Tag

Puszcza Białowieska

Browsing

Próbowałem trzykrotnie. Nawet na początku nie zwróciłem uwagi, na to, że „W sensie” uzależnia opublikowanie polemiki od zgody autora. Nie napisałem, że to BEZ SENSU. Że to żaden standard dla medium, które głosi swą niezależność, wolność, etc. Że wskazuje na etykę, morale, niepodległość, suwerenność, patriotyzm. – Pustosłowie? Kolejna manipulacja?
Czy wiemy co to jest manipulacja?

A może wskazując na igłę nie widzi belki we własnym oku?
Ograniczanie dyskusji, kreślenie komentarzy, wskazywanie na półprawdy, pomijanie faktów…. Ale zostawmy to, bo bez sensu …

Nagłówek felietonu Piotra Lutyka na portalu "W sensie"
Nagłówek felietonu Piotra Lutyka na portalu „W sensie”

Manipulacja ekologizmu
Wróćmy do tekstu, który wielu zachwycił. „Bohater naszych czasów” przedstawił prawdziwe oblicze ekologizmu? Czemu jawi się w nim mój kraj jako bezbronny baran na rzeź prowadzony. Co za okropna Unia? A może tylko, i aż – Lutyk?
Okazuje się, że wciąż najlepiej poszukać zewnętrznego barbarzyńcy, który bez końca, bez litości nas łupi, grabi i morduje.
To dziwne, że w żadnym innym kraju Unii nie pada takie cudo jakim jest/była Puszcza Białowieska? Czy rzeczywiście to dziwne? Ma Polska od trzech dekad takich apologetów ojczystej przyrody. Lutyk – ?
Kiedy tenże Piotr Lutyk wdrapywał się na jakąś barykadę i bronił tego cudu? A może nie widział „Sensu”? A może dla niego rzecz zrozumiała i Konieczna, by nie rzec, że Zaleska, Szyszkowa, Korolcowa. By nie rzec, że Tomaszewska.
Ośmielam się stwierdzić, że i Lutykowa.

Ta bezbronność barana
Baran to nie tylko synonim bezbronności i kompletnego braku oporu. To także synonim głupoty. Co jest bliższe Piotrowi Lutykowi, który nas kieruje na barykadę przeciwko Unii?
Ta barania bezbronność, w rozumieniu obu tych synonimów, to wynik braku refleksji aparatu rządowego wszystkich rządów pomagdalenkowych, przyjmujących bez sprzeciwu wszelkie pomysły UE.

Nie tylko to zresztą przyjmujących
To wynik przyjmowania przez Polskę znacznie większych restrykcji w wielu dziedzinach niż zakładają przepisy międzynarodowe, które przyjmują kraje członkowskie Unii. Kim są ludzie, którzy w imieniu Polaków je przyjmują?
Autor brał w tym udział albo aktywnie (przyjmując określone rozwiązania prawne na terenie RDLP Warszawa) lub biernie – przyglądając się. Rzecz tyczy nie tylko polskiej wersji Natura 2000 czy przyjmowanych warunków tzw dziedzictwa Unesco.
Mija się też z prawdą, wskazując, że w Polsce ogranicza się pozyskanie do 70 procent przyrostu. Nie jest zbyt biegły w zapisach Instrukcji Urządzania Lasu (gdzie jest mowa o 50 procentach a dopiero od roku 2014 – 60 procentach).
Przecież po to się robi analizy w ramach urządzania lasu, liczy przyrosty, możliwości produkcyjne by z nich korzystać. Każde odstępstwo od tej wiedzy i nauki przestaje nimi być. Staje się ideologią, decyzją polityczną, sabotażem gospodarczym. Jakby to nazwał Józef Maria Bocheński – zabobonem.
Dodając własne ekoidiotyczne rozwiązania prominentni zarządcy LP wskazują do zgnicia dodatkowe powierzchnie leśne pod postacią niedorębów, ekotonów, drzew zasiedlonych, powierzchni referencyjnych, namnożonych powierzchni ochronnych wokół gniazd, czy też wprowadzają zakazy pozyskania drzew i drzewostanów powyżej 100 lat, to wraz z Piotrem Lutykiem przeznaczają na unicestwienie ponad 50 procent leśnego majątku Polaków.
I od 30 lat wskazywał tenże Piotr Lutyk Polakom, w ramach szkoleń i edukacji, że tylko zgnicie takiej masy leśnych zasobów przysporzy mieszkańcom kraju szczególnej nobilitacji, a krajowi szacunku i uznania na arenie – może międzynarodówki ekologistycznej? A może na arenie związanej z synonimem barana?
Czemu więc Piotr Lutyk obrusza się na propozycje Adama Wajraka, który proponuje w swej głupocie, mniej (tylko 20 procent) niż już się dzieje?
Obaj są zwolennikami podobnej ideologii. Tylko, że Adam Wajrak czyni to z pozycji amatorskiego ideologa wajractwa ekologistycznego, podczas gdy Piotr Lutyk jest dyspozycyjnym i czołowym członkiem organizacji, która pilnuje z „nahajem” by rzecz się działa.
Obaj są zwolennikami samorództwa, gdyż obaj pokładają wiarę w to, że zgnicie drzew i lasu przynosi nową i doskonalszą jakość w lesie. Za Wajrakiem stoją organizacje ekologistyczne często subsydiowane przez obcych donatorów i krajowych „Lutyków”, a za Piotrem Lutykiem obóz władzy (czy raczej obozy władzy), którego ideolodzy budując „prawo krajowe” faktycznie zrujnowały Puszczę Białowieską i szykują kolejne armagedony (np.: węglowość w lesie, likwidacja gospodarki na kolejnych obszarach leśnego majątku Polaków).
Dumne wskazywanie na to, że tylko 30 procent lasu ma zgnić (wskazałem, że to mocna nieprawda i tyczy ponad 50 procent lasu) dowodzi, iż jest Piotr Lutyk zwolennikiem ekoterroryzmu na skalę większą niż Adam Wajrak, który oczekuje by zgniło tylko 20 procent.
Ale można rzecz przedstawić jak czyni to autor, że to Adam Wajrak jest tym szatanem a samemu, że jest się niewinnym aniołkiem. Temu służą słowa, które w gruncie mają odwrócić uwagę od zniszczeń jakich dokonano w materii leśnej naszego kraju. I jakich wciąż dokonuje się w etyce i ludzkich umysłach.
Mamy sabotaż gospodarczy, który jest problemem wewnętrznym, a nie wrogim atakiem obcych czy Unii. Sabotażu – ekologistycznego zidiocenia, w którym aktywnie uczestniczył autor i który był motorem jego ścieżki kariery. I wielu mu podobnych (tu wskażę na „patriotyzm” czytelników „Prawego lasu”). Po drodze doprowadziło to do wypłynięcia i osiągnięcia znaczenia przez ludzi typu Adam Wajrak, także dzięki zasilaniu go przez budżet kraju. Jego (A.Wajraka) wiedza i ideologia niewiele się w sumie różnią od tej, której dokonuje Piotr Lutyk. Natomiast realne szkodnictwo doktora wydaje mi się większe od tego – ledwo maturalnego – rodem z Gazety Wyborczej.
Las to żywa substancja i żywe drzewa, gwarantujące wszelkie funkcje społeczeństwu
W tym funkcje gospodarcze w sposób trwały. Każde ograniczanie funkcji, w tym gospodarczych, nie ma racjonalnego uzasadnienia i jest ideologią. Leśnik stoi na straży wiedzy i praktyki, które gwarantują LAS i jego wszystkie funkcje. Działania niezgodne z tą racjonalną i praktyczną stroną leśnictwa nie są godne miana leśnika. Działania, które rujnują dobrostan kraju i mieszkających tu ludzi tym bardziej nie zasługują na leśny mundur. To chwilowe przywłaszczenie.

