Archiwa: Samorództwo -
Tag

Samorództwo

Browsing

Bioróżnorodność a ochrona konserwatorska – parkowa

Bogactwo przyrodnicze. Bioróżnorodność – setki gatunków na metrze kwadratowym– czyż nie to miało być domeną parków narodowych i rezerwatów. W końcu to park narodowy jest najwyższą forma ochrony przyrody. Czyż nie tak nas uczą w szkole?
A może indoktrynują …

Ilu Kowalskich spędza czas na kolanach eksplorując ten metr kwadratowy parku w czasie wytęsknionych wakacji, urlopów czy weekendów, szukając bioróżnorodności? To bogactwo to nie kilkanaście gatunków drzew czy kilkadziesiąt gatunków runa i dna lasu widocznych gołym okiem, z oddali. To setki i tysiące gatunków drobnych, nierzucających się w oczy organizmów.

Czy w parku narodowym publiczność znajdzie bogactwo różnorodności gatunkowej i każdej innej?
Przekaz o parkowym bogactwie już w szczenięcym wieku nam wskazują (sami o tym przekonani, czy sprawdzili, czy po prostu w  humanistycznej wierze na temat natury), tak jak naszym rodzicom i dziadkom, jest dziś trwalszy niż my sami. To efekt wieloletniego wysiłku i swoistej namolności przypisywania pojedynczym elementom, jak i całym zbiorowiskom przyrody: flory i fauny cech humanizmu.

F. von Hayek i intelektualiści
Intelektualiści a socjalizm – Frederic von Hayek

Intelektualiści. (Co o nich sądzi Noblista Frederic von. Hayek – „Intelektualiści a socjalizm”)
Jednak praktyka nie potwierdza, by system konserwatorskiej ochrony wzbogacał nas bioróżnorodnością gatunkową lub siedliskową. Bioróżnorodność to całokształt organizmów na danym obszarze, ściśle ze sobą powiązanych. Stabilny gdy stabilne są warunki, a zmienny gdy warunki ulegają zmianie. Nie można gwarantować stabilności żadnego układu przyrodniczego, nawet jeśli nie następuje zewnętrzna ingerencja. Gdyż procesy zachodzące wewnątrz siedliska w każdej chwili zmieniają warunki w nim panujące.
Ochrona konserwatorska skupia się więc praktycznie nie na zachowywaniu i wzmacnianiu bogactwa przyrodniczego lecz na obserwacji procesów, które zachodzą samoistnie i nieustannie. Humanizm i ekologizm nie są w stanie zatrzymać tych procesów. A samoistne procesy nie czytają zapisów Ustawy ochrony przyrody, w której nakazano przyrodzie parkowej trwanie w bogactwie przyrodniczym, a nawet rozwój tego bogactwa.
W wyniku prowadzonych od wielu lat analiz porównawczych łatwo się można zorientować, że przyroda nie realizuje założeń i nadziei intelektualnego humanizmu, powodując zmniejszenie zasobów gatunkowych czy siedliskowych.
Nie mniej wciąż są organizacje, ludzie, środowiska rządowe, które kłamią na ten temat.

Yelowstone jak platynowoirydowy wzorzec metra z Sèvres

Ciekawa jest historia i okoliczności powstania pierwszego na świecie parku narodowego. Mało się na ten temat pisze.
Gdy powstawał Yelowstone, lesistość najbardziej uprzemysłowionych i ucywilizowanych państw Zachodu była na poziomie kilku procent (Holandia, Wlk. Brytania, Belgia, etc). Wolny rynek i cywilizacja prywatnej własności, zawłaszczająca całą przestrzeń, wciąż dominuje ustępując dziś miejsca cywilizacji spekulacji. Pieniądz to tylko element pośredniczący w zawłaszczaniu Ziemi i swobód demokratycznych, tak jak jeden z jego tworów: ekologizm.
Powołanie Parku Yelowstone uniemożliwiło zawładnięciu tego obszaru przez kapitał, i tym samym zamienienie go na kolejny element ówczesnej cywilizacji Zachodu. Ochronił olbrzymi obszar przed unicestwieniem przez bożka mamony – zasadniczego elementu zachodniej demokracji.
Gdy powstawał pierwszy park narodowy w Polsce (przełom lat 20 i 30 XX wieku) warunki były inne. Polscy intelektualiści bezmyślnie podążali jednak wzorcem decyzji Kongresu USA z 1872 roku. Jeszcze pod koniec XIX wieku lesistość ziem nieistniejącej wówczas Polski oscylowała na poziomie 10 procent. Natomiast w latach 20-30 XX wieku, gdy w niepodległym już państwie powstała organizacja Lasów Państwowych, lesistość zaczęła wzrastać, a gospodarka leśna została zorientowana na trwałość lasów oraz ich rozwój powierzchniowy i hodowlany – w celu uzyskania optymalnej produkcyjności. Od tamtego czasu nie można w Polsce obserwować degradacji środowiska leśnego, gatunkowego i siedliskowego.
Powstają jednak parki narodowe pod pretekstem zachowania bogactwa przyrodniczego – co z badań prowadzonych na ich powierzchniach (od dziesiątków lat) wskazuje na błąd tego założenia.
Ten błąd, choć skrywany przed społeczeństwem, bardzo łatwo jest udowodnić. Nie tylko przez poznanie wyników badań podstawowych wykonanych na obszarach objetych ochroną parkową, lecz także przez obserwacje zmiany zapisów prawnych, które nastąpiły ostatnimi laty. Obszarom chronionym, którym przypisywano w założeniu ochronę określonych elementów (gatunków lub siedlisk) przy pomocy tzw. ochrony biernej dziś dedykowana jest sukcesja. W wyniki wielu dziesiątków lat ochrony biernej utracono lub znacznie zdegenerowano elementy chronione, pierwotnie im dedykowane.
Kiedy państwo polskie dokona analizy tych strat?

