Tag

prawo

Browsing

Gdy chodziłem do szkoły – było to w czasach przeklętego PRL-u (a kysz maro nieczysta), kraj był siermiężny i nikt nie wiedział, co to jest konsumpcja, nie mówiąc o konsumpcji rozpasanej. Nawet o recyklingu nikt nie miał bladego pojęcia.

Mleko do domu przynosił mleczarz w szklanej butelce, którą co rano zamieniał pod drzwiami: stawiał pełną, a zabierał pustą – czystą i wymytą. Gdy trzeba było więcej, mama dawała mi bańkę i szedłem „Do Stasia” lub „Do studentów” gdzie ją napełniano specjalną chochlową miarką.
Co jakiś czas do szkoły znosiliśmy makulaturę. A przystanek od domu była zbiornica surowców wtórnych (przy ul. Różanej 36), gdzie zanosiliśmy wymyte flaszki, czy makulaturę – co owocowało drobniakami na lody, rurkę z kremem czy bilet do kina. Nie przypominam sobie problemów ze sprzedażą czy wymianą butelek.
Problem powstał waz z pojawieniem się pojęcia recyklingu i potrzebą ochrony środowiska, oraz walki z jego zaśmiecaniem.
Nie będę tu analizował polskiego systemu spalarni, czyli regularnych pożarów śmietnisk, często rosnących w oparciu o import.

Wyraźnie dostrzegamy różnice
Wyraźnie dostrzegamy różnice, różnorodność kształtu, wielkości, nalepek, koloru ….

Poprzestanę na flaszce, butelce. Buteleczce, małpce, flaszencji…
Nie znam historii recyklingu flaszki w magdalenkowej rzeczywistości. Jestem przekonany, że jest bogata, bo każdy Minister Środowiska jest ambitny i dedykuje tej flaszce określoną legislację. To wszystko wskazuje, jakie znaczenie ma flaszencja i jaką rolę pełni w naszej świadomości.
Czy rzeczywiście?
A może ranga butelki nie jest jeszcze odpowiednia?

Aktualnie, w stolicy dużego i ambitnego państwa środkowej Europy, członka Unii Europejskiej, elementu konceptu trójmorza i porozumienia wyszehradzkiego, sojusznika Ameryki, Izraela i Ukrainy, niosącego demokrację wraz z własnym terroryzmem do Iraku, Afganistanu czy Libanu oraz wspaniałomyślnie wspierającego ofiary izraelskich i jankeskich ataków w Syrii, dostrzegam lukę prawną, proceduralną i administracyjną w recyklingu szklanej flaszki. Wiem, że to nie samochód elektro-mobilny i nie elektrownia atomowa, z którymi można się zmierzyć i bez problemu zwyciężyć (?).

Martwi mnie tak niewielka flaszka szklana, choćby po piwie
W Carrefourze, vis a vis mojego bloku (p e e r e l o w s k i e g o), mieszczącym się w pawilonie przejętym po upadniętym PRL-owskim Społem, mogę zwrócić flaszkę, gdy okażę paragon, dowodzący, żem tam nabył ją pełną piwa. Inaczej nie da rady. Mogę ewentualnie liczyć na łaskawość sprzedawcy, gdy kupię znów pełną piwa flaszkę. Kasjer rozlicza każdy zwrot pustej flaszki specjalnie wydrukowanym poświadczeniem zwrotu pustej flaszki, które muszę podpisać, by otrzymać 0,50 zł zwrotu.
W Carrefour express, znajdującym się w pobliżu mojego blokowiska, które miało się zapaść 15 lat temu, jak wieszczyła swego czasu miechnikowszczyzna, spotkałem się z odmową przyjęcia butelki po piwie, którego sklep nie ma w sprzedaży.
Taka odmowa jest nagminna, i muszę w domu magazynować flaszki z rozdziałem na miejsce zakupu. Nie daj Boże się pomylić i iść po piwo z flaszką, pochodzącą z zakupu w innym sklepie. To próżny trud.
Przyzwyczaiłem się już do tego, i choć niepojęta, to jednak troska Ministra Środowiska z całą pewnością ma swoje uzasadnienie. Nie musi być przecież widoczna maluczkim.
Ale wracam do Carrefour express. To, co się tam wydarzyło nie może przecież mieć związku z zatroskaniem Ministra Środowiska, ani tym bardziej Pana Premiera, który przecież nie odpowiada za to co czyni Minister, i nie może za to ponosić żadnej odpowiedzialności.