Czemu ma zgnić 30 procent polskich zasobów
Czy ABW dała na to przyzwolenie? A może Kohl podpowiedział wraz z Sorosem, i wciąż wspomaga ten kierunek „rozwoju”?

Ile kosztowała leśna manipulacja

Ilustracja do artykułu o manipulacji ze strony: https://lady.izvestia.kiev.ua/item/show/428 Психология 8 правил общения с манипуляторами
Ilustracja do artykułu o manipulacji ze strony: https://lady.izvestia.kiev.ua/item/show/428
Психология 8 правил общения с манипуляторами

Nie jest kwestią to, że istnieje manipulacja. Kwestią jest to, że nie istnieje obrona przed nią, i brak właściwej edukacji w kierunku zdrowego rozsądku.
Przypomnę, że to państwo i jego urzędy pompują ogromne środki na rzecz stowarzyszeń, edukujących ludzi w kierunku przeciwnym niż zdrowy rozsądek. Czynią to od 30 lat.
Miliony złotych wydawały Lasy Państwowe, w tym zarządzana przez Piotra Lutyka Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Warszawie, w kierunku edukacji o szkodliwości pozyskania drewna (gdyż marginalizująca lub wręcz ukrywająca przed ludźmi ten „niecny proceder”), insynuująca społeczeństwu, że w warunkach Polski użytkowanie lasu koliduje z pozaprodukcyjnymi funkcjami lasu, o nadzwyczajnej wartości martwego drewna wraz z uchwalaniem „praw kaduka” do jego mnożenia. Te leśne manipulacje i idące za nimi praktyczne rozwiązania i działania (mające znamiona sabotażu gospodarczego) ubogacały (niekoniecznie różnorodność) krajów sąsiednich. Rujnowały i rujnują Polskę. – Samo się nie stało, Panie autorze, unurzany w manipulacji na ogromną skalę i na ogromne pieniądze. Brał w tym udział. A może nie kojarzy jednego z drugim?
Trudno oszacować stan strat jakie poniosła i ponosi Polska w wyniku działań manipulacyjno-edukacyjnych organizowanych i zasilanych przez Lasy Państwowe oraz Ministerstwo Środowiska. To nie prosta kwota wydatków i wartości zmarnotrawionego majątku. To wielokrotność tych kwot mogących potencjalnie stanowić obrót zasilający społeczeństwo i państwo – gdy patrzymy na wartość materialną. I ogromne zniszczenia etyczne i moralne. Wystarczy się wczytać w słowa, które przekazuje autor w swym artykule na portalu „W sensie”.
Również i to, że „W sensie” za standard uważa, że polemika to rzecz głęboko przekonsultowana z autorem. Nie wiem skąd ta definicja polemiki? Czyż to nie przykład wyniszczenia etycznego do jakiego doprowadziła „dyktatura ciemniaków” ostatnich trzech dekad.
Standardy w świecie mediów, szczególnie tych mieniących się niezależnymi, jakie są, widzimy dzień w dzień. Pewnie na tym polega patriotyzm, prawicowość, lewicowość, niezależność i wolność…. Którym zapychane są ich szpalty, łamy, etc – manipulacja narodowymi świętościami.
Cenzura właścicielska nie jest wszak cenzurą? Bo nic na ten temat nie ma w Konstytucji. A może nie istnieje?  – Zapraszam redaktora „W sensie” do zamieszczenia polemiki. A może P.Lutyk…

Artykuł ukazał się na portalu „W sensie” 15 marca 2019 roku:
Piotr Lutyk „Ekologia polityczna” : Do czego może służyć przyroda? Rzecz o manipulacji

Piotr Lutyk – działacz i aktywista NSZZ Solidarność, współdziałający przy tworzeniu Ustawy o lasach, były Dyrektor RDLP Warszawa, były Naczelnik ds ochrony lasu w RDLP Warszawa, czy twórca pokładów jemioły w RDLP Warszawa?
Polemika na portalu „Monitor leśny” –
 Manipulująca ekologia
Manipulacja – 21 technik –
https://destrudo.pl/manipulacja-techniki-manipulacji/

Gdy czytamy dziś słowo Puszcza to automatycznie nasza myśl kieruje się w stronę Białowieskiego Parku Narodowego.
Nie ma to żadnego związku ze znaczeniem słowa Puszcza, nie ma wielkiego związku z Białowieskim Parkiem Narodowym. A z czym ma, spróbuję objaśnić.

Puszcza – o co cały ten ambarans.
Cały czas obracamy się w naszym kręgu kulturowym i geograficznym. Nic nam do tego co sądzą o puszczy inni i co za puszczę uważają. Nie sądzą tego z poziomu naszej kultury i cywilizacji.
„Słownik języka polskiego” PWN wskazuje, że
puszcza to: «las dziewiczy, pierwotny, o dużej powierzchni, nie przeobrażony działalnością człowieka; czasem też: większy obszar leśny»: Dziewicza, głucha, nieprzebyta, pierwotna puszcza.

Puszcza –wg. opracowania prof. Witolda Doroszewskiego
Puszcza –wg. opracowania prof. Witolda Doroszewskiego

Lub w innym wydaniu tego słownika: ”duży powierzchniowo las, bujnie porośnięty i najczęściej nieprzeobrażony działalnością człowieka, zachowany w pierwotnej formie”
i dodatkowo wskazuje na wyjaśnienie pojęcia przez legendarnego już językoznawcę Witolda Doroszewskiego (obok).
Z kolei Wikipedia właściwie powtarza definicje powyższe wskazując: „Puszcza (dawniej pustkowie lub dzicz) – wielki, niezamieszkany obszar porośnięty lasami lub borami. Pierwotne puszczańskie drzewostany były bardzo bogate pod względem składu gatunkowego i struktury warstwowej. Rosły tam nie tylko stare, potężne drzewa, ale również wiele krzewów, mniejszych, osłoniętych od światła drzew, bogate runo oraz młode drzewa, które urosły między leżącymi pniami.”
Z kolei etymologia pojęcia jest osiągalna m. in. w „Słowniku etymologicznym języka polskiego” Wiesława Borysia:
puszcza od XIV w. ‚las pierwotny; większy kompleks leśny’, daw. ‘las, bór’, stp. też ‘pustynia’, w XVI w. ‚miejsce samotne; pustelnia’. Por. stcz. pùšča / pùšč ‘pustynia; pustkowie; samotnia, dziś cz. poùšt’ ‘pustynia; pustkowie’, r. pùšća ‚puszcza’, słwń. Pùšća ‘opuszczone, nieuprawne pole; opuszczony ul’. Psł. *pušća [< *pust-ja] ‘to, co jest puste, pusty, nie zamieszkany teren, pustkowie’, od psł. przym. *pust’ъ ‚opuszczony, opróżniony, niczym nie zapełniony, nie napełniony’ (zob. pusty), z przyr. *-ja (co do budowy por. susza).”
W żadnym przypadku pojęcie puszczy nie może więc być łączone bezpośrednio i wyłącznie z Puszczą Białowieską. Czemu więc jest?