Stabilność przyrodnicza

Jednak tam, gdzie prowadzona jest planowa gospodarka, gwarantująca stabilność powierzchni leśnej nie obserwowane jest zubożenie przyrodnicze. Wręcz przeciwnie: efektywna gospodarka leśna wykorzystuje potencjał środowiska i jest wręcz zmuszona utrzymywać go na stałym wysokim poziomie bogactwa, gdyż wyjałowienie siedliska oznaczałoby zmniejszenie efektywności gospodarstwa leśnego (jego rentowności).
Dlatego, gdy publicznie pytam o dowody tego, że gospodarka leśna w Polsce doprowadziła do strat przyrodniczych, do zubożenia gatunkowego czy siedliskowego, słyszę jedynie tumult, zgrzytanie zębami lub następuje wymowna cisza. Milkną profesorowie, milkną ich doktoranci. Opluwa zindoktrynowana armia nieuków.
Artykuł o samorództwie* ośmieszający teorie ekologizmu nie spotkał się z żadną ripostą. Ekologizm bowiem i jego intelektualiści wskazują społeczeństwu na samorództwo dnia dzisiejszego. Ma ono nas ubogacać nowymi gatunkami, przez to, że doprowadzimy las do rozpadu, a drzewa do zgnicia.
Nie chodzi bowiem o ochronę drzew starych, lecz o doprowadzenie ich do rozpadu uniemożliwiając ich gospodarcze wykorzystanie. Żaden bowiem organizm żywy nie trwa w nieskończoność – drzewa również są śmiertelne. Idzie o uniemożliwienie zebrania plonu w lesie gospodarczym, pielęgnowanym i hodowanym przez pokolenia leśników. Sadzonym często z taką myślą przez dzieci szkolne, przez ludność – z pewnością nie w zamiarze doprowadzenia go do leśnego truchła.
Czemu to jest współczesna teoria samorództwa?
Samorództwo to teoria, która wskazuje na możliwość powstawania czegoś z niczego, np.: myszy z gnijacego siana. Odsyłam do artykułu – którego link znajduje się poniżej.
W rzeczywistości nowe organizmy nie mogą się wziąć z niczego (nie mam tu na myśli teorii powstania życia przed milionami lat) – nie powstają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, niezależnie czy trzymałby ją drukarz Adam Wajrak, ornitolog profesor Tomasz Wesołowski, specjalista od żubra profesor Rafał Kowalczyk, profesorowie entomologii:  Jerzy Gutowski, Kazimierz Rykowski, Jan Szyszko, czy też ślepa armia zindoktrynowanych przez nich młodych ludzi. Te organizmy były już w środowisku i w lesie. Wzmocnienie leśnego truchła potęguje jedynie ich ilość. Ale nie powoduje pojawienia się nowych organizmów, czyli nie następuje wzrost różnorodności gatunkowej. Może natomiast degenerować się gatunkowa różnorodność, gdy ze środowiska zaczną być eliminowane gatunki drzew, krzewów.
Samorództwo jest dziś dedykowane naszym lasom. Wprowadzane przez doktrynę ekologizmu państwa: Ministerstwo Środowiska i podległą mu Dyrekcję Generalną Lasów Państwowych (powierzchnie referencyjne, powierzchnie do rozpadu, niedoręby, etc). Chętnie poznam dowody, że to nieprawda.

Jednak tam, gdzie wciąż dominuje racjonalna gospodarka leśne nie obserwuje się w Polsce strat przyrodniczych w lasach gospodarczych. Straty takie obserwuje się w obszarach objętych ochroną parkową i konserwatorską.
Wbrew medialnym i propagandowym przekazom parki i rezerwaty nie są rezerwuarem gatunkowego bogactwa przy realizowaniu tzw. ochrony biernej**. Zapisy prawne, które wciąż funkcjonują i wskazują na taką rolę parków są oszustwem. Ochrona bierna bowiem chroni procesy, które natura sama sobie wybiera i czyni. Natura nie zajmuje się czytaniem tego, co ekologizm manipulujący całymi społeczeństwami jej (naturze) dedykuje, tworząc prawo, teorie i programy indoktrynujące nasze dzieci.

To kłamstwo, że nowe parki osadzone na najżyźniejszych siedliskach leśnych, wzbogacą przyrodę ojczystą – jeśli te istniejące od dziesiątków lat tego nie uczyniły. Generalnie na ich obszarach jest dokumentowane zubażanie gatunkowe i siedliskowe (badania z obszaru Białowieskiego PN, analizy z Tatrzańskiego PN).
Natomiast w lasach gospodarczych tego nie obserwujemy.

Czemu las

Powyższy, zbyt długi według mojej żony wstęp, miał służyć przekonaniu czytelników, że obecny system parków narodowych nie służy wzbogacaniu naszej ojczystej przyrody.
Wiem, że to informacja, która może oburzać, a autora jednoznacznie klasyfikuje jako tzw. oszołoma i płaskoziemcę. Wiem też, że w dzisiejszym czasie nie jest potrzebna żadna wiedza by przylepić taką łatkę.

Pomimo tego zdecydowałem się na odium płaskoziemstwa. Gdyby jednak ktoś z czytelników posiadał możliwości aktywnego przeciwstawienia się moim poglądom i informacjom, chętnie w całości i ze spokojem wysłucham. Może w końcu ktoś wskaże na dowody, iż to w lasach gospodarczych, na obszarach na których jest prowadzona trwała i stabilna gospodarka leśna obserujemy straty przyrodnicze: gatunkowe czy siedliskowe? Wlezę wtedy pod stół i odszczekam (co nie udało się doktorantowi Tomas Diserens, który wskazując na określone tezy przeciwne, nie potrafi ich dokumentować, tak jak cała sfera jego nieukowego zaplecza IOP PAN czy IBS PAN). Co nam mówi Diserens?

