Archiwa: Państwo -
Tag

Państwo

Browsing

Takie niegroźne zdarzenie.
Nic nikomu się nie stało, a lekkiego uszkodzenia doznał tylko nasz leciwy Focus.
W roku ubiegłym, w czerwcu, inny kierujący uszkodził mój samochód. I uciekła. Stało się to w Brusach, gdy robiliśmy zakupy, czyli nie było nas w samochodzie. Z łatwością udało się jednak rozpoznać sprawczynię, która została odpowiednio potraktowana przez Policję.

złodziejstwo – pozbawienie kogoś dóbr materialnych niezgodnie z obowiązującym prawem; rabunek, łupiestwo, kradzież, grabież (SJP) 
Certyfikat polisy
Polisa ubezpieczeniowa AXA samochodu

Ponieważ posiadałem polisę OC, więc wydawało się, że kwestia uzyskania odszkodowania w celu naprawy uszkodzenia lub sama naprawa tego uszkodzenia we wskazanym warsztacie to tylko formalność. 

Jak z płatka poszło z oceną szkody przez mojego ubezpieczyciela AXA. 
Później zaczęły się schody.
Ponoć właścicielka auta nie miała ubezpieczenia – więc AXA generalnie umyła ręce, choć wcześniej przyjęła odpowiednią składkę. 
Konsekwencje bałaganu w systemie ewidencji polis.

Państwowy Zakład Ubezpieceń
Ubezpieczyciel krajowy i narodowy

AXA piórem swojego specjalisty, w lutym br. wskazuje instytucje i urzędy, które mogą mi pomóc. Pojawia się PZU – bo tam ubezpieczona była sprawczyni, Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny – pomocny w przypadkach gdy jedna ze stron zapomniała o obowiązkowym ubezpieczeniu, czy Polskie Biuro Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. I w końcu kieruje mnie do Rzecznika Finansowego czy Powiatowego Rzecznika Konsumentów.

Przyjrzyjcie się drodzy czytelnicy, ile instytucji powołało nasze ukochane państwo, by żyło nam się lepiej i sprawiedliwiej. Ileż możliwości pomocy nam stworzono.

UFG logo

Polskie Biuro Ubezpieczycieli Komunikacyjnych

Powiatowy Rzecznik Konsumentów - instytucja państwa

Rzecznik Finansowy

Czy uważacie, że to wystarczy?
Osobiście twierdzę, że o wiele bardziej bym był spokojny gdyby zaistniały jeszcze takie: Rzecznik Dobrych Praktyk Ubezpieczeniowych jak też SprawiedliwośćRzecznik Dobrych Praktyk Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. Przydałby się też Urząd Generalnego Dyrektora Ubezpieczonych RP wraz z oddziałami terenowymi. Aby choć trochę wyrównać szanse, wskazany byłby też Urząd Generalny Rzecznika Towarzystw Ubezpieczeniowych – bo chyba zwróciliście uwagę, że symetrii nie ma. Że państwo z troską podchodzi do szarego Kowalskiego, a formalnie nie broni żadnego ubezpieczyciela przed oszustwami, które mu zagrażają ze strony ubezpieczonych.
Specjalista ds. kontroli AXA wskazuje ostatecznie na drogę sądową. Pięć miesięcy po tym, gdy istnieje oficjalna informacja o tym, że sprawca był

Informacja Policji
Policja wskazuje na polisę sprawcy w PZU

ubezpieczony w PZU. PZU bowiem z determinacją zapewniało (w listopadzie – dwa miesiące po zakończeniu postępowania przez Policję), że sprawczyni nie posiadała ich polisy (sic!). Czy uzgodnili to z Policją?
W tych okolicznościach AXA jest w rozterce.  Proponuje mi różnorakie ścieżki, by ją wyręczać w uzyskaniu tej pewności.

Ani się obejrzałem i minął rok
Piętnaście miesięcy od zdarzenia. Czternaście miesięcy od oszacowania szkody. Rok od podjęcia oficjalnej wiadomości, iż sprawczyni jednak dopełniła obowiązku ubezpieczenia.