 

 

Puszcza – okiem leśnego znawcy
„Polskę pokrywała kiedyś nieprzebyta puszcza ciągnąca się od wschodnich formacji stepowych

prof. Ryszard Zaręba - "Puszcze, bory, lasy Polski"
prof. Ryszard Zaręba – „Puszcze, bory, lasy Polski”

ku zachodnioeuropejskim lasom liściastym. Inne formacje roślinne, jak zbiorowiska wodne i trzęsawiskowe, stepy a w górach hale i zarośla kosodrzewiny, zajmowały ok. 10% powierzchni. Po cofnięciu się lodowca na nizinach pojawiły się sukcesje roślinne, które możemy śledzić dziś jeszcze w dalekiej Arktyce – od tundry poprzez tajgę i jej bory iglaste na północy po formacje lasów mieszanych odpowiadające obecnym zbiorowiskom leśnym”
Taki obraz kształtował się do ok. 4000 r. pne. wg prof. R. Zaręby. – Kilka słów o tym w ostatnim akapicie.
Kształtowanie się współczesnych puszcz odbyło się w świadomości i bycie człowieka. Gdyby nie człowiek nie mielibyśmy w kraju tylu puszcz i lasów. To człowiek zakreślił ich granice i nadał im nazwy. Wiele z nich znamy już tylko z nazwy – przestały istnieć.
Jak duże bogactwo Puszcz istnieje/istniało w kraju wskazuje sam spis treści opracowania Ryszarda Zaręby. Ta popularna książka jest dziś szczególnie cenna. Przywraca nam racjonalne spojrzenie na pojecie „puszcza”, dziś mocno nadużywane i służące manipulowaniu i ideologi a nie prawdzie i racjonalności.
Puszcza to obszar leśny, którego nazwa ma związek z obszarami leśnymi rzadziej zasiedlonymi przez ludzi, stąd uważanymi za puste, z językiem i pochodzeniem słów, z kulturą miejscowej ludności, jej ówczesną świadomością, lękami i ograniczeniami.
Puszcza nie ma natomiast związku z jakąkolwiek formą szczególnej ochrony. I wówczas i dziś to nie sama nazwa o niej (ochronie) przesądza. Dziś ochrona każdej puszczy jak i lasu dzieje się na ogólnych zasadach (w Polsce każda powierzchnia leśna podlega gwarancji bytu lasem). Inaczej rzecz się ma na obszarach parków narodowych, rezerwatów, etc.
Historia wskazuje, że lasy i puszcze, choć rzadziej zasiedlane, stanowiły od zawsze bazę surowcową i zaopatrzeniową. Tereny leśne , w tym puszcze, były i są rezerwuarem powierzchni dla rozwijającej się cywilizacji (np.: dziś – autostrady i drogi).

Rozmieszczenie głównych kompleksów leśnych-OPRACOWANIA.PL
Rozmieszczenie głównych kompleksów leśnych-OPRACOWANIA.PL

Profesor Ryszard Zaręba wskazuje, że na terenie Polski jest 36 obszarów leśnych pod nazwą Puszcza. Czemu więc nazwę tą odczytujemy jednoznacznie jako Puszczę Białowieską?

Puszcza jako element społecznej manipulacji
Puszcza to coś, w powszechnym odczuciu, mocniejszego niż las, zagajnik, młodnik czy bór. To rzecz szczególnie cenna, cenna ogromem powierzchni umiłowanej przez wszystkich przyrody. Łączenie pojęcia puszcza z umiłowaniem przyrody, ojczystej przyrody, niesie ze sobą nie czysty i zimny logiczny związek. Niesie sobą szczególnie silne uczucia i emocje.
Gdy porównamy hektar lasu i hektar puszczy to bez zastanowienia wskażemy, że to puszcza jest cenniejsza, i że puszczę bardziej umiłowaliśmy. Jeśli ktoś mówi o wycince lasu i o wycince puszczy to szczególnie ta druga wycinka jawi się nam w sposób bolesny.
To szczególne pojmowanie lasu pod pojęciem puszczy jest wielokrotnie wzmacniane i podkreślane w mediach. Nie jest to czynione bez świadomości. Używanie określenia puszcza w kontekście wskazania społeczeństwu, iż następuje proces niszczenia przyrody ojczystej
6 wzmacnia w odbiorcy takiego przekazu obronne reakcje.

St. Remuszko - Gazeta Wyborcza. Początki i okolice-kalejdoskop.
St. Remuszko – Gazeta Wyborcza. Początki i okolice-kalejdoskop.

Może rzecz nie tyczyć w rzeczywistości jakiejkolwiek puszczy, tylko rachitycznych zakrzaczeń, ale gdy nada się temu obszarowi imię puszcza, fragment puszczy, element puszczański lub puszczański matecznik, to każdemu z nas jawi się ostateczny kataklizm dla ojczystej przyrody. Wierzymy wciąż w odpowiedzialność i bezstronność mediów, dziennikarzy, w ich proobywatelskie i prospołeczne działania. Zapominamy, że nie pracują w swoim imieniu i nie my im płacimy. A etyka została pogrzebana wcześniej, nim Stanisław Remuszko napisał swoją książkę o Gazecie Wyborczej1.
Nietrudno się domyślić, że ta gra słów, daleka od emocji ich autorów, lecz pełna profesjonalizmu, ma na celu uzyskanie określonych społecznych reakcji. Jest wykorzystywana z pełnią świadomości i wyrachowaniem. Nie ma tu miejsca dla żadnej przypadkowości. Jak nie jest przypadkiem i nie jest kaczką dziennikarską używanie zwrotu „polskie obozy koncentracyjne”
2. To modelowe działania na bazie technik psychologii społecznej w celu wywołania określonych efektów i skutków.
O jakim celu mówimy?
Nie ma jednego celu. Jest szereg celów wśród których jest też kwestia lasów Puszczy Białowieskiej i lasów Polski. Z całą pewnością walka o Puszczę (Białowieską) mocno podzieliła Polaków. Czy osłabiła wewnętrzny potencjał i siłę?
Kontestowanie prawa (jakie by ono nie było), łamanie go na różnych poziomach władzy niszczy stan prawny państwa.
Powszechne wskazywanie na dominujące znaczenie organizmów szkodliwych w przyrodzie oraz odrzucanie korzyści jakie niosą każdemu narodowi i państwu własne zasoby naturalne (lasy stanowią ogromne i odnawialne zasoby naturalne Polski) jest elementem rujnującym dobrostan i racjonalizm.
Subsydiowanie zewnętrzne „zaplecza naukowego” oraz stowarzyszeń w celu wpływania na określony przekaz medialny i społeczny, jednostronne ukierunkowanie przekazu medialnego służy ograniczaniu i niszczeniu polskiej gospodarki i jej potencjału . W tym przypadku celem jest uzyskanie nadzwyczajnej renty i przychodów we własnych krajach. Gospodarka jest bowiem globalna, i straty jednych są zyskami innych.

Puszcza a naturalność
Powszechnie wskazuje się, o czym w pierwszym akapicie, że puszcza to obszar naturalny, a więc nieskażony działaniem człowieka.
Czy mamy więc w Polsce 36 olbrzymich obszarów leśnych nieskażonych działalnością ludzką? Rzecz jasna nie jest to prawda.
Może więc takim obszarem jest Puszcza Białowieska?
I to trudno jest przyjąć za prawdę. I nie idzie o wyniki kolejnych odkrywek archeologicznych – wskazujących, że ten obszar leśny był zamieszkany dawno temu, a więc był poddany presji gospodarczej człowieka
3.
Obszar geograficzny Puszczy Białowieskiej został „wyzwolony” spod zlodowacenia ok 8-10 tysięcy lat temu
5. Cały obszar Polski był poddawany wielokrotnie działaniu lodowca – taki był klimat – mocno niestabilny. Kolejne okresy między zlodowaceniami były związane z penetracją człowieka czy praczłowieka. Po wycofaniu się ostatniego zlodowacenia obszar Polski był zasiedlany przez organizmy roślinne i zwierzęce. Równolegle dokonywała się ekspansja człowieka. Człowiek jako element ówczesnej natury był świadkiem i czynnym elementem zasiedlającym tereny po lodowcu. Zważywszy, że będąc elementem naturalnym oddziaływał na naturę, tak jak natura oddziaływała na niego. Nie mógł nie korzystać z natury, bo bez niej by nie przetrwał. Wskazywanie, że jakikolwiek obszar był pozbawiony oddziaływania człowieka nie może więc być prawdą. Możemy ewentualnie wskazywać, że istniały (i istnieją) obszary mocniej lub słabiej penetrowane przez ludzi. Takimi obszarami mogą być obszary trudniej dostępne lub stwarzające mniej przydatne warunki do zasiedlenia. Czy takie warunki były na obszarze Puszczy Białowieskiej? Nie sądzę, by tam właśnie panowały ekstremalnie niekorzystne warunki dla bytu człowiek: obszar płaski, pełen zwierza i drewna. Musimy szukać gdzie indziej.