Ograniczenia wolności, swobody i ODPOWIEDZIALNOŚCI
Park narodowy w Polsce: zakazy, zakazy, zakazy i zubażanie przyrodniczego bogactwa – bioróżnorodności, które mu przekazano. Ograniczenie wolności, kontaktu z naturą, ograniczanie odpowiedzialności, zawładnięcie wspólną przestrzenią

W Polsce dominują parki narodowe na obszarach leśnych. Napór ekologizmu, często sponsorowanego z zewnątrz, a także ideologii implementowanej z zewnątrz, artykułuje potrzebę tworzenia parków w najbardziej atrakcyjnych krajoznawczo terenach i na obszarach o wybitnym bogactwie leśnym. Gdy uświadomimy sobie raz jeszcze, że efektem parkwego bytu nie jest utrzymywanie przyrodniczego bogactwa lecz obserwacja samoistnych zmian, jakie tam mają zachodzić po wypchnięciu zeń gospodarki człowieka, to istotne stają się pytania o cel, o świadomość, o refleksje, o rozsądek.
Są państwa, które obszary parków tworzą na terenach wiejskich, a nawet na obszarach obejmujących miasta i miasteczka, i wówczas rzeczywiście wzmacniają gospodarczo te obszary. Pod warunkiem, że wypełniane są określone działania ze strony państwa, że państwo prowadzi zróżnicowane i racjonalne działania w tym kierunku (wzmacniania i stabilności). Tworzenie ich (parków) na obowiązujących wciąż zasadach na obszarach o określonym potencjale ekonomicznym,  kulturowym i społecznym eliminuje z nich istniejące struktury gospodarcze niszcząc także pozostałe. To element destrukcji przyrodniczego bogactwa i  dobrostanu lokalnych społeczności, i tym samym całego kraju.
Polska, po transformacji dysponowała ogromnymi zasobami ziemi rolnej. Wciąż jeszcze nimi dysponuje.
A nawet, gdyby nie dysponowała, to jest wiele miejsc, które mogłyby być objęte ochroną w ramach parku narodowego.

Dlaczego nie powstał Park Narodowy Grzmiąca

Gdy przyjrzymy się położeniu istniejących w Polsce parków narodowych, zwrócimy uwagę, że nie ma ich za wiele na Pomorzu Zachodnim i Pomorzu Środkowym. W tamtym regionie znajdują się parki na obszarach, które były już cenne turystycznie (Woliński P.N. na wyspie Wolin i Słowiński P.N. – okolice Łeby). Informacje medialne wskazują na możliwości wzrostu gospodarczego po przekazaniu obszarów leśnych parkom. Oczywiście jest to zakłamywanie przestrzeni publicznej: jaki wzrost gospodarczy się dokonał na obszarze Magurskiego PN czy Drawieńskiego PN, jakie zubożenie lokalnych społeczeństw, a tym samym kraju i dobrostanu ogółu społeczeństwa, poziomu wynagrodzeń, emerytur, rent …
Puszcza Białowieska zostala zrujnowana o około 14 tysięcy miejsc pracy.

A gdyby tak spojrzeć na całą rzecz w sposób racjonalny i uwzględniający właściwość natury, biorąc pod uwagę dobrostan kraju i mieszkańców?
Czy to jest możliwe?
Wiem, że wielu się puka w głowę, wskazując dotychczasowe „osiagnięcia” transformacji, czyli wskazując wprost: racjonalność jako rzecz niemożliwą w obecnym systemie państwa. W końcu praktyka uczy, że wszystko jest dobre, byle zubażało kraj, a Polaków utrzymywało w umysłowej i materialnej pańszczyźnie.
Nie mniej, jak głos wołający na puszczy, przedstawię koncepcję wzmacniania zasobów ojczystej przyrody wraz z budowaniem bogactwa materialnego kraju i mieszkających tu ludzi. Oczywiście rzecz zależy od zaangażowania i mądrego wykonania (lecz szczegóły, z braku miejsca – nie tym razem).
Pomorze w Polsce jest obszarem wyjątkowo zaniedbanym i niedorozwiniętym gospodarczo. To obszar (poza wąskim pasem wybrzeża) nie uprzemysłowiony w którym dominowały duże, państwowe gospodarstwa rolne, lecz bogaty gdy idzie o walory turystyczne: urozmaicona rzeźba terenu, spora lesistość, duża liczba jezior i rzek. Spotykamy tu też zabytki historyczne, ciekawe legendy i klechdy.
Znajdowało się tu mnóstwo PGR-ów i ziemi rolnej. To takie obszary powinny stanowić bazę dla nowych parków narodowych. Bo, jak już pisałem, parki narodowe z dominującą na ich obszarze ochroną bierną nie zajmują się wzbogacaniem zasobów przyrodniczych, lecz obserwacją sukcesji – czyli zmian przyrodniczych powstających samoistnie bez udziału człowieka.
Tworzenie parku na obszarach rolnych zmieniłoby dotychczasową zasadę. Zaczynając ochronę od „gołej” ziemi, od roli, przez długie lata moglibyśmy obserwować prawdziwy wzrost różnorodności przyrodniczej. Bo grunt rolny (za wyjątkiem najmocniej zdegradowanego przyrodniczo terenu przemysłowego czy wielkomiejskiego) jest środowiskiem mocno zniekształconym, szczególnie ten wykorzystywany do wielkoprzemysłowej uprawy czy hodowli.
Tworzenie parku narodowego na roli pozwala więc na autentyczny wzrost bioróżnorodności gatunkowej oraz samoistne odtwarzanie się siedlisk. W pierwszym okresie obejmującym okres około 100 – 300 lat (czyż to nie cenny okres do aktywnej obserwacji i badań, do analiz) ukształtują się tam pierwotne systemy leśne. Powstanie prawdziwa, pierwotna puszcza. Być może bedziemy ją mogli nazywać puszczą dziewiczą. Z całą pewnością w perspektywie uzyskamy na takim obszarze las, a tym samym zwiększymy też lesistość całego kraju.
Tworzenie parku narodowego na roli pozwoli także na wieloletnią obserwację sukcesji na tym obszarze oraz analizę zachodzących zmian, niespotykanych często w Europie (lub nie spotykanych w skali parków, za wyjątkiem nielicznych prywatnych doświadczeń na świecie).
Jestem przekonany, że Polskę stać na taki projekt, który mógłby być wzmocniony inwestycjami w infrastrukturę rekreacyjną i turystyczną. Powstanie takich parków nie spowoduje destrukcji istniejących gospodarek w miejscach, które są wskazywane na parki przez ekologizm. Jednocześnie powstanie parków w tych rolniczych i upośledzonych gospodarczo regionach da impuls do rozwoju tych obszarów, co z wielką atencją przyjmą działacze ekologizmu (podkreślają przecież wagę rozwoju materialnego lokalnych społeczeństw).
Sieć parków narodowych w centralnej części Pomorza Zachodniego i w części Pomorza Środkowego – na bazie istniejących tam do 1990 roku Państwowych Gospodarstw Rolnych da impuls dla rozwoju gospodarki miejscowej i całego kraju. Nie będzie to element destrukcji, który jest wynikiem zajmowania najbogatszych obszarów leśnych.