AXA - logo firmy
AXA – francuska firma ubezpieczeniowa

AXA przysyła mi list.  I siedzi cicho. 
Pewnie ręce już zaciera. 
Przysłała mi piękny list, z pięknym opisem całej sytuacji (no nie całej, bo pominęła moja pięknotka okres słownych, i dość nieprzyjemnych przepychanek e-mailowych, z których jednoznacznie wynikało, bym się od nich od…), i przyznaniem się do winy. 
Ale odszkodowania, zadośćuczynienia jak nie było, tak nie ma. 
Pewnie klepią się po brzuchach, rechocząc do rozpuku. Pewnie razem z podobnymi specjalistami z PZU.
Formalnie rzecz biorąc, od czasu oszacowanie szkody ktoś, kto nie reguluje zobowiązania, zawłaszcza je. 
Nie. Nie twierdzę zaraz, że to złodziejstwo. 
Po prostu ten brak w portfelu, który dostrzegam co dzień od roku. Przez okres 365 dni. – Oczywiście, że to nie złodziejstwo. 
Zgodnie bowiem z definicją, złodziej to ten, co kradnie. Absolutnie nie jest nim ten, co nie oddaje należnego (sic!). 

Samochód sprawcy
Samochód sprawczyni, zdjęcie przypadkowego świadka zdarzenia

Jak nazwać takiego złodzieja, co nie oddaje należnego? Może AXA wie? A może wie PZU?
Aha, przepraszam, wciąż się gubię i nie mogę się połapać jak nazwać taką mendę. Pomóżcie, proszę.

*
*

Swoją drogą, to bardzo ciekawe, jak to wszystko składnie urządzono. Ściga się ludzi za nieopłacone składki natomiast w przypadku nierozliczenia odszkodowania, to sprawa trafia w niebyt. Oczywiście można się poskarżyć do URZĘDU. Można też do SĄDU (stać Cię na to?). Cóż ma poszkodowany prócz dodatkowej mitręgi, a jakie konsekwencje spadają na ubezpieczyciela gdy nie realizuje zobowiązania? Cóż ma Państwo?
Państwo polskie stoi przecież na straży swoich obywateli. Ilu ich jest tych „obywateli” typu AXA. Bo nie Kowalskich – tych przecież za dużo, któż by dał radę pilnować ich praw i racji. Łatwiej przecież pilnować racji ubezpieczycieli, banków, urzędów centralnych.
Nie jestem już petentem jak w PRL-u, ale klientem – łechta nas wszystkich kolejna nowomowa. Ale tak jak dawniej – dzisiejszy klient niczym nie różni się od roli petenta. Lukier spływa z tej tragicznej zmiany…
Za chwilę napiszę może o kolejnym złodzieju, który niszczy moje mienie od 11 lat. Zaczął za PO (6 lat), ale PiS (5 lat, póki co) tu zmiany nie poczynił.
Może też napiszę o ochronie danych osobowych i o instytucji, która broni tych, co je łamią i naruszają w imię racji stanu kolejnych „obywateli”: banków i instytucji państwa. Tak, tak, „Twojego” państwa czytelniku.
Ot, takie zwyczajne peregrynacje z „moim” państwem.

Wiem, że wszyscy to znacie. Że wolicie kotki i pieski – bo nic się nie da zrobić…

 

Gdy chodziłem do szkoły – było to w czasach przeklętego PRL-u (a kysz maro nieczysta), kraj był siermiężny i nikt nie wiedział, co to jest konsumpcja, nie mówiąc o konsumpcji rozpasanej. Nawet o recyklingu nikt nie miał bladego pojęcia.

Mleko do domu przynosił mleczarz w szklanej butelce, którą co rano zamieniał pod drzwiami: stawiał pełną, a zabierał pustą – czystą i wymytą. Gdy trzeba było więcej, mama dawała mi bańkę i szedłem „Do Stasia” lub „Do studentów” gdzie ją napełniano specjalną chochlową miarką.
Co jakiś czas do szkoły znosiliśmy makulaturę. A przystanek od domu była zbiornica surowców wtórnych (przy ul. Różanej 36), gdzie zanosiliśmy wymyte flaszki, czy makulaturę – co owocowało drobniakami na lody, rurkę z kremem czy bilet do kina. Nie przypominam sobie problemów ze sprzedażą czy wymianą butelek.
Problem powstał waz z pojawieniem się pojęcia recyklingu i potrzebą ochrony środowiska, oraz walki z jego zaśmiecaniem.
Nie będę tu analizował polskiego systemu spalarni, czyli regularnych pożarów śmietnisk, często rosnących w oparciu o import.