Głosnik na latarni w Warszawie w czasie okupacji niemieckiej
Głośnik na latarni w Warszawie w czasie okupacji niemieckiej

Zaklinanie prawdy przez miliony powtórzeń jest tylko medialną grą na zasadach psychologii społecznej, zasadach uprawianych zanim Paul Joseph Goebbels zaczął wieszać na ulicznych słupach tzw szczekaczki. Tylko, że w czasie wojny nikt poważny nie traktował poważnie szczekaczek. Czy żyjemy w czasie wojny?
Czy Puszcza Białowieska nie ma żadnych walorów przyrodniczych?
Jak najbardziej ma. Ale to bogactwo, jak w każdym zakątku ziemi nie jest dane raz na zawsze. Wymaga rozpoznania praw i działań w kierunku trwałego zachowania. Oglądactwo, czyli ochrona konserwatorska z zachowaniem bogactwa przyrodniczego związku nie ma. Wskazując na rolę naturalnych procesów musimy być świadomi, że nie gwarantują trwałości bogactwa. Dowodem tego są redukcje zasobów przyrodniczych obserwowane i opisywane w wyniku badań podstawowych czynionych od zarania istnienia w Rezerwacie Ścisłym Białowieskiego Parku Narodowego
7. Zniszczenie pozostałego obszaru przyrodniczego, zajętego przez Nadleśnictwa puszczańskie (co się dzieje, i jest obserwowane od trzech dekad) ma pozbawić leśników tego namacalnego dowodu, iż gospodarka leśna nie niesie strat przyrodniczych.

 

1. Stanisław Remuszko – „Gazeta Wyborcza. Początki i okolice” – http://lubimyczytac.pl/ksiazka/87073/gazeta-wyborcza—poczatki-i-okolice
3 Późnoholoceńska historia lasów Rezerwatu Ścisłego Białowieskiego Parku Narodowego – https://www.researchgate.net/publication/319713397_Poznoholocenska_historia_lasow_Rezerwatu_Scislego_Bialowieskiego_Parku_Narodowego
5
O zlodowaceniach (i zmianach klimatycznych przy okazji) przeczytasz więcej tu: https://www.jednaziemia.pl/planeta-dzieje/43-dzieje/zmiany-klimatu/3848-zmiany-klimatu-w-plejstocenie.html
2 Skąd „polskie obozy zagłady” – https://www.salon24.pl/u/polskawlesie/696410,jak-powstaly-polskie-obozy-zaglady-film-fab-130-min-prod-pl-b-o
6 Akcja Demokracja przeciwko wycince Puszczy – http://robertg.blog.ekologia.pl/wycinka-puszczy-historia-jednego-apelu-czyli,2356
7 Bogdan Brzeziecki – „Wieloletnia dynamika drzewostanów na stałych powierzchniach badawczych w Puszczy Białowieskiej” – https://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=10&ved=2ahUKEwiD4vXa8PXgAhXN_CoKHSIgAEMQFjAJegQIBBAC&url=http%3A%2F%2Fwww.forbiosensing.pl%2Fdocuments%2F20182%2F39830%2FB.Brzeziecki_Wieloletnia_dynamika_drzewostan%25C3%25B3w_na_sta%25C5%2582ych_powierzchniach_badawczych_w_Puszczy_Bia%25C5%2582owieskiej.pdf%2F04bb8731-64af-4239-aee3-d622fbb3677e&usg=AOvVaw0_5PM8KNyFF61ojUU6rVVN

Abiogeneza Arystotelesowska
Arystoteles (384-322 r. pne)

Abiogeneza
Teoria, według której żywe organizmy powstały z materii nieożywionej to samorództwo lub abiogeneza. Niektórzy rzecz nazywają samorództwem naiwnym lub abiogenezą Arystotelesowską. Pojęcia te nie mają żadnego związku z powstawaniem życia na ziemi.

Arystoteles (384-322 r p.n.e.), którego przedstawiać nie trzeba, twierdził, że abiogeneza jest obserwowalnym faktem (wskazywał np. na myszy powstające z brudnego siana, szczury ze szmatek, mszyce z rosy opadającej na rośliny, pchły z gnijącej materii, muchy z mięsa itd.).
Z czasem poczęto kontestować obowiązujące dogmaty. Ostrożnie, nieśmiało, z pewną bojaźnią zaczęto zadawać pytania. Czy wiara jest wystarczającym elementem dla uzyskania odpowiedzi na nurtujące pytania najczęściej nie mające przecież związku z istotą wiary?
Rozwój wiedzy, nauki spowodował, że trwająca dwa tysiące lat teoria arystotelesowkiej abiogenezy przestała się jawić jako rzecz skończona, zamknięta i niepodważalna.

Francesco Redi
Francesco Redi

 

 

W XVII wieku Francesco Redi (18 II 1626- 1 III 1698), Włoch, jako pierwszy wzruszył istotę abiogenezy.
W 1668 roku opublikował wyniki swojego eksperymentu, które zaprzeczały niektórym tezom Arystotelesa. Czy wiele ryzykował?
Tylko 68 lat wcześniej (1600 r) spłonął na stosie ŚWIĘTEJ INKWIZYCJI Giordano Bruno, który nie zgadzał się między innymi z Arystotelesem (a także z doktryną Tomasza z Akwinu).
Jeszcze w połowie XIX wieku pokutowało przekonanie o samorództwie ropuch i węgorzy. Dopiero Louis Pasteur stwierdził, że samorództwo nie istnieje nawet w przypadku bakterii.

 

 

 

Doświadczenie F. Rediego
Doświadczenie F. Rediego

Minęło 350 lat.
Mamy XXI wiek.
Czy to wiek odradzania się teorii samorództwa?
Wydawałoby się, że w dzisiejszych czasach teorie, że coś może się wykluć z niczego, że nagle pojawi się życie z materii nieożywionej nie znajdą zrozumienia i posłuchu.
Czy rzeczywiście ludzie odrzucili teorie samorództwa po doświadczeniach Pasteura?
Nie wszędzie.
Wydawało się, że materializm i nauka wypleniły ciemnotę choć w tym zakresie. Jednak okazuje się, że w określonych okolicznościach wielu ludzi z łatwością jest skłonna wrócić do wiary w teorię samorództwa. W określonych okolicznościach. W pewnym zakresie.

 

 

 

Adam Wajrak piewca dzięcioła i obrońca dębów
Każdy człowiek kocha naturę, kocha przyrodę, drzewa, krzaki i zwierzęta. Najbardziej te leśne, a najmniej te z chlewu, obory czy świńskiego obozu koncentracyjnego.