Gmina Grzmiąca na Pomorzu Zachodnim
Obszar Gminy Grzmiąca – tu na gruntach rolnych po byłym kombinacie PGR powstanie najcenniejszy polski park narodowy. Obejmie także lasy gospodarcze pobliskich nadleśnictw, bez zmiany ich przynależności organizacyjnej, bez zmiany dotychczasowych sposobów ochrony przyrody – gdyż trwała i zrównoważona gospodarka leśna nie czyni zniszczeń i strat przyrodniczych.

Przecież naszym celem jest wzmocnienie zasobów przyrodniczych, nieprawdaż? Nie niszczenie potencjału gospodarczego kraju i zubażanie jego mieszkańców. Obie rzeczy można więc sprzęc, ale tylko wówczas, gdy podejmiemy słuszne decyzje.
Rejonowy Kombinat Rolny Grzmiąca zajmował powierzchnię ponad 7 tysięcy hektarów. To więcej niż powierzchnia Gorczańskiego PN, Karkonoskiego PN, Parku Narodowego Gór Stołowych (więcej niż powierzchnia ośmiu istniejących obecnie parków narodowych). Powierzchnia PGR-ów w Polsce oscylowała między kilka tysięcy a kilkadziesiąt tysięcy hektarów, a wszystkie zajmowały ponad 3 miliony hektarów powierzchni. Sam grunt przekazany Kościołowi Katolickiemu – obszar 16 tysięcy hektarów, to byłby całkiem spory park narodowy.
Czemu nie podjęto takich działań wcześniej?
Z pewnością nie łączono w latach 90-tych XX wieku upadłych gospodarstw rolnych z możliwościami jakiegokolwek wzrostu. Nie rozważano koncepcji tworzenia tam parków narodowych – gdyż istniał wówczas, i do dziś istnieje, napór na bogactwo leśne i zajmowania pod parki najzasobniejszych obszarów leśnych Polski: najbogatszych przyrodniczo i najefektywniejszych gospodarczo. A może zasadniczą przyczyną, dla której nie podjęto decyzji powołania parków narodowych na obszarach popegeerowskich było po prostu mocne zainteresowanie przejęciem tych gruntów przez osoby wykorzystujące transformację i „czyniące ją sobie poddaną”.

Wydawnictwo okolicznościowe PGR Grzmiąca
Wyd. okolicznościowe PGR Grzmiąca – nakład 1000 egz; Intropol Koszalin 1975; oprawa twarda

Jak już wiemy, celem niewidocznym i nie ujawnianym była likwidacja efektywnej gospodarki leśnej oraz niszczenie zasobów przyrodniczych. Np. dziś, po trwającej niemal dwie dekady świadomej degradacji gospodarstwa leśnego w trzech puszczańskich Nadleśnictwach: Białowieża, Browsk, Hajnówka środowiska, które dążyły do ich  ograniczenia lub likwidacji (i w pewien sposób miały na to wpływ) – wskazują  na ich nierentowność, i podnoszą to jako argument dla utworzenia/rozszerzenia parku (prof. R.Kowalczyk, działacze Stowarzyszenia Na Rzecz Wszystkich Istot***).

Martwe Drewno na terenie Nadleśnictwa Hajnówka
Martwe Drewno na terenie Nadleśnictwa Hajnówka. W 2019 roku inwentaryzacja wykazała ponad 7,5 miliona straconych metrów sześciennych drewna w trzech puszczańskich nadleśnictwach. Jego wartość stanowiła około 2 miliardów złotych. Straty dla kraju w wyniku niepodjęcia jego przerobu, obrotu, etc. to kwota około 30 miliardów złotych. Szanowny profesor Rafał Kowalczyk zapomniał dodać, że jest zwolennikiem tej destrukcji, tym samym osłabiania regionu, w którym mieszka, niszczenia wspólnego dobra. To bohater III RP, chętnie się udzielający w wywiadach, wskazujący na dobro takiej rzeczywistości. Tylko za granicami Polski zacierają ręce, bo tam nikt nie hoduje kowalczyków  czy wesołowskich. Hodują ich z dala od siebie, poklepując ich dobrodusznie po barkach, za dobrą robotę.

*

Szanuj. Chroń. Korzystaj – Parki Narodowe w Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii

(dziękuję za opracowanie Rafałowi Andruszkiewiczowi)

Szukając odniesienia do parków narodowych na świecie można dać przykład Wielkiej Brytanii, gdzie parkiem narodowym jest „ …obszar chroniony przez prawo dla korzyści i przyjemności publicznej.” (“A National Park can be described as an area of land that is protected by an act for the benefit of the public’s enjoyment.”).