Wyraźnie dostrzegamy różnice
Wyraźnie dostrzegamy różnice, różnorodność kształtu, wielkości, nalepek, koloru ….

Poprzestanę na flaszce, butelce. Buteleczce, małpce, flaszencji…
Nie znam historii recyklingu flaszki w magdalenkowej rzeczywistości. Jestem przekonany, że jest bogata, bo każdy Minister Środowiska jest ambitny i dedykuje tej flaszce określoną legislację. To wszystko wskazuje, jakie znaczenie ma flaszencja i jaką rolę pełni w naszej świadomości.
Czy rzeczywiście?
A może ranga butelki nie jest jeszcze odpowiednia?

Aktualnie, w stolicy dużego i ambitnego państwa środkowej Europy, członka Unii Europejskiej, elementu konceptu trójmorza i porozumienia wyszehradzkiego, sojusznika Ameryki, Izraela i Ukrainy, niosącego demokrację wraz z własnym terroryzmem do Iraku, Afganistanu czy Libanu oraz wspaniałomyślnie wspierającego ofiary izraelskich i jankeskich ataków w Syrii, dostrzegam lukę prawną, proceduralną i administracyjną w recyklingu szklanej flaszki. Wiem, że to nie samochód elektro-mobilny i nie elektrownia atomowa, z którymi można się zmierzyć i bez problemu zwyciężyć (?).

Martwi mnie tak niewielka flaszka szklana, choćby po piwie
W Carrefourze, vis a vis mojego bloku (p e e r e l o w s k i e g o), mieszczącym się w pawilonie przejętym po upadniętym PRL-owskim Społem, mogę zwrócić flaszkę, gdy okażę paragon, dowodzący, żem tam nabył ją pełną piwa. Inaczej nie da rady. Mogę ewentualnie liczyć na łaskawość sprzedawcy, gdy kupię znów pełną piwa flaszkę. Kasjer rozlicza każdy zwrot pustej flaszki specjalnie wydrukowanym poświadczeniem zwrotu pustej flaszki, które muszę podpisać, by otrzymać 0,50 zł zwrotu.
W Carrefour express, znajdującym się w pobliżu mojego blokowiska, które miało się zapaść 15 lat temu, jak wieszczyła swego czasu miechnikowszczyzna, spotkałem się z odmową przyjęcia butelki po piwie, którego sklep nie ma w sprzedaży.
Taka odmowa jest nagminna, i muszę w domu magazynować flaszki z rozdziałem na miejsce zakupu. Nie daj Boże się pomylić i iść po piwo z flaszką, pochodzącą z zakupu w innym sklepie. To próżny trud.
Przyzwyczaiłem się już do tego, i choć niepojęta, to jednak troska Ministra Środowiska z całą pewnością ma swoje uzasadnienie. Nie musi być przecież widoczna maluczkim.
Ale wracam do Carrefour express. To, co się tam wydarzyło nie może przecież mieć związku z zatroskaniem Ministra Środowiska, ani tym bardziej Pana Premiera, który przecież nie odpowiada za to co czyni Minister, i nie może za to ponosić żadnej odpowiedzialności.

I tu mamy róznorodność.
I tu mamy różnorodność. Lecz wynika wyłącznie z różnic w etykietach

Nie udało mi się wymienić pustej flaszki „Tyskie palone” na pełną „Tyskie pszenne”. Oczywiście chciałem zapłacić za zawartość – by jasność była. Kasjerka kategorycznie odmówiła uzasadniając, że „Tyskie palone” nie znajduje się w sprzedaży – flaszka więc nie może zostać przyjęta do zwrotu.
W tym przypadku przesądziła kwestia innych nalepek. Flaszki są identyczne. Jeśli trafiają do browaru, to i tak w trakcie mycia muszą być pozbawione nalepek.
Tak więc dowiedziałem się, że nie sama flaszka jest istotna dla recyklingu, lecz nie mniejsze znaczenie ma również obraz nalepki, jaki się na niej znajduje.