Dla wielu najważniejszy wyznacznik naturalnosci Puszczy Białowieskiej - prof Wesołowski, A.Wajrak; oznaka umysłowego samorództwa na równie z manipulacją;
Dzięcioł trójpalczasty

Jeśli więc ktoś wskaże Kowalskiemu, że X-siński niszczy przyrodę, łamie krzewy to go Kowalski przestanie lubić. Będzie w mniej lub bardziej aktywny sposób protestował.
Jeśli przez dziesiątki lat wskazuje się Kowalskiemu, że wycięcie drzewa w lesie powoduje szkody, gdyż uniemożliwia w ten sposób bujny rozwój natury, to Kowalski nabiera przekonania, że ktoś (leśnik i drwal) czynią zamach na jego las, by mu go zniszczyć.
Jeśli przez dziesięciolecia Kowalski nie słyszy nic innego, to nie należy się dziwić, że nabiera przekonania, iż wycinka drzew w lesie rujnuje ojczystą przyrodę.
Gdy na dodatek telewizja wyświetli reportaż, w którym redaktor Adam Wajrak pięknie naśladuje trzepot liści dębu na gałązkach drzewa oraz szum wiatru w koronach dwustuletniej osiki, to Kowalski z pewnością już do końca życia nie będzie obojętny na jazgot piły motorowej i widok drwala czy leśnika.
W oczach Kowalskiego, są to elementy destrukcji ojczystej przyrody, które wprost prowadzą do jej zguby.
Jest też święcie przekonany, że tylko zgnicie drzewa w lesie jest wartością, która utrzyma las i ojczystą przyrodę w należytym stanie. Bo przecież redaktor Adam Wajrak mówił o niedopuszczalności wycinki i pokazywał jak bogaty staje się las, gdy drzewa same gniją i się rozkładają. Bez porównania bogatszy byłby każdy zakamarek polskiego lasu, gdyby jak najwięcej w nim gniło drzew?! Bo przecież Pan Redaktor tak ładnie się kołysał i szumiał na wietrze w samym centrum puszczańskiego matecznika!
Jasnym staje się dla Kowalskiego, że zgnicie drzew w lesie wzbogaca go, a wycinka i wywóz zubaża. Każda wyprodukowana decha, to krzywda Kowalskiego, to zguba jego lasu. A każde zgnite drzewo to wzrost jego dobrobytu i bogactwa w lesie.
Wystarczyło dwie dekady niezbyt silnej indoktrynacji by ludzie uwierzyli, że korzyści osiągną nie z pracy i produkcji lecz ze zgnicia i wytężonej obserwacji tych procesów. By uwierzyli, że zgnicie drzew wzbogaci nie tylko ich osobisty i krajowy dobrostan lecz także, że wzbogaci zasoby ojczystej przyrody!
Aż dziw, że Kowalski nie cieszy się, gdy mu chleb w chlebaku zgnije, wzbogacając jego osobistą różnorodność biologiczną. Jego i jego osobistej żony i ukochanych dziatek. Może nie zdążył obejrzeć ostatniego reportażu swojego ulubionego Redaktora, tym razem z …. kuchni ….
To rzekome wzbogacanie natury i lasu przez ubytek żywych i witalnych drzew i zamienianie ich w próchno, w którym rzekomo następuje „erupcja nowego życia” i znaczący ponoć wzrost różnorodności przyrodniczej ma właśnie ścisły związek z odradzająca się wiara w teorię samorództwa.
Jak można uwierzyć, że rozkład materii organicznej (bo pochodzącej z drzewa) może wzbogacić przyrodniczo las? Dla Kowalskiego sprawa jest jasna i oczywista. Nauczył się od Redaktora i od Redakcji .
Pozwolę sobie wyjaśnić całą tą szarlatanerię, którą natchnięto Kowalskiego. Rozkład materii odbywa się w wyniku działań OBECNYCH w lesie mikroorganizmów. Nikt ich do lasu nie przywozi! Z pewnością nie czyni tego nocną porą Redaktor Adam Wajrak i jego towarzysze ze Stowarzyszenia na Rzecz Wszystkich Istot. Te organizmy są w lesie obecne. Były i będą, niezależnie od tego jak pięknie będzie szumiał w mateczniku nasz ukochany/ululany Pan Redaktor.
W gruncie rzeczy nie mamy bowiem do czynienia ze wzrostem bioróżnorodności (bo wówczas musiałyby się pojawić nowe gatunki, czego dotychczas nasz ulubiony/ululany Redaktor nie komunikował). Mamy do czynienia jedynie ze zmianami ilościowymi – ze zwiększoną ilością organizmów wcześniej już tam obecnych!
Nie należy się temu dziwić, i nie należy przypisywać tego trzepotowi liści dębu ładnie odwzorowywanemu przez Redaktora Gazety Wyborczej. Naturalnym przecież jest, że w momencie pojawienia się w lesie większej ilości zamierających i martwych drzew zwiększy się ilość obecnych organizmów. Ale nie wzrasta liczba gatunków, więc bogactwo przyrodnicze, ta hołubiona różnorodność gatunkowa pozostaje bez zmian.
Warto sobie uzmysłowić – zwiększa się ilość typowych dla rozkładu drewna organizmów , ale nie zwiększa się ilość i różnorodność gatunków tych organizmów. Ta pozostaje na stałym poziomie lub nawet ulega redukcji, w skrajnych przypadkach.
Ekologia uczy, że nie ma żadnych gwarancji, iż za jakiś czas układ przyrodniczy zwany lasem znów wróci do znanej nam postaci (co często wskazują ekologiści przy okazji upadku Puszczy Białowieskiej na terenie trzech puszczańskich nadleśnictw). Ekologiści łudzą, że to nastąpi. Nie jest to wykluczone, tak jak nie jest wykluczone, że w końcu uda mi się wygrać główną wygraną w Lotto.

Pokłady samorództwa
Wpływ na społeczeństwo, jaki w Polsce osiągnęło samorództwo jest OGROMNY!
Kilka lat temu Ewa Siedlecka (Gazeta Wyborcza) spopularyzowała pogląd, że istotą zamierania świerczyn w Beskidzie Śląskim jest ich „złe” pochodzenie.
Zastanawiałem się wówczas, czy gdyby Senegalczyk, czyli Afrykanin, będąc w Polsce zachorował na zapalenie płuc, to Pani Redaktor Gazety Wyborczej byłaby przekonana, że to tylko z tego powodu, że jest Senegalczykiem a tym samym jest obcego pochodzenia! Samorództwo kolejnej redaktor Gazety Wyborczej.
Znamienne, że to ta gazeta nadaje kierunek dzisiejszemu samorództwu.
Presja teoretyków i aktywny napór medialny, oświeconych celebrytów (jeśli to możliwe, by celebryci byli oświeceni) i „ekspertów”, wyrastających jak grzyby po deszczu, powodują, że wszelkie etyczne zahamowania i ograniczenia znikają. Albo samoistnie albo przez napór, szantaż czy manipulacje. SAMORÓDZTWO, SAMORÓDZTWA, SAMORÓDZTWIE – zdają się krzyczeć wokół mnie, osaczać w domu, pracy i zagrodzie ….
Czy jest jakieś zaciszne miejsce, gdzie usłyszę tylko ciszę….
Kraj zanieczyszczony, brudny i ubogi, od dziesiątek lat walczy pod przewodnią siłą elit ekologistycznego wariactwa by zniszczyć własne zasoby naturalne. Bo lasy są właśnie takim odtwarzalnym zasobem. Nie zajmuje się (kraj) w wystarczającym stopniu ochroną wód, powietrza czy gleby.
Dziś obowiązujące prawo przeznacza na zniszczenie ponad połowę zasobów leśnych Polaków. Polaków wierzących w prestidigitatorskie sztuczki większości mediów i ich redaktorów wykreowanych na bohaterów, Polaków dźwigających do urny kartkę zaufania dla tej czy innej ekipy. Ekipy zaś, przez stanowienie prawa, prowadzą systematyczną akcję wyniszczającą. Razem z lasami – osłabiają samych Polaków.