I tu mamy róznorodność.
I tu mamy różnorodność. Lecz wynika wyłącznie z różnic w etykietach

Nie udało mi się wymienić pustej flaszki „Tyskie palone” na pełną „Tyskie pszenne”. Oczywiście chciałem zapłacić za zawartość – by jasność była. Kasjerka kategorycznie odmówiła uzasadniając, że „Tyskie palone” nie znajduje się w sprzedaży – flaszka więc nie może zostać przyjęta do zwrotu.
W tym przypadku przesądziła kwestia innych nalepek. Flaszki są identyczne. Jeśli trafiają do browaru, to i tak w trakcie mycia muszą być pozbawione nalepek.
Tak więc dowiedziałem się, że nie sama flaszka jest istotna dla recyklingu, lecz nie mniejsze znaczenie ma również obraz nalepki, jaki się na niej znajduje.

Tym samym pozostaję dziś w przekonaniu, że flaszka bez nalepki traci

Uboższa wersja różnorodności

swoje właściwości do recyklingu wysokiego – czyli odzysku, staje się bezzwrotna i bezwarta, i powinna lądować w śmietniku, skierowanym do śmieci tzw. recyklingu mniejszej rangi (jako tzw. stłuczka).

 

 

 

 

Oczywiście nie mogę być zaskoczony taką procedurą

To zdjęcie nie ma ambicji do uprzytomnienia czytelnikowi pełni różnorodności …

Każdy czytelnik to zrozumie i będzie wyrozumiały?
W produkcji znajduje się ogromna ilość wzorów flaszek. A ilość nalepek…., ho, ho, ho.

Nie ma możliwości poradzić sobie łatwo z taką różnorodnością.
Tak, użyłem tego słowa. RÓŻNORODNOŚĆ. Jest dziś priorytetem i celem nie tylko w Puszczy. To istotne w każdej dziedzinie.

Nie ma szans na łatwe uregulowanie sprawy recyklingu flaszki. Rozumiem ambicje kolejnych ministrów i rozumiem ich porażki. Ale trzymam kciuki. I jestem przekonany, że kiedyś i Polsce się uda.

Wszelkie podobieństwa obrazów i nazw są przypadkowe, i autor nie odpowiada za złe intencje czytających powyższe słowa.

 

„W telewizji pokazali, a uczeni potwierdzili
Że jednemu psu gdzieś w Azji można przyszyć łeb od świni”
Telewizja – słowa Jacek Kleyff, 1972

Art. 21. Misja publiczna
1. Publiczna radiofonia i telewizja realizuje misję publiczną, oferując, na zasadach określonych w ustawie, całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom, zróżnicowane programy i inne usługi w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu.
Dz.U.2019.0.361 t.j. – Ustawa z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji

Dalej czytamy między innymi:
„2. Programy i inne usługi jednostek publicznej radiofonii i telewizji w ramach jej misji publicznej powinny:
1) kierować się odpowiedzialnością za słowo i dbać o dobre imię publicznej radiofonii i telewizji;
2) rzetelnie ukazywać całą różnorodność wydarzeń i zjawisk w kraju i za granicą;
3) sprzyjać swobodnemu kształtowaniu się poglądów obywateli oraz formowaniu się opinii publicznej;
4) umożliwiać obywatelom i ich organizacjom uczestniczenie w życiu publicznym poprzez prezentowanie zróżnicowanych poglądów i stanowisk oraz wykonywanie prawa do kontroli i krytyki społecznej;
5) służyć rozwojowi kultury, nauki i oświaty, ze szczególnym uwzględnieniem polskiego dorobku intelektualnego i artystycznego;”
Czy to się rzeczywiście dziś dzieje w przestrzeni publicznych mediów?
Obserwujemy autoreklamę, a za chwilę kronikę policyjną – codzienność głównego wydania Wiadomości TVP.