Tym samym pozostaję dziś w przekonaniu, że flaszka bez nalepki traci

Uboższa wersja różnorodności

swoje właściwości do recyklingu wysokiego – czyli odzysku, staje się bezzwrotna i bezwarta, i powinna lądować w śmietniku, skierowanym do śmieci tzw. recyklingu mniejszej rangi (jako tzw. stłuczka).

 

 

 

 

Oczywiście nie mogę być zaskoczony taką procedurą

To zdjęcie nie ma ambicji do uprzytomnienia czytelnikowi pełni różnorodności …

Każdy czytelnik to zrozumie i będzie wyrozumiały?
W produkcji znajduje się ogromna ilość wzorów flaszek. A ilość nalepek…., ho, ho, ho.

Nie ma możliwości poradzić sobie łatwo z taką różnorodnością.
Tak, użyłem tego słowa. RÓŻNORODNOŚĆ. Jest dziś priorytetem i celem nie tylko w Puszczy. To istotne w każdej dziedzinie.

Nie ma szans na łatwe uregulowanie sprawy recyklingu flaszki. Rozumiem ambicje kolejnych ministrów i rozumiem ich porażki. Ale trzymam kciuki. I jestem przekonany, że kiedyś i Polsce się uda.

Wszelkie podobieństwa obrazów i nazw są przypadkowe, i autor nie odpowiada za złe intencje czytających powyższe słowa.

 

Wiele mediów pod pozorem przekazywania ciekawego i powszechnie lubianego tematu nieustannie rozpowszechnia zupełnie inne wątki. Te poboczne kwestie są często oczkiem w głowie redakcji, bo to one niosą „kaganek oświaty”, niosą ideologię, która leży u podstaw ich (mediów) bytu.
Tworzenie nowego człowieka.
To powszechne sztuczki, w Polsce znane od samego początku istnienia Gazety Wyborczej1. Kraina Bugu – pismo zajmujące się etnografią i kulturą, polskiego dzikiego wschodu, przy tej okazji przemyca ideologię antropocentryzmu i bambinizmu – ideologię ekologizmu, która jest obca i nie  widoczna na obszarze dzikiego wschodu – naturalnego, racjonalnego regionu  i siermiężnego tradycją.

Anna Kamińska czyli egzaltacja

Kraina Bugu 24/2019 Uciec czyli wrócić - Anna Kamińska
Portret Anny Kamińskiej – Kraina Bugu 24/2019. Kiedy i skąd uciekła i gdzie powraca…

Anna Kamińska jest znana ze swojej książki o Simonie Kossak. Znam „Puszczę” Simony Kossak, słyszałem kilka jej popularnych opowieści przyrodniczych. Czy nie za bardzo uczłowieczała naturę?
Anna Kamińska odkrywa zaś nam swoją własną osobowość w wywiadzie, który się ukazał w numerze 24/2019 Krainy Bugu.
Ponieważ wywiad w dużej mierze dotyczył istoty postrzegania przez nią przyrody, takiej jaką by chciała by była, a zupełnie innego widzenia niż moje, tom się pofatygował skrobnąć parę zdań komentarza. Nic obraźliwego broń Boże. Po prostu starałem się uprzytomnić Pani Annie, jeśli by zwróciła uwagę na mój komentarz, i może jeszcze kilku osobom, które być może zaglądają na internetowe wydanie Krainy Bugu, że przyroda znajduje się zupełnie gdzie indziej. Nie znajduje się w jej głowie ani w żadnej innej. Tylko otacza ją, nas, niezależnie od tego, gdzie się znajdujemy. I nie za bardzo się przejmuje (natura) egzalotwanymi myślami na jej temat.
Ku mojemu zaskoczeniu, niewinny całkiem komentarz zniknął.
Egzaltacja zwyciężyła.
Nosił wilk razy kilka…

Anna Maruszeczko
Felieton Anny Maruszeczko na łamach „Krainy Bugu”