Historia filozofii a klucz filozoficzny według Tatarkiewicza Władysława . Klucz czy wytrych?
Z pewnością w dzisiejszych czasach obskurantyzmu znajduje się jeszcze spora grupa ludzi, dla których nieobca jest

Tatarkiewicz Władysław (3.IV.1886-4.IV.1980)
Tatarkiewicz Władysław (3.IV.1886-4.IV.1980)

postać polskiego filozofa i historyka filozofii (3 IV1886 – 4 IV 1980). Jeszcze przed II wojną światową napisał i wydał monumentalne dzieło – Historię Filozofii. To dzieło, w trzech tomach, bladoniebieskim płótnem oprawione, przez lata stanowiło bazę wiedzy dla wielu studentów. Tych z przed wojny jak i tych po wojnie. Zawartość podręcznika była tak uniwersalna, że była cenna dla studentów sanacyjnej II RP jak i PRL. Czy sprostał realiom III RP, którą zafundowała nam nie Solidarność, lecz ludzie, którzy ją przekoślawili, przeżuli i wypluli?
Był jednak czas, gdy pewne treści (dzieła Historii Filozofii autorstwa Władysława Tatarkiewicza) lub ich niedosyt wzbudził niepokój. W mrocznym czasie stalinizmu najwybitniejsi polscy twórcy: Wiesława Szymborska, Jarosława Iwaszkiwicz, Jerzy Andrzejewski, Czesław Miłosz, Julian Tuwim, Konstanty Ildenfons Gałczyński, Leon Kruczkowski, Ewa Szelburg-Zarembina (i wielu innych ) nie mieli problemów z przedstawianiem społeczeństwu walorów komunizmu w wydaniu Stalina i Bieruta. Wówczas to zwrócono się do Władysława Tatarkiwicza z propozycją, by swoją przedwojenną wersję leninizmu i stalinizmu (opisaną jeszcze przed wojną w podręczniku) rozszerzył. Wskazano Profesorowi, iż czas pokazał, iż leninizm i stalinizm okazały się się prawdziwe i zwycięskie.
Sugerowano zacnemu profesorowi, iż filozofia Lenina i Stalina stanowi klucz, który otwiera wszelkie drzwi ówczesnej rzeczywistości. Profesor Tatarkiewicz, świadomy realiów w jakich przyszło mu żyć po porozumieniach Jałty czy Poczdamu, nie uważał, jak większość ówczesnej sprzedajnej elity, by musiał zmieniać swój pogląd na rzeczywistość filozoficzną świata. Odpowiedział adwersarzom, że klucz, który otwiera wszystkie drzwi to wytrych, i … nie zgodził się na zmianę swojego pierwotnego opisu filozofii stalinizmu i leninizmu. I nota leninizmie oraz stalinizmie nie została skorygowana, zarówno ilościowo jak i jakościowo.
Dziś w wielu dziedzinach obowiązują potocznie uznane za uniwersalne określenia, które mają społeczeństwu wyjaśniać i ukierunkowywać spojrzenia na wiele spraw. W zakresie ochrony środowiska pojawiło przed kilku dekadami dekad określenie pn.: różnorodność, bioróżnorodność. Dziś teoria znacznie rozszerzyła ich pierwotne znaczenie. Określenia te stosowane w pewnych sytuacjach można porównywać do określeń używanych w czarnych czasach stalinizmu, gdy szło o eliminację wrogów ludu, wrogów klasy robotniczej lecz najczęściej miało związek z wyniszczaniem fizycznym osób, które inaczej patrzyły na rzeczywistość lub niszczeniem pojawiających się co rusz wrogów wewnątrz elit ówczesnej władzy. Co innego oznaczał wróg ludu w ustach pierwszego sekretarza, co innego w ustach sekretarza w fabryce, a co innego w ustach nauczyciela w … podstawówce.
Dziś w zależności od okoliczności użycie określenia różnorodność biologiczna jest elementem postępu lub obstrukcji.
Z pewnością gdy pisze o nim Gazeta Wyborcza piórem Adama Wajraka w kontekście konieczności doprowadzenia do zgnicia drzew w Puszczy Białowieskiej mamy do czynienia z objawieniem najjaśniejszej prawdy! Gdy zaś jest mowa o ratowaniu drzew przed gradacją kornika by tym sposobem ratować różnorodność, mamy do czynienia z przeniewierzeniem się idei ekologii oraz wszelkim ideom postępowego świata. A przecież wystarczy zdefiniować pojęcie lasu i w kontekście tego pojęcia wyartykułować pojęcie jego ochrony ….
Czasy, w których żyjemy można nazwać przełomowymi. Przełomowymi są dla nas wszystkich. Nie są tak brutalne jak czasy stalinizmu, gdy niemal wszystkie elity kultury w sposób jednoznaczny i jednoczesny przestawiły swoje publiczne oblicze.
Dziś mamy do czynienia z pewnego rodzaju zagubieniem czy też brakiem konsekwencji. Obserwujemy bowiem zatwardziałych propagatorów nowej „idei”, obserwujemy ostracyzm, ale mamy też do czynienia z ludźmi, którzy stoją w „rozkroku”! Czy czynią to świadomie? Raz tworzą systemy ekotonów, powierzchni referencyjnych, specyficznie restrykcyjnej sieci Natury2000, czy bariery administracyjne dla użytkowania lasu w zgodzie z klasyczną wiedzą i nauką leśnictwa – czynione przez ludzi obwieszających się kordelasami leśnika i mieniących się leśnikami, a za jakiś czas biegają z siatką na robale i łapią kornika, którego 10 lat wcześniej namnożyli.
Obyś żył w ciekawych czasach ….
Polacy nie mogą narzekać.
A leśnicy szczególnie.
Dziś jest pora na kolejną rewolucję ….
Las może przetrzyma. A my? Czy przetrzymamy … czy spłoniemy na stosie Świętego EKOLOGIZMU?

Kornik drukarz (łac.: Ips typographus) to niewielki (4-5,5 mm długości) owad – chrząszcz. Powszechnie uważany jest za szkodnika lasu, dla ekologów natomiast jest to organizm kluczowy lasu (Jerzy M. Gutowski – IBL).

Oto kornik

Kornik drukarz
Kornik drukarz – wygląd Ips typographus

Tak prezentuje się dojrzały owad. Pokryty rdzawymi włoskami, skupionej budowy umożliwiającej łatwe przemieszczanie w chodnikach pod korą świerków. Okrywy chitynowe są zakończone 4 powycinanymi ząbkami. Skrzydełka są dłuższe od ich chitynowych okryw.
Lot kornika jest ciężki i krótki – najwyżej kilkusetmetrowy. To musi wystarczyć by mógł on znaleźć świerk i na nim osiąść. Po przezimowaniu (często w ściółce) i krótkim locie samiec wgryza się w korę drążąc kanał wejściowy i głębiej – już w drewnie komorę godową. Obserwujemy wtedy na zewnątrz drobne trocinki.
W połowie kwietnia, nadchodzi czas odbycia lotu godowego samców. Trwa on ok. 2-4 tygodni, w zależności od warunków pogodowych: chłód i wilgoć przesuwają oraz wydłużają gody. Samce zwabiają do komory godowej od dwóch do czterech samic. Wabienie odbywa się za pomocą specjalnego zapachu.
Powstaje rodzina kornika

Tajemnicze ślady? To żer kornika. Owady leśne- A. Brauns, PWRiL 1975
Tajemnicze ślady? To żer kornika. Owady leśne- A. Brauns, PWRiL 1975

Gdy pojawią się samice dochodzi do kopulacji, która jest kilkakrotnie powtarzana.
Po kopulacji samice wygryzają w łyku w górę i dół (wzdłuż osi drzewa) chodniki macierzyste długości od 5 do 15 cm. By zapewnić właściwy komfort dzieciom, mama kornikowa wykonuje w chodniku kanały wentylacyjne – prowadzące na zewnątrz. Trocinki z chodnika macierzystego są usuwane na zewnątrz głównie przez małżonka.
W trakcie powstawania chodnika macierzystego dochodzi jeszcze wielokrotnie do kopulacji. Zapłodnione jaja są składane w niszach chodnika macierzystego i przykrywane trocinkami. Dojrzewają od 1 do 3 tygodni. Wyklute z nich larwy drążą chodniki larwalne prostopadle do chodnika macierzystego. Mają one długość od 4 do 6 cm. Chodniki larwalne rozszerzają się w miarę oddalania od chodnika macierzystego, co wynika ze wzrostu larw, które je wykonują.
Chodnik larwalny kończy się kolebką w której następuje kolejna faza rozwoju owada: faza poczwarki (1-2 tygodnia) i przeobrażenia w młodego chrząszcza (2-4 tygodnie). Cały proces trwa ok. 2 miesięcy. Po tym czasie młode korniki (20-100 sztuk) wygryzają otwory wylotowe oraz opuszczają dotychczasowe żerowisko.

