na niej … nie zna, więc tak na wszelki wypadek: WARA. Przykuć się doń, może być na wysokości 4 metrów i NIE DAĆ. Ale nie do żubra – bo na nim Szanowny Pan doktor się zna, i wie, że trzeba wybić co roku co najmniej 10% jego populacji. I choć to czyni, on i jemu podobni znawcy (wara innym znawcom) od 70 lat, to żubrza populacja się nie naprawia. Wynika to z błędu pierwotnego zbyt małej puli genowej tego pierworodnego stada (jeśli 3-4 egzemplarze można uznać za stado). Oczywistym jest wsparcie Greenpeace, które przekonuje, że zna lepsze sposoby na ochronę żubra – i

Greenpeace ma lepszy pomysł na ochronę żubra. Dołożysz się?
Akcja Greenpeace ingerująca w status żubra oraz podważająca jego ochronę w Polsce

zaprasza naszego habilitanta do pomocy i współpracy. Mają lepszą wizję niż Instytut Biologi Ssaków PAN. I być może wkrótce rozgonią ten cały Instytut, chyba że ten wykupi odpowiednią ilość cegiełek. Nasz dostojny habilitant nie raz wspomagał Greenpeace … A może to jego pomysł?

Nie mając nadziei na uznanie wśród polskiej nieuki liczę na zrozumienie szarego Kowalskiego. W końcu to on wszystko subsydiuje. I niestety z różnych powodów nie zwraca uwagi na co jego pieniądze idą. A nie zwraca, gdyż do dziś pańszczyzna tli się w nim, pokora i spolegliwość przed batem, jarzmem i pogardą tzw elit. – Nie wiesz chamie, gdzie twe miejsce?!
Kiedy się spostrzeże, że bez niego nic nie warte? Kiedy się kategorycznie oznajmi: Sprawdzam.
Mam więc nadzieję, że ten artykuł przybliży Kowalskiego do tego: Sprawdzam.
Może się w końcu zreflektuje i zauważy, że król jest nagi. I jeszcze gorsza mizerota niż on sam. Nawet natura traci – jego ojczysta. Liczę na Ciebie najdroższy czytelniku.
Czy rozumiesz możliwości jakie się przed nami otwierają: intensywna reintrodukcja rzadkich gatunków świata flory? Czy ona nie zasługuje na podobną rangę co wybrane tylko elementy fauny? Czyż nie możemy wspólnymi siłami podjąć się tego zbożnego działa zaniedbywanego dziesiątkami lat przez niedostrzegającego problemu niedouczoną i ideologiczną nieukę? Czyż nie zależy nam, by czerwona księga zamiast pęcznieć z roku na rok kalumniami tej nieuki skryła się w lamusie? Tego nowe koncepcje ochroniarskie bazujące na sukcesji nie naprawiają. Nie naprawiają tego co wcześniej unicestwiły.
Kowalski! Obudź się! Gdy się weżmiesz poważnie za tą robotę, to nielicho zaoszczędzisz na podatkach.

Polskie rozstrzygnięcia w zakresie ochrony przyrody są kuriozalne

Tablica infomacyjna o rezerwacie
Rezerwat w jednym z nadleśnictw

Raz podjęta decyzja o ochronie trwa: do czasu zagłady przedmiotu ochrony i nawet wówczas się nie kończy. Więc tytuł nie jest do końca adekwatny, choć połowicznie odzwierciedla  skutek ochrony. Śmierć i zagłada. Lub trwanie do końca świata i nawet dzień dłużej najlepiej …w zakresie finansowania.
A co potem?

Oczywiście nie można ogłosić porażki ani szczęśliwego zakończenia. Nie zrobi tego dzisiejsze państwo, a tym bardziej nie uczyni nieuka.
„Ochrona” więc jest prowadzona w najlepsze.
Zmieniany jest tylko kierunek i cel ochrony. I najczęściej nie czyni już tego sejmowa Ustawa, lecz jakiś lokalny urzędnik z RDOŚ, włączany i wyłączany tak, jak wskazuje akuratna potrzeba tego czy drugiego stowarzyszenia obskurantyzmu ekologicznego, wspieranego równo przez magdalenkowe zaprzaństwo jak i zatroskane fundusze Sorosa.