W kolejnym numerze 25/2019 odnajdujemy autorski wykład o wilku Pani Anny Maruszeczko. „Nie patrzmy wilkiem na wilka” to jeszcze jedna odsłona ekologistycznego spojrzenia na naturę. Wykorzystując zlepek słów i skojarzenia z ludowymi przysłowiami oraz powiedzeniami przedstawia nam swój stosunek do zwierzęcia. Nie analizuje jego natury, etologi, lecz odnosi się do zwierzęcia przez pryzmat ludzkch „uprzedzeń”. I tu określenie infantylizm przyrodniczy to łagodne nazwanie przekazu o wilku Pani Anny Maruszeczko.
Wilk zna granice możliwości swojego działania doskonale. Nie jest głupi i wie na co może sobie pozwolić w stosunku do człowieka. Może tyle, na ile ma przyzwolenie od człowieka, przyzwolenie od ludzkiej legislacji. Legislacji aspołecznej, nie konsultowanej z ludźmi, z poszkodowanymi, narzuconej przez nie mających praktycznego związku z naturą. Narzuconych przez wielkomiejski i ogłupiały ideologią miejski tumult ekologistycznego obskurantyzmu.
Traktowanie wilka jak idioty. Jak to może świadczyć o autorce oraz o ludziach, którzy mają podobne spojrzenie? Powielanie tego w nakładzie Krainy Bugu to nie element edukacji, nie element przekazu przyrodniczego. To element indoktrynacji pseudoekologicznej i ideologicznej manipulacji. Dotyczy to regionu, w którym wielu jego mieszkańców wciąz ponosi straty od wilka. Których krzywda, zamiast zrozumienia i ubolewania jest zastępowana arogancką agitką propagandową w kierunku bezwzględnego uwielbienia dla zwierzęcia.
Uratowałem wilka z niewoli. Polowałem też na wilka, a on na mnie.Człowiek jest też wilkiem – czy nie zasługuje na ochronę
A to przecież człowiek był i jest wilkiem. Także dla wilka, gdy zachodzi konieczność i potrzeba.
Ogromne straty gospodarcze i krzywda ludzka dzieją się przy okazji ochrony innego zwierzęcia – bobra. Ten temat dopiero stoi przed redakcją Krainy Bugu. Pewnie niebawem przeczytamy „Lament bobra – czyli o płaczu mordowanego zwierzęcia”.
Ochrona zwierząt, wilka, bobra podjęta przez państwo w największym stopniu odbywa się kosztem i krzywdą poszkodowanych. Państwo i powołane służby nie są zainteresowane realizowaniem swoich obowiązków w zakresie ochrony człowieka. Nie skapi za to grosza na propagowanie informacji o braku szkodliwości tych zwierząt i o ich pożytecznej roli w środowisku. To te elementy działań państwa są doceniane przez redakcje, nie tylko Krainy Bugu. Nie są zainteresowane stratami, ukrywaniem strat czy zwykłą ludzką krzywdą. Bohaterami czyni się działaczy ekologistycznych, suto uposażanych, walczących z ludzkimi oczekiwaniami, z ludzką krzywdą w interesie ideologicznych celów.
Działania w kierunku pomocy pokrzywdzonym i redukowaniu szkód (które obniżają nasz wspólny dobrostan) nie są satysfakcjonujące i wiąż pozostają w ukryciu w przeciwieństwie natłoku propagandy w kierunku przeciwnym.

Zwycięża też cenzura i uniformizm ideologiczny, nie respektujący innych horyzontów, nie tylko myślowych.
Czy to faszyzm, czy komunizm, ciemność czy zieloność, i w jakich odcieniach?