Naucz się żeru kornika drukarza. Milan Zubrik, Forest Research Institute - Slovakia, Slovak Republic i autor
Naucz się żeru kornika drukarza. Milan Zubrik, Forest Research Institute – Slovakia, Slovak Republic i autor

Mało nas do bawienia dzieci
W tym czasie stare korniki odbywają żer regeneracyjny (w kształcie jelenich rogów) oraz zakładają nowe żerowiska, w których kluje się nowa tzw. generacja siostrzana. Już nie tak liczebna. W sprzyjających okolicznościach samiec z samicą mogą dać początek nawet dwóm generacjom siostrzanym. Młode (pierwszej generacji) już w lipcu odbywają lot godowy i tworzą kolejne pokolenie. W sprzyjających warunkach (ciepła i sucha pogoda) mogą obok siebie zaistnieć 2 generacje normalne i 2 siostrzane. I choć sam robaczek jest bardzo nieduży to jego liczni kuzyni, bracia i siostrzyczki powodują, że ma ogromne znaczenie gospodarcze.

Jestem szkodnik: nazywam się kornik

To nam zostaje ...
To nam zostaje …

Ten niewielki owad, szkodnik lasu lub dla ekologów organizm kluczowy lasu jest powodem wielu problemów w drzewostanach świerkowych i z udziałem świerka. Wszędzie uznaje się go za szkodnika wtórnego. Oznacza to, że wkracza do lasu z zachwianą lub rozchwianą równowagą, osłabionego lub porażanego przez szkodniki pierwotne. Nie mniej w przypadkach masowego wystąpienia staje się szkodnikiem pierwotnym i ostatecznym.
Coraz częściej obserwuje się zasiedlanie przez kornika innych gatunków – sosny. Przestaje też być kornik typowym szkodnikiem wtórnym. Nie zważając na stan swojego żywiciela staje się tym samym szkodnikiem pierwotnym.

Świerki opanowane i zabite przez kornika. Pogorzelce k. Białowieży
Świerki opanowane i zabite przez kornika. Pogorzelce k. Białowieży, fot. autor

Pojawiające się gradacje – czyli zwiększona ilość szkodnika oraz jego wzmożona szkodliwość na znacznym obszarze wynika z pożerania kambium – części przewodzącej w drzewie, znajdującej się między korą a drewnem. Innymi słowy pożerane jest tak zwane łyko. Zniszczenie łyka to zniszczenie szlaków transportowych między koroną a korzeniami w drzewie. Drzewa stają się osłabione i z czasem – szybciej lub wolniej usychają. Odpada z nich kora a drzewa umierają.
Ostatnimi czasy inaczej patrzy się na tego owada. Jak wspomniałem wyżej zaczyna być uważany za organizm kluczowy w lesie, przyczyniając się do obrotu materii (jeśli zabija drzewo to wprowadza jego masę jako pokarm dla innych gatunków i organizmów fauny i flory). Oczywiście gdy zabije wszystkie świerki i „sprowadzi je już do parteru” sam też straci szansę na dalsze życie. Nie przetrwają setki innych organizmów związanych ze świerkiem. Nastąpi zubożenie bioróżnorodności gatunkowej. Las zubożeje dla wszystkich.
Stan polskich lasów, w których świerk jest w znaczącym udziale (na obszarze Puszczy Białowieskiej ok. 30%, w niektórych regionach górskich niemal 100%), zależy między innymi od ilości występującego kornika. W drzewostanach gospodarczych las jest pielęgnowany i chroniony w potocznym rozumieniu tego słowa. Las – jako zdrowy drzewostan będący podstawą efektywnej gospodarki leśnej, we właściwej dla wypoczynku i rekreacji kondycji. Dla produkcji tlenu. Zaprzestanie walki ze szkodnikami drzewostanu prowadzi do zamierania. Las staje się niebezpieczny, niesie o wiele więcej zagrożeń dla człowieka, traci wielu z użytecznych mu funkcji. Jego różnorodność pod każdym względem spada.

Jestem organizm kluczowy lasu: nazywam się kornik

Karkonoski PN
Karkonoski PN, fot. autor

Inaczej widzą sprawę ekolodzy: są zdania, że przyroda jest zawsze, nawet jeśli padło ostatnie drzewo. Przyroda dokonuje się wtedy na jego trupie: bo na trupie też spotykamy żywe organizmy.
Przedstawiają więc społeczeństwu jedyną możliwą według nich alternatywę: nic nie robić – monitorować. Ten kierunek myślenia staje się obowiązujący w państwie.
Są przypadki wykluczania ludzi, przedstawiających inne – odrębne poglądy.
W przeobrażanym od kilkuset lat środowisku, są zdecydowanie inne warunki niż w lesie pierwotnym, w którym równowaga jest stabilna a do jej zachwiania dochodzi niemal wyłącznie w wyniku naturalnych kataklizmów.

Kornik w lesie a kornik w rezerwacie
Współcześnie ta równowaga jest permanentnie zakłócona. Innymi słowy jest utrzymywana sztucznie na poziomie pozwalającym zachować maksymalnie bogate środowisko oraz korzyści z tego wynikające. Korzyści dla naszej cywilizacji i żyjącego w niej człowieka.
Zmienione środowisko nie może pozostać bez opieki i zostać tym samym skazane na szybką zagładę. Zaprzestanie wszelkich działań prowadzi do radykalnych zmian w szacie roślinnej i zwierzęcej. Zmian niekorzystnych, rujnujących jej zasoby i tak propagowaną bioróżnorodność. Powstanie bowiem twór dostosowany do aktualnych warunków środowiska – środowiska nienaturalnego, bo od wieków zniekształconego przez człowieka i jego cywilizację.