"baloon ride" - popularny widok na typowy krajobraz South Downs National Park
Baloon ride over the South Downs -Robert Maynard. Krajobraz jednego z brytyjskich Parków Narodowych

Nadrzędną zasadą w zarządzaniu terenami chronionymi jest „Respect, Protect, Enjoy!” (Szanuj, Chroń, Korzystaj!) i w ten właśnie sposób społeczeństwo rozumie i docenia wartość tych obszarów. Ten sposób myślenia otwiera możliwość głębszej edukacji i zapoznania się Parkiem Narodowym bez konieczności wykluczania lub ograniczenia walorów czysto wypoczynkowych i turystycznych.

Należy tu wspomnieć, że obszary chronione obejmują tereny zamieszkane na stałe przez ludzi, ale także odwiedzane na masową skalę przez turystów.

Przykładem wysoce urbanizowanego Parku Narodowego jest South Down National Park na południu Anglii. W jego obrębie – 1627 km² – zamieszkuje około 112.000 ludzi i ponad 2 mln ludzi w odległości do 5 kilometrów od jego granic. Nie jest to sytuacja wyjątkowa, bo w pozostałych 14 parkach również mieszkają ludzie i istnieje bogata infrastruktura drogowa i turystyczna. Same władze tego parku opisują miasta i wsie jako jedne z ich wyjątkowych cech:

„Our vibrant towns and villages are one of our special qualities and we are working hard to support the villages and towns in and around the National Park to enhance the vital role they play as social and economic hubs.” (“Nasze tętniące życiem miasta i wsie są jedną z naszych szczególnych cech i ciężko pracujemy, aby wspierać wsie i miasteczka w Parku Narodowym i wokół niego, aby wzmocnić istotną rolę, jaką odgrywają jako ośrodki społeczne i gospodarcze” – google translator, dopisek RG)

Obszar Parku Narodowego

Z kolei najczęściej odwiedzanym Parkiem Narodowym w Wielkiej Brytanii jest Snowdonia National Park, utworzony w Walii w 1951 i obejmujący 2176 km². Odwiedzany jest co roku przez 4,7 mln turystów, którzy spędzają na jego obszarze 10 mln dni. Jest tu 2380 km publicznych szlaków turystycznych, od łatwych spacerowych ścieżek po szlaki górskie i wszystkie bez przymusu wynajmowania przewodnika.

Nie trzeba dodawać, że takie podejście pozwala też uzyskiwać środki do celów ochronnych, badawczych i edukacyjnych.

Źródła:
https://www.snowdonia.gov.wales/addysg-education
https://www.southdowns.gov.uk/national-park-authority/our-communities/

*

Czemu nie Solec nad Wisłą

Obszar Gminy Solec-Zdrój. Czyż nie tu należy umiejscowić kolejny Park Narodowy?

W wielu państwach, czego przykładem jest właśnie Wielka Brytania, parki zajmują obszary zurbanizowane, typowe wiejskie i małomiasteczkowe tereny. Ma to swoje zalety. Na takich obszarach wspomagają stabilizacje oraz rozwój. Zapobiegają degeneracji terenu lub wzmacniają jego walory.
Czy to nie byłoby dobre rozwiązanie dla Solca nad Wisłą.
Czemu nie Paczków, Świdwin, Karlino, Lubomierz, Janowiec z Kazimierzem, Łowicz, Uniejów, Lanckorona, Orneta, Liw? Istniejące w ich otoczeniu lasy gospodarcze byłyby dodatkowym elementem wzmacniającym. Trwałe gospodarstwo leśne nie jest elementam szkodzącym przyrodzie.
Z pewnością takich miejsc jest dużo więcej, i być może lokalne społeczności tych rejonów zupełnie inaczej by odbierały pomysły stworzenia u nich parku narodowego, niż społeczności od pokoleń związane z lasem dającym pracę i wolność – na siłę uszczęśliwianych pomysłami parków na najbogatszych obszarach leśnych przez Wajraków, Ślusarczyków, Michników, Wesołowskich, Kowalczyków czy Golińskiej z Kaczyńskim.
*
Szwajcaria ma jeden park narodowy na obszarze 172 km2. Od stu lat nie powstał w tym państwie żaden inny park narodowy. Nie stanowi to nawet 0,5 procenta powierzchni tego kraju. Czy Szwajcarzy rzeczywiście są tacy głupi? A Anglicy, Szkoci czy Walijczycy?

Linki
* Samorództwo czy różnorodność? A może tylko abiogeneza …

**  Straty przyrodnicze Rezerwatu Ścisłego Białowieskiego Parku Narodowego. – Kiedy zlikwidujemy Białowieski Park Narodowy – wstęp do analizy stanu po 80 latach ochrony biernej
PGR
***  Polski ład: Jak trzeba zmienić prawo o parkach narodowych – Wywiad z prof. Rafałem Kowalczykiem (IBS PAN) – Łukasz Łachecki: Klimat.RP.PL – zapraszam do poznana wywiadu, jeśli ten artykuł można nazwać dziennikarską robotą; poniżęj fragment:  Polski Ład_ jak trzeba zmienić prawo o parkach narodowych_ - Klimat.rp.pl' - klimat.rp-Fragm. wywiadu R.Kowalczyka.pdf-edited

„Truchło Puszczy. Truchło Nadleśnictwa Hajnówka, czyli siedem i pół miliona powodów …”
„Kornik drukarz – gatunek kluczowy”  – profesor J.M. Gutowski; to, że ktoś twierdzi, iż bez gradacji kornika załamie się przyrodnicze bogactwo, że jest potrzebna, bardziej niż drzewo …; czy tylko nasza wiara decydje o tym czy najpierw było jajko czy jednak kura; czy też możemy udowdnić, że gradacja kornika jest bardziej „przyrodnicza” niż życie, np.: świerka, czy też wystarczy się umówic w sprawie wpisania do czerwonej księgi, by zmienić nasze postrzeganie świata –   https://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=&ved=2ahUKEwic0MaE4ZDxAhVVr4sKHYeuDaAQFjACegQIBxAE&url=http%3A%2F%2Fsumava.tadytoje.cz%2Finfo%2Fstudieadokumenty%2Fstudieainfo%2Fposudky%2Fkornik-Gutowski.doc&usg=AOvVaw2cbdi-CanTzkVs4yqXYAZv
–  Polska kornikiem Europy
–  Las. Co to takiego
–  Puszcza – co to takiego

Abiogeneza Arystotelesowska
Arystoteles (384-322 r. pne)

Abiogeneza
Teoria, według której żywe organizmy powstały z materii nieożywionej to samorództwo lub abiogeneza. Niektórzy rzecz nazywają samorództwem naiwnym lub abiogenezą Arystotelesowską. Pojęcia te nie mają żadnego związku z powstawaniem życia na ziemi.