Prenumeruję Krainę Bugu
Od kiedy tylko się pojawiła na rynku. Obszar którym się zajmuje kwartalnik jest mi bliski. Istotna dla mnie jest szata graficzna. Kwartalnik porusza problemy etnograficzne, społeczne, kulturowe. Ostatnio częściej spotykam się z treściami przyrodniczymi o jednoznacznym wybarwieniu ekologistycznym. Przekaz ten pochodzi od ludzi nie mających związków z praktyczną wiedzą przyrodniczą i polega na powielaniu przez nich ideologicznych teorii, czy egzaltacji, antropomorfizmu i bambinizmu. Razi mnie, gdyż od lat obserwuję naturę praktycznie, a wcześniej pobierałem nauki przyrodnicze. Zdumiewa tym bardziej, gdyż Kraina Bugu generalnie nie zajmuje się osobowościami wielkomiejskich społeczeństw i kultur, lecz obszarem zdominowanym przez kulturę wiejską i takież społeczeństwo. A więc na co dzień zanurzonym w naturze i od niej w dużej mierze zależnym.
„Miastowe”, niejednokrotnie przenosząc się na wieś, uciekając z miasta, zabierają się zaraz za robienie porządków na tej wsi. A to rynny się zapuchają spadającymi liśćmi, a to drewno do kominka z lasu jest passe, i trzeba do miasta – do marketu, bo tam jest upakowane w ekologiczną siatkę, a to pianie koguta zaczyna doskwierać ,czy zapach obornika rzuconego na ziemię, a przecież wystarczyłaby garstka chemi z worka. Czy to tak ma wygladać obszar nadbużńskich okolic? Czy Kraina Bugu przenicowuje mi moja krainę na swoją wilkomiejską modłę?
*
Cel. Mierz. Pal…
Jaki jest cel pojawiającej się, czy przemycanej do Krainy Bugu indoktrynacji pseudoekologicznej?

Czy to jakieś zobowiązanie finansowe, czy własna inicjatywa? Pytam oczywiście wyłącznie o usyniety komentarz…
Wilk jest dziki i w tym leży jego natura, tajemniczość i piękno. Poluje i pożera piękne sarenki, zagryza pasące się kury i owce a nawet i bydło, które już takie piękne nie są. A jak zagryzie kompletnego brzydala tego świata, czyli człowieka? – No coż, przecież to jego natura, i wypadki się zdarzają. Miejmy nadzieję, że to nie będzie dziecko tej, czy drugiej Anny… Że to tylko Deny z Londynu wyciągniety w domu swoich rodziców przez lisa z łóżeczka. Taka jego (lisa) natura.
A naturą człowieka jest takie działanie by tych strat i szkód nie było. Gwarantem tego powinno być państwo i jego urzędy.
Ani redakcja Krainy Bugu, ani Anna Kamińska czy Anna Maruszeczko tych krzywd nie widzą i nie naprawiają. W żywe oczy kpią sobie z ludzkiej krzywdy.
Nie dostrzegaja prawdziwej natury, bo w niej się nie zanurzają. Widzą ją oczami telewizora i ideologicznego antropomorfizmu – lecz ten nie jest prawdziwy – to wymysł czlowieka na potrzebę literackiego przekazu.
Te elementy nie budują prawdy, i nie służą w gruncie ochronie tych zwierzat. Kalecząc ludzi niszczą też zasady ochrony tych zwierząt.
Nie ma tu miejsca, by poruszyć przy tej okazji zniszczenia materialne jakie się dzieją w ludzkich domostwach i w majątku wspólnym kraju. Zniszczenia etyczne i moralne zawsze idą w parze z fałszem każdego ideologicznego przekazu.


Źródła
1  Stanisław Remuszko – Gazeta Wyborcza i okolice  

"Gazeta Wyborcza" Początki i okolice (kalejdoskop)
Okładka książki St. Remuszki
Stanisław Remuszko
Po odejściu z redakcji Gazety Wyborczej już tylko ostracyzm

 

 

 

 

 


https://youtu.be/a3YDYH7Goig

Anna Kamińska – „Ucieć czyli wrócić
Anna Maruszeczko – „Nie patrzmy wilkiem na wilka

 

 

Gdy oglądamy fragment filmu „Dzień świra”, wydaje nam się, że rzecz nie jest o nas. Że tyczy kogoś, kto chodzi obok, zabiera powietrze i psuje wszystko wokół. Lecz czy nie angażujemy się w trwanie tego stanu, przyjmując racje tej lub tamtej najmojszości?
*
Pojawiają się uśmiechy radości, gdy Fb oficjalnie informuje o wprowadzeniu cenzury (radości tych, którzy mają inne poglądy od tych, którym dostęp do portalu będzie blokowany). Bo to nasza największa racja a nie ich, choć oni są zrzeszeni w całkiem legalnych organizacjach.
Państwo negocjuje z Fb … Czy to nie żałosne – choć państwo dumne jak paw, że negocjuje z obcą firmą warunki zapisane w Konstytucji.