Bayerischer wald kahlgefressen
Bayerischer wald kahlgefressen

Istniejące rezerwaty ścisłe są przykładem w jakim kierunku następuje przeobrażenie środowiska bez ingerencji człowieka. Wspaniała, zróżnicowana Puszcza Białowieska zmienia się w jednorodną grabinę lub gaj leszczynowy o mocno zubożonej szacie roślinnej i zwierzęcej. Być może w ciągu kolejnych kilkuset lat stan ten ulegnie kolejnym przeobrażeniom, pojawią się znów dąb, świerk, olcha, jesion… Być może?
Czy jednak w imię uznania kornika za organizm kluczowy możemy doprowadzać do takich zniszczeń? Mając świadomość, że gospodarka ludzka przez ostatnie 200-300 lat przeobrażała zbiorowiska leśne, często w związku z maksymalizacją zysku, ale w zgodzie z zasadami, które miały na celu utrzymać te zbiorowiska i ich potencjał a nawet w pewnym zakresie go zwiększać, nie można radykalnie zmieniać zasad i wprowadzać nowego ładu. W ich wyniku ginie również sam kornik – wraz z ostatnim padłym świerkiem.
Piszę o tym, gdyż nagle (w ciągu ostatnich kilkunastu lat) działania mające na celu ochronę kornika, nie bacząc na inne składniki środowiska leśnego, przekraczają granice rezerwatów ścisłych i parków narodowych. Szereg działań podejmowanych przez administracje rządową pod wpływem lobby ekologicznego jest jednostronnie ukierunkowanych na nic nie robienie. Niestety, tak jak napisałem, nie powoduje to wcale wzrostu bioróżnorodności o którą walczą ekolodzy, lecz doprowadzają do sytuacji odwrotnej. Do zubożenia naszych przyrodniczych zasobów.
Odbywa się to również kosztem społeczeństwa i dostępności lasów. Odbywa się to kosztem naszego narodowego dobra. Następują ogromne straty gospodarcze. Społeczeństwo jest mamione przez media grabieżczą gospodarką w lasach. Nie spotyka się prezentacji innego stanowiska. Wszelkie działania w kierunku ratowania lasu określane są jako jego niszczenie a dopuszczanie do jego zaniku i rozpadu jako działania ekologiczne i dobroczynne w skutkach – bo popierające przysłowiowego już kornika.
Wciąż trwa batalia o trwałość Puszczy Białowieskiej. Na wielu jej fragmentach (również po stronie białoruskiej) nie ma już lasu. Lasu takiego jaki znamy. Jest za to mnóstwo niedostępnych terenów zawalonych umarłymi drzewami, porastających jedynie leszczyną.
Niewłaściwa, pod wpływem ekologicznego lobby gospodarka w lesie dopuszcza się wielu nieprawidłowości – na efekty nie trzeba długo czekać: umierają świerczyny Beskidu Śląskiego. Umiera populacja beskidzkiego kornika.
Wszelkie działania w kierunku wzbogacania środowiska przyrodniczego, tam gdzie jest to możliwe, mogą się odbywać bardzo powoli. Las to nie tylko drzewostan. To również gleba i klimat – podstawowe kryteria jego rozwoju i bytu. Las wpływa na glebę i odwrotnie, gleba oddziaływa na stan lasu i jego obraz. Nie odbywa się to szybko. Zmiany są bardzo, bardzo wolne.

Ochrona bierna, czyli masło maślane
W krótkim czasie możliwe jest jedynie doprowadzenie do zubożenia środowiska glebowego i lasu. Radykalne działania ekologiczne zmierzają prosto w tym kierunku. Zachwianie równowagi na ogromnych połaciach beskidzkich świerczyn powoduje negatywne skutki w strukturze gleby a nawet stabilności gruntu. Skupiając się na ochronie kornika, przestaje się zwracać uwagę na inne istotne funkcje lasu: wodochronne i glebochronne. Powolna przebudowa świerczyn, która powinna się zacząć w momencie gdy osiągnęły one swój wiek dojrzałości nie została podjęta. Z pewnością z powodów związanych z „ekologicznym” traktowanie lasu i podnoszeniem wieku rębności. Z założeniem nic nie robienia.

Antoni Tokarczuk-Minister Środowiska.
Antoni Tokarczuk-Minister Środowiska.

Do podobnej sytuacji dojdzie niebawem na terenie Puszczy Białowieskiej. Tam to minister Antoni Tokarczuk napotykając opór miejscowej ludności dla idei rozszerzenia Białowieskiego Parku Narodowego powołał sieć rezerwatów ścisłych na niemal połowie powierzchni Nadleśnictwa Białowieża. Rezerwaty ścisłe można bowiem powoływać siedząc w miękkim fotelu w zaciszu gabinetu przy Wawelskiej. Bez zgody miejscowej społeczności. Dokonał tym samym zemsty na Puszczy, gdyż tylko w ten sposób mógł się zemścić na miejscowych ludziach, którzy obrzucili jego propozycję powiększenia Białowieskiego Parku Narodowego, i jego samego, jajami.

Minister jak dziejowy kataklizm

M.Nowicki -Minister Środowiska jak kataklizm
M.Nowicki -Minister Środowiska jak kataklizm

Jego następca, Maciej Nowicki, zakazał natomiast wycinania drzewostanów powyżej 100 lat. Jeśli się ma świadomość, że brzoza, topola a nawet świerk i sosna w tym wieku w dużej mierze zaczynają się mocno starzeć i obumierać to zatrzymanie ich wycinania w tej fazie ma jedynie związek z pozbawieniem gospodarza przychodu ze sprzedaży hodowanego i pielęgnowanego przez 100 lat drzewa. Pozbawieniem miejscowej ludności surowca drzewnego i taniego opału. Jedyny cel podjętej przez oświeconego ministra decyzji to materialne ukaranie „tamtejszych” za opór w sprawie rozszerzania Puszczy Białowieskiej. Oraz skłócenie miejscowej społeczności.
Ważniejsze dla ministra okazały się własna złość, a może własna miłość oraz grzyby powodujące rozkład martwego drewna od trwałości Puszczy i utrzymywania jej w odpowiednim stanie i przyrodniczej ciągłości. Od wiary miejscowej społeczności.
Taki Minister to kataklizm dziejowy.
Jest to wyrok, w wyniku którego cała masa lasu zostaje przeznaczona na pożarcie przez kornika, inne owady oraz na zgnicie. W tych okolicznościach obietnica stu czy nawet dwustu milionów darowizny ma zupełnie inny wydźwięk. To nie szlachetność, dobroć serca i miłość do Puszczy. To szantaż. To marchewka po wcześniejszym kiju.
Macie Państwo obraz miłości urzędników najwyższej rangi (niezależnie od politycznych opcji) do Ojczystej Przyrody. Macie Państwo obraz zacietrzewienia, arogancji i buty urzędniczej, obraz wyznawanej w środowiskach ekologicznych doktryny: my albo nic.


Takie hobby i nie tylko
Zbierałem kiedyś znaczki. Etykiety od zapałek i widokówki. W swoim życiu miałem wiele zmieniających się zainteresowań. To były moje zainteresowania. Działałem na własny rachunek i nic nikogo to nie kosztowało. Zmieniły się czasy. Coraz więcej pojawia się ludzi, którzy próbują swoje hobby narzucać innym, doprowadzając ich do ruiny a samemu przy okazji się wzbogacając. To niektórzy moi rodacy. Upatrzyli sobie robale pożerające nasze lasy. Uważają, że są bardzo pożyteczne. Bardziej niż tlen, który lasy produkują.
Jak myślicie, czy nie moglibyśmy złożyć się dla nich po złotówce, by zaczęli produkować swoje korniki w zaciszu swoich gabinetów? Byle nie wyłazili z nich już nigdy. W przeciwnym razie, jestem przekonany, że jak Lenin kiedyś próbował nieść w świat kaganek rewolucji tak my staniemy się niebawem KORNIKIEM EUROPY.

Artykuł pierwotnie ukazał się w kwietniu 2010 roku, na portalu Wiadomości24.pl. Zaktualizowałem tytuły akapitów i dodałem zdjęcia M.Nowickiego oraz świerków z Pogorzelec. Można go wciąż znaleźć na innych portalach w internecie.
Dziś wiemy już, że Puszcza Białowieska w całej swojej historii nigdy nie została tak dotkliwie zniszczona (nawet przez zewnętrznych najeźdźców) jak to ma miejsce w naszych czasach III RP, w 100 lat po uzyskaniu niepodległości. To tragiczny obraz nie tylko naszej niepodległości, suwerenności III RP, ale i jej „elit”.

Font Resize
Contrast