Arystoteles (384-322 r p.n.e.), którego przedstawiać nie trzeba, twierdził, że abiogeneza jest obserwowalnym faktem (wskazywał np. na myszy powstające z brudnego siana, szczury ze szmatek, mszyce z rosy opadającej na rośliny, pchły z gnijącej materii, muchy z mięsa itd.).
Z czasem poczęto kontestować obowiązujące dogmaty. Ostrożnie, nieśmiało, z pewną bojaźnią zaczęto zadawać pytania. Czy wiara jest wystarczającym elementem dla uzyskania odpowiedzi na nurtujące pytania najczęściej nie mające przecież związku z istotą wiary?
Rozwój wiedzy, nauki spowodował, że trwająca dwa tysiące lat teoria arystotelesowkiej abiogenezy przestała się jawić jako rzecz skończona, zamknięta i niepodważalna.

Francesco Redi
Francesco Redi

 

 

W XVII wieku Francesco Redi (18 II 1626- 1 III 1698), Włoch, jako pierwszy wzruszył istotę abiogenezy.
W 1668 roku opublikował wyniki swojego eksperymentu, które zaprzeczały niektórym tezom Arystotelesa. Czy wiele ryzykował?
Tylko 68 lat wcześniej (1600 r) spłonął na stosie ŚWIĘTEJ INKWIZYCJI Giordano Bruno, który nie zgadzał się między innymi z Arystotelesem (a także z doktryną Tomasza z Akwinu).
Jeszcze w połowie XIX wieku pokutowało przekonanie o samorództwie ropuch i węgorzy. Dopiero Louis Pasteur stwierdził, że samorództwo nie istnieje nawet w przypadku bakterii.

 

 

 

Doświadczenie F. Rediego
Doświadczenie F. Rediego

Minęło 350 lat.
Mamy XXI wiek.
Czy to wiek odradzania się teorii samorództwa?
Wydawałoby się, że w dzisiejszych czasach teorie, że coś może się wykluć z niczego, że nagle pojawi się życie z materii nieożywionej nie znajdą zrozumienia i posłuchu.
Czy rzeczywiście ludzie odrzucili teorie samorództwa po doświadczeniach Pasteura?
Nie wszędzie.
Wydawało się, że materializm i nauka wypleniły ciemnotę choć w tym zakresie. Jednak okazuje się, że w określonych okolicznościach wielu ludzi z łatwością jest skłonna wrócić do wiary w teorię samorództwa. W określonych okolicznościach. W pewnym zakresie.

 

 

 

Adam Wajrak piewca dzięcioła i obrońca dębów
Każdy człowiek kocha naturę, kocha przyrodę, drzewa, krzaki i zwierzęta. Najbardziej te leśne, a najmniej te z chlewu, obory czy świńskiego obozu koncentracyjnego.

Dla wielu najważniejszy wyznacznik naturalnosci Puszczy Białowieskiej - prof Wesołowski, A.Wajrak; oznaka umysłowego samorództwa na równie z manipulacją;
Dzięcioł trójpalczasty