Cieszą się ci równiejsi z wprowadzenia ograniczeń dla tych wszystkich rodziców, którzy nie widzą niczego zdrożnego w kultywowaniu wraz ze swoimi dziećmi łowiectwa, w zgodzie z rodzinną tradycją i historią. I to wszystko w imię wolności dla rodziny. Tradycyjnej na dodatek w pojęciu najlepszej zmiany i … wszystkich zmian pozostałych.


Cieszą się, że grupa „mądrych naukowców” uważa za słuszne relegowanie z Uczelni studentów mających inne zapatrywania i spojrzenie na rzeczywistość.

To wydaje się takie naturalne i zrozumiałe. Najmojsza racja.

Co za szczęście, że kornik pożera Puszczę. Naturalna i dziewiczą. – Nie uda się dechy zrobić.
Cieszą się Tomasz Wesołowski, Michał Kleber, Jan Szyszko, Maciej Nowicki, Adam Michnik…
Kto się nie cieszy?
*
Wszyscy jesteśmy inteligentni.
Nie wszyscy tak samo. I bardzo często wśród „najwyższej polskiej inteligencji” pojawia się poczucie najwyższej racji, tej najmojszej, w pogardzie do innej racji, która nie jest najmojsza. Ta najmojsza racja ma właściwości najmojsze, i inne się nie liczą – można je zakopać, zakneblować, zamknąć w więzieniu lub uznać za nielegalne. Można też zamknać w psychiatryku ….
Państwo Świra
wytwarza najmojsze sfery nauki, inteligencji i polityki.
Czy nie angażujemy się w trwanie tego Państwa, przyjmując racje tej lub tamtej najmojszości?

Czy stwarzanie fałszywego wrażenia w celu uzyskania określonego skutku jest legalne?
To niekoniecznie rozważania hipotetyczne.
Casus wnuczka jest realny. Lecz czy to on jest kryminogenny? Może bierze się od czegoś większego, czego nie wszyscy dostrzegają. Bo mają dostrzegać to na co im się wskazuje palcem. Zaczynać i kończyć na fałszywym wnuczku…

*
To, że media głównego nurtu próbują zawłaszczać rzeczywistość niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.
W takiej sytuacji powszechnego fałszu, trudno oczekiwać na powszechną i jednoznaczną ocenę (wielu aspektów naszej rzeczywistości). Ona też może być fałszywa i najczęściej taka jest. Bo czyż można poprawnie wnioskować na podstawie fałszywych danych.

*
Czy reakcje na podstawie fałszywego świadectwa można uznać za prawdziwe?
Zwykły sąd wskazuje, że celowe wprowadzanie w błąd by osiągnąć określony cel jest pospolitym przestępstwem.
Co sądzi człowiek oszukany na wnuczka?  Co sądzi każdy z nas o takim procederze?

Państwo na wnuczka
Państwo na wnuczka

*
Stan jaki uzyskano w wyniku przestępstwa nie jest stanem legalnym. To w dalszym ciągu bezprawie.
Patrzenie przez pryzmat prawa międzynarodowego wskazuje nam, że to suweren ma rację. Gdy diagnozuje w końcu stan rzeczy i gdy podejmuje działania. Abstrahując od chciejstwa i interesów zewnętrznych, które w gruncie nie mają mocy sprawczej w przypadku determinacji suwerena.
Orwell pisał: „Kto kontroluje przeszłość, ten kontroluje przyszłość. Kto kontroluje teraźniejszość, ten kontroluje przeszłość.” Był wyjątkowym pesymistą, będąc w nie najlepszej kondycji, gdy pisał „Rok 1984”.
Historia cywilizacji pozwala mieć nadzieję na granicy pewności.
*
Państwo i kraj należą do suwerena a nie do mafii politycznych, jakich by one nie podejmowały działań w kierunku uprawomocnienia swej roli i znaczenia.
Pajacami historii zawsze okazuję się Ci „wielcy”. Choć pajacują kosztem suwerena.

Font Resize
Contrast