Czy tylko porażki
Otóż nie. Są i sukcesy. Takim sukcesem z pewnością jest reintrodukcja bobra, rozpoczęta przez środowisko łowieckie w celu wzbogacenia łowiska. Cenna skóra, doskonałe, czyste mięso, no i na dodatek strój bobrowy ceniony i wykorzystywany przez wszystkie modnisie, a dziś też przez środowisko wegan i wegetarian. Tym też jest reintrodukcja żubra – obarczona jednak kazirodczym początkiem, która stworzyła zdegenerowaną i cherlawa populację. Będzie już trzecie pokolenie, a może i czwarte pokolenie naukowców, które walczy o uleczenie żubra.
Ale niepylak, nadobnica to klęska ochrony siedliskowej prowadzonej w Parkach – tam gdzie jeszcze do niedawna fruwały.
Jest jeszcze wilk, jest łoś. Ale nie ma żółwia błotnego, żabki nadrzewnej czy szczeżui. A co z trytonem. Co z powszechnym napychaniem brzuszków naszych narodowych ptaszków, chronionych w całej powadze majestatycznego prawa?
Nic tu się kupy nie trzyma, ale trwa z całą powagą ekologistycznej obskury.

Ochrona przyrody nie ma więc końca, bo ma mądrzejszych zarządców niż syn starego adwokata. Będzie wysysać naturę do końca. Do śmierci. I przekazywać w spadku idee swojego dzieła następcom po mieczu i po kądzieli. I będzie rosnąć jak wyspy śmieciowe na oceanach.

Epilog
Ochrona przyrody to rzecz bardzo ważna. Na czym ona polega? Na czym się skupia, kiedy o niej słychać a kiedy nie? I dlaczego?

Kiedyś, gdy powstawał Park Yellowstone – był zasadniczym krokiem w kierunku ochrony przyrody. Czemu tak było – o tym innym razem.
Oczywiście są regiony na świecie, gdzie natury ubywa. I w takich okolicznościach tworzenie nowych parków, takich jak Yellowstone NP, ma znaczenie.
Są jednak obszary, gdzie natury tak pojmowanej nie ubywa. Obszar lasów jest stabilny, a gospodarstwo leśne gdy jest trwałe, natury generalnie nie rujnuje – czego dowodem są też polskie lasy: bogate siedliskami i gatunkami, otwierającymi przed nami kolejne tajemnice.
Wskazywanie naturze zamkniętej w Parkach i rezerwatach, że ma nieść krajowi, ludziom bogactwo przyrodnicze, trwałość i rozwój różnorodności jest obrazem kompletnej indolencji o tym czym jest NATURA. Natura nie musi i nie wypełnia ludzkich oczekiwań i celów, które na nią nakłada człowiek. Natura jest dzika, tajemnicza, nieprzewidywalna. Czyż właśnie to nie jest piękne? Czyż to nie powinno nam wystarczyć.
Nic w tym sensacyjnego, że trwałe gospodarstwo leśne nie zubaża natury w sposób trwały. Okresowe zakłócenia nie niszczą siedlisk, nie zmniejszają różnorodności w stałej i dalekosiężnej perspektywie. Jakie bowiem znaczenie ma zrąb na powierzchni 4 hektarów w kompleksie leśnym kilkunastu tysięcy hektarów? To czasowe zadrapanie, które się regeneruje bardzo szybko. Wskazują na to lasy gospodarcze, które trwają od setek lat, i które są pełne życia i darów dla ludzi. Które powstały często na zrebach kilkuset hektarowych.

 

1 Samorództwo czy różnorodność …
2 Adam Bohdan i Stowarzyszenie na Rzecz Wszystkich Istot niszczy rzadkie gatunki porostów
https://www.pressreader.com/poland/gazeta-wyborcza-0557/20101013/281887294663874
– bo oczywistym jest, że zaprzyjaźniony z GW zespół, finansowany przez fundusze Sorosa, nie podlega ogólnym zasadom polskiego prawa, jest dotknięty immunitetem, jak posłowie, sędziowie, prokuratorzy – ci, którzy mają zawsze rację, więc stoją ponad prawem;
Linki
Straty przyrodnicze Rezerwatu Ścisłego Białowieskiego Parku Narodowego ….
Dlaczego nie powstał Park Narodowy GRZMIĄCA – https://www.polskawlesie.pl/ochrona-srodowiska/dlaczego-nie-powstal-park-narodowy-grzmiaca

„Dzikie Życie”, organ prasowy Stowarzyszenia na Rzecz Wszystkich Istot doniosło, iż Główny Konserwator Przyrody Janusz Zaleski (wiceminister środowiska), zwrócił się do rządu Słowacji z prośbą o wprowadzenie zakazu polowania na wilki na terytorium Słowacji.