Wiadomości TVP1-Autokreacja wiosną, dziś to najczęściej kronika policyjna
Wiadomości TVP1-Autokreacja wiosną, dziś to najczęściej kronika policyjna

***
Jest wielu zwolenników powszechnego opodatkowania obywateli za misyjność i niezależność mediów państwowych i publicznych, oraz wykluczenia z nich reklam. Wielu zwolenników republiki w prawie – a więc sytuacji, gdy prawo stoi ponad jakimkolwiek politycznym ugrupowaniem, a nadzór nad przestrzeganiem prawa, także w zakresie niezależności mediów publicznych jest wyłączony z prerogatyw rządu. Póki media publiczne są w kagańcu jakiejkolwiek polikliki, nie są niezależne. Tym samym nie jest również przestrzegane prawo Konstytucji wskazujące na wolność do wyrażania opinii czy zakazu cenzurowania informacji na obszarze Polski.

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej' art54- www_arslege_pl
Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej’ art54- www_arslege_pl

Konstytucja zakazuje cenzury.
Czy w takim razie cenzury nie ma?
Brak informacji, ograniczanie ich – to cenzura. Brak możliwości polemiki i krytyki – to cenzura. Autocenzura czy cenzura właścicielska – czy to nie cenzura?
Bo cenzura to niekoniecznie Urząd Cenzury…
Brak przestrzegania tych standardów w przestrzeni mediów publicznych, szczególnie tych mediów, wpływa na brak standardów w tej przestrzeni w całym obszarze mediów. Standardem staje się powszechna cenzura wielorakiego rodzaju.

Cenzura kiedyś. Cenzura dziś.

Portal nad wejściem do siedziby Urzędu Cenzury ul, Mysia 5, w Warszawie
Portal nad wejściem do siedziby Urzędu Cenzury ul, Mysia 5 w Warszawie

Nie wszyscy pamiętają czasy, gdy o możliwości zaistnienia czegokolwiek w przestrzeni publicznej decydował specjalnie w tym celu powołany Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk . Urząd z ulicy Mysiej nr 5 w Warszawie najpierw w sposób niewidoczny ograniczał możliwości swobodnego przekazu, później odbywało się to publicznie – ze wskazaniem określonej podstawy prawnej.
Jak jest to dziś.
Najczęściej mamy do czynienia z autocenzura i cenzurą właścicielską. Często też samo działanie cenzorskie jest zastępowane pojęciem niespełniania „określonych wymogów etycznych” przez autora treści. Najczęściej nie są wyszczególniane te etyczne i moralne cechy, które są naruszane.
Wszystko to dzieje się w państwach, dla których demokracja i wolność słowa jest tak ważna, ze gotowe iść na wojnę.

Rok 1984 George Orwell - okładka ksiązki
Rok 1984 George Orwell – okładka książki, MuzaSA

Na powszechne zagrożenie tego rodzaju wskazywał George Orwell. Opisywał nawet zasady funkcjonowania Ministerstwa Prawdy, które zajmowało się w skali globalnej tworzeniem faktów w istniejących już źródłach – a więc zastępowaniu w bibliotekach, encyklopediach, etc niewygodnych faktów fikcjami, które akurat miały obowiązywać w społeczeństwie.
Czy to się nie dzieje? Historia, która stała się polityką historyczną, jest pierwszym elementem indoktrynującym społeczeństwa. Historia dawna jak i ta najnowsza.
Podmiotami indoktrynującymi, czyli trenującymi ludzi w określonym kierunku były i są media. Szczególnie media pozostające poza społeczną kontrolą, ale propagujące wokół swoją społeczną i publiczna służbę.

To, że zlikwidowano Urząd Cenzury, zapisano jej brak w Konstytucji to tylko słowa.
Ministerstwo Prawdy nie może przecież mieć związku z cenzurą. Ogłoszono więc jej brak.