Jeśli więc ktoś wskaże Kowalskiemu, że X-siński niszczy przyrodę, łamie krzewy to go Kowalski przestanie lubić. Będzie w mniej lub bardziej aktywny sposób protestował.
Jeśli przez dziesiątki lat wskazuje się Kowalskiemu, że wycięcie drzewa w lesie powoduje szkody, gdyż uniemożliwia w ten sposób bujny rozwój natury, to Kowalski nabiera przekonania, że ktoś (leśnik i drwal) czynią zamach na jego las, by mu go zniszczyć.
Jeśli przez dziesięciolecia Kowalski nie słyszy nic innego, to nie należy się dziwić, że nabiera przekonania, iż wycinka drzew w lesie rujnuje ojczystą przyrodę.
Gdy na dodatek telewizja wyświetli reportaż, w którym redaktor Adam Wajrak pięknie naśladuje trzepot liści dębu na gałązkach drzewa oraz szum wiatru w koronach dwustuletniej osiki, to Kowalski z pewnością już do końca życia nie będzie obojętny na jazgot piły motorowej i widok drwala czy leśnika.
W oczach Kowalskiego, są to elementy destrukcji ojczystej przyrody, które wprost prowadzą do jej zguby.
Jest też święcie przekonany, że tylko zgnicie drzewa w lesie jest wartością, która utrzyma las i ojczystą przyrodę w należytym stanie. Bo przecież redaktor Adam Wajrak mówił o niedopuszczalności wycinki i pokazywał jak bogaty staje się las, gdy drzewa same gniją i się rozkładają. Bez porównania bogatszy byłby każdy zakamarek polskiego lasu, gdyby jak najwięcej w nim gniło drzew?! Bo przecież Pan Redaktor tak ładnie się kołysał i szumiał na wietrze w samym centrum puszczańskiego matecznika!
Jasnym staje się dla Kowalskiego, że zgnicie drzew w lesie wzbogaca go, a wycinka i wywóz zubaża. Każda wyprodukowana decha, to krzywda Kowalskiego, to zguba jego lasu. A każde zgnite drzewo to wzrost jego dobrobytu i bogactwa w lesie.
Wystarczyło dwie dekady niezbyt silnej indoktrynacji by ludzie uwierzyli, że korzyści osiągną nie z pracy i produkcji lecz ze zgnicia i wytężonej obserwacji tych procesów. By uwierzyli, że zgnicie drzew wzbogaci nie tylko ich osobisty i krajowy dobrostan lecz także, że wzbogaci zasoby ojczystej przyrody!
Aż dziw, że Kowalski nie cieszy się, gdy mu chleb w chlebaku zgnije, wzbogacając jego osobistą różnorodność biologiczną. Jego i jego osobistej żony i ukochanych dziatek. Może nie zdążył obejrzeć ostatniego reportażu swojego ulubionego Redaktora, tym razem z …. kuchni ….
To rzekome wzbogacanie natury i lasu przez ubytek żywych i witalnych drzew i zamienianie ich w próchno, w którym rzekomo następuje „erupcja nowego życia” i znaczący ponoć wzrost różnorodności przyrodniczej ma właśnie ścisły związek z odradzająca się wiara w teorię samorództwa.
Jak można uwierzyć, że rozkład materii organicznej (bo pochodzącej z drzewa) może wzbogacić przyrodniczo las? Dla Kowalskiego sprawa jest jasna i oczywista. Nauczył się od Redaktora i od Redakcji .
Pozwolę sobie wyjaśnić całą tą szarlatanerię, którą natchnięto Kowalskiego. Rozkład materii odbywa się w wyniku działań OBECNYCH w lesie mikroorganizmów. Nikt ich do lasu nie przywozi! Z pewnością nie czyni tego nocną porą Redaktor Adam Wajrak i jego towarzysze ze Stowarzyszenia na Rzecz Wszystkich Istot. Te organizmy są w lesie obecne. Były i będą, niezależnie od tego jak pięknie będzie szumiał w mateczniku nasz ukochany/ululany Pan Redaktor.
W gruncie rzeczy nie mamy bowiem do czynienia ze wzrostem bioróżnorodności (bo wówczas musiałyby się pojawić nowe gatunki, czego dotychczas nasz ulubiony/ululany Redaktor nie komunikował). Mamy do czynienia jedynie ze zmianami ilościowymi – ze zwiększoną ilością organizmów wcześniej już tam obecnych!
Nie należy się temu dziwić, i nie należy przypisywać tego trzepotowi liści dębu ładnie odwzorowywanemu przez Redaktora Gazety Wyborczej. Naturalnym przecież jest, że w momencie pojawienia się w lesie większej ilości zamierających i martwych drzew zwiększy się ilość obecnych organizmów. Ale nie wzrasta liczba gatunków, więc bogactwo przyrodnicze, ta hołubiona różnorodność gatunkowa pozostaje bez zmian.
Warto sobie uzmysłowić – zwiększa się ilość typowych dla rozkładu drewna organizmów , ale nie zwiększa się ilość i różnorodność gatunków tych organizmów. Ta pozostaje na stałym poziomie lub nawet ulega redukcji, w skrajnych przypadkach.
Ekologia uczy, że nie ma żadnych gwarancji, iż za jakiś czas układ przyrodniczy zwany lasem znów wróci do znanej nam postaci (co często wskazują ekologiści przy okazji upadku Puszczy Białowieskiej na terenie trzech puszczańskich nadleśnictw). Ekologiści łudzą, że to nastąpi. Nie jest to wykluczone, tak jak nie jest wykluczone, że w końcu uda mi się wygrać główną wygraną w Lotto.

Pokłady samorództwa
Wpływ na społeczeństwo, jaki w Polsce osiągnęło samorództwo jest OGROMNY!
Kilka lat temu Ewa Siedlecka (Gazeta Wyborcza) spopularyzowała pogląd, że istotą zamierania świerczyn w Beskidzie Śląskim jest ich „złe” pochodzenie.
Zastanawiałem się wówczas, czy gdyby Senegalczyk, czyli Afrykanin, będąc w Polsce zachorował na zapalenie płuc, to Pani Redaktor Gazety Wyborczej byłaby przekonana, że to tylko z tego powodu, że jest Senegalczykiem a tym samym jest obcego pochodzenia! Samorództwo kolejnej redaktor Gazety Wyborczej.
Znamienne, że to ta gazeta nadaje kierunek dzisiejszemu samorództwu.
Presja teoretyków i aktywny napór medialny, oświeconych celebrytów (jeśli to możliwe, by celebryci byli oświeceni) i „ekspertów”, wyrastających jak grzyby po deszczu, powodują, że wszelkie etyczne zahamowania i ograniczenia znikają. Albo samoistnie albo przez napór, szantaż czy manipulacje. SAMORÓDZTWO, SAMORÓDZTWA, SAMORÓDZTWIE – zdają się krzyczeć wokół mnie, osaczać w domu, pracy i zagrodzie ….
Czy jest jakieś zaciszne miejsce, gdzie usłyszę tylko ciszę….
Kraj zanieczyszczony, brudny i ubogi, od dziesiątek lat walczy pod przewodnią siłą elit ekologistycznego wariactwa by zniszczyć własne zasoby naturalne. Bo lasy są właśnie takim odtwarzalnym zasobem. Nie zajmuje się (kraj) w wystarczającym stopniu ochroną wód, powietrza czy gleby.
Dziś obowiązujące prawo przeznacza na zniszczenie ponad połowę zasobów leśnych Polaków. Polaków wierzących w prestidigitatorskie sztuczki większości mediów i ich redaktorów wykreowanych na bohaterów, Polaków dźwigających do urny kartkę zaufania dla tej czy innej ekipy. Ekipy zaś, przez stanowienie prawa, prowadzą systematyczną akcję wyniszczającą. Razem z lasami – osłabiają samych Polaków.