Ochrona wilka ponad granicami, to jak internacjonalistyczna doktryna terroryzmy eko.
Pan Janusz Zaleski
prosi w swym wystąpieniu o wprowadzenie zakazu polowań na Słowacji, w obszarze 23 kilometrów od granicy Polski. „Dzikie Życie”, czasopismo wydawane przez stowarzyszenie Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot, utrzymywane głównie z subwencji rządowych i wsparcia unijnego, wskazuje, że podstawową przyczyną interwencji polskiego rządu jest fakt, iż słowackie Ministerstwo Rolnictwa przeznaczyło do odstrzału około 20 wilków w bezpośredniej styczności z granicą Polski.

Nie jest to prawdą, gdyż Słowacja od lat chroni wilka na takiej samej zasadzie, jak w Polsce chroni się sarnę czy jelenia. Ochrona wilka jest podporządkowana w tym kraju ochronie ludzkiego życia i zdrowia, ludzkiego majątku i ludzkiej własności.

Interwencja polskiego rządu nie wynika z zaplanowanej redukcji słowackiego stada wilków, gdyż Słowacja dokonuje stałej redukcji wilków od zawsze, utrzymując tym samym stałą liczebność populacji wilka na swym terytorium. Polska interwencja odbywa się pod presją organizacji ekologistycznych. Stowarzyszenie: Pracownia Na Rzecz Wszystkich Istot od lat występuje przeciwko polowaniom na wilki na Słowacji. Ochrona tego gatunku w Polsce zaczyna przybierać skale „internacjonalistycznej” interwencji. Słowakom może się to kojarzyć z interwencją roku 1968 i niesioną wówczas na gąsienicach polskich czołgów tak zwaną „bratnią pomocą”.
Interwencja polskiego rządu w wewnętrzne sprawy sąsiedniej Słowacji nie buduje lepszych stosunków między obu państwami i społeczeństwami. Polska interwencja w sprawie wilka i brukselski straszak, wpisuje się w polską politykę zagraniczną, która nie potrafiła, jak dotąd, zbudować trwałych i pozytywnych relacji z sąsiadami.
Oczywiście ani Dzikie Życie, ani minister Janusz Zaleski nie wspominają ni słowem, kto zapłaci za szkody na terenie Słowacji.

Polska nie radzi sobie z likwidacją szkód powodowanych przez objęte ochroną gatunki na własnym terytorium. Szkody od bobrów nie są likwidowane latami. Zamiast wypłacać odszkodowania i podejmować kroki w celu eliminacji szkód, rząd wydaje pieniądze na propagandowe broszury. Środki na propagandowe publikacje również trafiają do ekologistycznych stowarzyszeń.

Polska wprowadzając przed laty bezwzględny zakaz polowań na wilki, dziś rozbudowuje program i system masowego grodzenia hodowli pasterskiej. Ile to kosztuje i kto za to płaci?
Przed nami jeszcze całkowita likwidacja pasterstwa!

W roku bieżącym Sejm przyjął przez aklamację deklarację potępiająca interwencję na Czechosłowację dokonaną w roku 1968 – z okazji mijającej 50 rocznicy tej „tzw. bratniej pomocy”.
Kiedy Ministerstwo Środowiska, Ministerstwo Spraw Zagranicznych wycofa swoją interwencję w sprawie niezależnej polityki Słowaków w sprawie wilka? Kiedy przeprosi?

Źródła:
Dzikie życie: http://pracownia.org.pl/aktualnosci,900
Polsko-słowacki spór o wilka : http://www.sadeczanin.info/wiadomosci,5/region-spor-o-wilka-interweniuje-minister,41241#.UNOT5azCq2A

Przeczytaj jak: „Uratowałem wilka z niewoli”

Przeczytaj też: Polska strofuje Słowację  w sprawie wilków – a „Dzikie Życie” prostuje

Marcin Korolec - Minister Środowiska 2011-2013
Marcin Korolec (PO) – Minister Środowiska 2011-2013

Janusz Zaleski - Podsekretarz Stanu od 2007 r, Główny Konserwator Przyrody od 2009 r do 2014 roku.
Janusz Zaleski (PSL) – Podsekretarz Stanu od 2007 r, Główny Konserwator Przyrody od 2009 r do 2014 roku.