Czy powstanie Urząd ds. Antycenzury? Mogłaby to być Agencja ds. Badania Ograniczania Wolności Prasy i Przekazu.
Gdy myślę o cenzurze PRL, to przypominam sobie powycinane listy otrzymywane od brata w stanie wojennym – zawsze z dołączoną podstawą prawną dokonania cenzury; przypominam sobie białe plamy w gazetach – zawsze z podstawą prawną pozostawienia niezadrukowanej szpalty; i okres wcześniejszy – kasety Jana Krzysztofa Kelusa, który wydawał je poza obiegiem oficjalnym i poza cenzurą (żyje i zgodnie z własnym wyborem uprawia pszczelarstwo; co dziś myśli – „Kelus pisze do Michnika”), czy o nieprzerywanym show Jacka Kleyffa – z zapadającymi w pamięć na lata balladami, aktualnymi po dziś dzień (nikt go do więzienia nie wtrącił).
Konstytucyjna gwarancja braku cenzury jest w istocie pustym słowem. Zapis powstawał w okresie przesilenia po rozpadzie struktur PRL, i miał związek z cenzurą typu administracyjnego. Dziś brak Urzędu ds. Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk nie oznacza, że cenzura nie istnieje. Abstrahując od autocenzury (w sumie najbardziej wyniszczającej wolność i niezależność), istnieje cenzura wydawnicza i właścicielska, która nie leży w obszarze zainteresowania dzisiejszego państwa. Nie leży – to jest mało powiedziane. Jest wykorzystywana z pełną premedytacją przez to państwo na wielu obszarach jego funkcjonowania.
Wraz z likwidacją Urzędu na Mysiej nr 5 pojawiła się innego rodzaju cenzura, cenzura właścicielska i cenzura poprawności politycznej. Nie wspomaga się żadnym artykułem prawa, ale trwa i chichocze z demokracji – z polskiej demokracji.
Chichocze z Konstytucji.
Chichocze z SOLIDARNOŚCI, chichocze się z nas, głupców.
Nie powstanie Urząd Antycenzury! Ani Agencja ds. Badania Ograniczeń Wolności Prasy i Przekazu,  która analizowałyby też przypadki (wcale nie rzadkie) ograniczania dystrybucji – jeszcze jednego wymiaru cenzury.
„Telewizja” to ballada, która dziś wydaje się jeszcze bardziej aktualna. Rok 1972 – rok ciemności PRL był jednoznacznie postrzegany jako okres braku wolności i cenzury. Dziś ta sama ballada wskazuje, że w gruncie nic się nie zmieniło. Jak przed pół wiekiem, ale w jakże innych okolicznościach, innej cywilizacji telewizja wciąż transmituje jak się smaruje margaryną, a gorące tematy zewnętrznych tragedii jednoznacznie mają nam uprzytamniać nasze osobiste, wspaniałe położenie, szczególnie, że co chwile słyszymy o sprawności państwowych organów ścigania …

Czy stwarzanie fałszywego wrażenia w celu uzyskania określonego skutku jest legalne?
To niekoniecznie rozważania hipotetyczne.
Casus wnuczka jest realny. Lecz czy to on jest kryminogenny? Może bierze się od czegoś większego, czego nie wszyscy dostrzegają. Bo mają dostrzegać to na co im się wskazuje palcem. Zaczynać i kończyć na fałszywym wnuczku…

*
To, że media głównego nurtu próbują zawłaszczać rzeczywistość niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.
W takiej sytuacji powszechnego fałszu, trudno oczekiwać na powszechną i jednoznaczną ocenę (wielu aspektów naszej rzeczywistości). Ona też może być fałszywa i najczęściej taka jest. Bo czyż można poprawnie wnioskować na podstawie fałszywych danych.

*
Czy reakcje na podstawie fałszywego świadectwa można uznać za prawdziwe?
Zwykły sąd wskazuje, że celowe wprowadzanie w błąd by osiągnąć określony cel jest pospolitym przestępstwem.
Co sądzi człowiek oszukany na wnuczka?  Co sądzi każdy z nas o takim procederze?

Państwo na wnuczka
Państwo na wnuczka

*
Stan jaki uzyskano w wyniku przestępstwa nie jest stanem legalnym. To w dalszym ciągu bezprawie.
Patrzenie przez pryzmat prawa międzynarodowego wskazuje nam, że to suweren ma rację. Gdy diagnozuje w końcu stan rzeczy i gdy podejmuje działania. Abstrahując od chciejstwa i interesów zewnętrznych, które w gruncie nie mają mocy sprawczej w przypadku determinacji suwerena.
Orwell pisał: „Kto kontroluje przeszłość, ten kontroluje przyszłość. Kto kontroluje teraźniejszość, ten kontroluje przeszłość.” Był wyjątkowym pesymistą, będąc w nie najlepszej kondycji, gdy pisał „Rok 1984”.
Historia cywilizacji pozwala mieć nadzieję na granicy pewności.
*
Państwo i kraj należą do suwerena a nie do mafii politycznych, jakich by one nie podejmowały działań w kierunku uprawomocnienia swej roli i znaczenia.
Pajacami historii zawsze okazuję się Ci „wielcy”. Choć pajacują kosztem suwerena.

Font Resize
Contrast