Historia filozofii a klucz filozoficzny według Tatarkiewicza Władysława . Klucz czy wytrych?
Z pewnością w dzisiejszych czasach obskurantyzmu znajduje się jeszcze spora grupa ludzi, dla których nieobca jest

Tatarkiewicz Władysław (3.IV.1886-4.IV.1980)
Tatarkiewicz Władysław (3.IV.1886-4.IV.1980)

postać polskiego filozofa i historyka filozofii (3 IV1886 – 4 IV 1980). Jeszcze przed II wojną światową napisał i wydał monumentalne dzieło – Historię Filozofii. To dzieło, w trzech tomach, bladoniebieskim płótnem oprawione, przez lata stanowiło bazę wiedzy dla wielu studentów. Tych z przed wojny jak i tych po wojnie. Zawartość podręcznika była tak uniwersalna, że była cenna dla studentów sanacyjnej II RP jak i PRL. Czy sprostał realiom III RP, którą zafundowała nam nie Solidarność, lecz ludzie, którzy ją przekoślawili, przeżuli i wypluli?
Był jednak czas, gdy pewne treści (dzieła Historii Filozofii autorstwa Władysława Tatarkiewicza) lub ich niedosyt wzbudził niepokój. W mrocznym czasie stalinizmu najwybitniejsi polscy twórcy: Wiesława Szymborska, Jarosława Iwaszkiwicz, Jerzy Andrzejewski, Czesław Miłosz, Julian Tuwim, Konstanty Ildenfons Gałczyński, Leon Kruczkowski, Ewa Szelburg-Zarembina (i wielu innych ) nie mieli problemów z przedstawianiem społeczeństwu walorów komunizmu w wydaniu Stalina i Bieruta. Wówczas to zwrócono się do Władysława Tatarkiwicza z propozycją, by swoją przedwojenną wersję leninizmu i stalinizmu (opisaną jeszcze przed wojną w podręczniku) rozszerzył. Wskazano Profesorowi, iż czas pokazał, iż leninizm i stalinizm okazały się się prawdziwe i zwycięskie.
Sugerowano zacnemu profesorowi, iż filozofia Lenina i Stalina stanowi klucz, który otwiera wszelkie drzwi ówczesnej rzeczywistości. Profesor Tatarkiewicz, świadomy realiów w jakich przyszło mu żyć po porozumieniach Jałty czy Poczdamu, nie uważał, jak większość ówczesnej sprzedajnej elity, by musiał zmieniać swój pogląd na rzeczywistość filozoficzną świata. Odpowiedział adwersarzom, że klucz, który otwiera wszystkie drzwi to wytrych, i … nie zgodził się na zmianę swojego pierwotnego opisu filozofii stalinizmu i leninizmu. I nota leninizmie oraz stalinizmie nie została skorygowana, zarówno ilościowo jak i jakościowo.
Dziś w wielu dziedzinach obowiązują potocznie uznane za uniwersalne określenia, które mają społeczeństwu wyjaśniać i ukierunkowywać spojrzenia na wiele spraw. W zakresie ochrony środowiska pojawiło przed kilku dekadami dekad określenie pn.: różnorodność, bioróżnorodność. Dziś teoria znacznie rozszerzyła ich pierwotne znaczenie. Określenia te stosowane w pewnych sytuacjach można porównywać do określeń używanych w czarnych czasach stalinizmu, gdy szło o eliminację wrogów ludu, wrogów klasy robotniczej lecz najczęściej miało związek z wyniszczaniem fizycznym osób, które inaczej patrzyły na rzeczywistość lub niszczeniem pojawiających się co rusz wrogów wewnątrz elit ówczesnej władzy. Co innego oznaczał wróg ludu w ustach pierwszego sekretarza, co innego w ustach sekretarza w fabryce, a co innego w ustach nauczyciela w … podstawówce.
Dziś w zależności od okoliczności użycie określenia różnorodność biologiczna jest elementem postępu lub obstrukcji.
Z pewnością gdy pisze o nim Gazeta Wyborcza piórem Adama Wajraka w kontekście konieczności doprowadzenia do zgnicia drzew w Puszczy Białowieskiej mamy do czynienia z objawieniem najjaśniejszej prawdy! Gdy zaś jest mowa o ratowaniu drzew przed gradacją kornika by tym sposobem ratować różnorodność, mamy do czynienia z przeniewierzeniem się idei ekologii oraz wszelkim ideom postępowego świata. A przecież wystarczy zdefiniować pojęcie lasu i w kontekście tego pojęcia wyartykułować pojęcie jego ochrony ….
Czasy, w których żyjemy można nazwać przełomowymi. Przełomowymi są dla nas wszystkich. Nie są tak brutalne jak czasy stalinizmu, gdy niemal wszystkie elity kultury w sposób jednoznaczny i jednoczesny przestawiły swoje publiczne oblicze.
Dziś mamy do czynienia z pewnego rodzaju zagubieniem czy też brakiem konsekwencji. Obserwujemy bowiem zatwardziałych propagatorów nowej „idei”, obserwujemy ostracyzm, ale mamy też do czynienia z ludźmi, którzy stoją w „rozkroku”! Czy czynią to świadomie? Raz tworzą systemy ekotonów, powierzchni referencyjnych, specyficznie restrykcyjnej sieci Natury2000, czy bariery administracyjne dla użytkowania lasu w zgodzie z klasyczną wiedzą i nauką leśnictwa – czynione przez ludzi obwieszających się kordelasami leśnika i mieniących się leśnikami, a za jakiś czas biegają z siatką na robale i łapią kornika, którego 10 lat wcześniej namnożyli.
Obyś żył w ciekawych czasach ….
Polacy nie mogą narzekać.
A leśnicy szczególnie.
Dziś jest pora na kolejną rewolucję ….
Las może przetrzyma. A my? Czy przetrzymamy … czy spłoniemy na stosie Świętego EKOLOGIZMU?

Font Resize
Contrast